![]() |
|
[Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń (/showthread.php?tid=3338) |
RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Penny Weasley - 29.06.2024 Udało się? Naprawdę? Choć zaklęcie rzucone przez dziadka zdawało się działać, Penny wciąż pozostawała w stanie gotowości. Z różdżką w ręku była gotowa na posłanie kolejnego zaklęcia w kierunku tego, co pozostało z rośliny. Tylko czy był to dobry pomysł? Czy powinni byli zniszczyć to cholerstwo w całości? Nie, to nie tak, że ruda nagle zaczęła logicznie myśleć. W zasadzie to kwestia pozostawienia resztek rośliny do zbadania nawet nie przeszła jej przez myśl. Zamiast tego, poczuła lekkie zmęczenie. Kiedy bowiem zagrożenie zdawało się być zażegnane, świadomość tego, co miało tutaj miejsce, zdawała się nagle uderzyć młodą czarownice. Uderzyć w pełni. - Potrzebujemy jeszcze czegoś? - zapytała, sama nie będąc w stanie podjąć żadnych decyzji. Albo może nie chcąc brać na siebie tego ciężaru? Wolała pozostawić to innym. Wolała, aby o wszystkim decydowały bardziej odpowiednie do tego osoby. Pojawienia się aurorów nie zauważyła od razu. Zorientowała się w tym dopiero kiedy Ci zwrócili się z pytaniami do dziadka. Nie uważała, żeby sama mogła im się tutaj na coś przydać. Nie chciała też przeszkadzać im w wykonywaniu obowiązków. Dlatego też zdecydowała się przynajmniej chwilowo oddalić. Usiąść gdzieś na boku i zaczekać - na wypadek gdyby jednak ktoś potrzebował jej pomocy. Chociażby w ogarnięciu tego całego pobojowiska. Czuła, że powinna zostać i się tym zainteresować. - Będę gdzieś w pobliżu. - poinformowała więc Pandorę, nie chcąc przeszkadzać dziadkowi i babci, zakładając że Ci mieli teraz na głowie aurorów. Pandora zaś znajdywała się najbliżej. Była więc sensownym wyborem. Kiedy informacja została już przekazana, Penny oddaliła się tych kilka metrów dalej, znajdując sobie kawałek trawki, na którym mogła usiąść i odpocząć. Zaczekać na ewentualny ciąg dalszy. O ile cokolwiek jeszcze miało nastąpić. Bo, że przyjęcie dobiegło końca - to wiedzieli wszyscy. RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Isaac Bagshot - 29.06.2024 Isaac bardzo chciał wrócić do rzeczywistości i powoli wybudzał się z transu. Powrót jednak wcale nie przyniósł ulgi - serce biło mu jak szalone, a ciało miał ciężkie jak z ołowiu. Był blady i mokry. Wszystkie dźwięki dochodziły do niego jakby z oddali, i ostatkiem sił próbował skupić wzrok na Philipie. - Potrzebuję tylko chwili...- Odpowiedział, mając nadzieję, że słowa naprawdę opuściły jego usta. Czuł, że musi tak jeszcze chwilę posiedzieć, żeby wyjść z półtransu. Nie zdarzyło mu się to pierwszy raz i wiedział, że jego ciało i umysł będą w stanie kompletnego wyczerpania. - Można mnie zostawić.- Powiedział słabo i przekręcił twarz w stronę rannej kobiety. Miał nadzieję, że ktoś jej pomógł. Wszystko co widział oraz słyszał, docierało do niego z opóźnieniem. Zdawał sobie sprawę, że siedzi na trawie w sadzie Abbotów, ale nie miał pojęcia, że było już po wszystkim. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Philip Nott - 29.06.2024 Pojawienie się Aurora Philip przyjął z mieszanymi uczuciami - nie to, że w ogóle nie byli potrzebni, jednak przybyli rychło w czas. Wszyscy uczestnicy tego przyjęcia wdali się w walkę z tą przeklętą rośliną, pozostali ratowali tych, którzy nie byli w stanie się samodzielnie obronić albo pomagali rannym. Z pewnością Aurorzy mieli wiele ważniejszych zadań, jednak miał podstawy sądzić aby oni tutaj również byli potrzebni, jak tylko zaczęło się dziać. Nie miało nic do rzeczy to, że większość z nich była w stanie się obronić samodzielnie. Jeśli chodzi o pana Bagshota to nie wyglądał on najlepiej. Nie potrafił jednak zrozumieć jego stanu ani stojących za nim przyczyn. Wracając jednak do osoby stojącego przy nich aurora to z pewną ulgą przekazał mu pod opiekę kolejną poszkodowaną osobę. — Pozostali ranni mogą być w innych częściach tego ogrodu. Powinien to pan sprawdzić. Ze mną jest wszystko w porządku. — Skupiony na pewnej części tego sadu nie za bardzo miał wgląd w sytuację pozostałych uczestników tego przyjęcia. Miał zamiar dopiero zorientować się w obecnej sytuacji. Zwłaszcza w kwestii Pandory i Penny, z którymi przedtem miło spędzał czas. Czy było z nimi wszystko w porządku? — W takim razie proszę odpocząć. — Zasugerował Isaacowi. Nie każdy nadawał się do podejmowania tego rodzaju działań. Do niedawna sam mógł powiedzieć o sobie, jednak sporo się zmieniło w tym aspekcie. — Jeśli istnieje taka konieczność to mogę zdać panu swoją relację z tego, co wydarzyło się w tym sadzie - na tyle, na ile zdołam w obecnej sytuacji. Jeśli nie ma takiej konieczności to chciałbym porozmawiać z paroma osobami i wrócić do swojego domu. — Zwrócił się do stojącego w pobliżu Aurora. Zanim opuści to miejsce to chciał porozmawiać z dwoma kobietami i może jak się uda to z gospodarzami. RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Nora Figg - 30.06.2024 Udało jej się jakoś ogarnąć wszystkie dzieciaki. Była zadowolona, że wszystko poszło po jej myśli. Naprawdę ją to cieszyło, bo zazwyczaj jednak nie szło jej tak łatwo. W kuchni mogła zrobić wszystko, jednak to nie była jej kuchnia, nie było tutaj jej pracowników, ale jakoś sobie poradziła z ogarnięciem tego swojego małego piekiełka. Podbudowało to pewność siebie panny Figg. - Myślę, że to nie my jesteśmy celem tej krwiożerczej rośliny. - Gdyby tak było, to już dawno te macki by ich dosięgły. Wydawały się być jednak zainteresowane zupełnie czym innym. Nie, żeby było to pocieszające, bo wiązało się to z tym, że kto inny był zagrożony. Norka nie była jednak bohaterką, znaczy tak, zainteresowała się dziećmi, bo one były bezbronne i nie były w stanie sobie same poradzić z niebezpieczeństwem, wierzyła jednak, że w sadzie znajdują się doświadczeni magowie, na pewno dużo bardziej od niej. Ona umiała co najwyżej zrobić całkiem smaczne ciastka, które potrafiły działać cuda, czy uwarzyć nie najgorsze eliksiry. Jej wiedza na temat magicznych roślin nie była w stanie im pomóc, bo okazało się, że walczą z czymś, o czym nie pisali w książkach. Już miała wejść na trampolinę, gdy przemieniła się ona znowu w kamień. Oczywiście, że w idealnym momencie, jak zawsze. Westchnęła jedynie ciężko, nieco rozczarowana takim obrotem sytuacji. Nie miała pojęcia, gdzie jest jej ciocia. Miała nadzieję, że Mirabelli nic się nie stało, nie była jednak na tyle odważna, żeby jej teraz szukać w sercu tych wydarzeń. Wygrał rozsądek, bo przecież nie mogła ryzykować, że coś się jej stanie. Była samotną matką, co stałoby się z Mabel, gdyby coś jej się stało? Wolała tego nie sprawdzać. Ruszyła więc w stronę wyjścia, aby bezpiecznie się stąd ewakuować. RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Anthony Shafiq - 01.07.2024 Próbuję podlać trawę, zostawiam na razie aurorów z Morpheusem, próbuję złapać kontakt wzrokowy z Norą, idę do Isaaca, ostatecznie przy nim zostaję
To nie był najlepszy czas w życiu Anthony'ego, ale starcie ze straszliwą roślinną bestią wbrew wszelkim oczekiwaniom własnym i cudzym poprawiło mu humor. Czuł satysfakcję z tego, jak rozłożyły się napięcia, jak sprawnie została przeprowadzona ewakuacja dorosłych (ze spektakularnym confetti z namiotu), że każde jedno dziecko wyszło o własnych siłach, w końcu, że udało mu się osłonić przyjaciela przed atakiem, a ten skutecznie uwolnił swój wewnętrzny płomień i ostatecznie wyrwał chwasta. Anthony cieszył się, że Abottom i Złotej Jabłoni nic się nie stało, podobnie jak kobietom, które zdecydowały się wzmacniać ich tarcze i doglądać ogrodu. W końcu i Philip prezentował się w nienajgorszym stanie, zaangażowany w pomoc rannym. Jedyne z czego Anthony się nie cieszył i co dotkliwie odczuł ukłuciem w piersi, to fakt, że zawiadomiono aurorów, a nie detektywów z Brygady Uderzeniowej. Cały nastrój momentalnie sflaczał, gdy zdał sobie z tego sprawę szukając pośród funkcjonariuszy znajomej twarzy. Jednej. Bardzo. Konkretnej. Twarzy. Krzywy uśmiech zakwitł na jego obliczu, gdy sztywno skinął głową na powitanie ich. Palcem wcisnął na noc okulary mocniej, by ukryć gryzące bardziej niż toksyczne opary rozczarowanie. Spróbował znaleźć w odchodzącym tłumie pannę Figg by chociaż skinąć jej głową w podzięce za współprace na polu bitwy. Lekkim machnięciem różdżki w miejscu w którym się wcześniej dymiło i gdzie roztoczył rozpraszającą magię koc gaśniczy chciał magicznie ukształtować drobinki wody dające wytchnienie wysuszonemu trawnikowi. W końcu znienawidzona przez niego woda, była jego domeną tak jak ogień trawił dłonie Morpheusa. Niech chociaż trwa zazna świeżości i odpocznienia, skoro jemu pozostała do przełknięcia sucha gorycz obezwładniającej tęsknoty. Kształtowanie II na mżawkę dla spragnionej ziemi. [roll=N] [roll=N] Bez względu na efekt, pozostawił grupkę którą poproszono o wyjaśnieni i przeszedł na drugą stronę polany prosto do Isaaca, który minę miał nietęgą, a nie posiadał okularów za którymi mógłby się skutecznie ukryć. – Oto i on... Utalentowany pan Bagshot. To była dobra ewakuacja. – jego głos rozbrzmiał szczerym komplementem, dłoń Anthony'ego trafiła na bark umęczonego przeszłością mężczyzny. – To był długi dzień, takie przyjęcia bywają męczące... Masz ochotę na wino w bardziej cywilizowanych warunkach Alei Horyzontalnej? Mam również sprowadzoną z Ameryki whisky, jeśli potrzebowałbyś czegoś mocniejszego. – Znał ciągoty Bagshota do szaleństw, ale wiedział też że w takie barwne tańce były też ucieczką. Czytał jego książki, zwłaszcza tę drugą, nie chciał za bardzo wnikać w emocje swojego stażysty, ale wolał - też przez pryzmat własnej reputacji - by pił w kontrolowanych warunkach. A czy była bardziej kontrolowana przestrzeń od jego apartamentu nad księgozbiorem Parkinsonów? Szczerze w to wątpił. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2E8Wz8L.png[/inny avek] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Morpheus Longbottom - 01.07.2024 Spektakularne wyrwanie roślin nie należało do codziennych wyzwań w pracy Morpheusa, ale nie mógł nie wydać cichego okrzyku zachwytu, gdy roślina, przerośnięty chwast, została skuta lodem, a następnie rozsypana na kawałki w kryształowym rozprysku, tworząc przepiękne iskry dookoła zabranych, jakby był to pokaz, zaplanowany jako część atrakcji. Gdy fragmenty opadły, przestały jawić się tak pięknie, a on rzucił wyrazy uznania dla walczących i rozglądał się za Norą. Widząc ją w towarzystwie nowo przybyłych, odetchnął; zapyta ją o samopoczucie później i pogratuluje zdrowego rozsądku oraz zachowania zimnej krwi. Była w dobrych rękach. — Jest tylko jedno połączenie gorsze od Longbottoma w Brygadzie Uderzeniowej, Longbottom w Departamencie Tajemnic — uśmiechnął się do Aurora, po czym skierował się do Abbottów, przyjmując znacznie bardziej opanowaną formę, niż gdy byli w akcji. — Czy to pierwsza tego typu anomalia w sadzie? Muszę dopytać jako Niewymowny. Czy magiczny gaj mógł być celem rośliny? Czy z gajem jest wszystko w porządku? — pomimo kropelek potu i ogólnego poczucia buzowania w organizmie, nagle przyjął opanowaną formę bardzo skupionego na sprawie urzędnika (naukowca, przede wszystkim naukowca), zbierającego dane. Jego pytania miały na celu ustalenie, co kryło się u źródła obecnej sytuacji, rekonesans. Chociaż postawę miał otwartą i przyjazną, w gruncie rzeczy chodziło mu o wiedzę. On, jako Morpheus, w nosie miał święte jabłonki i ich odmładzające właściwości, nie miał wobec nich żadnych odczuć, nie bardziej niż do magii Greengrassów czy przekleństw Dolohoów, lecz jako zagadnienia mogące przedstawić jakiś wzór, prawda stanowiła niezaprzeczalnie priorytet. Percepcja (PO): na wychwycenie dodatkowych informacji od Abbottów w ich mowie ciała, czy kłamią itd.
[roll=PO][roll=PO] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Isaac Bagshot - 02.07.2024 Proszę Anthony'ego, żebyśmy się stąd deportowali Isaac był blady jak ściana, a twarz miał pokrytą zimnym potem. Cienie pod oczami były ciemniejsze niż kiedykolwiek, ale powoli odzyskiwał świadomość. Czuł dłoń Anthony'ego na swoim barku, ale początkowo nie zareagował. Potrzebował kilku sekund, żeby w końcu na niego spojrzeć. - Whisky brzmi dobrze.- Szepnął w końcu, próbując się uśmiechnąć.- Ale może być nawet wino.- Nie wiedział, jakie intencje miał Anthony. Zawsze podejrzewał go o wrogość, ponieważ nie potrafił go do końca przejrzeć. Czy teraz naprawdę mu pomagał, czy po prostu miał w tym jakiś interes? Bagshot wstał powoli, czując jak głowa pulsuje mu bólem. Widmo emocji których przed chwilą doświadczył, nadal było w nim bardzo silne. Objął ręką Anthony'ego w pasie, żeby się na nim wesprzeć. - Czy możemy się stąd deportować?- Zapytał ze zmęczeniem i desperacją w głosie. Serce biło mu jak oszalałe. Oparł głowę na ramieniu mężczyzny i zamknął oczy, bo świat wokół niego wirował. Z jednej strony bardzo nie chciał być teraz sam, ale nie czuł się na siłach, żeby zostać tutaj dłużej. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek] RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Anthony Shafiq - 02.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2E8Wz8L.png[/inny avek] Sprawa była poważniejsza niż zakładał. Isaac przygasał na jego oczach i choć czasem raził wszystkich blaskiem swojego energetycznego reaktora, tak teraz, gdy gasł, zamieniał się w czarną dziurę zasysającą energię i materią i światło i wszystko co spotkał dookoła siebie. Pozwolił Isaacowi zawisnąć na jego ramieniu.
– Jeszcze chwilę, trzeba... Anthony przeszedł z nim kilka kroków w kierunku Abbotów i grupki zebranej wokół niego, ale nie było to wygodne w żadnej mierze. Szybko przewartościował swoje priorytety. Gestem dłoni poprosił więc do siebie, któregoś z aurorów, aby podać mu namiary na siebie, jeśli potrzebne byłyby dodatkowe zeznania, teraz musiał teleportować znajomego do szpitala (nawet jeśli to nie Mung mu chodził po głowie, a własny apartament, zaś zamiast uspokajających eliksirów whisky zgromadzona w szafie). Z gospodarzami postanowił rozmówić się listownie, a śledztwo i tak nie było jego domeną. Na pewno nie takie. Gdy funkcjonariusz odszedł, wyciągnął z kieszeni swoją cisową różdżkę. – Zamknij oczy i policz niespiesznie po włosku tak daleko jak pamiętasz z Neapolu ciąg liczb. Oddychaj głęboko, poczuj wilgoć trawy i promienie słońca na twarzy. Potrzebuję jeszcze chwili. – To była zabawka, igraszka. Swobodnym ruchem wyczarował połyskującego paryskim błękitem motyla. Motyl, greckie ucieleśnienie duszy tak za życia, jak i po śmierci. Ale tu i teraz, wewnętrzny kod dwóch mężczyzn, którzy wychowywali się ze sobą i nie jedną psotę w przeciągu przeszło 30 lat światu uczynili. Eteryczna istota wzleciała jak tylko została zmaterializowana, a Anthony uśmiechnął się łagodnie. – Zapnij pasy Dorotko – powiedział cicho do zagubionego chłopca, w którym coś się połamało, w którym coś trzeba było posklejać, by znów mógł działać. A potem machnął różdżką zdecydowanie i teleportował ich pod próg Księgozbioru Parkinsonów. Tymczasem motyl, który przed momentem wzleciał ku niebu, zaraz po zniknięciu mężczyzn opadł na dłoń Morpheusa i zniknął z plaśnięciem bańki mydlanej, pozostawiając lekko tęczową wilgoć. Jego kolor mówił Longbottomowi wszystko to, czego inni nie musieli wiedzieć: Musiałem iść. Jesteśmy w kontakcie. Postacie opuszczają sesję
RE: [Lato 1972, Sad Abbottów] Złota Jabłoń - Mirabella Plunkett - 03.07.2024 PodsumowaniePrzyjęcie dobiegło końca w chwili, gdy ziemia w sadzie Abbottów rozstąpiła się, a spod niej wystrzeliły tajemnicze, roślinne pnącza. Oczywistym było, że ich celem nie byli ludzie, którzy znajdowali się w sadzie, a Złota Jabłonka, którą ochroniło małżeństwo Abbott wraz z Penny oraz Pandorą. Lecz czy ta czwórka dałaby sobie radę, gdyby nie pomoc pozostałych: Morpheusa i Anthony'ego, a także Isaaca oraz Philipa, którzy pomogli rannym? Co stałoby się z dziećmi, gdyby nie Nora Figg, która bezpiecznie ewakuowała je poza teren sadu? To były pytania, na które w tej chwili nie było odpowiedzi. Tak jak na pytanie: czym, do cholery, była ta roślina? Szczęściem w nieszczęściu zaatakowała sad rodziny, która znała się na roślinach jak nikt. I chociaż widać było, że sami nie mieli pojęcia, czym była, to było wiadomo, że dołożą wszelkich starań, by rozwiązać tę tajemnicę - sami lub z pomocą Ministerstwa, bo Aurorzy już zabezpieczali roślinę. Zanim Nora opuściła przyjęcie, podbiegło do niej dziecko, jedno z tych, które uratowała. - Proszę pani... Znalazłem to na ziemi - powiedział, podając jej kwiatek. To był jeden z tych kwiatków, które znajdowały się na pnączach. Nie ten wściekle pomarańczowy, a złoty, błyszczący. Świecił i wyglądał na bezpieczny. - Dziękuję. Gdyby nie pani... Głos mu się załamał. Przytulił kobietę, mocno obejmując ją maleńkimi rączkami. Podobnie było z pozostałymi - gdy Isaac, Anthony, Philip i Pandora opuszczali sad, dzieciaki podbiegły do nich, wręczając kwiaty i przytulając. Dziękowały ze łzami w oczach, lecz pod czujnym okiem ich rodziców. Tym razem rodziny postanowiły nie spuszczać wzroku ze swoich pociech. Inna sprawa miała się z Penny. - Penny, skarbie... - babcia podeszła do wnuczki. Wyglądała jakby postarzała się o co najmniej dziesięć lat. Wyglądała na cholernie, cholernie zmęczoną. - Znalazłam to na ziemi, przy roślinie. Nie wygląda na groźne, raczej... Piękne. Jest jeszcze kilka takich kwiatów, Aurorzy właśnie je zbierają. Ale chciałam, żebyś to miała. Może uda ci się dowiedzieć, co to jest? Wręczyła jej żółty, świecący kwiat. Poklepała wnuczkę po policzku. - Chyba czas, żebyśmy porozmawiały o tym, co dzieje się ostatnio z roślinami. Nie podejrzewałam, że ta sytuacja wymknie się spod kontroli... Do tej pory po prostu rosły, ale nie widziałam, by atakowały, nie w taki sposób. Ale teraz idź do domu, dziecko. Przekażę twojej mamie, że byłaś dzielna i bez ciebie by nam się nie udało. James Abbott spojrzał zmęczonym wzrokiem na Morpheusa. Auror, który stał obok niego, kiwnął mu głową na powitanie. - Nie pierwsza, ale pierwsza... tak agresywna. Rośliny urosły dużo szybciej i wcześniej, niż zwykle. Myśleliśmy, że to łaska Matki, ale... Sam nie wiem - przyznał, rozkładając bezradnie ręce. - Panie Longbottom, na pewno będziemy kontaktować się z Departamentem Tajemnic w tej sprawie - powiedział Auror, chowając notatnik. - Zabezpieczamy roślinę i ewakuujemy rannych, za chwilę powinni zjawić się tu Uzdrowiciele. Morpheus przyjrzał się najpierw Jamesowi, potem jego małżonce. Wyglądali na zdezorientowanych i wzburzonych. Nie wiadomo, czy potrafiliby kłamać przy takim natłoku emocji, zwłaszcza gdy adrenalina powoli opuszczała ich krew. - Na pewno celem była zamknięta część sadu, sam pan widział. Wydawało się, że rośliny nie interesowali ludzie, tylko chciała się przedostać do miejsca, które jest zamknięte dla wszystkich poza nami - potwierdził jeszcze Longbottomowi, odruchowo odwracając głowę w kierunku Jabłoni. - Tak, jest tu bezpiecznie. Na razie przynajmniej... Zanim Morpheus opuścił sad, dostrzegł jeden z zapomnianych kwiatów. Kusił, nęcił i świecił w ciemności. Weź mnie, odkryj moją tajemnicę zdawał się mówić. Kto by mógł się oprzeć takiej pamiątce? Na pewno nie pracownik Departamentu Tajemnic, prawda? Koniec sesji
|