Secrets of London
[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=4608)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Helloise Rowle - 25.12.2025

Nie zapytałaby go o to, i nie tylko dlatego, że krążyli w tłumie ludzi, gdzie nierozsądnie było rozrzucać strzępy podejrzanych rozmów — widziała to nawet ona. Nie zapytałaby również dlatego, że wiedziała, jaka będzie odpowiedź. Nie potrzebowała, żeby ponownie wywyższał się nad jej naiwnymi pytaniami.
Nie próbowała nigdy tłumić tego pierwotnego, prostego instynktu, który kazał oglądać się na cierpiącą istotę. Cierpienie pochłaniało uwagę Helloise. Nawet jeśli często nie reagowała na nie w żaden sposób, to naturalnie podążał za nim jej wzrok i myśli, i różne pozostawało po tym wrażenie — czy to zwykłe rozdrażnienie, czy złość, obrzydzenie, litość. Nie łudziła się, że możliwe jest usunąć cierpienie ze świata. Nie kwestionowała, że czasem było potrzebne. Nie była jednak na nie głucha.
Złożyłeś chociaż dary na ołtarzu? — zapytała, bo choć nie zamierzała znów bezowocnie kłócić się z Leviathanem na tematy wiary, pozostawała uciążliwa w próbach podtrzymania go w bliskości bóstw, dla jego dobra. Nie traciła nadziei na to, że Levi pewnego dnia zrozumie, że bogowie nie pozostają głusi na sprawy ludzkie i że nic w świecie nie dzieje się bez ich udziału.
Wzmianka o jabłkach w popiele natomiast od razu przykuła jej uwagę. Czarodziej otworzył oczy czarownicy na lukę, która umykała jej przez ostatnie dwa tygodnie — nie sprawdziła właściwości czarnoksięskiego prochu.
Te popioły… wiesz, jak działają? Coś w nich jest? — zapytała, nagle szalenie zainteresowana tym, czy Leviathan miał coś ciekawego do powiedzenia na ich temat. Na drugim torze w myślach już przeszukiwała Dolinę za złogami niezanieczyszczonych popiołów.
Wciąż była tym pochłonięta, gdy pojawił się wątek śniegu.
Masz powracające sny? — mruknęła nieobecnie; duchem wyraźnie uleciała ku innym tematom. — Może powinieneś wybrać się do wróżbity, żeby ci to odczytał. Poznałam niedawno jednego od was… Mam też przyjaciółkę w Little Hangleton, słodka dusza, na pewno wiedziałaby, co z tym począć. Zawsze jest też Dolohov. Mój kolega z Kowenu przyjaźni się z jego asystentem, może mógłbyś dostać termin… — rzucała kolejne propozycje wróżbitów bez większego zastanowienia.


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Leviathan Rowle - 26.12.2025

z Helloise

To od cierpienia ludzi się odsuwał. Istota ludzka wydawała mu się zawsze niezwykle nieforemna i nieudana jako coś, co miało istnieć na ziemi. Nie był pewien, czy zawsze posiadał tego typu przemyślenia, ale zawsze twierdził że było tak od kiedy tylko pamiętał. Od kiedy zwrócił uwagę na pierwsze zniechęcenie, strach czy wrogość, które pojawiły się na jego widok. Mógł mieć przy sobie osoby, które nie zwracały uwagi na to jak wyglądał albo próbowały wmówić mu, że był przez to wyjątkowy, ale pod koniec uwagi to niewiele zmieniało.

Jego podopieczni natomiast, jednoznacznie odrzucali to, że pośród swego gatunku był inny. Zwierzęta też zachowywały się w określony sposób, co sprawiało że czuł się pewniej. Czuł się za nie odpowiedzialny i to na ich cierpienie zwracał największą uwagę. One na nią zasługiwały. Ludzie... ludzie często byli architektami własnego zniszczenia.

- Tak. Złożyłem wieniec, który mi przysłałaś - przyznał zgodnie z prawdą. Na ołtarzu rozstawionym przez Mcmillanów pojawił się już wcześniej i to w towarzystwie Astorii. Mógłby więc nawet Helloise powołać świadka.

- Nie mam bladego pojęcia - wzruszył ramionami. Chociaż pewnie nawet gdyby wiedział, to nie przytoczyłby tego w aktualnym otoczeniu. Nie kiedy dookoła, oprócz tej okropnej rozpaczy, było też pełno niepowołanych uszu.

- Błagam cię, przestań. Wróżbitów jest jak grzybów, czy prawdziwych czy krętaczy, znaleźć jakiegoś to nie problem. Co zmienia faktu, że nie mam zamiaru zwierzać się jakiemuś szaleńcowi z tego, że śni mi się cokolwiek. Powracający sen znaczy najpewniej to, że jestem zmęczony - pokręcił głową, wykrzywiając przy tym usta. Gdyby chciał, najpewniej zapytałby młodej Greyback, czy wiedziała coś w tym temacie. Ale nawet jeśli doceniał jej umiejętności i już z nich korzystał, to nie chciał nadmiernie wykorzystywać trzeciego oka. - I co, jak ci się podobał ten nasz wróżbita? - zapytał, wracając do początku jej wypowiedzi, bo nawet jeśli niekoniecznie pochwalał tę listę kandydatów do udzielenia mu porad, to ten jeden podpunkt wpadł mu wyjątkowo w ucho.


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Helloise Rowle - 27.12.2025

Lubiła spoglądać na wszelkie stworzenie jako na szereg o doskonałości wzrastającej, którego ukoronowaniem była czystokrwista rasa magów. Szereg zakładał jednak liniowość, a nie potrafiła jednoznacznie pod sobą umieścić cudów takich jak chociażby znane im obojgu niedające się ujarzmić smoki. Tak czy inaczej, niezależnie od przyjętego układu, rodzaj człowieczy plasowała wysoko. Skoro czarodzieje byli boskim płomieniem roznieconym w człowieku, również mugole musieli mieć w sobie potencjał do rzeczy pięknych. A tymczasem jak jeden mąż kolektywnie odrzucali go i niszczyli świat Nautry, który ich gościł. Chorzy ze chciwości, zazdrośni o czarodziejską potęgę, niezdolni czerpać z przyrodzonej magom mocy, szarpali Ziemię i jej zasoby w karykaturalnych próbach kopiowania magii — tu dopiero Helloise widziała prawdziwych architektów zniszczenia. Lecz nie umiała zupełnie zamknąć oczu nawet na ból tej rasy, którą uważała za w pełni zasługującą na zniszczenie. Tłumienie w sobie czegokolwiek stępiłoby pozostałe instynkty, na których polegała.
I modliłeś się. — To nie było już pytanie, a raczej wyraz nadziei, po którym nie oczekiwała zaprzeczenia. Świadomość, że Rowle nie odrzucił oferty jej daru, wprawiła ją w zadowolenie, a to z kolei wzbudziło w kobiecie nową łagodność, która przykryła rodzącą się w niej kąśliwą odpowiedź na to, jak agresywnie czarodziej wzbronił się przed zasięgnięciem rady u specjalisty czytania snów. Mężczyźni, myślała tylko Hela po kobiecemu, wznosząc oczy nad tym, jakie opory wielu z nich przejawiało przed tym, że ktoś mógłby zobaczyć w nich coś ponad wypolerowaną fasadę niezłomnej męskości. — Nie wiesz? — powróciła jeszcze do tematu owoców w popiele. — A to mi będziesz wypominał, że zbyt wiele biorę ufnie na wiarę, za mało dociekam.
I zapewne byłaby czepiła się tematu tego, że Leviathan nie zapytał swojego Mistrza o popioły, tak samo jak nie potrafił powiedzieć jej nic o Kniei. I znów próbowałaby wywierać irytujące naciski. Czego obojgu im oszczędziła obecność osób trzecich zmuszająca do lakonicznej wymiany zdań.
Był odpowiedni. Kompetentny, na ile mogę ocenić. Chętny do wysłuchania próśb. Chętny do pomocy z lasem — podsumowała zwięźle. — Czym jesteś taki zmęczony, Levi? Potrzebujesz czegoś na sen? Na stres?


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Leviathan Rowle - 09.01.2026

Z Helą

- Oczywiście, że się modliłem. Niezwykle gorliwie - prychnął w odpowiedzi. To nie tak, że się nie modlił, bo nawet jeśli posiadał pewne uprzedzenia, to i tak postanowił odbębnić to, czego się od niego wymagało. Wieniec został złożony, ręce złożone do modlitwy, a ta popłynęła w głowie. Przecież wiedział, że ktoś słuchał. To, że nie uważał by zostało to wysłuchane to już zupełnie inna sprawa. Aktualnie bogini musiałaby się chyba objawić przed nim i spełnić jego trzy życzenia, żeby oddał jej na nowo jakikolwiek skrawek pobożnej wiary.
- Zbyt ufnie, bo twoja wiara jest niemierzalna. Gdybym zapytał to dostałbym odpowiedź - ale nie pytał. Można było to traktować jako ignorancję, ale Rowle zwyczajnie nie lubił tego śliskiego uczucia i wrażenia tłuczenia szkła w głowie przy każdym spotkaniu z Mistrzem. Czarny Pan odpowiadał na pytania które nie padały nawet na głos, ale żeby siię do nich dostać to musiał kogoś rozebrać na części pierwsze.
- Dużo tych chęci - zawyrokował wreszcie, zerkając na nią tylko przelotnie, zanim wzrok znowu poderwał się dalej, przed siebie i między głowy reszty przechodniów. - A czy za nimi szło cokolwiek więcej? Czy może obiecał ci coś, rozgrzebał dołek w ziemi i tyle to było z jego dobrych chęci? - coś go w tym jej wyznaniu drażniło. Fakt, że oto ktoś z reszty śmierciożerców dobierał się do tego, co do tej pory było tylko i wyłącznie jego. Już nawet Martes pytał kogoś sprowadził tamtego dnia, a on konsekwentnie odprawił go z kwitkiem, skrywając tożsamość Heli pod własnym płaszczem i nie wskazując do niej drogi. A mimo to pojawił się ktoś, kto powoli wślizgiwał się w jej łaski. Miał chęci. Słuchał, mógł pomóc. I śmierdział wróżbami. Gdyby powiedziała o jakiejś kobiecie, gotowy byłby wstawić w to miejsce imię Scylli, ale tak? To był śmierciożerca.
- Na sen. Powoli kończą mi się eliksiry. Mogłabyś mi coś zrobić, jeśli te jabłka są nic nie warte.


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Helloise Rowle - 12.01.2026

Skrzywiła się, słysząc ton, jakim Leviathan zadeklarował modlitwę. Pozostawała Helloise jedynie nadzieja, że Matka rzeczywiście jest Matką wyrozumiałą i wybacza Rowle’owi tę krótkowzroczność, rozumie jego ułomność w tematach wiary. Mimo to nie potrafiła pozbyć się strachu, gdy patrzyła, jak Levi oddala się od Bogini. Nie miała wątpliwości: czarodziej tylko na tym straci.
— Może powinieneś pójść ze mną do Kowenu jeszcze przed Samhain — powiedziała tak przymilnie, że aż podstępnie. — Otworzyć się na poszukiwanie obecności Bogini na ziemi. Nie będzie tak, jak wtedy gdy ją ujrzałeś, ale, Levi, ty wiesz, że ona jest. Spróbuj. W szczerości z samym sobą spróbuj.
Jak ograniczonym trzeba było być, aby zakładać, że wiara jest samym koncertem życzeń? Szczególnie będąc człowiekiem, który bóstwo spotkał. To, że objawienie nie zbliżyło Leviathana do Bogini Matki, było dla Helloise jedną z najbardziej pogmatwanych zagadek.
Sugerujesz, że jestem naiwna? — Być może powinna poczuć się obrażona tą insynuacją, ale Helloise tylko się uśmiechnęła, zupełnie szczerze. — Wolę zaryzykować zaufanie niż stracić okazję. Wiem, co może się stać. To nie łatwowierność, tylko…Desperacja. Wzruszyła ramionami. — Nie spodziewałam się, że wróżbita rozwiązanie wręczy mi od razu, więc nie skreślam go. Na co więcej mogę liczyć niż na chęci i próby? Gdzie indziej mam szukać? Ty potrafiłbyś mi dać coś więcej niż dobre chęci?
Helloise robiła tylko to, co sam Leviathan jej doradził podczas Spalonej Nocy: próbowała dostać się do Departamentu Tajemnic. Tyle tylko że sposobem, który nie wymagał od niej burzenia ministerialnej twierdzy.
Oczywiście, zawsze o tobie pamiętam. Jeśli te jabłka zadziałają, możesz mi napisać. Sama spróbuję dowiedzieć się, o co chodzi z popiołem. Czy o coś chodzi. — Na moment odwróciła się od mężczyzny, niechętnie powracając wzrokiem do straganów, aby rozejrzeć się za owocami, które tak go zainteresowały.


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Leviathan Rowle - 13.01.2026

Powinna skończyć na samej propozycji, zamiast rozwijać ją o dodatkowe słowa, bo jeśli chciała tym bardziej go zachęcić, to tylko się przeliczyła. Chociaż zachęcić było chyba niewłaściwym słowem, bo chęci niewiele tutaj było, ale zawsze mógł się łaskawie zgodzić tylko dlatego, że poprosiła. Ale poszukiwanie obecności bogini, wcale go nie bawiło. Wiedział gdzie była - wysoko ponad nimi, za zasłoną, daleko poza zasięgiem rąk i śmiała się z ich starań.
- Wystarczy - warknął krótko, w ten sposób ucinając temat. Nawet gdyby próbowała dalej go podchodzić i urabiać, nie zamierzał odpowiadać, a szczerość z samym sobą nie miała tutaj nic do rzeczy.
- Łatwowierna - sprecyzował. Naiwność miała dla niego nieco inny koloryt, bo mniej w niej było sprytu, a Helloise przecież sprytna być potrafiła. Gdyby było inaczej, nie uchowałaby się przez te wszystkie lata. - Pytanie, czy rozwiązanie wręczy ci w ogóle. Co niby przypadkowy wróżbita ma do twojej kniei i twoich widm? Rzuci tarota na to gdzie kogoś następnego wyssie potwór z lasu? Jeśli tak to nie za dobrze mu idzie - mówił, ale wbrew pozorom w jego głowie nie dźwięczała prześmiewczość. Pewna gorycz, podobna tego z jaką manierą wypowiadał się o religijności, jakby widzenie przyszłości mieściło się dla niego w tej samej kategorii co wznoszenie modłów do bogów. Ale to nie było tak, że Rowle nie był w stanie dostrzegać korzyści płynących z daru trzeciego oka, ale widzący zamknięci w murach ministerstwa wydawali mu się zwyczajnie bezużyteczni póki nie powiedziało im się co robić.
- Będę o tobie pamiętał - przystanął przy jednym ze straganów, gdzie rozłożone były nadpalone jabłka i kupił parę sztuk, płacąc handlarzowi należność. Interakcja ograniczona do minimum. - Gdyby nie to, że wiatr większość rozwiał, a reszta została posprzątana, to zaproponowałbym ci eksperymenty, żeby coś z nim zakopać.


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Helloise Rowle - 17.01.2026

Na jedno mocniejsze uderzenie serca wezbrał w niej gniew. Jak śmiał zwracać się do niej warknięciami, gdy wyciągała do niego rękę?
— Popełniasz błąd — powiedziała tylko głucho, przybierając maskę obojętności. Z wyniosłością odwróciła od niego głowę i sztywno patrzyła po tych ludziach, którzy budzili w niej tyle niechęci.
Nawet jeśli Leviathan nie chciał zdobywać się na szczerą otwartość, to szczera była troska, z jaką Helloise wstawiała się za nim u bogów. Znajdowała pocieszenie w tym, że nawet jeśli on wzbrania się, to ona otacza go w swoich intencjach opieką. Tego nie mógł odrzucić.
Moje widma — powtórzyła za nim powoli, żeby lepiej usłyszał, co właściwie powiedział. — To nie tylko mój problem. To problem dla wszystkich, lecz ludzie są zbyt krótkowzroczni, aby to dostrzec. Jeśli pozostaną bierni, nadejdzie moment, gdy nie będą dłużej w stanie odwracać wzroku. Tymczasem zachowują się jak mugole, po ichniemu lekceważą zimię. To obłęd. — Helloise była zmęczona i sfrustrowana tym, jak szybko cichło zainteresowanie wokół lasu. Tym, jak nikt zdawał się nie brać problemu personalnie. Tym, że Spalona Noc przyćmiła zupełnie temat. — Nie wiem, czy rozwiązanie jest w jego zasięgu, ale wiem, że jego zasięg jest szerszy niż mój. Nie zaszkodzi przejrzeć dróg przeznaczenia Kniei. Jeśli wróżbita miałby znaleźć gdzieś w przyszłości lasu jakąkolwiek wskazówkę, niech mi ją przyniesie.
Bo tak samo jak i Leviathan, o wróżbach i bogach Helloise myślała podobnie. Szukała w nich nadziei. Nie odrzucała przewodnictwa, jakie w znakach ofiarowała Bogini — od nikogo innego przecież pochodzić nie mogły, jak od Stwórczyni.
Spróbowałbyś o mnie zapomnieć — mruknęła gorzko.
Czarownica skryta częściowo za Leviathanem, wycofana pół kroku za mężczyznę, niekomfortowo intensywnie patrzyła na obsługującego go sprzedawcę, lecz nie odezwała się do kupca ani słowem. Uwagi o marnotrawieniu dnia świątecznego na przekupstwo pozostawiła dla siebie.
— Może są jeszcze popioły poukrywane po stodołach i strychach ruin — zastanowiła się na głos, gdy odeszli od stoiska, lecz niezbyt się na tym skupiała, znów była rozproszona, znów zgubiła temat. — Nie wiem, czy chcę tu być. — Podniosła wyczekująco oczy na towarzysza.
W dziwnej atmosferze umierało to lato w Londynie.


RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Leviathan Rowle - 19.01.2026

- Tak się nimi martwisz, że powoli stają się faktycznie twoje - rzucił z przekąsem, ale problemem tutaj wcale nie było to, że jej zależało. Oj nie, w końcu Levi całkiem dobrze rozumiał przejmowanie się czymkolwiek innym, tylko nie ludźmi. Wiedział jednak, że będzie obijała się bezwładnie, niczym ptak próbujący umknąć z pomieszczenia przez szybę. Sprawa Widm stała w miejscu, bo najpewniej tak powinno być. Niewymowni rozgrzebywali sprawę, ale przecież Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami robił... nic. Nie tyle, ile zrobić faktycznie mógł.
Chciał jej poradzić, żeby zwyczajnie Knieję spaliła. Natura sama się odrodzi, podnosząc z popiołów niczym feniks, a może widząc nagie pnie i drzewiaste dłonie, ludzie się nieco obudzą. Szczególnie kiedy zza tych osmolonych kikutów spojrzą na nich oczy widm, o wiele wyraźniej niż do tej pory.
Zapłacił sprzedawcy i schował jabłka, nie kwapiąc się do podziękowania czy chociażby kiwnięcia głową. Zwyczajnie się odwrócił, spoglądając na Helloise przelotnie, bo spojrzenie pomknęło gdzieś w bok, szukając najszybszej drogi do wyjścia z placu.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - mruknął, podając jej ramię, zanim oboje nie ruszyli nieco dalej, do prowadzącej dalej uliczki, by tam w spokoju się teleportować.

hela x levi
Postacie opuszczają sesję



RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Erik Longbottom - 19.01.2026

Tuż po wylądowaniu w magicznej dzielnicy Londynu, spojrzenie Longbottoma mimowolnie powędrowało w kierunku zegarka, który spoczywał na jego nadgarstku. Nie było tak źle; dalej miał kilka godzin na zrobienie zakupów przed spotkaniem rodzinnym z okazji Mabon, które miała odbyć się w Warowni. Ciekawiło go, ile osób się zjawi. Czy można było liczyć na obecność wuja Clemensa, biorąc pod uwagę ostatnie okoliczności? Czy rodzice planowali zaprosić jakąś dalszą rodzinę? Może kogoś od strony matki?

Czasem żałował, że dalsze kuzynostwo czy nawet Frank byli zamknięci przez tyle czasu w Hogwarcie, podczas gdy reszta rodziny mogła spokojnie spotykać się ze sobą w trakcie tych wszystkich sabatów. Wprawdzie nie wątpił, że młodzież w akademii magii pewnie też miała zapewnione jakieś rozrywki, ale miło by było zobaczyć rodzinę w pełnym składzie przed Yule czy następną przerwą wakacyjną. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak wiele się zmieniło w ich życiu w ciągu ostatnich dni. Przynajmniej Frank jest bezpieczny w szkole, pomyślał przelotnie mężczyzna, maszerując niespiesznie w stronę głównego terenu kiermaszu. Co jak co, ale stanowiło to pewną pociechę.

Erik wyciągnął z kieszeni pergaminową kartkę, na której miał rozpisane nazwy lokali, które miał dzisiaj odwiedzić. Niestety w tym roku nie miał zbytnio czasu na zorganizowanie jakichś wymyślnych prezentów, więc wielkie tournée po sklepach musiało poczekać do bardziej hucznych świąt. W sumie to nawet nie były jego zakupy. Po prostu chwilę po śniadaniu znalazł listę zakupów i postanowił wyręczyć nieco rodziców i Malwę. Może nawet wyjdzie mu to na dobre? Bądź co bądź, dobrze by było rozejrzeć się nieco po mieście i zorientować się, które lokale zdołały się już w pełni otworzyć swoje podwoje po fali pożarów.

Londyn zdecydowanie nie traci czasu, skomentował bezgłośnie, przystając przy jednym ze słupów ogłoszeniowych. Spośród nieaktualnych od co najmniej kilku miesięcy komunikatów tu i ówdzie można było zauważyć kilka, które wyglądały na względnie świeże. Zwłaszcza plakat The Globe obklejony dookoła pomniejszymi ulotkami, które powielały jedną i tą samą treść. Erik mimowolnie skrzywił się na widok reklamy. Miał dość mieszane odczucia względem właścicieli tego przybytku, ale musiał przyznać, że należały im się gratulacje za tak szybki powrót do formy. Socjeta pewnie już piała z radości, że ogłoszono program na jesień.

Westchnął cicho. Raczej nie uda mu się wymigać od wizyty tam. Miał złe przeczucia co do tego wypadu; nie mógł pozbyć się wrażenia, że zostanie poddany dość szczegółowej ocenie. Jak każdy Longbottom, który postanowi zjawić się na tej imprezie. W końcu, kiedy większość z nich uganiała się po zakamarkach magicznego Londynu, próbując powstrzymać najgorszą falę ognia, to w tym samym momencie płonęła ich rodzinna posiadłość. Co poniektóre osoby na pewno będą ich wypatrywać, żeby zobaczyć, jak sobie radzą. I jak mocno w nich to uderzyło. Erik pokręcił głową i wznowił swój spacer.

~~*~~

Chociaż na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że najgorsze rany odniesione przez Ulicę Pokątną podczas Spalonej Nocy zaczynały się zabliźniać, tak trudno było nie odczuć tego, że magiczna dzielnica dalej zbierała się po tym wszystkim do kupy. W ubiegłych latach o tej porze w dzielnicy byłoby pełno ludzi, a teraz? Między kramami sprzedawców krążył co najwyżej pojedyncze jednostki, a jeśli już udawało się dotrzeć jakąś większą grupę, to zazwyczaj trzymała się blisko siebie, nie zaczepiając przypadkowych osób. W sumie nic dziwnego. Wielu pewnie wolało teraz dmuchać na zimno z obawy o własne bezpieczeństwo.

Handlarze na pewno próbują się odkuć, pomyślał Erik, przyglądając się mijanym straganom. Skromne zestawy podstawowych ziół leczniczych, wyroby rzemieślnicze... Tu i ówdzie dało się też dotrzeć pozostałości po wyprzedanych już warzywach i owocach z sadów. Jak wiele z nich pochodziło z Doliny Godryka lub pól uprawnych otaczających Little Hangleton? Jak wiele w ogóle tutaj nie dotarło, bo zwyczajnie nie było komu dostarczyć ich na miejsce? Jak wiele zostało stracone w ogniu, kiedy mniejsze miasteczka stanęły na linii ognia Spalonej Nocy?

To chyba nie na moje nerwy dzisiaj — mruknął pod nosem Erik, zatrzymując się przy stanowisku z odzieżą.

Nie była to jakość domu mody Rosier, ale nie były to też pierwsze lepsze szmatki, które można było znaleźć na bazarze Lovegoodów. Ktoś faktycznie się nad tym napracował. Tkanina była wystarczająco gruba, aby utrzymać ciepło nawet w chłodną pogodę. Dobra na nadchodzącą jesień? Wytrzyma zimowe mrozy?, zastanawiał się czarodziej, gładząc dłonią ciemnozieloną pelerynę ze złotymi zdobieniami. Zerknął na metkę z ceną, kiwając powoli głową. Kwota, jakiej oczekiwali właściciele stoiska, była dość wysoka, ale biorąc pod uwagę okoliczności... Akceptowalna. Każdy chciał trochę zarobić. Pytanie tylko jaką będą mieli sprzedaż, jeśli wszystko będą sprzedawać po takiej cenie.

Erik na szczęście nie musiał się przejmować takimi sprawami. Odbudowa posiadłości szła całkiem sprawnie i chociaż nadszarpnęła nieco budżet rodziny z uwagi na nieprzewidziane wydatki, tak nie na tyle, aby musieli nagle oszczędzać każdy grosz. Poza tym, to była poniekąd inwestycja. Część ciuchów na zawsze stracił w ogniu, a część po prostu nie nadawała się do noszenia w towarzystwie przez uszkodzenia wywołane pyłem, dymem, sadzą, jak i samym ogniem. A peleryna wyglądała na wystarczająco wytrzymałą, aby przetrwać co najmniej kilka sezonów. O ile nie będę w niej biegał po Polanie Ognisk, dodał w myślach, zaraz jednak odpędzając od siebie tę myśl. Longbottom przystanął na dłuższą chwilę przy stoisku, macając z uwagą poszczególne elementy peleryny, aby po pewnym czasie ściągnąć jedną z wieszaka, co by móc ją przymierzyć. Kto wie, może łut szczęścia podsunie mu właściwy rozmiar?



RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny) - Christopher Rosier - 20.01.2026

Zdaniem Christophera to nie był sabat. To nie był nawet jarmark. To była… marna parodia.
Wędrował z Domu Mody ku swojemu mieszkaniu, zabrać kilka rzeczy przed kolacją i sprawdzić, czy ślady sadzy wciąż wędrowały po całym lokalu, jakby ktoś niewidzialny roznosił je po pomieszczeniach. W ostatnich dniach raczej teleportował się niż poruszał po Londynie piechotą, i z powodu popiołów, które drażniły płuca jeszcze tydzień po Spalonej Nocy, i ze względu na… niepokoje społeczne. Ale był trochę ciekaw, jak będzie wyglądało tegoroczne Mabon, a i wypadało zacząć walczyć o powrót do pełnej sprawności po zatruciu dymem.
Christopher Rosier rzadko bywał pod wrażeniem, ale tym razem…
Tym razem bardzo nie był pod wrażeniem.
Przesuwał spojrzeniem po wystawianych towarach, mijając kolejne stoiska, ale nic nie przyciągnęło jego wzroku przez długi czas. Dopiero stoisko z odzieżą sprawiło, że się zatrzymał: nie dlatego, że wierzył, że znajdzie tu coś ciekawszego niż u Rosierów, a ot bo były to rzeczy zawsze zwracające uwagę Christophera. Leżące tam peleryny, o dziwo jednak, nie były byle jakie – może i nie tak wspaniałe jak jego projekty, ale był niemal pewny, że w materiał wszyto jakieś zaklęcia. Wziął nawet w ręce jedną z peleryn: materiał by szorstki, nieprzyjemny, ale szycie dobre.
A potem jego wzrok padł na kogoś, kto przymierzał pelerynę obok.
– Ciemnozielona będzie bardziej pasować – ocenił, nie mogąc się powstrzymać przed tą oznaką, przypatrując się krytycznie Erikowi Longbottomowi. Krytycznie i z powodu wybranego koloru, i dlatego, że Christopher długo chował urazy. I żywił taką, bo na Erika kiedyś wiele osób zagłosowało jako jednego z najbardziej pożądanych kawalerów w Anglii, a samego Rosiera nawet nie umieszczono na tej liście. Do tej pory uważał tę sytuację za skandaliczną, i nawet pożary w Anglii nie sprawiły, że jego irytacja wygasła.
Zawahał się, ale uznał, że może i on powinien kupić pelerynę: choćby po to, by ją zbadać. Z ciekawości, co knuje konkurencja.