![]() |
|
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692) |
RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Vincent Prewett - 18.02.2024 Kończy taniec z Brenną, podbił do nich Atreus, więc Vincent usuwa się z parkietu JEŚLI ATREUS OCZYWIŚCIE NIE ODWALI CZEGOŚ przez swoją odwagę hihi Na słowa Brenny jedynie się uśmiechnął. Mógł go zmanipulować, mógł mu odmówić, ale nie potrafił mu kłamać, wiedział też, że jego własny ojciec, któremu zależało na tym ślubie po prostu pragnął zobaczyć go z żoną i to go trochę w tym wszystkim denerwowało. Poczuł, że nie potrzebnie mówił jej o tym, bo ona miała całkowicie inną rodzinę niż on sam. Pod tym względem różnili się oboje. Wiedział, że żaden argument nie przekona Edwarda do zmiany zdania, nawet jak wysunie kaliber pod postacią jego córki. – To nie tak działa, nic go nie przekona – dodał nie rozwijając swoich wątpliwości, myśli, żalu. Nie był typem, który opowiadał z łatwością o sobie, co Brenna doskonale wiedziała. Sama też niewiele o sobie mówiła, ale zdecydowanie jej rodzice byli łagodną wersją jeśli chodziło o tematy ślubne, przynajmniej on miał takie wrażenie. Zaśmiał się na jej słowa i pokręcił głową. Poczuł ulgę, gdy wyjaśniła mu na czym polegał efekt lusterka. Jego paranoja dokładała do tego jakieś niestworzone rzeczy. Brenna była tylko przyjaciółką, a fakt wtedy właśnie myślał o jej uwielbieniu do przepychu i tego, że się postarała. – A szkoda, przeczytałbym twoją biografię – wyszczerzył się, a gdy muzyka zaczęła cichnąć sam się przed nią skłonił. – To był zaszczyt, panno Longbottom – odparł równie teatralnie, co ona. Wyprostował się i rozejrzał po miejscu, a wtedy dopadł do nich Atreus. Vincent uniósł brwi w zdumieniu i parsknął pod nosem. – No Paskudo, mam nadzieję, że masz dobre buty, bo chyba w takim tempie nie zdążysz nawet usiąść. – spojrzał na świetliki w włosach Bulstroda. – Ładnie się świecisz – na ustach Vincenta zamajaczył złośliwy, delikatnie cyniczny uśmiech. – Zamówię ci coś do picia, tak pamiętam, bez alkoholu, moja droga – odparł wpatrując się w Longbottm, a ton był jak zwykle w takich sytuacjach delikatnie przesłodzony. Puścił do niej oko i usunął się w tył jeśli Atreus nie odjebał maniany. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Avelina Paxton - 18.02.2024 Sączy drinka w grupie Alastor i Victoria, bo Atreus pokicał tańczyć. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ySbY4UW.jpeg[/inny avek] Avelina cicho się zaśmiała. Ta rozmowa była dziwna i dlaczego nadal rozmawiali o stringach? Czy ktokolwiek w ogóle je nosi? To brzmi trochę jak masochizm, nie? Nie powiedziała tego na głos, a jedynie wróciła do rozważań w swojej głowie. Tam było przyjemnie, bezpiecznie, cicho i mniej zawstydzająco. Nikt nie rozmawiał o stringach, ani innych podobnych rzeczy. Nie zmieniało to faktu, że po drinka sięgnęła, upiła i w sumie niewiele poczuła. Milczała, a jej wzrok powędrował w kierunku miśka, którego wskazał Atreus. Uniosła brew ku górze i patrzyła tam z niedowierzaniem. – Nie wiedzieliście, że Brenna chciała zachować leśny realizm? – skłamała czując dziwny ucisk w żołądku. Powiedziała to takim tonem jakby wiedziała o tym od początku, a przecież nie wiedziała. Nie wiedziała jak Brenna planuje kierować tą potańcówką. Jej policzki zapłonęły rumieńcem, więc wróciła do picia drinka. Było to dziwne, nie w jej stylu, ale miała nadzieję, że nikt nie zwróci na to uwagi. Co jeśli ktoś zada jej o to pytanie? – O właśnie, tańczenie jest idealnym pomysłem – dodała, gdy Atreus zniknął. AVELINO, DO JASNEJ CIASNEJ OPANUJ SIĘ! Lubisz tańczyć, ale nie w takich tłumach. Tu jest dla ciebie za dużo ludzi. Paxton nie wiedziała, co w nią wstąpiło. Sama nigdy nie wyrywała się na parkiet, nigdy nikomu nie mówiła, że lubi tańczyć, bo lubi, ale nie na imprezach. W domu, gdy nikt nie patrzy, z miotłą, albo motem wychodzi to jej świetnie, a na imprezach jeśli się dobrze nie upoi to nigdy nie ma takie odwagi, aby wyjść na parkiet, więc dlaczego skłamała, że tańczenie to dobry pomysł? Żeby zakryć zawstydzenie wypiła całego drinka w kilka łyków. Ostatnio alkohol wchodził w nią o wiele lepiej niż kilka miesięcy temu. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Victoria Lestrange - 18.02.2024 Kątem oka patrzyła za Alastorem, gdy ten oddalał się w kierunku kobiety z koszykiem, ale gdy dotarli do baru – na moment straciła go z oczu. Atreus poprosił o te drinki i był to moment, w którym Victoria mogła się odrobinę rozejrzeć. – Mało ci kiszenia ogórków? A co byś chciał teraz kisić, marchew? – odpowiedziała Atreusowi, oczywiście śmiertelnie poważnie, mimo tego, że wcale na serio nie mówiła. – Ale jak potrzebujesz wymiany partnerów w pracy, to wiesz gdzie jest moje biurko – tuż obok biurka Caina Bletchleya. Nie miała nic przeciwko wspólnej sprawie, natomiast na pewno nie mogła go włączyć w to, nad czym obecnie pracowała. Alastor zdążył do nich wrócić i Lestrange zerknęła na to, co trzymał w dłoniach. Odporny na ogień…? Cóż, ona była nań całkowicie odporna, ale widząc te spinki… – Ale to są spinki do koszul, a nie do włosów – to czemu mają się od nich jarać włosy? Zresztą… zajarały mu się, że tak uważał? Kontrolnie nawet zerknęła na głowę Alastora, ale nie działo się tam nic podejrzanego… W tym momencie własną spinkę wsunęła we włosy, odgarniając je trochę na bok z jednej strony – i to była spinka do włosów! I bardzo pasowała do czerni, którą emanowała. Na słowa Atreusa rozejrzała się we wskazanym kierunku, a widząc latającego Erika i jakiegoś niedźwiedzia… nawet nie mrugnęła. Czy było to coś zadziwiającego? Trochę. Czy była zaskoczona? Ani odrobinę. Znała Brennę o kilkanaście lat za dużo, by mogło to zrobić na niej jakieś większe wrażenie. Nikt nie wrzeszczał, znaczy nikomu się krzywda nie działa… – Ja nie wiedziałam – odpowiedziała Avelinie, nie podejrzewając ani o jotę, że kobieta zupełnie nie to chciała powiedzieć. I chciała właśnie wciągnąć w Paxtą w jakąś niezobowiązującą rozmowę, ale wtedy… Wtedy poczuła się dziwnie. Nie miała podstaw podejrzewać, że w tych drinkach znajdzie się coś, co nie powinno tam być. To była impreza organizowana przez Brennę, kobietę, którą znała całe życie. Barman co prawda ostrzegał przed specjalnymi efektami, ale czy to było takie nadzwyczajne? Niespecjalnie. Tak długo, jak nikt nie dolewał jej amortencji do napoju, albo trucizny, to była w stanie to zaakceptować, bo za amortencję mogłaby się już nie powstrzymać. Na pewno jednak nie spodziewała się, że po upiciu pierwszego łyka, poczuje jakąś dziwną ochotę na śpiew. Lubiła tańczyć, ale śpiewać…? Była raczej tą osobą, która nie odzywała się specjalnie dużo w obcym towarzystwie, choć wcale nie trzeba było ciągnąć jej za język. Ale żeby śpiewać? Tę pierwszą ochotę zbyła, ponownie przykładając kieliszek do pociągniętych czerwienią ust, by wypić nieco więcej. Jej myśli nieopatrznie zakręciły się w miejscu oddalonym od tej stodoły, wokół osoby drogiej jej sercu; to był krótki impuls, instrumenty zakończyły poprzednią piosenkę i powoli przygrywały, przygotowując się do kolejnej, a Lestrange poczuła to dziwne uderzenie serca. I poczucie, że musi, bo inaczej się udusi… Odłożyła kieliszek na bar, nie patrząc na barmana, ledwie rzuciła ciemne spojrzenie na Atreusa, Avelinę i Alastora. – Zaraz wrócę – rzuciła, a jej głos brzmiał odrobinę inaczej, bardziej miękko, śpiewniej? Trudno powiedzieć, bo kobieta nie dała więcej czasu, by móc się nad tym zastanowić. I po prostu przeszła przez salę, wchodząc wprost na scenę, pewnie do tego momentu raczej niezbyt zauważona. Jeśli ktokolwiek miał właśnie zacząć śpiewać – nie zdążył, bo Victoria po drodze wydobyła różdżkę z kieszeni materiałowych spodni, by wzmocnić swój głos za pomocą magii, i uprzedziła (potencjalnego) śpiewaka. Nie wiedziała skąd w niej ta odwaga, chęć do śpiewania i to jeszcze tego. Mugolska piosenka… ale znała ją; słyszała ją wiele razy w czasach, gdy jeszcze pracowała w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym i miała dość częste spotkania z mugolami w ich domach. Znała tekst. I uważała tę piosenkę za piękną. W oryginale śpiewał ja mężczyzna, ale… czy to cokolwiek przeszkadzało? – Wise men say, only fools rush in – zaintonowała pierwsze słowa, dając się ponieść już do końca, chyba że ktoś próbował ją z tej sceny wygonić. – But I can't help falling in love with you. Ale… chyba nikt nie próbował? Gdyby miała chwilę czasu na refleksję, to właśnie zastanawiałaby się od kiedy ma taki dobry głos do śpiewu. Na szczęście – tej chwili teraz nie miała żadnej. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Brenna Longbottom - 18.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=gWGt9gA.jpeg[/inny avek] Rozmawiam z Vincem, zanim ten odchodzi i tańczę z Atre, o ile ten nie zmieni zdania – Na pewno wydaje się… lubić stawiać na swoim – powiedziała dyplomatycznie, bo w głębi ducha miała wrażenie, że Edward Prewett jednak uważał się za nieco sprytniejszego niż był w rzeczywistości. Ale Vincentowi na pewno nie było tak prosto, chociaż do tej pory całkiem ładnie wywijał się od wszystkich zakusów starszego brata i ojca. – Obawiam się, że byłaby bardzo mało ciekawa. To raczej ludzie wokół mnie mają ciekawsze życiorysy, a byłoby trochę głupio zdradzać ich tajemnice, nie uważasz? – stwierdziła, uśmiechając się przelotnie. Brat wilkołak – celebryta, rodzina, ukrywająca się przed krewnymi, chłopiec, który po śmierci brata umknął spod zaklęć śmierciożerców, dziewczyna nakłaniana do ślubu z wampirem, i tak dalej, i tak dalej… życie Brenny natomiast było pełne kłopotów, ale tak naprawdę choćby gdyby opisać to Vincenta byłoby bardziej… nietypowe. – Cześć – przywitała się, kiedy Atreus do nich podszedł. – Świetliki Pandory chyba cię polubiły – stwierdziła, spoglądając na jego włosy, teraz błyszczące od świateł, a potem przeniosła na moment spojrzenie na Vincenta. – A kto powiedział, że planuję dzisiaj w ogóle siadać, Vinc? To impreza, a nie spotkanie przy bingo emerytów. I oczywiście, że nie mam zamiaru pić drinków, ktoś tutaj musi być rozsądny i… w sumie to niech wszyscy bogowie mają nas w opiece, skoro padło na mnie – mruknęła, te słowa po drobnej pauzie dodając jakby z pewnym zamyśleniem, bo trzeźwa to mogła być, ale zdawanie tych wszystkich ludzi na rozsądek jej jednej jedynej nie było najlepszym pomysłem. Rozsądek Brenny czasem działał doskonale, a czasem postanawiał się ni z tego ni z owego wyłączyć. Z powierzchni „jeziora”, obrośniętej krzakami, w półmroku, rozpraszanym błękitnymi światłami, nie rozglądając się za mocno, nie zauważyła tego niedźwiedzia. Inaczej pewnie już by ich obu tutaj zostawiła, pełna paniki biegnąc ku Samowi. Trochę w naiwnym przekonaniu, że gości przerazi widok miśka i zaraz wybuchnie chaos (nie zdawała sobie w pełni sprawy, że wszyscy uznają, że skoro to zabawa Brenny, to znaczy, że tak miało być), trochę w obawie, że biedny Samuel potrzebuje pomocy. – Pewnie – skwitowała krótko zaproszenie, ujmując zimną dłoń, chociaż na moment jej spojrzenie uciekło gdzieś ku scenie, gdy głos, który zaczął śpiewać wydał się jej jakoś… znajomy? RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Atreus Bulstrode - 19.02.2024 tańczę z Brenną Wzruszył jeszcze ramionami na słowa Viki. Mogła być i marchew, a mogły być też na nowo ogórki. Tych nigdy przecież za wiele, a przynajmniej tak mu się zdawało, bo te schodziły szybko i do wódki i do obiadu, a jak się piło wódkę do obiadu? Wtedy to już kurczyły się ich zapasy w zastraszającym tempie. Spojrzał na Vincenta, marszcząc przy tym brwi, a potem przeczesał włosy palcami, bo chyba o to mu właściwie chodziło. Świetliki zakręciły się nieco dookoła jego palców, ale większość z nich wciąż rozświetlało mu pasma. Cóż, trudno. Jak mu tak było do śmiechu, to kim on był, żeby mu tego zabraniać. - Są Pandory? No proszę, całkiem fajne. Kręci się może gdzieś tutaj? - zapytał, bo w sumie nie widział nigdzie kuzynki, ale może zwyczajnie umknęła mu gdzieś w tłumie. - Na zdrowie - rzucił do Prewetta z uśmiechem podobnym do tego, który Vincent posłał jemu. Potem pociągnął Brennę za sobą na parkiet, skutecznie uniemożliwiając jej tym samym zauważenie co w ogóle wyprawiało się przy grupce Erika. - Paskudo? Z jego strony to niemal pieszczotliwe określenie - rzucił, ujmując ją w pasie i prowadząc do rytmu muzyki. Podobnie jednak jak jej, głos wokalistki wydał mu się całkiem znajomy, więc mimowolnie jego spojrzenie powędrowało gdzieś w bok, szukając śpiewaczki. - No proszę, zgaduję, że to te drinki, tak? - parsknął rozbawiony, kiedy odnalazł spojrzeniem Victorię. Musiał jej przyznać, że słuchało się naprawdę przyjemnie, a nigdy w sumie nie posądzał jej o zacięcie wokalne. - Przed chwilą wypiliśmy i w sumie barman nas ostrzegał, ale szczerze, to ja chyba nic nie czuję? - wzruszył ramionami. Istniało jednak prawdopodobieństwo, że zwyczajnie nie zastanawiał się nad tym, co nim mogło powodować. - Wiesz, chodziła mi po głowie ostatnio taka jedna rzecz odnośnie tego, co mi powiedziałaś po tym, jak złamałaś mi nos - zastanowił się przez moment, czy w ogóle chce to powiedzieć, ale coś pchało go do przodu. Mimowolnie poruszył dłonią, która spoczywała na jej talii, jakby chciał pochwycić ją nieco mocniej, bojąc się że zaraz wywinie się z jego uścisku, kiedy tylko zawieszone na moment słowa wreszcie wymkną się na światło dzienne. Im bardziej jednak o tym myślał, tym bardziej nie mógł się przed nimi powstrzymać. - Naprawdę się we mnie zakochałaś? Nie mam nic przeciwko, a tak po prawdzie schlebia mi to, ale odniosłem wrażenie, że ta opcja nie wchodzi w grę, szczególnie kiedy rodzina patrzy. A wiesz, nie wiem czy jestem gotowy na życie w ukryciu - co jednak mógł zrobić, to ubrać te słowa w zawadiacki, tak typowy dla siebie uśmiech, kiedy zaglądał jej prosto w oczy. Jakby chciał w ten sposób zmienić to pytanie w zwykły żart, zwykłą zaczepkę. Ale prawdą było - taką, której nie był w stanie przyznać przed samym sobą otwarcie - że łamanie magii Beltane pozostawało po sobie coś, co wcale już wynikiem magii nie było. Były to najprawdziwsze uczucia, które pojawiły się z czasem, kiedy krążyli wokół siebie wabieni tym charakterystycznym przyciąganiem. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Brenna Longbottom - 19.02.2024 Dalej jestem na parkiecie z Atre. - Dostała zaproszenie, ale nie wiem czy się pojawi. Nie zwróciła specjalnej uwagi na wymianę złośliwych uśmiechów, traktując to jako coś rodzinnego. Widać dziedziczyło się to po Prewettach, bo i Vinc i Atreus upodobali sobie te cyniczne uśmiechy i byli w tym bardzo podobni. Pomachała Vincentowi i po prostu pozwoliła się pociągnąć na do tańca. - Nigdy nie używał mojego imienia - powiedziała. Gdyby nie tańczyli, może wzruszyłaby przy tym ramionami, ale w tej chwili zadowoliła się krótkim komentarzem, bo wyjaśnianie relacji jej i Prewetta byłoby... bardzo, bardzo skomplikowane. - O cholera, to chyba faktycznie Victoria. Zabije mnie, jak już jej przejdzie - podsumowała z odrobiną rozbawienia, zerkając w stronę sceny. A potem to rozbawienie minęło jak ręką odjął i choć kroku nie zmyliła, zesztywniała na moment, kiedy padły kolejne słowa, bo mogłaby spodziewać się wielu rzeczy, ale nie takiej rozmowy, a przynajmniej nie tutaj i podczas tańca. Chociaż może powinna się cieszyć, że byli akurat na parkiecie, a nie na przykład coś jadła, bo mogłaby umrzeć przez zakrztuszenie. Przeszło jej przez myśl najpierw, że chyba jednak jakiś drink zadziałał i to najwyraźniej taki, którego efektów nawet ona nie znała, a potem - że Atreus może po to tu przyszedł: upewnić się, że nie wbiła sobie niczego głupiego do głowy, skłoniony ku temu bez wątpienia zaproszeniem od Erika (postanowiła jednak brata zamordować). Jeśli tak, to może i ładnie z jego strony, że wolał wyjaśnić sytuację szybko, chociaż mógł równie dobrze zrobić to listownie, acz miło, że był przy tym stawianiu wszystkiego jasno przynajmniej uprzejmy. A później jeszcze zrobiła bardzo szybki rachunek sumienia, ale ni cholery nie mogła sobie przypomnieć, żeby powiedziała na ścieżkach... zaraz, naprawdę wziął takie ironizowanie za jakieś deklaracje? Nie musiał tak naprawdę trzymać jej mocniej, bo nie zamierzała uciekać, nawet jeżeli przez ułamek sekundy miała ochotę. Może i pod pewnymi względami zachowywała się równie dojrzałe jak jakaś piętnastolatka i równie wiele jak taka ogarniała, ale przecież nie miała piętnastu lat i właściwie Brennie nigdy nie brakowało śmiałości. - Co do rzeczy ma rodzina? - zdziwiła się. Och, jasne, bardzo nie chciała, żeby wiedzieli cokolwiek o więzi, czy ogólnie o jej stanie emocjonalnym, bo to był jej problem, nie ich, a ona miała rozwiązywać problemy, nie dorzucać ich ludziom więcej. Nie wątpiła też, ze on wolałby nie przyznawać się krewnym i przyjaciołom, jak urządziła go druidzka magia: przecież zasadniczo to jej nie lubił. Poza tym wiedziała aż za dobrze, że część rodziny, z Erikiem i matką na czele natychmiast zaczęłaby ich swatać, co skomplikowałoby mu życie jeszcze bardziej niż jej pomysł z przeklętym wiankiem, a część, z Mavelle na przodzie, której sekundowaliby ojciec i Heather, wyjaśniać, dlaczego powinna trzymać się bardzo, bardzo daleko. Nie że tych wyjaśnień potrzebowała, doskonale znała wszystkie powody (I wszystkie ignorowała) z trzema na czele: po pierwsze Zakon, po drugie Atreus jeśli interesował się jakąś dziewczyną to tylko na chwilę, po trzecie Zakon, tak dla podkreślenia. A gdy szło o drugie, to wprawdzie nigdy specjalnie nie interesowała się, z kim się spotykał i jak długo, ale gdyby miała szacować, pewnie uznałaby, że sama jego zainteresowanie mogłaby przy pomyślnych wiatrach utrzymać jakiś miesiąc. Nie była ani idealną damą jak Elaine, ani taką atrakcyjną kobietą jak Ludovicka, a przecież i nimi błyskawicznie się znudził. Nie miało tu nic do rzeczy, że chciała cokolwiek kryć, bo chodziło konkretnie o niego. Pewnie tak samo zachowałaby się, gdyby jakimś cudem ten wianek wrzucił na górę Vincent albo o zgrozo, co za straszny scenariusz: Stanley. - Nie nazwałabym tego od razu zakochaniem, raczej teraz jeszcze zadurzeniem, więc nie musisz się mną specjalnie przejmować - stwierdziła, równie lekko i bezpośrednio, jak kiedyś podeszła do jego wygłupów pod wpływem amortencji. Bo nie miała większego problemu z mówieniem wprost i tam naprawdę ona umiała przyznać sama przed sobą, że niestety, przestało chodzić tylko o magię mniej więcej wtedy, kiedy zaproponował jej wspólne samobójstwo, a potem dal jej pralinkę - jakkokolwiek idiotycznie to nie brzmiało. Ale bardzo starała się n i e z a k o c h a ć, choćby dlatego, że nie była pewna, czy ten Atreus, którego poznała, i na którym jej zależało, w ogóle istniał: w końcu jego zachowaniami kierowała ogólna magia. Chociaż pewnie zakochałaby się i tak, gdyby spędzili ze sobą jeszcze trochę czasu. I to nie był koniec świata. Prędzej czy później przecież przejdzie, a ona nie zamierzała zachowywać się jak jakaś szalona, była dziewczyna. Nawet nie była... no byłą. - Jeśli się martwisz, że knuję coś głupiego, bo mój brat cię tu zaprosił, to nic nie wiedziałam i niczego nie knuję, a jego tym razem spacyfikuję znacznie skuteczniej, żeby ci nie mieszał. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=gWGt9gA.jpeg[/inny avek] RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Morpheus Longbottom - 19.02.2024 Miziam Misia za kudły pieszczotliwie, podaję Erikowi drinka i wznoszę toast za Perseusa, wysyłam całusa do wszystkich przy barze, a później zbieram się do Effie i Dory, zanieść im drinki. Proszę Effie do tańca. — Ja już bym puścił pawia — odpowiedział szczerze Erikowi i opierając się nonszalancko o ladę baru, czekając na zamówienie, które złożył. Postanowił, cukrzyca czy nie, trzymać się z dala od drinków. W głowie błysnęło mu futro, puder przyszłości opadający na nos, ale dopiero gdy postąpił krok do tyłu, zgodnie z instrukcją Samuela, zrozumiał, że to nie ostrzeżenie przed jakimś jegomościem, któremu wyleją na etolę z lisa jakiś lepki, słodki trunek, a przed transformacją przystojnego blondyna w niedźwiedzia brunatnego. Skuteczne, musiał przyznać, widząc, jak kurczowo trzyma się jego łapy Erik. Morpheus zasłonił dłonią usta, śmiejąc się w głos i marszcząc przy tym nos w charakterystyczny sposób. Niedźwiadek nie znajdował się na jego bingo tego wieczora, ale transformacja w zwierzę już tak, więc odhaczone. Jeszcze jeden, poprosił szybko barmana, dając Erikowi drinka. Przy okazji wsunął dłoń w futro niedźwiedzia, aby podrapać pod krwiożerczym pyskiem, jak gdyby nigdy nic. Zachwycił się miękkością, chociaż dziwna tłustość zwierzęcego łoju, podobnego do lanoliny, trochę go obrzydzała, więc zaraz wytarł rękę w materiałową chusteczkę z kieszeni, próbując robić to ukradkiem. — ZA PANA MŁODEGO! ZA PERSEUSA! NA ODWAGĘ! — uniósł w górę swój kieliszek z winem, który dostał i uśmiechnął się do swojego doktora. Następnego dnia i Perseus i kilku gości stąd, w tym organizatorzy, stawią się na przyjęciu, świeży i rześcy, jakby dzień wcześniej nie nastąpił. Nawet Morpheus, który raczej przychodził tylko na ceremonię i wychodził po złożeniu życzeń Młodej Parze, planował zostać dłużej. Wypił kilka łyków wina i wziął drinki dla dziewcząt. — Wracasz czy zostajesz? Idę zanieść drinki — zapytał Neila, przysuwając się do niego i szepcząc mu do ucha pytanie, aby nie przekrzykiwać muzyki. Cokolwiek wybrał młodszy, Morpheus na odchodne posłał wszystkim buziaka i zgrabnie lawirując pośród zebranych, wrócił do Dory i Trelawney. — Wasze drinki. Effimery, uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną pierwszy taniec tego wieczoru? — zapytał młodszą wieszczkę, wyciągając w jej stronę rękę. Piosenka Elvisa miała pościelowy rytm, który jego płuca ze spokojem utrzymają, na dodatek to tylko walc, jego kroki mógłby odtwarzać we śnie. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Alastor Moody - 19.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=QlvSLAW.png[/inny avek] Podziwiam Victorię i zapraszam Ave na breakdance Moody niewiele myślał o tym latającym Eriku, o niedźwiedziu głaskanym przez Blacka, o kwitnących tutaj romansach... W gruncie rzeczy naprawdę niewiele go ostatnio obchodziło, ukrył jedynie poczucie winy tlące się w środku, kiedy skinął głową i uśmiechnął się do krążącego nieopodal Sebastiana. Nie rozumiał, dlaczego los coraz częściej splatał ze sobą ich ścieżki, ale podejrzewał tutaj winę jakiegoś złośliwego chochlika i obecność Macmillana wywołała w nim lekki niepokój związany z tym, że skoro się tutaj pojawił, to znowu coś pójdzie tragikomicznie nie tak... Na przykład Victoria Lestrange wejdzie na scenę i zacznie śpiewać. - Ja to widzę naprawdę? Może to halucynacje od tej kanapki? Może wcale nie powinien tego jeść...? Ale jakby tak spojrzeć prawdzie w oczy, to i bez tego był stuknięty. To było u Moodych rodzinne. W sumie to szkoda, że nie było tutaj Caina, może pierdolnąłby go w głowę i tym samym poczułby, że tutaj nie śni? Chyba tego potrzebował. Avelinka nie była złą towarzyszką zabawy, ale nie miała w sobie tej nutki, której nie potrafił opisać. Chociaż może się pomylił, bo właśnie widział, jak wypija całego drinka za jednym zamachem, a to wcale nie był taki słaby alkohol, patrząc po tym jak zachowywali się inni. Otrząsnął się z tego dosyć szybko, po czym złapał jej pusty kieliszek i odstawił go na stół. - Skoro to idealny pomysł, to chodź - powiedział, podając jej zachęcająco rękę. Moody nie należał do grona szczególnie wyszukanych tancerzy, ale nadrabiał to energicznością i szerokim uśmiechem, odrobinę ubogim w zęby co prawda, ale za to jakim szczerym. - Podejrzewam, że Victoria drugi raz nie zaśpiewa, więc to twoja jedyna szansa. Jak wejdzie w refren to mogę cię podrzucić wyżej niż lewitował Longbottom. - I wbrew jej ewentualnym obawom złapać ją oczywiście. Mógł deptać Eden po pantoflach, ale refleks miał dobry, jakby się miała w tych bucikach wygrzmocić, to by ją asekurował bardzo szybko. Skoro przetańczył połowę balu, to głupio było chociaż raz nie zatańczyć na potańcówce... RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Effimery Trelawney - 19.02.2024 Effie rozmawia z Menodorą, po czym zaproszona do tańca przez Morpheusa, wychodzi z nim na parkiet. Wzrok rozproszył się po obecnych, a Effimery odruchowo przygładziła śliski materiał sukienki; spojrzeniem wiodła za Morpheusem, który niknął wśród ciżby – po chwili jednak ten zogniskowała na Menodorze, przywdziewając na wargi urokliwy, rozbrajająco szczery uśmiech. Miała w sobie coś z dzikości nieposkromionej i leśnego brzasku; pewne nuty płochliwej leśnej nimfy, jak i szarżującego na spotkaniach, w słodyczy pewnego siebie dziewczęcia. W jej myślach, wszystko to było skrupulatnie wyważone; każdy drobny gest, jawił się membraną naturalności. Obróciła w dłoniach lusterko, które wylosowała; gdy spojrzała w nie, na szklistej tafli pojawił się Billy, a ona, świadoma tego widoku i zlękniona niejako, że ktokolwiek zobaczy aberracje jej kruchego serca, odwróciła je tyłem do siebie. Dopiero po chwili uniosła brwi na pytanie Dory, tak jakby przebudziła się z sennego letargu, z którego ujściem była jedynie bolesna rzeczywistość. – Co ładnego…? – spytała nieprzytomna, po chwili jednak rozbłysła perłami uśmiechu. – Ach tak! Lusterko. Jest prawdopodobnie zepsute, bo pokazuje mi kogoś, kogo już nie ma w moim życiu… Dora, dlaczego ja mam taki pociąg do zbirów? Spójrz na mnie – rzekła, wzruszając ramionami. – Czy ja ci wyglądam na amatorkę… jak to się mówi wśród mugoli… blacharę? Otóż nie! – dodała po chwili, ściskając dłoń przyjaciółki. Gdy Morpheus powrócił z drinkami, wychyliła solidne dwa łyki procentowej cieczy – ot, dla kurażu. Uniosła wysoko brwi na propozycję mężczyzny, spozierając wzrokiem sponad szklanki, której kształt miękko otulała dłońmi. Zamrugała kilkukrotnie, jakby chciała zapytać nieśmiało: ja? – Z przyjemnością – zreflektowała się i odstawiwszy kryształowe naczynie na stół, ujęła go za dłoń. Nigdy nie była uczona tańca; nie należała do tych arystokratycznych panien, które oddychały przepychem, a ich złote pantofelki wzbijały w przestrzeń migotliwy kurz. Podstawy walca znała jednak, więc chuderlawą dłoń oparła na jego ramieniu i pozwoliła się prowadzić. – Taniec jest o tyle miły, że możemy porozmawiać bardzo konspiracyjnie – zachichotała. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 19.02.2024 Neil odpowiada Norze na powitanie, Perseusowi odpowiada na pytanie. Ucieka za Morpheusem do stolika i jest zazdrosny, po czym pyta Menodorę o szampon, perfumy? Drinka? On sam nie wie o co pyta. Nora przywitała go... No tak jak Nora, ona zawsze była miła, a teraz nie zajadała się ciastkami, co świadczyło o tym, że raczej dobrze się bawi, choć jej słowa. Spodziewała się go tu? Spojrzał na sekundę na Morpheusa. Coś jej mówił? Ona coś wie? W sumie na pewno niektórzy wiedzieli kto kogo przyprowadzi na zabawę, żeby później nie było problemów z dopasowaniem osób towarzyszących do właściciela. -Ja ciebie też.-odpowiedział jej jednak. Nie myślał ani trochę o tym kto może przyjść na imprezę. Stał grzecznie obserwując rozmowy, aż w końcu całe zajście ściągania Erika na ziemię. Animag go zaskoczył porządnie, do tego poczuł w środku jakąś dziwną złość? Co to za uczucia? Może miał Samuelowi za złe całe to zajście nie tak dawna? Może był zły o brak solidarności futerka? Chociaż tyle, że na pewno gdyby sam się przemienił, to wygrałby wyścigi. Mieszany życiem spojrzał na Perseusa, który zaskoczył go kompletnie chęcią rozmowy. Myślał, że zachowają jakąś anonimowość, dystans, co jeśli Morpheus się dowie, że był u niego? Czy Perseus wygada jakieś sekrety? Czy skojarzy fakty? Tyle rzeczy mogło pójść nie tak i wilkołak wiedział, ze pójdą nie tak. -Mutuellement. Dur à dire. Je participe rarement à ce type d'événements.-odpowiedział mu z miłym uśmiechem. Czuł się niezręcznie, było to widać, ale za cholerę próbował to chować, jakby od tego jego życie zależało. Zaraz na szczęście posypała się dalsza część rozmowy, toast w którym wziął udział, aż w końcu możliwość ucieczki w Morpheusem. -Idę, w końcu miałem ci pomóc w noszeniu.-odpowiedział mu, bo po to uciekł od stołu z czarodziejem, żeby teraz uciec od baru z nim... żeby pewnie później znów chcieć uciec... To było bez sensu, jego obecność tu była bez sensu i liczył tylko, że przypadkiem nie zrujnuje nią komuś tego wieczora. Skinął z uśmiechem wszystkim głową i poszedł z Morpheusem do stolika, zaraz zajmując przy nim znów swoje miejsce. Trochę... Nie wiedział na co liczy, na pewno nie na to, że Morpheus znów gdzieś pójdzie... Robili nie wiadomo co nie wiadomo gdzie, a teraz on odchodzi z jakąś babą tańczyć?! Spokojnie, oddychaj, nie można się tak zachowywać, nawet nie jesteśmy razem i nie będziemy, z resztą, zaraz ktoś krzywo spojrzy. Westchnął cicho, upijając znów kilka dużych łyków wina z kieliszka. Jak tak pójdzie, to będzie musiał zaraz znów iść po dolewkę i skończy śpiąc za stodołą. Do tego jeszcze bardziej niezręcznie mu było, bo został przy stoliku z kobietą! Też powinien ją poprosić do tańca? Tak to właśnie jest, jak większość życia żyje się pod kamieniem albo pod kocem, bo się po nocach trzeba uczyć do sprawdzianów, jakie i tak się obleje! Kolejny łyk wina został pochłonięty, a Neil wsparł się na łokciem o stół. Jak kobieta przed nim się nazywała? Zaczynała go dopadać powoli panika. Powinien coś powiedzieć, cokolwiek, byle nie jakąś głupotę kompletną. O czym się rozbawia z ludźmi na imprezach? Powinien pochwalić strój, ubranie, tak, albo jedzenie, to też jest opcja. -Twoje włosy ładnie pachnął.-rzucił pochwalnie, jak... no jak pajac jakim jest.-Znaczy... Mam wrażenie, że czuję twój szampon albo to perfumy, z drugiej strony tutaj wszystkie zapach się mieszają, a może to drinki, nie wąchałem ich. Wino to na pewno nie jest.-próbował się wybronić. |