![]() |
|
[22.07.1972] Widowisko randkowe - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Dziurawy Kocioł (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=44) +---- Wątek: [22.07.1972] Widowisko randkowe (/showthread.php?tid=2127) |
RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Richard Mulciber - 03.06.2024 Richard nie wnikał, od jak dawna jego brat wiedział o całym widowiskowym incydencie. Jak powiedział, że potrzebuje towarzysza na przedstawienie, zgodził się. Nie ważne jak bardzo byłoby kiczowate widowisko, co było widać obecnie, ale chciał być przy bracie. W tłumnych miejscach nie wiadomo czego się spodziewać. Pomimo faktu, że przebywała tutaj ochrona. Skosztował swojego piwa, słuchając analizy Lorien. Także skierował w jej kierunku swoje spojrzenie, ale zaraz przeniósł na powrót uwagę na scenę. Robert i tak po chwili jej odpowiedział. Od jakiego czasu o tym cyrku wiedział. Kolejne słowa bratowej, które mogły nawiązywać do prawdopodobniej znanej osoby na scenie poza Sophie, sprawiły, że Richard przytaknął im. - Może miałem mylne wrażenie.Przyznał rację, ale coś jednak nie dawało mu spokoju. Nie zawsze po głosie szybko się kogoś rozpozna. Łatwiej szło po wyglądzie. Ale tutejsze maski jakie posiadali, bardzo uniemożliwiały identyfikację osób uczestniczących w wydarzeniu na scenie. Może później, jak się to wszystko skończy, dowiedzą kto brał w tym udział? Bo nawet zmiana imienia, też nie pomagała. Byli tutaj jednak ze względu na Sophie. Nie oglądał się za Charlesem. Mając nadzieję, że dotrze do stolika i ich znajdzie w tym tłumie. Nie trudno powinno być zauważyć dwóch takich samych facetów przy stole obok siebie. Bo Lorien raczej nie rzucała się za bardzo w oczy. - Nie widziałem. Mam się rozejrzeć? Popytać?Odpowiedział na pytanie brata, odstawiając kufel na stolik. Zapytał, jeżeli Robertowi zależało na tej informacji. Nie powinno być problemem podejść nawet do baru po informacje. Chyba, że ktoś z okolicznych stolików, posiadał jakąś ulotkę, rozpiskę tutejszego programu. RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Lorien Mulciber - 04.06.2024 Z tym rozpoznawaniem osób było trochę jak z ruletką. Czasami wystarczyło zobaczyć kogoś w zupełnie innym środowisku, żeby kompletnie nie skojarzyć człowieka którego znało się od lat. Teraz było podobnie - głos wydawał się być znajomy, ale przez maskę i otoczenie - nie mogła z początku powiązać go z niczym. Wiedziała natomiast, że go zna. Głos połączył się z mową ciała - wzruszeniem ramion, lekkim wierceniem się na stołku. Miała nazwisko na końcu języka. Najgorsze, że wiedziała, że spędza z tym człowiekiem naprawdę dużo czasu. Albo chociaż spędzała. W pracy? To brzmiało najbardziej prawdopodobnie. Wszystko stało się jasne, gdy Matthew się zaśmiał. Pieprzony Borgin. Jeśli Lorien była w szoku - to zachowała to teraz dla siebie. - A to może być bardzo ciekawe…- Wymruczała za to pod nosem. Ni to do siebie, ni do pozostałych przy stoliku. Jeśli w gwarnym lokalu ani Richard ani Robert nie usłyszeli jej słów - nie było wielkiej straty. I tak miała przyszykowaną pierwszą lepszą odpowiedź i kłamstewko na wszelkie pytania w stylu “co niby jest takie ciekawe”. Odchyliła się na swoim krześle, krzyżując ręce na wysokości piersi. Po prawdzie jakie miało znaczenie kiedy się to wszystko skończy? I tak trzeba było zaczekać na Sophie. Nie powiedziała im. Z bardzo oczywistego powodu. Po pierwsze - Richard i skrzaty domowe byli cholernymi konfidentami jak to już zostało ustalone przez jej pasierbicę. A po drugie - skoro Robert doskonale wiedział, w co wplątała się jego córka i nie zrobił tym faktem kompletnie nic - najwyraźniej był gotów na konsekwencje. Nawet jeśli te konsekwencje miały uderzyć w całą rodzinę. Bardzo proszę, po co cokolwiek z kimkolwiek uzgadniać i przedyskutować pewne decyzje prawda? Czy było to małostkowe? Możliwe. Ale nie była to pierwsza rzecz, którą przed nią zataił. Nie pierwsze skradzione puzzle układanki. Może gdyby choć raz zagrał w otwarte karty i zdradził prawdę o Stanley’u (tą małą, podsłuchaną przed pamiętnym śniadaniem prawdę) teraz miałaby większe opory przed ukrywaniem, że może czeka ich oglądanie randki stulecia. Kiedy ostatnio swatano ze sobą rodzeństwo w ich rodzinach? Cztery? Pięć pokoleń temu? Cóż za nieoczekiwany powrót do korzeni i tradycji. - Gdzie jest Charles?- Zapytała nagle, nie odrywając wzroku od sceny na której St… Matthew wciąż się produkował podjudzany przez prezenterkę. Mogła mieć tylko nadzieję, że po tym płomiennym liście skojarzył kim była nieszczęsna kandydatka nr 3 i nie uzna za fantastyczny pomysł pozwolić jej wygrać. Albo... wręcz przeciwnie. Niech to Słonko poparzy wystarczająco, żeby niektórym odechciało się puszczać je samopas. - Już go zgubiliście? RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Papa Legba - 04.06.2024 KOLEJNA RUNDARE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Robert Mulciber - 05.06.2024 Nieszczególnie interesował go ten cały Matthew, więc też nie miał możliwości rozpoznać w nim własnego syna. Niby wszystko oglądał, obserwował, ale nie skupiał się na tym, żeby spróbować odkryć tożsamość uczestników. Rzecz jasna innych uczestników niż córka. Nie sądził zresztą, aby którykolwiek z tych desperatów – bo niby jak inaczej określić ludzi biorących udział w tym cyrku? – miał się nagle okazać kimś wartym uwagi. Zakładał nawet, że wśród uczestników, oczywiście za wyjątkiem Sophie, jego jakże cudownego słoneczka, musiały znajdywać się spore ilości szlamu. Bo dla czystokrwistych czarodziejów, wywodzących się z jednej z tych porządnych rodzin, udział w tym widowisku powinien być czymś… …czymś poniżej ich godności. Nie kontynuował już tego wątku. W żaden sposób nie odniósł się również do słów brata. Tych wypowiedzianych przez Lorien, możliwe że nawet nie zarejestrował. Albo pozwolił sobie zignorować, że coś tam kobieta pod nosem mamrotała. - Jak Ci się chce. – odniósł się dopiero do kolejnego zapytania Richarda. Tego dotyczącego programu widowiska. Jeśli tylko bliźniak miał na to wystarczające chęci, mógł się udać na polowanie. Może nawet udałoby mu się dorwać tę upragnioną zwierzynę? Nie to, żeby Robert nie był w stanie bez niej żyć. Jakoś tak koniecznie tego programu potrzebował do własnego szczęścia. Gdyby tak było, to miał własne nóżki, rączki, mózg. Mógł się tym zająć osobiście. Choć rzecz jasna, czasami lubił wyręczać się innymi. Wrócił do swojego alkoholu, wciąż jednym okiem tylko śledząc, co działo się na scenie. Przynajmniej tak było z początku. Po chwili bowiem całą swoją uwagę skupił na magicznym rzutniku. Wśród zaprezentowanych zdjęć, jedno przedstawiało bowiem kuchnie w ich rodzinnej kamienicy. - Hmm… - padło z jego strony. Czuł się z tym jakoś tak nie bardzo komfortowo. W jakiś sposób te zdjęcie uzyskali. Wykonała je sama Sophie? Czy może… powinni pomyśleć o lepszych zabezpieczeniach budynku? Bo jakoś tak nie w smak mu było, że do środka, bez większych problemów, mogli się dostać obcy ludzie. I jeszcze wykonać zdjęcia. To było coś o czym koniecznie będzie musiał z Sophie porozmawiać. - Nadal na scenie. – odpowiada na pytanie Lorien. I nawet nie orientuje się, że przez te swoje rozważania na temat zdjęć i zabezpieczeń, zamiast wskazać miejsce pobytu Charlesa, powiedział gdzie była Sophie. Bo przecież to o Sophie mówiła ciemnowłosa. Na pewno o niej? Nie bardzo przy tym rozumie czemu zadała właśnie to pytanie, ale macha na to ręką. Po co ma w to wnikać? Może to kwestia zbyt dużej ilości odbytych sesji z wahadełkiem? Dopija swój alkohol, pozostawiając pustą szklankę. - Jeśli chcesz iść poszukać tego całego programu, to załatw mi przy okazji kolejnego drinka. – zwraca się do brata, nawiązując do wcześniej poruszonego tematu. RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Richard Mulciber - 05.06.2024 "Ojciec Kandydatki numer trzy powinien dostać wyróżnienie". Tak. Robert powinien dostać wyróżnienie, za cierpliwość do wybryków swojej córki. Richard nie komentował tych słów, a jedynie wziął kolejnego łyka piwa i dopalił papierosa do końca, gasząc go w popielniczce. Nie wyłapał pomruków Lorien, ale sam uważniej przyglądał się Borginowi imieniem Matthew. Robert momentami bywał upierdliwy, ale przynajmniej miało się pewność, że jest sobą. Zapytał o program i jego zakończenie, ale niestety nie było to wydarzenie, o którym wiedziało się nagle wszystko. Dlatego dla zaspokojenia cierpliwości brata i możliwości uwolnienia wzroku od paskudnego wyglądu otoczenia, Richard zaoferował się, zdobyciem informacji. No ale braciszek dał mu dowolność wyboru słowami "jak Ci się chce". Czy mu się chciało? Po drodze może znajdzie Charlesa. Mając zamiar wstać, zatrzymała go kolejna runda nawiązująca do zdjęć kuchni.- No chyba nie… Już mu się lampki zapaliły, czy nie zobaczą zdjęcia ICH kuchni z kamienicy. Albo kto wie, czy nie będzie do kuchnia z JEGO domu. Po tej małej rudej lisicy można się chyba już wszystkiego spodziewać. W końcu Sophie spędzała też wakacje u niego. W między czasie Lorien zadała pytanie o Charlesa. Richard spojrzał na nią, aby udzielić odpowiedzi, ale to Robert się odezwał. Zamknął usta patrząc na brata tak, jakby był oderwany od rzeczywistości. Richard nawet na scenę spojrzał, czy Charlesa tam nie ma, ale raczej nic się nie zmieniło. - Charles… Zaraz podejdzie.Odpowiedział szwagierce, gdyż komunikował się z chłopakiem przez zdolność Fali. Zdjęcie kuchni kandydatki numer trzy, zostało zaprezentowane. Richard widząc to, tylko oparł łokciami ud i schował twarz w dłoniach. Jak ją przetarł, wyprostował się. Tak. Również zaczęło go zastanawiać jak do tego doszło i co z zabezpieczeniami. Robert raczej nie wysyłał by im zdjęcia kuchni z listem opisowym o swojej córce? Już go o to nie pytał. Nawet go o to nie podejrzewał. Sam się raczej nie zahipnotyzował. - Pójdę po ten program. Oznajmił zdecydowanie. Wstał ale spojrzał jeszcze na brata, który go zatrzymał, z prośbą o przyniesienie nowego drinka. Skinął mu głową przyjmując zlecenie i udał się w kierunku baru, być może gdzieś w pobliżu mijając albo i nie Charlesa w towarzystwie rudej dziewczyny. Dotarł do lady barowej i przy zamawianiu drinka, odpowiadającego preferencjom brata, podpytał program tutejszego widowiska, bądź informacje o możliwym zakończeniu. Informacja była dość prosta gdyż najwyraźniej trafili na końcówkę. Odebrawszy i zapłaciwszy za drinka, Richard wrócił do stolika stawiając bratu zakupionego drinka. - Niedługo ma się zakończyć. To podobno ostatnia runda.Przekazał im wiadomość, zajmując swoje miejsce. RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Olivia Quirke - 07.06.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/5c/a3/3d/5ca33dc20a9568aa5923c2cd64187234.jpg[/inny avek] - Nie, przyszłam sama. W zasadzie tylko na chwilę, żeby zobaczyć, jak to wygląda - odpowiedziała, kręcąc głową. Rude włosy rozsypały się na jej ramiona. W połączeniu z piegami naprawdę przypominała Weasleyównę. Może Quirkowie to była jakaś dalsza ich rodzina? Pewnie dałoby się rozwiązać tę zagadkę patrząc na ojca albo matkę Olivii, ale z tego co mówiła dziewczyna: ona przyszła tu sama. Z ciekawości. A może i wścibstwa? Wyglądała na taką, która lubiła pchać nos w nie swoje sprawy. Gdy zapytał o piwo, uśmiechnęła się tajemniczo. - To moja tajemnica. Powiedziała mądrym tonem, robiąc na chwilę poważną minę. Zaraz jednak kiwnęła głową w kierunku beczki, która stała po ich prawej stronie. Nachyliwszy się do Charlesa, ściszyła nieco głos. - Najlepiej jest prosić o to konkretne, a jak nie mają, to kłamią, bo zawsze mają na zapleczu jakieś butelki w razie gdyby zabrakło - zdradziła jeden z największych "sekretów" Kotła. Mówiła tak, jakby od tej informacji zależało całe życie magicznego społeczeństwa. Jakby wyjawienie tego sekretu niepowołanym uszom mogło sprawić, że cały magiczny świat upadnie i się nie podniesie. Gdy powiedział o jej wieku, zapewne celowo go zaniżając, roześmiała się. Śmiech brzmiał szczerze, nie tak jak na wielkich balach rodzin czystokrwistych, gdy młode kobiety chichotały, zakrywając usta, by przypadkiem nikt nie zobaczył, że robią im się zmarszczki wokół warg. Olivii to nie obchodziło - co prawda zmarszczki pojawiały się gdy się śmiała, ale ona sama uważała, że to tylko dodaje jej uroku, bo życie bez śmiechu było okropnie nudne. Pewnie za trzydzieści lat będzie na to narzekać, ale od czego są eliksiry, maści i od biedy Potterowie? - Już cię lubię, Charles. Jeśli chcesz, możemy gdzieś usiąść, ale przypadkiem nie jesteś tu z rodziną...? - obejrzała się, by wzrokiem odszukać mężczyznę, który wcześniej ich zaczepił. - Nie chciałabym psuć wam wieczoru. Ale tak, jeżeli chodzi o robienie z siebie głupka i zaczynanie w ten sposób rozmowy, to jestem w tym mistrzem. Mogę ci zdradzić kilka trików, jak wpaść komuś pod nogi albo potknąć się tak, żeby wlecieć razem do rzeki. Gwarantuję, że nic tak dobrze nie rozpoczyna rozmowy, jak przemoczone ciuchy i wspólna walka o życie. RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Papa Legba - 08.06.2024 WYBIERAJĄCY ZARAZ DOKONA... WYBORU!RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Papa Legba - 10.06.2024 WYBÓR DOKONANY, MASKI ŚCIĄGNIĘTE!RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Lorien Mulciber - 10.06.2024 Lorien bywała w kuchni… tak rzadko, że praktycznie jej nie rozpoznała. Z początku przynajmniej. To było miejsce dla skrzatów i zbuntowanych pasierbic, nie czarownic z dobrego domu. Kiedy dotarło do Lorien, że Sophie jak gdyby nigdy nic rozsyła zdjęcia z ich domu, wizja zamknięcia dziewczyny w wieży powróciła ze zdwojoną siłą. Albo chociaż w pokoju. Przynajmniej do trzydziestki, kiedy będzie w stanie podjąć sensowniejsze decyzje. - Nadal na scenie. Przerwała kontemplowanie głupiego zdjęcia, kiedy Robert raczył jej odpowiedzieć. Z początku odpowiedzi nawet nie zrozumiała – czy Mulciber głuchł na starość? O czym on mówił? Jak to na scenie? Tylko Charlesa tam brakowało. Dyskretnie omiotła wzrokiem całą obsadę sceny, z duszą na ramieniu, zupełnie jakby chłopak miał się tam zmaterializować. Zerknęła przy okazji szybko na Richarda, który też najwyraźniej szukał syna w sercu tego całego zamieszania. Czyli to nie ona źle zadała pytanie - to odpowiedź nie miała żadnego sensu. Skinęła głową na słowa swagra, ale te nie miały żadnego znaczenia. Zwłaszcza, że Richard postanowił ulotnić się do stolika po jakiś nikomu niepotrzebny program. I najwyraźniej drinka. Zostawiając ją z mężem samą, co było w tym momencie ostatnią rzeczą jakiej potrzebowali. Sięgnęła po swój kieliszek, ważąc czy warto w ogóle otwierać usta. Ale znoszenie kłamstw i niedomówień było o wiele prostsze od jawnej ignorancji. - Mógłbyś czasem udawać, że słuchasz co do ciebie mówię. Zwłaszcza, kiedy nie jesteśmy sami.- Powiedziała sucho. Słowa rozmijały się z gestykulacją i emocjami na jej twarzy, bo najwyraźniej kobiecie nawet przez myśl nie przeszło dać ludziom przy sąsiednich stolikach powodu do plotek. Zachowanie pozorów było teraz najważniejsze. Tyle i aż tyle - nie zamierzała już nic więcej dodać, bo dopiła tylko resztkę czerwonego wina, a gorycz alkoholu wymieszała się z niesmakiem jaki właśnie odczuwała. Skupiła się na scenie. Uniosła minimalnie szkło do góry w niemym toaście – niezauważalny dla uczestników gest – zanim odstawiła kieliszek na blat. Nieszczególnie interesowały ją wszystkie pozostałe opisy – choć niewątpliwie ta druga dziewczyna wydawała się odpowiednią opcją. Potrafiła wyobrazić sobie Stanleya z przeuroczą i lojalną dziewczyną. Poza oczywistymi powodami bardzo nie chciała go z kolei widzieć przy Sophie. To był taki miły i porządny chłopak – nie to co jej roztrzepana pasierbica. „Kandydatka numer trzy… kobieta biznesu” (nielegalna produkcja bimbru w pokoju) „szuka partnera do życia prywatnego” (cudownie, Sophie Borgin brzmiało doskonale) „i zawodowego.” (och tak, daj się w to wciągnąć – podwójne cele to najnowszy krzyk mody). Kwestia ciasteczek dla ojca nawet nie zasłużyła na wewnętrzny komentarz. Lorien tylko przewróciła oczami. - Su, sai cosa fare...- Wymamrotała, licząc, że Borgin doleje oliwy do ognia. Jeśli zachowanie twarzy było dla pani Mulciber ważne, to nie umywało się nawet do potrzeby zaserwowania Robertowi smaku instant karmy. Żył sobie taki pięknie nieświadomy o wiele za długo. Stanley nie zawiódł. Wybrał odpowiednią kandydatkę. … Staniecie przed sobą twarzą w twarz! Yvonne nie zdążyła jeszcze machnąć różdżką, gdy Lorien złapała głębszy oddech, dociskając palce do ust. O nie, nie, nie. Tylko nie to! To było nawet WIĘCEJ niż oczekiwała. Jej parsknięcie śmiechem stłumiły gromkie brawa, gdy zachwycona widownia wreszcie dostała to na co czekali cały wieczór – wielki finał! Odsłonięcie twarzy zawodników. - Brawo! –Zaśmiała się tylko, ostatecznie odpuszczając sobie jakiekolwiek klaskanie. Nie wyglądała na zaskoczoną, bo nie była – kiedy się z kimś pracuje od lat, to pozna się go nawet w tandetnej masce. Osuszyła opuszką palca łezkę rozbawienia, zbierającą się już w kąciku oka. Pomachała lekko dłonią, jakby od tego wszystkiego zrobiło jej się nad wyraz ciepło i odchyliła się na swoim krześle. Brakowało jeszcze tego pełnego satysfakcji uniesienia kącików ust, którego nie dało się odczytać inaczej niż „miałam rację, a wy nie.” A nie. Był i uśmieszek. - Zawsze mogło być gorzej. – Przeciągnęła kolejne sylaby, nawet na Roberta nie patrząc. Choć ewidentnie zwracała się do niego. Ściągnęła brwi, zmrużyła lekko oczy. Och móc tak siedzieć i patrzeć jak świat płonie od tego całego Mulciberowego słoneczka. A przecież wystarczyło tylko zatrzymać karuzelę śmiechu, kiedy była ku temu okazja.- To mógł być jakiś jej kuzyn.- Dodała na koniec. RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Robert Mulciber - 11.06.2024 O ile podejrzewał, że całe to przedstawienie zmierza z wolna ku końcowi, tak nie spodziewał się tego, że ten miał nastąpić w przeciągu zaledwie kilku minut. Gdyby było inaczej, nie prosiłby Richarda o kolejnego drinka. Nie wysyłałby go na poszukiwania informacji. Prawdopodobnie nie zdecydowałby się również zostać przy stoliku w towarzystwie samej tylko Lorien. Nie to, iż obawiał się, że sytuacja mogłaby wymknąć się spod kontroli, ale jednak… to nadal było miejsce publiczne. - Mogłabyś się powstrzymać od tego rodzaju uwag, kiedy jesteśmy wśród ludzi. – choć uwaga ciemnowłosej mu się nie podobała, nie zdecydował się na to, aby jakoś tak wyraźniej zaprezentować swoje niezadowolenie. Wskazał nawet skinięciem głowy na wyświetlane wciąż zdjęcia. Tak jakby te miały wszystko wyjaśnić. W zasadzie, to wyjaśnić wszystko powinny. Była to całkiem niezła wymówka. – Na chwilę odpłynąłem. – wytłumaczył. Nie chciał bowiem zaczynać tutaj żadnej sprzeczki, doprowadzić do ostrzejszej wymiany zdać. Choć też nie sądził, aby Lorien się na to zdecydowała. Mimo całego tego włoskiego temperamentu, jaki niekiedy się u niej ujawniał, nie była takim typem kobiety. Dla stworzenia pozorów, pozwolił sobie wyciągnąć w kierunku partnerki dłoń, palcami przeczesał ciemne włosy. Można było pomyśleć – czuły gest, na który znaleźli chwilę. Wykorzystali okazje, jaką była tymczasowa nieobecność Richarda. Następnie całą swoją uwagę przeniósł ponownie na scenę. Śledził wszystko, co tam siedziało. Nagle zdawało się to tak interesujące! Bardziej interesujące niż rozmowa z żoną? - Domyśliłem się. – odpowiedział na słowa brata, sięgając po przyniesiony alkohol. Skinięciem głowy wskazał na scenę, tłumacząc tym samym skąd te wnioski się u niego wzięły. – Ale dzięki. Upijając pierwszego łyka z otrzymanej właśnie szklanki, obserwował wszystko, co działo się na scenie. W głowie pojawiały się setki myśli. Powinien teraz zareagować. Zrobić cokolwiek. Tylko czy był gotów na to, żeby wykonać kolejny krok? Niby wiedział na co konkretnie się zdecydował, pozwalając na ten cyrk, ale teraz miał pewne wątpliwości. Kolejny łyk. Następny. Jeszcze jeden. Konfetti. Nagrody pocieszenia. Pusta szklanka odstawiona na stół. Rozprostowane kości. Sylwetka, nagle górująca nad wszystkimi innymi. Głośne brawa. I okrzyk, który tylko pozornie skierowany miał być w kierunku córki. - Brawo! Brawo! To moja córka, zwyciężczyni! Brawo, Sophie!– pogratulował jej, mając nadzieje, że tym zachowaniem, zachowaniem prawdziwie dumnego ojca, sprawi że Słoneczko poczuje wystarczająco dużo wstydu. A jeśli tak się nie stanie… cóż, innych pomysłów mu nie brakowało. – Tatuś i Hipuś są z Ciebie bardzo dumni, Wiewióreczko! Przez cały ten czas nie przestawał klaskać. I gdyby tylko nie był w tym momencie tak bardzo skupiony na swojej córce, być może wcześniej zdołałby zorientować się w tym, że również ten cały tajemniczy Wybierający był mu dobrze znany. Po prawdzie to nawet zbyt dobrze. Rozpoznanie Stanleya wymagało od niego jednak nieco więcej czasu. Kilku kolejnych chwil. Pierw przestał klaskać. Następnie opadła mu kopara. Na koniec z jego ust padły słowa, którymi nie zwykł się posługiwać. - Co do chuja? – wypowiedziane nieco zbyt głośno, żeby uniknąć zwrócenia na siebie uwagi. |