Secrets of London
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie (/showthread.php?tid=3207)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Hardwick - 15.05.2024

Robię wielkie wejście, chwytam flaminga i staję przy stole.

Był pewien powód dla którego nie pojawiał się przez jakiś czas na oczach reszty gości.
Był nim cholerny zakład z Millie, na który przystanął, a którego teraz, widząc się w lustrze, srogo żałował. Wziął jednak głęboki wdech, wiedząc, że za późno na stchórzenie.
Szczególnie, że muzyka która leciała na imprezie była niezwykle dobra. Dla niej samej warto było przecierpieć. Jak i dla zapasów, o które toczyła się stawka. Był gotów.
Wyszedł z posiadłości, biorąc przy tym głęboki wdech i licząc na to, że jakoś ogra całą sytuację, nie stając się kompletnym pośmiewiskiem.
Przynajmniej tak sobie wmawiał.
Jego widok mógł co niektórych zszokować. Głównie ze względu na strój, który przyszło mu założyć.
Strój Alicji.
Miał więc na sobie cholerne białe getry, czarne pantofelki, niebieską sukienkę za kolano, fartuszek i czarną kokardę na głowie. Wszystko zdołał skombinować od sióstr, w przerobieniu na jego rozmiar pomogła mu skrzatka, nie zmieniało to jednak faktu, że czuł się nieswojo.
Mimo to przemaszerował na miejsce imprezy, starając się nie zwracać uwagi na spojrzenia, które dostawał, szukając wzrokiem Millie, która, cóż, znajdowała się w samym centrum chaosu, który właśnie powstał. Mógł się tego spodziewać. Obserwował chwilę początek walki na ciasto, zaraz jednak przypomniał sobie, że stoi tu w, Merlinie, kiecce, toteż, próbując zwrócić na siebie uwagę solenizantki wykrzyczał.
- WYGRAŁEM ZAKŁAD MILLIE
Chwilę później trzymał w rękach flaminga, trzymając się bliżej stołu, zastanawiając się, czy i w nowo przybyłych też będą rzucać ciastami.
Nie, żeby zachowanie nieumorusanej twarzy miało pomóc jego godności, ale musiał oddać sukienkę w znośnym stanie.
- Nawet nic nie mówcie - rzucił do Erika i drugiego Thomasa, przy których w ten sposób się znalazł. Czuł jednak, że się nie potrzymają.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Erik Longbottom - 16.05.2024

Wcześniej: Odpowiadam Isaacowi

Wiesz... Kwalifikacje kadry z naszych czasów też zdawały się budzić wątpliwości wśród uczniów — sarknął krótko, bo w gruncie rzeczy ciężko było stwierdzić, co właściwie uprawniało co poniektórych profesorów do objęcia funkcji nauczyciela w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Miał dziwne przeświadczenie, że większe wrażenie na dyrekcji oraz radzie nadzorczej akademii robiły osiągnięcia chętnych niźli ich wykształcenie. A może Erik po prostu się nie znał. Bądź co bądź, nie była to jego specjalność. — A jak sam wspomniałeś: uczyłeś dorosłych. To już jakiś krok w odpowiednią stronę. W końcu dzieci to tacy... mali dorośli, czy nie mam racji?

Mógł zapewne wytoczyć jakieś poważniejsze argumenty, aby przekonać Isaaca do rozpatrzenia tego pomysłu, jednak w gruncie rzeczy po prostu żartowali sobie we własnym gronie. Longbottom wiedział, że sam nie dałby się zbyt łatwo ściągnąć ze ścieżki, jaką obecnie kroczył, a skoro Bagshot postanowił zmienić swoje dotychczasowe życie na tyle, aby po tylu latach wrócić do ojczyzny, to zapewne i on miał na siebie konkretny pomysł. Może nie było sensu zaprzątać mu głowy potencjalną karierą w szkolnych murach. Z drugiej strony, dobrze by było mu o tym przypomnieć, kiedy dorobi się gęstej brody, monotonnego tonu głosu i wysłużonej aktówki.

Chyba się dzisiaj nie pojawi — stwierdził z ubolewaniem. — Właściwie to się z nią dzisiaj nawet widziałem. Ona... — Otworzył usta, jednak zaraz je zamknął, nie wiedząc, jak odpowiednio wytłumaczyć ich dzisiejsze spotkanie. — Cóż. Na moją prośbę wysadziła w powietrze gigantycznego błotoryja, który zrujnował pola uprawne pod Little Hangleton. Pewnie dalej zmywa z siebie... Wiadomo co. Ekhm.

Na początku miał do siebie pretensje, że puścił kobietę samą, jednak ze swoją klaustrofobią raczej nie przydałby się jej na zbyt wiele. A może nawet by przeszkadzał. A gdyby miał jeszcze wymyć się ze śluzu i krwi tego szkodnika, to pewnie dalej tkwiłby pod prysznicem. Och, po czymś takim naprawdę przydałaby mu się parogodzinna sesja relaksacyjna w miejskich łaźniach. Miał tylko nadzieję, że pannie Yaxley szybko uda się doprowadzić się do porządku. I że widok wnętrzności stwora wybuchających na wszystkie strony nie będzie jej prześladować przez nadchodzące tygodnie.

Teraz: Rozmawiam z Millie.
Erik chowa się pod stołem.


Zaczerwienił się lekko, gdy wspomniała o ubiegłej nocy. Cóż, przeżył chwilę słabości. I ciekawości własnym losem. Wbrew pozorom karuzela tragi-komizmu wcale się nie zatrzymywała, biorąc pod uwagę poranne wezwanie do Little Hangleton. Sądził, że sytuacja nieco się uspokoiła, a jednak siły wyższe rzuciły mu pod nogi kolejną kłodę w formie błotoryja giganta. Dobrze, że inne bóstwa zesłały mu również anioła stróża pod postacią Geraldine Yaxley. Ciekawe, co jeszcze miało się wydarzyć w tym miesiącu. Uśmiechnął się krzywo.

Zawsze byłem przekonany, że zerkasz w moją przyszłość przed każdym meczem Gryffindoru w Hogwarcie — skomentował bezwiednie, wbijając w nią rozbawione spojrzenie. — No wiesz, żeby sprawdzić, z jak dużą pasją będę łapał zbłąkane kafle przy bramkach.

Rozchylił usta, gdy nagle poczuł ręce Mills na swoich barkach. Wbrew pozorom nie dlatego, że tak rzadko go przytulała na przestrzeni ich znajomości, a dlatego, że często miała problem z tym, aby sięgnąć tak wysoko. Cholerne babeczki. Erik uściskał dziewczynę, zamykając ją na krótką chwilę w niedźwiedzim uścisku.

My też za tobą tęskniliśmy — zapewnił ją. — Nikt nie rzuca tak soczystymi kurwami po biurach Brygady Uderzeniowej, jak ty Moody. Lokalne domy publiczne też na pewno docenią twój powrót. Wiesz... To ogromna reklama. I na dodatek darmowa.

Zamrugał zdziwiony, gdy wspomniała o flamingach, w pierwszej chwili nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi. Nawet nie zdążył się odsunąć, zanim zrujnowała jego fryzurę. Wbił w dziewczynę skonfundowane spojrzenie, przysłuchując się z uwagą jej słowom, jednak znaczenie jej przemowy dotarło do niego, dopiero gdy wpakowało ciastko z kremem prosto w gębę Caina. Erik wybałuszył na nią oczy i rozejrzał się kontrolnie po reszcie zgromadzonych. Walka... na żarcie? A potem jeszcze pojawił się Thomas w sukience. Erik zasłonił usta dłońmi.

Nie śmiałby — parsknął, odsuwając się w stronę stołu. — Ale w to — Wskazał na Millie. — Nie mam zamiaru się mieszać. O nienienienie. Mam pewne standardy. Niskie, bo niskie, ale jednak.

Korzystając z dosyć nieoczywistej przewagi, jaką zapewniły mu zaklęte ciasteczka, Erik przykląkł na trawie i... wpełzł pod stół, znajdując sobie tym samym kryjówkę przed atakami ze strony innych gości imprezy.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5yWrj12.jpg[/inny avek]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Basilius Prewett - 16.05.2024

Komentuję rzut Millie, a potem zmykam pod stół i zagaduję Erika.

Nie do końca rozumiał czemu Millie nagle postanowiła rozpętało wojnę na ciasto, ale doskonale wiedział, że niezaatakowany raczej nie zamierzał brać w niej udziału.
Do tej pory po prostu cieszył się w spokoju ciastem,  przysłuchując się rozmowom i na razie ignorując rosnący, chociaż wciąż umiarkowany chaos, jak i to że nagle patrzył na świat ze znacznie niższej perspektywy, a dwie stopy wzrostu jednak robiły naprawdę dużą różnice. Teraz na przykład jego spodnie stanowiły ryzyko tego, że idąc gdziekolwiek widowiskowo się wywali.
A potem ciasto zaczęło latać.
Hm... Rzut taki mocno trzy na dziesięć Millie. Popracuj nad celem ‐ rzucił do Moody, widząc jak czarownica rzuca w Isaaca, który uchylił się, a cała amunicja trafiła Morpheusa w twarz. Oczywiście doskonale wiedział, że to po prostu Isaac skutecznie uniknął, ale ten dzień był jednak na tyle przyjemny, a przyjaciółka najwyraźniej w na tyle dobrym stanie, że nie mógł sobie odpuścić tej niewielkiej złośliwości. Chyba brakowało mu przekomarzania się z nią.
Sam wolał jednak uniknąć brania udziału w tej bitwie. Jeszcze, by musiał biegać.
Powodzeniarzucił do Patricka, a potem podwinął na szybko nogawki, wstał z pufy, uważając na to, by nie dostać niechcący zbłąkanym pociskiem i sam schował się pod stołem, by przeczekać tę wojnę. Najwyraźniej nie tylko on był na tyle rozsądny, by mieć taki pomysł.
Myślisz, że do rana walki się zakończą, czy będziemy musieli założyć tutaj prowizoryczny obózspytał żartobliwie, chociaż zachowując kamienną twarz, Erika, z którym najwyraźniej przyszło mu dzielić schronienie. Miał tylko nadzieję, że nikt nie postanowi się wywalić i rozbić sobie głowy.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 16.05.2024

Myśli na temat tego, o czym rozmawiał z Erikiem.

Isaac nie chciałby dożyć starości. Nie chciałby być zgarbiony ani pomarszczony. Chyba, że się ożeni i będzie miał dzieci. Wtedy jednym z jego mini marzeń, będzie trolowanie własnych wnuków. Mógłby im mówić, że noga to ręka, a ręka to noga. Że niebieski to czerwony, a czerwony to niebieski i tak dalej… a co z tym dalej zrobić, to niech się już martwią rodzice.
Gdyby miał jednak starzeć się w samotności, to zdecydowanie wolałby umrzeć przed sześćdziesiątką. Czy dzieci to mali dorośli? Trochę nie, i trochę tak! Raz nawet Isaac pokusił się o napisanie krótkiej publikacji na ten temat z lekarzem pracującym w szpitalu dla dzieci. Nie chciał się jednak nad tym rozwodzić. Cały czas miał w pamięci, że to urodziny Milly, a o historii czy psychologii mogą sobie porozmawiać przy piwie. O ile ktokolwiek normalny chciałby na takie tematy rozmawiać w pubie. Wiadomo - Isaac by mógł rozmawiać o wszystkim. Ale czy jego znajomi również?

Morpheus

- Panie Longbottom, dla mnie już na zawsze pozostanie pan panem Longbottomem.- Spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Nie był to jednak złośliwy ani prześmiewczy uśmiech. Lubił Moepheusa. Mężczyzna był bardzo nietuzinkowych, a Bagshot uwielbiał takich ludzi. Dodatkowo, był wujem Brenny oraz Erika. Za samo to, miał u niego specjalne miejsce w sercu…

Isaac chce zatańczy z Brenna. Unika ciasta, zwraca się do Erika oraz Basiliusa. Jego celem jest zdobycie flamingowego kija.

Z kim powinna zatańczy Brenna Longbottom? Z nim. Tak. Isaac odwrócił się w stronę Ziemniaczka i już otwierał usta żeby poprosić ją do tańca, kiedy całe zamieszanie się rozpoczęło. Kątem oka dostrzegł, jak Milly rzuca w jego stronę ciastem. Zdołał się uchylić kucając, i nawet nie zauważył jak pan Longbottom oberwał w twarz. Jego wzrok spoczął natomiast na flamingowym kiju. MUSIAŁ go zdobyć! Miał bardzo niskie standardy zabawy. Jeśli miał okazję obrzucać się ciastem, to obrzucał się ciastem! Był bardzo dobry w dostosowaniu się do poziomu towarzystwa w jakim przebywał, a takie aktywności powodowały uśmiech na jego twarzy.
-Co panowie, fujarki zmiękły?- Zwrócił się do Basiliusa oraz Erika chowających się pod stołem. Wsadził papierosa do ust, po czym ruszył żeby zdobyć kij. Alicja w Krainie Czarów była całkiem ładna, jednak trochę zbyt włochata...


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Morpheus Longbottom - 17.05.2024

Simpuję Thomasa w kiecce, dostaję w ryj ciastem i rzucam ciastem w stronę Isaaca.

Chciał skomplementować Thomasa i jego przepiękną, wyjątkowo odważną kreację; aż pozazdrościł mu odwagi, aby zdecydować się na takie przebranie. Musiał też przyznać, że ten sposób ubioru robił mu rzeczy w nieodpowiednich miejscach. Pewnie dlatego w ogóle nie zarejestrował momentu, gdy wybryk Solenizantki zamienił się w otwartą wojnę na jedzenie.

Ciasto, które miało trafić Isaaca, rozplaskało się na połowie twarzy i kołnierzu Morpheusa. Mężczyzna dziękował bogom, że zrezygnował ze stylowego czerniła nad oczami, które miał dwie noce wcześniej, bo teraz wyglądałby jak aktorka ze spalonego teatru. Zgarnął ręką ciasto z oka, oblizał słodki krem. Pyszny, więc nie żałował niczego. W końcu będzie rzucał ciastem, to spali ten cukier. Prawda? Prawda? wiedział, że to tak nie działało, ale czasami lubił udawać, że może tak być.

Krytycznie spojrzał na Basiliusa oraz Erika, z uśmiechem politowania i pobłażania. Oczywiście nie wyglądał przy tym aż tak dobrze, jak zwykle, bo różowy krem nadal brudził większość jego twarzy, ale liczył, że komentarz podbije jego status nieustraszonego wojownika ciasta.

Po tobie jeszcze bym się tego spodziewał, Basiliusie, ale Erik... — najstarszy na to m spędzie Longbottom wybrał ze stołu piękna, ozdobioną kremem babeczkę, zważył ją w dłoni z miną eksperta. — Nie wiedziałem Erik, że jesteś tchórzem.

Obrócił się na palcach, biorąc zamach i celując w plecy Bagshota. On rzuca, bogowie ciastka niosą.


Rzut na Aktywność Fizyczną (N), podwójnie ze względu na przewagę Szermierki
[roll=N]
[roll=N]



RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Brenna Longbottom - 17.05.2024

Odpowiedziała Cainowi, wyraziła uwielbienie wobec Thomasa - Alicji, nie zdążyła odpowiedzieć Isaakowi, bo zaczęła się bitwa, a Brenna postanowiła zostać fotografem wojennym.

– Nie mylisz mnie przypadkiem z Millie? – parsknęła Brenna, bo Cain był od niej wyższy, ale przecież nie aż tak. A teraz… teraz to mogłaby bez większych trudów przerzucić go sobie przez ramię. Było to na swój sposób zabawne, chociaż uznała, że póki co wystarczy jej kolejnych ciasteczek z niespodzianką. – Trolla. Musicie mi tu sprowadzić trolla. Zgodzi się wzrostem i na pewno się dogadamy doskonale, on będzie chrząkał, ja będę mówić i…
Tu Brenna przerwała, bowiem dostrzegła Wielkie Wejście Thomasa Hardwicka.
I natychmiast uniosła aparat, by zrobić mu zdjęcie w tym cudownym stroju.

– Tommy, czy wspominałam już, że cię uwielbiam?! – zawołała do niego, i może nawet wspomniałaby coś o tym, że kocha go miłością dozgonną, wszystko przez ten strój Alicji, ale najpierw odezwał się do niej Isaac, a zanim miała szansę mu odpowiedzieć, zaczęło się… ogromne zamieszanie.
Czy Brenna chwyciła za ciasto, by rzucać w innych tortem? Nie. Może czuła się już trochę za stara na takie zabawy, a może po prostu uznała, że znacznie lepszą będzie udokumentowanie całego przedsięwzięcia, bo zamiast rzucać się do kijów – flamingów czy chwytać jedzeniowe pociski, zaczęła przemieszczać się po okolicy – wciąż górując nad wszystkimi gośćmi o dwie stopy – i naciskać migawkę aparatu na tyle szybko, na ile tylko czarodziejski sprzęt lat siedemdziesiątych pozwalał (czyli niestety nie dość szybko jak na jej potrzeby, ale jak się nie ma, co się mówi, to się lubi, co się ma). Uwieczniła Morpheusa, już uwalonego ciastem, Caina goniącego Millie, a potem dała pokaz wrodzonej złośliwości, przykucając, by zrobić zdjęcie także chowającemu się pod stołem bratu (i przy okazji Basiliusowi). A poza tym każdego, kto się nawinął. Że sama mogła oberwać gdzieś po drodze ciasteczkiem? Cóż… od takiego słodkiego pocisku przecież nie umrze.
Teraz będą na nią wściekli, ale za parę lat te zdjęcia ich rozbawią, była tego absolutnie pewna, a to nie tak, że miała zamiar ich nimi szantażować… Chyba by tego nie zrobiła, prawda?
W przypadku aury i nici Brenny nie było wielkich niespodzianek. Kobieta nie była może aż tak beztroska, jak mogłoby się wydawać na podstawie jej zachowania, ale wszelki niepokój czy przygnębienie znikały niemal w zwykłej, jaskrawej czerwieni. Nici oplatały ją gęstą siecią, bo znała tu każdego i trudno było wyłowić te pojedyncze, zwłaszcza, że większość była do siebie podobna: Brenna kochała na swój sposób większość uczestników imprezy, przyjaciół i rodzinę. Zieleń i róż w różnych odcieniach błyskały w oczach aurowidza, najczęściej blady róż mieszający się z intensywną zielenią. Nić Basiliusa była zielona, a najbardziej krucha była zielona nić biegnącą do Bagshota, wciąż wskazujący na przyjazne uczucia ślad dawnej przyjaźni, która jeszcze nie została odnowiona, bo dopiero spotkali się po wielu latach.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Erik Longbottom - 18.05.2024

Ukrywam się pod stołem z Basiliusem.
Odpowiadam na zaczepki Isaaca i Morfeusza.


Młody detektyw chyba po prostu odwykł nieco od tak prozaicznych zabaw. Jeśli zjawiał się w jakimś miejscu, gdzie faktycznie można było zagrać z towarzystwem w jakąś grę, to zazwyczaj był to poker czarodziejów lub... feralne poszukiwanie czekoladowych jaj na Ostarze. Wspinania się na pale podczas Beltane nie uznawał za szczególnie angażującą rozrywkę, a raczej przeszkodę w drodze do celu, jakim było umilenie wieczoru osobom, które postanowiły spędzić z nim obchody. Nawet ostatnie tańce zorganizowane przez Brennę nie były tak... luźne.

Wprawdzie nie miał nic przeciwko temu, aby ubrudzić się ciastem w pościgu za kimś z gości imprezy, tak nie szczególnie uśmiechało mu się ufajdanie ciuchów lukrem, bitą śmietaną i innymi słodkościami. To tylko oznaczało kolejne pranie i rzucanie paru zaklęć, które sprawią, że ciuchy nasiąkną na moment magią, aby doprowadzić je do porządku. Już prędzej wziąłby udział w jakichś wyścigach czy pojedynku szermierczym, ale bawienie się ciastem zdecydowanie nie było w jego... Wzdrygnął się, gdy nieoczekiwanie znalazł się obok niego Basilius.

Zerknął orientacyjnie na jego dłonie, jakby szukał tam zbioru słodkich pocisków, jednak zaraz odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że był po prostu kolejnym uchodźcą uciekającym przed tą przedziwną wojną, która rozgrywała się obecnie w sadzie Longbottomów. A myślałby kto, że Warownia uchodziła za fortecę, której nie dało się sforsować. A teraz bariery padły przez kilka słodkich ciast. Eh, co ludzie powiedzą na mieście.

Ciężko stwierdzić — rzucił dyplomatycznie Erik, kuląc się pod stołem. Gdyby nie to, że zaklęte ciasteczka sprawiły, że był znacznie mniejszy, pewnie ledwo udałoby mu się wślizgnąć do tej kryjówki. — Nie spodziewałem się bitwy ''każdy z każdym''. Może w pewnym momencie obie strony wykrwawią się na tyle, że uda nam się stąd uciec.

Zmełł w ustach przekleństwo na uwagę historyka. Nie miał zamiaru dać się sprowokować przez jeden komentarz. Lata pracy w terenie, ćwiczenia dyscypliny i opanowania nie mogły pójść na marne. Wziął głęboki oddech, po czym wykrzywił usta w kwaśnym uśmiechu, pozwalając, aby kilka kropelek jadu skaziło jego manierę głosu.

Nie, panie Bagshot. Po prostu nie umiemy się bawić — sarknął, aby zaraz przewrócić oczami, gdy Morfeusz zdecydował się dołączyć do męczenia bratanka. Cóż za lojalność. — To nie ty walczyłeś dzisiaj z błotoryjem-gigantem, czyż nie? — odbił piłeczkę, słysząc uwagę wuja. Nagle wszystkim zebrało się na słabe dowcipy. — Jestem bardziej niż chętny do tego, aby przy walce z ciastem przekazać ci pałeczkę pierwszeństwa.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5yWrj12.jpg[/inny avek]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Millie Moody - 18.05.2024

Millie jak złoty znicz spierdala Cainowi, rzucając w niego ciastem po drodze (z sukcesem!) i podejmuje próbę kradzieży flamingów.

Z lśniącym brokatem piskiem rzuciła się w kierunku flamingów, a szczęśliwie po drodze był stoliczek, a na stoliczku koszyczek, znaczy więcej amunicji! Chwyciła z brzegu kolejne ciasto, którym cisnęła z całą mocą ponownie w Caina.

Aktywność fizyczna II z przewagą bo walka wręcz
[roll=N]
[roll=N]

Nawet nie widziała efektu trafienia, nie widziała jak słodki ładunek ląduje na Cainowym brzuchu, zamiast być WEWNĄTRZ brzucha. Krztusząc się ze śmiechu dopadła do flamingowych pałek z zamiarem zawłaszczenia dla siebie wszystkich. – Biały biały, wszędzie biały, miały być białe róże, a ta banda nieudaczników zasadziła czerwone! Kurwa Thomas serio?! Ja pierdole, wybierz dzień kutasie...– no i Erik wykrakał te śluby milczenia, jebaniutki, stanowczo za dużo czasu spędzał z Morfiną, jeszcze trochę i poza śpiewami ku chwale martwych bogów zacznie chodzić w kwiaciastych koszulach i stawiać ludziom tarota. Z kijami zamierzała umknąć za stół i bezczelnie bawić się z Cainem w kotka i myszkę, nawet jeśli to ona była w tym układzie kotem, a on myszą w kapeluszu planującą ciastową vendettę.

Aktywność fizyczna II na to, czy Millie da radę tak biegać, czy kije jej się posypią, a ona salwować się będzie ucieczką bez nich.
[roll=N]




RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Hardwick - 19.05.2024

Thomas odpowiada Brennie, mówi do Erika i Basilliusa, odkrzykuje do Millie i rzuca w nią ciastem, wita się z Isaackiem

Cieszył się, że wybrał ten a nie inny moment na przybycie. Chaos panujący aktualnie na przyjęciu chyba lekko przygasił reakcje na jego strój - choć nie do końca. Szczególnie, że Brenna wyciągnęła największą broń, jaką można było w takiej chwili odpalić… I zrobiła mu zdjęcie.
- Mówiłaś, ale jeśli to zdjęcie zacznie gdzieś krążyć, to bez wzajemności - stwierdził, choć jego uśmiech zdradzał, że w gruncie rzeczy żartuje.
No, może trochę jednak nie.
Nadal nie czuł się w stu procentach komfortowo, podejrzewał, że jeszcze długo będzie starał się po prostu nie pamiętać o tym, że wyjątkowo nie ma na sobie spodni, a w jego włosach tkwi komiczna kokarda.
Szczególnie, że mina Erika dobitnie oznajmiła mu, że tak, wyglądał głupio.
- Patrz, a ja dziś wszystkie porzuciłem, mogę równie dobrze, bić się na ciasto. Ale spokojnie, będę bronić tego stołu, by nic wam się księżniczki nie stało - rzucił do Erika oraz Basiliusa, dalej się szczerząc.
Nie żeby nie rozumiał, czemu wybrali odwrót, sam zastanawiał się, czy sukienkę da rady później doprać z lukru, czy jednak jego siostra go zamorduje, gdy będzie zwracał pożyczony ciuch? Miał jednak wrażenie, że w tym wypadku jednak te felerne zdjęcie może nadać się jako fant na próbę jej ułaskawienia.
Zresztą, reakcja Millie była warta tej całej kiecki i niesamowicie poprawiła mu humor.
- Następnym razem zastanów się dwa razy, zanim powiesz, że czegoś nie dam rady zrobić - odkrzyknął, po czym sięgnął po ciasto i wycelował w uciekającą solenizantkę, mając nadzieję, że jednak trafi. W końcu sama zaczęła całą tę zabawę, a wydawała się zdecydowanie zbyt czysta. 

Rzucam na trafienie Millie ciastem (dwa razy bo walka wręcz)
[roll=N]
[roll=N]

Dopiero wtedy udało mu się przyjrzeć osobie, której do tej pory jakoś nie skojarzył. Może dlatego, że Isaaca nie widział jej prawie od dekady.
- O rany, Bagshot? Co ty tu robisz? - zapytał, szczerze zdziwiony, ale na pewno nie zawiedziony.




RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Figg - 19.05.2024

Dochodzi do siebie po wzmacnianej herbatce za zdrowie dziadka. Zerka pod stół, gdzie są Erik i Isaac.

Pić, tak potrzebował się szaleńczo napić. Dlatego pierwszy lepszy imbryk był idealny. Może gdyby Merlin trochę bardziej go umiłował to do gardła by wlał sobie przyjemnej ciepłej herbaty, a tak? Poczuł jak przełyk zaczyna go palić aż się zakrztusił za pierwszym łykiem, tylko potem już jakoś poszło gładko. Każde przyjęcie potrzebuje mieć tego najebanego wujka, który już przed rosołem ledwo może ustać na nogach. Dobrze, że tutaj już było dawno po krojeniu tortu. Otarł rękawem twarz odstawiając imbryk na stół i złapał za kawałek tortu, aby zagryźć nieco i złagodzić efekt jaki whisky wywarło na jego przełyk. A to, że z takim zapałem zjadł kawałek, że aż mu na nosie został kawałek kremu to inna sprawa.
Rozejrzał się wokół, próbując złapać ostrość, jeszcze nigdy tak szybko i tak dużo alkoholu w siebie nie wlewał, bitwa na ciasta wyglądała obiecująco, ale jedyną osobą, którą teraz byłby w stanie trafić był on sam. Potrząsnął głową, chcąc pozbyć się tego uczucia jakby znajdował się na łódce, dlatego postawił ostrożnie jeden krok i złapał się stołu. Usłyszawszy spod niego głosy zerknął tam zaciekawiony i na widok mini-Erika aż zachichotał.
- Ha, Erik, mógłbyś teraz być dumnym jeźdźcem kota. Kapitan Pazur i jego dumny jeździec Erik Longbottom, ruszają na ratunek ludziom w opresji - powiedział końcówkę dość podniosłym tonem, jakby właśnie czytał tytuł opowieści o podniosłym rycerzu