![]() |
|
[lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie (/showthread.php?tid=1930) |
RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Norvel Twonk - 10.11.2023 Wybiegając z atrium widzieli, że „Perła morza” płonęła i tonęła jednocześnie. Z góry pochłaniał ją ogień. Z dołu topiła woda. Geraldine, Erik, Stanley, Sebastian, Mavelle aportowali się z cichymi trzaskami ze statku i bezpiecznie pojawili się na brzegu. Po tym jak rozproszyła się magia chroniąca to miejsce, wszyscy czarodzieje i czarownice odzyskali pełną kontrolę nad swoimi zdolnościami. Kiedy Brenna Longbottom, Atreus Bulstrode i Victoria Lestrange wybiegli z atrium, Augustus i Avelina pomagali Danielle w przenoszeniu nieprzytomnych ludzi na łodzie a Anthony i Laurent starali się za pomocą magii opóźnić zniszczenie statku. - Potrzebuję pomocy! – krzyknęła uzdrowicielka, gdy udało im się przetransportować żywych na dryfujące w pobliżu Perły Morza łodzie. – Nie dam rady sama sterować wszystkimi łódkami, na których są mugole. W drzwiach prowadzących do atrium pojawiły się trzy duchy. Jeden był tak przezroczysty, że niemal przypominał cień, ale Brenna poznała, że był to Sutherland (inni rozpoznali w nim, po prostu, ducha aurora). Drugiego, na oko dziesięcioletnią dziewczynkę, brygadzistka i Atreus rozpoznali dość łatwo, bo była to Maddie. Za nimi, wyglądając niemal jak żywy człowiek, sunęła młoda, blada kobieta. Tę z kolei rozpoznali Anthony i Laurent – poznali ją we śnie, który zesłał na nich statek. Do tej pory była tylko nieprzytomną, młodą dziewczyną, która w imię miłości targnęła się na swoje życie, teraz Marianne odzyskała głos. - Chciałam innej historii – powiedziała do Borgina, nawiązując do słów, które wypowiedział do niej w swoim śnie, na chwilę przed tym, jak zastanawiał się nawet nad poświęceniem własnego życia byle tylko ocalić innych. – Ale innej niż mógłbyś przypuszczać. Tamtego dnia byłam tak zrozpaczona, że chciałam umrzeć, ale nigdy nie życzyłam śmierci wszystkim pasażerom na statku. Nie życzyłam jej nawet Jamesowi lub pannie Heinzel. Nie pragnęłam też, żeby moją matkę pochłonęło szaleństwo. Za każdym razem, gdy Perła Morza wynurzała się z dna oceanu, próbowałam obudzić śniących – posłała mu przeciągłe spojrzenie. – A teraz… teraz chcę tylko przekroczyć granicę, którą powinnam przekroczyć już dawno temu. Marianne odwróciła się z powrotem w stronę wejścia do atrium, gotowa najwyraźniej wejść do środka by i ją pochwycił wir, który wcześniej dostrzegł Atreus. Sutherland zasalutował w stronę Victorii, Bulstrode’a i Brenny. - Dobra robota – podsumował. Maddie puściła jego rękę. - Fajnie będzie pójść dalej, wiesz? – rzuciła do Brenny. – Wreszcie uwolnimy się z tego ciemnego i śmierdzącego wodorostami statku. – A potem na jej dziecięcej twarzy pojawił się psotny uśmieszek. Pokazała brygadzistce, żeby ta pochyliła się do niej, bo to co miała do powiedzenia absolutnie nie było przeznaczone do uszu kogokolwiek innego, choć naturalnie jako dziesięciolatka, wyszeptała tak, żeby usłyszał ją każdy, kto akurat znalazł się wystarczająco blisko. – Marianne powiedziała, że byłaś moją mamą. I, że walnęłaś panią Fawley w twarz. I, że mnie szukałaś. Że oboje mnie szukaliście – tu wskazała brodą na Atreusa. – I, że on miał dużo lepsze intencje niż ten, kogo sen śnił. Nie wiem co Marianne chciała przez to powiedzieć… Z głębi statku dobiegły kolejne dźwięki zwiastujące, że coś pękło z hukiem. Duch aurora zafalował. Wyciągnął rękę w stronę Maddie, ale nim ta ujęła ją, zrobiła jeszcze coś, co absolutnie nie miało żadnego sensu. Korzystając z pochylenia Brenny, spróbowała ją przytulić, a potem odsunęła się, bardzo zawiedziona, że to przytulenie nie było takie jak powinno być. Pomachała ręką wszystkim i razem z Sutherlandem pomknęli do atrium, by również ich porwał wir. Pozostali sami na pokładzie. Tura trwa do 13.11.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Brenna Longbottom - 10.11.2023 Głos Dani sprawił, że Brennę zalała ulga. Podwójna, bo kuzynka nie tylko była cała i zdrowa, ale też zdołała przetransportować część mugoli na łódki. W tej chwili mieli tak mało czasu, że gdyby tego nie zrobiła, przyszłoby im próbować używać masowych zaklęć - i część ludzi pospadałaby pewnie do wody. Zerknęła odruchowo ku wodzie, oceniając, ile tych łódek było – trzy, cztery? To znaczy, wcześniej tkwiło tu więcej, ale ta ich była całkiem spora, a Danielle chyba nie pakowała tych ludzi pojedynczo, a raczej na te największe... - Leć do jednej, Dani. Vika, weźmiesz drugą? A wy zmiatajcie z pokładu, już! - zawołała do Laurenta i Borgina, bo cała reszta tutaj mogła w razie czego ratować się teleportacją, a oni nie. I nie, nie miała zamiaru teleportować się do łódki, zanim oni nie zejdą, bo gdyby zwlekali, zamierzała ich tam do licha zepchnąć zaklęciem. Pojawienie się widm odwróciło na moment jej uwagę od żywych. Ba, widząc Maddie, Brenna prawie zapomniała, że znajdują się na statku, który płonął i nabierał wody. Nie była pewna, czy czuje raczej ulgę, bo jednak jak się okazało, duchy nie mogły umrzeć, czy smutek, bo historia tego dziecka łamała jej serce. To było głupie, wiedziała o tym. Znała przecież inne duchy. Nawet ducha nastolatki. Wszyscy na tym statku nie żyli od dawna, a takie rzeczy po prostu się zdarzały. Ludzie umierali każdego dnia. Ale i tak nic na to nie mogła poradzić. Na złość, w jaki sposób umarło to dziecko i na ból, że nigdy nie było dane mu dorosnąć. Na to, że pani Sadley nie zdołała uwolnić się od męża, zabrać córeczki i zacząć z nią nowego życia. Może przez sen, może przez wspomnienie Mabel, a może przez to, że taką już miała naturę. W tej chwili, gdyby tylko mogła, przehandlowałaby własne życie za to jej w ciągu sekundy. Ale takie targi nie były możliwe: a gdy możliwymi się stawały, doprowadzały tylko do tego, do czego doprowadziła Persefona Fawley. Do nieuchronnej tragedii. - Byłaś bardzo dzielna, kochanie - powiedziała, pochylając się ku dziewczynce, starając się nie pozwolić, aby głos jej zadrżał. Fajnie będzie pójść dalej? To też przynosiło ulgę, myśl, że jednak najwyraźniej teraz ta dwójka mogła odejść dalej. - Mama czeka na ciebie za ogniem. Może pewnego dnia się tam spotkamy. Ale gdyby coś poszło nie tak z tą waszą podróżą… po prostu mnie znajdź tutaj. Coś wymyślę. Próba uściskania jej mogła być głupia, ale tak samo głupie było i to, co zrobiła Brenna: musnęła ustami widmowy policzek, chociaż przecież jedyne, co mogła poczuć pod wargami to chłód, ponieważ nie dało się dotknąć ducha. Tak jak i sama Brenna, kiedy dłonie Maddie przeniknęły przez jej ciało, czuła, jak przeszywa ją zimno. I przez ten chłód, przypominający zetknięcie z lodowatą wodą, pomyślała nagle, że może energia Zimnych przypominała teraz tę należąca do duchów, bo wrażenie było na swój sposób podobne. Kolejna obserwacja, która niewiele im dawała, ale mogła z czasem naprowadzić na właściwą drogę… – Widać miał pecha i trafił się mu cień jakiegoś drania – dodała, uśmiechając się tylko do Maddie. Nie miała w końcu pojęcia, co planowali dwaj bracia, którzy zginęli na tym statku tak wiele lat temu, tracąc przytomność w sali balowej. A nawet gdyby wiedziała, pewnie nie uznałaby, że zasłużyli na taki los. Nikt na niego nie zasługiwał. Przeniosła na moment spojrzenie na ducha aurora. – Dzięki, Southerland. Jeżeli twoja rodzina jeszcze żyje, to ich znajdę – obiecała. Miała jego nazwisko, miała jego zawód, wiedziała, kiedy tu zginął i jak wyglądał. Jeżeli jakieś jego rodzeństwo, dzieci czy siostrzeńcy wciąż chodzili po świecie, to do licha, znajdzie ich i zadba o to, żeby niczego im nie brakowało, bo ten człowiek kilkadziesiąt lat temu zginął tu, nie chcąc zostawić nieprzytomnych towarzyszy i pewnej małej dziewczynki. Poza tym zasługiwali na to, by wiedzieć. Ona by tego chciała. Przemknęła spojrzeniem po Marianne, ale jej nie mogła rozpoznać – kim była i co się z nią stało, może dowie się później od Mavelle, Aveliny czy Danielle. W tej chwili nie potrafiła poukładać fragmentów historii. Zresztą, nie było na to czasu. Kolejne trzaski dobitnie przypominały, że muszą stąd uciekać. Brenna raz jeszcze rozejrzała się po pokładzie, upewniając, że reszta z niego zeszła lub znikła i teleportowała się do jednej z łódek, w których byli nieprzytomni, a do której nie poszła Danielle. I machnęła różdżką, chcąc stworzyć prąd, który odepchnie stąd łódkę – a optymalnie ułatwi też odpłynięcie tym pozostałym, zanim Perła Morza na dobre pójdzie na dno. kształtowanie [roll=W] [roll=W] RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Laurent Prewett - 10.11.2023 Mówić o chwianiu się na tych deskach byłoby niedopowiedzeniem. Laurent chyba był przyklejony do powierzchni, chociaż stawiał kolejne kroki w stronę łodzi, czując ciśnienie w głowie, która nakazywało mu walczyć o kolejne chwile. Te cenne sekundy, które należało wkupić, żeby na pewno wszyscy opuścili to miejsce. Wcale nie chciał tu zostawać. Ostatnia z osób została zniesiona z pokładu. Jedna po drugiej osoba schodziły na łodzie, przenoszone przez tych, którzy jeszcze byli w stanie pomóc. Albo przez tych, którzy sobie na to mogli poradzić przez teleportację. To był też dokładne ten moment, w którym blondyn zawahał się przez moment przed zejściem w dół, patrząc na dryfujące łódki, które trzymały się w miejscu i nie odpływały przez niespokojną wodę chyba tylko dzięki zaklęciom. Ten moment zawahania sprawił, że półprzejrzysta postać pojawiła się obok niego i Anthony'ego. Marianne. Dreszcz, zimny, wstrząsnął jego ciałem, a przecież i tak cały się trząsł jak galareta. To było takie smutne, takie... niesprawiedliwe. Jak bardzo smutny musiał być człowiek, żeby chciał odebrać sobie to, co najcenniejsze? Życie. Byłoby piękne i jakże kolorowe, gdyby człowiek człowiekowi nie zgotowywał losu tragedii. Wszyscy dzielili się na tych, którzy zdążali do swojego przeznaczenia albo tych, których ten Los targał za włosy. Szarpać się szarpałeś, a potem klątwy spadały na twój umysł, choć nikt nie unosił nawet różdżki. Nie, to nie było sprawiedliwe, nie było dobre, nie było miłe. I na niektóre historie nie dało się niczego zaradzić. Pozostałeś biernym obserwatorem tragedii. Jak pamiętnik, w którym spisywano złe doświadczenia, ale przynajmniej koniec był dobry w tym strasznym środku opowieści. Główna bohaterka swego dramatu mogła odejść w zaświaty. Dobry - o ile za pocieszenie uznawało się to, że jej męka została zakończona. Marzył o tym, że wszystkich uda się uratować. Ilość śmierci, jaka rozegrała się przed jego oczami była zatrważająca. I z marzeń pozostał tylko proch. Wir dusz, który pozwalał im oddalić się do Limbo przy znajomym zimnie. Zmarli powinni zmarłymi pozostać. Ci zaś, w których jeszcze serce biło, przetrwali grozę Perły Morza. W tym huku i zamieszaniu nie słyszał nawet, co krzyczała Brenna. Obejrzał się na dwie kobiety i w końcu zszedł do łodzi mając pewność, że w zasadzie wszyscy już byli bezpieczni, wynieśli się. Opadł bez sił na dno łodzi i oparł się rękoma o ławeczkę, kładąc na przedramionach głowę. Wyciągnął różdżkę, żeby razem z Anthonym popłynąć w stronę brzegu, gdzie już czekał na niego Michael, żeby zabrać go do domu. Bo o niczym innym teraz nie marzył. RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Victoria Lestrange - 10.11.2023 Zgodnie z tym co powiedziała – zamykała tyły, chcąc osłaniać cywilów, jacy zostali z nimi na statku. Większa część grupy się teleportowała, ale to dobrze, bo to oznaczało, ze nie trzeba było mieć oczu skierowanych na aż tyle ludzi, a jedynie na tych kilkoro, którzy nie mogli, bądź nie potrafili się przeteleportować na brzeg. Ale to nic. Statek tonął. Statek płonął. Magia, która trzymała go w całości ewidentnie puściła i zbutwiałe drewno zaczęło się zachowywać dokładnie tak, jak od dawna powinno, rozmoknięte przez zasoloną wodę, metal pordzewiały, rozsypywał się niczym piasek. Widziała te wszystkie duchy i nawet jednym gestem zasalutowała nieznajomemu jej aurorowi, który musiał znaleźć się tutaj dużo, dużo wcześniej. Lata wcześniej. Pożegnania były trudne, ale Victoria tych wszystkich ludzi nie znała, a oni odeszli już dawno… i ich dusze też powinny w końcu opuścić to miejsce by zaznać spokój – bo w Limbo ktoś na pewno na nich czekał. I tam właśnie było ich miejsce. W ciszy oglądała więc scenki, przysłuchiwała się… Ale mając na uwadze ciągle to, że statek się rozpada. – Wchodźcie na łódź – zwróciła się do Laurenta i Anthonego. Tak samo jak Brenna, czekała, aż wszyscy będą w łodzi, dopiero wtedy teleportowała się do jednej z nich, tak jak prosiła Longbottom, by Danielle nie musiała sama wszystkimi sterować, chyba, że Atreus był od niej szybszy – wtedy najpewniej trafiła na łódkę z Borginem i Prewettem, by bezpiecznie doprowadzić ich na brzeg. Statek jęczał… Co chwila coś się waliło. Ale jej jedynym celem było przedostać się bezpiecznie na brzeg. Nie zamierzała dać po sobie znać, jakie to wszystko było dla niej wykańczające, jak te wszystkie emocje z poprzedniego wieczora i to co działo się na statku, się w niej kotłowały i siały spustoszenie. Że znowu patrzyła śmierci w twarz… Nie było czasu ani miejsca, na okazywanie jakichkolwiek słabości. RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Augustus Rookwood - 11.11.2023 To, co właśnie robiła Avelina było wysoce niepoprawne, ryzykowne. Bałem się o nią jeszcze bardziej niż chwilę temu, bo statek się sypał, a ona wzięła sobie za priorytet bezpieczeństwo swoich przyjaciół, za nic mając sobie moje życie i zdrowie, a szczególnie swoje własne. Najchętniej zrobiłbym jej wykład na temat tego, co powinna w podobnych sytuacjach robić w pierwszej kolejności, ale nie było na to czasu. Statek się sypał, trząsł, powoli tonął. Był totalny rozgardiasz, więc dałem się pociągnąć Avelinie, uważając jedynie by po drodze nie stracić równowagi ani nie zgubić swojej różdżki, bo to byłoby poniżej godności Augustusowej by ją utracić. Na zewnątrz zająłem się wraz z Aveliną i Danielle przenoszeniem nieprzytomnych do łódki. Nie byłem pewien, czy wszyscy będą do odratowania, ale to już nie moja brożka. Ja jedynie robiłem wszystko aby Avelina czym prędzej opuściła statek, a że okazała się niesamowicie ogromnym społecznikiem, to zacisnąłem zęby i robiłem swoje. Właściwie robiłem avelinowe. Może to dobrze? Przynajmniej pokazywałem się z tej dobrodusznej, niewinnej strony. Czyż nie? Nawet Danielle musiała być pod wrażeniem, aczkolwiek nie odzywałem się do niej ani słowem. Właściwie do Aveliny również. Po prostu myślałem o tym, że trzeba się przenieść na brzeg, więc odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu skończyliśmy i Avelina posłała mi coś na wzór delikatnego uśmiechu... Czułem, że kryło się za tym coś więcej i pewnie bym się rozczulał, że może mnie nie znienawidziła po tym wszystkim, co mieliśmy okazję tu przeżyć. Ba!, jeszcze mnie przepraszała, na co akurat zasługiwałem i to sowicie. Tylko czemu miałem wrażenie, że tym samym się żegnamy? Zniknęła, teleportowała się i... i co? Czy była gdzieś tam na brzegu, czy może już jej tam nie było...? Cóż, był tylko jeden sposób by się przekonać. Teleportowałem się tuż po Avelinie, na daleki nam brzeg, ale już zdecydowanie bardzo znany i jakże niezwykle pożądany. RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Atreus Bulstrode - 13.11.2023 Wszystkim, którzy zwlekali, albo zwyczajnie nie byli w stanie się teleportować, wybiegli z atrium, a na pokładzie przywitała ich Danielle, pakująca na łódki wcześniej uwięzionych na statku ludzi. Przynajmniej to mieli już z głowy, a nie musieli teraz w popłochu i walcząc z czasem pakować wszystkich maruderów w bezpieczne miejsce. Obejrzał się jeszcze, wyłapując w przejściu, którym przed chwilą przebiegli, trzy eteryczne sylwetki. Uśmiechnął się też lekko, widząc że jedną z nich była Maddie, której jeszcze tak niedawno wypatrywał, kiedy tylko Persefona Fawley zniknęła i resztki magii trzymającej statek w ryzach zaczęły puszczać. Podniósł rękę w niedbałym salucie, kiedy Sutherland skończył mówić i sam wykonał ten gest. Nie potrzebował pochwał ze strony duchów, ale cóż... było dobrze wiedzieć, że przysłużyli się nie tylko żywym. Stał odpowiednio blisko, by wyłapać ten nadmiernie głośny, dziecięcy szept, jakim posługiwała się Maddie, ale starał się jednocześnie udawać, że w sumie to nie słyszy tego, co miała do powiedzenia Brennie. Mimowolnie jednak, kiedy wspomniała o intencjach przeznaczonej dla niego postaci, spojrzał w bok lekko zakłopotany. Intryga Marka wcale nie wydawała mu się przesadnie okropna, kiedy o niej pierwszy raz usłyszał i teraz w sumie znowu zastanawiał się, czy gdyby nie pojawiło się to uczucie potrzeby chronienia Brenny, to czy Atreus Cavendish nie zrealizowałby swoich planów. - Uważajcie na siebie - odpowiedział automatycznie na pożegnanie, chociaż czy duchy w ogóle musiały na cokolwiek w limbo uważać? Kiedy już mieli rozmowy za sobą, odwrócił się i teleportował na jedną z łodzi, jeśli jeszcze jakaś potrzebowała by ktoś nią sterował, a kiedy inni też ruszyli, sam popchnął ją zaklęciem w kierunku brzegu. RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Anthony Ian Borgin - 15.11.2023 Był już naprawdę tym wszystkim zmęczony, więc gdy Stanley śladem ich ślicznej kuzynki opuścił pokład bez większego marudzenia, odetchnął z ulgą. Przynajmniej ten problem z głowy. Omiótł spojrzeniem rozpadający się statek, którego drewnianą konstrukcję coraz mocniej obejmował jasny i przyjemnie ciepły płomień. Starał się pomóc tam, gdzie ta pomoc w jakiś sposób była potrzebna, czy to przy naprawach statku, czy przy pasażerach, bo śmierć w takim wydaniu wydawała mu się wyjątkowo beznadziejna i ironiczna. Bo co napiszą na nagrobku "Utopił się na nawiedzonym wraku rozpadającego się statku, niegdyś więzienia dusz"? Wcale nie brzmiało to dobrze, prychnął więc pod nosem, brudnym i mokrym rękawem przecierając czoło oraz wilgotne końcówki włosów. Niby uniósł brew, gdy zaczęły pojawiać się duchy, ale po dzisiejszym zdarzeniu, nic go już nie zdziwi i dopiero widok Marianne sprawił, że wyprostował się i utkwił w niej wzrok, pozwalając sobie na westchnięcie. - Rozpacz i tęsknota, które łączą się z uporem i chęcią wymierzenia własnej sprawiedliwości, potrafią doprowadzić do szaleństwa. Miłość doprowadza do szaleństwa, a Flą.. Twoja matka zwyczajnie nie mogła się z tym pogodzić. Przynajmniej próbowałaś, nie? Nie zadręczaj się już, nie ma wpływu na przeszłość. - wzruszył ramionami, odwzajemniając spojrzenie i zastanawiając się przez chwilę, czy faktycznie jej dusza będzie mogła zaznać spokoju. Jej twarz sugerowała, że była typem, który mógłby się wiecznie zadręczać, może nawet obwiniać, ale jaki to ma sens teraz? Zwłaszcza gdy wszyscy Ci pasażerowie, razem z tym nieszczęsnym dzieciakiem mogły przejść na drugą stronę? Bez sensu, zupełnie jak jego przemęczone papierosy, za których smakiem paskudnie tęsknił. A w przeciwieństwie do miłości, była to tęsknota niosąca ze sobą znacznie mniejsze ryzyko, które w gruncie rzeczy obejmowało tylko jego płuca. Nie marudził już, wsiadając do przygotowanych łódek, trzymając się blisko Laurenta, który po wszystkich tych wydarzeniach wydawał mu się nieco bledszy, ale może trochę bardziej męski, niż zwykle. Omiótł spojrzeniem Brennę i Victorię, a także nieco dłużej, zatrzymał się na Atreusie, wzdychając jedynie i przesuwając palcami po karku, obserwował, jak ten nieszczęsny, przemieniony w więzienie statek, znikał. Zostawał tylko wspomnieniem, jak to, co te dusze zostawiły w ich głowach. Wspomnienie.. Pokręcił głową, przymykając oczy. Nie, za cholerę nie mógłby być dziennikarzem w Ameryce. RE: [lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie - Norvel Twonk - 17.11.2023 Noc z 21 na 22 czerwca 1907 roku była szczególna. W czasie, gdy bogaci pasażerowie pierwszej i drugiej klasy bawili się na odbywającym na samej górze balu, niżej rozgrywały się zdarzenia, które doprowadziły do śmierci i zatonięcia Perły Morza. Gdy ludzie, którzy dowiedzieli się o zamordowaniu Weissa wkroczyli do ładowni, ciałem skrywającego się w środku, bardzo przerażonego Elijaha Sterlinga po raz kolejny zawładnął obscurus. Kiedy on z niszczycielską siłą mknął między pakunkami, skrzyniami i workami, znajdująca się w jednej z kajut drugiej klasy Persefona Fawley bezowocnie próbowała wskrzesić martwą córkę. Czy była to kwestia zgrania w czasie, zebrania w jednym miejscu wystarczającej liczby ludzi, czy też dziwacznego połączenia: nekromantycznych zaklęć, niszczycielskiej siły obscurusa i przypadkiem oswobodzonego magicznego naszyjnika z pereł, ale w chwili, gdy obscurus rozbił burtę statku, na niemal wszystkich, znajdujących się na pokładzie ludzi spadł sen. Sen wysysający z nich życie, z którego przyszło im się już nie obudzić. Niemal wszystkich, bo między nieprzytomnymi ciałami krążyła przestraszona dziesięciolatka szukająca rodziców. Niemal, bo na balu, charłak Sebastian Heinzel próbował ocucić żonę i córkę. Niemal, bo ogarnięta szaleństwem matka krążyła po pokładzie z wiarą, że jeśli tylko posunie się o krok dalej, odzyska utracone dziecko. Magia wytworzyła niekończące się zapętlenie: Perła Morza szła na dno i tkwiła na dnie, dopóki starczało energii na utrzymanie więzienia dusz, jak trafnie określił Atreus, na statku. Gdy nadchodził czas, statek wypływał na powierzchnię. Dryfował blisko linii brzegowej, ściągając na pokład nieszczęśników, którzy zapadali w sen. Trzy dni – trzy dni w czasie których zwabieni na statek mugole, czarodzieje i magiczne istoty przeżywały we śnie to, co już się kiedyś wydarzyło, by ostatniej nocy znowu zatonąć. Aż wreszcie nadeszliście wy i przerwaliście pętlę. * Dotarliście na brzeg zmęczeni, ale wolni. Niektórzy, jak Erik, poturbowani fizycznie, inni psychicznie, jeszcze inni bez większego szwanku. Gdy Laurent zajrzał do kieszeni, z ośmiu pereł pozostała mu jedna. Po jednej perle w kieszeniach znaleźli również: Brenna i Erik Longbottomowie, Geraldine Yaxley, Mavelle Bones, Augustus Rookwood, Avelina Paxton, Anthony i Stanley Borginowie, Atreus Bulstrode, Sebastian Travers i Victoria Lestrange. Jeśli spróbowaliście ją wyrzucić, dziwnym zrządzeniem losu pojawiała się w kieszeniach waszych spodni i koszul, tkwiła za paskiem spodni, w uchu, w bucie. Była obok was i najwidoczniej tkwiąca w niej magia chciała być przy was. Nie dało jej się podarować komuś innemu lub zniszczyć. Laurentowi wydało się, że słyszy cichy szept tej, która została z nim: przy mnie jesteś bezpieczny. Danielle zajmowała się nieprzytomnymi mugolami, a gdy spoglądaliście w stronę Perły Morza – widzieliście jak tonęła. Kłęby dymu zdusiła wlewająca woda. Statek szedł na dno. Tym razem już na zawsze. Koniec sesji
|