Secrets of London
[20.06.1972] Co robimy w ukryciu || Ambroise, Geraldine & Astaroth - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [20.06.1972] Co robimy w ukryciu || Ambroise, Geraldine & Astaroth (/showthread.php?tid=3941)

Strony: 1 2 3 4 5


RE: [20.06.1972] Co robimy w ukryciu || Ambroise, Geraldine & Astaroth - Astaroth Yaxley - 15.10.2024

Widok faktycznie nie był zbyt chwalebny. Kto z łowców, takich z krwi i kości łowców, chciałby, aby bliska mu osoba zachowywała się gorzej niż dzikie zwierzę? Żeby stała się bestią? Żeby żywiła się krwią? LUDZKĄ krwią? Sama ta myśl była przerażająca, wyobrażenie, niezwykle odrażające, a jednak... obraz, oglądanie tego na własne oczy i to z zasobem wyrzutów sumienia...?
Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Przynajmniej nie teraz. Czas na rozważania miał nadejść później. Teraz wgryzłem się w drugie opakowanie krwi. Nie sprawdzałem jego faktury, nie wąchałem zawartości, nie weryfikowałem pochodzenia. Pragnąłem jedynie pić i właśnie to robiłem. Smak, zapach, moc - rozchodziły się po moim ciele, przejęły wszystkie zmysły. Byłem tylko ja i woreczek z krwią, więc nie było miejsca na Geraldine zniesmaczonej tym widokiem.
I może to dobrze, że utraciłem poczucie czasu i przestrzeni, skupiając się na własnych doznaniach? Warto napomknąć, że intensywnie egoistycznych doznaniach! Nie zauważyłem, kiedy nasze towarzystwo opuściła również Geraldine, więc na dobrą sprawę nie byłem świadom, że to towarzystwo stało się samotnością. Chciałem nawet gryźć więcej, pić więcej, ale rozszalałe zmysły nie natrafiały na nikogo.
Kimi nie było.
Geraldine nie było.
Ambroise’a również nie.
Zostałem sam. Z głodem. Z szybkim oddech. Z malejącym głodem, ale wzrastającą paniką. Bo co też sam chciałem odjebać? Własnymi rękoma? Umysłem? Ciałem? Myślą i czynem?
Minęło trochę czasu nim się pozbierałem, pozbierałem drewniany mebel, starłem swoją obrzydliwą krew z podłogi. Każdą myślą obowiązku i zadośćuczynienia zmuszałem się do ruchu, zbierałem skrawki dowodów własnych grzechów, niegodziwych występków.
Zostałem przeklęty. Ja zostałem przeklęty, a nie Geraldine. A jednak dłuższą chwilę później garbiłem się nad dziennikiem, notując sobie wielokrotnie, że Geraldine mnie znienawidzi.
Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Geraldine mnie znienawidzi. Bo powiedziałem jej, że to ona powinna umrzeć. Znienawidzi mnie.
Otępiały z bólu fizycznego i psychicznego, nie byłem pewien, kiedy osunąłem się w sen. Sny jednakże nie były tej nocy ukojeniem. Były pełne strachu, niepewności i bólu.

Koniec sesji