Secrets of London
[22.07.1972] Widowisko randkowe - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Dziurawy Kocioł (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=44)
+---- Wątek: [22.07.1972] Widowisko randkowe (/showthread.php?tid=2127)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11


RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Charles Mulciber - 22.06.2024

Uwaga na temat czystości krwi nie spodobała się Charlesowi. Kiedy rozmawiali w pubie, czystość krwi nie miała takiego znaczenia jak wtedy, gdyby mieli planować coś większego, ważniejszego. Wychowany w przeświadczeniu, że czyste rody, a więc również ród Mulciber, są w każdym stopniu lepsze niż mieszańcy i szlamy, nie mógł tolerować takich opinii.

- Mają zasady, których należy się trzymać. - Upomniał więc Olivię. Zmarszczył lekko czoło. - Jestem pewny, że Sophie nauczy się po tym, że nie powinna brać udziału... w czymś takim. - Skomentował sucho. Nie mógł winić Roberta za takie zachowanie.

Próby zachowania powagi spełzły na niczym, gdy Olivia zakrztusiła się.

- W porządku? - Zapytał od razu i skierował wzrok ku Arteusowi. - Ten, tam...? Nie znam go, nie wiem, czy jest przyrzeczony Sophie? - Zastanowił się na głos. Nie kojarzył mężczyzny i nie wiedział o planach zamążpójścia, ale z drugiej strony, nie interesował się tym ani trochę! - Poczekaj!

Charlie złapał za dłoń Olivii z różdżką i obniżył ją, by dziewczyna nie zrobiła niczego głupiego.

- Poczekaj, nie czaruj, nie tutaj. Nic jej nie będzie.


RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Robert Mulciber - 23.06.2024

przechodzę pod scenę

Zajęty podziwianiem córki i syna, znajdujących się właśnie na scenie i szykujących na pierwszą wspólną randkę - za jakie grzechy, na Merlina! - na początku nie zorientował się, że w Dziurawym Kotle miało wydarzyć się coś więcej. Znajdującemu się tych kilka stolików dalej Atreusowi, nie poświęcił bowiem dotąd wystarczająco dużej ilości uwagi. Tak samo zresztą, jak i towarzyszącej mu Malfoyównie. Zajęty przetrawianiem tej jakże cudownej katastrofy, we wszystkim zorientował się dopiero w tej chwili, kiedy Atreus znalazł się bezpośrednio pod sceną. Ze swojego stolika, Mulciberowie mieli na to wszystko naprawdę dobry widok. Praktycznie z pierwszego rzędu! Praktycznie pierwsza klasa.

Nietrudno było połączyć ze sobą wszystkie kropki. Tylko co teraz?

Spojrzał na Ricka. Czy brat również połapał się w tej sytuacji? Rozumiał, że działo się właśnie coś, co mogło w konsekwencji doprowadzić do komplikacji? Nie mógł się z pewnymi kwestiami zdradzić przy Lorien, ale...

- Chyba coś jest nie w porządku. - wreszcie zdecydował się odezwać, przenosząc spojrzenie z brata na żonę, a z żony już na Atreusa i scenę. Czy to był ten moment, kiedy powinien odegrać zmartwionego ojca, trochę zaniepokojonego tym, co właśnie działo się tuż obok sceny? Gdyby tylko podjęcie decyzji było łatwe. Okazało się proste... - Spróbuje się czegoś dowiedzieć, wybaczcie na moment.

Przeprosił ich obydwoje, decydując się ostatecznie zaryzykować i podejść do sceny. O tym, że to właśnie on jest ojcem Wiewióreczki, wiedzieli wszyscy, którzy zarejestrowali jego mały pokaz ojcowskiej dumy. Powinien więc być w wystarczającym stopniu wiarygodny? Miejmy nadzieje!

- Przepraszam. - odezwał się, zatrzymując zaraz za Atreusem i pracownikiem ochrony. Mówił na tyle głośno, że jego pojawienia się nie można było przeoczyć. Nie zarejestrować. No cóż. Przynajmniej się na coś przyda, robiąc nieco zamieszania. - Przepraszam, ale jestem ojcem dziewczyny. - te słowa skierował bardziej do ochroniarza niż Atreusa. Ten drugi musiał go przynajmniej kojarzyć. Byli daleką, ale jednak rodziną. - Czy dzieje się coś, co... - nie dokończył, zamiast tego posłał jednak wymowne spojrzenie w kierunku sceny, które powinno powiedzieć wystarczająco dużo. Pozwolić im zrozumieć, co Robert właśnie starał się przekazać. - Proszę zrozumieć, jestem jej ojcem. To niesforna dziewczyna, ale nie chciałbym, żeby wpakowała się w jakieś problemy. Zresztą, Atreusie, proszę... to przecież Twoja kuzynka. - skupił się przez moment właśnie na aurorze. Nawet jeśli dla niego bardziej liczyła się kariera, to może ten cymbał, jego własny syn, przez te kilka sekund zdąży stąd po prostu nawiać.




RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Lorien Mulciber - 24.06.2024

Nie zareagowała w żaden wyjątkowy sposób, gdy wplótł palce w jej włosy. Wszelkie czułe gesty były w ich wydaniu tylko wysublimowaną formą pokazania światu perfekcyjnego obrazka. Jakby oboje dorwali się do tego samego wydania “małżeństwa i związków dla opornych”. Nawet jeśli jej naturalną reakcją było odsunięcie i odtrącenie ręki (utrzymanie tak nienagannej fryzury kosztowało niemało sykli), to przysunęła się jeszcze nieco bliżej. Powieka kobiety minimalnie drgnęła, gdy próbowała ukryć narastającą irytację.
- Więc nie dawaj mi powodów do ich wygłaszania.- Dodała jeszcze. Już spokojniej, ale Lorien jak to Lorien - musiała mieć ostatnie słowo. Najwyraźniej argument o owym “odpłynięciu” ją przekonał. W porządku, to miało sens. Nie widuje się codziennie własnych kuchni na wielkim ekranie.
Gdy szwagier wrócił do stolika, nie odskoczyła jak oparzona. Ba, nawet nie drgnęła. Jasne, obrzuciła Richarda uważnym spojrzeniem ale zamarła w swoim miejscu przy Robercie. Odsunęła się dopiero, gdy mogło wyglądać to jak naturalna kolej rzeczy.

Cała ta sytuacja przyjęła… Co najmniej dziwny obrót.
Najpierw Robert się zerwał z krzesła i zaczął wiwatować. Dobra Matko, co za wstyd! Ktoś kiedyś powiedział, że chłopa to i do ludzi źle wypuścić. Cokolwiek chciał osiągnąć - najwyraźniej osiągnął, bo Sophie przytuliła się tylko mocniej do Borgina, a ten wydawał się być jeszcze bardziej tym wszystkim zadziwiony. A może zakłopotany. I to był najwyraźniej moment, w którym Mulciber zorientował się kto stoi na scenie.
Co do chuja?
- Robert!- Syknęła teraz już wyraźnie oburzona, zadzierając głowę. Trochę kultury może?!
Mimo wszystko satysfakcja wcale nie zmalała.Jeden głupi wyskok córki za kolejnym, a on wciąż się nie nauczył, że najlepiej ukrócić kolejny pomysł w zarodku. To jak puszczać raz po raz więźnia wolno, licząc, że w końcu wróci na dobrą drogę. W tym wszystkim nawet nie zwróciła uwagi na to co robi Richard.

Jej uwagę zwrócił za to Bulstrode, który przemaszerował przy ich stoliku machając swoją odznaką aurora. Usłyszała jakieś słowa o poszukiwaniu i Departamencie, ale nie zdołała sklecić z nich żadnego sensownego zdania.
Zamiast tego wyraźnie usłyszała Roberta.Uniosła brwi.
Chyba?
Chyba coś było nie w porządku? Co w nagłym przerwaniu widowiska, fakcie, że Sophie tuliła się na scenie nieco zbyt kurczowo do Borgina, albo tym, że Ministerstwo Magii interweniowało w środku głupiego wydarzenia randkowego brzmiało “w porządku”?
Miała jednak swój własny wewnętrzny dylemat, którzy trzymał ją na niewygodnym krzesełku niczym zaklęcie Trwałego Przylepca.
Niepisana zasada, której uczyli się wszyscy wielcy i maluczcy ich urzędniczego świata brzmiała “pod żadnym pozorem nie przeszkadzaj Aurorom w pracy. Oni wpierw działają, później zadają pytania”. Ale… Na scenie była Sophie. Prawdopodobnie kompletnie bezbronna, zdana na łaskę i niełaskę Arteusa i Stanley’a - jakikolwiek by to nie był konflikt - jej pasierbica znalazła się w bardzo złym miejscu i czasie. Należało ją stamtąd zabrać tak szybko jak to tylko możliwe.
Wybory, wybory. Czasem po prostu żaden nie był dobry.
Dlatego kiedy złapała kontakt wzrokowy z Robertem, bardzo słabo pokręciła pokręciła głową.
Rób co chcesz.
Jak przystało na sędziego Lorien postanowiła umyć ręce od całej sprawy. Zwłaszcza, że o wiele bardziej skłaniała się ku temu, by męża przy stoliku po prostu zatrzymać.


RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Olivia Quirke - 24.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/5c/a3/3d/5ca33dc20a9568aa5923c2cd64187234.jpg[/inny avek]

Nie dostrzegła, czy Charlesowi spodobała się ta uwaga. Nie zwróciła w tym całym zamieszaniu na to żadnej uwagi, bo była całkowicie pochłonięta tym, co działo się na scenie. Być może gdyby dostrzegła jakiś grymas u mężczyzny, to by przemyślała tę znajomość, ale tak... Po prostu wlepiała ślepia w Atreusa, Sophie i jej wybranka. Oraz Roberta? Olivia uniosła brwi.
- No przecież nie zamierzam w niego miotnąć zaklęciem, po prostu jestem przygotowana na to, że może skrzywdzić twoją kuzynkę - powiedziała, zerkając na dłoń, która chwyciła ją za rękę. Poluzowała nieco uścisk na różdżce, ale nie dlatego, że Charles jej to powiedział, a dlatego, że starzy Mulciber szedł w stronę sceny. - Twój wuj chyba się tym zajmuje. Ja pierdolę, ale gnój. Biedna ta mała.
Powiedziała, ostrożnie chowając różdżkę. Sięgnęła po piwo i upiła łyk. W tym wszystkim było jej cholernie żal Mulciberówny, bo podejrzewała już, jakie plotki będą krążyć o tym widowisku.
- Tak, na pewno się nauczy, ale czy przez to nie będzie miała problemów? Wiesz, zaraz ktoś napisze o tym artykuł czy inne gówno i jej się oberwie. A przecież nic nie zrobiła. Chyba że twój wuj uratuje sytuację - mruknęła, mrużąc oczy. Nie słyszała, co mówił Robert, chociaż znajdowała się z Charlesem dość blisko sceny. Ale nie dziwiła się, że postanowił zareagować - gdyby miała dziecko, sama by tak reagowała. Minus to upokorzenie wcześniejsze.


RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Atreus Bulstrode - 24.06.2024

Atreus myślał przede wszystkim o tym, jak bardzo nie chciał tutaj być. A mógł kulturalnie zawinąć się do domu po całej pierwszej części i iść zachlać. Zamiast tego postanowił sobie porozmawiać i teraz musiał znosić tego konsekwencje w postaci Stanleya znajdującego się na scenie, samemu machając odznaką ochroniarzowi przed twarzą.

Kiedy usłyszał głos Roberta za sobą, odwrócił się, obrzucając go trochę zaskoczonym spojrzeniem, bo wybrał sobie wręcz idealny moment, żeby zainteresować się swoją córką. A jeszcze przed chwilą był przecież taki zachwycony, że wygrała całe to przedstawienie. Dumny tata i w ogóle.

Bulstrode zmarszczył brwi, chcąc mu coś odpowiedzieć, ale w tym momencie rozległ się trzask ze sceny i było w sumie po wszystkim. Stanley zniknął z Mulciberówną, zabierając ją Merlin jeden wie gdzie. Do tego, zaraz po paru skromnych oklaskach, ludzka masa zaczęła się poruszać, a w końcu i nad samym Atreusem zawisł jeden z Aurorów, którzy weszli do środka.

- Stanley Borgin jest poszukiwany - oznajmił, odwracając się do Roberta, a potem spoglądając na kolegę po fachu. - Teleportował się - odpowiedział mu sucho, marszcząc przy tym z rozdrażnieniem brwi, bo nawet jeśli nie chciał Borgina aresztować, to mógł przynajmniej nie zabierać ze sobą tej smarkuli. - Ale nie zrobił tego sam. Zabrał ze sobą dziewczynę, która wygrała konkurs. To córka Roberta Mulcibera - wskazał dłonią na stojącego obok niego mężczyznę. - Spisałbym świadków, szczególnie tych pracujących na backstage'u i zajmujących się organizacją całego widowiska.

- Twoja córka, Robercie - spojrzał znowu na Mulcibera, specjalnie pomijając jej imię, bo w sumie to nie pamiętał jak jej było. - Wspominała wcześniej, że zamierza wziąć w tym przedsięwzięciu udział?


RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Richard Mulciber - 24.06.2024

To co działo się na scenie, przechodziło ludzkie pojęcia. Nie tylko prowadząca przekroczyła swoje kompetencje, ale ujrzenie Stanleya, biorącego udział w tym wydarzeniu było takim samym zaskoczeniem, co Sophie. O ile po dziewczynie by się mogli tego spodziewać, to nie po Borginie.

Nie był to koniec niespodzianek. Rozglądając się, Richard w końcu dostrzegł Charlesa w towarzystwie nieznanej mu dziewczyny. To nie przykuło jednak jego większej uwagi, kiedy poczuł upierdliwy wzrok na sobie a w umyśle, jakby naruszenie bariery? Zmarszczył brwi, odszukując wzrokiem intruza. Jako oklumenta, miał ochronę umysłu cały czas włączoną. Nie spodziewał się, że ktokolwiek podejmie próby przebicia się przez jego ochronę umysłu. Tym podejrzanym stał się Bulstrode. Kto by pomyślał. Aura Richarda była mieszanką barw brązowej z żółtą z niewielką domieszką czarnej. W obecnej sytuacji był opanowany, spokojny ale i zaskoczony jak inny zaistniałą sytuacją. To by najpewniej zobaczył aurowidz, gdyby przebił się przez jego barierę ochronną umysłu.
"Co kombinujesz?" – pomyślał. Zauważając po chwili, że Atreus wstał i skierował się pod scenę.

Wymiana spojrzeń braci, gdzie Richard nie ukrywał po sobie, że wie jak źle i paskudnie zrobiła się sytuacja. Rozumiał zaistniały problem, kiedy dostrzegł również u Atreusa odznakę aurorską. Stanley o nim opowiadał. Taki z niego przyjaciel?

- Nie jest.
Potwierdził krótko, zgodnie z prawdą Robertowi i gdyby nie okoliczności, dodałby może coś więcej. Nie było na to na razie czasu.

Przepuścił brata, skoro chciał samodzielnie spróbować czegoś się dowiedzieć, przeciągnąć sprawę, zagadać. Dać więcej czasu do działania, a dokładniej, zwiania Stanleyowi. Nie zamierzał go zatrzymywać. Przecież wiedział co robi. Na wszelki wypadek, Richard pozostawał w gotowości, aby w razie konieczności interweniować. Mieć nadzieję, że nie będzie to konieczne.

Podczas gdy Robert postanowił porozmawiać z Atreusem, Richard przeniósł spojrzenie w stronę sceny, gdzie prowadząca nagle zakończyła całe wydarzenie, a w raz z tym zarejestrował zniknięcie bratanka i bratanicy ze sceny. Teleportowali się. Opuścił wzrok w kierunku brata, aby zarejestrować jego reakcję, po czym na Lorien a następnie w kierunku Charlesa. Niespodziewana zagrywka, w której trzeba było udawać zaskoczenie.

Osoby, które przyszły tylko oglądać wydarzenie, po jego zakończeniu zaczęli się rozchodzić. Niewielu zostawało. Z kolei pojawili się inni auroezy z Ministerstwa. "Cholera… " – pomyślał, widząc ich jak podeszli pod scenę. Nie ruszał się ze swojego miejsca. Obserwował przebieg zdarzenia, słuchając wymiany zdań. Oparł dłonie o biodra i czekał na rozwój sytuacji.




RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Robert Mulciber - 24.06.2024

Odetchnąłby z ulgą, gdyby tylko mógł sobie pozwolić na okazanie reakcji. Zniknięcie Stanleya było mu zdecydowanie bardziej na rękę niż jego aresztowanie i sprowadzenie przed oblicze Wizengamotu. A następnie odesłanie prosto do przytulnej celi w Azkabanie. Oczywiście teleportowanie się razem z Sophie było w tym przypadku nieco kłopotliwe, ale to kwestia, nad którą będzie musiał pochylić się nieco później. Teraz trzeba było jeszcze przez chwilę pociągnąć całą tę szopkę. I przy okazji spróbować też wycofać się stąd w taki sposób, który nie sprowadzi mu na głowę niepotrzebnych problemów.

- Poszukiwany? - powtórzył? W takim momencie rodzic, który dba o swoje dziecko nie powinien się wycofać, prawda? Dlatego też Robert zamierzał brnąć w to dalej. Dopytywać. Wprowadzać zamęt. Utrudniać aurorom wymianę informacji. Być tym ojcem, którego służby najchętniej wyprowadziłyby na zewnątrz Dziurawego Kotła. A przy okazji kazały zgłosić się po konkretne informacje najwcześniej po upływie 48 godzin, kiedy już uda się ustalić szczegóły całego tego zajścia. - Proszę mnie nie ignorować! Za co Stanley Borgin jest poszukiwany? Dokąd zabrał moją córkę?!

Oczywiście doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że swoim zachowaniem w niczym nie pomaga. Aczkolwiek dokładnie taki był jego cel, kiedy zdecydował się ruszyć w kierunku Atreusa. Chciał wprowadzić trochę chaosu. Zamieszania. A jeśli przy okazji Bulstrode chlapnąłby coś na temat powodu poszukiwań i tak dalej - to zawsze mogło się w przyszłości przydać. Tego rodzaju informacje były na wagę złota. Zwłaszcza, kiedy wpadały w ręce zupełnie niespodziewanie. Przypadkiem.

- Moja córka to lekkomyślna dziewczyna, o niczym mnie wcześniej nie informowała. Gdybym wiedział, nie zgodziłbym się na jej udział w tej farsie. - odpowiedział, nawet nie musząc się silić na to, aby okazać wiążącą się z tym irytacje. Choć jeszcze kilka minut temu głośno oklaskiwał swoją córkę, gratulował jej zwycięstwa, to teraz wcale nie krył się z tym, jak sprawy miały się w rzeczywistości. - Zostałem o wszystkim poinformowany przez panią Fairfax. A przy okazji poproszony o nakreślenie kilku słów na temat Sophie.




RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Papa Legba - 27.06.2024

Teleportował się, fantastycznie — mruknął auror wyciągając notes i samopiszące pióro, by zanotować podane przez Atreusa informacje. Następnie zwrócił się do słusznie rozemocjonowanego Roberta. — Spokojnie, na pewno nie za porywanie młodych dziewcząt. Ale i tak będziemy się starać odnaleźć ją jak najszybciej... Mogę prosić o rysopis córki?

Cały czas słuchając Roberta, przywołał gestem swoich towarzyszy. Mruknął im jakieś rozkazy i ruszyli na zaplecze.

A ty — skinął na Atreusa. — Spiszesz raport tego, co tu się działo z wyszczególnieniem powodu, dla którego nie złapałeś Borgina nim się teleportował. Możesz już iść.




RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Charles Mulciber - 27.06.2024

- ... nie skrzywdzi jej, prawda?

Charles nie wiedział! Olivia była przygotowana, a on głupio ją powstrzymał i pozwolił, by ten gnój, kimkolwiek był, zabrał Sophie! Zdziwienie, jakie ogarnęło Mulcibera, jasno wskazywało na to, że nie miał pojęcia o całym zajściu.

- Cholera! Uważaj, Olivio, cofnij się. - Poprosił w dżentelmeńskim odruchu, jakby nowej koleżance mogło coś zagrażać. Ale czy coś takiego było? Sprawca zamieszania deportował się i nie było szansy teraz go wyśledzić! - Poczekaj, ja zaraz...

Ojciec! Tak, on będzie wiedział, co robić.

- Tato? - Odezwał się do ojca za pomocą fal. Nie musieli przecież krzyczeć przez całą salę. - Co się dzieje? Jak mogę pomóc?

Ramię Charliego odruchowo owinęło się wokół Olivii, jakby co najmniej ten drań miał wrócić i ukraść kolejną kobietę z lokalu.


RE: [22.07.1972] Widowisko randkowe - Richard Mulciber - 27.06.2024

Obserwował. Otoczenie, oraz scenę, przy której Robert rozmawiał z Aurorami. W tym z Atreusem. Nie zamierzał opuszczać jeszcze tego miejsca, póki nie będzie wiadomo co i jak. Trzeba było grać, innego wyjścia nie mieli.
Zarejestrował, że dwóch aurorów udało się na zaplecze. Najpewniej przeszukać miejsce i przepytać tutejszych organizatorów i właściciela miejsca.

Jak za ostatnim razem odczuł "atak" umysłowy na swoją barierę oklumencji, tak teraz tego pilnował bardziej. Lecz intuicja nakazała mu spojrzeć w kierunku syna. Przejął się tym co miało miejsce na scenie? Przynajmniej wyglądało to naturalnie. Zaryzykował zdjęcie ochrony, aby wpuścić pytania syna do swojego umysłu.

"- To co widziałeś. Teleportowali się ze sceny. Robert próbuje się dowiedzieć więcej. Randkowy spektakl dobiegł końca, więc możesz wracać do domu. My zostaniemy, aby dowiedzieć się co z Sophie. Jak będziemy coś więcej wiedzieć, przekaże ci szczegóły w domu."
Odpowiedział synowi korzystając z umiejętności fali. Szczerze, Charles w tej chwili jedyne co mógł zrobić, to wrócić do domu. Nikt w tej chwili w zaistniałej sytuacji za wiele nie zrobi, nie pomoże. I choć Richard znał prawdę, nie chciał na razie nic więcej przekazywać synowi. Pomimo pewności, że Sophie nic nie jest i że Stanley o nią zadba, to jedna trzeba było odegrać swoją rolę, zaniepokojonego w pewnym stopniu zniknięciem bliskiego członka rodziny. Z powagą obserwował przebieg rozmowy i zachowanie każdego aurora. Być może też próbował wyczuć moment, czy będzie musiał interweniować, czy nie.

A skoro nikogo w tym budynku nie zatrzymywano i uczestnicy widowiska mogli opuszczać lokal, również Charles mógł to uczynić. Tak myślał Richard, sądząc że syn go posłucha. Czy może postąpi inaczej?