Secrets of London
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki (/showthread.php?tid=6052)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - The Edge - 04.06.2026

** @Nora Figg @Zenon Kozioł @Baba Jaga [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ZSHmIee.png[/inny avek]

Odkryj wiadomość pozafabularną
Napisałam to w duchu przewag Występowanie, Kokieteria, Złodziejstwo i moich pytań w wątku konsultacji z MG – wydaje mi się, że ta chłodna kalkulacja i wyliczenie sobie momentu, w którym trzeba podejść do koszyka coby wpaść na jakiegoś dżentelmena jest legit. Postać próbuje wymusić dodatkowe słodycze manipulacją. Jąkanie się i wyglądanie na zestresowaną jest granie wg. zawad – dobiera sposoby realizacji, które jest w stanie odegrać.



Najgłupsze pomysły rodziły się w głowie, kiedy zabrakło na horyzoncie kawalera, na którego widok serce śpiewało jak skowronek, a dłoń trzymająca jeszcze przed sekundą tę należącą do jej przyjaciółki zwisała teraz bezwładnie wzdłuż ciała.

Tarp nie wyglądał na skołowanego. Tłoczyło się tu dużo ludzi, których znał lub kojarzył – w tym ta przyjaciółeczka jego syrenki i przeróżne inne typy, wśród których nie poznawał jej nikt. Oczywiście, że czuła stres. Crow schowałby się za maską bandziora, Flynn za kępą loków, a ona… Nie spodziewała się tego po sobie, ale dodało jej to jakiejś dziwnej energii – wciąż czuła, że poplącze słowa przy pierwszej lepszej okazji i obecność tylu czarodziejów zalała ją falą gorąca intensywniejszą nawet od gniewu sprzed chwili – a jednak to gorąco nie rozchodziło się po duszy tak samo, bo sytuacja stwarzała zupełnie inne możliwości.

Chciała to testować, sprawdzać jak mocno mogła naciągnąć strunę, ale jednocześnie nie chciała, aby ta pękła i zniszczyła jej podwieczorek wśród osób, na których jej faktycznie zależało. Paczka ciastek nie była warta ich wzburzenia, szybko więc darowała sobie próbę bezrefleksyjnej kradzieży (chociaż kusiło ją to niezmiernie – bo się wychowała jako złodziejka i złodziejką pozostała), ale… Ha, nie stawało się tak słodką ozdobą cudzych łóżek, jeśli się nie miało w sobie tej naturalnej zdolności do manipulacji. Życie było jednym wielkim występem, a ona pozostawała jednym z najlepszych jego aktorek.

Żeby dostać te cukierki, właściwie jedynym co musiała zrobić, było powiedzenie, że ich chce. Była całkowicie przekonana, że zarówno Zenek jak i Nora kupiliby jej dodatkowe opakowanie tak po prostu. Zresztą, jeśli naprawdę jej na tym zależało, wystarczyło dać buzi Laurentowi i obserwować jak ten idzie osiodłać abraksana. Ale gdzież w tym była zabawa? Czuła się jak ktoś, kto dopiero uczy się chodzić. Nie rezygnowałeś z prób podniesienia się tylko dlatego, że twoja matka mogła przełożyć cię z miejsca na miejsce – im częściej podejmowałeś próby, tym szersze stawały się twoje możliwości.

Nie widziała barwnych świateł, nie mogła docenić pięknego wystroju, nie rozumiała do końca czym zachwycali się wszyscy, nie miała pojęcia dlaczego Bott tak gębę cieszył. Widziała tłum ludzi, a w tym tłumie jedna rzecz, którą chciała mieć dla siebie – wyjątkowe słodycze. Chociaż robiła wrażenie głupiutkiej szkapki, co się kręciła ludziom pod nogami i niezbyt dobrze radziła sobie z koncepcją wsadzenia ręki do kosza i nie robienia zbędnego zatoru, w rzeczywistości wykonywała bardzo chłodno wykalkulowane ruchy.

Uśmiechnęła się do dziewczyny z koszem bardzo niewinnie, sięgając ręką do środka.

– Ale fantastycznie, jestem wielką fanką, jak żeś dostała tę robotę? – Zagadała do hostessy.

!Słodycze Bertiego

– Hmm? – Uniosła zdobycz w górę, robiąc strategiczny krok w tył, przyglądając się temu co wylosowała i… Oh, jakaż ona głupiutka była, że się tak odsunęła, bo jakiś jegomość w nią wpadł. – Przepraszam! Bardzo przepraszam! Ale ja jestem niezdarą… O nieee, pokruszyło-o mi się. – Nie wyglądała na rozzłoszczoną, ani przesadnie rozczarowaną, ale z brązowych oczu zniknęły iskierki ekscytacji, a zamiast nich pojawił się naturalny dla nich smutek. – N-Niech się p-państwo nie przej-mują… – Wyjąkała, nieświadomie naśladowała mową ciała Vioricę, co zapewne było całkiem dobrym sposobem na wzięcie ich dwójki na litość.

Bardzo chętnie przyjęła każdą rekompensatę, ale też nie narzucała im się w żaden sposób – usunęła się w cień, dołączając do Nory i Zenka, jakby zbyt dobrze rozumiejąc, jak bardzo pick me nie powinna choose me tak się pakować w love me cudzą przestrzeń…

* * *

Niestety dla wszystkich, jej upojenie rosło. Niestety dla Zenka, miał długie nogi, które łatwo było sięgnąć pod stołem swoimi, nie myląc ich z tymi Nory, bo te pewnie nawet nie dotykały teraz podłogi. Kopnęła go delikatnie w but, zaczepiła o nogawkę. Udawała wpatrzenie w kartę dań, chociaż nie obchodziło jej absolutnie nic poza deserem i coraz mocniej chciało jej się rzygać.

– Co to znaczy „melomanka”? – Zmarszczyła nos. – Myślałam, że będzie coś słodkiego… Nie ma menu dla dzieci? – Odwróciła kartę. Huh, napoje mające przypominać o „starych, dobrych czasach”. Gdyby opowiedziała śmieszne wspomnienie ze swojego dzieciństwa, Nora pewnie kupiłaby jej przerażona karnet na terapię w Lecznicy Dusz. – Gdzieś w tej sali siedzi pewnie czwarta żona Bertiego Botta. Akurat zbliża się Samhain, to się za nią pomodlimy. – Na szczęście powiedziała to na tyle cicho, żeby nikt ze stolika obok tego nie usłyszał.


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 04.06.2026

Pudrowe gwiazdki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę pudrowych gwiazdek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wydają świecić się wewnętrznym blaskiem. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Pudrowe gwiazdki (Zjedzenie gwiazdki natychmiastowo wyostrza zmysł wzroku i pozwala czarodziejowi widzieć w nawet najgęstszych ciemnościach. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Christopher Rosier - 06.06.2026

– Jakbyś się zgodziła, nie wypadałoby ich prać, prawda? – spytał Rosier, posyłając jej rozbrajający uśmiech. – Ale zakładam, że byś odmówiła, i bitka gotowa.
Tak naprawdę trochę sobie żartował, bo nie sądził jednak, że byliby na tyle natarczywi, że musiałby się z kimś bić (i prawdopodobnie mimo całej pewności siebie zdawał sobie sprawę z tego, że w zestawieniu z profesjonalnymi sportowcami skończyłby z obitą twarzą). A trochę mówił poważnie o tyle, że gdyby dama życzyła sobie umówić, to nie była jego własnością, by mógł tego zabraniać – tyle że nie sądził, że Victoria idąc na spotkanie z jednym mężczyzną, i siedząc z nim przy stoliku chociaż pomyślała o zgodzeniu się na spotkanie z innym.
– A wiesz, że tak? Ale tym razem piję do czegoś innego. Skojarzyło mi się to z McKinnonami – powiedział Christopher, unosząc opakowanie słodyczy i lekko nim potrząsając, ale tak, aby nie zniszczyć imbirowych słodkości. Nie miał rzecz jasna pojęcia o żadnych związkach Bertiego z tą rodziną, jedynie „nafaszerowane słodycze” powiodły jego skojarzenia w stronę dawnego skandalu. – Nie znam szczegółów, bo minęło trochę czasu, ale w rodzinie krąży opowieść, że wuj kupił ciotce ich czekoladki na rocznicę ślubu, a ona zapałała gwałtownym uczuciem do kelnera. Na szczęście wyniósł ją z restauracji zanim doszło do jakichś scen publicznie, ale zanim wyszło na jaw, że to amortencja… – Pokręcił głową. Podejrzewał, że ciotka przeszła ciężkie chwile, bo jego wuj nie należał do ludzi, którzy tolerowaliby to, że ich małżonka w ogóle oglądała się za jakimś innym mężczyzną. Nie wspominając już o nagłym uczuciu do jakiegoś tam kelnera i to w dodatku podczas kolacji z rocznicy ślubu. – Nie mów tylko nikomu, że ci o tym opowiedziałem, bo wuj oczywiście nie cierpi tej historii.
Ciotka zresztą też i Rosier podejrzewał, że wcale nie dlatego, że miała problem z tym, jak wściekł się wtedy mąż, a z tym, że jej gorące uczucia skoncentrowały się na biednym kelnerze mugolskiego pochodzenia. Równie oczywiście niektórzy członkowie rodziny bardzo lubili tę historię i opowiadają ją chętnie, rzecz jasna kiedy wujek nie słyszał.
– Ale nie sądzę, żeby pan Bott miał ochotę na powtórkę z rozrywki. – Chris nie pamiętał szczegółów tamtego dramatu, ale coś mu się kołatało w głowie, że chyba się wieszał. A może ktoś go poćwiarował? W każdym razie imperium cukiernicze upadło, i tylko ojciec czasem wzdychał, że tęskni za czekoladą z lat swojej młodości. Być może chodziło właśnie o tę. – Dlaczego podsadza cię przyjaciółka?
Bo jeśli szło o kratkę, nie skojarzył tego od razu z poltergeistem. Bardziej założył, że przy przeszukaniu jakiegoś mieszkania czarownika mogli sprawdzać, czy niego tam nie ukrył.
– Pomyślałem właśnie, że modelki mogłyby chodzić po suficie. Na pewno wszyscy by o tym pisali, a w Sali można by zmieścić więcej gości, skoro wybieg przebiegałby nad nimi. Ale oczywiście wymagałoby to też zaklęcia szat i fryzur, żeby nie opadały w dół… – stwierdził z pewnym zamyśleniem, najwyraźniej rozważając, jak można by to rozwiązać.
Obrócił na moment głowę, słysząc dziecięcy krzyk, bo siedział tyłem do wejścia i Lorraine, ale że niewiele z odległości zobaczył, postanowił to po prostu zignorować.
– Smaczna, chociaż ocenię tutejsze menu, gdy dostanę danie główne.


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Alastor Moody - 06.06.2026

** @Bertie Bott @Millie Moody



Z domu, którego głową był Aaron Moody, nie wyniósł nigdy odpowiedzi na to, jak powinien zachować się w takiej sytuacji. Nigdy nie był człowiekiem pozbawionym emocji i uczuć, ale też nigdy nie był człowiekiem potrafiącym wyrazić to czymś na tyle głębokim, aby potrafił odczytać to ktokolwiek inny niż Bertie Bott. Czy istniał jakiś kodeks dozwolonych zachowań? Instrukcja obsługi bagna społecznego, z którego tak regularnie się wymigiwał, tonąc w kolejnych godzinach i pracoholizmie przysłaniającym mu prawdziwe skomplikowanie życia? Nie przyszedł tu z Eden. Prawdę mówiąc, trochę się tego wszystkiego bał.

Samotność przerywana łykami z butelki taniego piwa i cisza pustego mieszkania były łatwiejsze niż godzenie się z tym, że przez trzydzieści lat życia nie nauczyłeś się żyć. Zupełnie jakby to nie była najbardziej podstawowa rzecz, wpisana w jego definicję. Zarówno życie jak i rodzice, którzy mu to życie dali, ofiarowali mu coś jeszcze – jedną, konkretną i bardzo przykrą lekcję – pokazali mu jak umierać. Jak ojciec trzymał się więc ubocza otaczającej go rzeczywistości. W niewielu przypadkach spróbował w ogóle zapisać się do orkiestry – nie istniał poza pracą i obowiązkiem, a tylko u Botta odważył się grać pierwsze skrzypce. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że to właśnie on miał zrozumieć moment, w którym jego dusza wyląduje na stosie setek innych dusz odzianych w czarny mundur.

Bertie Bott był przecież kimś przyzwyczajonym do bolesnych pożegnań i nigdy nie stracił swojego blasku. Czaru, który sprawiał, że lgnął do niego jak ćma. Alastor objął go tymi silnymi jak diabli rękoma i poklepał po plecach. Pokręcił głową na wzmiankę o swojej dziewczynie i siostrze. W obliczu nieskończoności, niezliczonych teorii o nieśmiertelności duszy, Alastor miał nadzieję, że śmierć wyglądała jak ostatnia wyprawa na ryby. Mógłby wyłożony na wyimaginowanym leżaku wyławiać spomiędzy chmur opowieści tych, którzy dalej żyli i czekać, aż Bertie do niego dołączy lub nie. Wyczytywać z niebiańskich pergaminów odpowiedzi na to, czy jego ofiara opłaciła się i wszyscy ci, na których mu zależało, istnieli i płynęli przez tę nieskończoność dokładnie w takim rytmie, na jaki zasługiwali.

Nie potrzebował nic więcej.

Ojciec by go pewnie kiedyś skarcił za to, że nie potrafił ukryć wzruszenia i oczy mu zachodziły łzami, ale z rozmazanym obrazem nie mógł dostrzec, że Aaron siedział przy jednym ze stolików i nie miał się na baczności. Rzadko się go widziało z raz rozluźnionymi mięśniami.

– Plułbym se w brodę, gdybym nie przyszedł – przyznał bez ogródek – nawet jeśli byłem tu wcześniej. Przecież to jest przekkurwafantastyczne. – Miało to swoją cierpkość przez wzgląd na liczbę ominiętych świąt i uroczystości, ale może – na ten moment tylko może – nawet naczelny pajac Biura Aurorów wynosił z gniewu otaczających go kobiet coś więcej niż fakt, iż musiał lepiej kryć się z piwskiem i niedomytą szyją. – Pójdę, chę-

Urwał, kiedy obok pojawiła się Mills. Instynktownie położył dłoń na czubku jej głowy, w powitalnym geście przesuwając palcami po burej czuprynie.

– Hej, Milluś – rozejrzał się, ale żadnego Tommy'ego, kimkolwiek był, nie widział. Bezpiecznie założył więc, że siedzieli już przy stoliku i standardowo dla siebie, gotów był się z tej sytuacji wymiksować.

Tak szczerze, to on my kuflem piwa nie pogardził.

– A co to jest? – Pytanie padło, bo wszedł dopiero. Nie zdążył jeszcze umieścić łapy w koszu i tak szczerze, to kiedy zrozumiał skąd Millie to wyciągnęła, to zastanowił się nad tym jak duża była szansa na to, że na wspaniałe rozpoczęcie wylosuje tam jakiś absurd pokroju fasolki o smaku rzygowin. – Okeej, to jest hazard, na który mnie stać. – To powiedziawszy zbliżył się do hostessy, której posłał serdeczny uśmiech i mrugnięcie okiem, po czym wyciągnął…

!Słodycze Bertiego


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 06.06.2026

Dropsy cytrynowe


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę cytrynowych dropsów. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, są klasycznym przysmakiem czarodziejskiego świata. Każdy z nich ma na sobie wytłoczony symbol łyżeczki i nazwy lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Dropsy cytrynowe (Zjedzenie dropsów działa uspokajająco i pozwala na podejście do sytuacji w bardziej rzeczowy sposób, pozwalając na zignorowanie zawady Porywczy. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Victoria Lestrange - 07.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pNjQXjv.png[/inny avek]

– Nie wiem czemu bym miała – no nie, to w ogóle nie było w jej stylu, by publicznie bawić się czyimiś uczuciami. Niepublicznie zresztą też. Takie kręcenie, lawirowanie, niezdecydowanie, robienie komuś nadziei, to w ogóle nie było coś, o co można by ją posądzić, zresztą nie była kochliwa, nie tak łatwo było jej zawrócić w głowie, a sam fakt, że z kimś już tutaj przyszła, był dla niej wystarczający, by nie oglądać się za innymi, skoro ona i Chris nie przyszli tutaj „po przyjacielsku”, jak to określiła kilka dni jego matka, dopytując o co tutaj chodzi…

– Z McKinn… och. No tak – pamiętała ten skandal jak przez mgłę, minęło już od tego sporo czasu i raczej ludzie tego nie rozpamiętywali, ale skoro była mowa o amortencji, która tak zapadła w pamięć Christopherowi, o deserach i słodyczach, to rzeczywiście można było powiązać jedno z drugim. Zmarszczyła lekko brwi, słuchając opowieści o wuju i ciotce, a ostatecznie przygryzła na chwilę usta. – Trochę mu się nie dziwię, wiesz – bo gdy próbowała się postawić na miejscu wuja Rosiera, to pomyślała sobie, jaki to musiał być wstyd i zranienie, żeby na rocznicowej kolacji jego żona oglądała się za innym… A skoro była to amortencja, to najpewniej na sam patrzeniu się nie skończyło. – Warzyłam kiedyś antidotum na amortencję – nie dla siebie, rzecz jasna… Ale na zamówienie. Nie wiedziała nawet dla kogo dokładnie. Były więc sposoby, by się przed tym chronić… jakoś… ale najpierw trzeba było wiedzieć, z czym dokładnie ma się do czynienia, a to nie była taka prosta sprawa. – Dobrze, że te u Blacków działały tak krótko, bo normalnie ich działanie jest dłuższe… – takie, że nie trzeba co pięć minut podawać nowej dawki, a wystarczy to robić raz na jakiś czas. Sama zresztą cieszyła się, że nie trafiła na żadną amortencję nigdzie, bo gotowa później była zrobić o to prawdziwą awanturę. Nie znosiła, jak traciła nad sobą kontrolę. Nad sobą, nad swoimi wyborami. Nie znosiła i jednocześnie się tego bała.

Ale dlatego i ona nie sądziła, że Bott chciałby tutaj taki skandal w postaci amortencji i mieszania ludziom w uczuciach i relacjach. Ludzie ostatnimi czasy zdawali się być bardziej ostrożni na tym polu… ale to dobrze.

– Bo nie jestem przesadnie wysoka – odparła mu spokojnie, ale to było przecież jasne, że nie była, Christopher doskonale to wiedział. – A musiałam zerknąć do kratki wentylacyjnej w moim mieszkaniu. Była w salonie więc najszybciej było mnie po prostu podsadzić – bo była mniejsza i lżejsza. – To ta historia o poltergeiście – powiedziała, przypominając sobie, że o samym… widmie, istocie, duchu, czy czym dokładnie były poltergeisty, Chrisowi opowiadała po tym spotkaniu koleżki na Pokątnej. Słyszał więc o tym, co wyczyniał i jak skończył: wyegzorcyzmowany, ale nim zniknął, to narobił hałasów straszliwych, tak, że mnóstwo jej sąsiadów to słyszało.

– Na pewno byłoby to widowisko – tylko czy wtedy ubrania byłyby odpowiednio zaprezentowane? – Jako część pokazu na pewno zrobiłoby wrażenie – dodała z zastanowieniem, ignorując już dalszą scenę związaną z kotem, kelnerem i krzyczącym dzieckiem. I zabrała się zresztą do swojego dana –nie podała, z jakim mięsem je woli, bo było jej to obojętne, ale dostała wersję z kurczakiem i była z tego całkiem zadowolona. A na pewno była gotowa na wszystko, co miał zamiar zgotować jej los. – Szybko się tutaj ze wszystkim uwijają.




RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Woody Tarpaulin - 08.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JsqvV7K.png[/inny avek]Woody nie mógłby potępić Aseny za wprowadzanie chaosu do jej własnego pokoju. Jej pokój to jej pokój. Mogła tam sobie robić, co jej się tylko podoba. Niech i bez okien śpi, jak ma życzenie. Sam był zresztą niemożliwym zbieraczem śmieci, które nie zawsze do wnętrz pasowały… taki już był charakter Rejwachu, że pozszywano go z wielu dziwnych elementów… ludzkich i nieożywionych.
Pan Tarpaulin nie rozpoznawał laseczek, z którymi spotkał się Zenon — a takie przynajmniej sprawiał wrażenie na zewnątrz. Nora była mu bowiem doskonale znana, lecz przy publice dla świętego spokoju wygodniej było sobie zbyt serdecznie w oczy nie spoglądać. Panienki numer dwa zupełnie nie poznawał, ale była niebrzydka. No ewidentnie dobrze się Kozioł z pannicami ustawił.
— No jak ci mówię, że kojarzę — wrócił zniecierpliwiony do Aseny. — To jest ten szukający, Senka. Słuchaj… — I miał coś powiedzieć, ale zaczęła pleść o tym, ile to z Lukasem Nottem po barach się nie szlaja. — Wiesz ty co…! — żachnął się stary. — Nie chcę nawet słyszeć, w jakich barach. — Odchylił się na krześle, unosząc ręce w obronnym geście, który miał mu oszczędzić jej dalszego paplania. Za wiele! Basta! Jeszcze usłyszałby nazwę, której usłyszeć nie chciał w tych przemiłych okolicznościach. — I co ty z nim na tej spalonej?
Naburmuszył się rzecz jasna na żarty, żeby podroczyć się z Greybackówną.
Tymczasem podeszła do nich kelnerka. Woody zamówienie część główną wziął se jednako do Aseny. Wymienił tylko trifle na tartę jabłkową, a nalewkę na piwko. Jak przystało na chłopa w wieku średnim, obsługującą ich dziewczynę obrzucił żenującym dowcipkowaniem — no pani to ma dzisiaj tyle roboty, usiądzie może sobie z nami na chwilę. Jakoś nie chciała, w odpowiedzi na co pan Tarpaulin jej okazał wiele zrozumienia. On również włożył rękę w tajemniczy kosz i wyciągnął sobie z niego słodycz. Podziękował ślicznie pani (a może ślicznej pani) — i już jak się odwrócił do Aseny, humor od razu miał lepszy.
— No to słuchaj. — Rozparł się na krześle wygodnie. — Tak się z Nottem lubicie, to ja czekam darmowych biletów na następny mecz. Potrzepoczesz rzęsami i na pewno staremu zorganizujesz, co? Może nawet lożę, ha?

!Słodycze Bertiego


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 08.06.2026

Cukrowe pajączki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę cukrowych pajączków. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, po wyciągnięciu z opakowania zaczynając snuć cukrową pajęczynę. Każdy z nich ma na odwłoku odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Cukrowe pajączki (Zjedzenie pajączka natychmiastowo uaktywnia pajęcze zmysły i sprawia, że czarodziej przylepia się do powierzchni płaskich, mogąc swobodnie chodzić po ścianach czy suficie. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)



RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Atreus Bulstrode - 08.06.2026

Z Brenną

Prawie jej napisał w tym wyjcu, żeby się ładnie ubrała, ale nie był pewien czy wtedy specjalnie i jemu na złość nie ubrałaby się brzydko. Szczerze to też nawet podejrzewał ją, że celowo wciśnie się w mundur, albo niby to zapomni go zdjąć po służbie, ale wierzył jakimiś resztkami że tego nie zrobi. Bo jeszcze by ludzi straszyła, albo i samego właściciela że przyszli mu interes zamknąć w dniu premiery.

— No no, ja nie wiedziałem, że masz takie znajomości — mruknął, kiedy przedostali się przed przedsionek, potem podreptali po schodach w ślad za kelnerką i zostali usadowieni na antresoli. Dostali też karty menu, ale te teraz niezbyt zajmowały Atreusową uwagę. Zamiast tego rozglądał się dookoła, z pewnym zainteresowaniem lustrując wnętrze jakby chciał na szybko, tu i teraz, ocenić czy było to dobre miejsce do wpadania co jakiś czas.

Problemy dziejące się na parterze zostawili za sobą, nie rozeznawszy się w nich. Ominęły ich więc drużyny Quidditcha, wile, dramaty z kotkiem i znajome twarze, na przykład takiej Victorii i Christophera. O, z nimi to całkiem chętnie by sobie przysiadł. Miał też nadzieję, że Brenna nie postanowi stwierdzić, że zabrał ją na otwarcie Zaklętej Łyżeczki, bo było za darmo – aczkolwiek rozdawane upominki bardzo sobie cenił i kiedy kelnerka zaoferowała im zajrzenie do koszyka, zanim opuściła ich na chwilę, zanurkował ręką w poszukiwaniu słodyczy.

— W ogóle — podjął na nowo, przyglądając się co też takiego mu się wylosowało. — W poniedziałek wyjeżdżam do Lozanny, więc mnie nie będzie przez parę dni. Mam nadzieję że w tym czasie nie postanowisz się zabić. Nawet jeśli niechcący i to los będzie za tym stał.


!Słodycze Bertiego


RE: [21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki - Pan Losu - 08.06.2026

Lukrowane muszelki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę lukrowanych muszelek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, mają różne kształty, a po przyłożeniu ich do ucha można przysiąc, że słychać w nich szum oceanu. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Lukrowane muszelki (Zjedzenie muszelki natychmiastowo napełnia tęsknotą za morzem i sprawia, że czarodziej może oddychać pod wodą. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)