![]() |
|
[lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć (/showthread.php?tid=1761) |
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 12.10.2023 Już był kiedyś na tych statku. Chyba. Ale przecież to było niemożliwe, prawda? A może mu się już zwyczajnie w głowie od tego wszystkiego mieszało. W końcu widział zalewającą wodę, kołyszące się niebezpiecznie żyrandole i... Mimowolnie spojrzał na Maddie, którą wciąż trzymał na rękach, teraz tak żywą i tak realną. Mimo jednak nagłego olśnienia, jakiego zdawał się doznać, nie wypuścił jej, wciąż przyciskając do siebie, kiedy stawiał kolejne kroki na schodach. - Maddie, pamiętasz co było potem? - wybuch, bal, każde kolejne wynurzenie. Cokolwiek. Miał zwyczajnie nadzieję, ze skoro on i Brenna zdawali się już pamiętać, to może i dziewczynka w jakiś sposób przestała być tylko i wyłącznie fragmentem wspomnień. Jego spojrzenie przesunęło się ku kobiecie, która schodziła po schodach i wtedy zimny, nieprzyjemny dreszcz wspiął mu się po plecach, kiedy uświadomił sobie, kim ona była. W jakiś sposób to co widział wcześniej, napawało go jakimś dziwnym, pierwotnym strachem. To jak ciężko kłębiła się dookoła niej czarna smolista aura, jak ociekał nią cały statek wprawiało go, jako aurowidza, w stan absolutnego szoku i tej obrzydliwej bezradności, której tak nienawidził. Bo zwyczajnie nie miał pojęcia, jak sobie z tym czym była poradzić. - Mógł tam iść po zabójstwie, to nie ono musiało go sprowokować - powiedział cicho do Brenny, nie puszczając jednak jej dłoni. Jej ciepło jakoś dodawało mu otuchy, pomimo tego że jak zawsze magia zwyczajnie splatała ich razem, zachęcając tylko do przedłużenia tego gestu. Było jednak coś jeszcze, bo Bulstrode czuł, że jeśli tylko ją puści, ta zrobi coś absurdalnie wręcz głupiego, ale jak się niezaskakująco okazało, Brenna miała dwie ręce i dwie pięści. I właśnie tą, której on nie trzymał, chciała przyłożyć schodzącej po schodach kobiecie. Chciał ją pociągnąć dalej za sobą ku górze schodów, może na tyle sprawnie, że nie zdążyłaby wykonać ciosu. A przynajmniej miał taką nadzieję. - Mavelle, słyszysz mnie? - spróbował sięgnąć falami do Bones, bo może też udało jej się odzyskać świadomość i może też znajdowała się gdzieś niedaleko. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 13.10.2023 Nie mogła się obudzić. Nie mogła się najwyraźniej obudzić i to sprawiało, że czuła już wbijające się igiełki paniki. I, co najgorsze, niezbyt zdawała sobie sprawę z tego, jak wyrwać się z tej wizji. Spojrzenie pomknęło w stronę Marianne – wciąż oddychała, ba, oddychała tak samo jak ona sama (jakim cudem; każdy przecież miał zazwyczaj zupełnie inne tempo, chyba że celowo się dostrajało oddechy… ale to nie była ta historia, to nie był ten przypadek). Cały statek miał ten sam rytm…? Czy powinna była zacisnąć dłonie na gardle Marianne? Czy to w ogóle cokolwiek by dało, biorąc pod uwagę, że to sen? Czy sen mógł w jakikolwiek sposób zachować choć odrobinę realizmu? Nie licząc mocno niedawnego przypadku, ale… czy należało to wrzucić do jednego worka? Podeszła do łóżka, zachowując odległość kroku, dwóch. Obserwowała kobietę, rozważając opcje. Za mało wiedziała i zbyt wiele żyć leżało na szali, by ryzykować to, co w teorii zdawało się oczywiste. Gdyby tylko miała pewność, że jej poczynania we śnie znajdą odbicie w rzeczywistości, gdyby tylko wiedziała, że ten ruch wyszedłby wszystkim na korzyść… a tak? Miała przed sobą dziewczynę, która nie wyglądała na zagrożenie. To jej matka pociągała za sznurki – i jeśli miała pełną kontrolę nad wizją, w której się znalazła, to… to to nie miało sensu. - Słyszę! – niemal natychmiast udzieliła odpowiedzi Atreusowi, z ulgą odnotowując, że nie zmiotło go z planszy na amen. Ale… - Jesteś z Brenną? Jesteście cali? I gdzie? – znajdowali się w tej samej wizji? Czy też ta umiejętność rozciągała się poza nią? Pytania, pytania, a tak mało odpowiedzi. Ostatecznie skierowała się w stronę wyjścia z kajuty, chcąc sprawdzić, czy może za jej drzwiami natknie się na cokolwiek, co nasunie jakąś wskazówkę. Powtarzając sobie w międzyczasie, że to ni chybi tylko sen, że może otworzyć oczy, że zaraz to zrobi za trzy, dwa, jeden… Nawet zacisnęła dłonie, wbijając paznokcie w ich wnętrze, jakby ból miał w czymkolwiek pomóc. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 17.10.2023 Atreus BrennaMoże rzeczywiście chodziło o wściekłość, bo Brennie udało się wyrwać z uścisku Atreusa. Maddie patrzyła na tę scenę skonsternowana, ale sama nie próbowała powstrzymać matki przed zrobieniem tego, co tylko ta zamierzała. - Potwór uciekł do ładowni – odpowiedziała na pytanie Bulstrode’a, niejako potwierdzając słowa wypowiedziane przez Longbottom. Maddie skrzywiła się. W odróżnieniu od nich była tu w tym śnie tylko wspomnieniem, resztką czyichś wspomnień. Z błąkającym się po pokładzie statku duchem Maddie miała tyle wspólnego, że tu również była odważna i ciekawska. Kobieta, która kilkadziesiąt lat później zaatakowała ich w atrium, podniosła na Brennę spojrzenie, gdy zauważyła, że ta zmierza w jej stronę. Była opanowana i wyprostowana, ale jej ciemne oczy pozostawały puste. Nie zdążyła zareagować, bo gdy tylko jej twarzy dotknęła pięść, zamieniła się w morską wodę. - Ja… to… - zaczęła Maddie. Zamrugała pośpiesznie. – To powinno być inaczej… - wymamrotała pod nosem jeszcze bardziej skonsternowana a potem i ona rozlała się po pokładzie, zamieniona w morską pianę. Chwilę później poczuli coś dziwnego. To było jak tąpnięcie. Jakby coś gdzieś wybuchło, ale – może przez to, że Atreus i Brenna wiedzieli kim naprawdę są a przez krótki czas tylko odtwarzali cudze wspomnienia, jako jedyni zwrócili na to uwagę. Obydwoje poczuli się tak, jakby uderzyła w nich niewidzialna fala morskiej wody. Atreus aż się od tego zatoczył a Brenna musiała złapać poręczy (inaczej by pośliznęła się na ściekającej morskiej wodzie i spadła ze schodów). I zupełnie niemetaforycznie naprawdę dostrzegli rozlewającą się falę energii wyglądała jak drgające, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy światło, które rozlewało się po statku. Obydwoje widzieli, że gdy sięgało przechadzających się ludzi – zamieniało ich w morską wodę. Bulstrode, którego niezwykły talent uaktywnił się na moment, dostrzegł nawet że wszystkie te osoby były owinięte czernią (podobną do tej, którą widział na statku) i czerń ta pękała pod naporem światła. Słyszeli dźwięki żyrandola, gdy ten zaczął się bujać. Coś mu się wydarzyć, bo wizja w której tkwili, zaczęła się sypać jak domek z kart. MavelleOna również poczuła tąpnięcie. I dla niej świat niemożebnie zwolnił a potem jakby uderzyła w nią wezbrana fala morskiej wody. Mavelle aż się zatoczyła i niemal wróciła się z korytarza do kajuty, w której leżała Marianne. Światło migotało a idąc Bones dostrzegała rozlewającą się po statku wielobarwną falę. Jednocześnie słyszała dziwne trzaski, widziała zamieniających się w morską pianę współpasażerów. I do niej musiało dojść, że musiało się coś wydarzyć, coś przez co sen, w którym tkwiła zaczął sypać się jak domek z kart. Tura trwa do 20.10.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 17.10.2023 Brenna spodziewała się wielu rzeczy. Trzasku łamanego nosa, oberwania cruciatusem, krzyku oburzenia. Ale na pewno nie tego, że ta suka... zamieni się w wodę. Zamarła skonsternowana, kiedy Persefona Fawley (której imienia Brenna rzecz jasna nie znała) dosłownie znikła, a potem na głos Maddie obróciła się z powrotem ku Atreusowi i dziewczynce. Mała też zamieniła się w wodę, a chociaż Brenna wiedziała, że prawdziwa Maddie jest duchem, który został na statku, mimowolnie złapała się poręczy, tracąc na moment dech. I dobrze się stało, bo ledwo chwilę później coś uderzyło w nią, jak morska fala i omal nie ześlizgnęła się ze schodów. Mocno zacisnęła palce, z trudem utrzymała równowagę, patrząc w zdumieniu, jak wszystko zamienia się w wodę... - Jedno z dwojga - wykrztusiła po chwili, spoglądając na Atreusa. Z pewną ulgą, że przynajmniej on nie zamienił się w kałużę. - Albo wyssało nas właśnie do cna i jesteśmy martwi, albo jakoś odcięto... o czym ona mówiła? O energii? Przepływ tej energii? A nas jeszcze jednak nie wyssało i dlatego dalej stoimy... Do licha, Brenna miała naprawdę nadzieję, że chodziło o to drugie. Bo nawet jeśli bywała nazbyt narwana, to wcale nie chciała umierać. Nie chciała, żeby umierał on, Mavelle (wciąż nie wiedziała, że ta gdzieś tu tkwiła…), inni jej krewni i przyjaciele na pokładzie. A na pewno nie chciała, aby zaświaty wyglądały właśnie tak: jak przeklęty statek. Może ktoś zrobił w swojej wizji coś, co zmieniło to wszystko? Albo ktoś zdołał się obudzić? Tylko jeśli to drugie… to jak do licha mieli się obudzić? Oczywiście, wtedy zapewne zamorduje ich ta czarownica z atrium, ale z dwojga złego Brenna wolała zginąć zabita zaklęciem niż umrzeć zasilając energią… coś. O ile ten przepływ nie został właśnie jakimś cudem zatrzymany. – Jakieś pomysły? – spytała cicho. Spojrzała na swoje dłonie, jakby chciała się upewnić, że to naprawdę jej ręce, nie pani Sadley, która była na tym statku kilkadziesiąt lat temu i tutaj umarła. Czy to w ogóle mogły być jej ręce, skoro jej ciało leżało nieprzytomne na tym prawdziwym statku? Przyklękła ostrożnie, chcąc zgarnąć trochę tej słonej wody, w desperacji prysnąć nią sobie w twarz. Czy poczuje wilgoć i czy to prawdziwa wilgoć, czy tylko złudzenie? Uszczypnąć się. Spojrzeć w światło… wszystkie te rzeczy, które robisz w snach, gdy uświadamiasz sobie, że to sen… …tyle że to nie był zwykły sen i Brenna obawiała się, że mogą pozostać w nim już na zawsze. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 19.10.2023 Brenna wyrwała się, z łatwością wymierzając cios schodzącej po schodach kobiecie, a potem zmieniła się w wodę. Oczywiście, że to zrobiła i Atreus nawet nie wiedział, czy powinien się temu dziwić. Potem spojrzał na Maddie, wyraźnie skonsternowaną, która nagle przemieniła się w jego rękach w morską pianę. Cudownie. Trwał przez chwilę, sam nie wiedząc co zrobić, a spojrzeniem uciekając w kierunku Brenny, która wyraźnie zszokowana zniknięciem dziewczynki, wsparła się o barierkę. Uderzyła w nich fala z taką siłą, że aż się zatoczył, na szczęście jednak nie wywracając się. Ale nawet jeśli coś mówiło mu, że natarła na nich morska woda, to przed oczami rozlewała mu się pulsująca feerią barw fala energii. Kiedy obejrzał się na współpasażerów, ci zmieniali się w wodę, mieszając z nią i znikając, po tym jak zauważył jeszcze, że owijała ich czarna, znajoma z rzeczywistości energia. - Jesteśmy w atrium, pośpiesz się. - odpowiedział zdawkowo Mavelle, spoglądając znowu na Brennę. Przez dłuższy moment milczał, w odpowiedzi na pytanie, zwyczajnie przyglądając się temu co robi i czując jak wali mu serce. Był trochę ciekawy, czy to co robiła przyniesie jakieś efekty, czy faktycznie poczuje wodę na twarzy, kiedy nią sobie chluśnie. - Ta energia. Zmywa z reszty pasażerów tę czarną, którą wcześniej widziałem na całym statku - powiedział równie cicho, podchodząc do niej i łapiąc ją za dłonie. Prawdziwe, tak samo jak i jego i w pewien sposób było to niezwykle w tej chwili pokrzepiające, że sami nie zmienili się w morską pianę i nie zmieszali ze statkiem. - Znasz ten jeden moment, kiedy zawsze, ale to zawsze się budzisz ze snu? - zapytał, patrząc na ich dłonie, czując jej cierpło i z pewnym ociąganiem wreszcie przenosząc spojrzenie na jej twarz. Bo to co chciał powiedzieć i w jego głowie brzmiało wręcz okropnie. - Kiedy umierasz. - nawet się nie skrzywił. Ba, nawet nie drgnęła mu powieka, kiedy oznajmił to grobowym tonem i chyba w pewien sposób jeszcze bardziej go to przerażało, bo nie był w stanie wykrzesać z siebie jakiejkolwiek ironii lub chociaż krzywego uśmiechu. - Mogę rozmawiać z Mavelle. Powiedziałem jej, że jesteśmy w atrium i żeby się pośpieszyła. Możemy spróbować tego o czym mówię, jeśli wszystko się nam zaraz nie rozpłynie w rękach, albo poczekać. Może sen sam się rozpadnie i nas uwolni. Możemy też sprawdzić co jest pod pokładem, jeśli te fale nas nie utopią. I chyba faktycznie dlatego ją teraz trzymał za dłonie, bo dawało mu to więcej pewności. Sam nie wiedział co właściwie powinni w tej sytuacji zrobić, bo gdyby wszystko nie zaczęło się sypać, po tym jak uderzyła tę kobietę, to pewnie zaproponowałby jej właśnie tę ostatnią opcję. Teraz jednak... cholera, to nie tak że się bał, a zwyczajnie nie wiedział co zrobić i ta bezsilność go dobijała. Przerastała nieco, ciążąc na żołądku tak samo, jak strach o stojącą przed nim kobietę. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 19.10.2023 Jeszcze więcej wody. I jeszcze… ona miała barwy. Przytrzymała się framugi drzwi, żeby nie wpaść z powrotem do kajuty, a raczej: żeby utrzymać się na nogach i nie wylądować pod falami. Człowiek po człowieku, zmieniali się w wodę… dlaczego? Dlaczego oni opuszczali tę cholerną wizję, a mimo tego, pozostawała w niej zamknięta, uwięziona, nie widząc drogi powrotu? Ból nie sprawił, że się wyrwała z tego snu, wizji, cokolwiek to było, więc… co miała zrobić? Zabić się czy co? Obejrzała się przez ramię, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę Marianne. - Postaram się tam dotrzeć – odpowiedziała krótko Atreusowi. Bo nie wiedziała, czy da radę. Czy nie okaże się zaraz, że droga zostanie zablokowana, czy nie trafi na kraniec wizji i okaże się, ze tu atrium nie istnieje. Cóż, odbiła się od framugi i zgodnie z przekazaną informacją – spróbowała dotrzeć do atrium, po drodze coraz mocniej i mocniej wbijając paznokcie w dłoń, jakby to naprawdę miało wyrwać ze snu. I, w miarę możliwości, nie omieszkała jednocześnie zwrócić uwagi, czy przypadkiem nie natknie się na coś… ostrego. Coś, co dałoby się użyć do obrony – na wypadek, gdyby jednak w wizji pojawił się przeciwnik. RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 24.10.2023 Żyrandol bujał się coraz bardziej. Słyszeli drobne dźwięki, gdy malutkie kryształy obijały się o siebie nawzajem. Ale obok tego działo się coś jeszcze, coś jeszcze bardziej niepokojącego. Wszyscy ludzie, których widzieli, tłumnie zamieniali się w morską pianę. To już nie były pojedyncze przypadki, ale z każdym, kto nie był nimi działo się dosłownie to samo: znikali, zamieniali się w słoną wodę. Dotykając poręczy schodów, Brenna poczuła że ta zrobiła się mokra a drewno miękkie, przegniłe. Atreus dostrzegł, że tkwiąca na ścianach tapeta zaczęła namakać i mokra płatami odpadała od ścian. A potem obydwoje poczuli ból w klatce piersiowej. Ból był prawdziwy, czuli jakby jakaś niewidzialna ręka zacisnęła się na ich sercach i jakby próbowała je zgnieść. Bolało tak bardzo, że aż zabrakło im tchu w piersiach a przed oczami pojawiły się mroczki. Umierali, naprawdę umierali. Ich serca walczyły o kolejne uderzenia, ale zaciskające się na nich palce były potężniejsze. Atreus i Brenna słabli – słabli tak bardzo, aż zaczęło kręcić się im w głowach i osunęli się na ziemię, tracąc przytomność. Podobny los spotkał zmierzającą w stronę atrium Mavelle. Najpierw zobaczyła jak wizja, w której wciąż trwała rozsypywała się na jej oczach: widziała zamieniających się w morską pianę ludzi, więdnące w donicach kwiaty, lampy w kształcie tulipanów szalały migocząc coraz rozpaczliwiej aż wreszcie zgasły na amen a Bones poczuła piekący ból w klatce piersiowej. I na jej sercu zacisnęła się niewidzialna ręka. I ona umierała. I jej brakowało tchu. I jej zakręciło się w głowie. I ona straciła przytomność. Koniec sesji
|