Secrets of London
[10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem (/showthread.php?tid=3279)

Strony: 1 2 3 4 5 6


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Norvel Twonk - 26.06.2024

Ambrosia nie mogła być do końca pewna, czy to jej prośba, czy coś innego sprawiło, że wytransmutowany przez tamtych otwór nie zarósł z miejsca bujną roślinnością, ale wypuścił Isaaca, Penny, Basiliusa, Millie i nieznanego jej mężczyznę.
Do komnaty nagrobnej najpierw wpadł młodszy Bagshot. Za nim z gracją wskoczyła Penny. Później nieznany człowiek. Może poszukiwany przez wszystkich Owen Bagshot? Wreszcie Basilius i Millie. Za tą ostatnią, kurtyna z bluszczu i bzu zaczęła się gwałtownie zarastać.
Znaleźli się w miejscu skąpanym w rozkwitającej roślinności. Ta była dosłownie wszędzie: na ziemi, na ścianach, nawet na wpół dziurawym sklepieniu, dzięki któremu dostrzegli wreszcie jasne niebo i korony drzew. Poza żywymi Alexandrem, Ambrosią i Morpheusem, dostrzegli też katafalk i spoczywające na nim damskie kości. Kwiaty porastały ziemię dookoła kamiennej płyty i splatały się z kobiecymi szczątkami. Były różne: róże wiły się na zmianę z dzwonkami, z polnymi stokrotkami, z makiem, z fiołkami, etc. W nosy uderzał ich zapach rozkwitłego krzaku bzu (przed tym jak ziemia osunęła się, nie miał prawa, żadna z tutejszych roślin nie miała prawa tu rosnąć).
Dostrzegli wreszcie i najistotniejsze w tej chwili: dwa trupy unoszące się w powietrzu, trzeciego na ziemi, obok Morpheusa i toczącą się dookoła walkę. Penny i Basilius dostrzegli jeszcze, że coś dziwnego działo się z porośniętymi roślinnością ścianami. Jakby falowały? Próbowały się wyginać? I oplatająca je roślinność za wszelką cenę starała się zachować je w pierwotnej formie? Coś jeszcze próbowało się do nich przedostać?
Od zaklęcia Longbottoma, zapaliły się obydwa żywe trupy unoszące się w powietrzu. Zajęły się ogniem, wszyscy poczuli woń spalenizny, nieprzyjemnie mieszającą się z wonią kwiatów. A jednak nieumarli nie poddali się tak łatwo. Ciągle wisieli w powietrzu, machali rękoma, jakby w próbie wydostania się spod wpływu zaklęcia i rzuceniu się do dołu. Przypominali trochę pochodnie.
Choć Alexander próbował poderwać do góry trzeciego z nich, ten zdołał wyswobodzić się z zaklęcia. Warknął i ruszył do przodu, szedł – chyba na Mulcibera – choć może wcale nie na niego, ale wprost ku katafalkowi.
Isaac spostrzegł, że jego kuzyn również próbował podejść do katafalku. Z nosa ciekła mu krew. Pewnie przez przemęczenie.

Peppa


Gdyby tylko nieumarły miał w sobie jakieś szczątki świadomości, widok pędzącego na niego prosiaka z pewnością wydałby mu się najdziwniejszą rzeczą pod słońcem. Ale nie miał. Ba, im bliżej niego znajdowała się Peppa, tym wyraźniej widziała, że nawet nie próbował podejmować z nią walki. Kierował się do dziury. Koniecznie do dziury.
Uderzenie w niego i zwalenie go z nóg, okazało się niemal dziecinną igraszką. Dość śmierdzącą przy okazji. Zgodnie z własnymi oczekiwaniami, rzeczywiście poczuła jak jej ryjek wbił się w miękkie, nadgniłe tkanki, sięgnął nawet żeber. Żywy trup warknął a potem próbował się podnieść. Wydawał się mocno poturbowany.
Kilkanaście metrów dalej brygadzista walczył z własnym przeciwnikiem.

@Penny Weasley @Isaac Bagshot @Basilius Prewett @Millie Moody @Peppa Potter @Alexander Mulciber @Morpheus Longbottom @Ambrosia McKinnon

Czas na odpis do 29.06, godz. 21.00

/Jak dla mnie to nie musicie trzymać się kolejki - pamiętajcie, że jest was dużo.
Jesteście w kulminacyjnym punkcie sesji - jeszcze tylko pokonajcie wrogów i będziemy kończyć sesję.


rzuty kośćmi


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Ambrosia McKinnon - 26.06.2024

Cokolwiek to była, czy ona czy coś innego, z ulgą przyjęła fakt, że ściana roślinności nie zamknęła się z miejsca, pozwalając reszcie przedrzeć się do pomieszczenia z katafalkiem. Po ciele rozlała się ulga, na moment przynosząc odrobinę wytchnienia i nawet inferiusy, jęczące im nad głowami i wijące się w próbach ataku, nie były aż takie straszne.

Zdziwiła się w pierwszym momencie, kiedy to Isaac na nią wypadł. Krzyknęła jego imię zdziwiona, odsuwając się na bok i patrząc jak w ślad za nim idzie Penny, nieznajomy mężczyzna, Millie i jeszcze ktoś. Basiliusa też nie kojarzyła jakoś specjalnie, ale w ostatniej trójce zainteresowała ją tylko Moody.
- Millie! - rzuciła się kuzynce na szyję, absolutnie przeszczęśliwa i czując, jak wilgotnieją jej oczy. - Oh na Matkę, jak ja się martwiłam - puściła ją, najpierw przyglądając się jej, a potem i reszcie. - Nic wam nie jest? - zapytała jeszcze, trochę dziwnie spokojnym głosem jak na fakt, że w dziurze razem z nimi miotał się już jeden nieumarły, ale prawdę powiedziawszy, jakaś jej część starannie odsuwała od siebie tę formę zagrożenia kiedy mogła się schować za Alexandrem i Morpheusem którzy robili wszystko, żeby się ich pozbyć.

- Na górze chyba są jeszcze jakieś. Odciągnął je brygadzista, który z nami był. No i była jeszcze taka dziewczyna, która się zmieniła w świnie i uciekła - jak o tym mówiła, szczególnie o Peppie, to strasznie nie na miejscu to jej to wszystko brzmiało. Niemniej jednak, zawiesiła swoje spojrzenie na starszy Bagshocie, przyglądając mu się przez chwilę i obserwując jak idzie w kierunku katafalku. Podskoczyła do niej i złapała go za ramię.
- Nie dotykaj - upomniała go, bo teraz, kiedy otaczali ich nieumarli, nie chciała sprawdzać co się stanie jeśli zaburzą całą otaczającą go energię.


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Alexander Mulciber - 26.06.2024

Zdychaj. Czemu nie chcesz zdechnąć.

Ciała nieumarłych zajęły się ogniem pod wpływem zaklęcia Longbottoma: swąd palonego ludzkiego mięsa mieszał się z intensywną wonią kwiatów porastających miejsce spoczynku Triony. Jakże pięknie pachnie bez, pomyślał spokojnie Mulciber. 

Ziemia wypluła tych, których wcześniej pogrzebała żywcem. Alexander nie podniósł nawet głowy, by spojrzeć na ich twarze, choć swoim sprawnym uchem łowił znajome głosy: miał teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie, niż gratulowanie Mildred Moody zmartwychwstania. Nie mylił się, była taka jak on, taka, jak nieumarli, złożeni przez niewymownych w ofierze całopalnej Windermere: uparcie trzymała się przy życiu, nie mogąc – nie chcąc? – po prostu, kurwa, zdechnąć. Gdyby z otchłani wypełzło nowe plugastwo, pomyślał chłodno Alexander, to jedna osoba więcej, która osłoniłaby Rosie. W ciasnej przestrzeni kurhanu zapanował nagły zamęt.

Pomóżcie brygadziście i dziewczynce na górze – wycedził krótko, podnosząc na chwilę głos. Nie odrywał wzroku od nieumarłego, którego usilnie próbował poderwać do góry zaklęciem. Słowa Alexandra, bardziej niż do nowoprzybyłych, skierowane były do Morpheusa: zwykle nie potrzebował słów, by się z nim porozumieć – nawykł do pracy ze starszym niewymownym – ale chciał mu dać do zrozumienia, że da sobie radę z jednym nieumarłym, ale nie z tyloma żywymi. Niebieskie ślepia mężczyzny rozbłysły determinacją. Podnieś berło Cesarza, chciał powiedzieć Longbottomowi, zapanuj nad chaosem. Rządź nami. 

Mulciber wolał oprzeć się o kostur Pustelnika. Wiedział, co robić.

Nieumarły, który wcześniej spadł pod nogi starszego niewymownego wyswobodził się spod zaklęcia. Słodki smród zgnilizny omiótł nozdrza Alexandra, kiedy truchło ruszyło w jego stronę. Kurwa mać. Katafalk, na którym spoczywały kości Triony znajdował się za jego plecami. Była tam także Ambrosia, której spokojny głos dobiegał jakby z oddali. Alex zastąpił nieumarłemu drogę, licząc, że zaklęcie ochronne nałożone na ołtarz spowolni truchło na tyle, by on zdołał spleść odpowiednie zaklęcie. Zacisnął zęby. 

Tak jak Morpheus wznosił ku swoim bogom ornamentowe modły, wysadzane zręcznymi metaforami i pięknymi słowy, tak Alexander raczył teraz nieumarłych cichą litanią przekleństw: niewyraźne słowa szeptane w melodyjnym romskim dialekcie przypominały inkantację zaklęcia. 

Wyobraził sobie niewidzialną miażdżącą siłę, która uniosłaby nieumarłego ponad głowy zebranych, tak, by ten dołączył do swoich pobratymców, którzy szamotali się w górze, zajęci ogniem: chciał utrzymać padlinę w powietrzu, tak długo, jak będzie trzeba. Teraz nie zależało mu tylko na podniesieniu trupów: chciał zadać im ból – choć nie wiedział, czy mogły dalej czuć ból – chciał je zgnieść, jak robactwo, obrzydzony tym nienaturalnym wierzganiem plątaniny przegniłych kończyn, na wpół zjedzonych przez ryby, ich wijącym się oporem, przeciwstawiającym się nawet potędze żywiołu ognia. Zaakcentował pleciony czar właściwymi gestami dłoni: gwałtownymi, zamaszystymi. Zdychaj, ścierwo.


kształtowanie (3k), do skutku!
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Morpheus Longbottom - 26.06.2024

Zapach spalenizny, ostry i duszący, przypominał nagłe rozstanie. Wnikał głęboko w nozdrza, niósł za sobą wspomnienia innej straty. Przypominał o ogniach, które zniszczyły, o Beltane, chociaż nawet go tam nie było. Swąd, ciemny i ciężki, unoszący się jak mgła nad popiołami, jest jak ponure echo dawnej chwały. W tej samej chwili, w powietrzu rozwinęła się słodka woń kwitnących bzów. Kontrastowała z dusznym ciężarem spalenizny delikatnością swoich kwiatowych nut i dziwnie ją komplementowała. Bzy, pełne życia i obietnicy, przypominały o odradzaniu się. Ich zapach był balsamem, który łagodził palące rany. A jednak, zarówno te łagodne nuty, jak i ostry ogień były w pewnym stopniu ich przeciwnikami. Musieli chronić swojego wroga i zostawić go w trwaniu wieczności.

Tylko rzucił okiem przez ramię, słysząc znajome imię oraz głosy i rozpromienił się, a później krótko, chrapliwie roześmiał, bo dym z palących się truposzów podrażniał mu gardło.

Millie, lepiej niż katolicki Joshua, nie potrzebowałaś trzech dni — zażartował, odsuwając się od trzeciego truposza z wyraźnym kuśtykaniem. Chociaż małej brygadzistki nie było na Wyspie, infernusy najwidoczniej były jej przeznaczone. — Panno Weasley, jeśli jeszcze raz spotkam panią w towarzystwie morderczych pnączy, uznam, że potrzebuje panienka klątwołamacza. Trzeba chronić Trionę, zróbcie tarczę!

Wykrzyknął jeszcze na końcu. Powitanie i tak było rozległe, ale powinno podnieść im morale. Szczerze cieszył się też na widok Basiliusa i Isaaca. Może to tamten ostatni był przeklęty? W końcu też brał udział w wyrywaniu chwastów u krewniaków Penny. Będzie myślał później nad tym. Na razie jednak...

Zamierzał objąć wszystkie trzy Infernusy, uniesione przez Alexandra ogniem z całą determinacją bólu w kostce, frustracji tego dnia, zmęczeniu wizją, zarówno profetyczną, jak i tą, którą sam stworzył w swojej głowie. Rozmowa z Peregrinusem zdawała mu się eony od tego momentu, gdy łączył ostre ruchy szermierza z miękkością harfisty. Pod innym słońcem, pod innym niebem.


Kształtowanie (N):Palenie infernusów
[roll=N]
[roll=N]



RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Millie Moody - 26.06.2024

– Rózia, kurwa jak dobrze Cię widzieć! – wpadła w objęcia kuzynki, ale tylko na moment, przyjdzie jeszcze czas na serdeczności, przyjdzie czas na strach i radość przeżycia. Znowu.
– Jeszcze tylko woda w winno i będzie komplet! – odpowiedziała Morpheusowi. Szkoda, że to nastąpi pewnie nigdy, bo antytalent magiczny Moody do transmutacji był prawdziwie legendarny.
– Tęskniłeś za mną chuju? – krzyknęła jeszcze do Alexandra, niech nie myśli, że o nim nie pamięta, że słowa które w niej wypalił pozwoliły zapomnieć o czerni mieniącej się karminem. Niech ma dupek. Niech się cieszy uwagą pieprzony narcyz.

Po krótkiej wymianie uprzejmości, czując, że Owen jest w dobrych rękach jej krewniaczki, skupiła się na zadaniu. Triona? Kim była? Rozejrzała się nieprzytomnie po otoczeniu i dostrzegła napis na kurhanie.

– Czarne atakuje fioletowe... – powtórzyła za Atreusem, który ledwie dwa dni temu podzielił się z nią tą informacją, a która teraz stała się kluczem do jakichkolwiek działań. Nie wolno im było znów drażnić roślin, martwa chroniła, czy to ona została spalona tutaj przez biskupa?

– Spróbuję osłonić rośliny od iskier! – krzyknęła informacyjnie i skupiła się na rozciągnięciu tarczy, ale nie nad Trioną, a wokół zagrożenia - chciała więc uformować rozpraszającą magiczny ogień misę pod lewitującymi ciałami infernusów, tak aby żadna iskra nie dotknęła zieleni. Służyć i chronić czy Ci, którzy przypisywali jej symbol Wieży daliby wiarę, że w chwili próby podążała za zaklęciem własnego imienia - Łagodnej siły? Tak czy inaczej, dla zachowania osnowy rzeczywistości i balansu, po wytworzeniu zaklęcia padło z jej ust soczyste: – Kurwa!– intonowane w zależności od powodzenia podejmowanych działań.

Rozproszenie III – na pole wokół lewitujących infernusów zagaszające magiczny ogień i zbierające iskry.

[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Basilius Prewett - 26.06.2024

Millie przysięgam, spróbuj tylko bawić się w kolejnego Jezusa, a utopie się w tym winie– krzyknął w stronę Millie, nawet w tej sytuacji nie mogąc sobie nie pozwolić na drobną złośliwość wobec Moody.
No dobrze, wszyscy na razie żyli, poza infernusami i kośćmi oczywiście, ale działo się na tyle dużo rzeczy na raz, że na dobrą sprawę, szybko mogło się to zmienić. I najwyraźniej na górze był też ktoś przemieniony w świnię, ale nie miał pojęcia, czy była to planowana przemiana, czy też jakąś klątwą i zamierzał martwić się o to dopiero za chwilę.
Owenie uważajrzucił jeszcze w stronę historyka, taktycznie przysuwając się w jego kierunku na wypadek, gdyby ten zasłabł, lub nawet zemdlał, co w tym momencie byłoby dość problematyczne. Trzeba było go zdecydowanie szybko stąd zabrać. Szkoda tylko, że infernusy im w tym nieco przeszkadzały.
Widząc, że tarcza Millie nie zadziałała tak jak powinna, Prewett postanowił pomóc jej w tym zadaniu, samemu próbując narzucić magiczną osłonę wokół latających trupów, tak by żadna iskra nie spadła na nich, lub co gorsza, na rośliny i same kości, które najwyraźniej były Trioną.

Rzut na tarczę wokół lewitujących infernusów
Rozproszenie III
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Penny Weasley - 26.06.2024

Przedostawszy się do komnaty nagrobnej, nie zdecydowała się skorzystać z wciąż wyciągniętej przed siebie różdżki. Zamiast tego pozwoliła na to, aby jej uwagę przyciągnęła tutejsza roślinność. Widok był... dość niecodzienny. Gdyby okoliczności bardziej temu sprzyjały, zapewne spróbowałaby z tym wszystkim ciut lepiej się zapoznać. Słowa Morpheusa zdołały jednak uświadomić jej, że nie byłby to najlepszy pomysł. 

- Chronić Trionę? - nie byłaby sobą, gdyby nie poprosiła o kolejne informacje. Wyjaśnienia. Niby udało im się jakieś elementy tej układanki ze sobą połączyć, ale ta nadal nie była kompletna. Nie wszystko było zrozumiałe.

Do sugestii, jakoby miałby być jej potrzebny klątwołamacz się nie odniosła.

Czekając na wyjaśnienia, na informacje, zastosowała się do polecenia, jakie wydał Longbottom. Choć w tego rodzaju magii się nie specjalizowała, miała nadzieje, że cokolwiek uda jej się zrobić. Jakoś pomóc. Machnęła różdżką, starając się ukształtować tarczę mającą chronić kobiece kości. Cały katafalk? Wszystko to w miarę możliwości.

Jej uwagę na moment odciągnęła jednak jedna z porośniętych roślinnością ścian. Penny nie była pewna czy dobrze widziała, ale... czy ona się poruszała? Otworzyła szerzej oczy.

- Ściany! One się ruszają! - zdecydowała się zaalarmować pozostałych, zakładając że lepiej dmuchać na zimne. Sama zaś, niezależnie od tego czy próba postawienia tarczy wokół katafalku się powiodła, postanowiła spróbować przy pomocy transmutacji wzmocnić roślinność, która zdawała się walczyć ze ścianami. Mocniejszy splot, kolejne pnącza, łodygi, liście, kwiaty, gałązki. Zapewne nie zdoła osiągnąć tutaj cudów, o ile cokolwiek, ale spróbować po prostu musiała.


Rozproszenie - na stworzenie tarczy chroniącej katafalk
[roll=Z]

Transmutacja - na transmutowanie i tym samym wzmocnienie roślin porastających jedną ze ścian
[roll=N]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Peppa Potter - 27.06.2024

Dopływ adrenaliny na moment kompletnie odwrócił jej uwagę od zapachu. Ale gdy truposz upadł na ziemię, szlam spływający z twarzy świnki wdał się we znaki nie tylko zmysłowi węchu, ale też dotyku. Kwiknęła przeraźliwie, po czym kichnęła kilka razy, by paskudztwo opuściło jej drogi oddechowe. Gdyby miała czym, to pewnie by zwymiotowała, ale ostatni posiłek miała dobrych kilka godzin temu.

Potrącone zwłoki wciąż próbowały coś sobą wnieść do tego świata. Jedynym plusem sytuacji był zanikający strach. Bliski kontakt trzeciego stopnia z potworem sprawił, że Peppa nie bała się go tak, jak na początku. Nie musiała znów uciekać i mogła bohatersko rozprawić się z przeciwnikiem.

A wtedy błysnął ogień gdzieś w pobliżu. Tego smrodu było za wiele. Peppa odmieniła się i znów kichnęła. Starała się nie myśleć o resztkach zombie wtapiających się w jej drogą sukienkę. Starała się nie płakać z tego powodu. Może Ministerstwo wypłaci jej jakieś odszkodowanie.

Skierowała różdżkę w stronę próbującego wstać zombiaka i rzuciła zaklęcie transmutacyjne, które powinno przemienić otaczającą truposza w trawę, w oplatające go ciasno pnącza. Niech ziemia pochłonie go po raz kolejny, tam razem na zawsze.


Rzut na transmutację - uziemienie truposza poprzez całkowite pokrycie go bujnymi pnączami
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Isaac Bagshot - 28.06.2024

Wszyscy przeszli, co bardzo uspokoiło Isaac'a. Zebrał się z ziemi i dopadł do kuzyna, który wyglądał coraz gorzej.
- To było niemiłe...- Powiedział tylko, nie chcąc wszczynać dyskusji wśród całego tego zamieszania. Lewitujące inferiusy, ogień oraz chaos... katafalk, który od razu wzbudził w nim żywe zainteresowanie i przyciągnął wzrok bardziej, niż walka która działa się wokół. Czyżby miejsce spoczynku mugolki, która miała być czarownicą? Bagshot był tego ciekawy, chciał zbadać to miejsce, jednak rozsądek podpowiadał mu, że to nie jest najlepszy pomysł. Złapał więc kuzyna za ramię. Wyraźnie ciągnęło go w tamtą stronę. I nie tylko jego - jeden z inferiusów również był coraz bliżej nich.
- Owen, zaczekaj! Jak TO się skończy, to wtedy tam pójdziemy!- Ściskał różdżkę w wolnej dłoni i rozejrzał, czy nikt nie potrzebował pomocy. Sytuacja była chaotyczna. Woń kwiatów mieszała się z zapachem spalenizny, a unoszące w powietrzu trupy przypominały przerażające pochodnie. Zrobiło mu się niedobrze. Wiedział, że teraz nie czas na dalsze badania, nie w takich warunkach. Nie, kiedy wszystko mogło ich zaatakować. Zamknął na chwilę oczy, a później znów je otworzył. W takim chaosie, przypominały mu się wszystkie okropności jakie miał nieprzyjemność widzieć przez ostatnie lata za granicą. Żałował, że podjął się badania oraz drążenia tego tematu, i nie chciał, żeby Owen skończył podobnie, robiąc sobie krzywdę nie tyle psychiczną, tak jak on, co fizyczną.
Jeśli kuzyn go nie posłuchał, gotów był użyć zaklęcia które zmusi go do bycia posłusznym.
- Trzymaj się mnie, rozumiesz?!- Nakazał.

Rzucam zaklęcie Zauroczenia, które zmusi Owena do posłuchania się i pozostania przy mnie.

[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Norvel Twonk - 29.06.2024

W komnacie nagrobnej wiele się w tym momencie działo. Po pierwsze: zapanował tam pewien tłok, być może nawet miejsce to gościło właśnie najwięcej żywych istnień od samego początku swojego istnienia. Po drugie: trwała walka.
Nieumarły, który szedł w stronę Alexandra, został poderwany w powietrze za pomocą siły jego zaklęcia. Być może dwa już wiszące w powietrzu, poleciałyby na dół, ale drugie zaklęcie Mulcibera, zebrało całą trójkę w jednym miejscu (a może to była zasługa tarczy, którą próbowali zabezpieczać dół Basilius i Millie?). Ogień, którym płonęli nieumarli uległ tylko spotęgowaniu za sprawą czarów Morpheusa. Martwe, ale wciąż żywe, zwłoki unosiły się w powietrzu, szamocząc się i walcząc z magią, ale będąc jednocześnie zbyt słabe, by wyrwać się spod wpływu czarów. Wszyscy słyszeli skwierczenie i czuli zapach unoszącej się w powietrzu spalenizny. Był gorzki, cuchnął nie tylko spalenizną ale i rozkładem, gnijących ciał.
Magia Penny przyoblekła katafalk, a potem ustabilizowała jedną z piętrzących się ścian. Owen zatrzymał się przed ciałem. Chwilowo nie reagował ani na obstawę ze strony Basiliusa, ani na próby jego zatrzymania, ani na marudzenie Isaaca. Po prostu stał, nagle zdając sobie sprawę, że naprawdę znalazł się w najświętszym miejscu Ośrodka Windermere.
- Jesteś… jesteś czasami niemożliwy – powiedział wreszcie, zmęczonym tonem do swojego kuzyna. Reszta jego słów, cichsza i bardziej melodyjna utonęła w szumie tego, co działo się dalej.
Wreszcie dwa z utrzymywanych w powietrzu żywych trupów zaprzestały walki. Po prostu płonęły ich ciała. Trzeci – choć jeszcze nie dość martwy, również słabł. Zdawało się, że walka dobiegała końca.

Peppa


Nieumarłemu wreszcie udało się podnieść z ziemi. Nie na długo jednak, bo parę sekund później został pokonany przez zaklęcie Peppy. Pnącza oplotły ciasno jego ciało, sprowadzając z powrotem na trawę, a potem ściskając tak bardzo, aż do uszu młodej kobiety doleciał trzask łamanych kości.
- O kurwa – skomentował mało elokwentnie nadbiegający brygadzista. On też zdołał pokonać żywego trupa, z którym walczył. W odróżnieniu od Peppy, po prostu udało mu się pozbawić przeciwnika głowy. – Niezła jesteś.
Czuli dolatujący ich od strony zapadliny smród palonych ciał.

@Penny Weasley @Isaac Bagshot @Basilius Prewett @Millie Moody @Peppa Potter @Alexander Mulciber @Morpheus Longbottom @Ambrosia McKinnon

Czas na odpis do 01.07, godz. 21.00


/nie będę was już męczyć walką, Penny wyrzuciła taki wynik na poruszające się ściany, że jej wzmocnienie pomogło w powstrzymaniu tego co próbowało przedostać się do was (a dalej poradziły się z tym korzenie). Zakładam, że to już właściwie mój przedostatni wpis. Pozostało wam wydostać się z komnaty nagrobnej i podjąć decyzje jakie zachowanie dalej, pasuje do waszych postaci