Secrets of London
[7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie (/showthread.php?tid=3207)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Morpheus Longbottom - 27.05.2024

Nie mógł uwierzyć, że nie trafił! Tak blisko, tak blisko! Zrujnowany strój, słodkość w żyłach, ekscytacja z życia, prawie jakby był spadającą gwiazdą, ostatnie hurra. Nie spoglądał w przyszłość, nie oszukiwał, starał się nie myśleć o jutrze, o lustrach o... Nie wiedział tego, ale los spłatał mu nie mały żart, bowiem tutaj należał do bajki Alicji w Krainie Czarów, a następnego dnia podążał ku Alicji po drugiej stronie lustra.

Morpheus nie zamierzał odpuścić, cukier prawdopodobnie uderzył mu do głowy, więc ściągnął na oślep ze stołu kolejne ciastko, zrzucając przy tym jakieś filiżanki na trawnik, stwarzając zagrożenie. Bardzo zależało mu na tym, aby upaskudzić madymedyka kremem, zwłaszcza, że padło tym razem na krem w kolorze wściekłego turkusu.

Celował oczywiście w twarz Basiliusa. Jeśli będzie trzeba usiądzie na nim, przyszpili go nogami i właduje całą twarz w tartę wiśniową.


Atak ciastem (N) w zwarciu.
[roll=N]



RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Hardwick - 27.05.2024

Komentuje nieeleganckie zachowanie Isaaca, rozmawia z wypełzającym spod stało Erikiem, nalewa sobie wina i proponuje je drugiemu mężczyźnie, po czym siada na stole.

- Nigdy więcej kiecek - mruknął sam do siebie, analizują, gdzie i jak ma się transportować, co by przeżyć do końca tę całą imprezę. Najchętniej zapiłby swój aktualny stan kieliszkiem whiskey. Odstawił na chwilę flaminga i przeszukał dzbanki, znalazł jednak tylko wino, którego i tak by sobie w końcu nalał, gdyby nie nagłe klepnięcie w pośladek, które poczuł.
- Ej! Gdzie z tymi łapami. Gdzie randka i kwiaty?!
A podobno byli dorośli.
No dobrze, właśnie urządzili wielka bitwę na ciasta, przy czym upaprali siebie i całe podwórze lukrem. Dawno jednak się tak nie bawił, mimo kompromitującego stroju.
Westchnął, spojrzał wymownie na czystego Erika wychodzącego ze spod stołu, lustrując go z dołu do góry.
- Pozwól, że ci daruję. Chcesz kij? Wiesz, do samoobrony. Choć jedna osoba nich wyjdzie stąd czysta.- Spojrzał po reszcie, nie potrafiąc ukryć uśmiechu, który cisnął mu się na usta.
Nalał w końcu czerwonego płynu do filiżanki, drugą, taką samą, proponując Erikowi.
Spojrzał przez ramię, starając się ocenić straty na sukience. Miał nadzieję, że uda się odzyskać jej pierwotne rozmiary i krój, bo mógł inaczej zacząć sobie wybierać nagrobek.
Usiadł na stole, wiedząc, że i tak będzie musiał dokonać porządnego prania. Najpewniej zaklęciami.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Thomas Figg - 28.05.2024

Pali i rozmawia z Isaaciem

Oblizał palce po zjedzeniu już całego ciasta i siadł krzyżując nogi, wygodniej tak było, niż ciągle zapierać się jedną ręką z tyłu czy garbić, żeby nie upaść na plecy znów. Zapewne odpowiedziałby twierdząco na zaoferowanego papierosa, jednak nie zdążył, bo ledwo otworzył usta do odpowiedzi to już miał w nich rzeczonego fajka. Wzruszył ramionami i po prostu zaczął go palić.
- Chyba whisky, nie wiem - powiedział po wypuszczeniu dymu z płuc. - Jadłem ciasto i bardzo chciało mi się pić... - ahh, podróż do korzeni dzisiejszego pijaństwa. - Ale potem w dzbanku jakiś śmieszek poza kontrolą, wlał whisky zamiast porządnego earl greya - zrobił niewyraźny gest przed sobą za pomocą wolnej ręki i nim dodał zaciągnął się papierosem i zaoferował go Isaacowi z powrotem. - Oto jestem... - zerknął na Bagshot i przyjrzał mu się uważniej. - Nie wiedziałem, że aż tak uwielbiasz tort, że postanowiłeś nim zostać - zachichotał z własnego dowcipu.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Brenna Longbottom - 28.05.2024

Po obfotografowaniu Morpheusa i Basiliusa, daję im trochę prywatności, a potem wypełzam spod stołu i idę zobaczyć, czy nie trzeba ogarnąć Thomasa F.

Rozbawiona Brenna nacisnęła migawkę, a widząc, że bitwa między Morpheusem i Basiliusem eskaluje, postanowiła że lepiej da im trochę prywatności, zwłaszcza że Erik też już czmychnął i może życzyli sobie na kilka chwil obsmarowywania się ciastem zostać sami. Wypełzła spod stołu w samą porę, by usłyszeć, jak Thomas domaga się od kogoś randki i kwiatów - widać sukienka Alicji sprawiła, że zaczął cieszyć się ogromnym powodzeniem i wydobyło to cichy śmiech z ust Brenny.
Wariaci.
Uwielbiała ich wszystkich.
Nie że nie lubiła czystokrwistych bali, ale jak wiele ich bywalcy tracili, że nie chodzili też na takie imprezy, jak ta? Brenna była absolutnie pewna, że bawiła się tutaj znacznie lepiej niż mogłaby na weselu Blacków.
Otrzepała swoją karcianą spódnicę, pozwoliła, by aparat zawisł na szyi na paskach. Chwilowo wystarczyło dokumentacji fotograficznej i miała nadzieję, że kilka zdjęć będzie udanych. Tylko będzie trzeba rzucić na nie jakieś zaklęcie, bo jak trafią gdzieś do prasy to... w sumie to właściwie co? A nie, zaraz, dobrze. Thomasowi niektórzy koledzy żyć nie dadzą.
Chwilowo jednak skierowała się do drugiego Thomasa, leżącego na trawie, i zajadającego się ciastem. Brenna miała wrażenie, że zrobione mu wcześniej zdjęcie należałoby podpisać "temu panu to już nie polewamy."
- Jak się bawisz? - rzuciła do Isaaca, a potem wyciągnęła rękę do Figga, chcąc pomóc mu usiąść. - Tommy? Dać ci wody? Chcesz tutaj zostać, czy może pójdziemy do kuchni?
Gdzie znajdzie jakiś eliksir, a potem pewnie pomoże mu dotrzeć do któregoś z pokoi gościnnych. Do domu go w takim stanie przecież nie mogła puścić, Nora by ich zamordowała.


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Basilius Prewett - 29.05.2024

Krzyczę do Brenny, wciąż walczę z Morpheusem

Tyle się mówiło, no dobrze, tyle się też żartowało, na temat szlachetności Longbottomów, a gdy Basilius raz zjawił się w Warownii, to jedna z przedstawicielek tego gatunku robiła mu głupie zdjęcia, drugi uciekł pozostawiając go samego, a trzeci próbował właśnie wpakować mu turkusowe ciasto w twarz z takim uporem, że Prewett zaczął się zastanawiać, czy wszyscy się przypadkiem czegoś nie nawdychali.
Panie Longbottom! To jest atak na nietykalność magimedyków podczas wojny!– prostestował, nie mogąc jednak powstrzymać cienia uśmiechu, który wbrew jego woli pojawiał mu się na twarzy. – Brenno? Hej. Brenno! Bez zdjęć! Czekaj. Nie! Nie zostawiaj mnie chociaż! Brenno!
Coś czuł, że przegra tę walkę, ale nie zamierzał się poddawać. Bohatersko bronił swojej twarzy i ubrań przed ciastem, próbując…właściwie to wszystkiego. Nie ważne czy wytraci ciasto Morpheusowi z ręki,  tak by znowu spadło na podłogę, czy też przekieruje je tak, by to atakujący został jeszcze bardziej ubrudzony. Całe szczęście, że Longbottom, z którym przyszło mu się “zmierzyć” sam nie należał do szczególnie sprawnych fizycznie, tak że Basilius nie musiał się raczej obawiać, że za bardzo się podczas tych przepychanek przemęczy.

Rzut na walkę
[roll=T]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Morpheus Longbottom - 29.05.2024

Ostatni atak na Basiliusa

Nawet, jeśli Morpheusowi nie udało się bezpośrednio trafić w magimedyka, to zdecydowanie cześć kremu z jego ubrania migrowała podczas szarpaniny w stronę drugiego mężczyzny, brudząc mu przy tym tłustymi śladami ubranie. Longbottom dawał się ponieść nastrojom oraz własnej grozie, która wisiała nad nim wraz z czasem, który dział się dookoła niego. Jeszcze kilka chwil w mierze zwykłego umysłu, ledwie zmierzch i nadejdzie czas, aby przebrnąć przez mrok i lustra, które już nie należały do Alicji, a broni czyhającej na nich w mroku. Teraz byli młodzi, nawet jeśli w rzeczywistości on nie był, z siwizną na skroniach. Czuł się nadal młodo, w sile wieku, w końcu nie chodziło o to, czym może się przydać jako mięso armatnie, lecz co potrafi jego umysł.

Powinien pan dobrze wiedzieć, że w wojnie i w miłości  nie ma żadnych reguł — stwierdził wesoło, próbując usiąść na Basiliusie. Longbottomowie byli honorowi, kłaniając się po pojedynkach i nie wbijając noży w niewinnych, ale aby zachować szarmancką rycerskość i polerowaną zbroję, należało najpierw utłuc zwierzę, z którego zrobi się skórzane paski, trzymające to wszystko w całości. Dlatego planował tym razem po prostu złapać Basiliusa za ramiona, przyszpilić do bujnego trawnika i wytrzeć swoją brudną od ciasta twarz o jego. Żadnego rzucania. Na szczęście stół krył ich przed oceną Alka na to zachowanie, przecież Alek nikomu nic nie powie, najwyżej nie poda już nigdy Morpheusowi ręki, w obawie, że się zarazi.


Ostatnia próba ataku, AF (N)
[roll=N]



RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Basilius Prewett - 30.05.2024

Ostatni raz próbuje ratować się przed ostatnim atakiem Morpheusa. To znaczy daję mu się przyszpilić, a potem się ratuję.

To nie tak, że kiedykolwiek jeszcze założyłby na siebie tę koszulę, a jednak jego wewnętrzny pedant był bardzo niezadowolony z tego, że została ubrudzona ciastem. Ogólnie chaos na tych urodzinach i wszędzie walające się resztki wypieków nieco mu przeszkadzały.
Jestem prawie pewny, że w obu przypadkach istnieją pewne regulacje – rzucił tylko i... I tym razem nie udało mu się obronić. To chyba to ciasto na ubraniu i komentarz Longbottoma sprawiły, że rozproszył się na tyle, by nagle znaleźć się na ziemi, przyszpilony ciałem starszego czarodzieja, który na dodatek postanowił wetrzeć mu w twarz ciasto, bez użycia dłoni. Jak dobrze, że byli pod stołem i Millie tego nie widziała.
Zaczynam się martwić, że ten tort ci zaszkodził – mruknął, zbyt rozbawiony, skołowany i może nieco zirytowany ciastem na twarzy, by pamiętać, że nie byli na ty. A potem przypomniał sobie, że w sumie to należałoby jednak walczyć o to, by Morpheusa z siebie zrzucić, co też bardzo sprawnie spróbował uczynić.

Rzut na zrzucenie z siebie Morpheusa
[roll=T]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Bard Beedle - 30.05.2024

Nagromadzone na stoliku ciasta znalazły swój słodko-tragiczny koniec na twarzach i odzieży zebranych. Tylko rodzeństwo Longbottomów wyszło z tego bez szwanku, oraz Ci z gości, którzy akurat wtedy taktycznie pozostali w kuchni. Magiczne usuwanie lukru i kremu nie przydało się na zbyt wiele – Bertie przeczuwając psotę sprawił, że wszyscy Ci którzy przyjęli na siebie pocisk, mieli białe, skrzące się jak śnieg plamy, nie ważne czy na skórze czy na ubraniu. Najpiękniej mieniła się twarz Alastora, najśmieszniej odciśnięta ręka Mildred na tyłku Isaaca, który oberwał u samego schyłku konfliktu ciastowego za klepanie Thomasa bez consentu.

Teraz jednak towarzystwo wyciszyło się nieco, ukontentowane słodkościami i przypływem endorfin. Jeże były już poskromione, flamingi odłożone w kąt. Thomasowa Alicja siedziała na różowym kocu i oparty o drzewo, przygrywał na swojej gitarze senne rockowe ballady, po tym jak gramofon nie przetrwał gonitwy między drzewami. Obok niego przysiadła na kocu jubilatka z wielkim kawałem nadgryzionego czekoladowego tortu obok siebie na talerzu, z nowym szkicownikiem zapamiętale nanosiła szkic za szkicem, przelewając wspomnienia na papier, zupełnie jak chwilę wcześniej Brenna biegała z aparatem fotograficznym. Wciąż było jasno i ciepło, choć puch zbliżającego się wieczoru niespiesznie opadał im na barki.


[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/fc/a2/ea/fca2ea243a5a3d9295397b144b785b56.jpg[/inny avek]

Następne i ostatnie w tej sesji podsumowanie: 07.06 godzina 21:00


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Millie Moody - 31.05.2024

Gdyby tylko mogła, zalałaby polanę żywicą złotą jak kolor jej oczu. Gdyby tylko mogła, nie wypuściłaby stąd nikogo. Brakło kilku drogich jej osób to fakt, ale te które przyszły tego dnia spotkać się z nią, były dla niej ważne, były jej rodziną, która pomogła jej przetrwać wiele lat i pomogła jej teraz stanąć na nogi, w tym słodkim szaleństwie odbudowywać wrażenie normalności i stabilizacji. Cóż, ostatecznie normalność i stabilizacja w przypadku Moody zawsze była... nieco kreatywna w swym znaczeniu.

Czuła jednak jak głowa jej iskrzy, jak lęki wracają, zaborczo sięgając do skroni, a słowa Brenny z dzisiejszego poranka domagają się posłuchu.

Nie żyjemy w miłych czasach

Słowa odbijały się echem, prawdziwe, ale tak bolesne. Każdy w końcu czekał na swój gwóźdź ułożony z fusów w filiżance przeznaczenia. Millie wiec rysowała, rysowała zapamiętale, jakby od tego zależało jej życie. Tak jej polecił lekarz, że to ponoć miało pomóc, choć często miało to odwrotny skutek, pogłębiając tylko jej depresyjne stany. Rysowała licząc, że to co widziała i to czego doświadczyła było prawdziwe, a nawet jeśli nie... cóż, takim to zapamięta. To były tylko szkice, kreski i koła nałożone na siebie, pod większy obraz, większą myśl. Uczucia. Miłość pewnie. Dużo serca. Strachu. Za każdym razem gdy ręka drżała aby zamalować twarze, za każdym razem, gdy grafit chciał rozerwać stronę, by czarną smugą przedstawić śmiertelny cios, rozbryzg krwi, za każdym razem porzucała szkic, przewracała kartkę i rysowała dalej. Coś innego. Kogoś innego. Marząc i pragnąc, by były to tylko koszmary a nie prorocze wizje. Nigdy dotąd nie pragnęła bardziej być tą wybrakowaną Trelawney.

Rzemiosło 0
[roll=T]
[roll=T]


RE: [7.08 | Warownia Longbottomów] Złote popołudnie - Erik Longbottom - 31.05.2024

Cały czas trzymam się z Thomasem.

Gardzę przemocą, nawet w akcie samoobrony — skłamał gładko, aby po chwili odwzajemnić szeroki uśmiech przyjaciela. Praca w Brygadzie Uderzeniowej, karta członkowska londyńskiego Klubu Pojedynków, gra w szkolnej drużynie quidditcha przed laty... Tak, wszystko wskazywało na to, że wręcz nienawidził konfliktów. Nawet takich pomniejszych, które rozgrywały się w kontrolowanych warunkach. — Więc chyba sobie daruję.

Wbił zszokowane spojrzenie w filiżankę wypełnioną do połowy winem. Mógł sobie tylko wyobrazić, jak zareagowaliby na ten widok prawdziwy koneserzy tego trunku pokroju Anthony'ego Shafiqa. On nie uznaje nawet kostek lodu w kieliszku, pomyślał z przekąsem, przypominając sobie, jak parę razy go zbeształ za niepotrzebne rozcieńczanie wina zmrożoną wodą.

Z perspektywy czasu, nieszczególnie mu się dziwił. Czasem miał wrażenie, że starszy czarodziej przykładał większą wagę do swojej kolekcji trunków niż do obowiązków zawodowych. A to sporo o nim mówiło, biorąc pod uwagę, jak wysoko zaszedł w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.

Na szczęście jednak Shafiqa tutaj nie było, toteż nie miał okazji wygłosić piętnastominutowego monologu skierowanego do Erika i Thomasa. Longbottom odebrał więc filiżankę od drugiego czarodzieja i upił kilka łyków, bezwiednie prostując przy tym mały palec. Całe lata spędzone na popijaniu herbaty w różnorodnym towarzystwie o najdziwniejszych porach dnia i nocy już dawno temu przyniosło efekty, sprawiając, że niektóre odruchy po prostu weszły mu w krew.

Podczas gdy para Brygadzistów sobie spokojnie dyskutowała, reszta gości zdawała się nieco uspokajać. No i dobrze. Jak nie będą mieli tak dużo energii, to przestaną szaleć, skomentował bezgłośnie, z niemałą satysfakcją zauważając, że tylko on i jego siostra zdołali uniknąć bliskiego spotkania ze słodkościami przygotowanymi na imprezę.

Widzisz, jednak mi się udało! — Uniósł filiżankę z winem w geście zwycięstwa. — Nie to, co poniektórzy — Wskazał subtelnie na innych gości, zatrzymując na dłużej wzrok na Basiliusie i Morfeuszu. — Mam dziś szczęście. To nietypowa sytuacja jak na ostatnie tygodnie.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5yWrj12.jpg[/inny avek]