Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Beast - 30.11.2023

- Mogę ci opisać te wszystkie kolory, frère. - Nawet przez moment nie poczuła się źle, że zapomniała o tym, że Flynn nie widzi tych różnorodnych barw. Ona w przeciwieństwie do brata w ogóle nie zastanawiała się nad zasadnością tego, czy sabat powinien się odbyć. Od Beltane minęło już sporo czasu, czarodzieje powinni złapać oddech i świętować, po co skupiać się na problemach, które już dawno ich nie dotyczyły. Jakby wcale śmierciożercy nie mogli znowu zaatakować sabatu, ale tym zapewne zaczęłaby się martwić, gdyby do tego doszło.

- Wezmę największą jaką się da. - Jak powiedziała, tak też zamierzała zrobić. Na pewno będzie jej przykro, że nie dotrzymała słowa i nie udało jej się kupić tej waty cukrowej. Jednak z niektórymi przyzwyczajeniami Fiery nie umiała walczyć. Miała nadzieję, że Flynn jej wybaczy, na pewno mu to zrekompensuje w przyszłości.

Gdyby tylko Fiery wiedziała, że ma przed sobą aurora z czterdziestoletnim doświadczeniem zapewne nie próbowałaby go obrabować. Chociaż nie to zupełnie nie ten typ człowieka. Byłoby to większą frajdą, bo kochała stąpać po niepewnym gruncie. Lubiła adrenalinę, przez większość swojego życia wsadzała głowę do paszczy lwa, więc wcale nie powinno to nikogo dziwić. To ryzyko sprawiało jej ogromną przyjemność.

Udało jej się sięgnąć do kieszeni, czuła, że jest dobrze, nie przewidziała jednak tego, że mężczyzna to zauważy. No cóż, niefart. Nie wyglądała jednak na zdenerwowaną kiedy się odwrócił, na jej twarzy pojawił się uśmiech ogromny, taki od ucha do ucha.

Dostrzegła Flynna, który pojawił się obok, to był jednak odpowiedni moment, żeby się stąd zmyć, szczególnie, że ludzie na nich spoglądali. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie spróbowała czegoś jeszcze, nim odwróciła się na pięcie, żeby uciec postanowiła kopnąć Chestera między nogi, a później uciekła, a raczej próbowała uciec.


Dwa rzuty na aktywność fizyczną
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Vincent Prewett - 30.11.2023

Ręka Florence na jego twarzy zbiła go z tropu. Spojrzał na nią unosząc brwi ku górze i nim zdążył pomyśleć wypuścił dym z płuc wprost na nią. Chciał ją za to przeprosić, ale kobieta zadała mu dziwne pytanie. Nie lubił jak czytała mu w przyszłości, denerwowało go to, że ktoś mógł znać jego kolejny ruch szybciej od niego, ale na nią nie mógł się zdenerwować. Była jego siostrzenicą, a w sumie to wychowywali się prawie na tym samym poziomie co rodzeństwo – mógł też szczerze przyznać, że Flo była bardziej jak siostra niż gówniak jego własnej siostry, który powinien do niego mówić wujku. Chyba by dostała po głowie, gdyby go tak nazwała na poważnie.

– Nie wiem o kim mówisz, ale nie zastanawiaj się nad tym i nie zaglądaj mi do mojego życia – zaciągnął się znowu papierosem wciskając wolną dłoń do kieszeni. – Nie chce byś się niepotrzebnie martwiła. – Czuł, że dzisiaj będzie mógł zrobić więcej niż zwykle, że mógłby nawet zabrać te kamienie ze sobą do domu i chuj im wszystkim w cztery litery, że znalazłby wszystkich kłusowników i ich pokonał, że mógł wyznać każdemu o swoich uczuciach i nie czułby żadnego tego strachu. – Kusze? – zapytał bardziej siebie niż ją, w głowie roiła mu się wizja kłusowników, ale nie chciał tego głośno mówić, bo bał się, że coś zepsuje jeśli za bardzo skupi się na tej wizji.

– Pasują do ciebie – uśmiechnął się i zaczął się rozglądać obserwując ludzi i może próbując odnaleźć jakieś znajome osoby. – Czasami zachowujesz się jak królowa w potyczkach z moim bratem – zażartował i zaśmiał przy tym. Ruszył z nią w stronę ognisk starannie mijając ludzi i tarasując im też trasę, aby jego siostrzenica nie była za często też trącana niepotrzebnie przez innych ludzi. W większość czasu jego wzrost był uciążliwy, ale w takich sytuacjach był przydatny.

– Chcesz zaglądać w płomienie? – zapytał będąc ciekawym, czy interesują ją takie rzeczy, gdy sama może swoją przyszłość zobaczyć. Zdawał sobie sprawę, że te ogniska inaczej działają niż jasnowidzenie. Przystanął obok kamieni i spoglądał na kapłanki, które tańczyły, gdy się tam rozluźniło pociągnął ją do płomieni i spojrzał w jeden z nich.


!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 30.11.2023

Vincent Prewett


Płomienie słabną, tylko po to, by za chwilę znów intensywnie zapłonąć. Wśród nich pojawia się postać nieznajomej kobiety; na głowie ma koronę, zaś w dłoniach trzyma niemowlę. Czujesz ulgę, jakby ktoś zdjął z twoich barków niewyobrażalny ciężar. Ktoś bardziej doświadczony otoczy cię opieką i pomoże ci przejść przez trudności.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Florence Bulstrode - 30.11.2023

Skrzywiła się lekko, gdy dym padł prosto na jej twarz, ale nie skomentowała tego - sama w końcu zwróciła się w jego stronę.
- Sama nie jestem pewna - przyznała, a na jej ustach zatańczył uśmiech, ledwo widoczny i krótki. - Ja zawsze się o was martwię, Vincencie, a pewnych nawyków trudno się pozbyć.
Nigdy nie patrzyła na Prewetta jak na wujka: był dla niej bardziej bratem, choć trochę mniej bliższym niż ci rodzeni, choćby dlatego, że z nimi mieszkała. Młodszym w dodatku, jednym z tej gromady, która rozbijała sobie stale kolana i których trzeba było wyciągać z zagród abraxanów, do których zakradali się podczas rodzinnych przyjęć. Zerkała w ich przyszłość odruchowo, bo dla niej była to raczej część niej samej, samego jestestwa niż cokolwiek innego. On zaś już wkrótce miał pewnie domyśleć się, o czym mówiła i co znaczyło ostrzeżenie.
Oczywiście, że się o nich martwiła, choć wiedziała, że jej zmartwienie nie jest powodem, by zamykać ich w klatkach. Nawet teraz więc, choć strach tkwił gdzieś na dnie jej żołądka, lęk o Laurenta, po jego wszystkich niedawnych przygodach, o Atreusa, który myślał o tym statku, nawiedzających ją w snach, starała się zachować spokój przynajmniej na zewnątrz. Musiała się tego nauczyć, gdy była tą jedyną z rodziny, zostającą w domu - nie uczestniczącą w walkach, nie szukającą przygód, nie czującą zewu dalekiego świata.
- I niekiedy odrobina wiedzy o przyszłości może się przydać, prawda? - dodała.
Florence nie była skora do głośnego śmiechu, inaczej może i roześmiałaby się na jego kolejne słowa.
- Kolejna rzecz, której nie powinieneś przy nim mówić: on z pewnością bardzo pragnąłby być uznawany za króla, niepodzielnego władcę, a tyrani nie znoszą konkurencji do korony - stwierdziła, zadzierając głowę, by znów na niego spojrzeć, a jej chłodne zwykle oczy przez moment iskrzyły niemalże z rozbawieniem.
- Czemu miałabym zaglądać w płomienie? - spytała, spoglądając ku nim odruchowo. Nie dotarło po prostu jej uszu, że można dostrzec w ich wróżbę - i się jej nie spodziewała, chociaż tutaj, w starodawnym kręgu, nie było przecież w takich rzeczach nic niezwykłego. Skoro ognie Beltane otworzyły przejście do innego świata, czemu płomienie tutaj nie miałyby pokazać przyszłości?

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 30.11.2023

Florence Bulstrode


Kiedy tylko spojrzałeś w ogień, płomienie buchnęły w górę. Z początkowego chaosu wyłonił się rydwan ciągnięty przez dwa konie. Przez twoją głowę przemknęła myśl o podróży; dokąd chcesz się udać? Jakie wspaniałości zobaczyć? Co ze sobą przywieźć? Kogo zabrać?



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Philip Nott - 30.11.2023

Pomimo nawarstwiających się problemów w jego życiu prywatnym, ciągnących się za nim od czasu Beltane, teraz pojawił się swoisty promyk nadziei na to, że zostanie uwolniony od ich części. Według listu otrzymanego od pani Bulstrode musiał doczekać do końca tego miesiąca, na który wstępnie się umówił na łamanie magii tego niedopełnionego rytuału. Liczył na to, że dojdzie do tego spotkania i że uda się uzdrowicielce złamać ten rytuał. Wszystkie przeciwności losu, z którymi teraz się zmagał, nie mogły go powstrzymać od wzięcia udziału w tegorocznej Lithii. W dalszym ciągu nie zamierzał się wycofywać z życia publicznego. Przecież to nic by nie zmieniło w jego obecnej sytuacji. Natomiast udział w tym wydarzeniu mogło już coś zmienić na lepsze. Mógł udzielić mu się nastrój panujący podczas tego święta, mogło spotkać go coś dobrego i mógł spotkać swoich przyjaciół oraz fanów. Uczestnictwo w tym sabacie stanowiło dla niego kolejną okazję do zadbania o swoją popularność.

Wyszedł z domu w jasnoniebieskiej koszuli z krótkim rękawem i w białych, materiałowych spodniach oraz postawił na wygodne obuwie. Na plac w cieniu Stonehenge dotarł około południa. Z tego co wiedział to jego starszy brat wstępnie planował wybrać się na ten sabat i jeśli tylko uda mu się dotrzeć to będą mogli się spotkać na miejscu. W przeciwieństwie do niego, Logan wciąż mieszkał w rodowej posiadłości w Puddlemere. Wiedział, że Logan posiada także domek w Dolinie Godryka. Z racji tego, że on dawno wyprowadził się z rodzinnego domu, a w Dolinie pomieszkiwał okazjonalnie, postanowił że najlepiej będzie spotkać się na miejscu. Swoje psidwaki pozostawił pod opieką Błyska, swojego skrzata domowego. Decyzję o pozostawieniu ich w domowym zaciszu podjął pod wpływem wydarzeń z poprzedniego sabatu. Pomimo własnych problemów, nie mógł nie zwracać uwagi na swoje bezpieczeństwo. Ono powinno być priorytetem.

Postanowił przyjąć jeden z rozdawanych przez Mirabellę Abbot wianków, od razu zamierzając nasunąć go na skronie. Przywołało to pewne wspomnienia, kiedy niewiele ponad miesiąc temu otrzymał dodatkowy wianek od Laurenta. Nie posiadał on takiej mocy, jak ten który otrzymał od Loretty (o której siłą rzeczy również pomyślał), jednak stanowił dla niego swoistą pamiątkę miło spędzonej chwili. Po odebraniu wianka i wydostaniu się z kolejki, skierował się w stronę straganów. Zamierzał zakupić tam piwo i poczekać w ich pobliżu na swojego brata, jeśli jego nic nie zatrzymało. W przeciwnym razie poszuka sobie innego towarzystwa. Zamierzał też niebawem spojrzeć w płomienie.


!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 30.11.2023

Werbena


Gdy tylko purpurowe kwiaty werbeny znalazły się na twojej głowie, poczułeś wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa. Jesteś przekonany, że tej nocy złe moce się ciebie nie imają; wypełnia cię radość i spoglądasz w przyszłość z przekonaniem, że wszystko jakoś się ułoży.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bellatrix Black - 30.11.2023

Zatrzymała się na dłużej, po raz kolejny przy jednym z kramów i wzięła w dłoń zielone szkło, a raczej coś z niego zrobione. Był to najprawdopodobniej wazon, dosyć nietypowy, niewielki, jednak zwrócił jej uwagę. Spoglądała to na niego, to na Rodolphusa i stwierdziła, że jednak odłoży go na miejsce. Wiedziała, jakie miał podejście do takich zbieraczy kurzu, chociaż pewnie jak będą wracać przyciągnie go tutaj znowu, żeby kupić ten wazonik. Nie sądziła, żeby był w stanie jej odmówić, ale póki co poszli dalej.

Płomienie w ognisku tańczyły niczym zaczarowane. Zupełnie przestały interesować ją pląsy kapłanek, liczył się dla niej aktualnie tylko i wyłącznie ogień. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Poczuła dłonie Rolpha, które oplotły ją w pasie, wydawało jej się, że wszyscy którzy byli gdzieś obok zniknęli, a oni we dwójkę trwali w tym miejscu wpatrzeni w te płomienie.

W pewnym momencie dostrzegła kształt, który się w nich pojawił. Chwilę to trwało, nim połączyła ten obraz z tym, co znała. Była to toga, taka jaką nosili magowie Wizengamotu. Czyżby miała nadejść sprawiedliwość. Tyle, że dla kogo, dla niej, jej bliskich, czy wreszcie wszystko się odwróci? Poczuła się trochę nieswojo, bo nie było to jednoznacznie. Zdecydowanie wolałaby to łączyć z tym, że sprawiedliwość dosięgnie wszystkich tych, którzy mieszali w idealnym świecie czystokrwistych czarodziejów.

Obraz zniknął, a ona podniosła głowę i spojrzała na narzeczonego. - Też to widziałeś? - Nie do końca wiedziała, czy tylko ją to spotkało. Nadal czuła się trochę niepewnie, nie miała pojęcia, jak odczytać tę wizję i czy w ogóle powinna brać to na poważnie.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cain Bletchley - 30.11.2023

Przybrany w czerń, z krawatem pod szyją i srebrną klamrą wyglądał jak bardzo poważny człowiek. W końcu bardzo poważnym człowiekiem był. Okulary przeciwsłoneczne na nosie, za które połowa Śmierciożerczej społeczności wybiłaby mu zęby, żeby upodobnił się do Alastora, chroniły jego oczy przed światłem, które paliło jak sam skurwysyn. Każdy miał swoją pracę, a chociaż główną pracą Brygadzistów była ochrona imprez takich jak to, tak Cain wolał mieć na wszystko oko. A nawet i dwoje oczu. Parę szarych ocząt skrytych za czarnymi szkłami awiatorek, którymi nawet nieszczególnie uważnie śledził wszystko wokół. Dozować bodźce - uczył się tego chyba od dziecka.

Leniwym krokiem przemierzył polanę zastanawiając się, jak w takich warunkach w ogóle czarodzieje potrafili palić tytoń. A zastanawiało go to tym bardziej, że Fleamont palił wręcz nałogowo. Moda na papierosy była w dniu codziennym, ale nie brakowało cygar czy fajeczek w dłoniach dżentelmenów. Chyba. Jakoś tak wychodziło, że niekoniecznie obracał się wśród tej górnej gawiedzi, czy też "śmietanki towarzyskiej" jak ją zwali. Podwinął rękawy koszuli i poluzował krawat, mając już po dziurki w nosie jego zaciśnięcia. Przynajmniej takiego luźnego. Wytrzymał jakieś pięć minut, wystarczy. Nie miał ochoty się tu dusić. Odpiął dwa górne guziki i od razu zrobiło się lepiej. Nawet wśród bawiącej się gawiedzi, która naprawdę tłumnie się tu pojawiła.

Odebrał chętnie wianek z dłoni uroczej kobietki i obejrzał go w dłoniach z ciekawością, mając nadzieję, że nie pierdolnie go tak, jak niespodzianką było to, co zaczęło się dziać po samym Beltane. Jakoś człowiek stawał się "trochę" uprzedzony i mniej ufny do takich rzeczy po tamtym święcie. Przynajmniej on. Ale może po prostu miał krew Moodych za mocno podbitą w żyłach i rodzinnie dopadała go nieufność do wszystkiego. Żeby nie nazwać to wręcz paranoją. Uniósł spojrzenie na otoczenie i mignęła mu znajoma twarz wśród ludzi.

- Cześć kuzynie. - Odezwał się do Leona, wyciągając na powitanie dłoń w jego kierunku, ale już jego oczy sfokusowane były na Olivii, która mu towarzyszyła. - Witam damę. Mam nadzieję, że randka się układa, a mój kuzyn się zbyt nie naprzykrza? - Zapytał uśmiechając się sympatycznie.


Na aurowidzenie i nici powiązań Leona i Olivii
[roll=Z]
[roll=Z]



!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 30.11.2023

Szałwia


Pod ciężarem szałwiowego wianku twoje myśli stają się klarowne, zaś umysł przypomina niewzruszoną skałę. Nic nie jest w stanie cię skrzywdzić - nie pod względem emocjonalnym - zaś zdystansowanie do własnych uczuć pomaga ci znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.