Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leta Crouch - 30.11.2023

- Trzeba…? – uniosła dość wysoko brew. Oczywiście że nie mogła się powstrzymać od tego pytania. Chociaż może powinna była, w zasadzie to nie jej sprawa, nie jej życie, baaa, umywała zresztą ręce od całego tego mariażu i nie poczuwała się nijak do jakiegokolwiek oburzenia czy coś w ten deseń. W końcu matka niedoszłej żony Ulyssesa wywodziła się z Crouchów, więc można by wywieść stąd jakąś pokrętną logikę odnośnie rodzinnej i kobiecej solidarności. Tyle że Leta takie rzeczy na ten moment naprawdę miała przeserdecznie w dupie, woląc sobie zaprzątać głowę klątwami, tajemnicami starożytnych i jeszcze raz klątwami. Aha, zdobywaniem funduszy zresztą też, bo dlaczego by nie. Może i dysponowała pokaźną fortuną, ale o nią trzeba było jednak dbać, żeby zaraz się nie okazało, że nie, dalsze prowadzenie badań nie jest już możliwe.
  - Chyba powinnam czuć się obrażona – stwierdziła po tym, jak w pierwszym odruchu się rozkaszlała – ciekawe, czy tylko maskowała w ten sposób swoją prawdziwą reakcję czy też słowa Rookwooda spowodowały, że naprawdę się zakrztusiła z powodu wizji związania się z nim małżeńskim węzłem. O Matko… ciekawe, jak długo potrafiliby ze sobą wytrzymać? Ewentualnie: jak długo rodzina Ulyssesa byłaby w stanie wysiedzieć w jej obecności? Ha, dobre pytanie...
  - Och, wiesz… problem niebycia kobietą da się łatwo rozwiązać, naprawdę, jest taka piękna klątwa, całkiem niedawno o niej nawet czytałam, więc jeśli byście zechcieli… nie oceniam, naprawdę – rzuciła bardzo lekko, niby wręcz od niechcenia. Tak. Skoro płeć najwyraźniej była tu przeszkodą, a nie wiek (co w sumie mogło dziwić, biorąc pod uwagę, iż tak naprawdę Leta oraz Cal byli w tym samym wieku. Albo nie tyle dziwić, co raczej wzbudzać oburzenie, że co to za dyskryminacja!), to naprawdę istniały środki temu zaradzające. Najwyraźniej, o ile jednak nie robiła właśnie towarzyszy w balona. Bo o odmłodzenie to jednak trochę ciężko… - Z drugiej strony, jeśli trzeba, to można sfałszować nawet całe drzewo genealogiczne, więc… mówisz, że ile lat mam sobie odjąć? – czy mówiła serio? Oczywiście że nie.
  Czy było to do zrealizowania? Cóż, papier wszystko przyjmie, a taki, co wyszedł z rąk Crouchów to nawet wyglądał bardzo, bardzo wiarygodnie…
  - I owszem, dałoby się, jak najbardziej – przytaknęła jeszcze Calowi. Ich droga jakoś poprowadziła w pobliże Abbot; Crouch złapała swój wianek, posyłając uśmiech kobiecie, z której rąk go odebrała i usadziła na łepetyniea – I nie, Cal, nie patrz się tak na mnie, nie mam zamiaru nikomu oddawać dziś tego wianka, zresztą nie wiem, na co ktoś by się miał niby wspinać… na kamienie? – oświadczyła, nawet nie czekając na jakikolwiek komentarz ze strony Shafiqa. Cóż. Nie da się ukryć, maj był dość… męczący. A wszystko dlatego, że namówiła Jamila na chwilę zabawy i wniesienie wianka na słup...

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 30.11.2023

Sosna


Świeża zieleń sosnowych gałązek napełnia cię siłami witalnymi; jesteś w stanie podnieść nieco więcej niż zwykle, poruszać się odrobinę szybciej i trochę wolniej się męczysz. Jeśli chorujesz na którąś z magicznych chorób, jej dolegliwości stają się mniej uciążliwe niż zwykle.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leviathan Rowle - 01.12.2023

Nawet nie wyglądał na specjalnie znudzonego tym, co do niego trajkotała, bo nawet starał się jej słuchać w większym jak mniejszym stopniu, ale widać było, że jego myśli błądzą gdzieś daleko i w tym konkretnym momencie akurat nie skupiają się na niej. Może gdyby się na tym jakoś bardziej świadomie złapał, to zrobiłoby mu się głupio, ale tak tylko potargał z roztargnieniem włosy, przez moment przyglądając się jej, jakby nawet nie do końca rejestrując, co odpowiedziała na pytanie, które przecież sam zadał.
- No w sumie - rzucił wreszcie, kiedy wreszcie dotarło do niego powiedziała. Jego na całe szczęście ominęła cała wątpliwa przyjemność doświadczenia na własnej skórze jak podziałała na wszystkich magia wianków i pali, a przez to chyba nawet trochę o tym wszystkim zapomniał, nawet jeśli od całego incydentu minęło ile? Dwa miesiące? A może nawet mniej, jeśli liczyć czas jaki ludziom zajęło zorientowanie się, że coś jest nie tak.
- Może aż tak bardzo chcą zapomnieć o tym, co się stało? - zasugerował, nieco tylko przytomniej, w odpowiedzi na jej przybliżenie się, samemu nieco przesuwając się do niej. Głupio by w sumie było, gdyby chodzili ze sobą przez cały ten czas na wyciągnięcie ręki, a potem jak gdyby nic padł przed nią na kolana. - Czytałem chyba o tym artykuł? Co zwykle radziliście takim nieszczęśnikom? - zapytał jeszcze, zanim przyłączył się do nich ktoś jeszcze.
Skinął Murtaghowi głową, wyciągając ku niemu dłoń na powitanie i przez moment przyglądając mu się z lekkim, obrzydliwie grzecznym uśmiechem, kiedy ten postanowił już na wejściu pokusić się o gratulacje. Cudownie, przeszło mu przez myśl, kiedy mimowolnie spojrzał na Sarah, unosząc w jej stronę ramię. Może spodziewał się, że skoro stary Macmillan tak chętnie zapatrywał się na ślub swojej córki, to jej starszy brat też wykrzesi z siebie chociaż odrobinę entuzjazmu, ale zamiast tego brzmiał, jakby wszystko co mówił recytował z konieczności. Nie wspominając o tym, że Rowle absolutnie nie uśmiechał się na myśl, że przypadła im w udziale przyzwoitka.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział mu równie grzecznie, uśmiechając się krótko. - Nie myli się też pan, postanowiłem całkowicie ucieleśnić pasję swej rodziny i to właśnie tę ścieżkę obrałem. Zajmuję się rezerwatem smoków w Snowdonii - jakkolwiek miło było słyszeć, jakim to się znakomitym mężczyzną nie było, to Leviathan wydawał się nieco uczulony na uprzejmy ton, którym chętnie posługiwali się dobrze wychowani ludzie. - Proszę nie czuć się przez to jakkolwiek źle. Lęk na widok tych stworzeń jest raczej przejawem rozsądku, niż czegokolwiek innego. Zbyt wielu czarodziejów, nawet doświadczonych smokologów, skończyło spopielonych tylko dlatego, że zabrakło im odrobiny pokory i strachu - mimowolnie poprawił mankiet letniej koszuli, czując pod materiałem koraliki bransoletki, którą dała mu nie tak dawno Timmy. I nawet jeśli zdążył już odczuć wiążące się z noszeniem jej nieprzyjemności, postanowił ją założyć dzisiejszego dnia chyba dla otuchy, bo przecież i tak nie miała szans dzisiejszego dnia zadziałać. Przynajmniej nie póki znajdował się na sabacie. - Chętnie też skorzystam z zaproszenia. Dobrej brandy nigdy za wiele, szczególnie jeśli towarzyszy jej równie dobra rozmowa. Ale, ale proszę, nawet jeśli przede mną i Sarah jeszcze oficjalna część dzisiejszego dnia, może przejdziemy na ty? A żeby przypieczętować idące z zaręczynami braterstwo, może udałoby nam się i tutaj znaleźć coś mocniejszego? Jestem pewien, że na którymś straganie powinno się coś znaleźć. Co ty na to, napisałabyś się czegoś? - tak samo jak wcześniej patrzył tylko na Murtagha, tak kiedy tylko zwrócił się do (oby) trzymającej go pod ramię Sary, przeniósł spojrzenie na nią, uśmiechając się do niej zachęcająco, może nawet błagalnie i wolną dłonią klepiąc ją po jej własnej, złożonej na jego łokciu. Czuł, że bez jakiegokolwiek rozluźniacza towarzyskiego, to on długo tutaj nie pociągnie. A i tak jeszcze nie rzuciła mu się do tej pory w oczy Septima, więc przynajmniej mógł udawać, że nie myśli o tym, co też mogło Ollivander błąkać się dzisiaj po głowie.

@Sarah Macmillan @Murtagh Macmillan


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Logan Nott - 01.12.2023

Sabat, kolejna uroczystość czy też wydarzenie, na którym starszy Nott powinien się pojawić. Owszem z jednej strony było to spowodowane tym, że mogło to dobrze wpłynąć na jego wizerunek i dodać mu kilka punktów do rozpoznawalności, lecz też mógł poznać to, co było jeszcze przed nim ukryte, swoją przyszłość i drogę, którą powinien wybrać. Jednak głównym powodem tego, że zamierzał się pojawić podczas Lithii w kręgu Ognisk była wizja jego ożenku. Oczywiście po rozmowie z bratem trochę się uspokoił jednakże jego myśli cały czas zaprzątała przyszła narzeczona, a później żona jaką ma zamiar wybrać dla niego ojciec i matka.
Tego dnia wstał szybciej niż zwykle i już od rana starannie wybierał ubiór, który założy na siebie podczas sabatu. Może nie było to jakieś bardzo zajmujące zajęcie ale w końcu każdy celebryta wiedział, że wygląd zawsze ma znaczenie. W końcu po przejrzeniu szafy jego wybór padł na granatową koszulę z krótkim rękawem, oraz niebieskie spodnie z dzianiny. Nie było to może zbytnio eleganckie ale biorąc pod uwagę miejsce sabatu uznał, że nie będzie to zbyt wielkim faux-pas pojawienie się właśnie tak ubranym. Po czym wyszedł ze swoim psem na długi spacer, by nie tylko dać się zwierzęciu wybiegać ale też w pewien sposób wynagrodzić mu swoją nieobecność. Oczywiście jak zawsze zamierzał go zostawić pod opieką jednego ze skrzatów domowych, który zawsze zostawał Pioruna, gdy wychodził z domu na jakieś imprezy czy też wydarzenia, na których powinien się pojawić. Dopiero po powrocie i spojrzeniu na zegar uznał, że jeśli nie ma się spóźnić powinien już udać się na miejsce sabatu. Po zjawieniu się w okolicy Stonehange nie zaczął od razu szukać brata tylko najpierw rozejrzał się po okolicy, by rozeznać się czego będzie mógł doświadczyć podczas pobytu i rozdać też kilka autografów swoim fanom. Po czym swoje kroki skierował najpierw ku stanowisku z wiankami.
Logan nie uważał, że są one tylko ozdobą, którą powinny nosić kobiety. W końcu taki wianek mógł nie tylko przynieść mu szczęście ale również dać poczucie bezpieczeństwa lub pozwolić zapomnieć choć na chwilę o problemach dnia codziennego. Przyjął więc jeden z wianków od panny Mirabelle Abott i zaczął rozglądać się za swoim bratem. Na szczęście nie musiał go długo szukać i po paru szybkich krokach znalazł się koło Philipa.
- Witaj bracie. Wybacz, że czekałeś. - powiedział i lekko się uśmiechnął do niego mając nadzieję, że nie zostanie to źle przyjęte.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 01.12.2023

Lawenda


Skromny wianek spleciony z lawendy sprawia, że ogarnia cię wewnętrzny spokój oraz harmonia. Jesteś jak niezmącona tafla wody; masz w sobie więcej cierpliwości i wyrozumienia względem otoczenia, lecz także i powściągliwości względem zabawy.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rodolphus Lestrange - 01.12.2023

Rodolphus wpatrywał się w płomienie przez dłuższą chwilę - zdecydowanie dłużej, niż normalny człowiek patrzy w ogień. Zmarszczył brwi. Uważał wróżbiarstwo za bzdury, durne wymysły i dyrdymały. Hobby dla mniej uzdolnionych czarodziejów, którym nie wyszło w życiu. Ale nawet on nie mógł zaprzeczyć, że coś widział.
- Tak. Chyba - matka z dzieckiem? Powinien się zestresować, bo przecież z Bellatrix byli na to zdecydowanie za młodzi. Ale mimo wszystko poczuł ogromną ulgę. Jakby ktoś stanął za nim, strącił troski z jego barków i pogłaskał po głowie. Jakby matka, w tajemnicy przed ojcem, postanowiła pociągnąć za kilka sznurków, żeby uratować sytuację. - Cokolwiek widziałaś, nie daj sobie temu wejść na głowę. Albo do głowy.
Nie musiał tego mówić, wiedział że Trix nigdy na to nie pozwoli. Ale wolał to powiedzieć. Przesunął palcami po jej talii i odruchowo przekręcił głowę, by omieść spojrzeniem najbliższe otoczenie. Wyginające się ciała kapłanek nie stanowiły aż takiej pokusy i uczty dla oczu. Z drugiej strony - tłumy przy stoiskach także nie.
- Chcesz się czegoś napić? - wypatrywał znajomych twarzy, ale równie dobrze mógłby przewiązać sobie oczy i w ten sposób rozpocząć poszukiwania. Wypatrzenie kogokolwiek w tłumie zakrawałoby o cud. Lekko pociągnął Bellatrix w stronę stoisk z napojami. Było ciepło, jak na jego gust za ciepło, sam chętnie zwilżyłby gardło. Nie ukrywał, że takie święta nie były szczytem jego marzeń i nie czuł się komfortowo, gdy co chwila ktoś go trącał czy się ocierał. Ale Bellatrix miała rację: zrobił to dla niej, tak jak pewnie kupi ten wazonik dla niej, jeśli tylko wskaże na niego ręką. Modlił się w duchu, żeby nie wpadła na pomysł z wiankami. Nie lubił jej odmawiać, ale nawet jego miłość miała granice.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 01.12.2023

Litha była pięknym świętem w każdym tego słowa znaczeniu. Kręgi ognisk, kamienne stonehenge, kolorowe stoiska i tańczące kapłanki były rozkoszą dla oczu, przyzwyczajonych do widoku krwi, bólu i rozpaczy. Camille musiała dbać o równowagę psychiczną, która była nie mniej ważna od tej fizycznej. A może i nawet ważniejsza? Pójście na Lithę, nawet samej, potraktowała jako zasłużony odpoczynek, którego ostatnio jej brakowało. Kompletnie nie traktowała tego tak poważnie, jak poważnie traktowaliby jej rodzice. Pogodzili się z tym, że Camille wybrała ścieżkę naukową, nie macierzyństwa, lecz płomienie nadziei wcale nie zgasły. Miała rodzeństwo i to na nich się skupili, lecz w działaniach państwa Delacour widać było oczekiwanie. Camille pięła się coraz wyżej, ale w końcu dojdzie do sufitu - i doskonale to wiedzieli. A wtedy jaka przyszłość ją czeka? Bo na pewno nie kot.

Camille nie musiała się stroić, by czuć się pięknie we własnym ciele. Nie wyglądała na swój wiek, również na niego się nie czuła. Mogła włożyć szorty a i tak czułaby, że mogłaby podbić świat. Pomna jednak rangi tego wydarzenia, założyła luźne spodnie z naturalnego materiału, długie, i podobnie luźną koszulową bluzkę z rękawami do łokci. Beż i biel doskonale współgrały z jej karnacją i blond włosami, związanymi w "niedbały" kok, nad którym spędziła ostatnią godzinę. Do kompletu brakowało jej tylko wianka, po który sięgnęła z szerokim uśmiechem. Nie zamierzała się bawić a chłonąć całą sobą atmosferę zabawy i piękna. Wszystkim należał się odpoczynek po ostatnich wydarzeniach.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 01.12.2023

Mięta


Odświeżający zapach mięty koi twoje zmysły, oczyszcza płuca i napełnia nadzieją na lepsze jutro. Ponadto odbierasz wszystko intensywniej; promienie słońca wydają się bardziej złociste, trawa bardziej łaskocze twoje łydki, a emocje ludzi wokół udzielają się również tobie.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bellatrix Black - 01.12.2023

Nieco pocieszył ją fakt, że on też to widział. Nie wypytywała o szczegóły, może kapłani zaczarowali ogień, żeby pokazywał każdemu jakieś nic nie znaczące obrazy, żeby mogli o tym rozmyślać. Wróżbiarstwo nie było dziedziną magii, która kiedykolwiek wzbudzała jej zainteresowania, uważała je raczej za dyrdymały.

- Oczywiście, przecież to bujda. - Skomentowała jeszcze słowa narzeczonego. Ponownie spojrzała na kapłanki, może któraś z nich by się zainteresowała Rabastanem? Ostatnio był nieco przygaszony, wydawało jej się, że czas najwyższy, żeby zainteresował się jakąś kobietą, a te tak ładnie tańczyły, może nie był to wcale taki głupi pomysł. - Myślisz, że któraś mogłaby się spodobać twojemu bratu? - Zapytała jeszcze Rolpha o to, co o tym myśli. Nie do końca wiedziała, czy jej przyjaciel byłby zachwycony, że zamierza ingerować w jego sprawy sercowe, ale czego się nie robiło dla większego dobra, może wreszcie zacząłby częściej wychodzić ze swojej jaskini.

- W zasadzie to chętnie, strasznie dzisiaj gorąco. - Dała się pociągnąć w stronę stoiska z napojami. Mignęło jej wtedy też gdzieś w tle to z wiankami. Lubiła kwiatki, w tym nie różniła się od większości kobiet, oczywiście, że nie zamierzała go pominąć podczas swojej wędrówki między kramami, chciała się tam jednak udać dopiero po tym, jak ugaszą pragnienie.

Udało im się przechnąć do stoiska z napojami bez większych rewelacji. Trixie nie dostrzegła w tłumie nikogo znajomego, bo tak właściwie to całą swoją uwagę skupiła na tym, żeby nie ocierać się o obcych. Czuła się brudna, kiedy nieznajomi jej dotykali, nawet zupełnie niecelowo.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leon Bletchley - 01.12.2023

Roześmiał się szczerze, słysząc odzywkę, która padła z ust jego przyjaciółki. Dla niej mógł być sroką, jak i gnatem. Leonowi zdarzało się chodzić na mugolskie lody i smakiem nie ustępowały w niczym tym tworzonym przez czarodziejów. To właśnie ten smak wynagradzał mu te różnice między czarodziejskimi a niemagicznymi lodami.

Wolałbym być sroką, niż gnatem. Mógłbym latać i zdobywałbym jakieś świecidełka. Postanowione. —  Uważał, że to musiało być wspaniałe... stać się animagiem, zmienić się w ptaka i wzbić się wysoko w powietrze. Świecidełka go nie interesowały, więc mógłby zdobywać je dla niej. Z tego co zaobserwował w tym momencie, jego przyjaciółka doskonale radziła sobie z tym i nie potrzebowała jego pomocy. Z wprawą godną szukającego w rekordowym czasie zdołała wypatrzeć zawieszkę z ametystem. Równie szybko jej palce zacisnęły się na tym wisiorku, odbierając go tamtej kobiecie. Jego przyjaciółka syczała w stronę tamtej klientki niczym wściekły wąż, patrząc na nią spod byka. Spoglądając na Olivię dostrzegł od razu zachodzącą w niej zmianę - to, że się nachmurzyła, ściągnęła brwi w wyrazie głębokiej irytacji i zacisnęła usta w wąską kreskę. Sprawiała wrażenie, jakby była gotowa zapłacić każdą cenę za błyskotkę.

Gdyby to on chciał kupić podobny przedmiot, który wpadłby mu w oko to raczej nie byłby skłonny walczyć o niego do tego stopnia, aby  się nachmurzyć, zirytować się i patrzeć na kogoś wzrokiem godnym bazyliszka. Wolał pogodną Olivię, niż zachmurzoną, zirytowaną. Za to byłby skłonny uprzejmie się targować ze sprzedawcą. Po namyśle sam zdecydował się coś kupić przy tym stoisku, a mianowicie breloczek do kluczy z fluorytem. Przekazał sprzedawcy odliczoną kwotę. Po odebraniu przedmiotu od razu doczepił go do swoich kluczy.

O nich obu. Jesteśmy jednak na stoiskach to chodźmy po świece i kadzidła. Spojrzymy w płomienie po odejściu od kramów. — Sprostował. Wydawało mu się to rozsądnym rozwiązaniem. — Mówiłem również, że rozpalane podczas Lithy ognie mają wielką moc i nawet ty powinnaś dostrzec swoją przyszłość i żebyś nie podchodziło zbyt blisko. — Odniósł się po chwili do znacznie bardziej istotnej części swojej wypowiedzi. Leon doskonale wiedział, że niektórzy czarodzieje podchodzą bardzo sceptycznie do kwestii powiązanych z szeroko pojętym wróżbiarstwem i samych wróżbitów. Nie inaczej było z jasnowidzami, których często postrzegano jako oszustów.

Nie zdołali daleko odejść od tego kramu, kiedy podszedł do nich jego kuzyn. Obdarzył go radosnym uśmiechem.

Cześć Cain! — Powitał go, wymieniając z nim uścisk dłoni. Dobry nastrój mu dopisywał, odczuwał szczerą radość. Czuł się także znacznie lepiej pod względem fizycznym, gdyż noszony przez niego wianek napełnił go siłami witalnymi, a tych mu zawsze brakowało. Objawy jego choroby stały się również mniej uciążliwe. Przedkładało się to na jego dobre samopoczucie. Leon nie zaprzeczył, że to randka. Olivia była jego przyjaciółką od lat. Jednocześnie podobała mu się jako dziewczyna. Ukrył na moment twarz za swoimi lodami. Wypadałoby je w końcu zjeść. Zrobił to jednak z innego powodu - odczuł lekkie pieczenie policzków.

Jestem dżentelmenem, nie naprzykrzam się damom. — Odniósł się do słów kuzyna. W jego glosie nie było słychać żadnych pretensji. Dobrze znał swojego kuzyna, będąc przez to świadom jego skłonności do prowokowania, jak i tego że przychodziło mu z pewną łatwością zrażanie do siebie ludzi. Nie był jednak chamem.