![]() |
|
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076) |
RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.03.2023 Gerry była wdzięczna Gio, że jej nie odmówił, inaczej pewnie pojawiłaby się tutaj sama, co wcale nie było, aż tak wielką przyjemnością. Grunt to mieć przy sobie kogoś, z kim można spędzić przyjemnie czas, wtedy nawet te wszystkie dodatkowe atrakcje nie były potrzebne, Gio był taką osobą, zresztą i jego drugie ja, Jonathan należał do tej grupy. Miała wrażenie, że dawno nie widziała Jo, wydawało jej się, że dzisiejszy dzień może być jednym z tych, kiedy zostanie przywołany, bardzo dużo się tutaj działo, co mogło go zachęcić do tego, aby się obudzić. - Wyglądasz ciekawie Gio. - Skomentowała jeszcze wygląd przyjaciela, bo na pewno się wyróżniał, chociaż było o to trudno wśród tych wszystkich osób. - Nie, nie o Jonathanie, chociaż wiesz, że lubię i jego towarzystwo. - Był w końcu częścią jego osobowości, może mniej ułożoną, ale nadal był. Wylosowała swój los. Spojrzała na plakat, który wygrała. Nie był to chyba wymarzony przedmiot, ale już tak bywa z takimi loteriami, raczej mało kiedy jest się zadowolonym z efektu. - Tak, powieszę nad łóżkiem i będę na niego spoglądać podczas moich bezsennych nocy, idealnie się nada, nawet mruga, mogę do niego mówić, a to będzie niczym odpowiedź. - Zawinęła plakat w rulon i trzymała go w ręce. Była ciekawa, co uda się wylosować Gio dlatego przyglądała się uważnie, kiedy nadeszła jego kolejka. - W sumie to może mieć wiele zastosowań. - Odparła, gdy zobaczyła kajdanki. Trochę mu zazdrościła, chociaż Thomas przecież miał swoje i mieli sprawdzić, jak działają, więc rozczarowanie nie było aż tak wielkie. Zauważyła stoisko Sary Macmillan - Tam można dostać coś do picia Gio, chodźmy! - Liczyła na jakiś alkohol, żeby lekko wejść w to Beltaine. Przywitała się z właścicielką stoiska, zapłaciła odpowiednią sumę, a po chwili miała w ręku trunek. Upiła spory łyk, naprawdę tego potrzebowała. !herbata z prądemRE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 13.03.2023 Herbata z odrobinę za dużą porcją amortencjiHerbata pachniała pięknie. Niczym najlepsze, słodkie wspomnienie. Niestety twoja porcja posiadała odrobinę za dużą ilość dodatku - słabej amortencji, która będzie trzymała się ciebie przez trzy następne posty. Pierwsza żywa osoba, którą zobaczysz, staje się tymczasowo obiektem twoich (nieco obsesyjnych) westchnień. Posmak malin będzie towarzyszył ci do końca wieczoru. Musisz przyznać, że czujesz się po tym wszystkim bardzo uroczo. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Giovanni Urquart - 13.03.2023 — Ciekawie? Cóż, zdecydowanie coś nietypowego dla mnie, ale biorąc pod uwagę Beltane, sądziłem, że ta szata pozwoli mi zniknąć w tłumie — odparł. Wiedział, że Ger lubi Jonathana, bo jakże by inaczej? Wspaniale dorównywał jej tempa, szczególnie w spożywaniu alkoholu. Roześmiał się na odpowiedź przyjaciółki w sprawie plakatu. Następnie przyjrzał się swojej nagrodzie. Kajdanki. Bardzo użyteczne nie ma co. — Nawet ich nie otworzę, bo hasło do otwarcia jest zamazane... Chociaż i na to są zaklęcia... Porwany na stoisko Sary odłożył rozważania kajdankowe na późniejszy czas. Wrzucił metalowe obręcze do kieszeni i skupił uwagę na niesamowity ezoteryczny klimat stoiska panny Macmillan. Niczego innego by się po nim nie spodziewał, ale i tak był pod dużym wrażeniem. Znał się z kilkoma przedstawicielami tej rodziny, nie mogło być inaczej zważywszy na jego zainteresowania. Sary jeszcze nie miał okazji poznać. — Dobry wieczór — przywitał się, chociaż pora wieczorna jeszcze przed nimi. Spojrzał na menu napojów. Z ulgą stwierdził, że oprócz herbaty z prądem była też korzenna i taką zamówił. — Oh, Ger, spójrz, gargulki! Jak ja dawno w to nie grałem! Nie masz nic przeciwko, że rozegram rundkę lub dwie? — Zamachał kubkiem herbaty z wrażenia, prawie wylewając zawartość, ale dostrzegł to i upił spory łyk. Dobra. Niestety nie miał pojęcia, że przyjaciółce trafiła się jeszcze lepsza herbatka. Przywitał się przyjaźnie z duchami. Absolutnie nie nastawiał się na wygraną. Duchy były z pewnością niesamowicie doświadczone, a sam grał w gargulki ostatni raz kilka lat temu z siostrzenicą. !herbata korzenna!gram w gargulki RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 13.03.2023 Smak gorzkiKiedy wziąłeś łyk gorącego napoju, od razu uderzyła w ciebie mnogość aromatów. Wyłapałeś spomiędzy nich między innymi silny, gorzki smak, od którego drapało cię w gardle. To herbata czarna, która zawiera dużą ilość kofeiny i garbników. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 13.03.2023 Remis?!Nie, to nie był remis... Po prostu jeden z duchów zirytował się tak bardzo, że grzmotnął pięściami w stolik, na którym rozstawiona była gra. - Paaaanie Johnson, niech się pan zachowuje... - Ma pan gargulka w oku, sir... - Grzmotnąłem to grzmotnąłem, chuj z tego będzie. Partia się nie liczy, arrrgh. Możemy zacząć inną. Proszę... mi wybaczyć, mam nieco wybuchowy temperament. W ramach rekompensaty, prowadząca stoisko dziewczyna zaoferowała zabranie sobie butelki dowolnej herbaty do domu. Nie możesz rzucić kością opowieści. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ula Brzęczyszczykiewicz - 13.03.2023 Wróciwszy na miejsce zerknęłam na trzymane w ręku bransolety. W pierwszej chwili myślałam, że to metalowa biżuteria, ale niestety nie. Kajdanki. Cóż to w ogóle za pomysł? Nie było w zestawie kluczyka, tylko kartka z kodem otwierającym. Zamazana. Cóż, zawsze mogę wetknąć w nie ziemniaki do swojego pokazu. Wtedy dostrzegłam, że ktoś pochyla się nad moimi rysunkami. Oho, chwila nadeszła. "Beztalencie"? Gdyby nie to, że moja twarz już jest czerwona, przybrałaby ten kolor tak czy inaczej. Zrobiło mi się przykro, ale jednocześnie byłam zła za taką krótką opinię bez żadnego wyjaśnienia czy słowa krytyki. Wyjaśnienie jednak nadeszło po chwili. Cóż, nie jestem zbyt cierpliwa. Zaklęcie? — Proszę pana, te rysunki nie są zaczarowane... — przerwałam, gdy jeden z portetów ożył. I to w inny sposób niż obrazki zwykły to robić. Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, czy krzyczeć na pomoc, czy podejść do jednego z czuwających nad Beltane czarodziejów, czy... Na szczęście ktoś zajął się magicznym czarodziejem, chociaż nieskutecznie. Podążałam wzrokiem za panem ochroniarzem [Patrick Steward] kibicując mu w duchu. Ale to nie koniec. Ktoś powinien zatrzymać sprawcę tego zamieszania. To byłaby idealna chwila dla moich nowych kajdanek... gdyby działały. — Panie, pan się stąd nie rusza! — wykrzyknęłam do czarodzieja. Nachyliłam się nad stoiskiem i złapałam go za ramię, by uniemożliwić mu ewentualną ucieczkę. [roll=PO] [Rzut na aktywność fizyczną - złapanie delikwenta.] RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Sarah Macmillan - 13.03.2023 Sarah uśmiechnęła się szeroko do zwycięzców. Przekazanie im kotylionów nie obyło się bez teatralnych łez wzruszenia. - Jaka piękna i zdolna z was pala - pisnęła radośnie, na moment odsuwając się od Samuela i Danielle tak, żeby dobrze obejrzeć ich z każdej możliwej strony. - SZCZĘŚLIWEGO BELTANE. NIECH SIĘ WAS TSZYMA DOBRY HUMOL, MOŻE ZECHCECIE NAPIĆ SIĘ HELBATY? - To powiedziawszy uniosła w górę gorący dzban. - Ta ilustlacja - skinęła głową w stronę ich nagrody - to wyszyty przeze mnie - ton jej głosu wskazywał na to, że była z tego bardzo dumna - majowy pal. Niech wam przypomina o tej chwili, ah! To przeciesz święto zakochanych! Oh, kolejne osoby, zapraszam, zaplaszam! Sil Fulbollow to totalny mistsz gry w galgulki. Glaliście kiedyś w galgulki z duchem? Pewnie nie, a to taka wspaniała zabawa. - Gestem ręki zaprosiła Gio i Ger do środka, gdzie nalała im wybranej przez nich herbaty. - Panie Johnson, ploszę zważać na język, wciąż mogę zamknąć pana tam, gdzie pana znalazłam - pogroziła duchowi palcem. - Wybaczy pan, pszystojny pan jest baldzo i taki ułożony... - to mówiąc zwróciła się do Gio. - Może pan sobie weźmie coś w łamach lekompensaty...? Ale ploshe o ociupinkę zlozumienia... Wie pan yyy i pani też - nie chciała przecież ignorować jego towarzyszki - to są duchy piłackie. Nie mieli doblego życia. RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Samuel Carrow - 13.03.2023 Samuel nie łączył Danielle z tym niezdanym egzaminem z teleportacji. Pewnie szybko wypadło to z jego głowy, w końcu miała wiele innych zalet, o których pamiętał, dlaczego miałby wracać do jednego, niezdanego egzaminu z teleportacji? Bardziej pamiętał to, jaka miła była dla wszystkich, ile razy mu pomogła z przedmiotami z którymi sobie nie radził i ten uśmiech, którym zawsze go witała. Spojrzał na swoją koszulę, w końcu została zauważona, może faktycznie powinien częściej dbać o to, co na siebie zakłada? - Zapamiętam to sobie i będę się stosował! - Szczególnie, że to właśnie z jej ust padły te słowa. Wystrojenie się to nie był jednak taki zły pomysł. Danielle wyglądała uroczo, nie było w tym jednak nic wyjątkowego, bo w oczach Carrowa zawsze prezentowała się właśnie w ten sposób. - Idealnie pasuje. - Skomentował jeszcze kwiatka, którego postanowiła sobie wetknąć za ucho. - Musimy to sprawdzić, sądzę, że nie do końca, ale dajmy szansę temu sabatowi. - Zamierzał zobaczyć jak najwięcej, miał nadzieję, że jego towarzyszka miała podobne zdanie, w końcu chciał spełnić również jej oczekiwania. Na całe szczęście Danielle nie protestowała i udało im się razem dotrzeć do stanowiska Sary Macmillan. Skupił się na grze, chciał pokonać przeciwników. Doping jego towarzyszki okazał się być skuteczny, to na pewno dzięki niemu, tak spektakularnie ich pokonał. Kiedy Longbottom zamieniła się z nim miejscem starał się jej kibicować równie mocno, co ona jemu. Obserwował uważnie jej grę, cóż zdecydowanie wiedziała, co robi, okazało się bowiem, że jej zwycięstwo było równie efektowne, co jego. - Świetnie Ci poszło! - Pogratulował jeszcze swojej towarzyszcze. Przeciwnicy byli średnio zadowoleni z takiego rozwoju sytuacji, ale cóż mogli zrobić, okazało się, że mieli do czynienia z naprawdę świetnymi graczami. Pozostało wysłuchać, co jeszcze mieli im do powiedzenia. !opowieść RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Erik Longbottom - 13.03.2023 Huh, myślałem, że po takim czasie wpływ Bren zacząłby się już ujawniać, pomyślał, z niemałym podziwem zauważając, że Steward stara się nie dopuszczać do siebie tych najgorszych scenariuszy. To na pewno pozwalało spać spokojniej. — Emm... Święto miłości, czułości i tak dalej? — Zaczerwienił się, rozumiejąc słowa partnera zupełnie na opak. — Cóż, mogę Ci kupić jedną z tych bransolet, jeśli chcesz mieć pamiątkę po tym Beltane. — Uniósł kąciki w ust w krzywym uśmiechu, starając się obrócić to w żart. Szybkie wsunięcie przez Patricka pierścienia na palec sprawiło, że jego magiczny efekt od razu stał się widoczny, i to w dość spektakularny sposób. Erik zmrużył lekko oczy, starając się nie krzywić zbytnio na widok skrzącej się na złoto skóry. Cóż, raczej nie był to zbyt przydatny element biżuterii, jeśli chciało się zakamuflować, jednak w razie czego miał też inne zastosowania. Bądź co bądź, gdyby potrzebowali żywej latarni i nie chcieli się męczyć z rzucaniem zaklęć iluminacyjnych, Steward mógł im bardzo pomóc. — Oczywiście. Gdybym ja taki dostał to dosłownie bym się rozpromienił — skomentował, zagryzając lekko dolną wargę, co by nie uraczyć kolegi nagłym wybuchem śmiechu. Dopiero po chwili zorientował się, że ten nie zauważył żadnej zmiany w swoim wyglądzie. Postanowił więc dodać: — Świecisz się, Patricku. I to tak dosłownie. Uśmiechnął się na propozycję zajrzenia do stoiska Nory. Może ten patrol jednak nie będzie tak ponury, jak się wszystkim wydawało? W gruncie rzeczy, zajrzeniu do paru znajomych, upewnienie się, że wszystko u nich w porządku, mogło im pomóc utwierdzić się w tym, że faktycznie jakoś przetrwają tę noc. Już miał ochoczo potwierdzić słowa Stewarda, jednak ten wyrzucił z siebie przekleństwo i sięgnął po różdżkę. — Co? — wymsknęło mu się, zanim jego wzrok namierzył obiekt, który wywołał to obruszenie. Nie zwrócił jednak uwagę na czarodzieja, który chwilę wcześniej postanowił ożywić rysunek jednej z czarownic, a efekt jego czarów. Atramentowy ludzik zaczął biegać wśród gości sabatu, chlapiąc na wszystkich czarną mazią. Erik ruszył do przodu, a na komendę Patricka, wycelował w powołany do życia twór Uli Brzęczyszczykiewicz. Zaklęcie należało do względnie prostych i miało na celu rozproszenie poprzedniego czaru, jednak podczas biegu i wśród tylu ludzi dookoła, nadgarstek mógł szarpnąć w nieodpowiednią stronę... Czy w tym przypadku szczęście się do niego uśmiechnie? (Rozproszenie) Czy Erikowi udaje się poprawnie rzucić zaklęcie rozpraszające i pozbyć się powołanego do życia atramentowego czarodzieja?
[roll=O]RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Sauriel Rookwood - 13.03.2023 Tego typu zgromadzenia niekoniecznie były w duchu Sauriela. A przynajmniej nie za dnia, kiedy spoglądał na niebo z wydłużających się coraz bardziej cieni. A już na pewno nie były w jego duchu, kiedy spoglądał na te kolorowe stoiska, wozy i śmiejących się ludzi i dostrzegał tylko śmierć i ogień, który miał to spopielić. Szkoda tego było. Trochę było mu tego szkoda - tych ludzi. Każda krew smakowała tak samo. Nie ważne, czy był to mugol, charłak czy czarodziej czystej krwi. I każda miała tą samą, czerwoną barwę mimo usilnego przekonywania, że było inaczej. Co jednak naprawdę ostudzało jego zapał i deptało chęci to fakt, że Victoria miała dziś dbać o bezpieczeństwo tego miejsca. Sauriel zaś miał zadbać, żeby to miejsce spłonęło. Czarnowłosy przemknął między cieniami. Chciał się chociaż raz przejść po tym miejscu w jego kolorach, barwach, zapachach i dźwiękach. Niektóre znajome twarze migały mu gdzieś w kącie oka, ale kiedy dobrze się obrócił to widział już tylko tłum. I po znajomych facjatach ani widu, ani słychu. Kiedy tak przystanął, oglądając się, bo wydawało mu się, że dostrzegł twarz Fergusa, ktoś przeszedł mu przed oczyma i odsłonił widok na dość... kuriozalną rzecz. Niby nic wyjątkowego, loterie w końcu były popularne na tego typu eventach, ale stojący tam goblin skupił bardzo wiele uwagi Sauriela. Na tyle, że ten automatycznie podszedł. - Próbujesz szczęścia? - Zaskrzeczał wyzywająco niemal goblin. Sauriel rzucił mu monetę. I tak - spróbował szczęścia. Choć przecież był od tego, żeby nieść pecha. !goblin |