![]() |
|
[Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń (/showthread.php?tid=3338) |
RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Isaac Bagshot - 25.06.2024 Z początku myślał, że jego magia nie zadziałała. Nie czuł się najlepiej, więc nie miał pojęcia jakie aktualnie były jego siły przerobowe. Szybko się jednak okazało, że nie wyszedł z wprawy, a goście rozpoczęli ewakuację. Ziemia ponownie zadrżała, ale jego uwagę przyciągnęli ranni czarodzieje. Podbiegł najpierw do kobiety, ponieważ musiał wybrać komu pomóc w pierwszej kolejności. Drogą dedukcji, wybrał płeć piękna. Kątem oka dostrzegł, że Phillip transmutował noszę, więc to oznaczało, że nie był w tej sytuacji sam. Choćby chciał, to nie da rady zająć się trzema osobami na raz. - Czy coś panią boli? Proszę się nie bać, zaraz pani pomoge.- Powiedział, chociaż jego głos brzmiał mu dziwnie obco. Starał się w miarę szybko ocenić stan kobiety oraz udzielić jej najsensowniejszej pomocy. Musiał również zachować czujność, w razie gdyby macki znów próbowały zaatakować kogoś, kogo miał w zasięgu wzroku. Rzucam na Percepcję, czy uda mi się ogarnąć w jaki sposób mogę pomóc kobiecie. Jeśli się uda, to drugi rzut również na Percepcję, czy uda mi się dostrzeć, czy ktoś w zasięgu mojego wzroku nie potrzebuje natychmiastowej pomocy. [roll=Z] [roll=Z] [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek] Edit bo literówki mnie zdenerwowały. Ale kości się nie przerzucają. RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Mirabella Plunkett - 25.06.2024 Nora i dzieciaki
Norze udało się przekształcić kamień w trampolinę. Ogrodzenie nie było wysokie, ale ziemia za nim była dość twarda, a dzieci: drobne. Trampolina okazała się być jednak świetnym pomysłem, bo pierwszy maluch przeskoczył gładko na drugą stronę i nawet się nie wywalił. Wylądował miękko na nogach, tak jakby robił to całe życie. - Anne, teraz ty! - krzyknął do jednej z dziewczynek, zachęcając ją, by ta się nie bała. Dzieci powoli, po jednym, przeskakiwały przez płot, a chmura dymu oraz macki wydawały się być niezainteresowane maluchami, które opuszczały teren wydarzenia. Trampolina będzie obecna jeszcze przez 1 kolejkę, do przeskoczenia została 2 dzieci
Anthony
Anthony osłaniał Norę, ale niepotrzebnie. Roślina wydawała się mieć inny cel - nie było nim zabicie tutaj obecnych, a dostanie się do Jabłoni, chronionej przez Abbottów, Penny oraz Pandorę. Macki wyraźnie ciągnęło w tamtą stronę, podobnież jak ziemię, której szczelina się powiększała z każdą chwilą. Shafiq wyczarował oszczepy, jednak tylko dwa wbiły się w ziemię. Czy zrobiły cokolwiek roślinie? Wydawało się, że jedna macka lekko zadrżała, ale to wszystko. Philip, Isaac
Philip transmutował stół w nosze. Były prowizoryczne, ale razem z obrusem dawały dużo lepsze podparcie dla rannych, niż gdyby mężczyzna miał ich ruszać z pobojowiska. Nie miał wiedzy medycznej, nie wiedział więc w jakim byli stanie. Wiedział tylko to, co widział: wyglądali okropnie. Mężczyzna, przy którym stał, miał dziwnie wykręconą nogę, był blady i pokryty potem. Prawie płakał, gdy przy pomocy magii Nott przeniósł go na nosze, a potem uniósł je i pokierował w stronę ogrodzenia. Jeden z głowy. Kolejna była kobieta, do której podbiegł Isaac. Kobieta była zakrwawiona, ale Isaac nie widział większych ran poza tą z nosa. Miała też podbite oko, które mocno napuchło, ale siniak jeszcze nie zdążył się pojawić. Do tego na pewno miała problem, by usiąść czy wstać o własnych siłach. Może to były żebra? A może co innego? - ... - kobieta zdawała się do niego mówić - jej usta się poruszały, ale Isaac jedyne co słyszał, to szum własnej krwi, która uderzyła mu do głowy. Nagle poczuł, że świat wiruje, a przed oczami zaczęły pojawiać się obrazy z przeszłości. Brudne, brutalne, krwawe. Pełne przemocy, bezsensownej brutalności i agresji. Poczuł, że nie może oddychać, nagle jego ciało stało się lepkie od potu. Nie słyszał kobiety, nie widział Philipa, nie był w tym ogrodzie. Przed oczami mignęły mu obozy śmierci. Nosze będą utrzymywać się przez jeszcze 1 kolejkę. Efekt Isaaca również
Penny, Pandora, Abbottowie
Penny machnęła różdżką w ostatniej chwili. Macka, która wystrzeliła właśnie w ich kierunku, zwinęła się i skurczyła, a jej koniec po prostu odpadł od reszty pnącza. Zaklęcie może nie było idealne, ale mniej więcej prawie pół metra pnącza po prostu odleciało i nadzwyczaj delikatnie poszybowało na ziemię, jakby nagle było lekkie jak piórko. Pandora wyczarowała tarczę, jednak przy drugim zaklęciu różdżka nawet nie stęknęła. Nie wysłała nic zamrażającego w kierunku rośliny. - Mamy podziemną rzekę, ale co wtedy z resztą sadu? - James Abbott zmarszczył brwi, posyłając w kierunku rozpadliny tarczę, która miała powstrzymać wyrzut kolejnych pnączy w ich stronę. Coś czuł, że jedna tarcza, wyczarowana przez Pandorę, może nie wystarczyć, lecz...* Morpheus
Pomysł Morpheusa był dobry, a wykonanie - jeszcze lepsze. Longbottom poczuł szarpnięcie oraz opór, który zdradzał, że magia coś pochwyciła. Oplotła się wokół nasady macek, a potem szarpnęła się, niesiona magiczną energią. Trzask, który rozległ się w sadzie, był głośny i przypominał wyrywanie chwasta z korzeniami. Był opór, mocny opór, ale udało się: roślina wystrzeliła w powietrze, chociaż nie całkowicie, bo jakieś resztki zostały w ziemi. Część korzeni, lecz czy to miało jej pomóc? Korzenie oraz gruba łodyga były wyraźnie widoczne, narażone na ataki. * Pnącza
Akcja Morpheusa była tą, która sprawiła, że macki atakujące Abbottów i ich świtę nagle zostały szarpnięte w tył, a potem w górę, gdy cała roślina została niemal wyrwana z korzeniami. Macki uniosły się i zatrzepotały jak wyciągnięte na pomost piskorze. Sprawiło to, że iskry oraz żar, który pokrywał część rośliny, spadł na trawę. Pojawił się dym, a roślina wypuściła z kwiatów kolejną żółtą chmurę, lecz tym razem poszybowała ona w górę, nie miała żadnego z ludzi w zasięgu. Jak wcześniej - 1 post na turę, bez kolejki, czas do piątku do północy. Mapki nie chce mi się robić, zwłaszcza że za bardzo nie zmieniliście położenia, jedyne co się zmienia to to, że roślina teraz jest w górze, wyciągnięta do 3/4 z ziemi, odsłoniła nie tylko łodygę ale i korzenie, pnącza nikogo nie atakują.
RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Morpheus Longbottom - 25.06.2024 Przynależność do elitarnego Departamentu Tajemnic (który wcale taki nie był, chyba że chodziło o elitarne wykorzystanie nepotyzmu) przyniosła Morpheusowi kilka ważnych lekcji. Pierwsza, to ucieczka jest zawsze dobrym wyborem, a śmierć bardzo rzadko służy komukolwiek i wymiana musi być nie tylko ilościowa, ale i jakościowa. Druga, to rozwiązywanie problemu od źródła. Korzenie mogły być zbyt głęboko, aby spalić je powierzchownym zaklęciem, ale nie było nic lepszego na upierdliwe chwasty, niż wyrywanie ich z ziemi. Już raz mu się udało, nie zamierzał więc przestawać. Nasilił zaklęcie, aby wypchnąć wszystkie korzenie z ziemi, aby pozbawić ją życiodajnej siły, przy okazji próbując dostrzec, z jakiego miejsca roślina czerpała najbardziej, w którą stronę układał się system korzeniowy. Raz Niewymowny, na zawsze Niewymowny, nawet po godzinach pracy i bardzo ciekawiło go, czy roślina była tylko efektem zaburzeń żywiołów czy również wspierała się magią cudownej jabłoni ich gospodarzy. Fascynujące. Ludzka ciekawość, niczym niezaspokojony płomień, jażyła się w jego sercu, napędzając go do zgłębiania tajemnic wszechświata. Przypominał sobie czasy, gdy jako dziecko wpatrywał się w gwiaździste niebo, zastanawiając się nad istotą nieskończoności. Jego umysł zawsze pragnął więcej, zawsze dążył do zrozumienia tego, co leży poza granicami ludzkiej percepcji. W głębi jego duszy kryła się wieczna fascynacja, nieustanne pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Każde odkrycie, każde nowe zrozumienie, jedynie otwierało kolejne drzwi do nieznanego, prowadząc go w głąb tajemnic, które zdawały się nieskończone jak sam wszechświat. On, z duszą poety i sercem naukowca, przenika przez zasłony rzeczywistości, starając się uchwycić to, co niewidzialne. Księgi, które otwiera, są jak portale do innych światów, każde słowo jest kluczem do innego wymiaru wiedzy. Historia, filozofia, nauka – wszystkie splatają się w jego umyśle, tworząc mozaikę ludzkiego doświadczenia. Wszechświat, z jego nieskończonymi gwiazdami i tajemniczymi galaktykami, zawsze był i będzie dla Morphesia lustrem, w którym odbija się ludzkie pragnienie poznania, a on sam jest częścią czegoś większego, nieuchwytnego, a jednocześnie przerażająco pięknego. Jego ciekawość jest mostem między tym, co znane, a tym, co nieodkryte. Translokacja (Z): Wyrwanie rośliny do końca z gleby.
[roll=Z][roll=Z] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Nora Figg - 26.06.2024 Nie taki płot straszny, jak go malują. Jej pomysł nie był chyba taki najgorsze, bo dzieciaki zaczęły przeskakiwać płot korzystając z trampoliny. Powoli czuła, że jednak wszystko będzie dobrze, że nic im się nie stanie, a to było dla niej najważniejsze. - Szybko, reszta też, musicie znaleźć się w bezpiecznym miejscu. - Rzuciła do kolejnych dzieciaków, bo przecież miała ich tu całą piątek. Nie odetchnie spokojnie dopóki wszystkie nie znajdą się za płotem, bo zawsze pojawiało się prawdopodobieństwo, że któremuś stanie się krzywda. Skoro wzięła na siebie odpowiedzialność za to, że opuszczą teren sadu Abbotów bezpieczne, to musiała mieć pewność, że faktycznie każdy dzieciak wyląduje za płotem. Nie skupiała się na tym, co dzieje się w tle. Nie miała pojęcia, kogo wzięła sobie na cel roślina, czy próbuje nadal kogoś zabić, bo była zajęta dzieciakami. Zachęcała pozostałą dwójkę do przeskoczenia przez płot, nic innego jej nie pozostawało. - Szybciej, musicie stąd znikać maluchy. - Później będzie się martwiła, czy trafią do swoich rodziców. Zapewne też będzie musiała ich znaleźć, bo w tym zamieszaniu pewnie trudno będzie o to, aby trafili na swoje dzieci. Nie spodziewała się, że to niewielkie przyjęcie potoczy się w ten sposób, zresztą pewnie nikt się tego nie spodziewał. Miała nadzieję, że inni są bezpieczni, pewnie pójdzie to sprawdzić, kiedy wszystkie dzieciaki będą bezpieczne. RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Anthony Shafiq - 26.06.2024 Próbuję zagasić trawę
Dwa oszczepy wyglądały mizernie i pewnie ani nie uszkodziły korzeni, ani nie podruszyły ziemi, ale zaraz potem Morpheus wprowadził w czyn ich krótką wymianę zdań o konieczności wyrwania chwasta. Anthony zaśmiał się serdecznie:
– Frank nigdy nie zrobiłby tego tak dobrze jak Ty! – Krzyknął w zachwycie nad umiejętnościami towarzysza z podobnym entuzjazmem z którym uśmiech wywoływał na jego ustach namiot confetti. Liczył że i Isaac nie zawiódł jego oczekiwań, ludzie opuszczali tę przerośniętą zagrodę, ufał więc, że stażysta świetnie sobie radzi. Pogratuluje mu jednak później. Jego stalowe oczy szybko omiotły pole walki, dokończenie dzieła pozostawił Longbottomowi, skupiając się na ubezpieczaniu tyłów i tłumieniu w zarodku potencjalnych drobnostek, które zignorowane mogłyby wybuchnąć im w twarz. Był do tego w pewien sposób przyzwyczajony, zestaw umiejętności czynił z niego niekoniecznie postać walczącą w zwarciu, ale dobre wsparcie pilnujące pleców. Dlatego teraz gdy zobaczył dym unoszący się przy ziemi, wiedział że igrają z ogniem i liczy się każda sekunda. W dwóch słowach dał znać skupiającemu się na utrzymaniu potwora w powietrzu Morpheusowi gdzie się przemieszcza i podbiegł w kierunku zapruszonego płomienia. Skoncentrował się na przepływie mocy przez swoje ciało, by szerokim zagarniającym gestem wypuścić moc rozproszenia rozległym kocem na podłoże, tak aby zadusić problem rozsypanego magicznego ognia w zarodku. Rozpraszanie IV: koc gaśniczy na trawę [roll=PO] [roll=PO] [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2E8Wz8L.png[/inny avek] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Penny Weasley - 26.06.2024 Zaklęcie nie było idealne, ale przynajmniej pozwoliło na to, aby pozbyć się kolejnej macki, kolejnej części tej cholernej rośliny. Widząc efekty swoich działań, Penny była gotowa na to, żeby spróbować raz jeszcze. Mogła tak do skutku, byle tylko osiągnąć zamierzony cel. Zanim jednak zdążyła choćby machnąć różdżką, swoimi działaniami uprzedził ją Morpheus Longbottom - raz i drugi. Pierw udało mu się wyciągnąć sporą część rośliny na powierzchnie, a następnie swoje działania powtórzył. Czy był sens wchodzić mu w paradę? - Wykończmy to! - zawołała, starając się zwrócić uwagę pozostałych na to, że ich szanse znacząco wzrosły. Może nawet mogli być już pewni zwycięstwa? Tym razem nie zamierzała stawać okoniem. Zamrozić i roztrzaskać. Tak brzmiał wcześniejszy plan. Skoro inne opcje nie wyszły, trzeba było zdecydować się na kolejną. Może tym razem szczęście dopisze. A jeśli nie - dzieła dokończy Longbottom. Zdawać by się mogło, że na ten moment radził sobie z tym wszystkim chyba najlepiej. Machnęła różdżką raz. Celem było zamrożenie możliwie największej części korzeni. Nie obchodziła ją reszta rośliny. Tylko same korzenie. Jeśli się nie udało za pierwszym razem - Penny ponowiła. Jedynie roztrzaskanie pozostawiła w gestii pozostałych. Nie sądziła, żeby sama dała radę to zrobić. Dwa rzuty na transmutacje - zamrożenie korzeni [roll=N] [roll=N] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Pandora Prewett - 27.06.2024 Nie miała pojęcia, dlaczego jej różdżka aż tak się buntowała - co było w pierwszych chwilach dość irytujące. Musiało chodzić o szkołę używanych przez nią zaklęć, bo przecież Pandora była naukowcem, magicznym wynalazcom, który rozbierał mechanizmy na czynniki pierwsze, a nie rzucał kulami ognia. Typowe zaklęcia bojowe zawsze wydawały się jej przesadnie brutalne, a i w gruncie rzeczy, nienawidziła krzywdzić zarówno ludzi, jak i zwierząt. Może dlatego te sprzeciwy wobec zaklęć, które nie były przez nią praktycznie nigdy używane? Tureckie, bezgłośne przeklęcie wymknęło się jej pod nosem, na szczęście zagłuszone przez trwający dookoła chaos. Znów omiotła otoczenie, chociaż głos Jamesa szybko skupił na sobie uwagę brązowych oczu. Mogłaby coś zrobić z podziemną rzeką, transmutować świetliki lub skręcić z nich zaporę, którą magicznie by zabezpieczyli, ale nie było na to czasu, zważywszy, że roślina wcale się nie męczyła. - Jeśli jedna i bez możliwości zablokowania od zewnątrz, to nic faktycznie nie da. - zgodziła się z westchnieniem, świdrując go wzrokiem. Wszystkie rozwiązania delikatne i naukowe, które przychodziły jej do głowy, wymagały czasu. Na przeklętego ducha. Zachwiała się od nagłego wystrzelenia rośliny ku górze, uważając, aby odłamki ziemi czy drobnych kamyków nie trafiły kogoś z jej najbliższego otoczenia. Przeniosła pełne uznania i podziwu spojrzenie na Morpheusa, który musiał być prawdziwym ekspertem w dziedzinie zielarstwa i związanych z nim zaklęć — bo w gruncie rzeczy nie zwróciła wcześniej uwagi, jaką magię stosował. Uśmiechnęła się pod nosem na myśl o tym, jak zdolna była ich rodzina. Wszyscy reagowali szybko, sprawnie - jak mechanizm, którego zębatki doskonale ze sobą stykały. Pożar był gaszony, Penny zamroziła korzenie, na co Panda posłała jej szeroki, również pełen podziwu uśmiech. - Roztrzaskaj je teraz, część zaklęcia powinna przedostać się do wewnątrz i dotknąć wody w roślinie. - zasugerowała, a sama uniosła różdżkę. Posłała jej karcące spojrzenie, prosząc w myślach, aby tym razem miała ochotę na jakąkolwiek współpracę. Ponownie rzuciła zaklęcie zamrażające, chcąc spotęgować efekt otrzymany przez Pannę Weasley. W końcu zaklęcie to miało obronić ludzi i pomóc w rozwiązaniu problemu, a także zabezpieczyć sad rodziny Abbott, miała więc nadzieję, że tym razem odrobinę zdawać by się mogło, złośliwy, transmutator, pójdzie jej na rękę. Świetliki, które wcześniej wysłała, również zaczęły krążyć dookoła dotkniętych lodem korzeni, aby metalowe skrzydełka mogły roztrzaskiwać lód i niszczyć to, co działo się w ich wnętrzu, lub raczej naruszać go na tyle, aby inni mieli ułatwione zadanie. Zaklęcie zamrażające w korzenie, aby lód się rozprzestrzenił i dotarł głębiej w roślinę, unieruchamiając ją. [roll=N] [roll=N] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Isaac Bagshot - 28.06.2024 Isaac słuchał co mówiła do niego kobieta. Kiwał głową, starając się skupić na niej wzrok. Próbował się uśmiechnąć i obiecać, że jej pomoże, jednak tak naprawdę to nie słyszał ani słowa. -Słucham...- Zmarszczył brwi i z klęczek usiadł na ziemię, żeby nie stracić równowagi. Zrobiło mu się ciepło, a później zimno. Nie mógł oddychać, więc zamknął oczy... a kiedy je otworzył, nie siedział już na trawie w sadzie państwa Abottów. Trigger Warning: trigger (Odkryj)
Isaac zaciągnął się chłodnym, zimowym powietrzem, żeby uspokoić trochę oddech. Stał obok Bruna, którego poznał podczas swoich podróży po Europie. Bruno był Austriakiem, jednym z czarodziejów, którzy trafili do obozu koncentracyjnego. Jego partner - Carl, stał o krok przed nim. Mężczyźni prowadzili klubo kawiarnię w centrum Berlina, która zrzeszała różnej maści artystów. Kiedy jednak Hitler doszedł do władzy, zaczęto nękać nietuzinkowych ludzi, a tych oskarżonych o homoseksualizm, ściągać do obozów. Więźniowie którzy stali na placu, przyjechali dzisiejszym transportem. Niektórzy byli żydami, inni więźniami politycznymi, a jeszcze inni zostali oskarżeni o bycie “zboczonymi przestępcami”. Tylko Isaac wiedział, co zaraz się wydarzy. Znał tę historię, ponieważ Bruno przeżył wojnę i sam mu o niej opowiedział. A później mu ją pokazał. Tyle że była to jedna z tych historii, które Bagshot schował w swojej myślodsiewni. Dlaczego pojawili mi się przed oczami? Po co ja to wszystko robiłem? Po co ja to oglądałem? myślał intensywnie i drgnął, kiedy strażnicy bezlitośnie wyciągnęli Carla z tłumu. Mężczyzna próbował się bronić, ale opór był bezcelowy. Kajdanki zatrzasnęły się na jego nadgarstkach, a na głowę założono mu zardzewiały metalowy kubeł, który wcześniej służył za nocnik. Tłum zaczął się buntować, więc jeden ze śmiejących się strażników wycelował do więźniów i dwa razy nacisnął spust. Trafił dwie osoby. Ciężko było chybić, kiedy ludzie stali tłumnie na tak małej przestrzeni. To wyraźnie ostudziło zapał nieuzbrojonej "publiczności", która miała nadzieję, że przeżyje ten koszmar. Nastała grobowa cisza, przerywana jękami postrzelonych, oraz krzykami Bruna, który próbował dostać się do swojego partnera. Dwóch strażników trzymało go mocno, a kiedy na plac przyprowadzono wygłodniałe wilczury, krzyczał, płakał i błagał, żeby pozwolili mu zamienić się miejscami z Carlem. Jego prośby zostały wyśmiane, ukochany rozebrany do naga, a psy puszczone luzem. Przez metalowy kubeł, Carl nie mógł widzieć, co działo się wokół niego. Jego świat ograniczył się do ciemności, zimna i przerażającego hałasu. A później do bólu, kiedy wygłodniałe psy zębiskami wpijały się w jego ciało, szarpały skórę i mięśnie, podczas gdy próbował uciekać i bronić się. W tym momencie był nagi, niewidomy i zupełnie bezbronny. Isaac czuł, jak jego własne serce pęka z bólu, kiedy widział Carla upadającego na ziemię. Psy nie przestawały go gryźć i szarpać, rozrywając jego ciało na kawałki. Mężczyzna próbował jeszcze walczyć, ale jego siły szybko się wyczerpały. Bruno upadł na kolana, trzymany przez strażników, którzy śmiali się z jego rozpaczy. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Philip Nott - 28.06.2024 Sprostanie temu wyzwaniu, jakim była skuteczna transmutacja stosunkowo go usatysfakcjonowało, nawet jak do końca nie miał pewności co do solidności stworzonych przez siebie za pomocą magii noszy. Jeśli spełnią swoją funkcję i dzięki nim uda mu się przetransportować tych ludzi w bezpieczne miejsce, z dala od drżącej od wstrząsów ziemi, wrogo nastawionych roślin i toksycznych gazów, jakie ten chwast jest wypuścić w świat. Tylko tyle albo aż tyle mógł zrobić dla tych ludzi, którzy ucierpieli w następstwie tego całego zamieszania. Druga osoba miała zostać przeniesiona przez niego w ten sam sposób, co ten blady mężczyzna, o twarzy pokrytej potem, z dziwacznie wygiętą nogą. Kobieta, której pomocy miał udzielić Isaac. Zwrócił uwagę na nagły stan tego czarodzieja, który nie sprzyjał podejmowaniu jakichkolwiek działań. Po poradzeniu się z wszystkimi poszkodowanymi to postanowił podejść do tego czarodzieja i lekko [a]trącić go w ramię, jak już nieznacznie się pochylił przed nim. — Wszystko w porządku? — Zwrócił się do niego, choć tak naprawdę nie wiedział czy czarodziej będzie w stanie albo będzie skłonny go kazać mu pozostawić siebie w spokoju. RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Mirabella Plunkett - 29.06.2024 Nora i dzieciaki
Kolejne maluchy przeskakiwały przez płot, a całą sytuacją w końcu zainteresował się ktoś z dorosłych. Nora dostrzegła, jak trójka czarodziejów biegnie w jej stronę - w tym kobieta, którą kojarzyła jako matkę jednej z dziewczynek, tej która zaczepiła ich z Anthonym na samym początku. Mimo grozy cały ten widok wydawał się zabawny, bo czarownica biegła, ale jakby jej kończyny poruszały się każda w inną stronę. Była przerażona, ale wyglądało to komicznie. - Panienko, teraz pani kolej - jeden z mężczyzn kiwnął w stronę Nory. Drugi zgarnął dzieciaki. Mama, jej krewna, przytuliła do piersi swoje dziecko i rozpłakała się. - Aurorzy zostali już poinformowani, zaraz powinni być, ale tu nadal jest niebezpiecznie! Wyciągnął dłoń w kierunku Nory, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Bo trampolina nagle skurczyła się i zmieniła z powrotem w kamień. Nora była jednak przy ogrodzeniu, mogła to powtórzyć. Mogła też przesunąć się wzdłuż ogrodzenia i pobiec po prostu do wyjścia, które już opustoszało, bo tłum zdążył opuścić teren sadu. Jednak to wiązałoby się z opuszczeniem towarzyszy, których być może nie znała na tyle dobrze, lecz przecież jej pomogli, prawda? Anthony
Anthony dostrzegł ogień - a raczej dym. To nie było w sumie nic zaskakującego, bo przecież posługiwali się niszczycielską magią, która była destrukcyjna dla roślin. Ją przecież wybrali, żeby pozbyć się chwasta. I chociaż nie do końca to wyszło, bo roślina co prawda zdychała, ale nie od płomieni, to wciąż iskry stanowiły ogromne zagrożenie dla reszty sadu. Co by się stało, gdyby rośliny zajęły się ogniem? Było sucho, dawno nie padało, więc skutki mogłyby być katastrofalne. Na szczęście Shafiq wyczarował koc gaśniczy i zaczął nim napierdalać dymiącą trawę. Bił i szarpał tak mocno, że nie doszło do zapłonu. Dobrze jednak byłoby się upewnić, bo z problemu z chwastem zrobiliby kolejny, być może nawet większy. Morpheus
Morpheus ponowił zaklęcie, a roślina całkowicie uniosła się nad ziemię. Już się nie szarpała, opór był także dużo słabszy, niż na początku. Jakby poprzedni ruch i wyrwanie jej z ziemi znacząco ją osłabiło i nie miała sił się bronić. Co prawda nadal się ruszała, ale to była kwestia czasu, bo Penny, która broniła z resztą przejścia do zamkniętej części sadu, już unosiła różdżkę. Penny, Pandora, Abbottowie
Roślina była wyciągnięta z ziemi prawie w 100% procentach, a gdy Morpheus po raz kolejny rzucił czar, wyszła z gleby całkowicie. Penny machnęła różdżką i zamroziła wszystkie korzenie, które wystawały ponad ziemię. Pandora próbowała jej pomóc, lecz ponownie jej zaklęcie się nie udało. Na szczęście James Abbott pamiętał, co Prewettówna mówiła wcześniej i posłał w stronę korzeni silny promień, który rozbił je w drobny mak. - Udało się! - krzyknął, lecz nie opuszczał różdżki. Podobnie jak jego żona, wciąż wypatrywali zagrożenia. Nie chcieli dać się zaskoczyć, nie teraz, gdy zwycięstwo było tak blisko. Philip, Isaac, Auror
Z Bagshotem było chyba źle. Kobieta wyciągnęła rękę, by chwycić go za rękaw, lecz Isaac w ogóle nie czuł tego dotyku. Myślami, wspomnieniami był gdzie indziej. Pocił się, bladł i na zmianę nabierał ponownie kolorów. Philip nie musiał już sam radzić sobie z poszkodowanymi - przy nim i Isaacu aportował się auror, w pełnym umundurowaniu. Szybko omiótł pobojowisko spojrzeniem, a potem machnął różdżką, by wyczarować nosze dla poszkodowanej. - Nikomu więcej nic się nie stało? - zapytał, patrząc na Notta i Isaaca, który wciąż był bardzo, bardzo blady, lecz powoli wracała mu świadomość. Jednak czy po tym, co zobaczył, chciał wracać do pięknej rzeczywistości? Aurorzy
Rychło w czas - jak zwykle na koniec takich wydarzeń bywa, w sadzie zaroiło się od pracowników Ministerstwa Magii. Po kolei pojawiali się z charakterystycznym trzaskiem w strategicznych punktach sadu, z wzniesionymi różdżkami, wypatrując zagrożenia. Jednak zagrożenie minęło. Roślina została zniszczona, chociaż na razie nikt nie podchodził do jej pnączy, które opadły na ziemię razem z resztą roślinnego cielska. Wciąż znajdowały się na nich kwiaty: zarówno te złote, jak i pomarańczowe, które wypuszczały niebezpieczną chmurę. Wydawało się jednak, że sytuacja została... opanowana, lecz Aurorzy wciąż wypatrywali zagrożenia. - Abbott. Co tu się stało? Longbottom, czemu mnie nie dziwi, że w epicentrum wydarzenia widzę kogoś z waszej rodziny? - jeden z mężczyzn podszedł do Morpheusa, jednak uwagę miał skupioną na Abbocie. - Wszyscy są bezpieczni? Moi państwo - powoli kończymy. Daję Wam czas do środy do północy na ewentualne posty końcowe, wejście w interakcję z aurorami oraz deklarację co robicie później - czy wracacie do domu, czy kręcicie się dalej, czy idziecie złożyć raport itp. itd. PD, odznaki oraz itemy rozdam Wam w czwartek, chyba że napiszecie do mnie wcześniej, że nie ma potrzeby czekać i możemy kończyć, wtedy napiszę podsumowanie
|