Secrets of London
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 10.07.2024

Czerwona muszelka w złociste cętki napełnia cię odwagą i determinacją. Tego wieczora jesteś bardzo pewny siebie, skłonniejszy do ryzyka i dość uparcie dążysz do tego, co sobie postanowisz.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Millie Moody - 10.07.2024

Przychodzi super spóźniona z Eden.
Przechadza się wzdłuż przestrzeni obok STOŁU Z ŻARCIEM finalnie stając przy OGNISKO obok swojego Alastora i Alexandra, którego totalnie ignoruje (no offence)


To wszystko było nie tak.

To wszystko było kurewsko nie tak.

Cały ten miesiąc był popierdolony, w zupełnie inny sposób niż poprzednie dwa. Biel została zalana tęczą doświadczeń, feerią doświadczeń, pełnym spektrum emocji nakładających się swoim rodzajem i intensywnością na siebie. Była otoczona przez bliskich i przyjaciół, była otoczona przez ludzi, którzy życzyli jej jak najlepiej i każdego dnia musiała zmagać się z dojmującym przeświadczeniem, że jest dla nich niegasnącym rozczarowaniem. Dzień za dniem, noc za nocą, udawanie kogoś normalnego przychodziło jej z trudem, miała wrażenie, że to wszystko wisi w powietrzu, że zaraz jebnie i wybuchnie jej i im w twarz.

I jeszcze gdzieś w tym wszystkim zakopała się w przeszłości. Jedna akwarela, przypadkowe spotkanie na pierdolonym czarnym ślubie, jedne urodziny więcej na liczniku słodkiej Eden. Trzeba było to w końcu przegadać. Trzeba było usłyszeć, dlaczego jest się na tyle zjebaną osobą, że to wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło. Tak powinno być łatwiej. Pieprzona ewaluacja, żeby wiedzieć jak nie zjebać następnym razem. Tak to widziała.

Oczywiście oficjalnie to było "przejdźmy się", oficjalnie to było "musimy pogadać", ale za tym nigdy nie stały dobre rozmowy. Za tym nigdy nie stało nic dla niej dobrego. Ale umówiły się, zmierzyć z przeszłością, rozprawić z przeszłością, przejść się wzdłuż morza i spróbować wzajemnie zrozumieć co też wydarzyło się te dziesięć lat temu, sześć lat temu, niecały miesiąc temu... I szły z umówionego miejsca w ciężkim milczeniu tylko po to by dotrzeć... TU.

Ja pierdole

Zapomniała o tym. Nic dziwnego, że zaproponowała to miejsce, bo GDZIEŚ o nim słyszała. No kurwa oczywiście, że GDZIEŚ o nim słyszała, bo to tu miała być kolejna zakonniarska impreza. I to taka fajna impreza, na którą zabierało się swoich ulubionych ludzi. Zapomniała o tym, zapomniała na śmierć... Spojrzała niepewnie na Eden z którą miały porozmawiać, ale też przecież miały być może po raz ostatni szansę spędzić czas sam na sam. Już je zauważono, już zagadywano, były tam same znane twarze, czy to nie brzmiało jak totalna katastrofa?


...a potem dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę na szyję i jej niepokój stracił głos...
...potem dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę i straciła swój ogon...
...dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę i mogła tańczyć i śpiewać jak inni...


Już je zauważono, już zagadywano, były tam same znane twarze, co mogło pójść nie tak? Przecież to był ich największy problem, że Eden została aurorem i odeszła z Brygady. Jeszcze kilka tygodni i świetnie by się oznalazła w ich ekipie, byłaby totalnie doskonała jako twarda pani detektyw. Millie spokojnie mogłaby też podejść do awansu, być jej parnerką, to byłoby takie śmieszne być krukiem krążącym wokół pani zawsze mam rację i teraz naślę na Was swojego herolda śmierci.

Wszyscy się znali, a okoliczności był takie piękne! Brenna jak zawsze przeszła samą siebie i nawet Miles która wracała do swojego stanu wagowego sprzed śpiączki (czyli bardzo za mało), poczuła napływającą ślinkę, gdy przechodziły obok stołów uginających się od jedzenia. Pomachała po drodze Morfinie i Jonathanowi, starszyzna jak widać w formie!

A wtedy zobaczyła swojego brata stojącego przy ognisku i zamachała do niego ręką zdecydowanie entuzjastyczniej, ciągnąc za sobą swoją dzisiejszą towarzyszkę. Z miejsca rzuciła się mu na szyję roześmiana.
– Alastor no kurwa nie uwierzysz TOTALNIE zapomniałam o tej imprezie, przepraszam, że się spóźniłam, ale patrz przyprowadziłam moją... ee... naszą przecież tak, naszą starą przyjaciółkę. – Odsunęła się od brata, odsłaniając panią Lestrange tak jakby miała ich znowu ze sobą przedstawić, chociaż absolutnie nie było to koniecznie. – Pewnie się nie widzieliście pizdyliard lat, co? Ile właściwie byliście partnerami? Trzy lata? Cztery? Prawie w ogóle w domu Cię wtedy nie było wtedy. Już myślałam, że kompletnie o mnie zapomniałeś. – Roześmiała się, jakby to była zabawna anegdotka, ale och tak, jak ona była kurewsko zazdrosna o Eden wtedy, dawno temu. Ale przecież to już przeszłość, teraz można było się cieszyć z tego reunionu. – Szkoda, że nigdy nie złożyło nam się razem pracować. – Pokręciła nosem, autentycznie mówiąc to, co miała na myśli. – Anyway, jakie są atrakcje przewidziane? Thomas zabrał ze sobą gitare? Będzie śpiewando?

!zaklętamuszla


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 10.07.2024

Muszla we wszystkich kolorach tęczy napełnia cię doskonałym nastrojem i sprawia, że nie myślisz o zmartwieniach. Tego wieczora bardzo trudno cię zasmucić.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Basilius Prewett - 10.07.2024

Dalej kocyk z Atreusem, szykuje się do lotu na miotle

Basilius jedynie przewrócił oczami na jego słowa dalej skupiając się na tasowanej w dłoniach talii. Nawet jeśli lubił kuzyna na tyle, by grać z nim swoim ulubionym zestawem kart, tak dzisiaj korzystał z tego nieco brzydszego na wypadek, gdyby talia postanowiła uszkodzić się na plaży.
Mam na myśli jakiekolwiek próby lecenia na niej do domu po alkoholu – powiedział, kręcąc głową na znak, że nie chciał papierosa. To chyba była kwestia muszli, bo przecież nie szczęścia, nie gdy w pobliżu była Brenna, ale czuł się dzisiaj naprawdę dobrze. Lepiej, niż gdy tutaj przyszedł a wtedy, jako że dzisiaj dość mocno się oszczędzał, już i tak miał jak na siebie całkiem sporo sił, tak że w pewnym momencie nawet zaczął trochę wiercić się na kocyku i co chwila zmieniać położenie nóg, zachowując się zupełnie nie jak to chore i blade dziecko rodziny.
Może to dlatego, wcale nie trzeba go było dlugo namawiać nim zgodził się na propozycję kuzyna.
Hm... – mruknął, przyglądając się najpierw dystansowi, który powinien przeleciec, szacując potencjalne zyski i straty. Woda przy brzegu była płytka, więc przy całej swojej nienawiści do zbiorników wodnych nie ryzykował, jakoś dużo, tak samo, jak nie zamierzał przecież wznosić się wysoko. No i hej, ostatnio całkiem długo udało mu się utrzymać na miotle, zanim niemal się nie zabił, więc chyba miał szanse. I przecież trzeba było powstrzymać Atreusa przed leceniem na niej do domu. To znaczy, nawet jeśli mu się nie uda, to miał sprytny plan, zwrócenia uwadze na ten fakt Florence, by mu te miotłę po prostu zabrała, ale Bulstrode nie musiał jeszcze o tym wiedzieć.
Dobra – zgodził się, chowając karty i wstając z koca bardzo energicznie, jak na niego. Wyciągnął rękę, aby wziąć od niego miotłę. – Jakieś wskazówki?


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Cameron Lupin - 10.07.2024

Na kocu z Heather z Brenną obok.

Lato okazało się nie być najłatwiejszym okresem w życiu Camerona. Ledwo wypuścił względnie zdrową Heather z oddziału w Szpitalu św. Munga, a chwilę później spadła na niego kolejna fala istotnych obowiązków. Na dobrą sprawę każdą wolną chwilę poza pracą poświęcał rodzinie, swojemu związkowi lub douczaniu się poza godzinami pracy. A spędzanie czasu z krewnymi i tak w dużej mierze kończyło się pomocy na dyżurze w aptece.

Lupin wręcz pragnął nadejścia lata, jakby koniec sezonu wakacyjnego miał się równać mniejszym natłokiem pracy. Być może liczba wypadków teleportacyjnych nieco się zmniejszy? Odzwyczai się od widoku młodych twarzy nierozważnych nastolatków, którym zaklęcie łamane na eliksir łamane na domowa pieczęć wybuchły w twarz? Wiedział, że musi lepiej zadbać o równowagę w swoim życiu prywatnym i zawodowym.

Może wypad na wybrzeże ze znajomymi Brenny, to był jakiś początek tego zjawiska? Chociaż zerkał z ciekawością w stronę co bardziej znajomych twarzy, tak sam początek imprezy spędzał z Heather, ciesząc się zdrowymi płynami, dobrą pogodą i... pięknym towarzystwem. Zagubiony pośród własnych myśli, z opóźnieniem zwrócił się ku rudowłosej, gdy go o coś zagaiła.

Aha — przytaknął na uwagę Rudej, po czym pociągnął łyk soku pomarańczowego. Spojrzał znad krawędzi wysokiej szklanki na innych gości, którzy bawili się w najlepsze. — Też masz wrażenie, że zaprosiła nas, żebyśmy trochę zaniżyli średnią wieku? — Zerknął kątem oka na czarownicę. — Mam wrażenie, że gdyby nie my, to to większościach tych tutaj mogłaby już mieć kartę stałego klienta w przychodni w Świętym Mungu.

Zaśmiał się krótko z własnego dowcipu. Na usta cisnęło mu się określenie ''geriatria'', jednak obawiał się, że ktoś starszej daty mógłby nie zrozumieć tego dowcipu. Zwłaszcza że na każdą znajomą twarz przypadało tutaj kilka innych, jakich Cameron absolutnie nie kojarzył. A to go trochę krępowało, bo jego własne towarzystwo nieco się uszczupliło. Chociażby Fernah, która jeszcze parę miesięcy temu uczęszczała na zajęcia w akademii Munga, a obecnie... Co najwyżej się mijali.

Eh, nie wiem... Może ty zdecy-

Wtedy tuż obok nich wyrosła Brenna Longbottom, która położyła przed nim dar w formie... wielkie pudła? Lupin przekręcił głowę w bok, próbując się domyślić, co tam może być. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że opakowanie wyglądało, jak z cukierni. Nagle po plecach przeszedł mu dreszcz. To chyba nie był... Tort weselny? Przecież to było ZDECYDOWANIE za wcześnie?!

Eee… Eee… Dzięki. Ja... My... M-my też mamy taką nadzieją — pochylił lekko głową przed panią gospodarz przyjęcia. — [b]Trochę to wszystko niespodziewanie wyszło, ale... Chyba idzie n-nam całkiem dobrze, p-prawda He...?

Urwał nagle, gdy pośród gości dojrzał swoją osobistą nemezis. Florence Bulstrode. Ręka Camerona momentalnie powędrowała ku dłoni Heather, jakby fizyczny kontakt miałby go, chociaż minimalnie uspokoić. Chłopak wstrzymał oddech, zatrzymując się w miejscu. Słyszał opowieści o niektórych stworach, które ignorowały swoją ofiarę, o ile ta pozostawała w bezruchu. Może dzięki temu go nie zauważy od razu?

!zaklętamuszla
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/0c808be6b8627a0395f18b5cfee7c49e/d6f69fa0f3673bf7-7b/s250x400/c21c00690e173b0f433858f73577888398981b09.pnj[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 10.07.2024

Czerwona muszelka w złociste cętki napełnia cię odwagą i determinacją. Tego wieczora jesteś bardzo pewny siebie, skłonniejszy do ryzyka i dość uparcie dążysz do tego, co sobie postanowisz.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Erik Longbottom - 10.07.2024

Namiot. Podchodzę do Isaaca, Dory i Teddy'ego.

Z początku Erik nosił się z tym, czy w ogóle powinien brać udział w przyjęciu na plaży. Z jednej strony była to nieoficjalne Zakonu Feniksa, więc wypadało, aby pojawił się na nim nawet symbolicznie. Z drugiej strony wypadało też pomóc Brennie za przygotowaniami. Z trzeciej sam chciał zobaczyć znajomych, z jakimi niedane mu było spędzić w ostatnich tygodniach większej ilości czasu. Z czwartej jednak...

Dalej dochodził do siebie po tym, jak ledwie dwa dni wcześniej uratował Anthony'ego z rąk niezidentyfikowanych jeszcze porywaczy. Żart, który przerodził się w mały koszmar, gdy oboje doświadczyli na własnej skórze, jak łatwo w tych czasach można komuś po prostu odebrać drugą osobę. Gdyby nie to, że Longbottom postanowił od razu zbadać zniknięcia Shafiqa z przebieralni w Teatrze Selwynów, to kto wie, jak by się to wszystko skończyło?

Powinien być teraz z nim w Little Hangleton. Albo w Ministerstwie Magii próbując dodać dwa do dwóch i znaleźć jakiś trop po mężczyznach, którzy właściwie rozpłynęli się w powietrzu po tym, jak udało im się uciec z podziemnej komnaty. Czy jednak przysłużyłby się w ten sposób komukolwiek? Nie mieli jak dotąd żadnego śladu, pracownicy teatru też nie wnieśli na razie nic nowego do sprawy. A kręcenie się po magicznej dzielnicy z nadzieją na znalezienie odpowiedniej osoby było po prostu głupie.

Tak jak po Beltane to Dumbledore i Patrick próbowali poskromić pragnienie sprawiedliwości Zakonu po ataku Śmierciożerców, tak i teraz Erik studził własne emocje, nie chcąc popełnić błędu. To nie szybkie, a dokładne śledztwo przynosiło efekty; nie mógł tego popędzać, jeśli chciał dojść do prawdy. A chwilę odpoczynku pośród znajomych... Cóż, na tym etapie to już chyba mu nie zaszkodzi, czyż nie?

Jak to wypijesz, to będziesz musiał trochę wytrzeźwieć przed pójściem do wody, wiesz? — odezwał się znajomy głos za plecami Isaaca. Erik poklepał przyjaciela ze szkoły po ramieniu, uśmiechając się zdawkowo na powitanie. — Trochę słabo jak na początek imprezy.

Zaparł się ręką o blat, unosząc drugą dłoń na powitanie Menodory i Teddy'ego, pozwalając im w spokoju toczyć swoją rozmowę, podczas gdy sam postanowił się zająć męczeniem Bagshota. Pod względem stroju Isaac na pewno go dziś przebił i to z dosyć prostego powodu - nie licząc granatowych szortów i czarnej czapki z daszkiem, Erik nie miał na sobie absolutnie nic. Z Warowni zabrał jedynie bluzę, która obecnie walał się na którymś kocu, czekając na nadejście wieczoru i niższych temperatur.


!zaklętamuszla
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JNBhFu8.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 10.07.2024

Czerwona muszelka w kształcie serca sprawia, że twoje emocje stają się trochę bardziej intensywne. Radość, smutek, miłość, fascynacja i złość - każde z tych uczuć przeżywasz bardziej intensywnie.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Jonathan Selwyn - 10.07.2024

Przy stołach z jedzeniem z Morpheusem


Sam? – spytał, zwracając swój wzrok ku blondynowi. – Nie nie miałem, chociaż… Wygląda dziwnie znajomo. Potem pewnie zagadam – powiedział, gryząc truskawkowy makaronik. – Wiesz, co mój drogi? Wydaje mi się, że po prostu jego idea na bycie sobą, koliduje z moją ideą na posiadanie gustu. To znaczy, nie zrozum mnie źle sam uważam, że należy być sobą, co do tego nie mam żadnych wątpliwości, po prostu jestem pewny, że dałoby się to wszystko robić z większym wyczuciem. – Gdyby Woody wreszcie się poddał i oddał w swoje wybory modowe w ręce Selwyna, ten nie zmieniałby na siłę stylu brata Morpheusa. Jedynie poprawiłby to, co wymagało poprawienia. Zwłaszcza, że przecież młodszy Longbottom potrafił ubrać się doskonale. Co więc poszło nie tak?
Oh – powiedział, patrząc we wskazanym mu przez przyjaciela kierunku. – Zawsze chciałem skoczyć z klifu, ale jakoś nigdy nie było do tego okazji. – Gdyby był tu Jeremiah może zasugerowałby swojemu rozmówcy, że zemści się za niego i sam dla żartów i z zachowaniem ostrożności, zrzuci ojca Brenny i Erika z tamtego klifu, ale szczęśliwie przedstawiciela Longbottomskiej geriatrii tutaj nie było. Przeniósł więc jedynie ponownie spojrzenie na czarodzieja obok.
Morphy, szczerze? Zaproponowałbym ci drinka, ale tobie się chyba znacznie bardziej przyda kawa. Widzisz coś jeszcze na oczy, czy mam cię siłą zaciągnął do łóżka? A pamiętaj, że nie takich zaciąga… Nie czekaj, nie o to mi chodziło, chciałem się popisać swoją siła i uporem, ale trochę się zakręciłem w słowach. Ignoruj to ostatnie.
Jonathan starał się tego nie okazywać, ale sam miał przecież problemy z zasypianiem i wiedział, jakie było to nieprzyjemne, a jego przyjaciel wyglądał… Dobrze, że te okulary słoneczne pomagały.
Selwyn jednak nie skończył jeszcze tematu Woody'ego i nie czekając na odpowiedź Morpheusa, postanowił, nie ruszając się z miejsca, szybko zerknąć na nici obecnie łączące Woody'ego i Quintessę. Rytuały godowe, tak?


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/cfcf414aef37b03069ae848453cffdd7/27cd02011efc0b99-23/s500x750/8ae748cfb26eec883d5c6a9555c2ec4809cdfdbd.pnj[/inny avek]

Rzut na nici (Percepcja III)
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Quintessa Longbottom - 10.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=hpgQIKz.png[/inny avek]

Nadal na kocu, wchodząc Woody'emu na psychę.

Słucham?
Zdążyła wypalić jedynie, czerwieniąc się lekko na twarzy. Doskonale wiedziała, że ten stary gbur przyjdzie ją gnębić. Nie sądziła jednak, że przy okazji spłoszy również Dorę, która — choć Tessa sama ją najpierw odesłała — czmychnęła tak prędko, że niemalże wznieciła za sobą chmury piasku.
Naprawdę liczyła się z tym, że prędzej czy później natknie się na byłego męża. Wiedziała, że będzie ją denerwował. Ale nie sądziła, że już po jego pierwszych słowach boleśnie zakłuje ją po lewej stronie piersi.
Zacisnęła wargi, dopijając prędko kieliszek wina i odstawiła go na bok, jakby potrzebowała do rozmowy z Woodym obu rąk i nowego papierosa w ręku. Starego zatem równie szybko dopaliła i lekko trzęsącymi się dłońmi (na tyle niezauważalnie, że nawet on nie mógł tego spostrzec) wyciągnęła nowego, cynamonowego szluga.
No, no — rzuciła w końcu z niekrytą pogardą (naprawdę nie chciała tego mówić). — Zrzuciło się w końcu maskę. Zapewniam, że nie musisz robić takich podchodów, żeby ze mną porozmawiać.
Tak bardzo chciała go nienawidzić. Tak bardzo nie chciała z nim teraz rozmawiać. Tak bardzo pragnęła, żeby w końcu pozwolił jej zapomnieć. Zostawić za sobą te wszystkie lata, które spędzili razem. Załatać dziurę w sercu, której nie sposób było zapełnić niczym innym — pieniędzmi, antykami, pomocą niesioną uciśnionym czarodziejom i mugolakom. Dlatego w takich sytuacjach, kiedy doskonale wiedziała, że Woody liczył na jej wybuch, pozwalała sobie jedynie na jedno spojrzenie. Na machnięcie ręką. Na utwierdzenie w fakcie, że przecież była nieczuła i zgorzkniała.
Ale co było po sercu z kamienia, skoro ono i tak pękało?
Proszę bardzo! Bo w każdej sytuacji zawsze jedynym słusznym wyjściem jest rzucanie mordą i bicie wszystko na oślep pięściami. No, nie zapomnijamy też o ucieknięciu na Nokturn za kryminalistami. No, przecież. W końcu to nie tak, że wystarczyłoby porozmawiać, prawda, Clemens?
Rozpędzała się — czuła, że podaje mu na tacy tę niewyjaśnioną satysfakcję z podniesionego ciśnienia. Z każdym kolejnym słowem ściszała powoli głos, wbijając w niego oczy i celując palcem w pierś.
Tylko gdzieś pod tym wszystkim kryło się jeszcze coś. Tessa nie mogła tego widzieć, nie mogła tego teraz czuć, ale to naprawdę tam było. Ta nić, która, nieważne ile czasu minęło, zawsze ciągnęła ją w stronę Woody’ego. Zawsze mieniła się ciemną, czerwoną barwą, ale kiedyś, bo jeszcze przed rozwodem, zawsze była przechodziła momentami w róż. Choć… teraz, może też tam był? Nić trzymała się jej palca wskazującego, owijała skrupulatnie wokół przegubu i zwisała luźno przy łokciu.