Secrets of London
[10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem (/showthread.php?tid=3279)

Strony: 1 2 3 4 5 6


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Peppa Potter - 29.06.2024

Zaklęcie zadziałało niesamowicie dobrze. Peppę zdziwiła jego skuteczność. Używała go zazwyczaj do ozdabiania swojego mikro balkoniku, ale jak widać, mogła któregoś dnia użyć go też do zamknięcia Jamesowi gęby raz na zawsze. Ale słysząc trzask łamanych kości, najpewniej nie wypowie tej inkantacji nigdy więcej. Związały się z nią paskudne wspomnienia. I zapachy.

Ale cały dyskomfort uleciał, gdy zjawił się obok niej brygadzista. Obdarował ją najwspanialszym komplementem, jaki w życiu otrzymała. W pierwszej chwili myślała, że to znowu ten dziwny głos w jej głowie... ale mężczyzna był prawdziwy. Stał tam i faktycznie uraczył ją pochwałą.

To było bardzo ważne wydarzenie w życiu Peppy, i być może punkt zwrotny w jej karierze nieroba.

Naprawdę? Oh, jakże pan miły... Ale to nic takiego. To po prostu talent po mamie, Mildred Potter, z domu McGonagall... Kojarzy pan pewnie. — Odpowiedziała uroczo. Na jej twarzy wciąż błyszczało przyjemne zaskoczenie, ale wyuczone maniery nie odpuszczały. Chciała się zaprezentować znacznie skromniej, niż stan faktyczny. Bo Peppa i skromność to dwa różne końce spektrum. A wspomnienie matki to standardowy ruch mający na celu dobre wbicie się w pamięć. Kto by tam zapamiętał jakąś Penelopę Potter. Ale o "córce TEJ Mildred Potter, uzdrowicielki, konsultanta Komitetu Zaklęć Eksperymentalnych i biegłego Wizengamotu" łatwiej sobie przypomnieć.

Ojej, ale chyba trzeba im pomóc się wydostać z tego dołu!

W myślach przeklinała tego, kto wpadł na pomysł, by spalić truposzy. Zapach był paskudny i pewnie zostawiłaby ich tam na zawsze w dziurze (być może nawet zakopałaby wraz ze zwłokami), ale obecność brygadzisty wymusiła na niej inne zachowanie.

Niczym prawdziwa heroina, podbiegła do dziury. Ale nie za blisko.

Hej, tam na dole! Czy wszystko z państwem w porządku?

Nie wiedziała jeszcze, jakie zbiorowisko się tam utworzyło, chociaż nabrała pewnych podejrzeń, słysząc nowe głosy. Postanowiła rzucić kolejnym popisowym czarem transmutacyjnym. Tym razem przemieniającym roślinność w silne pędy splecione w drabinkę. Używała go do kilku nielegalnych rzeczy w Hogwarcie.


Transmutacja - przemiana roślin w drabinę z pnączy, by osoby z dziury mogły się bezpiecznie wydostać.
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Isaac Bagshot - 30.06.2024

- Po prostu zaczekajmy, dobrze?- Poprosił marudzący Isaac i wyciągnął z kieszeni materiałową chusteczkę. Chciał podać ją Owenowi, żeby przetarł sobie krew z pod nosa. Jedną dłoń położył mu na ramieniu. Rozejrzał się szybko, chcąc ocenić sytuację. Wyglądało na to, że inferiusy dały za wygraną, a wściekłe korzenie i pulsujące ściany chwilowo im nie zagrażały.
Słysząc kobiecy głos, Bagshot spojrzał w kierunku z którego dochodził, po czym uśmiechnął się i pomachał nieznajomej.
- Jeszcze żyjemy, ale proszę tu nie schodzić, ponieważ to zamknięta stypa. I strasznie śmierdzi.- Odkrzyknął Najzabawniejszy Człowiek Świata, który zamiast pisać książki, powinien przejąć rubrykę dowcipów Proroka Codziennego. Jaki byłby najśmieszniejszy żart tygodnia? "Czym się różni Śmierciogównożerca od gównożercy? Gównożercę kochała matka." czy jakoś tak.
-U ciebie w porządku?- Zwrócił się jeszcze do Basiliusa, jednak przez cały czas miał na uwadze Owena. Nie chciał, żeby kuzyn zrobił coś nieprzemyślanego. Miał również nadzieje, że zaraz zrobi się na tyle spokojnie, że będą mogli się stąd wydostać. Smród rozchodzący się wokół bardzo źle mu się kojarzył, i cały czas bardzo go mdliło.


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Millie Moody - 01.07.2024

Millie nie wyszła tarcza, ale z pomocą przyszedł jej Basilius. Ostatni z truposzy jeszcze podrygiwał, ale nie wróżyła mu długiego życia w tym swoim nieżyciu, osunęła się więc do tyłu czując zmęczenie osiadające jej na barkach coraz mocniej. Trzy miesiące w Lecznicy Dusz oznaczały nie tylko słabość ducha ale i ciała. Zaraz po wyjściu rzuciła się w wir zbyt głośnych i angażujących eventów, jej serce szarpane było pragnieniem i tęsknotą, głodem i przesytem. Przyjechała tu odpocząć. Wyciszyć się. Co poszło nie tak? Kolana miała jak z waty, a do złocistych oczu cisnęły się łzy. Nie zamierzała jednak płakać. Pomijając fakt jak bardzo gejowe to było – Alexander był w okolicy, jego szyderstwa wisiały w powietrzu czekając tylko aby skroplić się na twarzy Moody. Czuła, że zawodowa poza kruszeje z każdą chwilą.

Odwróciła się jeszcze do ścian, bo Penny ostrzegła ich że się ruszają, ale już się nie ruszały. Przekręciła głowę w stronę koleżanki, która w jej oczach jawiła się obecnie jako mistrzyni transmutacji i pokiwała głową z uznaniem.
– Zajebiście to ogarnęłaś – skomplementowała ciepło. Może nieco za cicho, adrenalina wietrzała z niej zbyt szybko. Wolałaby inaczej spędzić z nią czas, ale nie dało się ukryć, że takie doświadczenia, wspólna walka o życie, gdzieś tam też sprzyjały wzajemnemu zaufaniu. Nawet jeżeli po drodze trzeba było się dotrzeć, by lepiej rozumieć swoje intencje.

Podeszła do Owena i Isaaca i wraz z nimi patrzyła na kurhan.
– Mm... to jest... to jest ta mugolka, o której pisałeś? Rośliny zdają się ją ...eee.... lubić? – Starała się utrzymać pion, skupić na rozmowie, na danych, choć przecież nie była na służbie, nie musiała tego robić. – Myślicie, że to koniec? – dodała niepewnie, skubiąc sobie rękaw brudnego od ziemi swetra.


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Morpheus Longbottom - 01.07.2024

Dobra robota wszyscy! — krzyknął Morpheus do walczących i kuśtykając odsunął się od epicentrum płomieni i smrodu. Nie wyglądał najpiękniej, w umorusanych, beżowych ubraniach, z krwią pod nosem i na kołnierzyku, osmolonym policzkiem od obecnych płomieni i tych, które rozgorzały podczas samobójstwa mężczyzny z wizji. Wszystko dookoła było tak piękne, magiczne, pulsujące nieznanymi rytuałami i wrogimi wpływami. Znaleźli fiolet. Teraz potrzebowali dowiedzieć się na temat czerni. Morpheus rzucił jeszcze ostatnie zaklęcie, na oderwanie głowy od ciała dogorywającego truposza. Lepiej dmuchać na zimne.


Translokacja (Z): oderwanie głowy jeszcze żywego truposza.
[roll=Z]
[roll=Z]

Dla mnie to dopiero początek, wiem że to mugolka złożona w ofierze, tworząca pole ochronne dookoła Windemere. Fioletowy. Opiszesz mi później co się wydarzyło, razem z panną Weasley, gdy wciągnęło was pod ziemię — powiedział do Millie i Penny Morpheus, kuśtykając w ich stronę. Spojrzał na Isaaca i drugiego mężczyznę. — Domyślam się, że pan Bagshot. Niewymowny z Departamentu Tajemnic. Chcę zapytać o pana badania dotyczące tego miejsca. Nie musi być teraz oczywiście.

Bogowie byli szaleni, ale w tym wypadku Bagshot mógł ujrzeć absolutną naukową ciekawość ze strony Morpheusa, zamiast urzędniczego zblazowania. Longbottom absolutnie pragnął, łaknął wiedzy, do jakiej dokopał się Owen i przetestowania tych wyników, może na mniejszą skalę, w praktyce. Mógł być teoretykiem, ale powoli poddawał się pewnej wypartej części przeznaczenia. Zawsze był synem swojej matki. Nadeszła pora, aby stał się synem ojca.




RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Penny Weasley - 01.07.2024

Udało się. Zaklęcia rzucone przez Penny zadziałały. Drugie nawet, to była w stanie zauważyć, zadziałało lepiej niż oczekiwała. Regularne posługiwanie się transmutacją, najwyraźniej wpływało na jej zdolności w tym zakresie. Albo też, tak po prostu, miała z tym wszystkim teraz sporo szczęścia.

Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w ścianę. Trochę z niedowierzaniem. Ciężko było nie być zadowolonym z siebie. Na pozostałych czarodziejów przeniosła uwagę w chwili, kiedy do jej uszu dotarło pytanie zadane przez Peppe. Kontrolnie spojrzała na każdą jedną osobę, która znajdywała się w komnacie nagrobnej. Wydawało się, że ze wszystkimi... było na tyle dobrze, na ile tylko być mogło - zwłaszcza w obecnych okolicznościach.

- Dzięki, Mills. - uśmiechnęła się do znajomej czarownicy, której obecność bardzo jej przez cały czas pomagała. Gdyby raz jeszcze miała wpakować się w jakieś szambo, dobrze byłoby kogoś takiego mieć u boku. Większa szansa, że człowiek wypłynie jednak na powierzchnie. Rzecz jasna zdrów, a nie w formie wyrzuconych na brzeg zwłok.

Również zainteresowała się katafalkiem i spoczywającymi tutaj kośćmi. Mugolskiej kobiety? Na to właśnie wyglądało, o ile tylko wszystko zostało odpowiednio zbadane przez Owena Bagshota. Zweryfikowane. Penny nie miała żadnych, nawet najmniejszych podstaw, żeby historykowi z tym nie zaufać.

Podeszła bliżej, jeśli przestrzeni było dość, pochyliła się nad katafalkiem. Zbadała to miejsce, próbowała się z nim zapoznać. Może byłaby w stanie cokolwiek na jego temat zrozumieć? Zauważyć coś istotnego?

- Myślicie, że powinniśmy to tak tutaj... zostawić? - zapytała cicho. Wyraźnie coś rozważała. Zanim jednak podejmie decyzje, postanowiła skonsultować to z pozostałymi. Dowiedzieć się, co oni na ten temat myśleli. - Owen... pan Bagshot mówił coś o tym, że na tym rytuale mógł żerować jakiś czarnoksiężnik? - tutaj spojrzała na wspomnianego pana Bagshota. Może miał do powiedzenia coś innego? Może jego spojrzenie na sprawę przez ten czas zdołało się poniekąd zmienić? - Co jeśli ta sytuacja kiedyś się powtórzy?




RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Basilius Prewett - 01.07.2024

Infernusy przestały być problemem i Basilius dopiero wtedy zaczął czuć, jak sam był zmęczony tym wszystkim. Coś na razie mu ten sierpień pełen wypoczynku nie za bardzo wychodził, a co gorsza osoba, której to obiecał mogła łatwo dowiedzieć się o wszystkim od przebywających na miejscu uzdrowicieli.
Wszyscy cali?  – spytał, skupiając jednak swoją uwagę głównie na Owenie, przy którym stał (hej, wyjątkowo to nie on był tym najbledszym, krwawiącym z nosa czarodzieje w grupie!). Prawdę mówiąc najchętniej po prostu usiadłby teraz na ziemi, gdyby nie to, że jeszcze musieli się stąd wydostać, a miał wrażenie, że jak już padnie, to szybko nie wstanie. No i na razie musiał się jeszcze przydać tutaj jako magimedyk. Zerknął na Isaaca i po prostu skinął głową.
Żyjesz?rzucił do Millie, gdy podeszła do nich. Czarownica też wyglądała, jakby przydała jej się długa drzemka, ale nie wyglądała teżjakby miała w tej umrzeć, nikt chyba, poza Owenem, nie wyglądał tragicznie i...
I kurwa mać.
Podszedł do nich Morpheus Longbottom, a Basilius poczuł się jeszcze bardziej zmęczony.
Jakim cudem, naprawdę jakim cudem, ze wszystkich zgromadzonych tutaj osób, a było ich przecież sporo, na najbardziej poturbowanego wyglądał nie mężczyzna, który był tu uwięziony jakiś czas, a właśnie Longbottom. Bo oczywiście to musiał być Longbottom. Kto inny, jak nie Longbottom? Matka chyba tworząc tę całą rodzinę uznała, że na ich obiektywnie mówiąc urokliwych twarzach, będzie gościł równie często uśmiech, co ślady obicia. Bo jak inaczej wyjaśnić, że Morpheus nie dość, że kuśtykał, to jeszcze z jego nosa ewidentnie poleciała mu krew?
Westchnął cicho i bez słowa podał czarodziejowi chusteczkę, próbując zachować przy tym w miarę neutralną minę.
No dobrze, jeśli ktoś czuje, że zaraz umrze, lub widzi, że ktoś inny zaraz umrze, ale się do tego nie przyznaje, to byłbym niezmiernie wdzięczny, gdybyście mi o tym teraz powiedzieli – oznajmił nieco głośniej, a sam skupił się na ponownej próbie wzmocnienia Owena jakimiś specyfikami, bo przecież jeszcze musieli się stąd wydostać. – Jakieś pomysły, jak stąd wyjdziemy?


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Ambrosia McKinnon - 01.07.2024

Była zmęczona. Tak cholernie zmęczona wszystkim, co się do tej pory wydarzyło. Ale teraz dopiero, kiedy inferiusy przestały być zagrożeniem, wszystko co zaszło zaczęło do niej docierać. Westchnęła, puszczając rękaw Owena, skoro ten wydawał się w sumie niegroźny, samej rozglądając się dookoła. Wcześniej, kiedy poderwała się słysząc głosy zza ściany bluszczu, poderwała się na równe nogi a Noah potoczył się gdzieś znowu po kobiercu roślin. Całe szczęście, znalezienie go ponownie nie zajęło jej długo i białe, miejscami porośnięte roślinnością kości znowu znalazły się w jej dłoniach.

Było coś w słowach Penny, co ściągnęło jej spojrzenie ponownie na katafalk. Podobało jej się spotęgowane przez Windermere uczucie, ale może było to rozczarowanie ostatnimi słowami Alexandra, a może jakieś wewnętrzne poczucie, że było to niewłaściwe, bo zaczęła się zastanawiać czy to co robiła Triona było wciąż potrzebne.

Na wzmiankę o tym, że jakiś czarnoksiężnik czerpał z jej zaklęcia ochronnego, nawet nie mrugnęła okiem. Nie dziwiła się, że ktoś mógł chcieć na tym skorzystać, ale co teraz ją interesowało to przede wszystkim jej własne uczucia.
- Tym, żeby to się nie powtórzyło, powinno zająć się Ministerstwo - powiedziała na słowa Weasley, stając przy samym katafalku i pochylając się nad głową złożonej tam zielarki. Kusiło ją, żeby te kości przestawić. Żeby dokonać zamiany i zabrać ze sobą Trionę, na jej miejscu pozostawiając ofiarę jej ochronnego zaklęcia - Robertsa. To wydawało się uczciwą wymianą, biorąc pod uwagę jak nieudolne próby ochrony tego miejsca to były. Rosie zastanawiała się, czy Triona faktycznie chciała to miejsce chronić. W końcu została złożona w ofierze i ta rola została jej narzucona.
- Czy mogę zapytać, dlaczego w ogóle złożono ją w ofierze? Działy się tu jakieś złe rzeczy, czy o co chodziło? Ktoś wie?


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Alexander Mulciber - 01.07.2024

Alexander gotów był podtrzymywać ogień póki ciała nieumarłych nie obrócą się w proch: pozwoliłby wiatrom ponieść ich popioły we wszystkie cztery strony świata, tak, by pokutująca czerń, użyźniając ziemię Windermere, przeobraziła się w fiolet. Jakże kusiło go, by podpalić truchło na nowo. Ledwie trupia pochodnia poczęła dogasać, on już podnosił rękę, by przywołać żywioł, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. To tylko jebany topielec, któremu ryby wyjadły oczy i duszę, odpuść, to nie jest twój brat, on nigdy nie miał duszy, którą można byłoby się pożywić.

Poczekał, aż zgasną ostatnie płomienie, i resztką siły cisnął ciała w stronę brzegu jeziora, byle dalej od krateru poświęconego kurhanu.

Głośno wyłamał palce, zdrętwiałe od podtrzymywania zaklęcia. Tylko on wiedział, że pobielałe knykcie chciały zacisnąć się na szyi brata, nie na drewnianym trzonku różdżki.

Mógłbyś sprawdzić, czy wszystko w porządku z Ambrosią?zwrócił się spokojnie do Basiliusa Prewetta, uzdrowiciela, którego twarz słusznie wydała mu się znajomą w trakcie Lammas: odwiedzali przecież te same kasyna. – Upadła.Upadła, powtórzył w myślach, rozgoryczony. Jedno słowo, które przesądzało o życiu albo śmierci, jedno słowo, które oddzielało szczęście od rozpaczy. Czy tylko tyle zdołałby z siebie wykrztusić, gdyby nie magia uzdrowienia? Upadła – a on jej nie złapał.Przydałoby się też naprawić nogę Morpheusa.Do bólu praktyczny. Po tej prośbie, było jasnym, gdzie leży lojalność Alexandra. Jeżeli chcieli doprowadzić sprawę Windermere do końca, powinni być w pełni sił.

Niebieskie ślepia jasnowidza uważnie lustrowały otoczenie: w przeciwieństwie do reszty, milczał, nie dołączając się do celebracji czy pochwał: zignorował zaczepki Moody, brednie Bagshota, piski dziewcząt. Wyjątkowo zostawił innym dyskusję na temat tego, co robić dalej.
Przesunął wzrokiem po twarzach ludzi zgromadzonych wokół katafalku. Tłum jak na cygańskim pogrzebie, pomyślał, opierając na chwilę dłoń na talii Ambrosii, kiedy wyminął ją, by podejść bliżej do katafalku. Pochylił się nad ołtarzem, na którym spoczywały nienaruszone kości Triony. Nie zamierzał ich dotykać, z obawy przed marimé – grzechem, z ktorego musiałby się rytualnie oczyścić – Alexander mógł nosić nazwisko Mulciber, ale powinien się nazywać Ayers, tak, jak jego matka, bo w chwilach, kiedy gorąca krew burzyła się w żyłach mężczyzny, ten zawsze powracał do wiary swych przodków.

Tłum jak na cygańskim pogrzebie, pomyślał znów, tym razem bez ironii. Triona miała już wytworną trumnę, usłaną bujnym kwieciem, i kondukt żałobników. Brakuje tylko pieśni, wznoszącej się ku niebu razem ze strużką dymu z płonącego wozu.

Nieważne, że Triona nie była Cyganką. Nie myślał nawet o tym, że była mugolką. Ocaliła Ambrosię, więc zasługiwała na spokój. Musiał jej oddać należyte honory, zanim opuszczą kurhan. Ogień, który Windermere widziało jako narzędzie destrukcji, był dla Romów pochodnią oświetlającą drogę ku zaświatom. Alex nie mógł dać Trionie ognia, ale mógł jej dać światło.

Zaczął szeptać po romsku, próbując ukształtować wieniec z czerwonych kwiatów, emanujących jasnym blaskiem.

na kształtowanie
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem - Norvel Twonk - 02.07.2024

Brygadzista kiwnął głową. Nadal spoglądał na Peppę z pewnym uznaniem malującym się na jego młodej twarzy. Bądź co bądź, córka Mildred Potter, z domu McGonagall, jak się przedstawiła, wyglądała bardzo młodziutko i niewinnie. Nie spodziewałby się po niej, że potrafiła tak trzeźwo myśleć w obliczu zagrożenia.
- Tak, oczywiście – zapewnił szybko.
Zanim zbliżyli się do zapadliska, ostatni nieumarły padł, gdy zaklęcie Morpheusa oderwało mu głowę od ciała. Razem z resztą towarzyszy niedoli został potem przez Alexandra odesłany dalej, ku jezioru. Nadchodząca Peppa i towarzyszący jej brygadzista jeszcze dostrzegli ich lot ku jezioru.
Więcej nic nie próbowało atakować ani tych, którzy znajdowali się w komnacie nagrobnej, ani na powierzchni. Sam Ośrodek Windermere zaś… zdawał się jakby uspokajać. I znowu, to nie były namacalne zmiany, ale zniknęły szepty, które słyszeli niektórzy. Zniknęło również poczucie bycia obserwowanym. Roślinność przestała odradzać się w ciągu zaledwie kilku sekund. To miejsce zdawało się normalnieć.
Owen wziął od Isaaca chusteczkę. Wytarł nią krew na swojej twarzy. Rozglądał się uważnie po kurhanie, główną uwagę skupiając przede wszystkim na leżącej na katafalku Trionie.
- Tak to ona – odpowiedział cicho Millie. – Ale nie ma nic wspólnego z tym, co się tutaj działo. Bądź co bądź to ciągle tylko mugolka, nawet jeśli wyjątkowo potężny czarodziej uznał, że będzie się nadawała na ofiarę – sprostował słowa Morpheusa, znowu przytykając chusteczkę do krwawiącego nosa.
Alexander ukształtował wieniec z kwiatów. Historyj posłał mu zdziwione spojrzenie.
- Miłe – skomentował tylko, choć chyba miał jeszcze coś do dodania, a gdyby poznał myśli Mulcibera, byłby pewnie zaskoczony ich trafnością.
Uśmiechnął się kwaśno pod nosem. Przymknął oczy. I z cichym trzaskiem zniknął, by aportować się kilka kroków od Peppy i brygadzisty.
- O tak. O tak, się stamtąd wydostaną – powiedział jeszcze i ruszył w stronę domku letniskowego, który wcześniej wynajmował, by zebrać swoje rzeczy.
Koniec sesji

@Penny Weasley @Isaac Bagshot @Basilius Prewett @Millie Moody @Peppa Potter @Alexander Mulciber @Morpheus Longbottom @Ambrosia McKinnon

/I tak to zakończyliście trzeci etap fabuły Windermere.
Jeśli macie takie chęci, możecie dalej rozgrywać sesje powiązane z Windermere, ale nie musicie. Gdyby zdarzyło się tak, że chcecie zrobić coś postaciami, co wymagałoby ingerencji ode mnie jako od Mistrza Gry - piszcie do mnie. Gdybyście chcieli rozegrać jakąś sesję z Owenem - również piszcie do mnie.