![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Avelina Paxton - 19.03.2023 Po włożeniu pierścionka popatrzyła na swoją skórę, na której pojawiły się błyszczące łuski. Teraz jej maska motylka zdecydowanie bardziej pasowała do jej wyglądu. Z jej ust wydobył się przyjemny i wesoły śmiech. Nie sądziła, że ten dzień będzie dla niej tak dobry. Czyli maj zapowiadał się w sposób bardzo szczęśliwy. Miała nadzieję, że taki będzie, że nie będzie narażona na żadne przykrości ze strony innych osób. Już dawno powinna wyjść ze swojej strefy komfortu. Może w najbliższym czasie zmusi się do tego, aby poznać innych ludzi? — Spotkamy się za chwilę. Idę upleść wieniec. – powiedziała mu kierując się do stołu z kwiatami. Nie robiła tego wianuszka z myślą o kimkolwiek. Nie miała teraz w swoim życiu żadnego konkretnego amanta. W sumie to nie miała takowego nigdy, więc złapała za stokrotki, w które później wplotła konwalie i frezje. Postać nie ma partnera, dla którego zrobiłaby wieniec. [roll=T] [roll=T] [roll=T] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Perseus Black - 19.03.2023 Zapach jej perfum sprawiał, że nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Wsparł się mocniej na lasce, jednak ta nieznacznie zapadła się w gruncie. Oddech stał się płytszy, gdy stanęli twarzą w twarz, gdy zadzierała głowę z charakterystyczną dla siebie butnością, gdy znalazła się tak blisko, że niemal czuł ciepło bijące od jej ciała. Ciepło - tak, tego właśnie brakowało mu w małżeństwie. — Ponieważ sam osobiście się o to postarałem — odparł z szelmowskim uśmiechem, wkładając hibiskus, symbol pożądania, za jej ucho — A jeśli coś zmieniło się od ostatniego spotkania... Cóż... Z chęcią to naprawię. Pogładził jej blade lico, a zaraz potem kciuk zaczepnie powędrował na jej wargi. Tylko je musnął, delikatnie, niczym dotknięcie skrzydeł motyla, choć wewnątrz walczył z chęcią wsunięcia palca w jej usta, by poczuć ich ciepłą wilgoć na własnej skórze. — Odważny? Cienka jest granica pomiędzy odwagą, a głupotą, a ja tracę przy tobie głowę — wyznał szczerze. Z zaskoczeniem spojrzał na wręczany mu wianek, a następnie jego twarz rozjaśnił uśmiech. — Dziękuję, najdroższa. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tego, że nie jestem w stanie się wspinać — odpowiedział nieśmiało, niemalże przepraszająco. Założył wianek na głowę, nie widząc w tym nic upokarzającego - matka opowiadała mu, że dawniej, zanim wymyślono obrączki, małżonkowie wymieniali się właśnie wieńcami. Dlaczego nie mieliby robić tego kochankowie? — O jakich rzeczach mówisz? — zapytał z udawaną pruderyjnością, lecz błysk w jego oczach zdradzał wszystko. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Sauriel Rookwood - 19.03.2023 Sauriel wzdrygnął się na widok Szeptuchy. I nie chodzi o to, że gardził tą kobietą, czy że brzydził się jej jak co poniektórzy. Nawet jeśli jesteś człowiekiem, którego mają za nieszczęście, to spotkanie tej, która naprawdę je zwiastuje na swojej drodze dołożyło zimnego, ciężkiego kamienia do tego zalegającego już w jego żołądku. Zwłaszcza, że zwróciła się prosto do niego. Do niego i do Victorii. Nie potrzebował przepowiedni by wiedzieć, że to życie będzie jeszcze bardziej zjebane, niż już było. Ale słysząc ją poczuł tylko mocniejszą osowiałość. Coś pociągnęło go w dół. To nie był gwałtowny spadek. Mimo to opadał. Nie sądził, żeby ta wspinaczka była jakimkolwiek wyzwaniem, więc się tylko uśmiechnął pod nosem na jej słowa i machnął ręką na zasadzie "tak, tak, dzięęki". I nie była. To taka mała zabawa, nic nie znacząca, przynajmniej dla niego. Ale miła. Jego i Victorii, z którą ich wspólne, małe zwycięstwa podzielili. Musiał tylko się upewnić, że lilia, którą miał włożoną za ucho, nie wypadnie podczas tej zabawy. Spod kaptura zresztą i tak jej nie było prawie widać. Czego też nie sądził to to, że kiedy z kocią gracją opadł na ziemię, to jego postrzeganie rzeczywistości się... zmieni. Tak jakby nie wystarczyła tamta dziwaczna herbata, która dawała mu kopa przez całą wycieczkę do zoo. Co to było? Nie wiedział. Coś kompletnie gryzącego się z jego samopoczuciem, szarpiącego i tworzącego bardzo nieprzyjemną mieszankę wszystkiego. A kiedy zazwyczaj zderzają się sprzeczności, powstaje irytacja. Ale to jeszcze nie teraz. Jeszcze nie teraz... Skierował swoje kroki ku Victorii po dziwnej chwili absolutnego zastoju. Jakby ktoś rzucił na nich zaklęcie. Przez jego ciało przepłynęło poczucie posesywności - nie dziwne, nie obce. Znane. Czysto zwierzęce, kiedy bestia mlasnęła, a on prawie że z nią, mając ochotę naznaczyć Victorię kłami i zająć nią swój czas, umysł. Dzień. Z drugiej strony było przedziwne uczucie ukojenia, które sprawiło, że nawet się uśmiechnął weselej. I jeszcze trzecia strona. Ta, która nakazywała się niedługo pozbierać i iść walczyć za nie swoją sprawę. Zatrzymał się parę kroków od Victorii, napięty. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 19.03.2023 Nie mogła przestać się uśmiechać. To jak na nią działał było wyjątkowo irytujące, ale jednocześnie nie chciała, aby się zmieniało, aby on przestawał czynić te wszystkie pociągające gesty. Czując jego ciało przy swoim wiedziała, że nie da rady długo się powstrzymywać. Kwiatek, który jej wsunął we włosy był trafiony, idealnie opisujący ich relację. Nie było tu miłości, a pożądanie, którego oboje najwyraźniej byli bardziej spragnieni niż tych dziwnych uczuć. — Nie będę się bronić. – szepnęła, a w miejscu, gdzie ją dotknął pojawiły się przyjemne, podniecające dreszcze, usta delikatnie, mimowolnie rozsunęły się, gdy musnął je kciukiem. Beltane było przeklęte – inaczej nie mogła sobie tego wytłumaczyć. Nie powinni tego robić, nie powinni się tak obnosić ze swoją relacją, ale nie potrafiła z tym walczyć. Gdy pojawiał się przy niej robiła naprawdę głupie rzeczy. — Żebyś wiedział, co w mojej głowie się dzieje. – Głos jej drżał, nie była w stanie mówić, bo wolałaby zdecydowanie robić cokolwiek innego, z dala od ludzi, z dala od spojrzeń innych, tylko we dwoje, chciała, aby ją dotykał i się nie powstrzymywał. — Oczywiście, że nie mam. Nie imponuje mi umiejętność wspinania się na pal – wyznała. Wiedziała, że mężczyźni sprawniejsi potrafili spadać z tych słupów i robić sobie krzywdę, a Perseus nadrabiał zdecydowanie w innych kategoriach sprawnościowych. Jedna z dłoni wylądowała na jego szyi, przesunęła palcami po niej kierując się do jego policzka. Tak bardzo chciała skosztować jego ust, co mógł bez problemu wyczytać z jej oczu. — O rzeczach, które można robić tylko po ślubie, mój drogi. – uśmiech zadziorny, zalotny i skierowany tylko do niego upiększał jej twarz. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Nora Figg - 19.03.2023 - Dobrze to słyszeć. - W końcu Elliott by jej nie okłamał, napawała ją duma - Salem naprawdę dorósł do roli kota pomocnika, radził sobie często lepiej od niej. - Oczywiście, że wspomnę, również masz swój udział w tym dziele. - Zauważyła błękit jego oczu. Wydawać się mogło, że chce jej powiedzieć. Nie musiał jednak tego robić, miała wrażenie, że wie, tak po prostu. Uśmiech pojawił się jej na twarzy, gdy podeszli do Longbottoma. - Skończyłeś pracę? - W sumie to nie wiedziała, do której przyjdzie mu tu dzisiaj zostać. - Coś dla Ciebie stworzyliśmy Eriś. Razem. - Tutaj przeniosła swój wzrok na Malfoya. W końcu dołożył też kilka kwiatków od siebie. Tę miłą pogawędkę przerwało nadejście Szeptuchy. Nora spanikowała, mina jej zrzedła, najchętniej by stąd uciekła. Bardzo nieprzyjemnie wspominała spotkanie z nią na Ostarze, a teraz doszło do tego ponownie. Nie uciekła, posłuchała co ma do powiedzenia, zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. - Ostatnio było gorzej. - Dodała jeszcze. Będzie musiała dopisać tę przepowiednię do notesu, żeby nie zgubić jej sensu. - Szeptucha nie jest teraz najważniejsza Erik. Zrobiliśmy to dla Ciebie, musisz go tam wsadzić. - Pokazała Longbottomowi pal. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cameron Lupin - 19.03.2023 Ktokolwiek powiedział „do trzech razy sztuka” nie miał pojęcia, jak wielki błąd popełniał. To właśnie z liczbą trzy Cameron wiązał swoje nadzieje. Skoro pierwsze dwie próby zakończył się jego sromotną porażką, to przy trzeciej, jak miał nadzieję finałowej, wszystko pójdzie jak z płatka. Niestety, bogowie najwyraźniej chcieli inaczej, a jeden drewniany pal przystrojony przez lokalne kapłanki okazał się zbyt dużą przeszkodą dla stroniącego od aktywności fizycznej chłopaka. Poszło mu jeszcze gorzej niż poprzednio. Ta wspinaczka wymagała od niego skorzystania nie tylko z mocno napoczętych zapasów siły fizycznej, ale też wytrzymałości psychicznej. Poprzednie upadki mocno działały w tym względzie na jego niekorzyść. Tym razem ledwo dotarł do połowy i niestety był zmuszony się poddać. Miał wrażenie, że jeszcze chwila i zupełnie opadnie z sił, a upadek z tej wysokości mógłby poskutkować czymś gorszym, niż pozdzierana skóra dłoni. Po lądowaniu oparł dłonie na kolanach, oddychając ciężko. Nie musiał się nawet odwracać, żeby usłyszeć znajomy rytm kroków Heather. Opuścił spojrzenie na ziemię, nie chcąc spoglądać jej w oczy. Tym razem nie odepchnął jej jednak i pozwolił się objąć, przyciskając głowę do jej ramienia. Doceniał, że się nie ulotniła i jednak pozwoliła mu spróbować, nawet jeśli zrobił z siebie kompletnego desperata w oczach postronnych. Nie nazwałby swojej uporczywości odwagą. Był naiwny, sądząc, że mu się uda. — Z-z-zepsułem Ci wianek. C-c-choodźmy stąd — wysapał, odchodząc z Rudą na bok, żeby nie stać pod tym palem, jak kompletny idiota. — To musi być ustawione. Pewnie zaklęli te chujowe pale, żeby Ci mniej sprawni mieli gorzej — Wydął dolną wargę, patrząc na Heather markotnie. — Naprawdę próbowałem, byłem tak wysoko. — Spojrzał na czubek jednego z drewnianych pali i aż się zatrzymał. — Na Merlina, wlazłem tak wysoko?! RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Perseus Black - 19.03.2023 Gorączka. Afekt. Poddanie się chwili. Brakowało mu tego w małżeństwie, które przypominało bardziej ostrożnie podchodzenie do najeżonego zwierza, aniżeli związek, dlatego kiedy opadły wszelkie skrupuły, czerpał garściami z tego, co dawała mu Vespera. Jakiś czas temu pisał w liście do Elliotta, że chyba nie umie zbudować relacji z kobietą; teraz był pewien, że to nieprawda. Potrafił, tylko na swoje nieszczęście trafił na kogoś zimnego i wyniosłego, podczas gdy potrzebował istoty równie namiętnej, co on. — Doskonale! Zatem najpierw sprawię, że... — pochylił się nad jej uchem i wyszeptał rzeczy tak bezwstydne w swej bezpośredniości, że dla komfortu psychicznego lepiej ich nie przytaczać. Och, jakże cudownie było móc wyrazić swe najskrytsze pragnienia bez obawy przed osądzającym spojrzeniem! Wyczuł, jak drżała, a rozchylone wargi sprawiły, że trudniej było mu nad sobą zapanować. Zerknął w stronę ciemnej ściany lasu; gdy mrok całkowicie spowije polanę i skryje ich przed ciekawskimi oczami, na pewno ją tam zabierze. Wiedział, że ona też tego chce, nie trzeba było do tego specjalnych zdolności. — Czy mogę sprawdzić? — zapytał, choć przecież mógł użyć daru Aurowidzenia bez jej zgody. Chciał jednak, żeby się nie opierała, aby obnażyła przed nim swoje myśli, tak jak obnażała ciało. — A jakie umiejętności ci imponują, mon cheri? — nie czekał na jej odpowiedź; kiedy poczuł jej drobną dłoń na swym karku, pochylił się i pocałował ją w usta. Na początku ostrożnie, jakby badawczo, zaraz potem wpił się w nią z całą żarliwością, jaka płonęła w jego ciele. Niechętnie pozwolił jej od siebie oderwać. — Po ślubie, tak? — cwany uśmieszek wpełzł na jego wargi. Sięgnął do kieszeni po pierścionek z czerwonym oczkiem, który wylosował wcześniej przy jednym ze stoisk i upadł przed czarownicą na zdrowe kolano. — Vespero Rookwood, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Elliott Malfoy - 19.03.2023 Przełknął ślinę. - Oh nie, ja... - chciał wyjaśnić sprawę wianka, ale nie dość, że mierzący go wzrokiem Erik nagle wydał się niesamowicie onieśmielający to jeszcze podeszła do nich jakaś natchniona czarownica. Elliott zamrugał i z wyrazu jego twarzy było widać, że chciał jej pokazać palcem kierunek, w którym miała sobie pójść, aby ich zostawić. Miał teraz ważniejsze sprawy na głowie niż wysłuchiwanie pijackich banialuków. Szybko się zorientował, że słowa kobiety mają więcej znaczenia, więc zmarszczone brwi wróciły do neutralnego wyrazu twarzy, a Malfoy poczuł jak robi mu się gorąco. Wszystko dookoła jakby na chwilę ucichło, słyszał tylko rozszalałe bicie swojego serca. Fakt, że czarownica patrzyła na niego nawet, gdy mówiła do Longbottoma przysporzył go... o pewną satysfakcję, ale tez strach. Bał się kolejnych kroków, mimo coraz silniejszych uczuć, które miał do drugiego mężczyzny. Zerknął kątem oka na Norę, bo ta również ucichła. Chciał coś powiedzieć, ale gula w gardle powodowała, że nawet oddychanie przyszło z trudnością. Co się robiło w takich momentach? Figg wykazała niemą inicjatywę, pomogła mu, mimo że nie musiała, chciał jej okazać swoje wsparcie. W skrępowaniu poklepał ją po ramieniu, trochę obejmując, było to może odrobinę sztywne, ale trzeba mu dać troche kredytu, jest nowy w takich sprawach. Kobieta pachniała wypiekami i wiosennymi kwiatami, Elliott, natomiast dość mocnymi perfumami i świeżym, ciepłym powietrzem. - Kto to w ogóle był? Sprawiała ci... - spojrzał na Erika - wam jakieś problemy? - dopytał. - Ah, jak będziesz się wspinał mogę ci potrzymać marynarkę od munduru, szkoda by było aby się przetarła, ale w razie czego mam jedną na zmianę - odparł enigmatycznie i mimo przedziwnych emocji, ktore przez niego przechodzily zdołał przywołać na twarz filuterny uśmiech. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Jamil Anwar - 19.03.2023 Mieli rację, że powinni stąd dawno zniknąć, biorąc pod uwagę okoliczności. Jamil jednak z rzadka wykazywał się zdrowym rozsądkiem i mimo że chciał się jedynie rozejrzeć, skończył nieodpowiedzialnie w towarzystwie Malfoya i Blacka, degustując coś o nazwie Oddech Bazyliszka i okradając goblina z fantów, byle zyskać trochę pieniędzy. - Dobra wiadomość jest taka, że wygrałem opłatę połowy czynszu za następny miesiąc - pochwalił się Cathalowi i Lecie z szerokim uśmiechem na twarzy. - I to wcale nie w karty! Nie wspominał jednak na głos okoliczności, ani tym bardziej nazwiska przegranego, bo Cathal wściekłby się dość solidnie. Przyglądał się temu, jak Leta plecie jakieś ustrojstwo z kwiatów, nie do końca jednak obecny duchem. Trochę szumiało mu w głowie, ale zrzucał to na wypity alkohol, wszechobecny hałas i zmęczenie. Wciąż jednak ta jedna szara komórka w głowie podpowiadała mu, że mogło być w tym coś więcej, a wiele wspólnego z tym miało miejsce, w którym się znajdowali. Tak jakby coś chciało się do niego przedostać… niewidocznego gołym okiem i ulotnego. Odepchnął to szybko, powracając świadomością do dwojga współpracowników i choć Shafiq zdawał się jeszcze bardziej zirytowany, Crouch najwyraźniej bawiła się przednio. - Trochę bez sensu ta tradycja. Nie prościej byłoby ich tam wrzucać magią? - zapytał, patrząc dość sceptycznie na wciskany mu w ręce wianek. - Co będę z tego miał? A zresztą… dawaj to - dodał i zabrał od kobiety ledwo trzymające się ze sobą kwiaty. Już i tak dostatecznie im dziś podpadł. Mógł jej sprawić choć tę jedną przyjemność. Dla ułatwienia wcisnął sobie ten wianek na głowę i zbliżył do pala, będąc kolejnym śmiałkiem, który postanowił się wspinać. !wspinamsieO RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 19.03.2023 Jamil AnwarKiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a ty walczyłeś z samym sobą. Resztkami sił wrzuciłeś wianek na szczyt i zjechałeś w dół. Liczne drzazgi wbiły się w twoje obdarte teraz dłonie, ale czułeś nagły przypływ euforii. Udało się! Kobiety zatańczyły wokół słupa, ogień buchnął potężniej i wtedy zobaczyłeś oczy tej, która przekazała ci wianek. Oboje poczuliście się błogo. To było szczęście - czysta miłość tryskająca z obu ciał. Chcieliście być ze sobą blisko, tak blisko, jak tylko się da. Nogi mogły ponieść was do wspólnego tańca przy paleniskach, do skosztowania wspólnie któregoś z win i wyłożenia się na trawie lub... o ile oboje byliście na tyle otwarci, do wybrania się gdzieś pomiędzy drzewa, gdzie nikt nie zobaczy, jak oddajecie się temu uniesieniu. |