Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Victoria Lestrange - 31.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=VSYykxr.png[/inny avek]
Sala bankietowa
Tańczę i rozmawiam z Anthonym

W tańcu można było się zapomnieć. Spleść się z muzyką, uśmiechnąć do partnera, mówić do niego, albo nie odzywać się wcale, gdy nie było żadnych wspólnych tematów. Ale z Anthonym je miała, był zresztą politykiem, doskonałym mówcą i zawsze wiedział, co powiedzieć.

Zgadywanki? Victoria uśmiechnęła się do Shafiqa pięknie, a uśmiech ten dosięgnął jej oczu, był więc całkiem szczery, a gdy mężczyzna obrócił nią mocniej, to aż się roześmiała w głos. Starała się też skupić na opowiastkach, jakie jej sprezentował. Która z nich była tą prawdziwą? Bunt żywiołów w samej siedzibie Ministerstwa i romans pana Bumfuzzle’a? A może wyścigi na latających dywanach i pogubione dokumenty? Czy może mordoklejki i piernikowe meble oblane… Miejmy nadzieję, że lukrem. Obrót, obrót, obrót, mogło się zakręcić w głowie, ale pomiędzy obroty wplecione były te pauzy, kiedy ciało kołysało się na boki w odpowiednim rytmie. Każda z historii brzmiała na możliwą i absurdalą, ale jeśli Victoria miała wytypować jedną…

Ale wtedy się na moment zatrzymali, bo jej partner wydobył różdżkę (jemu przyszło to o wiele łatwiej, niż jej w tej sukience, więc to była najlepsza z możliwych decyzji).

– Nigdy bym się z tego nie śmiała. Jestem pewna, że teraz cię posłucha – odparła spokojnie, nim jeszcze Anthony machnął różdżką iii… oto oszołomiona kapibara zamieniła się w siedzącego na parkiecie Atreusa. – Widzisz? – ponownie się uśmiechnęła i wyciągnęła do niego ręce, gotowa do dokończenia tego tańca.

– Skoro muszę zgadywać, to stawiałabym na numer dwa. Na latające dywany i pogubione dokumenty. Trafiłam? – to wydawało jej się być najbardziej prawdopodobną wersją. Kątem oka patrzyła, jak Sauriel podchodzi do Atreusa, pomaga mu wstać, a chwilę później Bulstrode jak po sznurku mignął po kolejnego drinka, co Victoria skwitowała tylko uniesieniem jednej brwi i aż wychyliła się zza ramienia Anthony’ego, obserwując go dalej. Bo jak wściekły teraz ruszył z kopyta do innej tańczącej pary, do Christophera, gdzie zamienił kilka słów, a potem mu wjebał. Tak po prostu.

– Ooo… Atreus się chyba prosi. Najpierw na Lammas, teraz tutaj. Chyba już mu poszło w czub od tych drinków – skwitowała i pokręciła z niedowierzaniem głową. – W takim tempie to projekt: kłoda zaliczy na grubo przed północą – znaczy, że nastąpi odcięcie od ilości alkoholu i będzie miał po zabawie. – Ałłaa, musiało boleć – aż się skrzywiła, współczując teraz biednemu Christopherowi.




RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Perseus Black - 31.05.2024

Jadalnia, okolice stołu młodej pary

Nie spodziewał się, że najbardziej samotnym będzie się czuł podczas własnego wesela. Ludzie przychodzili i odchodzili, składali mniej lub bardziej szczere życzenia, a kiedy odchodzili, słyszał za plecami, jak dywagują nad tym, kiedy na Grimmauld Place zostanie wystawiona trumna z jego ciałem. Czuł na sobie spojrzenia zaproszonych czarodziejów, od których nogi robiły się miękkie, a serce gwałtownie przyśpieszało i przeklinał matkę za to, że zechciała bawić się w samą królową, urządzając bal dla całej magicznej socjety. Rozejrzał się w poszukiwaniu swojej laski, ale jej nie zlazł. Oddał ją jakiemuś kelnerowi przed pierwszym tańcem i teraz nie dość, że schorowana noga dawała o sobie znać bólem przeszywającym prawą stopę, to nie wiedział, co zrobić ma z rękami; zazwyczaj w takich sytuacjach wodził opuszkami po posrebrzanej główce kruka, choć znał jej kształt już na pamięć. Vespera z kolei zdawała się znosić tę sytuację znaczniej lepiej; ale ona lubiła zwracać na siebie uwagę i kokietować. Zazdrościł jej tej pewności siebie, lecz ona - w przeciwieństwie do Perseusa - była istotą idealną.

Chciał z nią pomówić, na osobności najlepiej, ale Walburga bezustannie ją zagadywała - w pewnym momencie przestał nadążać za rozmową, dlatego tylko kiwał głową i się uśmiechał. Uważaj, co jej mówisz, ukochana, prosił ją w myślach. Ta harpia wdała się w naszą matkę i szuka materiałów do plotek ze swymi równie wścibskimi przyjaciółkami. Jednak jego obawy były zbędne; Vespera wiedziała, jak obchodzić się z podobnymi jego krewniaczkom. Samo to, w jak dyplomatyczny sposób odpowiadała na przytyki Daphne, było niesamowite.

Szukał życzliwej mu duszy, z którą mógłby ulotnić się z jadalni, albo chociaż wcisnąć w jej kąt, gdzie nie będzie musiał mierzyć się z tyloma spojrzeniami. Kiedy więc jego wzrok napotkał Laurenta, ujrzał w nim swojego wybawcę. On również chciał w pewien sposób uratować jego - przecież widział jego oczy, te smutne błękitne oczy i chciał mu pomóc. Nie uszło jego uwadze również to, jak zareagował na widok swego ojca, przez co poczuł jeszcze silniejszą potrzebę otoczenia go swym ramieniem i zapewnienia, że jest tu bezpiecznie. Chyba ta jedna sekunda wystarczyła, żeby podświadomie wyrobił sobie zdanie na temat Edwarda Prewetta.

Dziękuję, jest wspaniałe — odparł z uśmiechem, tym sztucznym, niedochodzącym do oczu, bo wcale tak nie uważał — Właśnie rozmawiałem z twoim ojcem, że cieszę się z waszego przybycia. Dziękuję też za udostępnienie abraksanów, są naprawdę zjawiskowe. Och, jakże zazdroszczę ci możliwości osiodłania tych pięknych istot... Moje umiejętności jeździeckie zakończyły się na wątpliwej umiejętności utrzymania się w siodle... — zawsze, gdy był zdenerwowany mówił dużo, trochę bez składu i przeskakiwał z tematu na temat.

Później jego wzrok spoczął na Rodolphusie i również o nim Perseus nie wiedział, co powinien myśleć. Miał do niego neutralny stosunek, ale dyskretnie rozejrzał się w poszukiwaniu Bellatrix, by upewnić się, że nie rani w jej jakiś sposób, rozmawiając z narzeczonym, z którym miała się posprzeczać. A może młodzi zdążyli się pogodzić? Nie...? Cóż, to nie jego sprawa.

Mam nadzieję, że wy również świetnie się bawiciea przynajmniej lepiej, niż jaMacie może ochotę na drinka?

Bo on miał. Nawet na dwa.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1kdk7ko.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Sauriel Rookwood - 31.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DP8zuR8.png[/inny avek]
[u]Sala bankietowa - parkiet[/u]

Kiedy Atreus złapał go za szmaty, on złapał za ramiona Atreusa i pomógł podnieść się niedoszłej kapibarze, czy też owłosionej śwince. Uśmiechał się paskudnie, z zadowoleniem, widząc, jak to jego kolega wspaniale się trzyma i jak mogą się wymienić tymi uprzejmościami. I tak, w zasadzie to Sauriel sądził, że Atreus był animagiem, nawet jeśli to było idiotyczne, bo jakoś nie przyszło mu do głowy, że przecież to był drink. Dlatego też nie myślał o tym, że trzeba mu pomagać. Nawet jakby pomyślał... to pewnie i tak by tego nie zrobił od razu. Za dobra zabawa.

- Ni chuja nie wiem, co to są rzepki. - Odparł głosem prawie takim, jakby mówili o czymś niezwykle zmysłowym i nadającym się do wrzucenia tego w jakąś tanią gazetkę porno, którą sprzedają w kiosku pod ladą, bo nad ladą się wstydzą. I z tamtejszych zdjęć miał powstać niemalże film w głowie nabywcy. Rzepki to chyba były takie owoce. Albo warzywa. Rzepak? Rzepla? Rzeżączka?  No nie znał się na tym. - Twoim kutasem mogę obrywać. - Powiedział odpowiednio KONSPIRACYJNIE CICHO (podkreślam te słowa), żeby tylko Atreus go usłyszał, szczerząc do niego przez moment swoje kły i trzymając łapska na jego ramieniu. Klepnął go jeszcze w bark i obejrzał się za nim z uśmieszkiem pod nosem, patrząc, jak ten odchodzi do baru. Poszedły za nim, ale Bella go bardziej interesowała w tym momencie. Był człowiekiem słowa! Obiecał damie taniec, która sama go zresztą zaprosiła.

- Temu już nic nie pomoże, ale niezła próba. - Rzucił, wracając do niej i wyciągając zapraszająco dłoń do tańca. - Aż mi wstyd, że musiałaś czekać. - Podprowadził Bellatrix na parkiet, ustawił się z nią i gładko włączył do tańczących par, dopasowując do muzyki, jaka właśnie leciała. Mógł na muzykę zamarudzić, dawno nie był na żadnych salonach, żeby przsposabiać się do walca i innych temu typu podobnych, ale taniec to taniec - lubił go tak czy siak, mogło lecieć niemal wszystko. On muzykę czuł całym sobą, a prowadzenie partnerki nie stanowiło żadnego problemu.

Obrócił głowę, kiedy usłyszał zamieszanie - znów Atreus. Z kimś, kogo nie kojarzył do końca, a przynajmniej nie jego facjatę. Byłby gotów niby się w to włączyć, pomóc, skrzywił się paskudnie z niezadowolenia, ale właściwie zanim dobrze zdążył temat przemielić w swojej głowie to strażnik włości sam się tym zajął. Albo ochroniarz imprezy - bez znaczenia. Gdyby byli poza salonami to na tego strażnika też by się z łapami rzucił. Tutaj jednak szkoda robić zamieszania. Szkoda na siebie zwracać większej uwagi, niż to potrzebne.

- No popatrz, a my jesteśmy dzisiaj bardzo grzeczni. - Uśmiechnął się do Belli szarmancko. Poddał się muzyce, sunąc między czarnymi i czerwonymi sukniami i garniturami. Mało odrywał wzrok od Belli, bo czemu by miał, skoro dobrze się z nią bawił, a Victoria chwilowo tańczyła z tym celebrytą? Nawet mimo to dojrzał Eryka przytulonego do ściany, ale zaraz oderwał od niego spojrzenie. Zaraz... za chwilę. Albo wcale.




RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Laurent Prewett - 31.05.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BBl9HB4.png[/inny avek]
Sala bankietowa, okolice stołu młodej pary

Piękny i elegancki - Perseus był bez skaz na tym weselu. Szczególnie podczas ceremonii, kiedy nawet jego oczy bardziej błyszczały i kiedy był bardziej wypełniony życiem. Teraz wróciło to, co miał w spojrzeniu zawsze - ten nieprzemijający smutek, który chciał zbudować swoje własne królestwo na gruzach jego mocnych stron. Zostawiał tylko słabości. Czy tak się dało żyć? Jakoś na pewno - żył w końcu Perseus Black. Obijał się od ściany i starał jakoś wmówić sobie, że w tym wszystkim będzie równo stał. Albo już nawet nie próbował niczego sobie wmawiać i przyjmował zabijające myślenie o przyszłości ułatwienia. Nie miało to teraz znaczenia - teraz było wesele, czas na pocieszenie, rozluźnienie po ceremonii, która na pewno była stresująca. Trzeba wypaść idealnie, nie można się nie uśmiechnąć, nie można krzywo spojrzeć, ani pomylić formułki. Trzeba równo uciąć tort i nie zrobić żadnego złego kroku prowadząc w tańcu, chociaż noga boli. Tak, Perseus był piękny. Vespera miała chyba dużo szczęścia, że dostała za męża człowieka o tak wielkim sercu, który walczył z tymi słabościami, żeby pozostać jej wiernym?

- Nic straconego, zapraszam na naukę do New Forest. - Może nie powinien tego proponować. Zdecydowanie nie powinien, tak sobie o tym pomyślał dopiero, jak to powiedział. Pewnie jednak mimo pomyślenia tego i tak by zaproponował, więc... ach, co za absurd. Faktycznie tak uważał - jeździectwa mógł się nauczyć każdy, niektórzy lepiej a inni gorzej. Wokół było tyle bodźców, a przy tym byli w towarzystwie Rodolphusa, że nie zwrócił teraz nawet uwagi na to, że Perseus nie mówi tak spokojnie, jak zawsze. Zwrócił o tyle, że wszystko było racjonalizowane tym, że niewielu zachowałoby spokój przy tak wielkiej imprezie, do której pewnie zmusiła Perseusa rodzina. Może nacisk był też od strony Rookwoodów. Pokazówka siły. Nie dziwiło go, że Edward tutaj przyszedł, pewnie po to, żeby pokrzywić się i pokręcić głową, pokrytykować. A może miał jakieś interesy do którejś z rodzin..? - Ja bardzo chętnie. Widziałem, że zatrudniłeś cyrkowca do alkoholu? Skąd ta decyzja? - Rozumiał, że zatrudnił ich do zabawienia gości, ale niekoniecznie spodziewał się, że będą tutaj również jako kelnerzy.

Ostatnie, czego się spodziewał, to tego, że jakieś krzyki dotrą do nich z parkietu. Obrócił się zaskoczony i to, co zobaczył sprawiło, że w zasadzie automatycznie podparł się ramienia Rodolphusa, bo prawie się nogi pod nim ugięły. Pobladł nieco widząc Atreusa, który był wyprowadzany razem z Rosierem przez kogoś na zewnątrz. Zaraz Rodolphusa puścił i spojrzał na niego nieco przepraszająco za tę spoufałość, której nawet nie chciał osiągać. Poluzował nieco krawat pod swoją szyją.

- Proszę, Perseusie, tylko zaprowadź mnie do drinków, które zaraz mi nie zmienią koloru włosów, albo tego typu rzeczy... - Nie znosił tego na przyjęciach, chciało mu się płakać, jak trafiał na tego typu dowcipy. Nie wpasowywały się nijak do jego potrzeby kontrolowania swojej przestrzeni i idealnego wypadania przed ludźmi wokół. - Ogród był jednak bardzo przytulnym miejscem. - Zwrócił się tu do Rodolpusa i odetchnął. - Chyba powinienem sprawdzić, czy z Atreusem wszystko w porządku. - Odetchnął ciężko. Nie wyglądało, żeby coś złego się stało... ale nadal.




RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Rodolphus Lestrange - 31.05.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2a/90/29/2a9029bbee43640e5f4edc056f54e00b.jpg[/inny avek]
Jadalnia, okolice stołu młodej pary
Rodolphus przechodzi dalej, do stołów

Lestrange uważnie obserwował Perseusa. Nie wyglądał na kogoś, kto cieszył się świeżo zawartym małżeństwem, ale tak po prawdzie to nic o nim nie wiedział. Słyszał, że bardzo kochał Vesperę, ale nie uszły jego uszom plotki dotyczące powodów tego ślubu. Może nie chciał tak wcześnie, ale musiał? Albo nie do końca podobało mu się to, co się właśnie odwalało? Bo i jego uwadze nie umknął Atreus, który zaczął się bić z... Bodajże Rosierem, ale nie był pewny czy to on, bo Laurent uwiesił się na jego ramieniu. Na twarzy Rodolphusa na chwilę pojawiło się zaskoczenie, a potem złość. Odsunął się, gdy tylko Laurent już pewniej stał o własnych siłach, i odruchowo strzepnął niewidoczny pyłek w miejscu, w którym Prewett go dotykał. Jego przepraszającego spojrzenia albo nie dostrzegł, albo nie przyjął, bo w odpowiedzi na nie Laurentowi ukazały się zimne oczy, które zdawały się mówić dotknij mnie raz jeszcze, a połamię ci palce.
- Podziękuję, dobrze wiesz Perseusie, że nie piję alkoholu. Bawię się doskonale, chociaż chyba nie tak dobrze jak nasz uroczy auror. Być może zyskasz kolejnego klienta, słyszałem że Bulstrode ostatnio ma problemy z agresją. Przeproszę was jednak teraz - odpowiedział gładko i skinął lekko głową Blackowi, Laurenta nie obdarzając więcej żadną uwagą. Przeszedł dalej, zostawiając tę dwójkę samą sobie, bo nie miał ochoty na tego typu konwersacje - nie wspominając o tym, że dotyk Laurenta wyprowadził go z równowagi, bo Lestrange bardzo nie lubił, gdy się go dotykało bez pozwolenia. Teraz chciał na chwilę usiąść i odpocząć, odzyskać równowagę, a potem pomyśli jak się stąd wymiksować.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Morpheus Longbottom - 31.05.2024

Z Florence na parkiecie

Przebłysk wizji rozproszył go na chwilę, tak że pomylił na chwilę kroki. Przeprosił swoją partnerkę z uroczym uśmiechem, mówiąc tylko jedno słowo: wizja. Była Bulstrode, więc wiedziała, o co mu chodzi. Nie opowiadał dalej, czego dotyczyła, zaznaczając przy tym, że to nic wielkiego. Czasami wizje były żałośnie głupie, na przykład że ktoś rozleje na siebie rosół lub nie będzie mógł powstrzymać beknięcia. Wrócił prędko do tańca, do chwili obecnej.

Im dłużej patrzył na pary dookoła nich, na rodziny, coraz bardziej myślał o tym, że powinien był oświadczyć się Florence, gdy miała swój debiut w socjecie. Nadal uważał, że to by zadziałało, skuteczne i dobre małżeństwo, gdzie każde z nich ma swoje kariery i nikt nie naciska na dzieci, wiedząc, jak ogromne genetyczne obciążenie by nosiły. Niemal eugenicznie zebrana pula genów tworząca potężnego wieszcza. Wygodna wizja, piękna para, biznesowy układ, na którym każde z nich zyskuje. Może nadal to mogłoby zadziałać?

Jak myślisz, dotrwają do pierwszej rocznicy? Nie chciałbym zmienić psychiatry, ale może polecasz kogoś?

Widząc Victorię i Anthony'ego na parkiecie, skinął im głową i posłał kobiecie całusa w powietrzu. Nadal pamiętał ją jako małego gnojka, który grzebał w błocie z Brenną, za którymi musiał gonić, gdy zobaczył w wizji ich wspaniałe plany na zabawę w Dolinie Godryka. Zawsze go zaskakiwało na przyjęciach tego typu, gdy zakładała suknię lub kostium z zeszłego wieczora, że jest zdecydowanie dorosłą kobietą. Aż ciekawiło go, ile serc już złamała. Wiedział po sobie, że spragnieni słońca Anglicy kochali się w ciemnych sarnich oczach.

Pierwsza bójka, o pannę w brzoskwiniowym — westchnął z niejakim rozdrażnieniem, zanim zorientował się, że jest tam brat Florence. — Z Atreusem.

Zwolnił nieco obroty i taniec, obawiając się nieco o jej samopoczucie. Florence dbała o reputację swojej rodziny i braci, zmartwienie wymalowało się na jego twarzy dość wyraźnie, a uścisk wzmocnił się, aby mogła się na nim wesprzeć.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0NjUBg3.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Leviathan Rowle - 31.05.2024

Sala bankietowa

Kiedy otrzymał zaproszenie na ślub, w pierwszym odruchu chciał zwyczajnie grzecznie podziękować, pożyczyć szczęścia i zostać tego dnia w domu. Potem jednak przyszło mu do głowy, że przecież nie musiało być tak źle i mógł zaproponować wspólną zabawę Septimie, bo nawet jeśli sam niezbyt przepadał za tego typu spędami, to wspólnie spędzony czas nieco zmieniał postać rzeczy. Inną sprawą było to, że zwyczajnie niekoniecznie wypadało odmówić. Może i Lazarus nie mrugnąłby na to okiem, ale jego żona wydawała się o wiele bardziej wyczulona tego typu potknięcia w wychowaniu swojego syna. Mógł biegać po rezerwacie ile tylko chciał, ale wymagała od niego by chociaż od czasu do czasu pokazał się w towarzystwie.

Wybrał bezpieczną czerń, która dominowała cały jego ubiór dzisiejszego dnia. Stylowa, czarodziejska szata szyta na miarę prezentowała się na nim całkiem zgrabnie, co może by nawet docenił, gdyby nie fakt że nie przywykł przejmować się takimi rzeczami. Zwykle też wolał sprawdzoną smoczą skórę, która o wiele lepiej sprawdzała się w jego codziennych obowiązkach.

Teraz wsunął palec za kołnierz koszuli, chcąc nieco poluźnić jego uścisk. Siedział w jadalni przy stole, z mało zainteresowaną miną przyglądając się sylwetkom innych gości. Wciąż nie był pewien jak czuł się z faktem, że jego partnerka na ceremonię w kowenie pojawiła się przywieziona przez Longbottoma i jego towarzyszkę. Czy to cokolwiek znaczyło? Czy powinien się martwić? A może zwyczajnie był przewrażliwiony i szukał tylko dziury w całym?
- Może chciałabyś zatańczyć? - pochylił się nieco w stronę siedzącej obok niej panny Ollivander, uśmiechając się to niej delikatnie. Może nie był największym fanem tańca, ale od czegoś trzeba było zacząć tę całą zabawę.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Rowena Ravenclaw - 31.05.2024

Przebywający w ogrodzie czarodzieje mogli usłyszeć donośny chłopięcy głos, dziecięcy właściwie.
OTWIERAM ZAKŁADY O TO JAK DŁUGO POTRWA TO MAŁŻEŃSTWO — krzyczał nastoletni jegomość siedzący przy ogrodowym stoliku, przeniesionym z drugiej części posesji. Mały czarodziej nie mógł mieć więcej niż jedenaście, góra trzynaście lat. Odziany był w elegancki czarny frak - bez wątpienia wykonany z dobrej jakości materiału - i skórzane buty. Swoje długie, sięgające ramion loki związał z tyłu aksamitną wstążką. — CZY PAN MŁODY DOŻYJE PIERWSZEJ ROCZNICY? CZY MOŻE ZGINIE NA MORZU PODCZAS PODRÓŻY POŚLUBNEJ? OBSTAWIAJCIE....
Regulusie! — ostry kobiecy głos przeszył powietrze. Chwilę później obok chłopca znalazła się elegancka dama o surowej twarzy i włosach przetkanych siwizną. Pomimo znacznej różnicy wieku, nie dało się nie zauważyć podobizny pomiędzy nią, a panem młodym - był to bowiem nie kto inny, jak sama Daphne Black. — Jak śmiesz na weselu własnego wuja robić coś tak... tak niedopuszczalnego? Poczekaj tylko, aż twój ojciec się dowie...
Mówiąc to, ciągnęła biednego Regulusa za ucho.
Ałaj, babciu, przepraszam... — załkał chłopiec, znikając wraz z czarownicą za rogiem posesji.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Anthony Shafiq - 31.05.2024

Sala bankietowa
Tańczę z Victorią

Uśmiechnął się serdecznie słysząc jej odpowiedź, przyciągając ją bliżej do siebie, pozwalając sobie na przejechanie palcami po plecach, doskonale skrojonej materii wydobywającej naturalne piękno aurorki, siłę jej kobiecości. Choć dla niego suknia pozostawała czarna, to i tak epatowała energią i ciepłem, którego brakło skórze. Nikt nigdy nie podważyłby temperamentu i przenikliwości Victorii.
– Złapałaś mnie za pierwszym razem! A już sądziłem, że fakt iż komuś udało się zaprzęgnąć moje małe wierne terminy do wybornej zabawy w dewastację biura sprawi, że rychło włożysz tę opowieść między bajki. Ale to moja wina, przez ostatnie miesiące zajęty jestem organizacją kambodżańskiej wyprawy, a Jonathan za luźno ich trzyma... – wspomniał o Selwynie, swoim zastępcy, który stał ledwie kilka metrów od niego, bawiąc się z Charlie wybornie testowaniem cierpliwości kolejnych gości przyjęcia. Nie śmiał odmówić im drażnienia matki przyjaciółki i niedoszłej teściowej przyjaciela, ale... czy rzeczywiście było to konieczne? Powątpiewał.

Tymczasem jego uwagę, oraz uwagę jego partnerki ściągnął Atreus wykłócający się z jednym z Rosierów. Aż na moment przystanął, ułamek sekundy, pół taktu potrzebne, by powrócić w rytm.
– Widzisz moja droga, wspominałem Ci o wadliwości swojej różdżki. Ciało człowieka powróciło, ale umysł pozostał przerośniętego chomika pozostał – twarz mężczyzny na moment tylko ściągnęła głęboka dezaprobata. Dokładał starań, aby dbać o pozycję krewniaka, zakładał, że będzie on dążył do objęcia przewodnictwa pośród aurorów, ale jak niby miał panować nad innymi, skoro nie potrafił kolejny raz zapanować nad sobą? Zdecydowanie powinien odpuścić stawianie na tego konia. – Tymczasem... Lisa przekazała mi wszystko, a po powrocie liczę na Twoją obecność, wraz z wyborną opowieścią i palmowym winem w Little Hangleton. Chciałbym zaprosić Cię na oglądanie perseid, skoro dostawca, który wygrał przetarg, oferował mi bardzo piękne i wygodne miejsce do ich podziwiania. – Z uśmiechem przyjął jej potwierdzenie spotkania, a gdy wybrzmiały ostatnie takty, a nowy utwór jeszcze nie zagościł w dźwiękowej przestrzeni, Anthony ukłonił się przed Victorią dziękując jej za taniec i odprowadził z parkietu ignorując dziwaczne pokrzykiwania i insynuacje. Cóż, powoli zaczął zdawać sobie sprawę z poziomu trwającego przyjęcia, zapowiadało się więc, że najbezpieczniej będzie na parkiecie pozostać.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DOGBkON.png[/inny avek]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Erik Longbottom - 31.05.2024

Parkiet

Tańczę z Ger, a pod wpływem zachowania Atreusa i Christophera, schodzę z parkietu razem z panną Yaxley.

Pokiwał głową na ciekawostkę, jaką podzieliła się z nim Gerry. Osobiście nie widział w tym nic zabawnego, ale starał się tego zbytnio nie okazywać. Takie plotki nie były zbyt bezpieczne. Tak długo, jak oboje je ignorowali i nie odnosili się do nich publicznie, byli względnie bezpieczni, ale gdyby próbowali zacząć im zaprzeczać lub zwracać na nie uwagę... Sytuacja mogłaby się zmienić. Ktoś mógłby zacząć ich podjudzać, wychodząc z założenia, że mają coś do ukrycia. Kto wie, może presja mediów sprawiłaby, że nawet ich znajomi i krewni zaczeliby rozpytywać, czy na pewno nie łączy ich nic poza przyjaźnią?

Nie potrzebował takich dramaturgii. Zwłaszcza że po mieście krążyły plotki zarówno o nim i Geraldine, jak i Norze Figg. I na obie kobiety mieli całkiem sporo materiału, biorąc pod uwagę, że z obiema był dosyć blisko. Jedna była zaufanym towarzyszem, a druga azylem, przy którym mógł być sobą i podzielić się najskrytszą myślą. Nie chciał tego rujnować, czy robić obu dziewczynom problemu. Wystarczyło, że sam przynosił do ich życia problemy. Akurat w tym nie potrzebował zbyt dużej pomocy.

Chyba zapomniałaś o rzucaniu welonem i krawatem przez młodą parę — odparł na wzmiankę o tym, że król i królowa tego wydarzenia zostali już wybrani. Jak tylko podlani alkoholem goście zaczną się rzucać za atrybutami pańtwa Black, to drobna zabawa weselna wyłoni kolejnych ''szczęśliwców''. Przynajmniej w teorii tak to powinno działać.

A żeby to jeden skandal, pomyślał z przekąsem. To nie był bal charytatywny w Warowni. Nie był to też sabat. To była impreza dużego formatu, którą sponsorowały dwie poważane i majętne rodziny czystej krwi. Związek Vespery i Perseusza miał zapewne nie tylko połączyć dwójkę zakochanych, ale też przynieść wymierne korzyści obu rodom. Sporo obaw, ale też równa duża ilość nadziei. Sala pełna emocja. Na pewno dojdzie do jakiegoś incydentu. Pytanie tylko jak bardzo będzie on poważny.

Cóż, Lammas było za spokojne, więc lepiej, żeby wydarzyło się tutaj coś ciekawego — sarknął Longbottom, prowadząc Geraldine w tańcu. Prosty krok, jeden z najbardziej podstawowych, jakie można było napotkać na czarodziejskich imprezach. Nic specjalnego. — Zawsze możesz spytać kogoś z czystokrwistych, czy przypadkiem nie mają ojca mugola, bo widziałaś kogoś bardzo podobnego w niemagicznym Londynie. To powinno rozsierdzić co poniektóre osoby.

Nie wpisywałoby się to pewnie zbyt dobrze w reprezentowanie własnej rodziny, jednak gdyby Gerry naprawdę się nudziła i była gotowa postawić wszystko na jedną kartę... Na pewno byłaby w stanie wszcząć jakąś bójkę z jakimś starszawym wujaszkiem, który dalej tkwił mentalnie w średniowieczu. Podczas gdy para wymieniała się kolejnymi komentarzami na temat imprezy na parkiecie, do grona roztańczonych gości dołączył także Anthony z Victorią. Jego obecność tutaj nie umknęła Erikowi, jednak nie miał zbytnio okazji do tego, aby chociaż skinąć mu głową czy złapać z nim kontakt wzrokowy pośród tych wszystkich obrotów i subtelnych zmian w układzie tanecznym.

Aż mi się przypomina Warownia — skomentował, zwalniając nieco kroku, gdy nieopodal rozgrywała się cała afera z Atreusem zmienionym w kapibarę. Dobrze, że nie było tu panny Figg, bo zapewne wróciłyby do niej traumatyczne wspomnienia z balu w Dolinie Godryka. — Widzisz, mówiłem, że coś się stanie. Jeszcze trochę i zacznę wierzyć, że jednak mogę być wilkołakiem-jasnowidzem...

W myślach pogratulował Shafiqowi szybkiego myślenia i tego, że udało mu się odczarować Bulstrode'a. Na kolejny incydent nie trzeba było jednak długo czekać, bo... Atreus zjawił się na parkiecie, aby wdać się w bójkę z młodym chłopakiem. Chyba od Rosierów? Erik zmarszczył czoło i zatrzymał się, wgapiając w dwójkę mężczyzn, przy których znajdowała się Millie. Westchnął przeciągle, chwytając za dłoń Ger i kładąc ją na swoim przedramieniu.

Żałosne — rzucił z ciężkim westchnieniem, przesuwając się na granice parkietu wyznaczonego na tańce. Nie miał zamiaru się w to mieszać.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6bggVVD.png[/inny avek]