![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 19.03.2023 Vespera uśmiechnęła się na słowa swojego brata, ale nic nie powiedziała. Nie mógł wiedzieć do końca jakie relacje łączą ją z Blackiem, ale wiedziała też, że przed nim nic się nie ukryje. Dziewczyna nie była wylewna jeśli chodzi o opowiadanie komukolwiek o swoich partnerach. Tak też nie miała zamiaru rozpowiadać, że od czasu do czasu spotka się z Perseusem, który zniknął jej z pola widzenia. Schowała swoje kajdanki do torby i zaczęła przechadzać się po Beltane. Jej myśli krążyły cały czas wokół Blacka, ale nie miała zamiaru go szukać. Jeśli będzie chciał się z nią spotkać była pewna, że ją znajdzie. Nie mogła być też na niego w jakikolwiek sposób zła, że nie poświęcił jej więcej uwagi, że zniknął tak bez słowa. Owszem lubiła jak inni poświęcali jej uwagę, ale nic oficjalnego ją nie łączyło z Perseusem, sama nie wiedziała nawet jakie ma wobec niego uczucia. Dlatego spokojnie czekała, a gdy rozpoczęła się zabawa w plecenie wianków przyszła do owego stołu nie oglądając się na inne kobiety, nie słuchając ich słów, ani złości jeśli coś im się nie udało. Vespera również nie była zbyt dobra w czymś takim. W sumie to nigdy nie uczestniczyła w robieniu wianków na Beltane. Zawsze miała jakieś towarzystwo, zawsze miała jakieś zajęcie, a panną już nie była. Była wdową. Złapała za Hibiskus, z którego chciała zrobić podstawę do wianka przeplatając go na zmianę z Irysami. Na koniec dodała do tego Niezapominajki. Uważała, że te kwiaty idealnie pasowały do siebie. Wszystko było w idealnych proporcjach i idealnej liczbie. Jeśli gdzieś jakieś kwiatki były nieparzyste to odrywała główki, aby tak było. Cały czas w jej głowie przeplatały się oczy Perseusa, od których często nie mogła oderwać wzroku. Miał w nich coś przyciągającego. [roll=T] [roll=T] [roll=T] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Elliott Malfoy - 19.03.2023 Uśmiech nie schodził mu z twarzy, choć kąciki ust zjechały odrobinę w dół, aby wyglądało to bardziej naturalnie. - Możesz być pewna, że wykonywał swoją pracę i zbierał należną sumę - zapewnił ją, bo przecież wystawienie straganu na Beltane było dla Figg częścią biznesu. Skupił wzrok na płatkach niezapominajek i ich głębokiej, niebieskiej barwie. Przypominała wiosenne niebo, wielkimi krokami wstępowały w letnie upały. Odwzorowywały cień nostalgii, komfortu i smutku, jakie mogły nieść ze sobą głębokie uczucia. Westchnął krótko pod nosem, gdy Figg wspomniała o swoich uczuciach. Chciałby jej szczerze odpowiedzieć, podzielić się tym, co kumulowało się w jego wnętrzu, zamiast tego złapał spojrzenie jasnych oczu kobiety swoim, przypominającym w barwie klwiaty, jakie właśnie wplótł w wianek. Nie znał jej dobrze, ale wydawała mu się przyjazną duszą. Nie był pewien od kiedy i z jakiego powodu stał się tak ufny, ale aura Nory Figg sprawiała, że chciał się przed nią otworzyć. Być może powodowała to energia Polany. - Rozumiem o czym mówisz - odparł tylko enigmatycznie, bo choć serce zaciskało mu się z żałości, nie mógł pozwolić sobie na nic innego. - Wspomnij mu tylko, że robiliśmy go razem, żeby wiedział, że te nieumiejętnie wystające końce łodyżek to nie dzieło twoich wprawionych dłoni - mrugnął do niej i zaśmiał się krótko pod nosem. Przekazał blondynce wianek i poszedł z nią w stronę Erika. - Dziękuję. - dodał jeszcze, troche ciszej, zanim dotarli do celu. - Erik, mój drogi - wypalił, bo działanie czekoladke od goblina wcale jeszcze z niego nie zeszło. Przekazanie wianka zostawił Norze. - Widzę, że faktycznie warto było podpisać ten budżet o umundurowaniu. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 19.03.2023 Nawet Florence, obdarzona raczej stoickim charakterem, spłoszyła się nieco, kiedy ktoś nagle w tłumie ludzi – gdzie w dodatku całkiem blisko był jeden z jej braci – ukląkł przed nią i postanowił się jej oświadczyć. Trudno stwierdzić, czy spłoszyłaby się bardziej czy mniej, gdyby była pewna, że oświadczyny są wygłaszane „na poważnie”. Na całe szczęście: jeżeli nawet nie wzbudziłoby jej podejrzeń to nagłe wyznanie, i to, że Patrick Steward, którego znała, raczej nie prosiłby żadnej dziewczyny o rękę podczas patrolu na środku sabatu, to już na pewno zrobiłyby to słowa i obrazy przemykające przez jej głowę. Była w centrum wszystkich obecnych planów i intencji Patricka. Nie widziała tam pracy, dziadków, ciągu dalszego patrolu, tylko siebie. Z trudem powstrzymała się przed spojrzeniem ku Eunice. Może i Steward znajdował się teraz w objęciach jakiejś magii albo amortencji, ale byłoby to złe posunięcie… w gruncie rzeczy właśnie dlatego, że znajdował się w objęciach amortencji, byłoby to złe posunięcie. Florence włożyła sobie na głowę wianek, który niedawno zaplotła, a potem sięgnęła ku Stewardowi, choć nie po to, by nakładać pierścionek na palec (zresztą tam, gdzie powinien być zaręczynowy, był już ten w kształcie motyla), ale ująć go za dłonie i lekko pociągnąć. Pierścionek była gotowa wziąć, choć po prostu do ręki, jeśli miałoby to sprawić, że szybciej wstałby z kolan. - Może porozmawiamy o ślubie i pierścionkach trochę bardziej na boku? Tutaj ciągle ktoś mnie potrąca – odparła dyplomatycznie, pełna obawy, że odmowa mogłaby wywołać gwałtowną reakcję. Podobnie jak zgoda. Musiała odciągnąć go od tych stołów, gdzie kłębili się ludzie, i ustalić, co takiego wpływało na zachowanie Stewarda. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Rowena Ravenclaw - 19.03.2023 Pojawiła się SzeptuchaZ mlecznej mgły podnoszącej się nad pastwiskami wyłoniła się smukła sylwetka przyodziana w czarne łachmany, które niegdyś niewątpliwie musiały być suknią. Jej potargane włosy w kolorze smoły luźno opadły na wyprostowane plecy, zaś oczy osadzone pod ciężkimi powiekami - płonące tajemniczym blaskiem - uważnie obserwowały zebranych. Trudno było powiedzieć ile miała właściwie lat; wyglądała wciąż młodo, lecz w ściągniętych rysach i wolnych ruchach kryło się coś, co można przyrównać do egzystencjalnego zmęczenia charakterystycznego dla jesieni życia. Bezwiekowa, to chyba najtrafniejsze określenie dla osobliwej czarownicy. Część czarodziejów schodziła jej z drogi, patrzyło z pogardą, a pewien staruszek odważył się nawet splunąć pod jej nogi. Wycofał się jednak przerażony, gdy natrafił na jej spojrzenie. Jakaś kobieta zapaliła szałwię i zaczęła się nią okadzać, zupełnie tak, jakby odpędzić miała się od złych duchów. Większość biesiadników była jednak już zbyt zamroczona, aby zwrócić uwagę na nowoprzybyłą, która szybko zniknęła w tłumie. — Mavelle, Victoria i Sauriel —
Szeptucha niepostrzeżenie znalazła się tuż za Victorią Saurielem oraz Mavelle. Tę ostatnią zatrzymała kładąc swą lodowatą kościstą dłoń na jej ramieniu. Patrzyła na nią, jednak jej nie widziała, bowiem oczy zasnute miała bielmem wizji. — Jeszcze wiele pracy przed tobą, dziecko — zwróciła się do Mavelle — Wkrótce jednak drzemiąca w tobie dzikość da o sobie znać. Jesteś silniejsza, niż myślisz. Po tych słowach puściła ją wolno i zwróciła się do Victorii i Sauriela. — Za waszą miłością ciągnąć będzie się wstęga spalonej ziemi — odrzekła w zadumie — Wielkie zmartwienie, lecz i wielka radość. Jeśli chcieliście ją o cokolwiek zapytać, nie mieliście ku temu okazji - Szeptucha zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. — Elliott, Erik i Nora —
Radosną pogawędkę przerwał zachrypnięty głos, od którego słuchania przeszły was ciarki po plecach. To Szeptucha pojawiła się między wami.— Czekają cię dni glorii — oświadczyła Erikowi — Ale i smutku. Będziesz bowiem musiał ukrywać swe największe szczęście przed światem i jego niezrozumieniem — chociaż wróżba skierowana była do Longbottoma, to wypowiadając ostatnie słowa rzuciła przelotne spojrzenie Elliottowi. Do niego zresztą też zwróciła się za chwilę: — Odnajdziesz wreszcie spokój ducha, ale droga do niego będzie najtrudniejszą, jaką dotąd przyszło ci przebyć. Różdżka, która zawsze znajdzie twoją i konstelacja herosa będą ci wielkim oparciem. Na koniec podeszła do Nory i ujęła jej rękę w swoje dłonie. — Niebawem usłyszą o twoim talencie w całej Anglii. Możni zjawią się u twoich progów, napełniając twe serce radością, lecz uważaj, by nie zatracić siebie. Gdy oślepia blask, pozostaje tylko ciemność. — ostatnie zdanie wypowiedziała do wszystkich. Puściła dłoń Nory i cofnęła się o kilka kroków, a potem rozpłynęła się w tłumie. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Perseus Black - 19.03.2023 Pozostawiwszy Elliotta i Jamila, krążył po polanie bezładnie, szukając kobiety, której smukła sylwetka mignęła mu przed oczami przy nieszczęsnej loterii goblina, zanim kompani całkowicie skupili jego uwagę. Zaczął od sprawdzenia właśnie tam, jednak kiedy dotarł na miejsce, zobaczył, że koło i jego właściciel zabierani są przez funkcjonariuszy Brygady Uderzeniowej. Na ich widok żołądek nieprzyjemnie się skurczył, dlatego bez słowa odwrócił się na pięcie i obszedł jeszcze raz zamykające się stragany. W końcu skierował swe kroki w stronę słupów majowych, mając nadzieję, że być może tam uda mu się ją spotkać. Nie pomylił się. Stała pośród kwiecistych stołów, wybierając ozdoby do trzymanej w dłoniach wiązanki. Przystanął w miejscu, przyglądając się jej się przez moment w dogasającym świetle dnia. Jak zawsze była piękna, klasycznie pociągająca, a on tradycyjnie nie mógł oderwać od niej wzroku. Te oczy, te usta, ten zadarty nos, niesforny kosmyk włosów... Zabrał ze stołu kwiat hibiskusa i podszedł do Vespery od tyłu. — Wieniec? — zapytał, składając pocałunek na czubku jej głowy — Czy to nie jest przypadkiem zabawa dla dziewic? Roześmiał się serdecznie, a następnie obrócił ją twarzą do siebie. W innej sytuacji nie postąpiłby w ten sposób; nie powiedzieli światu o swoim romansie, ale magia Beltane sprawiła, że odrzucał dobre zwyczaje. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Stella Avery - 19.03.2023 - Nie śmiałabym wątpić, nie po to plotę ten wianek przecież... - Skoro już zaangażowała się w jego tworzenie, to liczyła na to, że mężczyźnie uda się z nim wspiąć na pal. Zresztą wyglądał na takiego, który byłby to w stanie zrobić bez najmniejszego problemu. Był dobrze zbudowany, zdecydowanie coś ćwiczył, powinno to nie być dla niego problematyczne - Avery nie oddałaby swojego wianka byle komu. Nawet przez moment nie myślała, że mogłoby mu się nie udać. Nastrój Beltane udzielił się i jej, w końcu wokół było pełno par przepełnionych miłością. Na moment zapomniała o tych wszystkich problemach, które grały ostatnio pierwsze skrzypce w jej życiu. - Niech Ci będzie. - Theon też powinien mieć coś z życia w końcu Beltane jest raz w roku, a to z nią postanowił się tu pojawić. Wspięła się na palcach, aby cmoknąć go w policzek, był od niej dużo wyższy. Na szczęście tego się trzymała - był to jej zdaniem odpowiedni argument. Nie spodziewała się, że ją oszuka. Zamiast policzka trafiła na jego usta. Nie odskoczyła jednak, jedynie przewróciła oczami widząc tą sztuczkę. Mężczyzna oddalił się od niej, aby wykonać swoje zadanie. Avery bardzo uważnie obserwowała jego starania. Nie była zaskoczona, kiedy znalazł się wśród najszybszych. Spodziewała się tego. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, naprawdę ją cieszyło to, że mu się udało. Ruszyła szybkim krokiem w jego kierunku, te kobiety, które tańczyły wokół słupa, ogień, ludzie wokół, to wszystko, ta cała atmosfera spowodowała, że bez zastanowienia wpadła mu w ramiona. Postanowiła go pocałować, nie cmoknąć tym razem, o ile nie uciekł w podskokach. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Jackie Carrow - 19.03.2023 Jaqueline Carrow nie planowała właściwie pojawić się w tym roku na Beltane. I to pomimo, że właśnie zakończyła niewielkie zlecenie jakie miała w Dolinie Godryka. Przez cały dzień słyszała niosące się głosy, śpiewy i pokrzykiwania. Kiedy nadszedł zmierzch zobaczyła łunę, która oznaczała, że ogniska zostały rozpalone. Rozpoczęło się zaplatanie wianków. Nie mogła nie wrócić myślami do zeszłego roku, kiedy w święcie uczestniczyła z bratem. Czy on był tam teraz? Ostatecznie postanowiła wejść w knieję, wiedziona głosami i zapachami, i odnaleźć miejsce gdzie odbywało się Beltane. Zamiast wejść między tłum czarodziejów, zatrzymała się na skraju polany, przyglądając się kobietom plotącym wianki i mężczyznom, którzy zarzucali je na zdobnie dekorowane słupy. W pewnym momencie miała wrażenie, że na jednym ze słupów mignęła jej sylwetka brata, ale stało się to tak szybko, że nie mogła być pewna czy to był naprawdę on. Po dłuższej chwili, kiedy tłumy kobiet przy stołach nieco się przerzedziły, Jacky sama podeszła i wybrała z kwiatów te których nikt nie użył - hiacynty i róże. Nie były one może bardzo zgraną kompozycją, ale dziewczynę bardziej obchodziło aby kwiaty nie pozostały niechciane i porzucone, niż ich faktyczne znaczenie. Kiedy jej się to udało, rozejrzała się dookoła. Nie zamierzała nikomu ofiarowywać swojego wianka. Z uśmiechem założyła go sobie na głowę, po czym oddaliła się spowrotem na swoje miejsce na skraju polany, z którego mogła wszystko spokojnie obserwować. [roll=O] [roll=O] [roll=O] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 19.03.2023 Vespera dzielnie splatała ze sobą kwiaty, które już dwa razy jej się w niektórych miejscach rozsypywały. Miała ochotę to zostawić czując, że robi z siebie tylko pośmiewisko. Wdowa robiąca wianuszek niczym panna na wydaniu. Było to absurdalnie ośmieszające – przynajmniej tak to widziała. Czując za sobą obecność innej osoby lekko się spięła, ale gdy do jej nosa dotarł jego zapach, potem usłyszała jego przyjemny głos spięcie zniknęło – uleciało w dal jak nigdy przy żadnej innej osobie. Perseus był wyjątkowym kochankiem, innym niż zwykle miała, zapadającym w pamięć i intrygującym. Czując pocałunek na czubku głowy uśmiechnęła się w swój zadziorny, filuterny sposób. Słysząc jego śmiech sama się zaśmiała, był zaraźliwy i to czasami ją przy nim denerwowało, że działał na nią inaczej niż inni mężczyźni. — A skąd wiesz, że nie jestem? – pozwoliła się odwrócić w jego kierunku trzymając już gotowy wieniec w dłoniach. — Nie jesteś zbyt odważny? – zapytała przysuwając się bliżej niego i patrząc mu prosto w te oczy. Uwielbiała je, lubiła też, gdy na nią patrzył. Spojrzała na swój wianek i wysunęła w jego kierunku. — Proszę, dla ciebie, ale spokojnie nie zmuszam cię do wspinania się na te pale. Są ciekawsze rzeczy do robienia… – figlarny uśmiech nie schodził z jej twarzy – tu na dole. – dodała wsuwając wieniec kwiatowy na jego głowę, a uśmiech jej był jeszcze szerszy. – Do twarzy ci w nim. – oh, jaką miała ochotę go pocałować, ale nie miała zamiaru nic z takich rzeczy robić wśród tych osób. Czuła jednak, że długo nie da rady powstrzymywać się przed tym. Urok Beltane był magicznie hipnotyzujący. Chciała też, aby Perseus nie zostawał tutaj zbyt długo, więc musiała wymyślić jakiś powód, dla którego go stąd zabierze. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 19.03.2023 Obecność Szeptuchy, to chyba ostatnie, czego Victoria spodziewała się w tym pokręconym dniu, a czas miał pokazać, że będzie naprawdę… mocno odbiegający od rzeczywistości i tego, co Tori sobie na ten dzień „zaplanowała”. Lestrange w moment zamarła, nie wystraszyła się, po prostu wbiła spojrzenie w kobietę – najpierw zwróciła się do Mavelle, a potem… Do niej i Sauriela. Ciemnowłosa uniosła brwi i zamrugała. Szeptucha „słynęła” z przepowiadania tylko złych rzeczy i nim w ogóle zdążyła cokolwiek jej powiedzieć, ta zniknęła, pozostawiając ich oboje zapewne z mętlikiem w głowie. Za miłością? Ale przecież pomiędzy nimi… nie było miłości. Było… Nie wiadomo co. Sympatia, o. Na tym etapie chyba byli, nie tak? To i trochę zmroziły ją słowa o miłości pomiędzy nimi i spalonej ziemi. O zmartwieniu, ale i radości. Nie bardzo wiedziała co ma z tym zrobić, co ma z tego rozumieć… Więc w tej ciszy, która od jej strony zapadła, zaplatała wianek. Wianek, który niedługo później wręczała w chłodne, choć obleczone rękawiczkami, dłonie wampira. - Dziękuję – odpowiedziała mu na komplement i tym razem ten jej uśmieszek nie był z serii tych bladych, które rzucała przez cały dzień. Było to widać, bo ten doszedł też do jej oczu. - Powodzenia. Chociaż jestem pewna, że sobie poradzisz – rzuciła do niego i oparła się o stół, przy którym jeszcze przed chwilą wiązała wianek, założyła sobie ręce na piersi i po prostu obserwowała Sauriela. I przy okazji otoczenie. Ale głównie jego. Nie wierzyła w żadne tam czary-mary, wielką magię, która splata dwie osoby, z których jedna plecie wianek, a druga zanosi go na pal, traktowała to tylko jako miłą zabawę – a ci wszyscy ludzie, co uciekali w las, byli w jej głowie albo upojeni alkoholem, albo amortencją, albo po prostu spragnieni kontaktu fizycznego z drugą osobą, bliską im, albo zupełnie obcą. Widziała jak Sauriel zręcznie wspina się na pal, zawiesza na nim wianek, który mu zrobiła, zeskakuje… Uśmiechnęła się na to pod nosem, bo było tak, jak mówiła: była pewna, że sobie poradzi. I naprawdę miała nadzieję, że to mu choć trochę poprawiło humor, ten drobny sukces w zabawie na Beltane. Wtedy też, z odległości, zetknęły się ich spojrzenia. I Victoria nawet nie zarejestrowała, że ręce jej opadły wzdłuż ciała, a nogi zrobiły kilka kroków do przodu, z dala od stołów i kwiatów, a bliżej ogniska i słupów. Naprawdę chciała być teraz blisko niego. I tak bardzo się cieszyła, że mu się udało! Rzadko kiedy uśmiechała się tak promiennie i tak szczerze. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Erik Longbottom - 19.03.2023 Beltane zaczynało się coraz bardziej rozkręcać. Nie chodziło już o liczbę ludzi, a raczej to, co robili. To nie był jeden z tych mniejszych festiwali, gdzie goście podążali od jednego stoiska do drugiego, jak gdyby według ściśle określonej wcześniej trasy. Było tu dosyć spontanicznie. Erik nie wiedział jeszcze, co o tym myśleć. Uspokajało go to, bo ludzie wokół niego miło spędzali czas, jednak z drugiej strony rozpraszało to uwagę. Inne patrole pewnie nie miały lepiej. Strzelił oczami na boki, gdy w kąciku oka dostrzegł niespodziewany ruch. Machinalnie sięgnął do kieszeni, jednak dostrzegł tylko roześmianą czarownicę, która próbowała zaciągnąć swojego partnera do tańca. Parsknął cichym śmiechem, widząc jego cierpiętniczą minę. Zasłonił usta rękawem munduru. Jego uśmiech zamarł na chwilę, gdy zauważył, że zbliża się do niego Elliott w towarzystwie... Nory? Zamrugał zdziwiony. — Miło was widzieć. — Uścisnął rękę Malfoya, zauważając jego całkiem dobry nastrój. — Ciebie to nawet drugi raz, Norciu. — Uśmiechnął się do Figg. Starał się odgadnąć, co też sprawiło, że ścieżki tej dwójki się ze sobą splotły. Wtedy zauważył wianek, który niosła jego przyjaciółka. Czyżby Nora próbowała obdarować blondyna tym pięknym podarkiem? — Zrezygnowaliście z zabawy? — spytał, drapiąc się nad uchem. Zerknął na ubranie Elliotta. — W sumie rozumiem. To nie najlepszy strój do wspinaczki. Nagle obok nich wyrosła Szeptucha. Automatycznie się wyprostował i napiął mięśnie jak struny od gitary. Ku jego zaskoczeniu kobieta odezwała się bezpośredniego do niego, co wprowadziło go w jeszcze większe osłupienie. Już otwierał usta, aby odpowiedzieć, jednak ta przeszła już do Elliotta i Nory. Co to miało być? — Ona tak zawsze? — spytał Figg. — Mówiłaś, że jest... specyficzna, ale nie sądziłem, że aż tak. |