Secrets of London
Sowa Victorii Lestrange - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Czarodzieje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=108)
+--- Dział: Sowia Poczta (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=36)
+--- Wątek: Sowa Victorii Lestrange (/showthread.php?tid=665)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25


RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Brenna Longbottom - 23.09.2023

17.06.72

Skarbie,

teraz absolutnie nic mi już nie jest, dobrze? A wcześniej też nic specjalnego. Bywało gorzej. Poza tym wiedziałam, że i tak po mnie przyjdzie. To nie Wasza wina. Liczyłam tylko, że dowiemy się więcej, skoro w niektórych przypadkach te cholerne okna były otwarte. Ale wygląda na to, że nic z tego.

Miałam na myśli samo rzucenie wiankiem na górę. Jedna z moich krewnych dała go na przykład przyjacielowi, a ewidentnie oczy ma dla kogoś innego. Chociaż w tym przypadku szaleńczo się cieszę, że potraktowała to jako zabawę i wręczyła wianek znajomemu. Wątpię, by pod wpływem magii rzuciła się mu nagle na szyję, ale to wszystko komplikuje. Wyobrażasz sobie, że podobno to nie ma nic wspólnego z Voldemortem i wycieczką do Limbo? Jeżeli to prawda, to znaczy, że bogini bardzo nas nie lubi.

Brenna



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Brenna Longbottom - 23.09.2023

17.06.72

Tori,

a mój list brzmi, jakbym nie była w formie? Musiałam wypić parę eliksirów i tyle. I oczywiście, że tak, przecież po to robiłam, co robiłam - miałam nadzieję, że złapiemy jakiś trop. Myślę, że gdybym poprosiła jakiegoś aurora, żeby siedział i patrzył, jak śpię, nie wspominając o tym, że ktoś spróbuje mnie zamordować i próbował już z paroma osobami, wyszłabym na gorszą wariatkę niż zwykle.
Nie wspominaj o tym nikomu.
Zwłaszcza nie Laurentowi. Gotów uznać, że to jego wina.
Jeśli to pomysł bogini, to niech lepiej się nie miesza do żyć śmiertelników, bo chyba bardzo nas nie rozumie...
B.



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.09.2023

Floret przyniósł ze sobą zawiniątko, w którym znajdowały się komponenty magiczne
Londyn 13.05.1972

Victorio,

Przepraszam, że piszę tylko po prośbie. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć mi tego za złe. Potrzebuję bardzo pilnie eliksir na bezsenność. Czy byłabyś mi go w stanie przygotować. Dołączyłam potrzebne komponenty (mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam) ze sporą nadwyżką. Zapewne Ci się przydadzą.



Yaxley



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Stanley Andrew Borgin - 04.10.2023

Londyn, 27 czerwca 1972

Szanowna Pani Victorio,
Chciałbym zaprosić Panią na jedyne takie wydarzenie tego roku, które odbędzie się 29 czerwca 1972 roku w godzinach wieczornych w moim mieszkaniu przy ulicy Horyzontalnej. Wydarzenie o którym mowa to oczywiście zwieńczenie sezonu ogórkowego. Wszystkie przygotowania zostały poczynione, a do otrzymanych od Pani rad się stosowałem przez cały proces wzrostu roślin. Dodatkowo napomknę, że cały plon został zebrany i przetransportowany bezpiecznie do mojego domostwa.
Będę zaszczycony jeżeli Pani się zjawi.

Z wyrazami szacunku,
Stanley Andrew Borgin

Do listu była dołączona karteczka z adresem.


RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Brenna Longbottom - 05.10.2023

27.06.72

Tori,

wykupię chyba w lipcu ogłoszenie w Proroku, dobrze, żeby ludzie byli pewni, jak pozbyć się tego cholerstwa. Cieszę się, że wszystko w porządku.

Bren

Do listu załączono lizaka o smaku pomarańczowym.


RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Cynthia Flint - 05.10.2023

13.06.1972


To wyszło przypadkowo z tym wiankiem.. Zresztą, Ty też uplotłaś! Raz poszłam i widzisz? Katastrofa. Jestem kornerem, nie mogę sobie pozwolić na brak kontroli i logiki w swoim działaniu.
Nienawidzę Beltane.

Mam nadzieję, że się dobrze trzymasz ze świadomością, że magia wpłynęła na waszą relację.


Cyna



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Laurent Prewett - 06.10.2023

24.05.1972, New Forest

Droga Victorio,

mam nadzieję, że to nic poważnego. To, że już nic Ci nie jest nie oznacza, że nie było. Za dobrze znam Twoje "wszystko w porządku", niech Cię nie podtrzyma myśl, że nie będę się o Ciebie martwił. Nie będę jednak dopytywał. Jeśli będziesz chciała mi opowiedzieć zrobisz to w swoim czasie, pamiętaj, że drzwi mojego domu są zawsze dla Ciebie otwarte.

Cieszę się, że nie postanowiłaś zostać sama. Liczę na to, że ten wyjazd bardzo dobrze ci zrobi i pozytywnie wpłynie na Twoje samopoczucie - cielesne jak i mentalne. To okazja, żeby spędzić trochę czasu poza czujnym okiem matki, sama ta wizja brzmi kusząco, prawda?

Obiecuję, że zjem obiad zgodnie z Pani zaleceniami. Wypocznij, wracaj do sił i przede wszystkim zdrowia. Mam nadzieję, że mimo wypadku będziesz się dobrze bawiła.


Całuję,
Laurent Prewett



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Laurent Prewett - 11.10.2023

25.06.1972, New Forest

Kochana Victorio,

zawsze znajdę dla Ciebie czas. Masz ochotę przejść się po londyńskim parku czy jednak odwiedzić mnie w New Forest? Możemy się spotkać popołudniu.


Pozdrawiam,
Laurent Prewett



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Laurent Prewett - 12.10.2023

List dotarł 20.07.1972
Owszem, manipulacja moimi słowami. Dziękuję, Victorio, ale nie zamierzam się chować, skoro mleko zostało rozlane. Na pewno jednak wyniosę się na parę dni. Będziemy w kontakcie.

Laurent



RE: Poczta Victorii - sowa Hestia - Laurent Prewett - 13.10.2023

28.06.1972, New Forest

Kochana Victorio,

świat już naprawdę szaleje i staje na głowie. Powinienem zacząć od "jak się czujesz" i "czy już Ci lepiej", ale ogarnia mnie zdumienie tak głębokie, że z wrażenia poprzekręcałem kolejność. Na szczęście do przyjaciółki chyba mogę sobie na to pozwolić, prawda?

Wyobraź sobie, że do New Forest wpadli jacyś zwolennicy słowa Lorda Voldemorta. Próbowali złapać miejscowego rzemieślnika, mugolaka. Dobrze, że akurat byłem z Brenną, bo nie wiem, co by się stało... nie chcę sobie nawet tego nie wyobrażać. Duma... zrobił straszne rzeczy z jednym z nich. Mimo tego, jaką pogardę żywię wobec Śmierciożerców, to mam nadzieję, że ten mężczyzna nie umrze. Cieszę się, że nie widziałem szczegółów. To, co widziałem, już samo w sobie przyprawiało o mdłości.

Udało się uratować mężczyznę, byłem z nim już w biurze aurorów złożyć zeznania. Uprzedziłem również wszystkich pracowników o tym wydarzeniu, żeby mieli się na baczności. Miałem naiwną nadzieję, że ta wojna nigdy nie dotrze do mojego zakamarka świata. Nie martw się, na szczęście ani mi ani temu rzemieślnikowi nic się nie stało. Mężczyzna był trochę poobijany, ale nie trafiło w niego żadne zaklęcie zagrażające życiu - ulżyło mi.

Więc, skoro miało być na opak - jak Ty się czujesz? Jakkolwiek lepiej?


Całuję,
Laurent Prewett