Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Anthony Shafiq - 29.05.2024

Sala bankietowa
Przez moment stoi obok Victorii, Sauriela oraz Atreusa przy czekoladowej fontannie, a potem idzie z Victorią na parkiet

– Rosier, Rosier, choćbym chciał, umowa zobowiązuje i nie mogę pokazywać się w ubraniach, które nie wyszły spod ich nici. – odpowiedział na pytanie Victorii głosem męczennika, ale kto by uwierzył, że nie łechtały jego próżności afisze reklamującą najnowszą linię garniturów w których użyczał swojej twarzy i ciała. Sesja była bardzo udana, choć wybrano tylko te zdjęcia, na których patrzył melancholijnie w dal, co podczas przechadzek uliczkami magicznego Londynu przypominało mu o dość zawiłym stanie w jakim obecnie się znajdował. Na przyjęciach tego typu potrafił maskować się z wprawą przeszło trzydziestoletnią, dlatego nawet brew mu nie zadrżała, gdy dołączyli do ich prywatnej rozmowy młodsi impertynenci.

Atreus jak widać rozkwitał wspaniałymi sierpniowymi pomysłami i jak widać karma go za to nagrodziła chomiczym kształtem.
– Cóż, lepiej tak niż z woskowym penisem w ręku. Przynajmniej nie widać twarzy – mruknął pod nosem, mocząc usta w szampanie, który jednak nie spełnił jego wymogów smakowych i kryształ tak szybko jak pojawił się w ręku, tak został odstawiony na stół. Potoki słów Sauriela, wulgarność całej sytuacji nie odpowiadały mu i już zamierzał się wycofać, gdy okazało się, że mają wspólną agendę z piękną Victorią. Ujął jej dłoń i bez słowa wyminął tych, którzy chcieli im przeszkadzać.

Na parkiecie objął wszystkich w czerni i... czerni, tańczące pary jak stado wampirów w rumuńskim zamku krążyły kołowo do potoczystych tonów orkiestry smyczkowej. Momentalnie, gdy jego stopy dotknęły przestrzeni przeznaczonej do tańczenia przejął inicjatywę, porywając ją w walcowy wir, co jakiś czas obracając wprawnie, pozwalając jej czarnej, choć najpewniej czerwonej sukni wirować, zakwitać i więdnąć jak róży dotkniętej nekromantyczną magią. Był wyśmienitym tancerzem, poza muzycznym zmysłem, szybko odkrył jaką przewagą dawało mu to na tego typu przyjęciach. Jak mógł sterować rozmową dodając figurę więcej, gdy ciała poruszały się zgodnie z jego wolą i inicjatywą.
– Coś Cię trapi i nie jest to wasza wycieczka – nie pytał, stwierdzał fakt. – Jeśli potrzebujesz rozmowy, wiesz, że możesz na mnie polegać – poważny ton odciążył wychyleniem jej w tył przez swoje ramie, podtrzymaniem na moment ciężaru, kwiatu, który kwitnął i wiądł zaburzając naturalny rytm życia i przemijania. – Chyba, że jesteś spragniona ministerialnych anegdotek, choć w tych jak wiesz przoduje Jonathan, szczególnie ostatnio. – Nie oszukiwał się, że potrafi być większym czarusiem niż jego zastępca, już dawno przestał być o to zazdrosny. Też Selwyn miał świeższe plotki, bo Anthony poza kilkoma konferencjami rzeczywiście unikał biura.

Obrót, obrót i wspięcie na palcach, starał się nie patrzeć po innych parach, skupić całą uwagę na swojej partnerce, na tym też polegała skuteczność jego ucieczki od własnych uczuć. Na tym polegał trik, który pomagał mu tyle lat przetrwać, bo przecież wiedział z kim będzie tego wieczoru na jednym parkiecie, przy jednym stole, choć nigdy razem, zawsze gdzieś obok, zawsze na odległość pięciu przeklętych kroków... Teraz był dziwny czas, było i łatwiej i trudniej w tym samym momencie. Zacisnął mocniej palce na jej drobnych dłoniach, usztywnił ramę i potoczyście paradą przecięli parkiet, a złocisto-srebrzyste ważki wraz z nimi zamigotały, zadrżały i zmieniły swoje położenie na ciemnym szafirze, burgundowej w rzeczywistości marynarki.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DOGBkON.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Millie Moody - 29.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=YHRJi8N.jpeg[/inny avek]
na parkiecie z Christopherem Rosierem, zamiatam swoją białą różową suknią marmury


Goście byli różni. To fakt. Czy pan młody byłby zadowolony z faktu, że pacjentka Lecznicy Dusz, która przed pięcioma dniami ujebała twarz jednego z innych pacjentów szpinakiem na godzinę przed opuszczeniem zakładu całkiem dla niej zamkniętego, jest obecnie na sali? Na ile oceniał jej stabilność? Chyba niezbyt, skoro zarządził kuratelę i obowiązkowe wizyty kontrolne pod groźbą ponownego zamknięcia jej w swoim super szpitalu dla wariatów. Czy Millie myślała o tym wchodząc na parkiet? Bynajmniej.

Była bardzo milcząca jak na swoje standardy, lub na standardy, które towarzyszyły jej podczas spotkań z Christopherem. Obserwowała, patrzyła, choć też nie do końca widziała. Jej złociste oczy ześlizgiwały się po twarzach, które znała. Czasem były to twarze ludzi z pierwszych stron gazet, mijane na korytarzach Ministerstwa, czasem z jakiś mniejszych interwencji, burd, które szybko bogaci nestorzy rodu zamiatali pod dywan. Były to też twarze jej bogatych przyjaciół, którzy zazwyczaj nie dawali jej odczuć finansowej przepaści, która ich dzieliła, choć tu i teraz ten splendor drażnił ją w nieprzyjemny sposób.

Czy tak właśnie czuł się Kopciuszek, gdy dotarł na party do księcia? Ludzie zdawali się jej nie zauważać, albo nie rozpoznawać, maskarada trwała w najlepsze. Suknia w której czuła się bardziej naga niż ubrana, uczesanie makijaż, nawet jeśli widać było jej twarz, było to najlepsze przebranie, któż mógłby się po niej spodziewać czegoś takiego? Zawsze się zastanawiała jak książę mógł być takim debilem, żeby nie rozpoznać ukochanej po twarzy. Teraz chyba poznawała odpowiedź na własnej skórze i nie była pewna czy jej się ta odpowiedź podoba. Wystarczy ubrać się inaczej, a ludzie traktują Cię inaczej, reagują na Ciebie inaczej. To było bolesne. To dawało... sporo możliwości.

– Hmm? – zdała sobie sprawę z tego, że jej partner chyba coś do niej mówił, więc odwróciła wzrok od tańczących Geraldine i Erika. Dobrze słyszała? Skunks? Czyżby Stonks w natarciu? Nie, raczej nie zrobiłaby tego publicznie, w końcu był to jej mały śmierdzący sekret. – To rzeczywiście macie... macie zabawnie. – Nawet nie dostrzegła kapibary. Trzeba było trzymać wyprostowany kręgosłup, trzeba było za moment wprawić ciało w ruch, nie potknąć się, nie złamać obcasów. Trzeba było znów tańczyć. Jak to dobrze, że Isaac ledwie dwa dni temu przypomniał jej jak to się robi z kimś. – Tylko proszę, bez szaleństw. – Jak obco brzmiało to na ustach pociągniętych lekkim przepraszającym uśmiechem. – albo zrzucę Cię z miotły przy najbliższej okazji. – W końcu błysnęły białe zęby, w końcu przyszli się tu bawić, jakby jutra miało nie być, nawet jeśli wszystko w niej krzyczało, że powinna jak najszybciej stąd uciekać. Ale północ jeszcze nie wybiła... Jeszcze był czas.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Laurent Prewett - 29.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BBl9HB4.png[/inny avek]
Ogród

Nie do końca. Bardzo niekonkretna odpowiedź, która wręcz wzbudzała dreszcze, a i ciężko było nie zauważyć lekkiego przejawu niezadowolenia na jego twarzy. Albo znużenia? Odwrócił wzrok na bok, trochę (minimalnie!) wygiął wargi. Chciał to ukryć, ale wprawne oko skupione na rozmówcy mogło ten fałszywy przejaw emocji wypatrzyć. Był po prostu przejedzony tym negatywem. I tym strachem, który mieszkał w jego sercu, a który został tam zalęgnięty jeszcze przed tym nim zaczął się martwić, kto wokół niego nosi czarny znak na przedramieniu i kto może wycelować różdżkę w plecy, żeby zrobić coś... bardzo niedobrego. Ten śmieszny atak na New Forest był przecież jak przedsmak wszystkiego, co mogłoby się dziać. I chciałoby się powiedzieć, że Prewett sięgnął po rozum do głowy, ale nie. To było jak zachęta do tego, żeby naprawdę walczyć.

- Kuzynka? Znam jedną pannę Lestrange, która kwiatami przyozdobiłaby każdy kąt domu. Nie tylko swojego. - Kąciki ust w końcu drgnęły mu ku górze, bo skojarzenia z Victorią zawsze były miłymi skojarzeniami. Ta malutka historyjka się za tym kryjąca była ciekawa, zabawna - taka anegdotka akurat do opowiedzenia we wspólnym kręgu znajomości. A ten był o wiele bardziej cienki niż się wydawało na pierwszy rzut oka, chociaż akurat wcale to Laurenta nie dziwił. Lestrange to Lestrange - on znał paru, nawet jeśli nie każdego bezpośrednio to sporą część bliższego mu pokolenia kojarzył przynajmniej z widzenia. I to nie chodzi wyłącznie o szkołę. Następne słowa jednak sprawiły, że odwrócił zblazowane, jakby senne spojrzenie od róż i fotanny przed nimi, żeby spojrzeć na swojego rozmówcę. Z ciekawością, z uwagą, z błyskiem. Ponieważ zostało wyciągnięte na wierzch zagadnienie z błachego tematu, którego się nie spodziewał usłyszeć. - To prawda. - Odparł dość ostrożnie. Trybiki w jego głowie ruszyły ospale, ale kiedy już się poruszyły to zaczęły pędzić do przodu i... stop. Czy poznawanie kogoś nowego na pewno miało sens? Wartość merytoryczną? Czy ludzie nie wiązali się ostatnio tylko i wyłącznie z zawodem? - Człowiek potrafi zabawić się w boga i spoglądać, jak roślina więdnie na jego oczach, być panem i władcą jej życia... więc poddawanie się kaprysom chcenia albo niechcenia jest wręcz trywialne. Profanum naszej codzienności. - Potrzebował alkoholu. Potrzebował dokładnie tego, co dostał - wyciągnięcia z marazmu. A teraz potrzebował to zapić.

- Nie oceniałbym pokazowego bogactwa Blacków, na które zapewne został zaproszony każdy ród czystej krwi, jako pokaz dobrych koneksji i znajomości. Widzę to raczej jako próba zjednywania i tworzenia tych znajomości. - Uśmiechnął się niemal leniwie w kierunku mężczyzny, nieco zamyślony nad tym zagadnieniem. Nieco, bo jedynie odwracał pryzmat rozmowy, żeby nie fokusowała się na jego znajomości z Blackiem i robił to świadomie. - Nie wiem, jak pan, panie Lestrange, ale ja potrzebuję drinka. I wiem, gdzie takiego znaleźć. - Spodziewał się, że jego ojciec będzie się gdzieś kręcić i pewnie niedługo weźmie sobie za cel główny znalezienie go w tłumie. Poza tym skoro już tu był... i skoro się ochłodził powietrzem to mógł spróbować chociaż skorzystać z tego smutnego (wesołego?) wieczoru. Zrobił gest w stronę Rodolphusa zapraszający do środka, ale nie zamierzał naciskać, jeśli ten wolał tutaj zostać.




RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Atreus Bulstrode - 29.05.2024

Uśmiechnął się do Victorii, czekając co też ona na jego propozycję, chociaż nie oszukiwał się - wątpił by się zgodziła, tym bardziej że dla niego to była taka luźna zaczepka zamiast sztywnego pytania jak tam im się ślub i wesele podobają. Upił sobie łyka trzymanego alkoholu, całkiem zadowolony bo był pyszny, ale zaraz go tak niefajnie skręciło gdzieś w środku. Chwila moment, co się właściwie działo? Świat się zaczął zmieniać, szklanka poleciała z rąk, bo te zmieniły się w... co to właściwie było? Bulstrode to nigdy nie był zbyt lotny z nauk przyrodniczych, a kiedy nagle mu się zmieniał całkowicie punkt perspektywiczny, to tym bardziej nie wiedział co tu były grane. Chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego wydał z siebie jakiś dźwięk, który wydawały kapibary.

Spojrzał na Sauriela, jakby go matka nie tyle w dzieciństwie na głowę upuściła, co zwyczajnie nim pierdolnęła o te podłogę, a potem jeszcze poprawiła z dwa razy. Nie był jednak pewien, czy jego mordercze spojrzenie było w stanie zrobić odpowiednie wrażenie, tym bardziej że Rookwood wydawał się wręcz wniebowzięty aktualną sytuacją i pomiział go po nosku. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ani on, ani Victoria, ani Anthony nie kwapili się do tego, żeby go przedwcześnie uwolnić od aktualnej niedoli.

Koledzy.

Ale on im tutaj zaraz pokaże, niech wiedzą że nawet jako przerośnięta, owłosiona świnia mógł się im naprzykrzyć. Tak chciał sobie Sauriel pogrywać, proszę kurwa bardzo. Ancymon zdążył już sobie radośnie odejść, ale po to Atreus miał teraz cztery kopytka, żeby szybko zapierdalać, dlatego pognał za nim, żeby na pełnym rozpędzie przestawić mu kolana.

[roll=Z]
[roll=Z]
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EG5E0Bm.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Bellatrix Black - 29.05.2024

Stoły

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/a078a90d39c8460402e188302cc32811/254e1c73f8ed7afc-e9/s500x750/58e5193dcab16416c90e3fef548ca7d6b5690de8.pnj[/inny avek]

Wino, które sączyła smakowało dobrze, tyle, że pojawiło się dziwne uczucie, smak w tle, jakby zazdrości. Nie wiedziała dlaczego i skąd wzięło się w niej to uczucie, ale wydawało jej się, że Lord Voldemort, gdzieś tutaj jest, może skryty w tłumie i rozmawia z kimś innym, nie z nią. Oczy jej rozbłysnęły, pojawiły się w nich kurwiki, jakby szaleństwo. To nic, że Czarny Pan teraz pewnie siedział nad jakimiś zwojami i musiało go coś zaswędzieć, bo o nim myślała, i tak miała wrażenie, że woli kogoś innego. Nie było to przyjemne uczucie.

Przeniosła wzrok za Sauriela, zamrugała dwa razy. Jakieś zwierzę faktycznie siedziało na tym stole. - To nie jest bober? - Zapytała śmiertelnie poważnie. Specjalistką od fauny i flory nie była, stąd jej wątpliwości na temat tego, czym właściwie było to zwierzę. Wyglądało jak przerośnięty szczur, czy coś.

Dopiła jednym haustem swoje wino. Zachęcona tańcami na parkiecie, kto by tego nie zrobił, gdyby mógł pójść bawić się z Saurielem, wystarczy tylko spojrzeć, jak się prezentował. Nigdy by sobie nie odmówiła tej przyjemności, dlatego też zaprosiła go do tańca, mimo, że damie nie wypadało.

- Może później wszyscy będą na tyle pijani, że będziemy mogli rozważyć zmianę repertuaru. - Oj, miała nadzieję, że do tego dojdzie, bo Rookwood naprawdę potrafił wywijać przy odpowiedniej muzyce, nie chciałaby zmarnować takiej okazji.

Już miała chwycić Sauriela za dłoń, gotowa pójść z nim na parkiet, kiedy w ich stronę zaczęła pędzić wściekła świnka morska. Panna Black nie zwlekała specjalnie długo, wysunęła z rękawa swojej pięknej sukni różdżkę, machnęła nią w powietrzu i wyszeptała bardzo wyraźnie zaklęcie, które miało stworzyć tarczę między nimi, a wkurwioną kapibarą. Przy odrobinie szczęścia odbije się od niej i wyjebie na ten głupi pyszczek.


[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Rodolphus Lestrange - 29.05.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2a/90/29/2a9029bbee43640e5f4edc056f54e00b.jpg[/inny avek]
Ogród, przechodzimy do jadalni, do drinków

Być może to było znużenie, a być może mężczyzna miał po prostu taką twarz. Chociaż raczej coś mu nie pasowało i najprawdopodobniej był to sam fakt, że się znalazł na weselu, bo w stosunku do Laurenta starał się zachowywać uprzejmie. Być może nie był zbyt wylewny, być może nie palił się do nawiązywania znajomości, lecz przynajmniej w jego oczach nie widać było złości, a twarz nie wykrzywiała się w grymasie pogardy. Zawsze coś, prawda?
- Jeżeli mówi pan o Victorii, to owszem - Loretta prędzej spaliłaby kwiaty razem z połową ogrodu, by potem móc ten piękny widok niszczycielskiej pożogi uwiecznić na obrazie. Wiedział o tym niemal każdy, kto chociaż trochę orientował się w ich świecie. - Właśnie ona postanowiła zabawić się w dekoratora wnętrza mojego mieszkania. Na szczęście na ten moment skończyło się na jednej... powiedzmy że roślinie. Ale ile potrwa ten moment?
O ile znał Victorię, nie odpuści i jak tylko wróci tam, dokąd miała płynąć, to wyśle mu kolejne chwasty. Albo i jakiś baobab z Afryki czy ki chuj. Czy w Afryce rosły baobaby? Nie miał pojęcia, ale nazwa pasowała do kontynentu.

Gdy blondyn wspomniał o zabawie w boga, Lestrange przekrzywił nieco głowę. Świdrował mężczyznę wzrokiem, jakby musiał dłużej zastanowić się nad odpowiedzią. Analizował ją w milczeniu, co było dla niego czymś naturalnym. Być może niektórym taki tok prowadzenia rozmowy wydawał się mało dynamiczny i jeszcze mniej ciekawy, ale dla niego był całkowicie naturalny. Jednocześnie nie wyglądał na kogoś, kto lubił przyćpać, spojrzenie miał bystre i nie miał w swoich ruchach tej powolnej "gracji", którą miewali narkomani czy osoby otępiałe psychicznie.
- Nie mogę się nie zgodzić - ach, hipokryzja aż kipiała w jego wnętrzu, ale przecież Laurent nie wiedział, że praca Rodolphusa to była właśnie taka zabawa w boga. Zarówno praca w Ministerstwie, jak i poza nim. - Jestem ciekaw, jak im to wyjdzie.
Dodał do kolejnej jego wypowiedzi nie bez nuty złośliwości. Bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Vespera i Perseus zaprosi masę osób ze świata czarodziejów, którzy mieli ze sobą na pieńku. Spodziewał się chaosu, lecz chciał opuścić wesele zanim osiągnie on swój pik. A przynajmniej taki miał plan, bo gdy Laurent powiedział o drinku, zwątpił. Nie pił i nie miał zamiaru teraz tego zmieniać, zwłaszcza w otoczeniu tylu żmij i złośliwych węży. Ale mógł wejść do środka, czemu nie. Zwłaszcza że gdzieś z boku dostrzegł ruch, który mógł sugerować, że ludzie ogrodami i fontanną zaczęli się interesować.
- Nie piję. Ale i tak miałem wchodzić do środka - odpowiedział zaskakująco łagodnie, lecz bez cienia przeprosin w głosie. Nie miał zamiaru nikomu nigdy dawać do zrozumienia, że przeprasza za swoje wybory życiowe. Już nie.

Przeszli do środka i już w chwili gdy stopa Rodolphusa przekroczyła próg sali, wiedział że powinni byli zostać w ogrodzie. W środku oczywiście że panował chaos. I to przy drinkach, do których mieli zmierzać. Lestrange zwolnił, miał ochotę przetrzeć oczy. Nie wiedział czym jest kapibara, ale widział przed sobą scenę, w którą nie uwierzyłby, gdyby ktoś mu o niej opowiadał. Kurde, teraz też ciężko było mu w to uwierzyć. Spojrzał powątpiewająco na Laurenta, co praktycznie nigdy mu się nie zdarzało. Zawsze emanował pewnością siebie, zawsze wiedział co powiedzieć i co zrobić. Ale na widok radośnie kopytkującej owłosionej świni przy czekoladowej fontannie po prostu zgłupiał. Sam Merlin by zgłupiał. Jego wzrok wyłapał też Bellatrix z różdżką. Powinien był zostać w tym cholernym ogrodzie. Zatrzymał się więc, nie mając zamiaru pchać się w sam środek wydarzenia.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Jagoda Brodzki - 29.05.2024

Pojawiam się, a później na chwilę dołączam do Lorraine i Ambrosii, zaraz po tym jak znika Eden

To nie była pierwsza impreza tego typu, na którą została zaproszona, ale w tym momencie trochę tęskniła za swoją szafą pełną wspaniałych sukien, którą miała jeszcze mieszkając w rodzinnych stronach. Teraz miała ledwie dwie suknie, które nadawały się na czyjeś wesele, w tym drugą z nich zamówiła u Madame Malkin specjalnie na tę okazję, by nie musieć pokazywać się w znoszonej sukience. Jej nogi kąpały się w czarnym tiulu mieszanym z szyfonem, zaś góra była szykownym i bardzo dokładnie wykonanym gorsetem, z paneli z lekko prześwitującego szyfonu. Właśnie dzisiaj Jaga wyglądała bardzo nowocześnie i modnie, nie odstawała swoim słowiańskim stylem jak to zwykle preferowała. To nie tak, że nie zauważała, że ludzie wyglądają inaczej, ona po prostu preferowała swoje wygodne ubrania. Dla Perseusa, który zaprosił ją na tę uroczystość pewnie było to ważne...
Swoją drogą patrząc na przeszłość ich znajomości zapewne większość osób, które uczyły Jagodę dobrych manier nie zgodziłaby się z zapraszaniem jej na to wydarzenie... Może tak się po prostu robiło w Wielkiej Brytanii? Nie stanowi, wolała swoje własne nauki.
Przyszła sama, więc od razu zaczęła się rozglądać za znajomymi twarzami. Było ich tutaj naprawdę wiele. W zatłoczonej przestrzeni od razu poczuła się jak niepasujący fragment układanki, jak wół do karety. Podeszła do stołu i złapała za jeden kieliszek z szampanem.
Więc na weselach tutaj nie było wódki?
Z widocznym spięciem, wykwitającym na jej twarzy powoli zaczęła przechodzić w stronę dwóch blondynek rozmawiających przy stoliku. Widziała Eden, która akurat odeszła w inną stronę. Jagoda spojrzała w stronę Ambrosii i Lorraine.
- Dobry wieczór. Czy mogę dołączyć do rozmowy? - Brzmiała jak robot. Tak, została idealnie wyuczona wszelkich potrzebnych manier, niezależnie od tego co sama uważała, miała mnóstwo dokładnie wypracowanych formułek, ale ktoś kto chciał to wyczuć, z pewnością widział. - To bardzo ładne miejsce, bardzo podoba mi się... żyrandol. - Policzki jej płonęły od dyskomfortu.
Widząc powodzenie ciasteczek z wróżbą sama sięgnęła po jedno. Tak by sprawdzić...
Wcale a wcale nie będzie o tej przepowiedni myśleć cały wieczór.


!ciastkazwróżbą


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 29.05.2024

Determinacja cię poprowadzi.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Perseus Black - 29.05.2024

Wciąż można znaleźć mnie w jadalni

Dostrzegł w tłumie zbliżającego się do niego Ulyssesa i jego uśmiech przygasł; zakładał, że nie będą to standardowe życzenia ślubne i się nie pomylił, czym jeszcze bardziej utwierdził się w przekonaniu, że być może śmierć byłych mężów Vespery nie była taka przypadkowa. "Niezależnie od wszystkiego, pamiętaj, że zawsze jestem po twojej stronie" brzmiało co najmniej niepokojąco. Podobnie jak niepokojąco brzmiała obietnica zajęcia się nim. Przełknął nerwowo ślinę, a kąciki jego ust drgnęły z udawaną serdecznością. Czy Ulysses miał do niego żal o to, że przez zaistniałe okoliczności zmuszony został zerwać zaręczyny z Eunice? Nie zdziwiłoby to, ani nie miałby mu tego za złe. Czasami... Czasami tak po prostu działo.

Nie ma powodu do obaw, Ulyssesie — odparł łagodnie — Dołożę wszelkich starań, aby uczynić Vesperę najszczęśliwszą kobietę na świecie.

Skreślił w myślach kolejne imię na liście męskich potomków Rookwoodów. Był już Sauriel, był Ulysses, Augustus... Augustus odbył z nim poważną rozmowę jeszcze przed ślubem, ale może jeszcze o sobie przypomni, dlatego zostawi jego imię podkreślone falującą linią. Brakowało jeszcze Chestera, Michaela, Eryka i... chyba był jeszcze młody chłopak, wydziedziczony. Christopher? Charles? On jednak na pewno nie zaszczyci ich swoją obecnością, nad czym Perseus niezwykle ubolewał; być może odnalazłby z nim wspólny język...

Ktoś nieopodal wspomniał o przerośniętym bobrze, czy innej śwince morskiej i Black aż uniósł się na palcach niespokojnie, wypatrując ponad głowami zebranych źródła poruszenia. A gdy jego wzrok napotkał kapibarę, szczery uśmiech rozlał się ja jego twarzy - chciał podejść do zwierzęcia, kimkolwiek musiał być zamieniony w niego czarodziej, ale wtedy jego drogę zastąpił Edward Prewett. Perseus nie wiedział, co powinien myśleć o tym człowieku; zachowywał się wobec niego w porządku, choć jego ostatni komentarz wydał się magipsychiatrze nie na miejscu - zebrali się tutaj, by celebrować nowy związek, nie po to by rozpamiętywać jego poprzednie małżeństwo. 

Serdecznie dziękujemy, panie Prewett — uścisnął jego dłoń niezwykle mocno i potrząsnął nią energicznie — Mam nadzieję, że z małżonką wszystko w porządku? Cieszę się, że pan oraz pańskie dzieci znaleźliście czas, by świętować z nami najważniejszy dzień w naszym życiu.

A skoro o Laurencie mowa - zauważył go w towarzystwie Rodolphusa, gdy tylko weszli do jadalni. Nie umiał powiedzieć, dlaczego zdziwiło go to połączenie, wydawali się pasować do siebie jak ogień i woda, ale kiedy tylko skrzyżował swoje spojrzenie z Laurentem, skinął głową w jego kierunku, dyskretnie prosząc go, aby podeszli do niego.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1kdk7ko.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Victoria Lestrange - 29.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=VSYykxr.png[/inny avek]
Sala bankietowa
Tańczę z Anthonym, wspominam o Atreusie

– Świetnie wyglądasz, więc to żadna strata – zapewniła Anthony'ego uśmiechając się do niego miło. Wszystko wskazywało na to, że w pewnym sensie ich kariery układały się podobnie, bo niecały miesiąc temu Victoria też była u Rosierów, dokładniej to u Christophera, który chciał dopasować do niej suknie na pokaz mody. Wszystko jednak wskazywało na to, że to będzie dłuższa współpraca, a nie na jeden raz i na jedną suknię. Chris prosił jednak póki co o dyskrecję, dlatego choć bardzo chciała się tym Anthony'emu pochwalić, to nie bardzo mogła. Nie chciała artyście psuć niespodzianki, akurat wiedziała doskonale jaki Christopher potrafił być porywczy i drażliwy na punkcie swojej pracy.

Victoria się nie powstrzymała na komentarz Shafiqa i po prostu parskneła pod nosem na wspomnienie chujowej sprawy z jakże poważnej imprezy, jaką było Lammas. Jakoś dziwnym trafem znalazła się w samym środku, a poszła tylko kupić kadzidła i świece do własnych celów. To że sytuacja wymknęła się spod kontroli bardzo prędko, to inna sprawa. Lestrange zaczynała podejrzewać, że przyciąga takie dziwnostki, biorąc pod uwagę biednego Atreusa…

Lubiła, gdy mężczyzna prowadził na parkiecie, w tańcu, chociaż i bez tego radziła sobie znakomicie. Kochała taniec i potwierdzeniem tego była wczorajsza potańcówka, gdzie razem z Atreusem w parze wygrali konkurs. Potrafiła się tak bawić cały wieczór jeśli miała odpowiedniego partnera i była pewna, że Anthony podoła. W gruncie rzeczy to on te… że dwadzieścia lat temu sprawił, że tak pokochała taniec.

– Jak za starych czasów, co? – zaśmiała się, kiedy porwał ją do tańca, jeden obrót, drugi… Shafiq mógł widzieć teraz, gdy ramiona, plecy i dekolt miała odsłonięte, że przez ostatnie miesiące schudła. Dodatkowo, można było wyczuć zarys mięśni, bo prócz tego, że że stresu mniej jadła, to starała się ćwiczyć nad swoją kondycją. Najgorsza blizna, którą miała przez skos pleców, była zakryta w większości przez włosy, ale srebrząca się na lewym nadgarstku i wierzchu dłoni, mogły być widoczne teraz, gdy nie były skryte pod żadnym długim rękawem koszuli. Victoria jednak zdawała się nie zwracać na nie uwagi. No i tak – była zimna jak trup, gdy się ją dotykało, ale Anthony dzielnie to znosił, dlatego w trakcie uraczyła go uśmiechem jednym czy drugim, a nawet się zaśmiała.

– Nic nie umknie twojemu bystremu wzrokowi, prawda? – tak, trapiło ją… właściwie wiele rzeczy. Jedna z tych spraw wywijała na parkiecie nieopodal, ale starała się tam nie patrzeć. Zamiast tego uśmiechnęła się do swojego partnera. – Ale po co sobie psuć taki dzień! Chętnie posłucham ploteczek, pewnie będą lepsze niż te z mojego piętra – miała ich kilka, a wszystkie biły się o miano najbardziej absurdalnej. Ważki poruszały się po marynarce Shafiqa, jej długa sukienka, wirowała, pokazując zgrabna nóżkę spod długiego rozcięcia na udzie. Kątem oka dostrzegała jeszcze tylko jak urocza, wkurzona kapibara, w którą zamieniony był Atreus, pognała wprost na Sauriela i naraz się odbiła od niewidzialnej ściany? Aż przekrzywia głowę, zerkając w trakcie obrotu w tamtą stronę.

– Może trzeba mu pomóc… – powiedziała pod nosem trochę jakby do siebie.