![]() |
|
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy (/showthread.php?tid=3497) |
RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Viorica Zamfir - 23.07.2024 Podchodzę do barku, obserwuję wymianę na żetony Atreus wyszedł z wygraną, Basilius też, a ona? Musiała na razie obejść się smakiem i nawet to, że nie przegrywała własnych pieniędzy wcale nie poprawiało jej humoru. Jedyne co ratowało na razie ten wieczór to możliwość podręczenia Bultrode’a o tego powtórzonego Waleta, który podejrzewała był właśnie jego sprawką. Szkoda, że znów nie wywołał bójki, mogłaby przynajmniej go podopingować. Miałaby też potwierdzenie, że ci snobistyczni czystokrwiści wcale nie różnili się od reszty społeczeństwa. Mieli jedynie droższe garnitury. Spojrzała w stronę Marcusa Flitwicka, który właśnie wymieniał całkiem ciekawy przedmiot na jeszcze ciekawszą ilość galeonów. Kiedyś pewnie może nawet udałoby jej się łatwiej znaleźć nabywcę na tą całą obróżkę, teraz już w większości wypadła z obiegu. Chociaż, po bliższym zastanowieniu się, może jednak zatrzymałaby ją dla siebie? No, nie konkretnie dla siebie. Z tą myślą wylądowała przy barze, uśmiechając się do będącej już tam Camille, która opróżniała zapasy wina w tempie, którego nie powstydziłaby się Vior. Nie sięgnęła jednak po ten trunek. Wybrała jakiś kolorowy, ciemnoróżowy drink, który miała nadzieję będzie kurewsko słodki. Potrzebowała trochę radości w tym na razie mało szczęśliwym dla niej wieczorze. - Wznosisz ze mną toast za odmianę losu, czy ten ci jednak sprzyja? - zagadała, nie przejmując się, że kompletnie się z kobietą nie zna. Zastanawiała się, czy to już czas na zastawienie swojej biżuterii, czy może jednak lepiej poczekać, aż nie spłuka się całkowicie i nie będzie miała już nic więcej do stracenia. W końcu wieczór miał być jeszcze całkiem długi, a ona nie spróbowała nawet zabawy z ruletką. Szkoda by było skończyć tylko na oglądaniu jak inni dobrze się bawią, gdy sama dopiero zaczęła sączyć dreszczyk emocji, który powinien towarzyszyć rozgrywkom. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=h4yJ4hH.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Bard Beedle - 23.07.2024 Przez to, że zaproponował rozmowę stojącemu przy tym stole czarodziejowi, postanowił przez najbliższe parę chwil poczekać aż zakończy transakcję. Tym bardziej, że zaproponował mu porozmawianie na świeżym powietrzu. Dla niego stanowiło to również sposobność do szybkiego wypalenia papierosa zanim powróci do swojej towarzyszki. Goście zaczynali odchodzić od stołów, a to oznaczało, że niebawem znów ujrzy swoją towarzyszkę. Pierwszą osobą, na jaką padło jego przelotne spojrzenie, była Camille. Wszystko wskazywało na to, że będzie musiał zmienić swoje plany i odłożyć w czasie rozmowę z Hindusem. — Obawiam się, że naszą rozmowę możemy być zmuszeni odwlec w czasie. Może nadarzy się ku temu sposobność, monsieur Birle. Zamierzam niebawem dołączyć do swojej towarzyszki. Pardon. — Nie brakowało powodów, przez które chciał zamienić z nim parę słów. Zależało mu na tym, aby dokonanie wymiany zegarka na żetony przebiegło w dyskretnej atmosferze. Od tego zależało jak bardzo będzie uchodzić za bogacza w rzeczywistości nim nie będąc. — Prawdziwy hazard nie zawsze musi zawsze się odbywać przy stołach do gier. — Pozwolił sobie skomentować obserwowaną wymianę zdań i podejmowane przez pana Birle jak najkorzystniejszej dla siebie sumy za tak... niestandardowy przedmiot. Bycie jednym ze świadków tak intrygującej rozmowy dało mu chwilowy wgląd w notatki rzeczoznawcy, które mogą okazać się przydatne. — Camille, kto wygrał? — Powrócił spojrzeniem swojej kuzynki, która jako jedna z pierwszych opuściła tamto pomieszczenie. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Celine Delacour - 24.07.2024 Stosunkowo szybko wróciła do głównego pomieszczenia. Mimo prośby Agnes, nie od razu jednak podeszła do fortepianu. Uznała, że miała jeszcze chwilę. Może kilka chwil dla siebie. Zwłaszcza, że ciotki nigdzie nie było widać. Czyżby zniknęła, chcąc odpowiednio zająć się tą całą niespodzianką? Okaże się za chwilę. Za kilka chwil? Spojrzeniem odnalazła Camille. Camille oraz Matthiasa. Chwilę im się przyglądała. O tym też będzie musiała z kuzynką szczerze porozmawiać. Choć może niekoniecznie dzisiaj. Będą musiały się umówić. Spotkać tylko we dwie. Może nawet uda im się to zrobić jakoś w tygodniu? - Podejdźmy do Camille. – zwróciła się do Urlett. Następnie, nie czekając na reakcje kobiety, ruszyła w kierunku kuzynki. Kiedy znalazła się wystarczająco blisko, odezwała się w jej stronę. Nie kryła przy tym lekkiego rozbawienia. Łatwo było wychwycić, że wypowiedziane słowa nie były poważne. – Tak szybko uciekłaś, że byłabym skłonna pomyśleć, że mnie unikasz. A przecież obiecałaś mi rozmowę. – zagadnęła, po czym, nie dając czasu na odpowiedź, na jakąś reakcje, płynnie przeszła na język francuski. – Mogłabyś zająć się moją znajomą? Nikogo tu nie zna. Odwdzięczę się za tę drobną przysługę. – odgórnie założyła, że zwracając się po francusku, nikt niepowołany (Matthiasa za kogoś nieodpowiedniego nie uważała), tej prośby nie usłyszy. A przynajmniej nie zrozumie przekazu. Celowo też nie wypowiedziała imienia Urlett. Ta mogłaby wtedy łatwiej połączyć fakty. Nie chciała tego. – Udało wam się cokolwiek wygrać? – to już dodała po angielsku. Proste pytanie. Pytanie logiczne. Celine nie zdążyła wcześniej się w tym rozeznać. Nie wiedziała kto iloma żetonami dysponował. Kto ile ich zyskał. Kto ile ich stracił. Nie miała też zielonego pojęcia o tym, że Matthias zdecydował się zastawić własny zegarek, żeby móc dalej grać. Nie to, żeby krytycznie takie zachowania oceniała. No może trochę. Troszeczkę. Spojrzała nawet kilka razy w kierunku Marcusa Flitwicka i pana Birli. Birla? Nie wiedziała jak powinna odmieniać to nazwisko. Ale też na poprawności jej nie zależało. - Nie chciałabym tak nisko upaść, żeby zastawiać własną biżuterie. – stwierdziła. Wolna ręka powędrowała przy tych słowach do wisiorka. Wisiorka z cennym kamieniem. Szafirem. Raczej nie tak drogiego jak obroża pana Birla, ale nadal zapewne całkiem wartościowego. Następnie lekko się pochyliła. Ściszyła też głos, tak żeby kolejnych słów nie usłyszał nikt spoza ich wąskiego grona. Camille, Urlett, Matthias, Viorica. – Choć tak szczerze mówiąc, to też obroży nie byłoby mi szczególnie szkoda. Okropne paskudztwo. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Lorien Mulciber - 24.07.2024 wyszła z sali do ruletki -> stoliki przy fortepianie
Powiedzieć, że pani Mulciber miała problem co począć ze swoją pasierbicą to jakby nie powiedzieć nic. Sophie… Nie pasowała do tego środowiska. Była jak płotka, wpuszczona do basenu pełnego rekinów. Delikatna jak kwiatuszek. Ciapa. Ciepłe kluchy. No i jeszcze ta nieszczęsna skłonność do tłuszczyku. To nie był ten archetyp dziewczynki, która miała szansę przetrwać w ich środowisku. Sophie przypominała jej te wszystkie zagubione w świecie panienki, które aż się prosiły o kłopoty. Mało to takich było? Dziewcząt w zbyt grzecznych, pruderyjnych sukienkach. Pojawiały się w ciemnych kasynach, poznawały jedną niewłaściwą osobę, pozwalały się uwieść miłym słowem i uśmiechem, a potem… znikały. Minęła ludzi targujących się o swoje cenne drobiazgi, ale uznała, że to jeszcze nie czas, żeby dyskutować z panem Birlą temat sprowadzania tekstyliów do kraju, choć nie mogła zaprzeczyć, że kwestia interesowała ją… zarówno zawodowo jak i prywatnie. Kolejny sukces OMSHM’u. Mały, wielki krok ku poprawie gospodarki Królestwa. A przy tym nie mogła nie zachwycać się pięknem strojów i tkanin importowanych z byłej brytyjskiej kolonii. Stanęła na moment obserwując też Matthiasa, chociaż nie widziała co konkretnego tam zastawia. Ulubieniec Agnes Delacour, a przy tym chłopaczek, o którym ta nigdy nie pisnęła ani słowa. Najwyraźniej jednak nie był żadnym przebierańcem czy podstawionym aktorem, bo reakcje Camille na jego osobę wydawały się nad wyraz realne. Ludzie wychodzili też powoli z sali do pokera. Więc i tam siły się wyraźnie porozkładały. Ktoś wygrał, ktoś przegrał. Ilu z nich spłukało się kompletnie? Nie sposób było to jeszcze ocenić, więc zgodnie z tym co planowała wcześniej, Lorien usiadła przy jednym ze stolików. Odstawiła kieliszek na blat, przewiesiła torebkę przez oparcie krzesła. Tak. Musieli się w tym momencie skupić na dziewczynce. Zanim będzie za późno. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Morpheus Longbottom - 24.07.2024 Aryaman BirlaRozmawiam z Marcusem.
Potaknął Matthiasowi, trochę jakby zbywał brzeczącą muchę. Jak do niego podejdzie to porozmawiają, jeśli nie, trudno. Bardziej przygladał się żetonom układanym przed nim w równiutkich dziesiątkach plus jeden. Sto i jeden. Odczekał sekundę, dwie, aż Flitwick dołoży więcej, ale gdy ten tego nie zrobił, poczuł ukłucie gniewu w trzewiach. Już dawno się nie odzywał w nim gniew sprawiedliwego, płonący miecz prawdy, strzegący Edenu. Zamiast jednak zacisnąć dłoń w pięść, odruchami młodzieńca, którym nie był już od dawna, uśmiechnął się wężowato, uśmiechnęły się nawet oczy. — Uznam to za owocny początek wzajemnie współpracy, w ramach wdzięczności — oczywiście wobec niego, za tak łaskawe podejście do zmniejszonej stawki. Niech myślą, że jest łatwy do ugniatania, jak glina, niech widzi miękką materię Birli. Nuworysze handlowego z ogromnym majątkiem. Wpisał swoją godność, niby,udając odruch pisania czegoś innego, sanskrytem. Zapisał też adres apartamentu Shafiq'a na Horyzontalnej i podpisał się jakimiś zamaszystymi bazgrołami. W tym czasie przyglądał się zapisanym stronom oraz to, co przebija, aby zobaczyć nazwiska widniejące na liście Marcusa. A nuż mu się przydadzą. Percepcja (PO): zajrzenie do listy osób które się wpisały do notesu.
[roll=PO]RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Bard Beedle - 24.07.2024 Birla nie zorientował się czy po prostu nie zdecydował się na to, aby odpowiednio zareagować? Zaprotestować na tę próbę oszustwa? Marcus nie miał tutaj pewności. Nie mógł jej mieć. Nie wiedział przecież, co siedziało w głowie hindusa. Przez te wszystkie lata wciąż nie nauczył się czytać innym w myślach. - Na pewno będzie owocna. Polecam się na przyszłość, panie Birla. - odpowiedział, czekając aż ten umieści niezbędne informacje w prowadzonej ewidencji. A także podpisze się przy nich swoim własnym nazwiskiem. Potwierdzi tym samym, że w zamian za zastawiony przedmiot - tutaj obrożę - uzyskał od niego uzgodnioną kwotę. Niemałą kwotę. 151 żetonów powinno było dać 755 galeonów. Zadowolony z ubitego właśnie interesu, jeszcze przez dobrą chwilę spoglądał za odchodzącym hindusem. Łatwo poszło - przeszło mu przez myśl. Dokładnie tak łatwo jak się tego spodziewał po obcokrajowcu, który tutaj nikogo przecież nie znał - za wyjątkiem Anthony'ego Shafiqa. Zamknął notes. Odłożył na wcześniejsze miejsce. Następnie wrócił do rozwiązywania krzyżówki. Tej samej, którą zajmował się zanim przy punkcie wymiany pojawił się Matthias Delacour. ***
Wpisując się do notesu, Morpheus zdołał dostrzec następujące zapiski:
Sierpień 1972
Susan Jones -Aleja Horyzontalna 67/U1 - srebrny wisiorek, 30 galeonów Laurence Skamander - Pokątna 21/A3 - złoty pierścionek, 220 galeonów Penelope Anne Weasley - Aleja Horyzontalna 17/4 - bransoletka, 10 galeonów Anthony Urquart - Hogsmeade - jakieś nieczytelne ślaczki, 275 galeonów Jonathan S... Dwóch ostatnich pozycji nie zdążyłeś przeczytać, tak samo jak i wszystkich tych, które nastąpiły po tej pierwszej piątce. Zorientowałeś się natomiast, że Marcus osobno zapisuje transakcje z każdego kolejnego miesiąca, zaś w tym konkretnym zaliczył ich ledwie 26. Albo może aż 26? Pod tą pozycją wylądowała bowiem zastawiona przez Ciebie obroża. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Bard Beedle - 24.07.2024 - Wznoszę toast za wszystkich tych, którym dzisiaj szczęście jeszcze nie dopisało - odpowiedziała dyplomatycznie, zerkając na Vioricę. Nie znała jej ani z twarzy, a tym bardziej z imienia, lecz nie miała nigdy oporów przed tym, by zapoznawać się z nowymi ludźmi. Co prawda jej baterie społeczne wyczerpywały się dość szybko, ale miała ich jeszcze plus minus połowę. - Camille Delacour, Agnes to moja ciotka, ale najwyraźniej szczęście w hazardzie nie jest dziedziczne. Dodała, wzdychając nieco zbyt teatralnie. I pomyśleć, że chciała być chwilę sama. Odzyskać rezon, wymienić pusty kieliszek wina na pełny tak, by możliwie jak najmniej osób zorientowało się, że ten który odebrała jeszcze w pokoju do ruletki, został zbyt szybko opróżniony. Ale nie było jej to dane - na pierwszy ogień poszła Viorica, która musiała zauważyć tę chwilową niestabilność kobiety, a potem podszedł Matthias, który wyrósł jakby spod ziemi tuż przed nimi. Nie to, że go nie zauważyła, po prostu odrobinę się rozkojarzyła, sięgając po nowe wino. Jej zaskoczenie dało się łatwo zaobserwować w drgnięciu i zwróceniu zaskoczonego spojrzenia w stronę kuzyna. - Nasza droga Agnes i pani Mulciber - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie uśmiechała się - jej wyraz twarzy zdawał się być stonowany. Uprzejmy, acz odrobinę chłodny. - Nasza Agnes nie ma sobie równych, chociaż trzeba przyznać, że Lorien albo ma wyjątkowe szczęście, albo naturalny dryg. Dodała nieco łagodniej i wcale nie złośliwie. Nie spodziewała się spotkać tutaj Matthiasa - jego pojawienie się na samym początku przyjęła z zaskoczeniem i gniewem, podobnież jak słowa, które wypowiedziała ich ciotka. Skarb... Mimowolnie przypomniała sobie słowa matki, a dłoń, którą opierała się o stolik, zacisnęła się mocniej. Blondynka już otwierała usta, by kulturalnie wyjaśnić fakt, że zamierzała odejść od mężczyzny, gdy kolejna osoba z jej rodziny pojawiła się obok. Celine Delacour znowu zdawała się ratować swoją osobą sytuację. Na jej widok Camille nieznacznie się rozluźniła, chociaż kiwnięcie głową było dość sztywne. - Agnes ma talent do organizowania przyjęć, lecz mam wrażenie, że obsługa musiała być u Blacków, bo wcale nie uwijają się tak szybko, jak powinni - odpowiedziała kuzynce po francusku, niejako wyjaśniając swoje szybkie zniknięcie. Było to oczywistym kłamstwem - Celine znała Camille na tyle długo, że powinna wiedzieć, że blondynka ma... Mały problem z przegrywaniem. - Ależ naturalnie. Zamierzasz nas olśnić kolejną melodią? Tylko uważaj, Celine, jest tu wielu kawalerów, którym nie tylko twoja muzyka może zawrócić w głowie. Odpowiedziała także po francusku. Nie wydało się nie zauważyć, że z kuzynką rozmawiała dużo swobodniej, niż z Matthiasem. Spojrzenie przeniosła na Urlett i posłała jej uśmiech. - Niestety ale byłyście świadkami mojej sromotnej porażki tuż na sam koniec. Będę musiała spróbować szczęścia w kartach - odpowiedziała, przechodząc na angielski. - Sądziłam, że Agnes zaprosiła wyłącznie osoby, które... cóż, nie muszą zastawiać biżuterii, by móc wejść do gry. Camille nie była plotkarą, o nie, co to to nie... Chociaż może czasem jej się zdarzało. Ot, to było tylko niewinne przypuszczenie, głośne wypowiedzenie myśli, zwieńczone lekkim wzruszeniem ramion. I tylko odrobina złośliwości w jej głosie świadczyła o tym, że nie do końca podoba jej się wizja spędzenia wieczoru wśród osób, których nie było stać. Jej wzrok podążył w stronę nieznajomego, egzotycznie wyglądającego mężczyzny. Obroża... Zmarszczyła brwi, ale nie skomentowała tego wyjątkowo, bo nie wypadało. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Sophie Mulciber - 24.07.2024 Sophie przygryzła dolną wargę i co rusz patrzyła w stronę drzwi, za którymi zniknął Matthias. Chciała wyglądać na zajętą, więc udawała, że piła szampana. Czarne myśli nawiedziły jej biedną, rudą główkę. Nie rozumiała, dlaczego nie zabrał jej ze sobą. Czyżby… ostatecznie zrobiła na nim złe wrażenie, więc od niej uciekł? Zaczęło zbierać jej się na płacz, ale postanowiła być twarda. Zacisnęła usta i odstawiła kieliszek. Poprawiła włosy żeby zrobić coś z rękami i dokładnie w tym samym momencie Lorien przechyliła się przez stół, żeby zaproponować rozmowę. Sophie pokiwała głową i z lękiem spojrzała na wuja Richarda. Ten jednak zwrócił się do niej łagodnie, co sprawiło że zrobiło jej się cieplej na sercu. Może i Richard był surowy i patrzył na nią karcąco, ale bywały momenty kiedy czuła, że naprawdę się o nią martwił. -Dobrze.- Uśmiechnęła się nieco smutno i wsypała żetony do swojej torebki. Zrównała się z wujem i złapała go pod ramię. Nadal chciało jej się płakać, ale postanowiła być dzielna! Biedna Sophie. -To mój kolega. Poznaliśmy się na lammas. I to nic takiego, naprawdę. Chyba już sobie poszedł.- Powiedziała cicho Sophie, kiedy we troje przystanęli żeby porozmawiać. Nie miała zbyt szczęśliwej miny i starała się nie łapać kontaktu wzrokowego z wujem ani macochą, żeby nie zauważyli, że była zawiedziona. -Dlaczego... a gdzie no... wiecie kto?- Nie chciała, żeby ktoś przez przypadek ich podsłuchał, więc zapytała o ojca "szyfrem". Miała nadzieję, że wyjaśnią jej, dlaczego wuj udawał Roberta Mulcibera. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Richard Mulciber - 24.07.2024 Wychodzę z Sophie z pomieszczenia od ruletki.
Dołączamy do Lorien przy stoliku, blisko fortepianu. To nie było miejsce dla takich dziewczynek jak Sophie. Z tymi słowami Richard zgodziłby się z Lorien. I najwyraźniej to jest kolejna kwestia dotycząca Sophie, która ich łączyła w zgodzie. Pierwszą była cytrynówka tej młodej wiewióreczki. Wraz z córką brata, opuścił pomieszczenie przystosowane do gry w ruletkę. Użyczył ramienia Sophie, aby mu się nie zgubiła, jeżeli też tego potrzebowała. Zmierzali do stolika, gdzie czekała Lorien. Po drodze, rozejrzał się, dostrzegając osoby rozmawiające z kimś, kto zajmował się wymianą żetonów. Czy właśnie widział, jakieś oddawanie na wymianę, własności przedmiotowych? Nie zdążył jednak przy tym miejscu zarejestrować Matthiasa, który oddalał się zbliżając do Pań Delacour. Tym lepiej. Mogli przez moment porozmawiać z Sophie, w ich małym gronie. Zarejestrował także osoby wychodzące z pomieszczenia, gdzie najpewniej rozgrywał się poker. Nie przyglądał im się zbyt długo, aby wyszukać zwycięzcę czy przegranych. Nie byli w tym momencie dla niego ważni. - Dlaczego zgodziłaś się mu towarzyszyć?Zapytał spokojnie, tonem głosu słyszanym tylko im dwoje. Odpowiedział pytaniem, kiedy wytłumaczyła się w sprawie swojego kolegi. Nie podobał mu się. Tak nie zachowuje się dżentelmen, w którego zaślepiona jest Agnes. Dołączyli do Lorien, a wtedy Sophie zadała im pytanie, dziwnie szyfrowane. Richard spojrzał porozumiewawczo na Lorien, po czym znów na Sophie. "Co mam jej powiedzieć? Że Robert woli krzyżówki od hazardu?" – zastanawiał się. Nie mógł powiedzieć prawdy jaką znał. - Nie mógł przyjść.Najbezpieczniejsza odpowiedź jaką mógł jej udzielić w takim miejscu. Nie mając pewności, czy ktoś nie zechce do nich dołączyć i coś usłyszeć. Sophie mogła pytać o kogokolwiek z ich rodziny. Nieobecność Roberta można było wytłumaczyć także tym, że trafił się upierdliwy klient, świeczki trzeba robić. Lorien miała zaproszenie na przyjście z mężem, więc Richard jej towarzyszy. Proste? Powinna to kupić, gdyby dopytywała. Pytanie tylko, co jej Lorien dopowie. Jeżeli cokolwiek. Takiego scenariusza nie przewidzieli. Nie spodziewali się takich problemów. W tym czasie dopił swoje whisky. Jeżeli któraś z kelnerek przemieszczała się z tacą po sali, zwrócił opróżnione naczynie. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7u6XwWd.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Atreus Bulstrode - 25.07.2024 Poszedł za Vior, nie marząc o niczym innym jak żeby stanąć przy barku i znowu się czegoś napić. W międzyczasie jednak wyciągnął z kieszeni papierosy i odpalił jednego, chwilowo folgując w tym momencie uzależnieniu od tytoniu. Wbrew temu co myślała jego towarzyszka, on nawet cieszył się, że jeszcze nie doszło do żadnej bójki. Nie miał jakoś na to zbytnio ochoty - to nie był boczny zaułek, sabat, impreza po pojedynku ani wesele. Byli tutaj nie żeby się prać po mordach, a żeby wygrywać pieniądze. Niektórzy nawet, żeby coś poczuć, chociaż sam Bulstrode rzucał żetony na stół raczej dla zabawy. Mimowolnie zerknął w kierunku Flitwicka, który rozmawiał z towarzyszem Anthony'ego na ten wieczór, wymieniając zastawiony przez niego przedmiot na pieniądze. Przez moment zwyczajnie się im przyglądał, nieco nawet zaciekawiony, próbując dostrzec otaczające ich aury i wybadać, jak bardzo podobała im się przeprowadzana transakcja, ale po paru krokach do baru i mógł zamówić kolejną ognistą. Na całe szczęście. na aurowidzenie marcusa i morpheusa [roll=Z] Sięgnął po swoją ognistą, zwracając teraz większą uwagę na Zamfir i jej towarzystwo. Akurat żeby usłyszeć ostatnie słowa Camille, kiedy zatrzymał się obok Viorici. - Proszę się nie martwić, karty są dzisiaj łaskawe. Aż nadto - nawet ich się namnożyło w talii od tego wszystkiego, ale tego akurat już nie powiedział na głos. Uśmiechnął się tylko do kobiet. - Atreus Bulstrode, miło mi poznać - przedstawił się jeszcze grzecznie, a kąciki ust uniosły się znowu, tym razem w nieco bardziej szelmowskim wyrazie. |