![]() |
|
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692) |
RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Avelina Paxton - 16.02.2024 Rozmawia z Alastorem, Atreusem i Viktorią przy jedzeniu, ale na koniec udała się po drinka razem z Atreusem i resztą jeśli również się na to zdecydowali, ewentualnie potem do nich wróciła z alkoholem w dłoni. !magicznydrink Gdy podszedł do niej Alastor z Atreusem postarała się jak najszybciej pozbyć jedzonej sałatki w swoim wnętrzu – nie chciała jeść rozmawiając. Byłoby to zbyt uciążliwe. Odwzajemniła uścisk Alka* z czystą ulgą. Nie będzie chociaż przez chwilę samotna. Nawet taka samotniczka jaką była Paxton czasami potrzebowała wyluzować, więc i ona niedługo zapoluje zapewne za jakimś trunkiem. Mówiła sobie już dawno, że nie będzie sięgać po alkohol, bo zbyt łatwo jej to przychodziło, zbyt często jej się to zdarzało, a to mogło doprowadzić do czystych tragedii, ale dzisiaj była okazja, prawda? Poszła na potańcówkę, aby wyluzować, aby potańczyć, aby zapomnieć, a alkohol to zdecydowanie jej ułatwi. – Przykro mi Atreusie, ale wylosowałam pozytywkę, ale jak bardzo ci zależy to na Pokątnej na pewno znajdziesz odpowiedni sklep – odparła z typowym dla siebie sarkazmem i zadziornym uśmieszkiem. Może i nie odzywała się za często, może i podpierała ściany na nie jednej imprezie u Longbottomów, którzy nie zawsze jej na to pozwalali, ale zawsze miała niewyparzony język i zazwyczaj starała się nie krępować – zwłaszcza wśród swoich przyjaciół. Z obcymi było odrobinę inaczej, łatwiej ją zawstydzali. Gdy dołączyła do nich Victoria Avelina posłała jej uśmiech i uścisnęła jej dłoń. Drgnęła jej, gdy poczuła ten chłód, ale nie cofnęła jej gwałtownie, nie speszyła się. Słyszała o osobach, które w gazetach były zwane Zimnymi, ale to nie był czas na zastanawianie się nad tym. Dostała od niej komplement. – Dziękuję – odparła i mimowolnie popatrzyła na jej strój. W jej oczach widać było podziw, bo Lestrange wyglądała dzisiaj zdecydowanie potężnie i olśniewająco. – Ty również i jestem Avelina – przedstawiła się szybciutko i wróciła spojrzeniem do mężczyzn, Atreus również poleciał w komplementy, więc krótko mu podziękowała i skinęła głową. – To dobry pomysł, bo sama bym się czegoś napiła – odparła i jeśli Alastor oraz Victoria postanowili dzisiaj być abstynentami poszła z Atreusem po drinka dla siebie, a następnie do nich wróciła. Jeśli wszyscy zdecydowali się iść po alkohol to poszła z nimi. * – bez buziaka [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ySbY4UW.jpeg[/inny avek] RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 16.02.2024 Zaczynasz kłamać - przez dwie tury trudno ci powiedzieć cokolwiek prawdziwego, musisz bardzo się postarać, aby się udało RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Victoria Lestrange - 16.02.2024 Rozmawiam z Alastorem, Atreusem i Aveliną, a potem idę z resztą po śmiesznego drinka. Lestrange po prostu miała prawdziwe wyczucie jak na to, w którym momencie rozmowy się pojawić. Idealnie na stringi Atreuska. Nawet jej brew nie drgnęła, w ogóle nie dała po sobie znać, że ją cokolwiek ruszyło, albo czy faktycznie usłyszała (bo może nie słyszała nic). Z Alastorem przywitała się uściśnięciem lodowatej ręki, była raczej z tych nietulących się (chyba, że było się kimś jej bardzo bliskim, wtedy przywitania mogły wyglądać zdecydowanie czulej). – Cześć – lepiej późno niż wcale na te powitania. – A ja nie, bo trzy piąte czasu, kiedy cię widzę, to coś jesz – mogło to być związane z tym, że kiedy Brenna wpadała do biura zostawić Alkowi żarcie, to chwilę później zaczepiała też na chwilę Victorię i siłą rzeczy widziała Alastora dość często w bliskiej odległości od jedzenia. – Tak? A co w tej kanapce było takiego specjalnego? – z Atreusem też oczywiście się przywitała, gdy już złapała i jego uwagę. Uśmiechnęła się dość nieznacznie, ale to wygięcie warg w jakiś sposób ociepliło jej odbiór. A przynajmniej miała taką nadzieję. – Dzięki – odpowiedziała na komplement Atreusa i Aveliny – jak się przedstawiła. Kojarzyła dziewczynę z widzenia, ale z jakiegoś powodu nigdy nie miały szansy porozmawiać. – To może zgłoś się do niej teraz? Powiedz, że bardzo potrzebujesz stringów dla Bulstrode’a, zbajeruj ją jakoś i zanurkuj do koszyka – rzuciła do Alastora, wierząc w jego urok osobisty. Przy okazji wyszło też, że jednak o tych stringach to usłyszała i nie mogła się powstrzymać… To znaczy mogła, ale niekoniecznie chciała. Zerknęła jeszcze w kierunku, który wskazał Atreus i ostatecznie kiwnęła głową, bo czemu nie? Jeden drink chyba nikomu nie zaszkodzi… Poszła więc z grupą do baru i po chwili i ona trzymała już w dłoni swój trunek. – Nie wiedziałam, że masz takie upodobania, Bulstrode – rzuciła od niechcenia jak gdyby nigdy nic i umoczyła usta w alkoholu. !magicznydrink RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 16.02.2024 Masz ochotę śpiewać, a twój głos nagle staje się bardziej przyjemny dla ucha niż dotychczas. Koniecznie chcesz wystąpić na scenie i to najlepiej z piosenką, która odda twoje obecne uczucia. Powstrzymać się przed tym możesz tylko wybiegając na chwilę na świeże powietrze… RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Alastor Moody - 16.02.2024 Grupa: Alastor, Atreus, Avelina, Avictoria - idą po drinki. - Skurczę ci je zaklęciem, żeby były tak ciasne jak lubisz - puścił do niego oczko. Rozmowa nabierała coraz bardziej homoerotycznego zabarwienia - jak dobrze więc, że oboje lubowali się tylko i wyłącznie w kobietach i wysłannikach bogów z nieziemsko pociągającym charakterem. Nawet stojąc przy Atreusie czarującym je słowami, Alastor wciąż pozostał niewzruszony na wszelkie znaki nieba i ziemi mówiące o tym, że powinien je jakkolwiek skomplementować. - Brenna zrobiła mi unikat na cały stolik - przyznał, trzepocząc przy tym rzęsami, w taki komicznie teatralny sposób. Rzeczy przynoszone jej przez Longbottom należały do wąskiego grona tego, co faktycznie zjadał, będąc obdarowywanym, tworu kogoś innego spoza rodziny by nie dotknął. Drinka również, no ale to było przyjęcie Brenny... tylko dlaczego kiedy wszyscy się z nim zgodzili i chcieli ruszyć w kierunku baru, on poczuł zawahanie? I tak sam to zasugerował, ale prawda była taka, że... Moody, chociaż dosyć dużo (może nawet za dużo) pił, to rzadko tykał się czegokolwiek do jedzenia lub picia na sabatach i innych miejscach, do których dostęp miał ktokolwiek. Unikał baru nawet na ostatniej akcji charytatywnej i powodem takiego zachowania była jego głęboka paranoja. Tutaj... To miało być przyjęcie Zakonu, ale znajdował się właśnie w kółku osób, z których jedną osobą przynależącą do tej organizacji był on sam. No cóż. Na szczęście ludzie chorzy w ten sposób co on, zawsze znajdowali jakiś sposób na to, żeby uniknąć robienia tego, czego nie chcieli bez wzbudzania większych sensacji. - Pozytywkę...? - Zmarszczył teatralnie brwi. - Idę zapytać jej, czy często tu przychodzi. - I oddalił się od nich, ale w taki sposób, który sugerował, że wróci... jak tylko wsadzi łapę w ten koszyczek. Nie miał zielonego pojęcia, co miałby zrobić z tymi spinkami, bo prędzej dostanie zakoli, niż zapuści kudły, ale Harper pewnie by je doceniła... Zanim do nich wrócił, wyciągnął z kieszeni swoją butelkę i upił w niej kilka łyków wódki, ale tak na uboczu, żeby nikt tego nie zauważył. Zdawał sobie sprawę z tego, że był kompletnym dziwakiem i to powoli wymyka- ... Nie, to nie wymykało się spod kontroli powoli, on na ostatniej Lithcie poszarpał biednego Sebastiana. - Wybacz, ale nie mieli majtek w twoim rozmiarze, ale wziąłem takie zajebiste spinki, od których jarają się włosy. Nie jest tu ktoś przypadkiem odporny na ogień? Jak nie to sprezentujemy je na Secret Santa komuś, kogo nie lubimy. - Przez kogoś, kogo nie lubimy miał na myśli Chestera Rookwooda. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 16.02.2024 Otrzymujesz spinki do mankietów w kształcie piór feniksa. Gdy stuknąć w nie dwa razy, zdają się płonąć na końcach. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Vincent Prewett - 16.02.2024 Pląsam i rozmawiam z Brenną na parkiecie Teraz zdecydowanie Vincent czuł się swobodniej. Miał wrażenie, że nie musiał już uważać na swoje otoczenie, a przecież pokazanie tym wszystkim ludziom, że Brenna jest mu bliska spowoduje, że szybciej mu zaufają, nie? Nie czuł się na miejscu dając o to, aby inni mu ufali. Zawsze był sam dla siebie, liczyła się jego rodzina, współpraca z Edwardem i tyle. Resztę miał totalnie w dupie, a teraz? Miał być członkiem czegoś większego, czegoś co chciało wprowadzić pokój do świata, pozbyć się strachu z ludzkich serc. On tak nie działa. On zawsze zastraszał, zawsze sprawiał, że ludzie się go bali i robił to często specjalnie. Na jej słowa się zaśmiał i pokręcił głową. No tak. Jak mógł sobie pomyśleć, że Brenna kiedykolwiek zmieni definicję słowa impreza, potańcówka, zabawa. Dla niej zabawą było wpierdalanie ciastek jedną ręka, a drugą rzucaniem pętających zaklęć w wrogów. Nie żeby Vincent żył inaczej, ale rozdzielał przyjemności od innych przyjemności. Pociągnął ją na parkiet i przyciągnął do siebie, aby zaraz po prostu ruszyć w normalne tango do skocznej muzyki. Po prostu wywijał z nią po parkiecie. Nie był najlepszym tancerzem, ale miał w miarę odpowiednie poczucie rytmu, aby nie deptać partnerki i nie sprawiać jej problemów w odpowiednim ruszaniu się na parkiecie. – Magiczne drinki? – przekrzywił głowę nie przestając się uśmiechać. – Wiesz, że nie jestem bufornem, nie? Lubię się bawić, ale wolę właśnie imprezy w stodołach niż te nudne bale, na których próbują mi znaleźć żonę – dodał jeszcze puszczając do niej oko i wywracając nimi na ostatnie słowa. Gdy dalej paplała o drinkach, diademach, tronach pokręcił głową. – Od drinków nigdy się nie mądrzeje, ale jak takiego kiedyś znajdę to ci przyniosę jeśli tak bardzo potrzebujesz – uśmiechnął się tym razem w teatralny sposób, który miał sugerować jego niewinność. – Prezent mam. Lusterko, ale jest chyba zepsute, bo zamiast normalnego odbicia pokazuje mi ciebie. Jesteś, aż tak narcystyczna? – zmrużył oczy przyglądając się jej uważnie i dalej lawirując sprawnie w tańcu. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Patrick Steward - 17.02.2024 Wchodzę z Sebastianem, biorę prezent, rozglądam się po wnętrzu i nawijam o Brennie Longbottom. !prezentgodryka Po niedawnym pobycie we Włoszech Patrick był trochę opalony. Jego skóra zbrązowiała a w ciemnych włosach pojawiły się jaśniejsze refleksy. Jak na potańcówkę w stodole, nie nałożył na siebie garnituru, choć teraz – spoglądając na niektórych bawiących się – pomyślał, że może warto było postarać się bardziej niż nałożyć na siebie ciemne spodnie i białą koszulę, której rękawy i tak zdążył już podtoczyć a kołnierzyk rozpiąć. Zagwizdał z uznaniem pod nosem, najpierw dostrzegając magicznie zaklęte, gwieździste niebo a potem niewielkie jezioro. Niby to były tylko zaklęcia a magię Steward znał od kołyski, ale i tak wywierały na nim spore wrażenie. Jak Longbottom znalazła czas, żeby zadbać o wszystkie szczegóły? - Brenna robi się coraz lepsza w organizacji imprez – rzucił do towarzyszącego mu Sebastiana. Na parę sekund utkwił przy tym nawet wzrok w wirującej na parkiecie brygadzistce. Bez munduru wyglądała młodziej niż normalnie. – Ciekawe jak spróbuje to wszystko przebić na następnym przyjęciu… - Bo tego, że spróbuje, Patrick był mniej więcej tak samo pewien jak tego, że zorganizuje jeszcze jakieś. Brenna nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu. Biorąc pod uwagę, że całkiem niedawno również była we Włoszech (obydwoje w końcu mieli zaproszenie na to samo wesele siostry Cataliny), pracowała w BUMie, działała w Zakonie Feniksa i jeszcze zorganizowała tę potańcówkę, ciężko było sobie wyobrazić, że jej doba tak jak i reszty zwykłych śmiertelników, miała tylko dwadzieścia cztery godziny. - O, prezenty – rzucił w stronę Sebastiana, gdy dostrzegł pracownicę z koszem. Podszedł do kobiety posyłając jej przy tym szeroki uśmiech. Sięgnął ręką, by wylosować cokolwiek los miał mu do zaoferowania. Tak naprawdę niespecjalnie zależało mu na jakimś prezencie, ale zżerała go ciekawość, co też Longbottom przygotowała dla uczestników zabawy, bo Patrick założył z góry, że to również był jej pomysł. – Widzę, że tym razem Brenna zrezygnowała z kontrowersji. Żadnego wystawionego brata na licytację. – Ale może chodziło o to, że w tej stodole atmosfera była dużo luźniejsza niż na balu i obecni goście należeli w przeważającej większości do innej grupy czarodziei niż ci, którzy byli tam obecni. Patrick przystanął, czekając aż Sebastian również sięgnie ręką do koszyka. Tego wieczoru zdawał się odprężony i dużo spokojniejszy niż przed kilkoma miesiącami, gdy przyszedł porozmawiać do McMillana o limbo. Najwyraźniej pobyt we Włoszech dobrze mu zrobił. Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. - Cofam to, co powiedziałem o kontrowersjach - dodał po pary chwilach, gdy dostrzegł latającego i wiszącego do góry nogami Erika. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 17.02.2024 Otrzymujesz czarny szal, na którym srebrzą się gwiazdy, wyglądający, jakby wykonano go ze strzępu nocnego nieba. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Sebastian Macmillan - 17.02.2024 Wchodzę za Patrickiem i się go trzymam, jak rzep psiego ogona.
!prezentgodryka Zawsze myślał, że wieś to oaza spokoju w porównaniu z miastem. Oczywiście taka normalna wieś. Taka, gdzie ludzie żyli rozsiani na dużym terenie, gdzie mugole i ich dziwaczne maszyny nie zakłócały zbytnio harmonii Matki Natury... Jednak gdy wraz z Patrickiem dotarli do Doliny Godryka i skierowali się ku starej stodole, uderzył go szok. Nie spodziewał się, że magiczna wioska będzie tętnić życiem bardziej niż Londyn w godzinach szczytu. — Nie za odważnie? — rzucił żartobliwym głosem, który kontrastował z poważną miną. Wskazał na kołnierzyk Aurora. Dźwięki śmiechu, zaklęć i toastów napełniały powietrze, a światła nadawały wnętrzu klimatu. Czuł, że wchodzi w centrum burzy, która może go połknąć, przerzuć, a potem wypluć. Skinął gło na komentarz przyjaciela. Co jak co, ale akurat to Longbottomównie wyszło. Zaśmiał się pod nosem, słysząc od Patricka o ambicjach jego ''ulubionej'' Brygadzistki. — Zaraz, zaraz... Chcesz powiedzieć, że ona uczy się i z czasem robi coraz lepsza? — Nie wierzył własnym uszom. Przecież to było nieprawdopodobne. — Myślałem, że ona po prostu bierze się za coś i od razu staje się ekspertem. Wiesz, na zasadzie, że jednego dnia znajduje w ogrodzie wazon z zamkniętym duchem, a na drugi dzień zamiast jednego trafia jej się pięć takich. Ją trzeba było wypuścić do Kniei, zamiast wysyłać tam mnie w ramach ''konsultacji'', pomyślał z przekąsem, wracając myślami do wyprawy, w jakiej brał udział przed kilkoma tygodniami. Rozejrzał się na prawo i lewo. Wyłapał parę zakazanych mordeczek, które kojarzył z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Te wszystkie Longbottomy, Bulstrode'y i... Moody. Uniósł machinalnie dłoń na powitanie, gdy jego wzrok zahaczył o Alastora. Czy był zaskoczony jego widokiem? Na pewno. Sebastian jeszcze parę godzin temu sam nie wiedział, że się tutaj zjawi. — Dziękuję. Niech cię Matka prowadzi, dziecko. Oby ta noc przyniosła ci same dobre wspomnienia — odpowiedział do wynajętej przez Brennę pracownicy, gdy ta podeszła z koszem prezentów. Sebastian zanurzył dłoń pośród losów. Wygładził poły swojej koszuli, gdy wraz z Patrickiem ruszyli trochę dalej. Zamierzał się jak najbardziej wtopić w tłum, więc postawił na kompletną czerń: czarne buty, czarne spodnie, czarna koszula z długim rękawem. Mógł jeszcze założyć czapkę, ale to raczej tylko sprawiłoby, że zwracałby na siebie uwagę. — Ona nie ma za grosz skromności, prawda? — westchnął ciężko, starając się nie zgubić Stewarda. Tak jak lubił te drobne poczucie władzy jakie miał, gdy Brenna wkraczała do jego piwnicy, tak teraz miał wrażenie, że był na jej terenie. Każdy kąt był pełen jej energii, tego przepychu i... zaangażowania, jakie wkładała we wszystko, co robiła. Wzdrygnął się, trzęsąc przy tym ramionami. A co jak posiedzi tu zbyt długo i to przejdzie na niego? A wtedy zobaczył faceta lewitującego w powietrzu. Przeżegnał się na jego widok. |