![]() |
|
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie (/showthread.php?tid=3207) |
RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Basilius Prewett - 19.05.2024 Gadam pod stołem z Erikiem, odpowiadam Isaacowi i Morpheusowi, próbuję transmitować sukienkę Thomasa tak by ograniczała mu ruchy. Uśmiechnął się rozbawiony w stronę Erika. – Szkoda tylko, że do tego czasu pewnie cały bufet zostanie zniszczony, lub co gorsza zakrwawiony – powiedział z udawaną powagą, jednocześnie mając nadzieję, że zaraz ci siewcy chaosu naprawde nie zaczną krwawić przez własną głupotę. – A jednak lepiej będzie ich wszystkich opłakiwać przy dobrym jedzeniu. Nie wspomniał już, że zanim ta cała wojna się zaczęła, miał właśnie iść po drugi kawałek tortu i chyba teraz odczuwał z tego powodu pewne rozdrażnienie. Wywrócił oczami na komentarz Isaaca. – Bagshot masz ciasto rozwalone na całych plecach– Nie miał. Po prostu chciał go złośliwe wkręcić. Zresztą pewnie zaraz i tak będzie cały w torcie. Najwyraźniej jednak nie tylko Isaac nie chciał pozwolić im na spokojne udawanie Szwajcarii. – Panie Longbottom, nie wiem jak pan, ale mi się udało w końcu wywalczyć urlop w pracy. I nie zamierzał umrzeć jego pierwszego dnia tylko po to by mieć napisane na nagrobku Wziął wolne, zginął od tortu i flamingów. Zerknął na Thomasa. No i kolejny. Czy był na tyle złośliwy i małostkowy, aby teraz przetransmutować mu jakoś głupio tę sukienkę. Na przykład mu ją zwężyć tak, by ciężej mu było biegać? Nie. Nie był. No dobrze. Może wyjątkowo był. Dzisiaj mógł. – Nie oceniaj – mruknął do Erika, wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie. Próbuje zwężyć sukienkę Thomasa, tak by ograniczała mu ruchy. [roll=N] [roll=N] RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Bard Beedle - 19.05.2024 Rozpoczął się rwetest, karty zaczęły krążyć po polanie. Niejako poza zasięgiem osi konfliktu byli na zachodnim skrzydle i błękitnym kocu palący spokojnie Alastor i na drugim wschodnim skrzydle, na grzybowym pufie pomniejszony Patrick. Wszystko ze środka piknikowego terenu fotografowała powiększona Brenna, z bezpiecznej jak na razie odległości. Walczący zdawali się być na tyle zainteresowani sobą, że obserwatorom być może nic nie groziło. Tymczasem stół był oblegany. W okopach (czyli pod blatem i osłoną z obrusu rozmawiali i odbierali słowne jak dotąd ataki pomniejszony Erik z Basiliusem. Na zewnątrz dwóch Thomasów (Alicja o bardzo wąskiej obecnie sukience z samotnym kijem flamingowym oraz męskie i całkiem pijane wydanie Kota z Chesihire) stało razem z królikiem Morpheusem od strony polanki. Po drugiej stronie Mildred uciekała z pięcioma kijami, a jej skóra mieniła się w słońcu brokatowo. Za nią podążali Cain z Isaakiem, którzy chcieli dorwać ją lub kije, które nosiła.
Osoby w które mogą oberwać w tej turze ciastem to: Isaac, Cain i Millie. Możecie zdecydować w następnym odpisie czy chcecie podjąć próbę uniku (rzut na percepcję, wtedy nie możecie atakować) czy przyjmiecie ciasto na przysłowiowy ryj (wtedy możecie zużyć swoją akcję na atak). Ponieważ żadne z Was nie ma kija, lub ma ich stanowczo za dużo, niemożliwa jest akcja odbicia.
Thomas H. ponieważ kija używałeś w powietrzu, zwężenie sukienki nie wpływa na Twoje możliwości odbijania ciasta. Co więcej możesz odbić ciasto zarówno które leci w ciebie, jak i znajdujące się najbliżej ciebie osoby (Thomas F. oraz znajdujący się pod stołem Erik i Basilius). Przy opisie ruchu bierz pod uwagę, że jest on mocno ograniczony. Erik i Basilius są chronieni przez stół, więc żeby upaciać ich ciastem trzeba wejść pod blat i zrobić to w zwarciu. Atak melee, czyli bez rzucania ciastem nie wymaga testu, choć zachęcam agresorów do wzięcia pod uwagę, że panowie mogą zareagować na obecność kogokolwiek pod blatem z ciastem w ręku. [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/fc/a2/ea/fca2ea243a5a3d9295397b144b785b56.jpg[/inny avek] Następne podsumowanie 23.05 godzina 21:00 RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 19.05.2024 Isaac nie miał czasu, żeby wchodzić w jakiekolwiek większe dyskusje. Miał misje! Musiał zdobyć kij! Obrzucić wszystkich ciastem, a potem zademonstrować "prezent", który miał dla Czarnej Furii. To wszystko było ważne. Nie odpowiedział więc chłopakom, że ludzie którzy nie potrafią się bawić, również mają miękkie fujarki. Kiedy oberwał ciastem od Morpheusa, zatrzymał się na chwilę i zmrużył lekko oczy, żeby na niego spojrzeć.- Zemsta będzie słodka, panie Longbottom!- Obiecał. Cain oraz Milly mu uciekli, a przed ciastem nie miał zamiaru się bronić. Zdecydował się więc zaatakować Thomasa Hardwicka, ciskając w niego słodkościami w ramach odpowiedzi na pytanie co tutaj robił - Wróciłem, żeby się trochę odchamić! - Stwierdził z zadowoleniem i westchnął pod nosem. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił peta. [roll=O] RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Millie Moody - 22.05.2024 Millie oberwała ciastem. Upuściła kije na końcu stołu od strony Warowni i szarżuje na Alastora, który siedzi na niegejowym, niebieskim kocu Och, ukradła wszystkie kije, jakie to było mądre. I głupie. Bardzo głupie, bo przecież potykała się o własne nogi i nie mogła złapać kolejnych słodkich ładunków, które wszak tylko czekały żeby... ...tak gdzieś na krańcu stołu upuściła wszystkie flamingi. Nie zostawiła sobie ani jednego, być może dlatego, że nie zdawała sobie świadomości ze swojej przewagi. Te ptaki były takie różowe, w ogóle czyj to był pomysł? Chyba jej, ale nie ważne. Czy nie mieli napierdalać w te wiszące z drzew jeże? – Następnym razem HardDICK to się zastanów gdzie machasz tą swoją pałą kurwa!– ryknęła, na bogu ducha winną Alicję, która pewnie zamierzała się po prostu bronić przed niesprawiedliwym atakiem ze strony... kart. Oni byli tylko zwykłą talią kart. Ale poczuła spojrzenie, jak kotwicę zatopioną w jej istnieniu. Tak bardzo nie chciała, żeby weszło jej w nawyk umieranie, ciężko jednak było nie zauważyć, jak skutecznie skupiała na sobie jego uwagę wtedy, gdy tańczyła na krawędzi życia i śmierci. Wtedy był tylko jej i było to słodkie, ach tak, słodkie jak rzucone przez Thomasa Twardopałkowego ciasto które rozmazywało się na jej klatce piersiowej (bo o cyckach w tym przypadku ciężko byłoby cokolwiek powiedzieć), maślano-cytrynowa masa, która nadała nieco bieli kobiecie-kot odzianej w czerń. A on tak po prostu, pomimo tego chaosu tak siedział i palił fajkę, jak on tak mógł ten Alastor, taki przejęty, taki dorosły, taki znów zmartwiony i czujny. Złapała mocno ciasto i ruszyła biegiem już bez balastu kijów, po przekątnej, byle tylko wyminąć Brennę i wskoczyć na niego, świeżym ciastem bezowym jak się okazało w twarz, całą sobą uwaloną, we wtuleniu kremem w koszulę. RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Morpheus Longbottom - 22.05.2024 Nici Morpheusa... były w gruncie rzeczy dziwne. Gdy patrzyło się na jego powiązania, wyglądał jak układ krwionośny, którego był sercem. Było po prostu czerwono, w czym wyróżniały się jedynie dwie różowe nici do Erika i Brenny, silne warkocze tętnic rodzinnej miłości, nienadwyrężone w żaden sposób. A reszta... reszta była czerwona, czerwona jak krew. Kolejne warkocze do Millie i cieńsze do Alastora, Basiliusa, do Thomasa Hardwicka, i jeszcze cieńsze do drugiego Thomasa, Isaaca, do Patricka, jak drobne naczynka na końcówkach palców. W końcu cieniutkie pasma czerwieni dotykały samego Caina. Morpheus był dogłębnie głodną istotą. Nieświadom podglądacza, a może właśnie wszystkowiedzące trzecie oko dało mu znać, wybrał piękną tartę wiśniową, znów zważył ją w ręce i cisnął nią w Caina, jakby umacniając czerwień swojego jestestwa. Śmiał się, śmiał się przy tym, jakby był kapelusznikiem, dźwięk, którego nie wydawał z siebie od dawna, śmiał się bez pohamowania, bo na krótką chwilę był młodszy dwadzieścia lat. Na krótką chwilę znów był młody i szczęśliwy, myślał o tym, że Vakel nienawidziłby tej sytuacji, siedząc dużo dalej i kryjąc się szczelniej od Erika i Basiliusa, że na koniec pocałowałby Dolohova ustami od lukru mimo sprzeciwów i dał mu umyć swoje włosy, zlepione fondantem. Słuchałby sarkania i uwielbiał każdą skrzywioną minę. Miał sobie dać spokój, ale to nie było takie łatwe. Rzut w Caina ciastem wiśniowym, Aktywność Fizyczna (N), rzut podwójny dzięki przewadze Szermierka.
[roll=N] [roll=N] RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Cain Bletchley - 22.05.2024 Czy lubił takie zabawy? Nie, raczej niekoniecznie. Nie lubił być w zamieszaniu, w jego centrum. Nie lubił tak gwałtownych rzeczy, które mocno nadwyrężały jego głowę i które potem odchorowywał. Jednocześnie całkiem łatwo dawał się wciągnąć w taką zabawę. Wystarczyło wiedzieć, że Millie to uszczęśliwia. Że się śmieje, piszczy i cieszy jak za dziecinnych lat. Że taki Morpheus błyska od razu ciepłymi barwami i nawet kiedy są osoby, które wolą się trzymać z daleka, to czasami dobrze się na to patrzy - na to, że ludzie potrafią się jeszcze w tych ponurych czasach beztrosko bawić i odciąć od wszystkiego, co znajdowało się poza tymi połaciami trawy. Zatrzymał się, kiedy Millie gdzieś tam skręciła i jeszcze ruszyła przodem po nową amunicję, unosząc ręce w geście poddania się - te umazane tortem, bo właśnie ściągał go ze swojej twarzy, utrzymując szeroki uśmiech. Rozbawiony, z błyszczącymi oczami. Albo to tylko refleksy słońca, które dopieszczało dzisiaj wszystkich obecnych? Na to wszystko się dobrze patrzyło. Z ulgą - kiedy człowiek był owinięty kolorem wszystkich tych nici, które owijały się wokół wszystkich wokół. Bletchley otrzepał ręce i zapatrzył się na te kolory. Wyłączył. Przed momentem jeszcze biegł, jeszcze uczestniczył w tym wszystkim, ale już w następnej chwili stał jak kamień, zacięty proces nie pozwolił ruszyć do przodu. To była chwila, a może i pięćdziesiąt takich chwil. Objęcie czasu i przestrzeni czasami wyrywało się z rąk Caina i zostawiało go samego sobie, żeby dryfował wraz z wiatrem. Ewentualnie dał się pociągnąć przez tłum. Albo jakieś randomowe ciasto rzucone przez czerwoną, pulsującą nić... Cain napiął się od razu i skierował spojrzenie na Morpheusa, ale to nie był ten rodzaj złego napięcia. Uśmiechnął się znowu bardzo szeroko, tym razem nawet pozwolił sobie na to, żeby był to uśmiech zwiastujący odpłacaniem się pięknym za nadobne. Reszta tego ciasta spadła z jego brzucha, a on sam skoczył po amunicję, żeby zrealizować dokładnie to, co uśmiech zwiastował - walnięcie ciastem w papę Morfiny! [roll=N] [roll=N] RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Hardwick - 22.05.2024 Pali buraka z powodu kiecki, obija tort w Issaca Nie miał pojęcia jak skończyli w wielkiej bitwie na jedzenie, z drugiej strony widząc tyle przyjaznych twarzy, w tym tych, z którymi podobne rzeczy wyrabiał w Hogwarcie… Nie, jednak wcale go to nie dziwiło. A jednak gdyby miał wrócić myślami do tamtych czasów, to przecież towarzyszyłby by im Geraldine. Cholera. Powinien choć wysłać jej wiadomość z przeprosinami. A jednak bał się, że zjebał trochę za bardzo. Nie chciał jednak uświadamiać sobie własnej głupoty, gdy obok śmigały kremowe wypieki, którymi łatwo było dostać przy chwili nieuwagi. Tak samo jak wrednymi zaklęciami. Śmiał się właśnie z umazanej lukrem Millie, której nie udało się wybronić, gdy poczuł, nagle, jak jego sukienka robi się dziwnie ciasna. Zamrugał, patrząc, jak zdradliwy kawałek materiału z rozkloszowanej spódnicy zamienia się w zdecydowanie ZBYT dopasowaną. - O kurwa - wydusił, gdy zdał sobie sprawę, że ledwo może się w tym ruszyć. Jego jakiekolwiek resztki komfortu poszły sobie na spacer, gdy rozejrzał się, próbując znaleźć odpowiedzialną za podkreślanie jego kształtów osobę. Nie dostrzegł jednak nikogo. Może dlatego, że zdrajca siedział pod stołem. - Bardzo zabawne - mruknął, czując, jak lekko się czerwieni. Miał jednak zamiar godnie znieść przeciwności losu. Szczególnie, że nie mógł czuć się bezpiecznie. W ostatniej chwili dostrzegł lecące w jego stronę ciasto, które postanowił odbić nieszczęsnym flamingiem w stronę Isaaca. Refleks byłego pałkarza zobowiązywał. Na odbicie ciasta w stronę Issaca (x2 bo były pałkarz Gryffindoru) [roll=N] [roll=N] RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Alastor Moody - 22.05.2024 Jako potężny Auror wywalam się z siostrą na trawnik i zaplątuję w koc. Moody był spokojny tak długo, jak jego siostra wydawała się szampańsko bawić - więc mimo rzucanych wszędzie kurew i naprawdę dziwnych obelg, wciąż siedział na kocu, palił swoje fajki i czujnym spojrzeniem badał najbliższą okolicę. Chuj wie kiedy wydarzy się coś, czego nikt z bawiących się tu, szczęśliwych ludzi nie przewidzi - on zawsze chciał być na takie sytuacje gotowy. Stała czujność rozbrzmiewająca w głowach wszystkich zebranych za każdym razem, kiedy ich spojrzenie zetknęło się ze spojrzeniem Alastora, nie wzięło się przecież znikąd. Typ był kompletnie pierdolniętym już na punkcie bezpieczeństwa paranoikiem, a zagrożenie życia młodszej siostrzyczki budziło w nim dodatkowe lęki. Gdyby z oczu Millie spłynęła chociaż jedna łza niebędąca łzą śmiechu, spokojny i wyjątkowo cichy dzisiaj Auror szybko udowodniłby winowajcy, jak bolesnym doświadczeniem mogło być starcie słowne z kimś tak pieruńsko wrednym jak on. Ktoś tak uważnie obserwujący teraz otoczenie nie mógł nie zauważyć biegnącej w jego kierunku Mills - mimo wszystko nie wykonał żadnego uniku - zamiast tego całkowicie świadomy tego, że trzymana przez nią beza zaraz skończy wgnieciona w jego spocone czoło, zechciał złapać ją, zaciskając swoje silne ramiona wokół drobnego ciała. W ten sposób chciał ją podnieść do góry i obrócić do góry nogami, ale jak to na SoLu bywa, nie wszystko poszło po jego myśli... [roll=Z] Być może gejowy koc trzymałby się tej trawy lepiej, ale kiedy się poderwał z ziemi, żeby ją zaskoczyć i złapać w locie, zamiast tego szarpnął ją, poślizgnął się na... na czym w sumie (co za pech - być może pod materiałem znajdowała się skórka od banana) i nie tylko szarpnął Mills za bluzkę, ale i wypieprzył się z nią jak worek pyr. Rzecz jasna, do tyłu, zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby jej tylko nie zgnieść. RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Figg - 23.05.2024 Najebany Thomas miał zadziwiająco dobry humor, wszystko, ale to wszystko go bawiło. Rzucanie się ciastami i ich odbijanie? Przecież to najśmieszniejsza rzecz na świecie, zabawniejszy to byłby chyba tylko Voldemort przebrany w sukienkę.Bo kto to widział, czarny pan przebrany za babę hahaha, szczyt komedii czarodziejskiej. Aż ryknął śmiechem do własnych myśli i trochę trwało nim się uspokoił. Rozejrzał się niezbyt przytomnie po okolicy, potrzebował nieco powietrza i znaleźć się nieco dalej od miejsca, gdzie rzucano w siebie ciastem. Chwiejnym krokiem oddalił się kierując w stronę skąd dobiegała muzyka. I najpewniej tam gdzieś by się gibał w jej rytm, niczym paralityk podczas napadu, ale zaczarowany ogon przypomniał o sobie i zaplątał mu się w nogi. Wyrżnął się na trawę ze stłumionym jękiem. Odwrócił się na plecy, aby nie leżeć twarzą w ziemi i spojrzał na niebo. - No dobra, odpoczynek też może być - mruknął do siebie i tak leżąc w połowie drogi między stołem z tortem a adapterem grającym muzykiem. RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Isaac Bagshot - 24.05.2024 Isaac przyjmuje ciasto na klatę, niczym wioskową pannę, klepie Hardwicka w tyłek i podchodzi do Thomasa Figga żeby zapromować mu ciasto lub papierosa. Isaac postanowił się nie bronić. Wsadził peta do ust i dzielnie przyjął na siebie ciasto, zamykając oczy. Miał tylko nadzieję, że papieros ocalał. - Gdybym tylko wiedział, że taka ładna z ciebie panna... - Westchnął, zwracając się do Hardwicka. Kątem oka spostrzegł leżącego na podłodze Thomasa Figga. Samotny i bezbronny? Idealny cel ataku! Bagshot skierował kroki w jego stronę, a kiedy mijał włochatą Alicję z Krainy Czarów, klępnął ją? w tyłek. Thomas Hardwick mógł się w tym momencie poczuć bardzo uprzedmiotowiony, ponieważ Isaac nie zaszczycił go nawet przy tym spojrzeniem! Potraktował jak wioskową pannę, którą można sobie klepać a potem bez słowa pójść dalej. Dodatkowo, jego dłoń była brudna od ciasta, więc pupa Hardwicka również! - Thomas, masz ochotę na ciasto? A może na papierosa?- Zapytał Figga, kiedy przy nim kucnął. W jednej dłoni trzymał ciasto, a w drugiej papierosa. Przyglądał się pijanemu koledze. |