![]() |
|
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559) |
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 13.07.2024 przy morzu, z Atreusem i Basiliusem, tłumaczę temu ostatniemu, że Sam jest człowiekiem i animagiem Brenna akurat nie zamierzała ich ochrzaniać, przynajmniej póki każdy był żywy i niepołamany – wychowana w Warowni, w stadzie dzieciaków, a potem obracająca się w towarzystwie, którego duża część zgromadziła się na tej plaży, przywykła do różnych wariackich wydarzeń. Ba, bywała ich prowodyrką. W dodatku znała kilku Prewettów, wiedziała, czego można się po takich spodziewać, i wiedziała też, że Basilius lubił nosić przy sobie kilka zestawów kart, a na „wspomaganiu” myślał o tym, żeby robić przewroty w bok. To że Basilius nagle postanowił polatać sobie na miotle, na której najwyraźniej absolutnie latać nie potrafił, nie klasyfikowało się nawet w jej oczach jako "drobna katastrofa" i przynajmniej dopóki mężczyzna nie był ranny, nie zasługiwało na zawracanie sobie tym głowy. O planowanym wyścigu miotlarskim też skupiona na szukaniu obrażeń i sprawdzaniu muszli nie usłyszała, ale gdyby nawet było inaczej, upewniłaby się tylko, że żaden z jego uczestników nie był pijany. Byli dorośli, jeśli chcieli ścigać się na miotłach, to niech się ścigają, przynajmniej póki nie planowali ustawiać morderczego toru przeszkód. Powstrzymać Heather przed szaleńczym lataniem na miotle? Brenna równie dobrze mogłaby próbować powstrzymać cykl przypływów i odpływów morskich albo jej brat mógłby próbować nakłonić ją do grzecznego siedzenia w domu i zajęcia się szydełkowaniem. Ba, mogła nawet obiecać skrzynkę piwa dla zwycięzcy. – Nawet gdyby ręce były połamane i miał poważne obrażenia wewnętrzne? - spytała odnośnie słów Atreusa, że kuzyn musi powiedzieć, że wszystko w porządku, kompletnie nieświadoma, że obaj mężczyźni woleliby po prostu nie zwrócić na siebie uwagi krewnej, ale jakoś mimowolnie na uśmiech odpowiedziała uśmiechem, chociaż jej był raczej mało cwaniacki. A potem pstryknęła lekko palcami w muszlę, wiszącą na szyi Prewetta. – Ta zmniejsza zmęczenie i dodaje energii, ale to drobny efekt, może zniknąć dość nagle – ostrzegła, bo nie chciała, żeby Basilius przypadkiem przegapił ten moment, w którym zaklęty przedmiot utraci swoją moc, i w efekcie skończył na plaży nieprzytomny. – W pobliżu jest jaskinia, która świetnie się nada, żeby go tam zamknąć – parsknęła na słowa Prewetta. – Nie przejmuj się, nad ranem wezwiemy na klify Błędnego Rycerza, mamy też drugi namiot, koce i poduszki, bo znając towarzystwo, część pośnie tutaj, wasza krewna chyba nie podeszła nawet do alkoholi, a w razie czego ja też nie planuję pić i będę odstawiała ludzi… hej, czy to że spadłeś z miotły, znaczy, że teraz ja muszę z jakiejś spaść? Chociaż... hm, właściwie to trzy miesiące temu z jednej skakałam – zastanowiła się, bo przecież to wszystko szło tak mniej więcej na przemiennie, włącznie z padaniem sobie nawzajem do stóp. I chciała zaraz dopytać, jak się bawią, i czy coś im przynieść, kiedy Basilius nagle pobladł… …wskazał Sama. Brenna zamrugała, a potem usiadła na piasku, i parsknęła krótkim śmiechem. Na litość Merlina! I pomyśleć, że ona napisała o tym niedźwiedziu w raportach! Uważała, że może naprawdę zaklęcie stworzyło jakiegoś magicznego niedźwiedzia z puszczy Inglewood! – Bogini, a ja już sądziłam, że to był strażnik grobowca Triony – stwierdziła w końcu. – To Sam. Nie Thoran Yaxley, zastrzegam na wypadek, gdybyś o nim słyszał. Animag. Zamienia się w niedźwiedzia. Nie mam pojęcia tylko, co tam robił, rzadko opuszcza Dolinę. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Samuel McGonagall - 15.07.2024 Przy ognisku z Norą, na nikogo nie zwracam uwagi bo Nora jest całym moim światem UwU Ach te muszelki, jak one mieszały w głowach, ale tak przyjemnie tak niezauważenie, bo przecież teraz kiedy Nora rozmawiała z nim, kiedy uśmiechała się do niego, kiedy dotykała go i trzymała za rękę, to w ogóle było nic z tego co się zadziało przy śniadaniu. Samuel czuł się nieswojo gdy otaczało go za dużo nieznajomych twarzy, ale teraz nie miał z tym problemu, bo przecież Nora była całym jego światem, wszystkim tym co potrzebował do szczęścia. Zakochanie rozsadzało mu zielone serce tak mocno, a jednocześnie czuł się spokojny jak nigdy chyba dotąd. Ani przez moment nie pomyślał nawet, że za dużo szczęścia mogłoby ściągnąć na zebranych katastrofę, że za duża euforia mogłaby przeorać piasek korzeniami. Och nie, on już wiedział co musi z tym zrobić, on ćwiczył, on przebudowywał całe swoje życie tylko po to, by jego słodka jak miód nimfa była zadowolona. – Musiałem. Gdybym.. gdybym mógł to dałbym Ci gwiazdę z nieba. – Chciał bardzo zobaczyć ten uśmiech ten rumieniec, chciał tak bardzo jej się przypodobać. Ale też, umówmy się, chciał w samczej zaborczości pokazać Leosiowi, że ma się odpierdolić. Tego pierścionka tak łatwo nie zniszczy, tego podarunku tak łatwo nie zabierze. I mogło jej brakować słów, mógłby też chcieć żeby brakowało jej tchu (skłamałby stwierdzając, że nie lubi tych momentów), byle tylko nie zbrakło jej w oczach tej iskry, byle twarz nie przestała jaśnieć tak promieniście jak dziś. Wsunął jej na palec pierścionek, powoli, zapominając o oddychaniu. Tak było właściwie? Zaraz potem palcami sięgnął jej brody i uniósł ją ku sobie, bo skoro brakło jej słów to mogło i zbraknąć oddechu. Zupełnie tak, jakby już sobie przyrzekli, we właściwym miejscu tu, niedaleko Doliny, pod ciężkim baldachimem zieleni, w oddechu wody i ziemi, w ciepłym blasku ognia i powiewie wiatru szarpiącym jej skąpy strój. Objął ją mocno nie bacząc na nic, objął i przyciągnął do siebie tak jakby nie zamierzał nigdy więcej wypuścić jej z ramion. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FOQZ0FN.jpeg[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Millie Moody - 15.07.2024 Przy ognisku z Eden, Alastorem, Bertim i Alexandrem.
Z przejęcia moja uważność nie wychodzi poza ten krąg. Uścisk brata zawsze był dla niej kojącą przystanią. Nawet jak ją pojebało do reszty, nawet jak w bezsenne noce przychodził tylko ból, tęsknota, której sposoby ukojenia kształtowały się w bardzo dziwne sposoby raniące ich oboje... Nawet wtedy, czuła spokój gdy silne ramiona zamykały ją przed światem. Gdy na ten krótki moment mogła poczuć się zauważona. Gdy mogła rozluźnić się, opuścić gardę, zapaść i... ... i koniec. I tyle. Rzeczywistość i konieczność rozmawiania. Umiejętność rozmawiania. To było trudne. – Tak? Byłaś...? – Alastor sprzedał jej informację i nagle w całości uwaga Millie skierowała się znów na Eden, tak jakby ta zbyt długo spoglądała w ciemność, a ciemność postanowiła odpowiedzieć jej zainteresowanym spojrzeniem pary złocistych oczu osadzonych w pociągłej twarzy o ostro zakończonej brodzie. Oczach lśniących zaskoczeniem i nadzieją, która równie jak prędko się pojawiła, tak szybko zgasła. – Dlaczego nie odwiedziłaś mnie potem, gdy już byłam przytomna...? A potem uścisk brata, jej uścisk, prywatne niebo, zostało ofiarowane komu innemu. Kropki się nie łączyły, stała nieco skołowana, inny plan był na ten wieczór, inne rozmowy miały się odbyć, inne słowa miały paść. Ale przecież było dobrze, było najlepiej na świecie. – Nie jestem głodna. – Nawet nie kłamała, to w ciele Alastora znajdował się jej żołądek, ona była go pozbawiona, układ pokarmowy przyjmował tylko kawę i wódę, chociaż w obecnym rozrachunku przyjmował kawę i magipsychotropy. – Hej Alex, miło mi Cię poznać. Skąd się znacie z Brenną? – spróbowała się skupić na rozmowie, normnalnej rozmowie i na byciu siostrą, normalną siostrą Alka, chociaż cały czas zezowała na rozmawiającą parę, ale najbardziej na twarz kogoś, kogo znała jak własną kieszeń, nawet taką w której pół roku temu rozpuściła się czekolada, a puste opakowanie po gumkach było mieszkaniem dla spinacza, złamanego paznokcia i dwóch knutów. Muszla koiła uczucia, szumiała spokojnym śpiewem mówiąc o tym, że wszystko jest pięknie. Twarze. Uśmiechnięte twarze otulone tęsknotą. – .. bo my się znamy z pracy, ale teraz w sumie mam wolne. Chorobowe w sensie. Tyle co na Lammas cośtam powywijałam na scenie. Było śmiesznie poobijać Morfinę. I Bertie Twoja mina była bezcenna. Alik widziałeś jak Morfina się słaniał jak mu przyjebałam? Jestem ciekawa czy wciąż ma brokat we włosach – próbowała dalej. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Thomas Hardwick - 15.07.2024 Przychodzimy z Ger spóźnieni, bierzemy muszelki i stoimy na razie gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu rozmawiając.
Jeszcze w lipcu Thomas myślał, że tegoroczne lato będzie po prostu jedną wielką klapą, o której będzie chciał jedynie zapomnieć. Zbyt wiele rzeczy się sknociło przez ten czas, częściowo z jego winy, częściowo po prostu przez los, który postawił przed jego rodziną jedną, całkiem sporą kłodę, która w końcu udało im się chyba przeskoczyć, choć nie bez strat. A jednak wraz z początkiem sierpnia coś się zaczęło zmieniać. Najpierw wróciła do nich Millie, potem były jej urodziny, znów spotkał Isaaca, zaliczyli potańcówkę, Zakon znalazł nowe lokum, które pomimo początkowych problemów zaczęło być jednym z naprawdę wyjątkowych dla nich miejsc, a potem… Spojrzał z radosnym uśmiechem na idącą obok niego Gerry, przemierzając na boso piaszczystą plażę. Nadal trochę nie dowierzał, jak potoczyło się wtedy ich spotkanie na polanie, nadal nie mógł pojąć, że zgodziła się tak chętnie by tu dziś z nim być. A jednak, nie zniknęła, mimo iż widzieli coraz bliżej gości którzy jak widać zaczęli już się dobrze bawić. Spóźnili się trochę, Thomas nie żałował jednak, patrząc na to, że czas ten i tak spędził z Gerry, całkiem miło w jego odczuciu. Jego jedna ręka trzymała miotłę, drugą wyciągnął w stronę dziewczyny, dając ją wybór, czy chce wkroczyć między pozostałe osoby właśnie w ten a nie inny sposób. - W sumie mówiłaś komuś o tym, że trochę się między nami pozmieniało? - zapytał trochę niepewny, bo jakoś samemu nie zdarzyło się nikogo poinformować, że na nowo się, cóż, dogadali? Zaczęli spotykać? Czy określili w ogóle co między nimi tak naprawdę zaszło? I czy potrzebował w tej chwili w ogóle wiedzieć coś poza tym, że był po prostu w tej chwili szczęśliwy? Bo tak się właśnie czuł. W tej chwili, z ciężarem gitary na plecach, wchodząc pomiędzy przyjaciół, słysząc rozbawione głosy, czując ciepło, widząc przy sobie kobietę, do której wzdychał tak naprawdę jeszcze od Hogwartu… Nie mógł jednak wyobrazić sobie bardziej idealnego lata. Wziął jedną z kolorowych muszelek, które widać każdy dostawał na start imprezy, po czym wziął kolejną dla Gerry, którą od razu przekazał kobiecie. - Idziemy najpierw po coś do wypicia? Jestem ciekaw czy mamy tylko kolorowe drinki do wyboru, czy i coś ciekawszego - mówił do Yaxley, gotów skierować się w stronę baru. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sqDHxrl.jpeg[/inny avek] !zaklętamuszla RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 15.07.2024 Muszla we wszystkich kolorach tęczy napełnia cię doskonałym nastrojem i sprawia, że nie myślisz o zmartwieniach. Tego wieczora bardzo trudno cię zasmucić. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 15.07.2024 przy morzu z Brenną i Basiliusem
Odrobine tylko zaniepokojone spojrzenie przeskoczyło po ciele Basiliusa; ręce miał wszystkie, nogi też, no i nie wyglądało na to, żeby gdzieś krwawił. Był co prawda trochę zapiaszczony, ale byli na plaży i powinien się cieszyć, że piasek zamortyzował jego upadek. - Oczywiście, że tak - prychnął w stronę Brenny, bo tego typu pytanie i oczekiwana odpowiedź, było przecież standardową zagrywką wśród dzieciarni. Nie płacz, nic ci nie jest, tylko nie mów mamie albo cioci; padało bardzo, ale to bardzo często kiedy przypadkiem komuś się powinęła noga, albo ktoś kogoś specjalnie popchnął. Atreus sobie trochę nie wyobrażał, żeby Basilius odpowiedział mu w jakikolwiek inny sposób niż to jak to zrobił. A kiedy go podnosił, odetchnął nieco z ulgą. - Basil - poklepał kuzyna po plecach, a potem przyciągnął go do siebie ramieniem. - Przypominam ci, bo chyba za dobrze się poczułeś i pamięć straciłeś z tego wszystkiego, że latać na tej miotle to nie miałem jeśli ci się uda wrócić. Nie udało - więc wracam jak chcę - zajrzał mu głęboko w te jego obłudne oczy, bo właśnie próbował tu łamać wszelkie możliwe zasady zakładów. - Jeszcze mi suchego chleba tam wstawcie, żebym z głodu nie umarł - prychnął jeszcze, oburzony propozycją ulokowania go w jaskini i to samej wodzie. Teleportacja z Florence też nie wchodziła w grę. No dobrze, w sumie to nie miał nic przeciwko, ale może miała inne plany? Nie był przecież małym dzieckiem, żeby go siostra do domu odstawiała. Puścił go, przez moment spoglądając na Brennę troszkę bardziej podejrzliwie, kiedy zadeklarowała swoje popisy na miotle. Trzy miesiące - miał ochotę się jej zapytać, czy to przypadkiem w maju nie było i może nie skakała przy okazji wtedy na główkę, bo może to poczuł, ale się powstrzymał. Zamiast tego spojrzał na wskazanego przez kuzyna mężczyznę. - Przestraszyłeś się małego misia? - zapytał Prewetta z ironicznym uśmiechem, dłonią wygładzając witki miotły, którą wciąż trzymał w dłoniach. W końcu tylko czekać, aż ta smarkula tu zaraz wyskoczy na niego ze swoją miotełką. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Morpheus Longbottom - 15.07.2024 Razem z Jonathanem i Woodym przy jedzeniu
— Wyślę go do ciebie, jak będzie próbował poderwać na nowo Tessę, chociaż chyba jednak mu nie idzie. Zjadł swój boczek, odchylając głowę do tyłu i wpakowując cały chrupiący pasek do paszczy, próbując nie patrzeć na swojego starszego brata i jego byłą żonę. Współczuł mu niesamowicie, poniekąd wiedział, jak się czuje. Złamane serce, nie tak łatwe do wyleczenia, a skrzywdzone ego jeszcze gorsze. Morpheus chciał umrzeć tylko nie tak naprawdę. Fascynujące było badać przepowiednie przez lata i uświadomić sobie, że to, co się powtarzało w swojej przeszłości, czego się obawiało, znaczyło coś zupełnie innego. Siedział często przy swoim biurku, obracając kuleczkę przepowiedni w trzech palcach, z nogą założoną na nogę. Umrzeć młodo na polu hiacyntów, ha. Pomimo chęci, aby rozbić błyszczące szkło na drobinki, odkładał ją delikatnie na swoje miejsce. Lubił do niej wracać nie tylko dlatego, że czasami po miłości pozostawał tylko ból i trzeba sobie o nim przypomnieć, żeby nie stracić i tego. Czasami po prostu chciał usłyszeć głos swojej mamy. — Może innym razem — parsknął do Jonathana na łóżkowe propozycje, nawet jeżeli były całkowicie przypadkowe i wynikały z tego, że Gryfon najpierw majtał ozorem, a dopiero później myślał. — Nie żartuję z tym celibatem, chociaż nie chodzi o Antoniusza, to na pewno wiesz... Urwał, ale przypomniał sobie, że podchodzący do niego mężczyzna, to jego brat, ten, który wiedział i który przyłapał go na gorącym uczynku. Dziwnie mu się patrzyło na przemienioną twarz Clemensa, którego zawsze irytował, poważnie wymawiając jego pełne imię. Dla swojego usprawiedliwienia robił tak z prawie każdym, nigdy nie zdrabniając ich ani nie skracając, co brzmiało niesamowicie głupio w ustach trzynastolatka, ale już całkiem poważnie dla Niewymownego po czterdziestce. — Wyszło ci spektakularnie, mój drogi. Tylko uważaj na jej byłego męża, straszny świr — przywitał się z Tarpem, otwierając butelkę z piwem o kant stołu. Antoniusz chyba by umarł, gdyby to zobaczył. Na pewno machałby do nieba oczami. Niekulturalni barbarzyńcy, a do tego jeszcze piwo. — Niestety, musisz konkurować z Adonisem z Milo, wyłaniającym się z piany morskiej. Wskazał butelką, z której zaczęła lecieć piana, ociekającego wodą Bertiego i próbował upić wzburzony trunek, ale zaraz parsknął, piana nadal płynęła, ale teraz jeszcze przez jego nos. Szybko się schylił i odskoczył, aby nie pochlapać się alkoholem i zaczął kaszleć. Zemsta losu dotknęła go bardzo natychmiastowo. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/17b767e375eae39e4cc24019b17e6586/748699d318824a27-1a/s500x750/8a14a6dce0c18f0403a35ce2238e7880e42a703c.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Cameron Lupin - 15.07.2024 Rozmawiam z Heather. Odpowiadam Atreusowi. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/0c808be6b8627a0395f18b5cfee7c49e/d6f69fa0f3673bf7-7b/s250x400/c21c00690e173b0f433858f73577888398981b09.pnj[/inny avek]
— W ich wieku za dużo ruchu niekoniecznie może im wyjść na dobre. Wiesz, to już nie te stawy, co w wieku dziewiętnastu lat — kontynuował nabijanie się ze starszych członków ekipy, rozglądając się czujnie na prawo i lewo, co by sprawdzić, czy przypadkiem nikt nie próbował ich zagadać. — A po stawach, to już krótka droga do kontuzji, rehabilitacji, miotły inwalidzkiej i tak dalej... Jak do tej pory młody Lupin nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby spędzić czas wśród znajomych Heather z pracy. Wyjątkiem był wprawdzie marcowy Bal Longbottomów w Dolinie Godryka, jednak atmosfera była tam tak przedziwna przez to, jak agresywnie ludzie licytowali starszego brata Brenny, że Cameron nie potrafił wziąć tego wszystkiego na poważnie. To po prostu było party czystokrwistych. Tutaj było jednak nieco inaczej, a dzięki temu także zdecydowanie lepiej. — Właśnie widzę... Zaraz się okaże, że gdzieś tutaj jest jeszcze jubiler i właścicielka sali weselnej. To już byśmy mieli połowę rzeczy załatwionych — skomentował ze sporą dozą rozbawienia. Rozmawiali tak sobie spokojnie, co zdecydowanie pomogło Cameronowi zapomnieć o tym, że w okolicy krążyła Florence. Nie rozumiał, jak to było możliwe, że ta kobieta trafiła w te same kręgi towarzyskie, co on. Ba, ta najbardziej nerwowa cząstka duszy Lupina żyła w ciągłym przeświadczeniu, że kiedyś dzień imprezy zbiegnie się w czasie z naprawdę skomplikowanym czasem w życiu Bulstrode i ta zrobi coś naprawdę szalonego. Na przykład: czarownica zacznie tańczyć twista w sukience powyżej uda, a on to zobaczy na żywo i potem będzie musiał składać przysięgę wieczystą, żeby informacja ta nie opuściła terenu imprezy. Cameron przełknął głośno ślinę, wodząc wzrokiem za palcem, który Heather wycelowała w jakiegoś typa na miotle. Z daleka Lupin nawet nie zauważył, że był to Basilius, który - co za zdziwienie - również pracował w Szpitalu św. Munga. — Widzisz? Mówiłem! Miotła rehabilitacyjna już czeka — mruknął z kwaśną miną, wykrzywiając szyję, co by lepiej widzieć. — Dobrze, że my jesteśmy tacy młodzi i odpowiedzialni, c'nie? Policzki Camerona pokryły się czerwienią, gdy tuż obok nich przeszedł Bulstrode i zaczął się dowalać do jego narzeczonej za tekst o dziadersach. Nabrał powietrza w usta; w pierwszej chwili chciał przytrzymać Heather przy sobie, co by nie eskalować incydentu, jednak coś kazało mu bronić honoru swojej kobiety, więc w mig zerwał się z koca. — ACH TAK?! — krzyknął za Atreusem w nagłym przypływie odwagi. — To w takim razie ja też lecę. Albo polecą razem z nią! Jak już musisz wiedzieć — staruchu. — To przez ponad pół roku grałem w głównym eee składzie jako ściający Wichrów z Carlisle! RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Erik Longbottom - 15.07.2024 Rozmawiam z Isaaciem. Obok są Dora i Teddy. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JNBhFu8.png[/inny avek]
— Zazdrościsz? — powtórzył po Isaacu, marszcząc pytająco brwi. — Nie wiem, czy jest czego zazdrościć. To jest, tak obiektywnie. Pomaganie samo w sobie jest przyjemne, to prawda, ale jesteś też zdecydowanie bliżej tego wszystkiego. Widzisz, co działa, a co nie. Widzisz frustracje ludzi z zewnątrz, ale też tych w środku, kiedy źle się dzieje, a na dobrą sprawę nie można niczego zmienić. Czy mógł zapobiec to, co wydarzyło się podczas Beltane? Czy gdyby wyjawił wszystko Bonesowi, to ten jednak zadbałby o to, aby festyn na Polanie Ognisk był lepiej obstawiony przez siły bezpieczeństwa? Czy gdyby poszedł w ślady Brenny i poświęcił Zakonowi więcej czasu, to udałoby im się zrekrutować więcej osób, co samo w sobie mogłoby im pomóc w starciu ze Śmierciożercami? Westchnął cicho, czując, jak w jego policzki uderzyło gorąco od podenerwowania niedawnymi wydarzeniami. Podczas gdy Isaac chciał znaleźć się na jego miejscu, aby krzewić sprawiedliwość i pomoc innym ludziom, on sam nie raz nie dwa, zastanawiał się, czy nie żyło mu się lepiej, gdyby nie wiedział o starciach Ministerstwa Magii i Śmierciożerców aż tyle. Jak wyglądałoby jego życie, gdyby zwolennicy Czarnego Pana znani by mu byli jedynie z artykułów w Proroku Codziennych i na dobrą sprawę nie miałby żadnych powiązań z ludźmi, jakich dotknęły walki i porwania? Czyż nie byłoby prościej? — A czasem mam wrażenie, że pomaganie, to obecnie przede wszystkim ryzykowanie za kogoś, nie wiedząc nawet, czy druga strona to doceni, czy raczej doprawi z kwitkiem, kiedy wykonasz swoją pracę — mruknął, wzdychając ciężko, pozwalając, aby przemówił przez niego cynizm. Jeszcze trzy miesiące temu wydawało mu się, że atak na Beltane będzie punktem zapalnym, który sprawi, że konflikt ostatecznie się zaogni. Sądził, że osoby, które wówczas były na pierwszej linii frontu będą w stanie wpłynąć jakoś na Ministerstwo Magii i społeczeństwo. Dlatego też zgodził się wówczas na wywiad dla młodego Lockharta. Aby powiedzieć to, co musiało zostać w końcu wypowiedziane. Przyspieszyć nieuniknione i zderzyć ludzi z rzeczywistością, aby wzięli się do roboty. Czy faktycznie to coś dało? — To dobre nauczycielki — stwierdził, mimowolnie przypominając sobie ćwiczenia z obiema kobietami. — Ger też całkiem nieźle radzi sobie z unikami. To znaczy, o ile akurat jest na odpowiednim gruncie. — Uśmiechnął się nieznacznie, aby zaraz sarknąć śmiechem, gdy przypomniał sobie ich niedawną walkę treningową. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bard Beedle - 15.07.2024 Rozpiska, kto gdzie siedzi:
Stan na chwilę przed odpisem barda: - Nora i Samuel w pobliżu ogniska - Alastor, Alexander (The Overseer), Eden, Millie i Bertie przy ognisku - Cameron i Heather razem na kocyku - Cameron się poderwał i krzyczyo wyścigu - Quintessa na kocyku - Jonathan, Morpheus i Woody przy jednym ze stolików z jedzeniem - Isaac, Menodora, Erik przy drinkach (z npc Tedym) - Basilius, Brenna i Atreus przy morzu - Florence i Patrick przy skałach, przy zaczarowanej wodzie - Thomas F. na kocyku - Geraldine i Thomas spacerują po plaży NPC Tedy wydaje drinki. Npc Aurora rysuje na kocyku ludzi – można dostać od niej swój rysunek. * Wyglądało na to, że szykował się wyścig – każdy kto siedział na kocach albo przy stolikach z jedzeniem, mógł już się w tym zorientować, bo jeżeli nawet nie dosłyszeli wymiany zdań między Atreusem i Heather, to Cameron, pod wpływem nowo odkrytej determinacji, poderwał się z koca i dość głośno zaczął krzyczeć o swojej gotowości do udziału w wyścigu. Aurora, panienka z Doliny Godryka, obserwowała to z rozbawieniem. Ona też rozsiadła się na jednym z koców, ze szkicownikiem w ręku i kilkoma ołówkami, i teraz zabrała się za rysowanie młodego Lupina oraz jego narzeczonej. Tedy, wydający magiczne drinki dla tych, którzy mieli ochotę na nieco ciekawsze napitki (bo ci, którzy woleli tradycyjne alkohole, mieli do wyboru irlandzkie piwo, wino oraz kremowe piwo i w wersji procentowej, i bezalkoholowej), zerknął w stronę Camerona, ale zaraz spojrzał na mężczyzn przy jego „stanowisku pracy”. Ze względu na to, że wypił własnego drinka – z zazdrością. Odbierali mu uwagę Dory! Słońce wciąż nie zniżyło się jeszcze na tyle, by dzień dobiegał ku końcowi, ale już za jakiś czas mieli stać się świadkami zachodu słońca, który tego dnia w tej części Anglii zapowiadał się wyjątkowo malowniczo, ze względu na piękną pogodę. Na razie w namiocie… uruchomiło się radio. Był to przypadek, i Brenna wybrała ten utwór wcześniej, i tak idealnie wpasował się w obecny klimat, leciał akurat w rozgłośni radiowej czy ktoś przemknął obok i postanowił podkręcić atmosferę? Bo oto nad plażą poniosły się dźwięki piosenki śpiewanej przez bardzo znaną, czarodziejską piosenkarkę, która od ładnych trzydziestu lat robiła sporą karierę w magicznym świecie. Chodziło o Celestynę Warbeck w utworze… Odbijcie te tłuczki, chłopcy i rzućcie tu tego kafla! Tura do 19.07, godzina 20. Wtedy będziemy już bliżej zachodu, ruszają lampiony i więcej muzyki, jakby ktoś chciał tańczyć. |