![]() |
|
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559) |
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Eden Lestrange - 10.07.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/2b513a8e6d45baa9ebfdcdd05e465aec/13eee67ded5dd112-30/s500x750/e5b40691f7444e920c74afcf37101dbbdff53a33.jpg[/inny avek] Została wpędzona w pułapkę przez Millie. Stoi razem z nią przy Alastorze i uznaje, że typa praktycznie nie zna. :harold: Miała wielkie nadzieje wobec dzisiejszego spotkania z Millie, bo choć wykręcało ją od środka na myśl o wyznaniach prosto z serca, wiedziała, że są konieczne. Jeśli czegoś nauczyła ją ostatnia dekada, to tego, że ucieczka od szczerości prowadzi do nieszczęścia wszystkich wokół, bo się tą zgryzotą zaczyna dosłownie emanować po pewnym czasie. Chciała się zmienić, ale nie mogła ruszyć do przodu mając otwarte karty z przeszłości, które czekały na dopisanie jakiegoś zakończenia. Łudziła się, że będzie to i żyli długo i szczęśliwie, ale była realistką i, prawdę mówiąc, zadowoliłaby się zwykłym ciąg dalszy nastąpi. Nie mogła być zła na Millie, że zapomniała o tej całej imprezie. Nie mogła, choć ona sama by w życiu nie zapomniała. Mildred jednak przeszła ostatnio sporo; nawet jeśli aktywnie nie uczestniczyła w procesie jej powrotu do zdrowia, słyszała o nim dużo z drugiej ręki. Nie okazywała tego, bo nie chciała rozdrapywać starych ran, ale martwiła się o nią. Gdyby przeszła przez to, co ona, pewnie też byłaby teraz roztrzepana. A jednak nie mogła powstrzymać się od zawiedzionego, acz zmęczonego spojrzenia, gdy przed oczyma zobaczyła tłum ludzi. Przez głowę przemknęła jej myśl, czy aby Moody celowo nie zwabiła jej tutaj - przecież uwielbiała ją stawiać w niekomfortowych sytuacjach, by zmusić ją do doświadczenia tak zwanej frajdy - ale kiedy napotkała niepewne oczy dziewczyny, wiedziała, że to nie było jej intencją. Westchnęła ciężko, potarła palcami nasadę nosa. Jeśli znajdzie tu alkohol, to jakoś przetrwa. Eden czuła się jak słoń w składzie porcelany. Jak nieproszony gość. Nawet jeśli wyłapywała spomiędzy gości znajome twarze, wiedziała, że to nie jest towarzystwo dla niej. Zebrano tutaj samych sympatycznych ludzi, przynajmniej tak się jej wydawało na pierwszy rzut oka, a więc gdzie miało się tu znaleźć miejsce dla tak niesympatycznej zołzy jak ona? Może utopią ją jak marzannę, choć co prawda pora roku już nie ta? Wyciągnęła rękę w kierunku Millie; chciała ją złapać na moment, kiedy przemykała rozochocona pomiędzy stołami z jedzeniem, dać jej znać, że może powinna sobie stąd pójść. Próbowała to jednak zrobić bez nadmiernej szopki, więc zanim Eden się w ogóle udało zbliżyć, już stały przed Alastorem. Słuchała szczebiotania jego siostry, ale słowa docierały do niej niby zza szklanej ściany, jakby wesoło świergotała spod tafli wody. Nawet nie skrzywiła się, kiedy Mildred zaklęła przy jej uchu, co ewidentnie musiało świadczyć, że nie zwraca należytej uwagi. Eden utkwiła swoje spojrzenie w oczach Alastora, patrząc na niego tak, jakby ją świeżo z krzyża zdjęli. Skupiła się na nim niczym na oazie dla strudzonego wędrowca. Uśmiechała się łagodnie, ale całokształt i tak krzyczał nie chcę tu być. - Mhm, kopę lat - mruknęła, kiedy usłyszała, że nie widziała się z Alastorem od dawien dawna. Spojrzenie ze zbolałego przemieniło się w niezręczne, znowu nawiązała z nim kontakt wzrokowy, jakby niemo chciała potwierdzić dostatecznie oczywiste przypuszczenie, że siostrze o niczym nie powiedział. Nie mogła go winić, to był słuszny krok, ale to wcale nie przynosiło ulgi w obecnej sytuacji. W końcu co miała innego zrobić, jeśli nie okłamać Millie? Powiedzieć jej wprost, że w sumie to znowu są partnerami, ale totalnie nie w zawodowym sensie? - Cześć - odezwała się wreszcie do Alka, po czym wyciągnęła do niego rękę na przywitanie. Uśmiechnęła się głupio, wręcz niepodobnie do siebie, bo nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze będzie się z nim tak witać. Nie wiedziała, czy się ma śmiać, czy płakać, ale grała w tę grę, bo zwyczajnie nie miała pojęcia, co innego robić. Jedno normalne wyjście. Czy o tak wiele prosiła bóstwa, które ewidentnie się z niej naigrywały ostatnimi czasy? Mściły za to, że tyle lat miała się za byt umiejscowiony ponad nimi, silniejszy od wyroków losu? Nie było jednego spotkania podczas tego lata, które nie wywracało jej żołądkiem, nawet pojedynczego spokojnego rendez-vous. Każde przyjęcie, każda schadzka twarzą w twarz kończyła się w taki sposób, że ręce opadały. Co jeszcze ją spotka tego dnia, tak na domiar złego? Bertie Bott wyłoni się spomiędzy spienionej morskiej wody, niczym Wenus Botticellego? RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 11.07.2024 na kocykach z Basiliusem, daje mu protipy na latanie xD
Wywrócił na niego oczami bo po prawdzie to mógłby latać na tej miotle z zamkniętymi oczami i nic by się nie stało. Już teleportacja po pijaku była według niego bardziej niebezpieczna, ale jak widać akurat ta forma transportu nie wydawała się sprawiać Basiliusowi problemu. Niemniej jednak - sam kręcił się na tym kocyku tak, jakby jedyne czego chciał w tym momencie to właśnie udać się w jakąś malowniczą podróż na miotle. Podmienił go ktoś? A może to te sławetne zdrowotne działanie wypadu nad morze, uderzyło w niego tak szybko? Dystans do granicy wody wcale nie był taki duży - przynajmniej w mniemaniu Atreusa. Nic, co stanowiłoby wyzwanie nawet dla początkującego adepta sztuki latania, za którego można by chyba uznać Prewetta. - Dobra, słuchaj - uśmiechnął się do niego, wręcz w niebo wzięty, podnosząc z kocyków. - Pominiemy sobie podnoszenie jej z ziemi, jestem pewien ze w tym byłbyś genialny - no i nie była to lekcja latania w Hogwarcie, żeby teraz na szybko przerabiać podstawy podstaw i sprawdzać, czy miotła się w ogóle chciała Basiliusa słuchać. - Siadasz na niej i lecisz - poklepał kuzyna po ramieniu, uśmiechając pokrzepiająco. Wierzył w niego. A przynajmniej w jego dobre chęci. - A no i trzymaj się drążka. Obiema rękami - pokiwał głową. Jakby sadzał Prewetta na koniu to pewnie by właśnie klepnął chabetę w zad, ale tak bał że się połamie witki. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Lb9CJ1M.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Dora Crawford - 11.07.2024 przy drinkach z Erikiem i Issaciem (i Teddym)
Dziewczyna chyba niekoniecznie zwróciła uwagę na to, że Teddy właśnie w tym momencie próbował uskuteczniaiac jakąś podstawową alchemię i mieszać w tworzonych przez siebie drinkach. Nie było w tym nic złego - chyba - a przynajmniej Crawley nie widziała w tych eksperymentach niczego niewłaściwego póki chłopak nie testował ich w pierwszej kolejności na innych. - Hmm, przyszłam... - Dora zastanowiła się chwile, spoglądając na Woody'ego, o którym właśnie mówił Teddy. - Przyszłam porozmawiać chwilę, ale drinka w sumie mogę się napić? Ale tylko jednego. - zastrzegła sobie, bo ogólnie to była dość mało pijąca, ale mogła zrobić sobie w tym momencie wyjątek. Chętnie pochyliła się ku Teddiemu, kiedy on zrobił to samo, słuchając co ma jej do powiedzenia. Zawsze trochę bawiło ją takie dzielenie sekretów, bo mogły to być najdrobniejsze rzeczy, które nie obchodziły nikogo innego na świecie, ale w tym momencie, w tym jednym, drobnym, poufałym geście, stawały się największymi tajemnicami wszechświata. Dora uśmiechnęła się do niego lekko, ni to zakłopotana ni to chcąc tym drobnym gestem dać mu znać, że przecież nic się nie stało. Że rozumie, że tak wyszło. Że to żart? Bo jakaś jej część nigdy nie była w stanie brać na poważnie momentów, kiedy ktoś próbował z nią flirtować, a druga była na te momenty ślepa. A mimo tego, kiedy usłyszała za sobą głos obcego mężczyzny, wyprostowała się gwałtownie, nieco nerwowo wygładzając dłońmi materiał białej, letniej sukienki sięgającej za kolano. To byli przyjaciele - przynajmniej tak zakładał koncept tej imprezy, ale Dora wydawała się bardziej spinać przy nieznajomych na imprezach Longbottomów, niż chodząc samej po uliczkach Londynu. Szybko jednak uśmiechnęła się do Isaaca lekko, może odrobinkę nieśmiało. - Picie - rzuciła krótko, spoglądając na Teddy'ego jakby zagubiona tą interakcją. - Erik! - słysząc i widząc zaraz starszego z rodzeństwa Longbottomów, uśmiechnęła się wesoło. Od razu zrobiło się jej lepiej i widząc, jak ten bierze na siebie uwagę Bagshota, ona znowu pochyliła się ku barmanowi. - A da się zrobić tak, że nie wiesz co mi dajesz? W sensie wiesz, który efekt? RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bertie Bott - 11.07.2024 przy ognisku razem z Alastorem, Alexandrem, Eden i Millie
Bertie niestety nie miał się objawić niczym Wenus Botticellego, łagodnie na muszli i pośród spienionych morskich fal. Nie był też nagi - przed tym akurat chroniły go czarne szorty, które miał właśnie na sobie, bo gdy zainteresowanym udało się odszukać go spojrzeniem, właśnie parł przez wodę, wracając do brzegu. Odrzucił nawet z czoła mokre kosmyki, prostym ruchem głową, a potem jeszcze dłońmi przetarł twarz, na której widniał krótki, schludnie przystrzyżony zarost. Przez moment szedł tak, rozglądając się po uczestnikach całej zabawy, szukając odpowiedniego punktu zaczepienia, aż w końcu znalazł. I to nawet nie jeden, a całą grupkę; Alastora, Millie, Eden i jakieś nieznanego mu czarodzieja. Bott uśmiechnął się i ruszył w ich stronę, po drodze zgarniając z piasku wcześniej pozostawiony tam ręcznik, którym podczas krótkiego spaceru wytarł się, a potem przerzucił za głowę, tak że ściskał przed sobą oba końce w dłoniach. - Wciąż jestem trochę mokry, więc bez przytulania, ale Millie, jak cudownie że tu jesteś! - oznajmił tym wesołym, wyjątkowo ciepłym głosem, uśmiechając do niej przy tym. - I przyprowadziłaś ze sobą takiego miłego gościa. Dobrze cię znowu widzieć, Eden - i Malfoyównę obdarzył dokładnie tym samym uśmiechem, nawet przez moment nie zastanawiając się nad tym, że na jego widok w blondynce pewnie wzbiorą torsje. - O, ale widzę że sobie jecie tutaj. Znajdzie się dla mnie jakaś kiełbaska? Alek? - uśmiechnął się do przyjaciela, a potem dopiero przyjrzał Alexandrowi. - Oh, ależ gdzie ja mam maniery. Bertie Bott, do usług - przywitał się też z Bellem, podając mu dłoń. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Basilius Prewett - 11.07.2024 Kocyk z Atreusem, szykuję się na lot –> wywalam się przy wodzie Basilius obdarował kuzyna bardzo wymownym spojrzeniem spode łba. – Ah, no tak. Teraz już wszystko jasne. Dziękuję, myślałem, że się na niej skacze – rzucił w podziękowaniu za tę złotą radę, jednocześnie wciąż przyglądając się dystansowi, który miał do pokonania. Siadasz na niej i lecisz. Będzie musiał go kiedyś wsadzić na abrakasana z podobnym tekstem. Jeszcze raz zerknął na miotłę, a potem westchnął i ostrożnie na niej usiadł, mocno trzymając się drążka. Pewnie normalnie zapytałby siebie po co w ogóle to robi, ale dzisiaj naprawdę czuł się zbyt dobrze, by nie ryzykować wywalenia się na miotle. Ta przynajmniej nie oszaleje, jak ostatnia, z którą miał doczynienia, a potencjalny upadek nie będzie aż tak bolesny. No i przecież potrafił jeździć na abrakasanach, a to chyba jednak było nieco cięższe niż lot na miotle? – Jak coś to moja torba jest przy namiocie. Daj ją komuś kompetentnemu – mruknął jeszcze, bo jednak wolał uzyskać pierwsza pomoc z rąk kogoś odpowiedzialnego. I najlepiej nie Florence, która na razie wydawała się zajęta, więc może nie zauważy gdyby sobie coś zrobił. Westchnął głośno jeszcze raz, a gdy już się upewnił, że siedzi stablinie, wreszcie zaczął lecieć i... I teoretycznie dotarł do linii wody. Tylko nie do końca w ten sposób, w ktory miał. Przez pierwsze chwile lotu może nie szło mu jakoś szczególnie dobrze, ale przynajmniej było stablinie, tak że nie spadał i Prewett naprawdę był przekonany, że mu się uda. Aż wreszcie spadł. Kurwa. Już, gdy był dość blisko celu, nagle poczuł, jak tracił równowagę, a próby ponownego jej złapania spęzły na niczym. Tak samo, jak próba utrzymania się na miotle siłą, by jakkolwiek się na niej utrzymać. Bam. Basilius zleciał z miotły i "przeleciał" już niestety na piasku, tę brakującą odległość do linii wody. Gdyby nie to, że nie chciał zwracać na siebie uwagi, już by klnął, więc jedynie nieprawym gestem dłoni pokazał Atreusowi, by nie podchodził i dał mu cierpieć w samotności bez komentarzy. Rzut na miotłę (AF T) [roll=T] [roll=T] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bard Beedle - 11.07.2024 Dodatkowy post dla Dory i Isaaca, Tedy podaje drinki - Mogę dodać do niego mniej alkoholu - zapewnił Tedy szybko, a potem znowu się zaczerwienił. - Ale n-nie że zachęcam. Ja tylko pytam. Tak, pytam. Wcale nie chcę cię rozpić - dodał, jeszcze szybciej, i zrobił przy tym bardzo nieszczęśliwą minę kogoś, kto doskonale wie, że właśnie robi z siebie idiotę, i bardzo chciałby przestać, ale rozpędził się już w tym procederze tak mocno, że nie potrafi się zatrzymać. Zawahał się na moment przed odpowiedzią na kolejne pytanie: może niepewny, czy wydawanie drinków z konkretnym efektem na życzenie to dobry pomysł (jeszcze potem każdy by tak chciał, a on trochę by nie nadążył, i niektóre składniki szybko by wyszły), a może bo nie chciał znowu strzelić czegoś głupiego. - A... a jaki byś chciała? - spytał, najwyraźniej heroicznie postanawiając zrobić wyjątek. I omal znowu nie przewrócił zielonego drinka, gdy podszedł Bagshot. Uniósł więc w końcu szklankę do ust i wypił go na haust - i tak w końcu chciał przetestować efekt. W pierwszej chwili z pewnym zdziwieniem stwierdził, że nie działo się nic. W drugiej spojrzał na Isaaca z jakąś taką rezygnacją, może dlatego, że ten przerywał mu rozmowę z Dorą? W każdym razie uznał, że ten drink jest smaczny i chyba bezpieczny... - Tak, tak, już podaję - powiedział jednak miło, bo w końcu zgodził się z tym tutaj pomóc (i pomachał jeszcze na powitanie do Erika). Szybko wyciągnął wysoką szklankę, wsypał do środka kilka kostek lodu, a potem zaczął swoje "czary": mieszanie soków, alkoholu, aby wszystko było smaczne i odpowiednio wyglądało, a potem jeszcze trzy kropelki wcześniej przygotowanych eliksirów... Na koniec ozdobił drinka małą parasoleczką i podsunął go Bagshotowi. - Ładna... ładna muszelka - wybełkotał jeszcze do Dory. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 11.07.2024 Biegnę nad wodę zobaczyć czy Basilius przeżył Oczywiście, że to nie był tort weselny. Brenna oburzyłaby się na samą sugestię – gdyby kupiła im tort weselny, byłby na pewno dużo bardziej okazały. To był tylko skromny torcik zaręczonowy, czekoladowo – waniliowo – truskawkowy. Trochę zrobiła dziwną minę na to wyszło niespodziewanie, bo plotki o ich zaręczynach krążyły od dobrych czterech miesięcy, ale przecież nie miała zamiaru się kłócić. Nawet by jej nie dziwiło, gdyby okazało się, że o tym, że się żenią, to wiedział cały świat, włącznie z Heather, a jeden biedny Cameron jakoś to przegapił. Grunt, że teraz wiedział i o, nawet łapał Woody za rękę – Brenna przecież nie wiedziała, że to ze strachu. – Cieszę się i mam nadzieję, że wasz tort zaręczynowy będzie wam smakował – powiedziała, a potem podniosła się z koca, bo chyba poddenerwowała Camerona i uznała, że nie powinna tej dwójce teraz przeszkadzać. Rozejrzała się i z pewnym zdziwieniem odnotowała, że na zabawę przybyła wreszcie Millie. To znaczy samo przybycie Millie nie było zaskoczeniem, i Brenna nawet już się szykowała, bo iść podetknąć jej coś do jedzenia, gdy ta już przywita się z Alastorem, co zrobi na pewno, ale trochę zdziwiła się, że ta przyprowadziła ze sobą Eden Lestrange. Nie miała zielonego pojęcia, że kobiety są ze sobą aż tak blisko. Czy Eden zaszantażowała Miles? Nie, zaraz. Eden dobrowolnie przychodząca na imprezę na plażę, gdzie była słona woda, wiatr i piasek? Czy Miles zaszantażowała Eden…? Miała nawet już do nich podejść, kiedy oto wyłapała obrazek, jakiego nigdy by się nie spodziewała zobaczyć. Basilius Prewett, ten rozważny uzdrowiciel, a przynajmniej pozujący na rozważnego uzdrowiciela, wsiadł na miotłę i leciał w stronę wody. Leciał raczej nieporadnie, jak ktoś, kto nigdy nie odbył nawet pierwszej lekcji latania, i Brennie przyszło do głowy, że może faktycznie tej lekcji nie odbył, albo że był pijany. Może to drugie: dlaczego w innym wypadku leciałby w stronę wody…? O zakładzie na razie nie pomyślała, chociaż pewnie powinna, za to do głowy przyszło jej coś innego. O bogowie, muszla! Jakiś efekt był za mocny! Co ona narobiła! I wtedy Basilius zleciał w piasek. Brenna podbiegła do niego, za nic mając wszystkie gesty, świadczące o tym, że cierpieć to on może sobie w samotności. – Cały jesteś? – upewniła się, pochylając się nad uzdrowicielem trochę podejrzliwie. Kończyny nie sterczały pod dziwnymi kątami, na głowie nie zauważyła żadnych guzów ani krwi, i chyba mokry piasek tuż przy brzegu zamortyzował upadek… Dlatego Brenna chwyciła po prostu za powieszoną na jego szyi muszelkę, chcąc ją obejrzeć a potem nieco szerzej otworzyła oczy, widząc jej kolor. – Hm, zaraz, nie, to nie muszla… – wymamrotała zdziwiona, bo biała przecież powinna tylko dodawać odrobiny energii… – Założyłeś się z Millie? Nie, zaraz. Miles dopiero przyszła? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Isaac Bagshot - 11.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=hf8VLmS.jpeg[/inny avek] Słysząc głos Erika, uśmiechnął się i od razu odwrócił w jego stronę. -Eryczku, ja mam wprawę w piciu. Taki jeden drink, to dla mnie nic.- Powiedział, patrząc na niego uważnie.-Ale jeśli takie są zasady, to poczekam.- Było to rozsądne, a Isaac nie zawsze zachowywał się rozsądnie. W szkole to właśnie Longbottom był "głosem rozsądku" jego i Thomasa. Chyba tylko dzięki niemu, obyło się bez złamanych kończyć i nagan. Bagshot odebrał drinka od barmana i popatrzył na niego chwilę dłużej. Zerknął również na Meandorę i połączył kropki. Postanowił nie wciskać się między wódkę a zakąskę, wiec po prostu podziękował za napój i całą swoją uwagę skierował na Erika. - No, to na zdrowie.- Powiedział i napił się zielonego płynu. Poczuł ciepło rozlewające się po ciele, a później różne myśli zaczęły zaprzątać mu głowę. Przyglądając się koledze ze szkolnych lat, dopił to co miał w szklance i odstawił ją na blat. -Erik, zazdroszczę ci, że masz pracę dzięki której możesz pomagać innym. A zwłaszcza w czasach jakie nadeszły.- Powiedział szczerze, miętosząc w palcach czerwoną muszelkę. Pozazdrościł Longbottom'owi, że przez ostatnie lata mógł brać czynny udział w walce przeciwko śmierciożercom i bezsensownej ideologii czystości krwi. On sam również się starał. Ciężko pracował nad darmowa gazetką, którą będzie wydawał żeby pokazać, że nie wszyscy boją się publicznie krytykować Czarnego Pana oraz jego działania. Ale czy to będzie wystarczające? Może lepiej było w szkole skupić się na praktyce, a nie samej teorii. Kartką papieru nie ochroni przecież tych, którzy mogą potrzebować pomocy. Dlatego zazdrościł Lomgbottom'owi. Nie był oczywiście zawistny, więc jego zazdrość wcale nie była negatywną emocją. Można czegoś komuś zazdrościć, i przy okazji dobrze tej osobie życzyć oraz ją podziwiać. Isaac chciał dla Erika jak najlepiej i poczuł się zmotywowany, żeby zacząć rozwijać umiejętności które pomogą mu walczyć, a nie tylko się bronić. Nastały takie czasy, że załatwianie wszystkiego po dobroci, może okazać się niewystarczające. -Ale to mnie motywuje, żeby zacząć skupiać się nie tylko na swojej głowie. Brenna i Gerry pomagają mi z magią kształtowania.- Powiedział pogodnie, czując, że uparcie będzie dążył do rozwijania umiejętności, które wcześniej trochę zaniedbywał. Bardzo chętnie napiłby się kolejnego drinka. !drinkzniespodzianką RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 11.07.2024 Ten jadowicie zielony drink chyba nie miał znaleźć się w zestawie... przez chwilę robisz się jakoś dziwnie zazdrosny - zazdrościsz komuś czegoś albo jesteś zazdrosny o kogoś i ciężko ci opanować to uczucie. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Woody Tarpaulin - 11.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EvwR9of.png[/inny avek] Odchodzę pokonany od Tessy do Jonathana i Morpheusa Reakcja Dory była kubłem zimnej wody. Woody’emu zrobiło się wstyd za wciąganie dziewczyny w tę sytuację. Nie docenił, jak zaogniona może się stać, jaki efekt mogą przynieść jego słowa. Bo przecież to wszystko były żarty. Zawsze te pierdolone żarty; te same, które podmyły fundament jego małżeństwa. Słowa wygłoszone bez chwili refleksji i wyczucia sytuacji. Obecne poczucie winy było bliźniacze do tego, które odczuwał przed laty regularnie. Chciał się popisać, a znów przeholował. Odprowadził Crawley wzrokiem. Rozważał, czy nie powinien czegoś powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, ale zrezygnował. Najlepiej było pozwolić jej się jak najprędzej zwinąć i cieszyć zabawą z dala od nich. Wstyd ukrył pod gniewnie ściągniętymi brwiami, kipiącym złością spojrzeniem wymierzonym w Tessę. W przeciwieństwie do niej wcale nie chciał zapominać o niej, o nich. Pielęgnował te wspomnienia w sobie, dokładał regularnie nowych bierwion do ognia tlącego się na pogorzelisku po ich związku, po czym zalewał je samogonem. Myśli o Tessie budziły w nim piekący ból, którym upajał się bardziej niż gorzałą. Rozkosznie bolesna pokuta wymierzona samemu sobie. Łotr sprawiedliwie ukrzyżowany za to, że zranił ją niezliczoną ilość razy. Nie dostrzegał jedynie, że bicz, który ukręcił na siebie, smagał też ją. Wzmianka o Nokturnie podsyciła jedynie kiełkujący gniew, Woody powiódł oczami dookoła, aby sprawdzić, czy nikt niepożądany nie stoi w pobliżu i już miał się odgryźć, gdy Tessa zasznurowała mu gardło. Clemensem od zawsze bywał jedynie w oczach Godryka, w złośliwych podszczypywaniach braci, na ustach matki zmywającej mu głowę i w papierach zakopanych na dnie archiwum Ministerstwa. Bywał nim też dla Quintessy Longbottom, gdy traciła doń cierpliwość. Wtedy ujrzał w pełnej krasie, jak szybko i niebezpiecznie eskalowała ta sytuacja. Chciał utrzeć czarownicy nieco nosa, zostawić zirytowaną i przez resztę wieczoru uśmiechać się do niej bezczelnie przez plażę. Ot tyle tylko, żeby kręciła zniesmaczona głową czy pomstowała na niego znajomym. Kretyńska przepychanka słowna ściągnęła go w zastraszającym tempie do jądra wybuchu, oryginalnego grzechu. Prawdopodobnie jedynie muszelka uratowała jego humor od całkowitej rozsypki. Muszelka zawieszona na sznureczku na piersiach, którą uważał jedynie za miły dodatek, odjęła teraz od jego ust to paskudne piwo, którego sam sobie nawarzył. Nie obrócił się na pięcie, nie deportował z Devon. Burknął jedynie: — To gadaj sobie ze złodziejami. Strofuj ich choćby do usranej śmierci. Wyzerował piwo, po czym odszedł w stronę Jonathana i Morpheusa. Niteczka do Tessy dla Jonathana: głęboko czerwona niewygaszoną miłością, lecz na pewno jest w niej również sporo ciemnego: nigdy nieprzepracowanych problemów, żalu; nie wiem no Selwyn, wynocha z mojej nici, zboczony tłuku.
|