Secrets of London
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - William Lestrange - 19.03.2023

Tłum na polanie przysparzał Williama o zawroty głowy. A być może to atmosfera święta, energia Polany? Definitywnie odczuwał płynącą z tego miejsca moc, ale nie był pewien w jaki nastrój go to wprawiało.
Stoiska były zbyt zatłoczone, aby chciał do nich podchodzić, ale do jednego udało mu się dopchnąć i udało mu się dostać pierścionek z cytrynem. Co jak co, ale aż tak zagubiony w swoim świecie nie był, aby nie wiedzieć kiedy żona ma urodziny. Mógł zapominać jaka jest data, to definitywnie było problematyczne, ale sam dzień pamiętał.
- Strasznie dużo tu zamieszania... - westchnął cierpietniczo, ale zaraz się zreflektował, odchrzaknął.
- To taki bibelot i pewnie masz mnóstwo ładniejszych, ale to było dla twojego znaku zodiaku i pomyślałem sobie, że wiesz, to miłe i tak dalej - wyciągnął pierścionek zza pazucha szaty i uśmiechnął się koślawo, młodzieńczo, trochę tak, jakby podobne gesty rozbudziły w nim ducha chłopaka, który przez pierwsze miesiące relacji wpatrywał się w przyszłą małżonkę z niemałą pasją, doceniając jej inteligencję, niezależność i poczucie humoru.
Byli przy stoisku z kwiatami, więc pokazał na nie brodą.
- Chcesz spróbować zapleść ten wianek skoro już tu jesteśmy? Chyba małżeństwo nas z tego nie wyklucza?? Jak to właściwie działa - zaraz spojrzał na pal i znów na Eden, przełknął ślinę.
Uniósł brwi.
- Raz kozie śmierć - parsknął.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 19.03.2023

Vespera też nie miała udanych małżeństw, a do kochanków podchodziła z wielkim dystansem, którego jednak nie potrafiła zachować kiedy Perseus Black dotykał jej skóry. Nie sądziła, że z kimkolwiek poczuje coś takiego. Uważała siebie za osobę, która nie potrafiła wykrzesać z siebie niczego tak silnego, a jednak – potrzebna była odpowiednia osoba. Czy bała się tego, co się z nią przy nim działo? Oczywiście. Bała się, że robi największy błąd w swoim życiu, ale nie potrafiła tego powstrzymać, ponieważ traciła przy nim głowę.

Gdy zaczął szeptać do jej ucha ledwo mogła utrzymać się na nogach, oparła się o blat stołu czując, że ciężar jej własnego ciała ją przytłaczał, a słowa mężczyzny doprowadzały do gorączki. Na jej policzkach pojawiły się wypieki jak młódki z pierwszym mężczyzną, a przecież była doświadczona. Żar pożądania bił od niej na kilometr i nie była w stanie tego już ukrywać.

Gdy zadał jej pytanie o sprawdzenie delikatnie się zawahała, ale pod wpływem jego uroku, jego dotyku, jego zapachu, po prostu pod wpływem tego, że był Perseusem skinęła nieznacznie głową patrząc mu w oczy. Czy popełniała błąd?

Przymknęła oczy czując jego usta na swoich. Czekała na to chyba od momentu, gdy spotkała go przy kole Goblina. Mruknęła cicho dłońmi pieszcząc jego kark. Odwzajemniła pocałunek z równą żarliwością.

Zmrużyła oczy z ciekawością patrząc na jego usta i zastanawiając się, co też on wymyślił. Gdy padł przed nią na kolano uniosła zaskoczona brwi. Rozbawione ogniki w jej oczach zaczęły tańczyć, a usta wygięły się w pięknym uśmiechu.

— Oczywiście, że tak Perseusu Blacku, ale wiesz, że najpierw powinieneś porozmawiać z moim ojcem. – odpowiedziała z cichym śmiechem. Wyciągnęła do niego dumnie dłoń.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 20.03.2023

Atreus zagryzł zęby ze złości, kiedy zsunął się z pala drugi raz, noczym pierwszy lepszy urzędas zza biurka. Te całe szkolenia i kariera aurorska chyba nie były jednak aż tak wymagające, skoro on, jako przedstawiciel tegoż stanowiska, radził sobie aż tak absurdalnie źle. Będzie musiał złożyć jakieś podanie i zwiększenie godzin treningów, żeby nikt nie kpił z ministerstwa. Bo przecież to musiała być wina urzędu.
Czuł zmęczenie ciała, nie byłby jednak sobą, gdyby tak po prostu sie teraz poddał, stwierdzając że należy mu się jeszcze jedna szansa. Do trzech razy sztuka, czy jakoś tak to szło. Odrobinę, ale tylko odrobinę, wydawał się fakt, że nie tylko on próbował wspiąć się na pal więcej jak jeden raz. Kątem oka nawet udało jej się zauważyć, że do jednego z tych, którzy musieli zadowolić się porażką, podbiega Woods. Bardzo dobrze, niech smarkula sobie nie myśli, że jej wianek wyląduje na samej górze. Bulstrode wciąż jeszcze chował urazę w stosunko do dziewczyny z balu Longbottomów. Na szczęście lub nieszczęście, jego własne niepowodzenie w tym momencie pochłaniało go zbyt bardzo, by mógł w pełni cieszyć się z nieszczęścia innych.
Chwila odpoczynku, parę głębszych oddechów i ruszył ponownie, atakując słup i modląc się w duchu, żeby akurat teraz Brenna sobie o nim nie przypomniała. Na wszelki wypadek, gdyby miał znowu przegrać. Co oczywiście w ogóle nie mogło mieć miejsca.

!wspinamsieN


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 20.03.2023

Atreus Bulstrode


Kiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a tobie nie udało się znaleźć nawet w połowie jego długości. Wreszcie, po chwili pozbawionej oddechu, musiałeś się poddać. Zjechałeś w dół. Potrafiłeś spojrzeć w oczy swojej wybrance? Zawsze mogłeś spróbować jeszcze raz...



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Erik Longbottom - 20.03.2023

Westchnął ciężko, kręcąc powoli głową na pytanie przyjaciółki. Gdyby mógł, ulotniłby się stąd jak najszybciej. Musiał stać na straży i być do dyspozycji, gdyby coś się nagle stało... Nawet jeśli wiązało się to z tym, że przy okazji krążył wśród straganów i brał udział w zabawach przygotowanych przez kowen.

Obawiam się, że będę tu siedział do rana. — W zależności od tego, jak potoczą się kolejne godziny, mógł pełnić obowiązki służbowe, do czasu aż księżyc zawiśnie wysoko na nocnym firmamencie lub słońce przebudzi się wraz z kolejnym dniem. Poza tym ktoś będzie musiał uprzątnąć ewentualny bałagan. — Razem? — Zmarszczył czoło. — Nie wiedziałem, że z Ciebie taki artysta.Dał Elliotowi lekkiego kuksańca w ramię, uśmiechając się pociesznie.

Pokiwał powoli głową. Skoro Szeptucha pojawiła się tu ni stąd, ni zowąd i zaczęła ich zalewać swoimi przepowiedniami, to co musiało się wydarzyć podczas ostatniej Ostary, że według Nory „było gorzej”? Eh, chyba wolał nie pytać. Już i tak dowiedział się na temat tego incydentu całkiem sporo podczas ich rozmowy w klubokawiarni przed paroma dniami.

Powiedzmy, że to zwiastunka stresu — odpowiedział enigmatycznie Malfoyowi z grymasem na twarzy.

Nie bardzo mógł zdradzić mu więcej. Bądź co bądź, kwestia Szeptuchy wiązała się z bardzo prywatnymi sprawami z życia Nory. To do niej należała decyzja, czy chce się dzielić swoimi doświadczeniami odnośnie do tej konkretnej czarownicy. Ale żeby trafić na nią dwa sabaty pod rząd?, pomyślał Erik.

Jesteś pewna? — Zmierzył ją uważnym wzrokiem. — Nasze ostatnie próby wygrania czegoś spełzły na niczym... Ale skoro prosicie, to dobrze. Akurat wam nie odmówię. — Przewrócił wymownie oczami. Przekazał Elliotowi swoją czarną marynarkę i służbową pelerynę.

Wsunął wianek na głowę, poprawiając włosy. Liczył, że te podtrzymają kwiecistą konstrukcję. Nie chciał wdrapywać się na samą górę, tylko po to, żeby wianek zleciał na ziemię w kluczowym momencie. Zakasał rękawy aż po łokcie i rozpiął dwa pierwsze guziki od koszuli. Wolał sobie nie popruć ubrania podczas tej zabawy. Koniec końców ruszył w stronę pali.



!wspinamsieZ



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Perseus Black - 20.03.2023

Właściwie, to nie był pewien, czy rzeczywiście odczuwał względem niej aż tak silne uczucia, czy była to magia Beltane; chciał jednak wierzyć, że za jego emocjami nie stały żadne czary, a odrobina alkoholu pociągniętego wcześniej z piersiówki przyjaciela i zmysłowy charakter sabatu pozwoliły mu w bezpośredni i niekontrolowany sposób wyrazić swoje pragnienia.
Z pewną ulgą przyjął to, że jej ciało natrafiło na blat stołu - w tej sytuacji on również mógł położyć na nim dłoń i w ten sposób znaleźć dodatkowe oparcie. Nie obchodziło go już to, co pomyślą o nich inni; istniała tylko Vespera i to ona była centrum jego wszechświata, blaskiem skupiającym gwieździste szlaki. Skupił się z całych sił, by dostrzec kolor jej aury, jednak nie był pewien, czy przez to zamroczenie uda mu się cokolwiek dojrzeć.
Mam złe doświadczenia z załatwianiem zaręczyn przez ojców. Pragnąłem poznać najpierw twoje zdanie — odparł, a następnie wsunął pierścionek na jej serdeczny palec. Zamknięta w nim magia sprawiła, że skóra czarownicy zaiskrzyła w kilku miejscach, sprawiając wrażenie, jakoby zanurzyła się w morzu brokatu.
Jego własne rozgwieżdżone niebo.
Podniósł się i ponownie pocałował ją w usta, czule, ale krótko.
Jestem Macmillanem po matce, co daje mi prawo do udzielenia nam ślubu na jedną noc — kontynuował.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut na percepcję, próba dostrzeżenia aury Vespery
[roll=PO]



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 20.03.2023

Erik Longbottom


Wspięcie się na majowy pal nie było czymś prostym, ale tobie udało się obrać bardzo dobrą taktykę. Byłeś najszybszy z grupy mężczyzn, którzy się z tobą ścigali. Zeskakując na dół mogłeś ryknąć z triumfu - to była twoja chwila! Czułeś nagły przypływ euforii. Udało się! Kobiety zatańczyły wokół słupa, ogień buchnął potężniej i wtedy zobaczyłeś oczy tej, która przekazała ci wianek. Oboje poczuliście się błogo. To było szczęście - czysta miłość tryskająca z obu ciał. Chcieliście być ze sobą blisko, tak blisko, jak tylko się da. Nogi mogły ponieść was do wspólnego tańca przy paleniskach, do skosztowania wspólnie któregoś z win i wyłożenia się na trawie lub... o ile oboje byliście na tyle otwarci, do wybrania się gdzieś pomiędzy drzewa, gdzie nikt nie zobaczy, jak oddajecie się temu uniesieniu.



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Sarah Macmillan - 20.03.2023

Sarah czuła się tutaj i wyglądała jak u siebie. Zwiewna, wielowarstwowa suknia, jaką na siebie założyła, falowała przy każdym jej podskoku, wprawiając przy tym w ruch liczne przymocowane do niej dzwoneczki. Kapłanka poruszała się w rytmie grającej muzyki. Szła, w może bardziej kierowała się tanecznym krokiem w stronę miejsca plecenia wianków, trzymając w obu dłoniach to, co w Beltane było najważniejsze - przystojnego chłopaka i otwartą butelkę słodkiego wina, którą podwędziła przed chwilą z kapłańskich stoisk. Tak naprawdę, to nie do końca tego wina potrzebowała i wstyd pewnie byłoby się przyznać głośno na temat tego, czego się nawąchała z kuzynkami przed sabatem, ale skoro miała się bawić, to zamierzała te chwile wykorzystać dobrze.

Usiadła wśród dziewcząt, które również plotły wianki dla swoich wybranków i próbowała dobrać kwiaty kolorystycznie tak, żeby pasowały do jasnobłękitnej wstążki, którą odwiązała ze swoich włosów i wszywała pomiędzy powykręcane łodygi. Ostatecznie wybrała stokrotki i niezapominajki, ułożone w rzędach, z ozdobną tasiemką na końcu.

[roll=Z]
[roll=Z]
[roll=Z]
Przymierzyła go, chcąc sprawdzić, czy wszystko zrobiła w porządku, czy jednak wianek będzie się rozpadał i będzie musiała go poprawić. Robiąc to, wyjrzała Charlesowi zza pleców.

- To nie jest Lupin...? - Zapytała, spoglądając na chłopca, który podchodził do wspinania się na słup już trzeci raz. - A on... nie ma lęku wysokości...? - Upiła łyk z butelki. Ktokolwiek to był, Cameron musiał naprawdę mocno chcieć wybrać się na tę polankę.

[Czekam na gracza.]


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Trevor Yaxley - 20.03.2023

Wylosowany z tej dziwacznej maszyny pierścionek – o zgrozo – zdawał się dopełniać to przebranie, chociaż ten złoty blask sprawiał że było go widać bardziej, niż by chciał. Beltane jest raz w roku. Nie mógł jednak narzekać, bo bawił się nieźle. Napchał się ciastkami, zdobył pamiątkę w postaci tego portretu i masy dobrych wspomnień. Rozerwał się trochę, co nie miało miejsca od dłuższego czasu.
Idź, znajdź jeszcze kogoś, komu go wręczysz — Zachęcił ją do tego, jak niegdyś swoją córkę. Sam nie był tą osobą, której powinna wręczyć taki wianek. Po drugie... wolałby już zmierzyć się z wściekłym hipogryfem niż przekonać się, że nie jest w stanie sprostać czemuś tak błahemu, jak wspięcie się na ten pal. Praca w terenie na rzecz Ministerstwa mu służyła, a teraz to bardziej bąki zbijał. Usiadł sobie na trawie, krzyżując nogi i obserwował wyczyny młodzików, chcących narzucić wieniec na słup, ale udowodnić swoją siłę i szybkość kompanom i zaimponować swojej oblubienicy. Będąc w ich wieku robił to samo. Teraz chyba nie nic musiał nikomu udowadniać.

Postać nie ma partnerki, dla której wespnie się na pal


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Victoria Lestrange - 20.03.2023

Lubiła Sauriela. Naprawdę. Te całe zaręczyny okazały się nie być zdarzeniem tak przykrym i smutnym jak te poprzednie – a wszystko dlatego, że… jakoś się dogadywali. Z każdym dniem lepiej. Czasami mieli takie momenty, że cofali się w tej relacji, ale zgodnie, mimo tych upadków, próbowali to popchnąć dalej i dalej, nie chcąc tkwić w czymś, w co wrzucili ich rodzice nie zważając zupełnie na ich potrzeby czy preferencje. A to im przecież przyjdzie ze sobą żyć każdego dnia. Więc… Cieszyła się, że to akurat Sauriel. Może nie cieszyła się na same zaręczyny, ale nie był to też żaden koniec świata, no i, już wiedziała na własnej skórze, że mogło być gorzej. Ale… Do tej pory nie czuła takiego… pociągu do niego jak teraz. Nie czuła, że potrzebuje tej bliskości tak bardzo, jakiejkolwiek. Po prostu bliskości. I dlaczego? Bo wspiął się na pal? Bo akurat z jej wiankiem? Przecież sam ją poprosił, by mu taki zaplotła. To dlatego tak się czuła? Że w ogóle ją poprosił? Że sprawił jej tą przyjemność? Nie wiedziała. Nie potrafiła tego wyjaśnić. I w tej chwili… prawdę mówiąc nawet tego wyjaśniać nie chciała.

Chciała po prostu być bliżej niego. Więc kiedy Rookwood zatrzymał się kilka kroków przed nią, ona je po prostu pokonała.

- Graaatualacje! – rzuciła ze śmiechem, po czym rzuciła się mu na szyję, a musiał to być wyczyn, zważywszy na niemałą różnicę wzrostu. - Mówiłam, że ci się uda! I co, lepiej? – czy choć trochę poprawił mu się humor?