![]() |
|
[lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć (/showthread.php?tid=1761) |
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 01.10.2023 MavelleAnne zupełnie straciła zainteresowanie Mavelle. Siedziała na łóżku, gładziła rękami własną sukienkę i nuciła pod nosem kołysankę, dokładnie tę samą kołysankę, którą kiedyś – w tych lepszych czasach, gdy były małe, bogatsze a ojciec jeszcze nie zostawił ich matki dla młodszej kobiety, same słyszały przed snem. Mavelle czuła, że zakręciło jej się w głowie. W nos znowu uderzył ją zapach zgniłych ryb, glonów i morskiej wody. A potem miała kompletnie irracjonalny przebłysk – jakby płynęła na łodzi z grupą ludzi i wśród nich nie było ani matki, ani Anne. A gdy tylko zniknął zaczęło jej się wydawać, że słyszy szum cieknącej po korytarzu wody. Ale to nie była woda. To były kroki. Pośpieszne i dość ciężkie. Nadchodziły cztery osoby. Jedną z nich była matka Marianne a kolejnych trzech Mavelle właściwie nie znała – choć patrząc po ubraniu jednego z mężczyzn, był chyba młodszym oficerem na statku. Zresztą, nie miało to żadnego znaczenia, bo Mavelle – sama nie wiedziała skąd – ale była pewna, że trójka towarzyszy pani Fawley trzymana jest przez nią siłą jakiegoś zaklęcia. - Och, już przyszłaś Anne? – zapytała kobieta. Nie wydawała się zdziwiona widokiem panny Bishop. Nawet widok Mavelle – choć z pewnością nie była tu proszona, nie wprawił pani Fawley w konsternację. – Wzięłaś ze sobą siostrę? Jak miło. Szkoda, że zapomniałaś o mamie, Anne – rzuciła i coś niedobrego czaiło się w jej głosie. – Wy dwaj. Idźcie po ich matkę. Dwóch poszło od razu. Trzeci został. Stał jak słup soli i patrzył tępo przed siebie. - Potrzeba więcej energii. - Jesteś taka mądra, Anne – zgodziła się z nią pani Fawley. Sięgnęła ręką do kieszeni a Mavelle po prostu wiedziała, wiedziała, że kobieta za moment wyciągnie z niej różdżkę. Brenna, AtreusMaddie była fizycznie podobna do matki. Była tylko znacznie mniej ułożona. Niby przebrana dokładnie tak, jak powinna wyglądać młoda dama, ale jednocześnie pozostawała ciekawska i na tyle sprytna, że regularnie próbowała uciekać niańce. A Brenna pozostawała świadoma, że pod białymi rajstopami miała obite kolana po tym, jak kolejny raz próbowała wleźć tam, gdzie nie powinna i przypadkiem upadła. Nawet nie miała złych intencji, po prostu lubiła obserwować i chciała zwiedzić każdy element na statku. Podniosła głowę i popatrzyła na Brennę i Atreusa dużymi, ciemnymi oczami. Uśmiechnęła się, ale wyglądała na nieco przygaszoną. - Zostawiłam ją tam – odpowiedziała, pokazując palcem na siedzącą przy jednym ze stolików (i drzemiącą) starszą kobietę. A potem, jakby w odpowiedzi na pytanie Atreusa, kiwnęła powoli głową. – Widziałam dzisiaj cień prawdziwego potwora – przyznała szeptem. – I chyba zrobił komuś krzywdę. Czy to się liczy? Coś się stało w ich pobliżu. Najpierw uderzył ich w nosy zapach morskiej wody a potem dostrzegli, że po schodach spływało sporo morskiej wody. Ale wydarzenie to zwróciło tylko ich uwagę. Tura trwa do 04.10.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 02.10.2023 Udała, że nie dosłyszała pytania, bo przecież nie mogła się przyznać, co dokładnie się działo. Gdy się potknął, nawet przez myśl jej nie przeszło, że stało się to, bo coś zobaczył. Odruchowo wyciągnęła tylko rękę, by go podtrzymać i cofnęła ją natychmiast, gdy odzyskał równowagę. Brenna czerpała dziwną satysfakcję z tego, jak mało Maddie przypominała ojca, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Chociaż być może nie powinna - gdyby mała bardziej wdała się w Neville'a, być może potrafiłby ją pokochać bardziej. Jej opowiastkę o potworze zrzuciłaby pewnie na karb bujnej wyobraźni i pomyślała, że to kolejne podobieństwo między nimi, że może mała też kiedyś spróbuje napisać jakąś książkę, bo już wymyśla opowieści... ale w nozdrza uderzył ją zapach morskiej wody... - Kogo skrzywdził potwór, kochanie? - spytała cicho, bardzo poważnie. I wtedy po schodach zaczęła spływać woda. Brenna odruchowo przygarnęła do siebie córkę. Przez ułamek sekundy była bliska porwania jej na ręce i rzucenia się do ucieczki, ale zaraz znów dotarło do niej, że jest tak samo, jak wcześniej. Że inni ludzie nie widzą tego, co widziała ona. - O mój Boże - szepnęła, przypatrując się schodom, zalewanym przez wodę. Przerażenie walczyło z pragnieniem zachowywania się normalnie, bo to przecież tylko halucynacje... albo zasnęła przed balem? I to tylko sen? Tyle że czuła pod ręką materiał ubranka Maddie. Zwykłe sny nie były tak realne. Wciągnęła głęboko w płuca ten zapach, wciąż spoglądając ku stopniom. Gdyby była tu sama spróbowałaby przyklęknąć, dotknąć ich, ale nie mogła zachowywać się jak kompletna wariatka na oczach dziewczynki. Na oczach Atreusa też nie, przecież mąż wściekłby się, gdyby rozeszły się jakieś plotki o jej dziwnym zachowaniu. Zamiast tego ostatecznie puściła Maddie i zrobiła po prostu krok ku stopniom, chcąc sprawdzić, czy jeśli na nich stanie, poczuje wodę, czy halucynacja zniknie, dokładnie tak samo, jak wcześniej. Może ktoś dodał jej coś do jedzenia? Ukłuła ją panika na myśl, że Neville mógł coś podejrzewać i naprawdę chciał zrobić z niej wariatkę... RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 02.10.2023 Nic się nie rozjaśniało, wręcz przeciwnie - stężenie dziwności jedynie wzrastało. Dotknęła dłonią skroni, jakby to magicznie miało sprawić, że świat przestanie się kręcić, że nos przestanie wysyłać sygnały o zapachach, których nie miało prawa tu być. I jeszcze... ... co? Łódź, ludzie (kiedy z nimi niby płynęła i dlaczego nie widziała w tym przebłysku matki ani siostry?), szum... kroki. Już za późno, żeby zniknąć niepostrzeżoną, ale z drugiej strony...? Obróciła się, gotowa tłumaczyć się bardzo, bardzo gęsto i wyjaśniać, że przecież trzeba-coś-zrobić-nie-można-tak-Marianne-zostawić (o ile jeszcze dało się cokolwiek zrobić; wszak nie podeszła do łóżka i nie zyskała całkowitej pewności odnośnie tego, iż nadal - jeszcze - miały do czynienia z żywą osobą, której zaraz przyjdzie wyzionąć ducha), ale... zamarła, nie dowierzając zrazu własnym oczom i uszom. Wiedziała. Ta kobieta - wiedziała. I jak na matkę, która właśnie traciła swoje dziecko, zdawała się być spokojna, o wiele za spokojna (jakby w ogóle nie miała serca bądź ją to nie obchodziło…?), i, i... energia. Znowu to słowo. Zapomniałaś o mamie - to bardzo nie brzmiało jak zaproszenie na herbatkę i ciasteczko, bardziej jak... zagrożenie. Jako zagrożenie odebrała również dłoń sięgającą do kieszeni po różdżkę - czymkolwiek był ten przedmiot. Czymkolwiek był - skądś wiedziała (skąd? W zasadzie chyba nieważne, grunt, że w ogóle zdawała sobie z tego sprawę), że nie będzie się wiązało z tym nic przyjemnego. Bo inaczej po co kobieta miałaby ją wyciągać? Wysoce wątpiła, że chodziło o coś przyjaznego. Na przyjaźń średnio było miejsce, gdy stało się – nie dosłownie w tym momencie, ale było dość blisko dosłowności – nad ciałem własnej córki. Umierającej bądź już całkiem martwej. Zareagowała. Nie myślała, nie zastanawiała się, po prostu rzuciła się w stronę Fawley, żeby spróbować zbić ją z nóg własnym ciężarem, wytrącić różdżkę bądź nawet całkiem unieruchomić jej dłoń. Wszystko, dosłownie wszystko (nawet użycie zębów wchodziło w grę) byleby tylko nie pozwolić jej dobyć różdżki, machnąć nią i... i... ... cokolwiek miałoby się wtedy stać. W miłości i na wojnie ponoć nie było żadnych reguł – a nawet jeśli, to w tym momencie zdecydowanie nie planowała do jakichkolwiek się stosować. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 04.10.2023 Mimowolnie obejrzał się, kiedy dziewczynka wyciągnęła rękę, by wskazać palcem na jeden ze znajdujących się nieopodal stolików, albo raczej na drzemiącą przy nim kobietę. Jeśli Brenna i jej mąż tak martwili się o swoją pociechę, to może jednak powinni rozważyć zainwestowanie w nieco sprawniejszą niańkę, bo akurat ta konkretna wydawała się już znacząco zmęczona życiem. Z drugiej strony jednak, mała nikomu nie wadziła chyba, zwyczajnie tak siedząc sobie pod tym filarem. W sumie to nie wiedział jakiej odpowiedzi się po Maddie spodziewał, ale ta której mu udzieliła przypomniała mu, że niekoniecznie za dziećmi przepadał i że czasem były zwyczajnie niepokojące. Uśmiechnął się do niej jednak lekko, gotowy przyjąć na klatę jej odpowiedź, kiwając przy tym głową. Tak, liczyło się, chyba. - A jak wyglądał ten potwór? - zagadnął, samemu nie wiedząc po co, bo w tym momencie jakoś niekoniecznie było mu spieszno do tego typu żartów. Nie kiedy żyrandol zdawał się przed chwilą niebezpiecznie kołysać, dziwnie ciągnęło go do mężatki obok i... Wzdrygnął się wyraźnie, mimowolnie wyciągając dłoń w kierunku Brenny, jakby chcąc ją wepchnąć za siebie, ale ostatecznie nie dotknął jej, ten gest zmieniając w koślawą próbę poprawienia kołnierzyka, kiedy po schodach spłynęła woda, a jednocześnie dotarło do niego, że nikt inny nie panikował. Może to wcale nie była morska woda, a ktoś wylał na górze kubeł wody (bardzo duży, jak widać)? Bo czemu niby morska woda miałaby spływać z góry, zamiast przyjść do nich od dołu? Wzdrygnął się nieco widząc jak Brenna odstawia córkę i zbliża się do schodów. - Też to widzisz? - wyrwało mu się, kiedy nagle go coś tknęło, że może nie jest sam w tym szaleństwie. - Czujesz? - zapytał, mając jeszcze na myśli słonawy zapach wypełniający nozdrza. Część niego nie chciała wierzyć w to co widział i podejrzewała szaleństwo. Inna jednak czuła niepokój, dziwne przeczucie, które zmusiło go do podniesienia Maddie na ręce, jakby szykując się do szybkiego działania. Do ucieczki i zaalarmowania reszty, jeśli tylko towarzysząca mu kobieta przyznałaby mu rację, zapewniając że jednak nie był wariatem. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 07.10.2023 MavellePani Fawley chyba nie spodziewała się ataku. To znaczy, może się nawet spodziewała, ale nie zdążyła zareagować? Nie stawiła żadnego oporu i gdy Mavelle się na nią rzuciła, najpierw poczuła opór drugiego kobiecego ciała a potem w nos uderzył ją zapach soli a pani Fawley… pani Fawley po prostu zamieniła się w morską wodę i rozlała po kajucie. Siłą rozpędu Mavelle upadła prosto w tą kałużę. Sekundę najwyżej jeszcze słyszała nucenie Anne a potem, kajutę zalała kolejna porcja morskiej wody. I kolejna. Światło zamigotało. Mavelle szumiało w głowie. Nie widziała dokładnie co działo się dookoła niej, bo w tym czasie przypominała sobie jak płynęła łodzią w towarzystwie Brenny, Atreusa i całej reszty w stronę statku widmo, jak reszta upadła omdlała, ale nie oni, jak błądzili po statku, jak walczyli z żywym trupem, jak… jak sama padała na podłogę w atrium. I już pamiętała. Pamiętała wszystko. Mavelle Bones nadal tkwiła w cudzym śnie, ale teraz wiedziała już kim naprawdę była. Tymczasem, gdy podniosła się wreszcie z podłogi to dostrzegła, że w kajucie, poza nią, pozostała jeszcze wciąż spoczywająca nieruchomo na łóżku Marianne. Brenna i AtreusTylko Maddie nie widziała niczego dziwnego we wszystkim, co działo się dookoła. Widząc, że patrzyli na schody i ona spojrzała w tamtą stronę, ale nie dostrzegła tego, co tamci – nie widziała wody zalewającej schody, nie migotało jej światło, nie uderzał w nią zapach soli. Wydała z siebie tylko cichy, protestujący odgłos, gdy Atreus porwał ją na ręce. - Co się dzieje? – zapytała a w jej oczach pojawił się jeszcze większy niepokój. – Zobaczyliście potwora? Takiego, który wygląda jak najczarniejszy dym? Takiego, który skrzywdził takiego pana, który palił wstrętną fajkę i śmierdział potem? – dopytywała a Atreusa i Brennę nawiedziała właściwie ta sama myśl: znali tego potwora. Nigdy go do tej pory nie spotkali, ale słyszeli o jego istnieniu, gdzieś, kiedyś, jakość - ale zetknęli się ze słowem: "obscurus". Kryształowy żyrandol poruszył się i zadźwięczał. Złożony był z wielu, z mnóstwa, z setek malutkich kryształków. Wyglądał imponująco, podczas poruszeń przypominając ławicę malutkich rybek uciekających przed rekinem. I nagle jeden ze zdobiących go kryształów odpadł, ale zamiast uderzyć w podłogę lub, w któregoś ze spacerujących gości, przy zetknięciu się ze schodami, zamienił się w wodę. - Mamo? – Maddie zmarszczyła brwi. – Czy ten potwór zatopi statek? Tura trwa do 10.10.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 07.10.2023 Odwróciła się ku niemu, trochę zaskoczona, trochę przerażona - bo jeśli to nie działo się tylko w jej głowie, naprawdę coś mogło im grozić - i trochę chyba czując ulgę, że nie oszalała. Skinęła powoli głową, niepewna, jakich słów użyć, by niepotrzebnie nie przestraszyć córki. - Nikt inny nie - szepnęła, ledwo poruszając ustami. – Maddie, oczywiście, że nie, poza tym na statku są szalupy i… – zaczęła, odruchowo, bo chociaż wszystko przewracało się jej w żołądku, a w głowie obijała się myśl, że owszem, potwór doprowadzi do wybuchu, statek zatonie, to przecież nie mogła straszyć dziecka… Ale wtedy przypomniała sobie coś jeszcze. – Obscurus – powiedziała bezwiednie. Dziecko, obdarzone magią, którego moc próbowano zniszczyć przemocą. Ofiara świata i otoczenia. Spoglądała na Atreusa, na dziewczynkę w jego ramionach i może faktycznie powinna powiedzieć, że wychodzą na pokład, uciekają z tego statku, tu i teraz, ostrzegają innych… ale nie zrobiła tego. I wcale nie dlatego, że sądziła, że nikt im nie uwierzy, że wezmą ich za obłąkanych. Nie myślała już wcale o tym, co powie i zrobi i Neville, o balu, o ucieczce od męża i o swojej powieści. Tylko o przedziwnym poczuciu, że coś jest nie tak. Że wszystko tu jest nie tak. Zastanawiała się, gdzie usłyszała o czymś takim jak obscurus i dlaczego jest w stanie wyjaśnić, jak powstał potwór, którego zobaczyła Maddie… skąd wie, że to prawda: że na tym statku naprawdę jest potworów, chociaż branie pod uwagę takiego scenariusza to czyste szaleństwo? Dlaczego jakaś jej część chciała spytać, gdzie do licha jest ten obscurus, bo może temu dzieciakowi (skąd wiedziała, że to dzieciak?!) da się jeszcze pomóc? Dźwięki wydawane przez żyrandol ściągnęły jej uwagę, uniosła wzrok ku niemu i nawet już nie zdziwiła się, kiedy kryształek odpadł, potem zamienił się w wodę i nikt nie zwrócił na to uwagi. – To… – zaczęła, znów zwracając się do niego, bo zdawał się być jedyną osobą poza nią i może Maddie, która naprawdę widzi, że coś jest tutaj nie tak. – To nie może być prawda. Wiesz, czym jest obscurus? I na litość boską, czy my się znamy? RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 07.10.2023 Najpierw było tak, jak być powinno. Czyli trafiła na ciało. Pierwszy krok, po którym mogła podjąć kolejne, tyle że nie. Bo nagle ciało stało się wodą, a ona sama – w tej wodzie wylądowała. Nie, nie tak to powinno być; ludzie nie zamieniali się przecież w ciecz, nie przeobrażali w kałuże (czy kałuża mogła być matką Fawley? Czy też zadziało się tu jeszcze coś innego? Nie powstrzymała przekleństwa cisnącego się na usta, gdy mokra podnosiła się z podłogi. Woda, jeszcze więcej wody, skąd, do cholery, tyle tu wody?! I jeszcze ten szum w głowie, aż uniosła dłoń do skroni, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc. Wspomnienia. Żadna z niej Bishop, tylko Bones, a siostra… siostry nigdy nie miała, a przynajmniej nie z jednej krwi i kości. Szlag. Tkwiła więc w cudzym kłamstwie, wtłoczona w jakąś rolę – po co, na co, dlaczego, czy to miało jakiś większy sens niż jedynie wyłączenie jej z walki? A Brenna? Atreus? Co z nimi? Też zostali uwięzieni czy…? Nie, nie mogła zakładać, że już było po nich. Potrzeba energii. Może w tym kryło się coś więcej, może to wykraczało poza sen…? Co Atreus mówił o aurach? Po prostu zabicie, tak o, po zastanowieniu nieszczególnie brzmiało jak pasująca opcja. Bardziej jak… marnotrawstwo? Co nie znaczyło, że była spokojniejsza. Obudź się, nakazała sobie otwórz te cholerne oczy. Dość odruchowo sięgnęła dłonią tam, gdzie powinna mieć różdżkę, rozglądając się po kajucie. Wody nadal przybywało? Zaraz, trzy chluśnięcia, trzy osoby? I jeszcze Marianne, nadal leżała na tym cholernym łóżku. Może nie powinna była. Może należało sobie usiąść i się koncentrować na wyswobodzeniu z sieci snu. Może… ale też koniec końców podeszła bliżej, nie planowała jednak jej dotykać. Przede wszystkim chciała się obudzić. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 09.10.2023 - Gdzie jest ten pan? - zapytał dziewczynki, przenosząc na moment spojrzenie na nią, to jednak zaraz znowu wróciło na schody, po których lała się woda. Na których migotało światło, rzucane przez kołyszący się żyrandol. Atreus zaklął pod nosem, ale był to raczej niezrozumiały syk, przeznaczony tylko i wyłącznie dla niego i dla ukojenia nerwów chociaż odrobinę. Wiedział o czym mówiła i ta świadomość niepokoiła go jeszcze bardziej, bo nikt nigdy nie wytłumaczył mu dokładnie, jak właściwie należało się z obscurusem obchodzić. Gdzieś w jego głowie była to istota raczej nie do opanowania, o ile w ogóle istotą można było go nazwać, albo raczej żywą, pulsującą energią, którą się zdawał. Nie miał takich dylematów jak Brenna, bo w jego głowie to właśnie słowo znaczyło tyle, że w kimkolwiek wcześniej się krył, stracił kontrolę. Bo jakże też dobrze znał uczucie, kiedy wreszcie dawało się upust wszystkiemu, co wcześniej kłębiło się wewnątrz. Jak słodkie ono było i jak łatwo było się w nim zatracić. Spojrzał na Brennę, przestępując z nogi na nogę, jednak mimo niepokoju, w tym spojrzeniu była jakaś ukryta chęć znalezienia się bliżej niej. Ponownego pochwycenia jej za rękę i zaprowadzenia w bezpieczne miejsce. Chęć ochrony jej przed wszystkim, co ich otaczało i co miało nadejść. - Oczywiście, że wiem - rzucił do niej, jakby pytała o najbardziej oczywistą rzecz na świecie tyle że... no właśnie, czy na pewno tak było? Na moment zmarszczył brwi, nie poświęcając jednak tej myśli wiele czasu, bo zaraz zrobił parę kroków i złapał Brennę za dłoń, ciągnąc ją na schody. Zignorował trochę jej ostatnie słowa, bo jak miał na nie odpowiedzieć? Tak, widział ją na statku. Tak, miał wrażenie, że się znali, ale jednocześnie miał wrażenie, że powiedzenie tych słów na głos brzmiałoby bardzo nietaktownie. Jeśli natomiast wcale się nie znali, cóż... jakaś część niego pragnęła, by nie była to prawda, bo jej dłoń leżała w jego własnej bardzo przyjemnie. Właściwie, jakby znajdowała się dokładnie na swoim miejscu, centrum ciepła, które walczyło z chłodem jego ciała. - Jeśli faktycznie jest na statku, to najpewniej do utraty kontroli sprowokują go inni ludzie, a teraz najwięcej z nich będzie na balu. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 11.10.2023 MavelleTak naprawdę, w momencie, w którym Mavelle zrozumiała, że śniła jakiś dziwny sen i przypomniała sobie o tym kim naprawdę była, niewiele się wokół niej zmieniło. Nie aż tak wiele jak… powinno? Owszem, pani Fawley zamieniła się w kałużę morskiej wody. Dokładnie w taką samą zamienił się również siedzący wcześniej na krześle (i chyba martwy) mężczyzna. I ktoś jeszcze na korytarzu. Ale poza tym wszystko pozostawało tu okropnie realne. Kiedy stąpała po kajucie, słyszała dźwięk własnych kroków a kiedy stanęła przed leżącą na łóżku Marianne – widziała jak powoli podnosiła się i opadała jej klatka piersiowa. Nienaturalnie powoli – tak bardzo nienaturalnie, jak podnosiła się i opadała własna klatka piersiowa Mavelle, jakby oddychały jednym oddechem. Jakby cały statek oddychał tym samym oddechem. Choć znowu pamiętała kim była, nie miała ze sobą własnej różdżki. Może dlatego, że jej prawdziwe ciało leżało w atrium? Brenna, Atreus- Był pod pokładem. Niedaleko pralni – odpowiedziała cicho Maddie. – Przepraszam mamo, że znowu tam poszłam. Brenna przypomniała sobie ciemny korytarz. Zatęchłe powietrze i półprzezroczystą sylwetkę Maddie. I trzask łamanych schodów, które dosłownie chwilę wcześniej się pod nią zapadły. Statek wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż teraz. A jednak był prawdziwszy? Atreusowi przed oczami pojawiły się podobne wspomnienia. Jakby kiedyś już był na tym statku. Ale wtedy wyglądał zupełnie inaczej niż teraz: był chyba zniszczony i pełen… pełen czarnej energii. Był też wtedy żywy trup z płonącymi czarnymi oczami i uciekali po schodach i… on też spotkał już Maddie. Była wtedy duchem i nieudolnie próbowała ich ratować. Obydwoje pamiętali matowy głos: nawet duchy mają swój kres. A potem ją zobaczyli. Teraz wyglądała inaczej niż później, kilkadziesiąt lat później, ale tak naprawdę nie zmieniła się aż tak znacząco jak powinna. Kobieta, która zaatakowała ich w atrium, schodziła właśnie po schodach. Zaatakowała ich w atrium? Ale... i już pamiętali kim byli, choć nadal tkwili w tym dziwnym śnie. Tura trwa do 14.10.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 11.10.2023 O ile spytanie, czy znało się kogoś, kto powinien być obcy, mogło być niewłaściwe, tak prowadzanie za rękę żony innego mężczyzny, było niewłaściwe tym bardziej. Tyle że Brenny nic to nie obchodziło - i nie tylko dlatego, że pani Sadley planowała opuścić męża. Dlaczego, zrozumiała dopiero, kiedy przeszli już kawałek drogi, a przed jej oczyma statek zmieniał się, w uszach rozbrzmiewał trzask schodów... Po prostu nie była panią Sadley. To nie dłoń Neville'a zawsze była zimna, tylko Atreusa - a właściwie i ta nie była taka zawsze, bo pierwszy i drugi raz ciągała go za tę dłoń jeszcze nim utracił ciepło, wtedy mając wobec tego znacznie mniej oporów niż gdy pojawiła się więź. Neville natomiast miał tak chłodne palce, ponieważ był martwy. Wszyscy poza Brenną i Atreusem byli martwi. A ona nawet nie zwróciła na to uwagi, bo zwyczajnie przywykła. Do dotyku Atreusa, Patricka, Victorii i przede wszystkim Mavelle... ...Mav... Mav. Gdzie była Mavelle? Rozejrzała się odruchowo, jakby z nadzieją, że ją też gdzieś tutaj zobaczy, ale żadna z twarzy nie wydawała się znajoma. Czy w ogóle rozpoznałaby tutaj kuzynkę? Jego poznała być może tylko dzięki rytuałowi. - Nie. Jeśli stracił kontrolę, to w ładowani, spowodował wybuch i w ten sposób zatopił statek - powiedziała nagle. Maddie - bogowie, Maddie nie żyła, to dziecko tutaj było tylko... obrazem, wspomnieniem, Brenna nie miała pojęcia czym - mówiła przecież o wybuchu. Prawdopodobnie Brenna powinna była zejść tam na dół, ale nie wiedziała nic o żadnych perłach... Puściła dłoń Atreusa na widok kobiety. Jakaś cześć Brenny miała świadomość, że ta kobieta nie jest prawdziwa. Była wspomnieniem, widmem, odciskiem energii, oddanej statkowo albo czymś jeszcze innym. A jednak... ruszyła w jej stronę, wiedziona po trochu trudną do opanowania wściekłością, trochę po prostu chęcią zrobienia czegokolwiek poza staniem. Gniew za Maddie, za panią Sadley, za wszystkich na tym statku, za jej brata i siostry, pchnął ją ku schodom. Nie miała różdżki, ale to nic nie szkodziło. Bo to nawet lepiej, wcale w tej chwili nie pragnęła rzucać czarów. Chciała wiedzieć, co stanie się, gdy uderzy tę czarodziejkę. Czy ta jakoś zareaguje? Czy inni to dostrzegą? Czy ona sama poczuje siłę uderzenia, ból knykci, skoro jej ciała wcale tu nie było, a spoczywało gdzieś w atrium? Zwyczajnie uniosła pieść, by spróbować grzmotnąć ją prosto w twarz na dzień dobry. |