Secrets of London
05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] (/showthread.php?tid=4010)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Nora Figg - 21.11.2024

Norka nie spodziewała się, że jej uda tak brutalnie zaatakują nauszniki Roisa. Cóż, nie wróżyło to niczego dobrego, szczególnie zważając na to, co zrobił ten typ, co był tu nie wiadomo po co, właściwie to chyba wiadomo - po to, żeby utrudniać im badania. Posłała Urquartowi zabójcze spojrzenie, kiedy zobaczyła, jak bardzo zjebał.

Nie mieli czasu, żeby się teraz na nim zemścić. Musieli jakoś poradzić sobie z roślinami, które najwyraźniej chciały ich zaatakować. Poczuła odłami szkła, które zaczęły jej się wbijac w skórę i cicho syknęła, było to bardzo nieprzyjemne uczucie.

Po pierwsze Norka spróbowała się nieco nachylić, żeby wsunąć nauszniki Roisa spowrotem na miejsce. Przy okazji trochę się w niego wtuliła, bo widziała, że jest źle i zaraz mogą się przewrócić. Razem będzie bardziej miękko, czy coś.

Gdy to zrobiła (albo nie), to stwiedziła, że może warto byłoby ich czymś oddzielić od tej zabójczej bestii. Sięgnęła po swoją różdżkę i machnęła nią w powietrzu, próbowała wykształtować między nimi barierę, która ochroni ich przed mackami, które zdecydowanie nie zamierzały siedzieć teraz bezczynnie, przebijały się w końcu przez tubę i chciały się pożywić, najprawodpodobniej nimi, nie sądziła, że mandragory mogą się żywić ludźmi, ale przecież też nie rozmnażały się tak szybko, były lekko pierdolnięte.


pierwszy rzut na nasunięcie nauszników Ambroisa [roll=T]
drugi rzut leci na kształtowanie bariery [roll=O]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Ambroise Greengrass-Yaxley - 21.11.2024

Prawie im się powiodło. Wszystko wyglądało tak, jakby plan miał szansę wypalić. Przecież nie improwizowali po raz pierwszy. Ani drugi, trzeci też nie. Tak właściwie trudno było powiedzieć, ile razy wcześniej robili coś tak osobliwego jak w tej chwili. Co właściwie osobliwe mogło być wyłącznie dla otoczenia.
Gdyby nie Nora, która właśnie całkiem sprawnie wskoczyła mu na barana, pewnie wzruszyłby ramionami na to, co w tym momencie mogła sobie pomyśleć Abbott. W końcu sama głowa Towarzystwa jeszcze chwilę wcześniej narzekała na brak inwencji młodych badaczy. Teraz z pewnością nie mogła tego robić.
Szczególnie, że jak chyba wszyscy w pomieszczeniu, Mirabella była w głębokim szoku. Być może nie zaczęła rzucać kurwami jak Figgówna (uniósł brwi, ale nijak tego nie skomentował), ale zrozumienie, że nie była na to w żaden sposób przygotowana nie wymagało bycia orłem.
Reakcja dwóch osób, które powinny wiedzieć niemalże wszystko przed zabraniem się za opuszczanie osłon była wymowna. Jeżeli Roise wcześniej powątpiewał w postępujący upadek standardów Towarzystwa, teraz jego szacunek  zaczął wkuwać się w podłogę. Jeszcze chwilę i miał przebić się na wylot, po prostu stąd spierdalając.
Dokładnie tak jak oni powinni zrobić na widok nie jednej a dwóch mandragor, które jeszcze przez krótką chwilę były zajęte sobą nawzajem, pozwalając Norze podjąć próbę pobrania próbki...
...roślina nieoczekiwanie się poruszyła. Ambroise mocniej stanął na nogach, przytrzymując Norę, aby mogła ponownie spróbować. Próba nie doszła do skutku, bo nagle obie mandragory znalazły się obok siebie, rozdzielone zaklęciem, które mógł rzucić wyłącznie jeden zjeb w pomieszczeniu.
Greengrass nie musiał się obracać. Wiedział kto postanowił narazić ich na niebezpieczeństwo. Nawet nie racząc ich ostrzec  zanim otworzy gadzią gębę i wypowie zaklęcie.
Pewnie coś by powiedział. Nigdy nie miał problemu z otwieraniem gęby. Co prawda Roselyn była pierwsza, ale Ambroise zdecydowanie by jej zawtórował, rzucając niewybredne słowa, gdyby nie to, że praktycznie w tym samym momencie rozległ się zwielokrotniony wrzask nie jednej, lecz dwóch mandragor.
No kto mógłby się tego spodziewać.
No nie on. Greengrass w życiu nie wpadłby na tak pojebany pomysł, by rozdzielać je, gdy inni członkowie Towarzystwa pobierali próbki. Dalej wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Nora przypadkiem zsunęła mu nauszniki z uszu na tyle, że dotarło do niego, że jeszcze chwila i może zostać pierwszą spetryfikowaną ofiarą. Paraliż zaczął ogarniać jego ciało. Zachybotali się. Szyba wystrzeliła. Jonathan wrzasnął.
Greengrass zachybotał się usiłując odzyskać równowagę, żeby móc opuścić przyklejoną do niego Norę. Gdyby to się powiodło, spróbowałby nasunąć nauszniki.


Aktywność Fizyczna (III) - próbuję złapać równowagę na tyle, aby nie wywalić się z Norą tylko dać radę odstawić ją na ziemię.

Jeśli to się powiedzie to chcę nasunąć nauszniki, ale to już zostawiam MG do rozstrzygnięcia

[roll=Z]

Rzut na postęp spetryfikowania
[roll=1d100]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Victoria Lestrange - 21.11.2024

Nawet nie przyszło jej do głowy, że ktokolwiek będzie coś kombinował przy mandragorach, kiedy był spokój i się nie rzucała, ani nie było żadnego wrzasku. Nie sądziła, że znajdzie się tutaj ktoś, kto zechce rzucić focha z przytupem i melodyjką, i pokazać, że jest księżniczką, której się nie słucha (a prawda jest taka, że choć z ledwością słyszała przez nauszniki krzyk, to była skupiona na swoim zadaniu). Próba pobrania próbki mandragory spełzła jednak na niczym; chociaż była pewna, że znalazła dobre miejsce, to właśnie wtedy Urquart uznał za stosowne rozdzielić mandragory i… nic z tego nie wyszło. Za to nagle stało się bardzo dużo rzeczy. Nawet nie miała czasu spoglądać na druga stronę tuby i na ludzkiego konstruktu złożonego z Ambroise i Nory, kiedy mandragory wrzasnęły, co spowodowało, że odsunęła się od szkła i dość mimowolnie uniosła dłonie, chcąc docisnąć nauszniki do uszu, a w tym samym momencie wici mandragory uderzyły, a rozpryski poleciały… w przestrzeń. Czuła, że kilka z nich zarysowało jej skórę, ale to nie był moment, by się tym przejmować.

Ktoś próbował spacyfikować mandragory, Roselyn próbowała osłonić je dwie od kolejnych napadów złości bardzo brzydkich dzieci… Nie było wiele czasu na działanie. Tak naprawdę, należało te dwie maszkary znowu złapać i uśpić – tak jak rozmawiali, bo inaczej będą mieli problem, jak te wici będą latać po całym pomieszczeniu. Victoria przełożyła ostrze do lewej dłoni i prawą złapała za różdżkę, celując zza zasłony w mandragory. Chciała w pierwszej kolejności stworzyć barierę o kształcie tuby (podobnej do tej, w której obie siedziały dopiero co) – zatopioną w piasku, w którym jeszcze niedawno mandragory się znajdowały, wysoką tak samo na 2 metry. I to był dla niej priorytet.


Kształtowanie IV x2 – próba wytworzenia tuby
[roll=PO]
[roll=PO]




RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Dearg Dur - 24.11.2024

Czujność Jonathana zaowocowała dwoma złocistymi kagańcami - zabezpieczeniami, które przy poprzedniej walce sprawdziły się doskonale wobec zagrożenia ze strony krzyku, jak i ewentualnych ataków gryzionych. Niestety drugi z knebli był za duży względem mniejszej rośliny i choć z pewnością stanowiłby utrudnienie, gdyby chciała kogoś zjeść, bądź - co bardziej prawdopodobne - wyssać, to nie blokował jej możliwości ponownego krzyku.

Współpracująca ze sobą para zachwiała się pod wpływem uderzenia. Nora bezskutecznie próbowała nałożyć Ambroisowi nauszniki, ale widząc przegraną sprawę, na moment przed upadkiem wyczarowała cienką ściankę ochronną między nimi a rośliną. Chwilę potem nastąpiło bolesne zderzenie z ziemią pokrytą magicznym szkłem i kolejny opad na nich magicznych okruchów, gdy jedna z wici większej mandragory z impetem jednym uderzeniem roztrzaskała magiczną ochronę. Gdyby nie było postawionej tej bariery - cóż, z pewnością złapałaby w swoje paraliżujące objęcie jedno z nich. Ambroise, szczęśliwie siłą ciała i woli oraz otrzeźwiającego bólu strzepnął z siebie rozchodzący się efekt paraliżu, nawet jeśli jego nauszniki leżały obok na podłodze.

Tymczasem kobiety stojące z przeciwnej strony nieistniejącej już tuby pospiesznie i wprawnie splatały zaklęcia kształtujące fizyczną ochronę przed atakami. Roselyn utworzyła wpierw zadowalającą barierę, by równolegle do niej niej umieścić drugą - wysoką do sufitu, lśniącą, niemalże pancerną, która najprawdopodobniej będzie tutaj stała przez kolejny tydzień, jeśli nie dłużej. Niemal natychmiast po postawieniu tej przezroczystej ściany, zarówno Abbott jak i Uruquat przesunęli się za nią, świadomi tego, że jest to gwarant bezpieczeństwa. Mniejsza z mandragor bezskutecznie szarpała się pojedynczą witką, nie czyniąc choćby rysy na zabezpieczeniu. Chwilę później zaś Victoria otoczyła rośliny analogiczną tubą, która stała tu ledwie chwilę temu.

– ZIEMIA! PRZYSYPCIE JE ZIEMIĄ! – krzyknęła Abbott, próbując samej to zrobić, choć jej machanie różdżką zza pleców Roselyn i Victorii nie przynosiło żadnych widocznych efektów. Tymczasem Ururquat z zaciętą miną i determinacją w oczach również zamachnął się różdżką i w tubie Victorii pojawiła się ścianka działowa, która oddzielała od siebie oba okazy.

Tura trwa do 28.11, godz. 23:59

Pozostajemy w zasadach walki określonych na końcu tego posta.

Ambroise – uniknąłeś nałożenia statusu spetryfikowany, przysługują Ci dwie Akcje tak jak pozostałym.

Jonathan – ponieważ Ururquat jest nieprzychylnie do Ciebie nastawiony i nie jest Twoim podwładnym, nie będzie słuchał Twoich poleceń. Jeśli chcesz to zmienić, musisz poświęcić minimum jedną kość Akcji na test Charyzmy i osiągnąć Sukces. Przy Słabym Sukcesie NPC będzie próbował znaleźć sposób na wykonanie polecenia przy zachowaniu swojej agendy.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=KrnVSXr.png[/inny avek]
[Obrazek: WvreKqb.png]



RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Roselyn Greengrass - 24.11.2024

Doskonale - przynajmniej coś jej wyszło. Roselyn była dość zdeterminowana, by pozbyć się problemu, który zrzucił na nich Urquat. Naprawdę kusiło ją, żeby spróbować go przeciągnąć bliżej mandragor zaklęciem translokacyjnym, lecz tuby wytworzone przez Victorię zmieniły jej plany. Przez myśl przemknęło jej, że tworzą całkiem zgrany duet: najpierw kagańce na madragory, potem ściana, no i tuby... Pozostawało tylko wyczarować ziemię, by utkały mordy.
- ZIEMIA! - krzyknęła najgłośniej jak się da, licząc że jeżeli któreś z reszty nie usłyszało krzyków Mirabelli, to usłyszy chociażby ją.

Roselyn machnęła różdżką, chcąc wytworzyć ziemię w większej z tub - możliwie jak najwięcej, żeby większa madragora się uspokoiła. Nie patrzyła jednak, czy jej zaklęcie przyniosło efekt: tuż po jego rzuceniu rozejrzała się za bratem, ponieważ w tej chwili była bezpieczna i mogła spróbować zorientować się w sytuacji.

Rzut na kształtowanie III - wytworzenie ziemi w większej tubie, tej z większą mandragorą
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.11.2024

Mieli więcej szczęścia niż rozumu. Właściwie nie tylko oni, lecz cała grupa znajdująca się w pomieszczeniu. Żadne z nich nie było przygotowane nawet na połowę tego, co się teraz działo. Mierzenie się z jedną wściekłą mandragorą może jakoś by im poszło. W końcu nie byli kompletnymi amatorami w tym zakresie. Natomiast z dwiema?
Asystent, prawa lewa ręka przewodniczącej Towarzystwa zrobił im przysługę wartą odnotowania i zrobienia coś, żeby nagrodzić jego ambicję i oddanie ratowaniu przyrody z rąk (a właściwie to z paszczy) również przyrody. Pytanie, kto miał teraz wspomóc ich?
Szczególnie, że Ambroise nie zdołał utrzymać się na nogach. Nie udało mu się odzyskać równowagi tak samo jak Norze nie powiodło się wspomożenie go w nasunięciu częściowo obsuniętych nauszników. Mrugnięcie oka później ostatecznie stracili stabilność. Zdołał jeszcze zobaczyć jak Nora czaruje przed nimi osłonę a potem oboje uderzyli o podłogę.
Na pewno obił sobie jakieś kości, bo bolało. Po pierwszym szoku, bo nieczęsto uderzał dupą o podłogę (właściwie to dwiema) instynktownie sięgnął po leżące obok nauszniki i wcisnął je sobie na uszy, następnym razem przylepi je zaklęciem przylepca albo czymś równie pomocnym.
Natomiast teraz nie mieli czasu. Przelotnie spojrzał na Norę, gdy jedna z wici roztrzaskała osłonę. Instynktownie spróbował przepchać kobietę ramieniem po kafelkach pod stół, samemu również odsuwając się maksymalnie po podłodze z różdżką, której nie miał w rękach a chwilowo w zębach, żeby jak najszybciej umknąć przed wiciami.
On był za duży na chowanie się pod stołem, ale Nora? Może. Poza tym mogła coś stamtąd chwycić i dźgać na oślep w razie konieczności.
Nie miał zielonego pojęcia, jakim cudem Abbott uznała, że najlepszą pozycją do przysypywania roślin ziemią była ta zza pleców Victorii, jego siostry a także jebitnej lśniącej ściany rodem z bunkra, ale nie próbował doszukiwać się logiki. Ci sami badacze, którzy tak głośno rozprawiali o braku zacięcia do praktyki teraz chowali się i niemal na ślepo usiłowali zasypywać rośliny.
Tyle byłoby z części, w której odważnie parli na przeciw niekonwencjonalnym potrzebom badawczym. To był ten moment, kiedy robili to, co krzyknęła zarówno Mirka, jak i Roo. Aż się prosiła, żeby okrzyknąć jej ogień, powietrze, kurwa, woda. Odnalazł ją spojrzeniem. Była bezpieczna, choć wkurwiona (czyli skuteczniejsza). Ulżyło mu, przynajmniej na chwilę.
Nie czekał dłużej. Widział, że zajęła się większą, naturalnie brał tę mniejszą. Chciał wytworzyć ziemię do obsypania mniejszej mandragory i ją tym przydusić. Taką samą, jaką badali z Norą.

--
AF (III), Rzut na przesunięcie się z Norą - planuję ciężarem ciała (ręką, wyciągniętym ramieniem) przepchnąć ją zupełnie pod stół, siebie też maksymalnie pod niego wycofać (ale ja się tam nie zmieszczę, nie ma bata)

[roll=Z]

Kształtowanie (II) + Wiedza o Przyrodzie (IV) + Zielarstwo (III) + moje badania nad ziemią, Rzut na wytworzenie właściwego typu ziemi do przyduszenia nią mniejszej mandragory.

[roll=N]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Victoria Lestrange - 26.11.2024

Oczywistym było dla niej, że w kolejnym ruchu należy przysypać mandragory ziemia – tak jak rozmawiała o tym z Mirabellą, zanim zabrali się do dość… pokaźnego fiaska z pobierania próbek. Miała wrażenie, że nawet jeśli Norze udało się coś zebrać, to i tak wszystko straciła po tym, jak ona i Ambroise się po prostu wywalili, nie zachowawszy odpowiednich środków ostrożności wcześniej.

Nie musiała dosłyszeć przecierającego się przez szczelne nauszniki krzyku pani Abbot ani Roselyn, bo każdy, kto miał łeb na karku zrobiłby to, co należy, skoro już wykształtowała dla nich ogromną tubę. W niej zaraz pojawiło się… coś. Jakaś ścianka, na widok której tylko mocniej zacisnęła zęby, ale różdżkę miała w pogotowiu. Roselyn coś czarowała, po drugiej stronie chyba Greengrass i Nora zaczęli dochodzić do siebie, nie zamierzała jednak czekać i zastanawiac się nad tym, czy zrobią co trzeba i czy wyjdzie jak należy. Ziemi, ile należało tutaj stworzyć, było bardzo dużo – i każde wsparcie było na wagę złota.

Machnęła więc różdżką, próbując wykształtować kawał ziemi w tubie, żeby na pewno jej nie zabrakło i żeby zaraz nie zniknęła – nie rozdrabniała się na mniejszą czy większą mandragorę. Dopiero jeśli mandragory się uspokoiły, to rozejrzała się po pomieszczeniu, próbując oszacować straty i zorientować się, czy wszyscy są cali.


Kształtowanie IV x2 – próba wytworzenia ziemi w tubie
[roll=PO]
[roll=PO]




RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Jonathan Selwyn - 28.11.2024

Kto by pomyślał, że złote kagańce są tak świetnym, genialnym wręcz, rozwiązaniem większości problemów świata herbologicznego? Najwyraźniej on, bo nawet jeśli jedno z lśniących zabezpieczeń nie zostało wykształtowane tak dobrze, jak by mogło, to jednak i tak całkiem nieźle spełniło swoją funkcję. No i naprawdę zgrabnie przy tym wyglądało.
Nie zamierzał jednak osiadać na laurach (jak już to laury miały tendencję do osiadania na jego skroniach), a gdy Roselyn krzyknęła o ziemi, postanowił dorzucić swoją cegiełkę do zaspy, która właśnie powstawała.
Zanim jednak to się stało spojrzał na Uruquata, przypominając sobie co zobaczył w jego aurze. Chciwość była w tej sytuacji ryzykowanym elementem, a on nie chciał pozwalać Uruquatowi robić to co mu się podobało, skoro najwyraźniej powstawały przez to tego typu problemy.
Ziemia! Już! Proszę robić to co reszta!rzucił stanowczo w stronę czarodzieja, próbując przekazać mu spojrzeniem  bardzo dobitnie, że to nie było ani miejsce, ani czas na własne interesy. Potem będzie mógł się rozliczać z Abbot jak mu się tylko żywnie podobało, ale jeszcze nie teraz. Następnie spróbował uformować ziemię nad tą mandragorą z mniej szczelnym kagańcem.

Charyzma III + dowodzenie (II) na przekonanie Uruquata, aby wykonał moje polecenie
[roll=Z]

Kształtowanie II na ziemię
[roll=N]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Nora Figg - 28.11.2024

Miała więcej szczęścia, niż rozumu, co było całkiem dziwne - nie zdarzało jej się to bowiem często, ale jakimś cudem udało jej się postawić magiczną barierę, która ochroniła ich przed zirytowaną mandragorą. Cóż, upadek sam w sobie był dosyć bolesny, więc może to i dobrze, że uniknęli gniewu rośliny.

Miała jedynie nadzieję, że Ambroise jakimś cudem uniknie petryfikacji, bo te cholerne nauszniki mu się zsunęły z uszu, cóż, trudno byłoby go stąd wywlec, gdyby padł na ziemię jak kłoda.

Jako, że za bardzo nie miała, jak działać, no bo była za swoją drugą częścią tandemu, to dostosowała się do tego, co działo się obok. Nie miała z tym problemu, mogła się usunąć, nie próbować walczyć z krzakiem, skupić się na tym, żeby się przed nim schować. To właśnie zamierzała zrobić, chociaż nie do końca wierzyła, że drewaniany stół będzie sobie w stanie poradzić z jej mackami - ale nie miała za bardzo innych opcji, więc cóż, postanowiła skorzystać z tej jednej, która wydawała jej się być najsłuszniejsza.

Przesuwała się więc do tyłu, aby wcisnąć się jak najbardziej pod ten kawałek stołu, tak, żeby zrobić jeszcze miejsce dla Ambroisa, chociaż wiedziała, że nie ma szans, że zmieszczą się tam razem, bo może i ona była malutka i drobniutka, ale on był zdecydowanie jej przeciwieństwem.



Próbuję przesunąć się pod stół, przy pomocy aktywności fizycznej ○○○○○, do tego mam zawady, które mogą mi w tym przeszkodzić - niezdarny, oraz pechowiec.
[roll=T]
[roll=T]


RE: 05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne] - Dearg Dur - 02.12.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=KrnVSXr.png[/inny avek]
Ziemia sypała się zewsząd. Posypały się również narzędzia ze stolika badawczego, gdy Nora z impetem szarpnęła się na tyle niefortunnie, że przewróciła go, aby dać osłonę sobie i Ambroisowi, który i tak miał sporo pecha podczas tego całego zamieszania - niestety podczas upadku i kotłowania na ziemi, potłukło się naczynie w którym znajdowała się próbka i pozostałości odciętej wici zmieszały się z rozsypanym piaskiem. Tak czy inaczej nic nie przerwało magicznego deszczu ziemi, generowanego ze wszystkich stron. Ziemia była różna i tworzyła w nowej transparentnej tubie kolorowe warstwy. Część z niej do złudzenia przypominała tę, która znajdowała się w tubie wcześniej, część była nieco bardziej rdzawa, a inne pasmo wyglądało, jak zdrowy czarnoziem prosto z angielskiego kompostownika. Mandragory zostały odseparowane od ludzi, odseparowane od siebie i przysłonięte kompletnie ziemią. Ciężar i mrok zapewnił im wskazany spokój, podobnie jak zapewniły spokój badaczom stojącym lub leżącym pośród potłuczonego magicznego szkła.

– Ale się zrobił bałagan! – Głos Abbott brzmiał dziwnie, słychać w nim było jeszcze nerwy, które teraz starą szkołą trzymała na wodzy. Odgarnęła przylepiony do czoła siwy lok, poprawiła swoja garsonkę.
– Myślę, że na dziś wystarczy. Wszyscy zasłużyliśmy sobie na filiżankę dobrej herbaty i herbatniki. – Zarządziła, rozpraszając kawałki szkła, które ewentualnie mogłyby osadzić się w skórze stojących najbliżej Roselyn i Victorii. – Mamy też mistrzowską maść na tego typu zranienia. Do wieczora się zagoi. – Rozejrzała się raz jeszcze po otoczeniu z niezadowoloną miną. – Dajmy im spokój na razie, Aoife zajmie się ziemią i drugą tubą. Zapraszam Państwa do swojego gabinetu.

W tych słowach zarządziła opuszczenie sali badawczej, pragnąc w spokojności i zdecydowanie innym otoczeniu zebrać dane, które udało im się ustalić do tej pory. Była w tych rozmowach bardzo niechętna do szybkiego powrotu do badań, wyznaczając termin rozkwitu kwiato-liści, jako dobry na to moment. Z chęcią jednak dała się wypowiedzieć i wysłuchała każdego, kto chciał dołożyć do tego swój pogląd na sytuację.

Tura trwa do 5.12, godz. 23:59

Przed nami ostatnia kolejka eventu! Prosiłabym o podsumowanie w swoich postach danych z obserwacji przekazywanych Abbott, w tym ewentualnych sugestii dotyczących kolejnych podejmowanych w tej sprawie przez Towarzystwo kroków ORAZ deklaracje dotyczące działań w temacie Pustynnej Mandragory w ciągu najbliższego tygodnia od daty spotkania (np. chęć poinformowania kogoś spoza Towarzystwa o zaistniałej sytuacji itp.), abym mogła efekty tych działań zawrzeć w podsumowaniu.