Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Septima Ollivander


Kiedy zbliżasz się do ognia, płomienie nieco przygasają - tylko jeden wznosi się ku górze, rozjaśniając na końcu niewielkim punktem. Gwiazda. Ogarnia cię spokój, być może nawet lekkie ukłucie rozczarowania, gdy zdajesz sobie sprawę z tego, że w najbliższym czasie nie powinno wydarzyć się nic nadzwyczajnego.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Augustus Rookwood - 28.11.2023

Wpakowałem się w niezłe tarapaty. Nie dość, że ledwo uszedłem z życiem na statku, zapewne ponownie namieszałem w swojej przyjaźni z Aveliną, to jeszcze podpadłem spóźnieniem się małżonce, która teraz szła pod rękę u mojego boku. Obawiałem się zlustrować wzrokiem jej twarz, nie wiedząc, jakie emocje na niej zastanę. Kiedy wychodziliśmy z posiadłości, nie była pocieszona, a ja jeszcze wszystko przedłużyłem kąpielą, pozbyciem się paskudnego zapachu mułu i zgnilizny, na domiar złego nie mówiąc jej zbyt wiele o tym, co się ze mną działo.
Sam byłem zdruzgotany tym, co miałem okazję przeżyć. Potrzebowałem czasu, żeby to przemyśleć. Może wtedy opowiem jej - szczątkowo, rzecz jasna - o swoich przygodach. Albo i nie.
Wyprostowałem się dumnie, poprawiając letnią marynarkę z cienkiego materiału. Ciemną. Koszulę pod nią miałem białą. Zresztą, niemalże równie białą miałem twarz, bo nie byłem w stanie nabrać typowych dla siebie kolorów skóry. Zapewne brało się to z wysysania mojej energii przez Perłę Morza, zmęczenie oraz kłótnię z Imogen. Nie chciałem ją denerwować, ale stało się, więc postanowiłem dotrzymać słowa i przybyłem na Lithę. Dla niej, dla synów, też dlatego że wypadało. Stanąłem nawet w kolejce po wianek.
Pochyliłem się w kierunku Imogen by nieco poprawić jej humor. Szepnąłem też słowo na uszko.
- Spójrz na ubiór tej kobiety... Będziesz miała doskonały temat do artykułu - zauważyłem, stwierdzając, że wyglądała fatalnie. Może ekspertem mody kobiecej nie byłem, ale sam osobiście dbałem o wygląd, poza tym uwielbiałem naigrywać się z motłochu. A Imogen, cóż, o niej już mogłem rzec jako specjalistce modowej. Zawsze doskonała, ale niekiedy zbyt odsłonięta. Aż postanowiłem w ramach własnego - aktualnego - nierozgarnięcia zerknąć na sukienkę mojej towarzyszki. Obawiałem się, że w ramach rekompensaty mogła pójść mi na złość z odzieniem.
- O... - wydostało się jednak tylko z moich ust, bo nadszedł czas na nasze wianki. Kto wie? Może poprawią jej humor?

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Bylica pospolita


Pierzaste gałązki bylicy łaskoczą twoje czoło i przywołują radosne wspomnienia z dzieciństwa (lub marzenia o takowych). Zaczynasz odczuwać tęsknotę za ciepłem domowego ogniska, zaś w twojej głowie pojawia się myśl o powiększeniu rodziny.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leta Crouch - 28.11.2023

- Biorąc pod uwagę, co się ostatnio dzieje, to ten stołek jak na moje pod jej dupą to się wręcz pali i aż dziw, że jest w stanie na nim usiedzieć – skwitowała i przewróciła oczyma – Ta, gniewu bogini to się boją, a Latajka to już nie? Rozejrzyj się, wiem, że Litha to nie Beltane, nie ta skala, pomniejszy sabat, ale… czy jak ktoś robi ci rozpierdol, to nie robisz wszystkiego, by na następny raz wszystko było zabezpieczone tak, że nawet mysz by się nie prześliznęła niezauważona?
  Zamrugała parę razy. Wieszczka z niej naprawdę żadna, toteż na dobrą sprawę nie zdarzało się widywać jakichś obrazów w szklanej kuli, a co dopiero w płomieniach. Nauczyciel wróżbiarstwa – gdyby tylko chodziła na te zajęcia – zapewne sam by ręce załamał, albo i ją wręcz wywalił za wszarz; tak bardzo nie potrafiłaby dojrzeć żadnej wizji. A tu ni z gruszki, ni z pietruszki, dwa skrzyżowane miecze ze sobą? I to jeszcze z efektem specjalnym, dźwiękiem znaczy się.
  Jednocześnie poczuła przypływ animuszu. Ta, miała – mieli – niedokończoną przecież sprawę; nabruździł im ten gnojek, trzeba było w końcu doprowadzić to do końca i sprawić, że ziemia będzie lżejsza o tę jedną gnidę, która wpychała się tam, gzie nie trzeba… i zaraz, zaraz, co?
  - No chyba żartujesz, ja już sukienkę u Rosierów zamówiłam na twój ślub – oświadczyła niby to z oburzeniem. Inna sprawa, że przecie nie przyjaźnili się aż tak, to równie dobrze mogła nigdy nie otrzymać zaproszenia, ale tak, tak, miał tu właśnie dowód, że jak najbardziej gazety czytała.
  I wyłapała z nich, co trzeba.
  Nie komentowała tego wprawdzie, ale czy musiała? Przecież matrymonialne plany Rookwooda to nie jej sprawa, a zresztą…
  - A na poważniej, to lepiej teraz niż potem się zastanawiać, jak się z tego wymiksować. Choć jak coś, to pamiętaj, wystarczy poprosić, pomyśli się nad rozwiązaniem – mruknęła – Naprawdę, moi drodzy, nie polecam wam małżeństwa, same tylko z tego problemy – skwitowała dość sucho, bez większych emocji. Swoje „problemy” swego czasu zaklątwiła bardzo skutecznie, dzięki czemu teraz nie musiała się użerać z żadnym patafianem, który sobie wyobrażał nie wiadomo co. Pewnie, przy okazji było też trochę zamieszania natury prawnej, ale koniec końców… okazała się być wolną, jak ptak na niebie, mogącą zatem swobodnie podróżować po świecie, bez żadnego nadętego, irytującego bufona, uważającego, że kobiety to jednak najlepiej, jakby w domu siedziały.
  - Swoją drogą, skąd taka decyzja? – zainteresowała się bliżej. Mariaż skądinąd całkiem porządny, dwie rodziny o uznanej czystości krwi, do tego za Malfoy stał majątek (tak, wcale a wcale by się nie przydał w badaniach archeologicznych, mhm), a jednak… jednak. Faktycznie sam podjął taką decyzję? Kto inny uznał, że tak należy postąpić?


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leon Bletchley - 28.11.2023

Wybierając się na ten sabat Leon również liczył na to, że zobaczy kilka znajomych twarzy. Dobrze byłoby spotkać kogoś jeszcze ze swoich przyjaciół albo poznać kogoś nowego. W tym dniu zamierzał jednak poświęcać pełnie swojej uwagi przyjaciółce.

Szczególnie czekoladowe. To jedne z moich ulubionych. — Wychodził z założenia, że mądrego człowieka dobrze jest posłuchać. W słowach Olivii kryła się prawdziwa mądrość. Leon nie odmawiał dobrego jedzenia. W szczególności słodyczy. W przypadku tych ostatnich to od czasów szkolnych miał taki nawyk aby posiadać niewielki zapas słodkości. Nawet w pracy trzymał takowy, wykorzystując do tego celu część szuflady w swoim biurku.

Są nietopiące się, powinny wytrzymać stanięcie blisko ogniska. Jeśli nie wytrzymają to sprzedawca nas oszukał. — Stojący w kolejce Leon z Olivią wspierającą się na jego ramieniu potraktował bardzo poważnie i nie zamierzał go lekceważyć. Biada temu sprzedawcy, jeśli faktycznie te lody zaczną się topić pod wpływem przelotnego podejścia do ogniska. — Tak, w końcu to dotyczy mojej przyszłości. Rozpalane na czas Lithy ognie mają szczególną moc, więc nawet pozbawiona tego rodzaju wrażliwości powinnaś coś dostrzec. Tylko nie podchodź zbyt blisko. — Po nim nie należało spodziewać się innej odpowiedzi. Traktował to naprawdę poważnie i posiadał silne przekonania odnośnie dywinacji i spirytyzmu. Uśmiechnął się wesoło za sprawą tej metafory.

Gdy Olivia zdecydowała się zapłacić za ich lody, zanim dobył swojego portfela, otwierał już usta aby zaprotestować. W końcu to on zaprosił ją na tegoroczną Lithę i to on powinien płacić. Zdołała go przekonać do swojej racji.

Odpowiada mi to. — Przystał na to z uśmiechem, odchodząc od stoiska z lodami czekoladowo-bakaliowymi z posypką. Zdecydowanie na jednych się nie skończy. — Ja chętnie zobaczę stragany ze świecami i kadzidłami. Zacznijmy od roślin albo... świecidełek, w stronę których zerkasz niczym sroka w gnat. — Odmienne zainteresowania sprawiały, że szukali różnych rzeczy. On roślin, on świec rytualnych i kadzideł. Zauważył to, że spogląda w stronę tych kramów ze świecidełkami. Postanowił delikatnie pociągnąć ją w ich stronę. Rośliny, świeczki i kadzidła oraz płomienie mogły poczekać.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 28.11.2023

- Sam jesteś sroka, a nawet gnat - mrugnęła do niego, posłusznie jednak idąc w stronę kramów. Nietopiące się lody miały to do siebie, że można było przez dłuższą chwilę ich nie jeść, a i tak nie spływały po dłoni, jak te dziwne wynalazki mugoli. W tym czarodzieje byli lepsi - mieli dużo lepsze rozwiązania na tak ważne sprawy, jak topiące się lody. Ciekawe czy mugolska społeczność poradzi sobie kiedyś z tak ważnym problemem. - Możemy iść tam, żaden problem.
Przerwała na chwilę jedzenie, gdy w jej oko wpadła zawieszka. Co ona przed chwilą mówiła? Ach, świece... Dobrze, to za chwilę. Leon zresztą i tak ją pociągnął w stronę wystawców, więc to nie tak, że ona go do tego zmusiła, prawda? No właśnie, sam na siebie ukręcił ten bicz. Na jego uwagi o ognisku pewnie by odpowiedziała i to być może nawet mądrze, gdyby nie fakt, że jej mózg rejestrował tylko zawieszkę bez łańcuszka, piękną, srebrną, z ametystem. Lubiła te kamienie, miały w sobie moc i energię, która przydawała jej się w życiu, podobnie jak kwarc różowy czy kryształ górski.

Naraz jednak ktoś wyciągnął łapę po cacko, nad którym pochylała się Olivia. Ruda zareagowała błyskawicznie - chwyciła wisiorek szybciej niż jej przeciwniczka, która i tak by nie doceniła wartości, którą sobą reprezentował.
- Moje - syknęła, patrząc na kobietę spod byka. Twarz Olivii momentalnie się zmieniła - nachmurzyła się, brwi ściągnęła w wyrazie głębokiej irytacji, a usta zacisnęła w wąską kreskę. - Nieważne ile, biorę.
Zamachała sprzedawcy, naraz zmieniając swój wyraz twarzy z powrotem na szeroki uśmiech. To były chyba najszybsze zakupy w życiu, ale w miejscach takich jak to, gdzie każdy przedmiot był unikatowy, nie było miejsca na zastanawianie się czy targowanie. Nawet nie oddała zawieszki, tylko wcisnęła ją do torebki, w zamian wyciągając pieniądze.
- To mówiłeś coś o przyszłości w ogniu? Czy kadzidłach? - znała go na tyle dobrze, że wiedziała że w tych tematach z Leonem należało trochę powstrzymać tę galopadę dobrego humoru i stonować swoje arcyzabawne żarty. Nie chciała go urazić w żaden sposób.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Overseer - 28.11.2023

Niemalże połowa cyrku ewakuowała się - przy tym również wykręciła od stróżowania - poprzez oficjalne obchody Lithy, więc nie zamierzałem być gorszy i ruszyć swój tyłek do ludzi. Ci, co zostali, co prawda mieli w planach pieczenie prosiaka, więc decyzja nie była trudna, aczkolwiek szalę zwycięstwa na rzecz podróży małych i dużych przeważył pomysł zabrania tam Aveliny. Sam nie wiem, co mnie kusiło by jej zawracać głowę swoją obecnością, ale nie był to już pierwszy raz ani też nie ostatni, a że nie opędzała się ode mnie niczym od natrętnej muchy, tym bardziej nie poczuwałem się byciem nachalnym.
Choć trochę nim byłem, kiedy namawiałem ją umęczoną na krótki wypad. Dosłownie krótki, bo widziałem jaka była zmęczona, też ciekawy, co też się wydarzyło gdziekolwiek była...? Może nawet wypytałem ją o co nieco, więc jeśli odpowiedziała, to mogłem być zdumiony albo coś. Cóż, jedno było pewne, że zamierzałem jej służyć własnym ramieniem w razie zmęczenia i też w każdej chwili zmyć się z imprezy by odprowadzić ją do domu.
Poczekałem aż się przebrała. Sam byłem ubrany dosyć luźno. Dorwałem ze dwa rozmiary za dużą bawełnianą koszulę w stokrotki. Była jasna, więc zapewne nie miałem jakoś odstawać od reszty. Dodatkowo niezbyt wyróżniające się spodnie w jakimś błękitnym odcieni. Z tymi kwiatami to nawet dobraliśmy się niczym zgrany zespół.
A potem znaleźliśmy się przed wejściem, gdzie zgromadziło się mnóstwo ludzi po wianki. Wzięła swój, ja również ująłem w dłonie własny. Faktycznie, mogłoby to wyglądać podejrzanie, biorąc pod uwagę Beltane, ale raczej społeczność czarodziejów uczyła się na błędach, co nie? Cóż, postanowiłem to przetestować na sobie. Jeśli mi wyrosną ośle uszy, to bynajmniej zawyję jak ten osioł albo przynajmniej spróbuję jakoś podobnie. Jeśli nie, to wydam własny osąd potwierdzony doświadczeniem. Kto wie? Może nawet zamienię się z Aveliną, jeśli będzie preferowała ten przetestowany na mojej głowie mój wianek? Nie miałbym ku temu nic przeciwko.
- Uwaga! Zakładam! Daj mi kilka minut... Jeśli nie zamienię się w Tomcia Palucha, to wybierz, który ci się bardziej podoba, bo ten twój miętowy aż się prosi żeby dodać go do jakiegoś napoju lub jedzenia - zaśmiałem się, też od razu, bez przedłużania nałożyłem swój wianek na głowę. I czekałem na bombę wrażeń. Albo na nic. Kto da więcej?
A wy, drodzy moi cyrkowcy, strzeżcie się, bo niebawem moje baczne spojrzenie przebiegnie po tłumie i ocenię, czy jesteście grzeczni.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Sosna


Świeża zieleń sosnowych gałązek napełnia cię siłami witalnymi; jesteś w stanie podnieść nieco więcej niż zwykle, poruszać się odrobinę szybciej i trochę wolniej się męczysz. Jeśli chorujesz na którąś z magicznych chorób, jej dolegliwości stają się mniej uciążliwe niż zwykle.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 29.11.2023

Noszony przez niego wianek musiał mieć na niego zaskakujący wpływ, ponieważ zaczął odczuwać oszałamiającą wręcz radość. Nie mógł wyzbyć się wrażenia, że wszystko szło po jego myśli i że świat stoi przed nim otworem. Troski pokroju stanu jego córki, jej rychłego ślubu i relacji Augustusa ze swoją żoną, tego że Ulysses sam nie ma jeszcze żony oraz wiele innych rzeczy, które zwykle zaprzątały mu głowę zdawały się stracić na znaczeniu. To było złudne uczucie, które mogło okazać się zgubne w dłuższej perspektywie czasu.

Chester jest staroświeckim czarodziejem, posługującym się sakiewką wykonaną ze skóry wsiąkiewki. Po zakupieniu dla chłopców porcji waty cukrowej schował swoją sakiewkę do kieszeni spodni. Zrobił to bardziej machinalnie, z zamiarem przełożenia jej po wydostaniu się wraz z wnukami z kolejki do wewnętrznej kieszeni marynarki. Chętnych na watę cukrową i pozostałe słodkości było sporo, dlatego wolał jej nie tarasować. Noszenie sakiewki w trudno dostępnym miejscu było podyktowane tym, że podczas udziału w wydarzeniach należało dobrze pilnować swoich rzeczy przed złodziejami. Z własnego doświadczenia zawodowego wiedział, że dla wprawnego złodzieja to jest moment. Opróżnienie komuś kieszeni potrafiło zająć kilka chwil, a okradziona osoba często odkrywała ten fakt z pewnym opóźnieniem.

Posiadanie pod swoją opieką dwóch brzdąców wymagało od niego jako dziadka posiadania oczu dookoła głowy. To właśnie starał się robić, zwracać uwagę na swoje otoczenie. Nie tylko przez wzgląd na opiekowanie się wnukami do przybycia ich rodziców, ale również przez fakt na posiadanie w kieszeniach istotnych rzeczy. W nich nie trzymał tylko sakiewki, ale także paczkę papierosów wraz z pudełkiem zapałek, nieużywaną, materiałową chusteczką do nosa i paczką Balonówek Drooblego. Różdżka spoczywała poza zasięgiem rąk kobiety, wyciągającej ręce po cudzą własność.

Podczas próby kradzieży, dokonywanej bezczelnie na nim starałby się ją udaremnić poprzez próbę przyłapania złodziejaszka na gorącym uczynku, z ręką w jego kieszeniach. Jeśli udałoby mu się tego dokonać to z racji bycia z wnukami trudno byłoby mu samemu dokonać zatrzymania kieszonkowca, zwłaszcza bez użycia magii jednak wcześniej udało mu się dostrzec kilku czarodziejów w charakterystycznych mundurach Brygady Uderzeniowej, którzy mieliby szansę wykazać się podczas służby i zaalarmowani aresztować posiadacza lepkich rąk.

Chester, jako Auror, oficjalnie musiał przestrzegać prawa czarodziejów i gdyby mu się udało przyłapać kieszonkowca podczas próby kradzieży to wezwanie mundurowych musiałoby wystarczyć. Nie zmieniało to faktu, że połamane palce u rąk potrafią skutecznie zniechęcić do dokonywania kradzieży, jednak preferowane przez niego rozwiązanie nie było adekwatne do czasu ani miejsca. Było też nieodpowiednie dla oczu jego wnuków. Dlatego musiałby się zdać na prawo i jego przedstawicieli.


Rzucam na percepcję na udaremnienie kradzieży kieszonkowej
[roll=N]

Edycja i rzut za zgodą MG:
Rzucam na aktywność fizyczną - próba złapania złodziejki za rękę
[roll=N]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Perseus Black - 29.11.2023

Nie był w stanie jej odpowiedzieć inaczej, niż jedynie skinieniem głowy i odwzajemnianiem jej pocałunków. Rozpraszał go karmazyn jej sukni, i rubin ust, i głęboki dekolt odsłaniający kawałek porcelanowej skóry, i mahoń loków okalających jej twarz; chciał porwać ją w ramiona i spijać czerwień z jej ust, zsunąć z jej ramion szkarłat sukni i całować każdy cal jej ciała. Rozważał nawet zaproponowanie jej, aby ulotnili się z tego miejsca, znaleźli jakiś zaciszny kącik (wiedział nawet jaki; niedaleko stąd był cienisty zagajnik) i tam dać ponieść się chwili, pozwolić, aby...
Ktoś wpadł na Perseusa. Nic nie powiedział, jednak zaciśnięte powieki oraz usta świadczyły o tym, że nie było to dla niego komfortowe wydarzenie. W pewnym sensie jednak wyszło mu to na dobre, bowiem ból jaki przeszył jego schorowaną łydkę w swoisty sposób sprowadził go na ziemię. Poprawił wianek na swych skroniach. Och, cóż za myśli wkradały się do jego głowy! Nie był jednak w stanie określić, czy pochodziły one bezpośrednio od niego, czy były też efektem magii.
A ta wypełniała go od czubka głowy po małe palce u stóp; ciało przechodziło rozkoszne mrowienie, zaś ziemia pod jego nogami zdawała się wibrować, a źródłem tych wibracji były ustawione w krąg kamienie. Oblizał spierzchnięte wargi.
Też to czujesz? — zapytał z ekscytacją w głosie. Zazwyczaj panował nad swym darem aurowidzenia, lecz teraz zdawało mu się, że widzi świetliste poświaty wokół wszystkich obecnych na sabacie; kolory zlewały się w jedność (czy to możliwe, by widzieć barwy, które nie istnieją?), a ich intensywność sprawiała, że robiło mu się słabo. Ukrył na moment twarz w dłoniach. — Widzę aury. Za dużo ich.
Miał nadzieję, że te krótkie wyjaśnienia wystarczą Vesperze. Kiedy ponownie otworzył oczy, miał przed sobą tylko drobną sylwetkę narzeczonej. Pochylił się nad nią i pocałował ją w usta.
Znajdźmy jakąś dyskretną kapłankę i pobierzmy się jeszcze dziś — wymamrotał tuż nad jej uchem, trącając je przy tym zaczepnie wargami — Złóżmy przysięgę przed sobą i Matką, a w sierpniu powtórzmy ją dla gości.