![]() |
|
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy (/showthread.php?tid=3497) |
RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Lorien Mulciber - 25.07.2024 przy stoliku z Richardem i Sophie
Przez chwilę zastanawiała się co jej odpowiedzieć. Prawdę? Może i to byłoby lepsze rozwiązanie tego problemu. Przedstawienie rzeczywistości takiej jaka była. A jednak odpowiedź Richarda była dużo lepsza i wystarczająca. - Miał inne zobowiązania.- Powiedziała, upijając wina.- Wierz mi, dla całej naszej trójki to też nie jest układ doskonały.- Dodała szybko jakby próbowała odpowiedzieć na niezadane pytanie. Tak, Robert wiedział o wszystkim i to, że nie siedział tutaj popijając leniwie whisky było jego własną, dorosłą decyzją. - Sophie. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że się tu wybierasz?- Zapytała, uznając, że to dobry moment na poruszenie dużo ważniejszego tematu niż jej mała roszada mężami. Zresztą kto by tam zauważył różnicę prawda?- Zabrałabym cię do Rosierów, może do fryzjera…- Zmierzyła ją uważnym, ale jednym z tych wyjątkowo krytycznych spojrzeń. Zakryta jak zakonnica, w ręcznie szytej sukience. I to w dodatku w kratkę! Co z tego że uroczej i całkiem modnej, skoro brakowało jej tego blichtru i przepychu. Mogła ją chociaż o jakieś lepszą biżuterię poprosić.-... kosmetyczki. Dobra kreacja, trochę magii, może nieco wyższe szpilki…- W takich momentach Lorien nieświadomie zamieniała się we własną matkę, zaciskała umalowane na czerwono usta w pretensjonalnym grymasie. Wszyscy mogli być piękni, gdy sypnęło się odpowiednią ilością galeonów.- No ale już trudno. Nic już na to nie poradzimy.- Dodała z nieukrywanym zawodem.- Chodź tu. Przesunęła się na krześle i poklepała obite siedzenie dając dziewczynie znak żeby na moment przy niej przysiadła. Na pewno nie będzie im wygodnie, ale to tylko tymczasowe rozwiązanie. W międzyczasie zdjęła swoje długie złote kolczyki z błyszczącymi czerwonymi kamieniami szlachetnymi. Powinny pasować. Zdjęła też z szyi bogato zdobiony naszyjnik do kompletu, przez co została z jednym tylko łańcuszkiem - tym, z zawieszką z wagą. Wyjątkowo tani drobiazg jak na panią Mulciber. Tego ani myślała oddawać. Nad pierścionkami musiała zastanowić się chwilę dłużej, ale ostatecznie położyła na blacie dwa złote pierścionki z kamieniami w kolorach pasujących pod sukienkę pasierbicy. - Załóż to.- Poleciła.- Mia cara, dzisiejsze spotkanie to coś więcej niż miła zabawa przy kartach czy szampanie.- Powiedziała łagodnie.- To wojna charakterów i naprawdę cholernie trudny obóz przetrwania wiesz? Gorsze są już chyba tylko bale zaręczynowe. Dlatego powinnaś nam była o tym powiedzieć.- Spojrzała w stronę Richarda szukając poparcia. Każde czystokrwiste dziecko kiedyś przez to przechodziło. Ciągnące się w nieskończoność przyjęcia, gdzie rodzice mogli ich sobie oceniać jak pieski wystawowe. - Wiesz, gdy ja byłam w twoim wieku, w życiu nie przyszłoby mi do głowy wybrać się w takie miejsce bez wiedzy rodziców. W dodatku kompletnie bez pieniędzy. - Dodała dużo bardziej moralizatorskim tonem. A co tam, kto by jej kłamstwo miał niby tutaj zarzucić? Richard nic nie wiedział o jej przeszłości, a Agnes była poza zasięgiem ich rozmowy, żeby jej wypomnieć kilka przygód. Zero ryzyka zdemaskowania. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Isaac Bagshot - 25.07.2024 Opowiadam Basilkowi historię o rosyjskiej ruletce. Jeśli ktoś chce usłyszeć to może -Chyba powinienem dokupić jakieś żetony.- Powiedział do Basiliusa, kiedy znaleźli się w głównej sali.-I jest tu tak jakby... luksusowo?- Zauważył, wyciągając z kieszeni fajki. Przypomniał sobie "wieczorki karciane" w Polsce. Na samo wspomnienie, zaśmiał się cicho pod nosem. -Jak byłem za granicą, to w karty graliśmy w piwnicach. Była też rosyjska ruletka, ale w tę grę grali raczej tylko Rosjanie.- Mówił, jednak nie na tyle głośno, żeby ktoś kto nie będzie chciał się przysłuchać, mógł go usłyszeć.- Wyobraź sobie pomieszczenie o wiele mniejsze od tego, Basilku. Duszno, gorąco i siwo od dymu papierosowego.- Poczęstował kolegę papierosem i sam zapalił jednego.-Stoły i krzesła ściśnięte tak bardzo, że jak siedziałeś, to czułeś nieświeży oddech swojego współgracza. No i ta nieszczęsna ruletka... dwa stoliki obok. Znasz zasady, prawda?- Zaciągnął się papierosem.-Przegranemu zadrżała ręką, kiedy kula przechodziła przez jego głowę. Chybił, rozwalając sobie jedynie część czaszki, a zbłąkany nabój trafiła w jednego z pokerowych graczy. To było nielegalne zgromadzenie, więc... no, panowanie umierali, dopóki gospodarz nie zarządził, żeby ich dobić.- Westchnął. Kiepska śmierć.- Chodzisz w takie miejsca? Wziąłbyś w czymś takim udział? [Inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=He9j4sv.jpeg[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Urlett Reykjavík - 25.07.2024 [inny avek]https://i.ibb.co/R7jN8wL/Elegancki.png[/inny avek] Stoi wraz z Celine, Camille i resztą. Celine mogła nie zauważyć, że Urlett dotarła do niej z pewnym opóźnieniem. A ledwo pojawiła się obok, już musiała podążyć do kolejnego punktu, jakim była Camille. Temat zastawiania biżuterii oczywistym sposobem przesunął spojrzenie Urlett na Aryamana. Nie znała się na tym tak bardzo, ale cudaczna obroża kłuła po oczach swoją wartością. Tak jak Celine wspomniała — okropne paskudztwo. Czarownica pokiwała głową na potwierdzenie słów koleżanki. Uważnie wsłuchała się w słowa Camille. Zabawne, bo sama nie miała przy sobie niemal żadnej gotówki. Nie planowała brać udziału w grach, a gdyby do tego doszło, jej prosta biżuteria nie zapewniłaby długiej rozgrywki. Ale co to, do towarzystwa przybyła kolejna osoba. Słysząc męski głos, Urlett odruchowo rzuciła krótkim spojrzeniem na dłoń Atreusa, by wybadać jego status matrymonialny. — Urlett Reykjavík z rodu Nordgersim, mi również niezmiernie miło poznać. — Posłała mu swój niespokojny uśmiech i poczęstowała staroświeckim dygnięciem. Ktoś inny zacząłby się stresować, że zaraz zapomni tych wszystkich imion. W przypadku Urlett było na odwrót. Zapamiętywała wszystkie, nawet te, które jej absolutnie nie interesowały. Przekleństwo niemieszanych genów. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Sophie Mulciber - 25.07.2024 Sophie pokiwała głową i przyjęła do wiadomości wytłumaczenia dotyczące ojca. No tak, to brzmiało całkiem logicznie. Rodzic prawdopodobnie obiecał, że się tu zjawi, ale z jakiegoś powodu nie mógł i poprosił o zastępstwo swojego brata bliźniaka. Dla wszystkich wyglądali identycznie, ale Mulciberówna miała jakiś dziwny dar, który pozwalał jej ich od siebie odróżnić. Na pytanie wuja zgarbiła się lekko. Spojrzała na niego zastanawiając się nad odpowiedzią. Wzruszyła ramionami. -Myślałam, że mnie lubi.- Odpowiedziała i przeniosła spojrzenie na macochę.-Nie wiem. Nie wiem dlaczego nic nie powiedziałam. Myślałam, że będziecie źli? Albo że zabronicie mi pójść? Chciałam iść z Matthias'em i zobaczyć jak gra się w karty, ale sprawiam same problemy. Myślę, że tata mnie już nienawidzi.- Wyznała macosze i wujowi przygryzając dolną wargę.-Możecie nic mu nie mówić?- Poprosiła. Sophie spojrzała na swoją sukienkę, a później dotknęła swoich rudych włosów. -Źle wyglądam?- Oczywiście, że lubiła kupować sobie nowe ubrania, ale nie chciała wyciągać od taty zbyt dużo pieniędzy, bo miała u niego dług. Głupio było jej prosić go o galeony i wrócić do domu z naręczem nowych ubrań.-Szpilki? Lorien, ja mam u taty dług. Nawet wuj o nim wie…- Szepnęła, rozglądając się czy aby na pewno nikt ich nie podsłuchiwał.- Nie wiem, czy tata pozwoliłby mi założyć szpilki.- Odpowiedziała i spojrzała na Richarda, jakby to on mógł jej odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy Lorien zachęciła ją aby się do niej dosiadła, zrobiła to. Wyglądała zdecydowanie lepiej niż parę minut temu, tak jakby obecność członków rodziny poprawiła jej nastrój. Nadal uważała, że Matthias ją zostawił, ale mimo to i tak zerknęła w tłum jakby szukała go spojrzeniem. -Och? Mogę, naprawdę?- Uśmiechnęła się, kiedy macocha zaczęła oddawać jej swoje błyskotki. Spojrzała na pierścionki i twarz jej się rozjaśniła. Uwielbiała ładną i drogą biżuterię! Obiecała sobie, że jak tylko zarobi dużo galeonów, to kupi sobie komplet z zielonych szafirów! Dziewczyna bez ociągania założyła na palce pierścionki, wymieniła kolczyki i wystroiła się w piękna kolię. O wiele pewniejsza siebie, spojrzała na wuja, a później na Lorien. -I jak? Lepiej?- Zapytala ich oboje, oczekując reakcji. Biżuteria którą pożyczyła jej macocha bardzo ładnie na niej leżała. Przydałaby się jeszcze krwistoczerwona pomadka... -Następnym razem powiem, a ty Lorien nauczysz mnie jak się prezentować na takich wieczorkach? Nie sądziłam, że to taka poważna sprawa. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Alexander Mulciber - 26.07.2024 Wkurwiam rodzinę. Alexander pomyślał, że Bagshot musi być niespełna rozumu, skoro głośno chwali się uczestnictwem w masowych pogromach mugoli, ale sam nic nie powiedział, nawet nie odwrócił głowy w stronę dziennikarza – nie chciał się bowiem zdradzić, że słucha. Odchodząc od stolika do gry w pokera dostrzegł wśród gości sylwetkę Eden. Już miał kierować swoje kroki w tamtą stronę, chcąc trochę ją podręczyć, jak przystało na wiernego małżonka ale ktoś inny przyciągnął jego uwagę. Wiesz, gdy ja byłam w twoim wieku… Odwrócił się, kierując swoje kroki ku jednemu ze stolików. Wiedział, co przyjdzie mu za chwilę usłyszeć. …W życiu nie przyszłoby mi do głowy wybrać się w takie miejsce bez wiedzy rodziców. W dodatku kompletnie bez pieniędzy. Zmaterializował się u boku Roberta Mulcibera z papierosem w ręku, z doskonale zobojętniałą miną nie wyrażającą żadnych emocji. Ale coś zmieniło się w Alexandrze – coś nieuchwytnego na pierwszy rzut oka – wydawał się dziwniejszy, nieco mniej ludzki, młodszy i starszy zarazem. Windermere coś w nim zmieniło. Widać to było w eleganckich liniach zapadłej, gładko ogolonej twarzy, w tym, jak trzymał plecy prosto, zamiast się garbić, widać to było nawet po sposobie, z jakim ćmił papierosa. W jego oczach dalej gościła ta sama pustka, ale zwykle mętne spojrzenie niebieskich ślepi krystalizowało się z nienaturalną przenikliwością na twarzach rodziny. Wydawał się odległy, ale przecież bliższy starego Alexa – tego, którego część zgromadzonych tu gości znała przed laty – choć sam nie miał o tym pojęcia. Położył dłoń na oparciu krzesła Lorien. Lodowate ślepia pociemniały, kiedy prześlizgnął się pożądliwie wzrokiem po jej szyi: tym razem nie miał złych intencji, nie, przyciągnął go wyłącznie błysk łańcuszka, na którym wisiała znajoma zawieszka z symbolem wagi. Spojrzał prosto w naznaczone klątwą oczy kobiety, wyciągając dłoń, by ująć na chwilę wisiorek w palce. Rzucał jej wyzwanie. W życiu to nie przyszłoby ci do głowy wybrać się w miejsce, gdzie narzuca się limit w ilości galeonów, o którą możesz podbić stawkę, bo zawsze za bardzo lubiłaś grać vabank, pieprzona hipokrytko. Kącik ust Mulcibera drgnął zdradziecko. – Zawsze byłaś taką grzeczną dziewczynką, Lorien – wypuścił z palców naszyjnik z miną wyrażającą zblazowaną obojętność, choć wiedział, że jeszcze tego wieczora zagrają w karty o błyskotkę, i napawało go to entuzjazmem – pozwól może młodym się wyszaleć. Opadł na wolne krzesło obok, skinieniem głowy witając się z Robertem. Bez słowa przeniósł ciężkie spojrzenie na twarz rudej pannicy, przypominającej urokiem pensjonarkę obwieszoną biżuterią wydartą z matczynej szkatułki. Ach tak, córka Roberta, Sonya czy jakoś tak, zapewne owoc mezaliansu z jakąś Weasleyówną: mało kto zapewne podejrzewał kuzyna o tak egzotyczny apetyt, ale nie od dzisiaj wiadomym było, że im bardziej człowiekowi zależy na kontroli, tym gorsze impulsy jest zmuszony w sobie tłumić, a Robert – w ocenie Alexa – był człowiekiem, który tej kontroli potrzebował jak Atreus Bulstrode wpierdolu. To znaczy bardzo. Podsunął dziewczynie papierosa, nie patrząc jednak ani na nią, ani na Lorien: nie, on obserwował reakcję Roberta. Sam zaciągnął się nieśpiesznie papierosem, rozwalając wygodnie na krześle ze zwyczajową manierą, zanim wypowiedział na głos cztery magiczne słowa. – Jak było we Francji? Alexander uśmiechnął się paskudnie. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Viorica Zamfir - 26.07.2024 Stoję przy barze i się wymądrzam Patrzyła na gromadzących się wokół baru ludzi, na każdym zawieszając wzrok na kilka sekund, czując jak lekko ją przytłaczają. Nie lubiła sobie przypominać, że nie do końca pasowała do takich miejsc, a jednak słuchając ich nie mogła się pozbyć tego wrażenia. Szczególnie, gdy nadeszła cała procedura przedstawiania się. Nawet obecność Atreusa nie powodowała, że czuła się lepiej. A jednak nie miała zamiaru zdradzać dyskomfortu, grając w gierkę, którą podjęła tu wchodząc. Uśmiechała się miło i radośnie, po czym upiła swojego, na szczęście rzeczywiście słodkiego, drinka. - Viorica Zamfir - rzuciła do ogółu osób, gdzie większość zapewne nie kojarzyła ani jej, ani już na pewno jej nazwiska, zastanawiając się, jakie wywoła tym reakcje. Pewnie żadne, bo ludzie mieli tendencję do ukrywania pewnych rzeczy. - W hazardzie liczy się czyste szczęście, nie pomogą geny, choć czasem można nauczyć się kilku sztuczek - uśmiechnęła się do Atreusa - mających zmylić resztę graczy - odpowiedziała na Camillie. Czuła, że sporo było tu osób które nie miały za dużo wspólnego z kasynami. Na pewno nie zjadły sobie na hazardzie zębów tak, jak Viorica i kilka osób, z którymi notorycznie grywała. Wiedziała, jak łatwo można było stracić wszystko co miało się przy sobie, szczególnie, gdy dało się wciągnąć w daną grę. Pochłaniała, a coś wewnątrz kazało zostać na kolejną i jeszcze kolejną rundę, napędzane przez passę przegranych lub wygranych. W obu wypadkach łatwo było przepaść. Wiedziała o tym za dobrze. Znów upiła drinka, próbując się nie skrzywić i nie wywrócić oczami na słowa Celine. Trochę ją zabolały, trochę zirytowały przez pewną ignorancję, którą z nich płynęła. Najchętniej przekształciłaby to w jakąś małą scenę, zerknęła jednak na Atreusa, który przy niej stał i lekko się pohamowała. Lekko. - Zastawienie biżuterii może wydawać się dla was ostatecznością, ale wcale tak nie musi być - zaczęła, dalej zerkając na Marcusa i uśmiechając się przy tym jakoś inaczej. - To też pewien element zabawy. Myślicie, że ta obroża została tu przeniesiona przypadkiem? - zakręciła zawartością drinka. - To rzeczywiście nietypowy przedmiot, na który jak sami zauważyliście trudno będzie znaleźć nabywcę, do tego tutaj pewnie został oddany po zaniżonej cenie niż na rynku, bo przecież trzeba go jeszcze dalej sprzedać i na nim zarobić. Wynegocjowanie za niego odpowiedniej ilości żetonów wcale nie było łatwą sprawą. A przy okazji ktoś pozbył się ozdoby, z którą nie wiedział co począć. - Wzruszyła ramionami. - Zresztą, dla mnie to całkiem smakowity kawałek biżuterii, szczególnie jeśli dobrze oceniam wartość kamieni. Ma w sobie także pewien uroczy artystyczny zamysł. - Ludzie mogli ją teraz ocenić jak chcieli, szczególnie, gdy po raz kolejny upiła ze swojego kieliszka, nie mogła jednak siedzieć cicho. Ba, coraz bardziej miała ochotę pójść i niemal na pokaz oddać swoje kolczyki. Dla czystego pokazania, że wcale się nie przejmuje ich uwagami. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=h4yJ4hH.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Richard Mulciber - 26.07.2024 Przy stoliku z Lorien i Sophie. Reakcja na obecność Alexandra
Wyjaśnienie nieobecności Roberta nie było prostym zadaniem, zwłaszcza przy Sophie, która odkryła że Richard udawał jej ojca. Gorzej będzie, jeżeli podszywanie się pod własnego brata wyjdzie na jaw. A nie powinno. Lorien dodała kilka słów od siebie, zaznaczając jak bardzo im ten układ nie jest na rękę. Wracając do sytuacji Sophie, gdzie zapytał ją o obecność i towarzyszenie nieznanemu chłopakowi. Tym samy także odpowiedziała Lorien na dość istotne pytanie. - Sophie, słońce.Zwrócił się do córki brata, nieco pochylając, aby go jedynie ona słyszała jak i siedząca przy stoliku Lorien. - Rozejrzyj się. Są tutaj osoby, co Cię znają z widzenia, jak również Twojego ojca. Wiedzą o waszej rodzinnej więzi. Nie bez powodu poruszają tematy świeżych plotek i faktów z ostatnich dni i tygodni. Nie mogę mu skłamać odnośnie Twojej obecności tutaj. Wytłumaczył. Szczególnie chodziło mu o obecność Atreusa Bulstrode’a, którego zdążył dostrzec w tej wielkiej sali. Był on obecny na widowisku randkowym, o którym mowa była przy stole ruletkowym. Może teraz Sophie zrozumie, w co się wpakowała? Uświadomił ją, że złoży "raport" Robertowi z tego wieczora, aby był na bieżąco z tym, co tutaj się działo, kto był obecny, o czym rozmawiano. Jakby sam w nim uczestniczył. Lorien przygarnęła ją do siebie, aby zadbać o jakiś lepszy wygląd jej osoby. Aby nie wyglądała jak córka, na której ubrania ojciec oszczędza. Zostawił więc Sophie pod opieką Lorien, aby ta wyjaśniła jej kilka kwestii tutejszego miejsca. Tymczasem Richard pozwolił sobie rozejrzeć się po otoczeniu, wyłapując znane twarze. Jego wzrok padł na chwalipiętę Bagshota, mając ochotę mu wjebać, ale musiał się powstrzymywać. Przeniósł wzrok w kierunku grupki kobiet, przy których stał właśnie Matthias. Zmarszczył lekko brwi. Chciał skupić się na zbadaniu jego nici powiązań, jakie mogą go łączyć z Pannami Delacour. Ale Sophie odciągnęła jego uwagę pytaniem o szpilki. - Zależy od tego, czy umiesz w nich chodzić.Wyraził się jasno. Dziwne pytanie, ale odpowiedź prosta. To nie są buty, w jakich chodzi się normalnie. Normalnie w nich to można się zabić. Jeżeli Sophie umie w nich chodzić, w porządku. Lorien może jej kupić takie buty albo nawet pożyczyć swoje. Ze względu na swój wzrost szwagierka na pewno ich nie pożyczy. - Lorien ma rację. Zauważył spojrzenie Lorien, pragnące jego poparcia, to je otrzymała. - Ślicznie, wiewióreczko. Nawet uśmiechnął się lekko, widząc że Sophie teraz wyglądała znacznie lepiej. "Za jakie grzechy mam robić jej za ojca…" – pomyślał. Robert cwanie pozbywał się dzieciaki zwalając problemy na niego. Ponownie powiódł wzrokiem w kierunku rozmawiających Matthiasa z kobietami ze swojej rodziny. I jak na złość, pojawił się obok Alexander. ”Kurwa… Jego tu jeszcze brakowało." – przeklął w myślach. Nie dają mu po swojemu wybadać towarzystwo. - Alexandrze.Zwrócił się do niego zwyczajnie, obserwując jak podchodzi do Lorien i zaczyna oglądać jej wisiorek. Kiedy się ostatnio z nim widział? Lammas. Ratował i spierdolił ich sytuację rodzinną na wydarzeniu. Lecz czy zdawało mu się, że wyglądał inaczej? Ten wisiorek Lorien. Czy był dla niej cenny? Zmarszczył brwi, widząc jak wędruje jego wzrok, jak ją ocenia. Richard miał pozycję gotową do zareagowania, gdyby coś głupiego przyszło na myśl kuzynowi zrobić jego "przyszywanej żonie". Skinął mu również głową w powitaniu, kiedy w końcu Alexander uraczył go swoim spojrzeniem. Dostrzegł, że poczęstował jego córkę papierosami. Sophie jednak nie paliła. Ale umiała chyba odmówić? "Jak było we Francji?" – padło pytanie. Pytanie, które było samozapłonem wewnętrznej bomby, kiedy Richard je usłyszał. "On wiedział?!" – przeszło mu przez myśl. Nie uruchomił tej swojej wewnętrznej bomby irytacji na zewnątrz. Tłumił ją w sobie, gasił. Musiał pamiętać, że dzisiejszego wieczora jest Robertem Mulciberem. Nie może zawieźć swojego brata. Pozostał opanowanym, cierpliwym wobec zachowania swojego kuzyna. Musząc znieść jego paskudny uśmiech. W odpowiedzi, posłał mu uśmiechnął, jak to Robert potrafił w takich sytuacjach.- Jak może być we Francji? Pogoda nam sprzyjała. Prawda Lorien? Odpowiedział spokojnie. Spojrzenie przeniósł na "małżonkę", szukając potwierdzenia, bo przecież w tym przypadku lepiej jakby sama powiedziała coś więcej, albo potwierdziła. Bo on, nie zamierzał spowiadać się kuzynowi z "podróży pół roku poślubnej" brata. Przecież go tam kurwa nie było. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7u6XwWd.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Celine Delacour - 26.07.2024 Nie zamierzała wytykać Camille jej braku umiejętności odpowiedniego radzenia sobie z przegrywaniem. Przynajmniej nie w tym momencie. Bez trudu wychwyciła bowiem, że postawę kuzynka miała dość sztywną. Coś było nie tak. Tylko co? Zastanawiając się nad tym, spojrzała to na kobietę, to na Matthiasa. - Myślę, że nie muszę się tutaj niczego obawiać. - odpowiedziała, wyraźnie rozbawiona. Częściej niż urokiem wiły, podczas swoich występów posługiwała się jednak innymi zdolnościami. Wolała dzielić się emocjami. Własnymi odczuciami. Sprawiać, że inni poczują to samo. Zrozumieją to, co starała się przekazać. Nie znaczy to jednak, że ze zdolności odziedziczonych po babce nie korzystała wcale. Nic z tych rzeczy. Jako ćwierćwiła, uwielbiała czuć na sobie spojrzenia innych ludzi. Znajdywać się w centrum uwagi. Być podziwianą. Docenianą. To zwyczajnie leżało w jej naturze. A natury, wiadoma sprawa, nie dało się łatwo oszukać. O ile w ogóle. Zareagowała na pojawienie się kolejnej osoby, posyłając uśmiech w kierunku Atreusa. A w ślad za tym uśmiechem również lekkie skinienie głową. - Wzajemnie. - odpowiedziała, nie zaprzątając sobie jednak głowy podawaniem własnego imienia oraz nazwiska. Z góry założyła, że te musiało być innym znane? To całkiem prawdopodobne. Celine nie była bowiem przyzwyczajona do tego, aby być dla innych kimś anonimowym. Była na to zbyt rozpoznawalna. Nie przejmowała się tym, w jaki sposób mogą zostać odebrane jej słowa dotyczące biżuterii. Okropnej obroży. W zasadzie nawet o tym nie pomyślała. Po prostu powiedziała, co jej ślina na język przyniosła. Kiedy zaś Viorica zaczęła ich wszystkim w tym temacie uświadamiać, jedynie uśmiechnęła się zza swojej lampki wina. A następnie upiła zeń łyka. Może dwa. Słuchała, ale czy faktycznie miało to dla niej jakieś znaczenie? Nigdy w ten sposób nie patrzyła na te kwestie. - Camille, wiesz może cokolwiek na temat niespodzianki, którą tym razem przygotowała ciocia Agnes? - zamiast odnieść się do słów towarzyszki Atreusa, postanowiła zmienić temat. Trochę niegrzeczne? Może, ale też nikt nigdy nie powiedział, że Celine była zawsze grzeczna, uprzejma, miła i tak dalej. - Mi, niestety, nie chciała niczego powiedzieć. A naprawdę nie obraziłabym się za zaspokojenie tej ciekawości. - dodała jeszcze, rozglądając się po pomieszczeniu. Poszukując gospodyni, która na ten moment zdawała się rozpłynąć w powietrzu. Zapewne zajęta musiała być jakimiś przygotowaniami. Jak długo przyjdzie im na to wszystko czekać? Atreus Bulstrode Aura Marcusa stanowiła mieszaninę kilku różnych barw, wśród których w szczególności rzucały się w oczy brąz, zieleń, czerwień i szarości. Dwa pierwsze kolory wyraźnie przeważały. Czerwień i szarość natomiast stanowiły raczej dodatek - ten dodatek, który zdawał się najbardziej zwracać na siebie uwagę. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Bard Beedle - 27.07.2024 Spojrzenie Matthiasa padło na wkraczającą do tego pomieszczenia Celine wraz z towarzyszącą blondynce kobietą. Posługiwanie się językiem francuskim w towarzystwie złożonym w dużej mierze Anglików i w mniejszym obcokrajowców było mu dobrze znanym zabiegiem. Mając w zasięgu wzroku swoje dwie kuzynki, miał doskonały wgląd w to jak bardzo obie kobiety są od siebie odmienne charakterem i zachowaniem. Jeśli chodzi o Urlett to już zostali sobie przedstawieni. — Ja również jestem tego ciekaw. Camille jak na razie trzyma mnie w niewiedzy. — W tym momencie zwrócił się do Celine, jak tylko ona do nich dołączyła. — Następnym razem dopisze nam szczęście. — Stwierdził z przekonaniem w głosie. Odnotował w pamięci aby stworzyć odpowiednią okazję i pogratulować swojej ciotce i pani Mulciber. Osiągnie to jeszcze tego wieczoru. Zmieniająca się mimika twarzy Camille i mocniejsze zaciśnięcie przez nią palców na blacie stolika nie uszło jego uwadze. Blondynka miała jakieś problemy z frustracją i powiązaną z nią zazdrością. On natomiast miał problem z przegrywaniem, jak każdy nałogowy hazardzista. — Tak jak ja... tego wieczoru mam zamiar zagrać w pokera. Podobno kto nie ma szczęścia w kartach, ma je w miłości. — Podzielił się z obiema kobietami swoimi planami na resztę tego wieczoru. Przytaczając to przysłowie będące swoistym wyrazem pocieszenia, porozumiewawczo mrugnął do Camille. Niewykluczone, że blondynka zacznie doszukiwać się w jego słowach zawoalowanej złośliwości. — Matthias Delacour. Miło mi. — Przedstawił się Viorice i Atreusowi. Na jego wargach zagościł uśmiech. Powinien nawiązywać nowe znajomości, a ten wieczorek stwarzał ku temu doskonałą okazję. — Zastawiony przedmiot zawsze można odzyskać. W szczególności, jeśli jest cenny. — Przez moment pomyślał o zastawionym przez siebie zegarku, który będzie musiał odzyskać. — Możliwe, że nie. — Stwierdził odnośnie przypadkowości w zabraniu takiej obroży. — Pies mojej matki miał podobną obrożę. Obroża przeznaczona dla człowieka nie jest ozdobą do noszenia w towarzystwie... nawet pomimo bycia wysadzoną kamieniami. — Wypowiadając te słowa samemu zniżył głos do szeptu, dokładając w ten sposób wszelkich starań aby nikt spoza ich grona nie usłyszał tego komentarza. Po nim należało spodziewać się swobody obyczajowej i dlatego podchodził do istnienia tego rodzaju ozdoby i jej zastosowania nad wyraz tolerancyjnie. Ponadto to, czy ktoś miał tak nietypowe upodobania i czy je realizował nie było jego sprawą. — Ja też nic nie wiem... za wyjątkiem tego, że nie będziemy rozczarowani. — Jako ulubieniec Agnès powinien wiedzieć cokolwiek, jednak jego ciotka lubiła zaskakiwać i nawet mu nie zdradziła czego będzie dotyczyć ta niespodzianka. — Wybaczcie mi na moment, wrócę do was ze swoją towarzyszką wieczoru. — Postanowił na moment opuścić towarzystwo po to aby skierować swoje kroki w stronę Sophie stojącej w towarzystwie swoich rodziców i nieznanego mu z imienia mężczyzny. — Pani Mulciber, gratuluję wygranej. Panie Mulciber. — W pierwszej kolejności zwrócił się do rodziców swojej towarzyszki. — Sophie, zechcesz dołączyć do mnie? Czekają nas przy tamtym stoliku. — Zwrócił się do rudowłosej, wyciągając ku niej dłoń. Uśmiechnął się do rudowłosej z subtelną zachętą. Od wymiany do zakończenia rozgrywki minęło parę minut, tak jak samo jak parę chwil upłynęło mu na niezobowiązującej rozmowie. Nie zapomniał o niej, o czym świadczyło, że znów do niej podszedł. Decyzja należała do niej. Możliwe, że chciała zaszaleć. — Nie powinniśmy przegapić niespodzianki. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy - Lorien Mulciber - 27.07.2024 rodzinne spotkanie przy stoliku - Kochanie jesteś śliczną dziewczyną...- Zapewniła pasierbicę, przeczesując jej rude loki palcami.- Po prostu czasem to trochę za mało. Musisz ociekać złotem, bogactwem i zwykle kupionym pięknem. Tak to tutaj działa.- Westchnęła, myśląc jednak o tym co Sophie powiedziała wcześniej. Zrozumienie tego lęku przed rodzicem, który widziała u rudej każdego dnia przychodziło jej z ogromną trudnością. Wpierw go nie zauważała, ale teraz… - Twój ojciec cię nie nienawidzi.- Stwierdziła poważnie.- I nie, nie możemy tego przed nim ukryć, la mia angioletta. To i tak się w pewnym momencie na pewno wyda. A może będziesz miała przy tym okazję przedstawić swojego chłopca? Nie skomentowała kwestii długu, obserwując jak dziewczyna przebiera biżuterię. Wzięła od niej ostrożnie jej błyskotki i schowała bezpiecznie do torebki. Przez moment nawet przeszło Lorien przez myśl, żeby uważała, ale uznała, że nie będzie córki stresować pokaźną sumą jaką własnie został ot tak obwieszona jak drzewko bożonarodzeniowe. - Oczywiście, że nie umie. Ale się nauczy.- Stwierdziła w kwestii szpilek, słysząc słowa szwagra.- To najprostsza rzecz na świecie.- Oczywiście, dla kogoś kto nosił je od ponad 17 lat chodzenie na czymś co przypominało wąską niebotycznie długą igłę było łatwiejsze niż oddychanie. Miała coś jeszcze powiedzieć o ich małej (właśnie w tym momencie przez nią zaplanowanej) wyprawie do Rosierów w przyszłym tygodniu, ale ciąg myśli przerwało pojawienie się… Alexandra. Kurwa. Czy zapomniała, że Alexander w ogóle tu jest? Może trochę. Rzuciła mu uważne spojrzenie, próbując rozszyfrować stan w jakim Mulciber się znajduje. Coś było z nim nie tak. Choć może… raczej tak? Pamiętała go takiego jeszcze przed wieloma laty. Ale nie odezwała się jeszcze ani słowem, modląc się do dowolnego bóstwa, które aktualnie miało dyżur w boskim pray-center żeby uznał za stosowne trzymać pysk na kłódkę. Moment później Sophie miała jedyną w życiu okazję stać się widzem wyjątkowo dziwacznego teatrzyku z miejscem w pierwszym rzędzie. Pod samą sceną.Zresztą, gdy tylko dłoń Alexa wsparła się o krzesło Lorien, ta natychmiast ułożyła swoją na ramieniu pasierbicy. Nie ruszaj się. Nie interweniuj. W ułamku sekundy z twarzy czarownicy zniknęła ta niemal “cioteczkowa” łagodność, zastąpiona czymś zupełnie innym. Wyjątkowo paskudną maską pewności siebie, zahaczającej wręcz o chłodny narcyzm. Zmrużyła powieki obdarowując Alexa ostrym uśmieszkiem i wyzywającym spojrzeniem. Nic więcej jak uniesienie kącika ust. Założyła nogę na nogę tak naturalnie tworząc między nimi dystans jak było można. A przy tym… odchyliła lekko głowę, spoglądając w górę i przy okazji odsłaniając bardziej szyję. Nawet nie drgnęła, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. - Czasami myślę, że to wszystko to tylko sen, wiesz? Cała ta nasza młodość.- Powiedziała tylko, zniżając głos do szeptu. Jak to musiało wyglądać z boku? Aby zniżyć się do jej poziomu i móc chwycić za zawieszkę, Alexander musiał się nachylić. I to całkiem porządnie. - Ukłoń się jeszcze niżej Mulciber.- Głos czarownicy uderzył w doskonale mu znane prowokacyjne tony. - Przy stoliku z żetonami brakuje pewnie świeżych plotek. Lorien odchyliła się do tyłu na tyle na ile pozwalałoo jej oparcie krzesła. Opcje były dwie, albo puści wisiorek albo zegnie karku jeszcze bardziej. Nie był na tyle głupi by ryzykować zerwanie złotego łańcuszka, który wbijał się w jej szyję. Kiedy jednak przysiadł na krzesło znikąd pojawił się Matthias. Doskonale. Lorien zrobiłaby teraz wszystko, żeby pozbyć się Sophie i ewentualnie niewygodnych pytań. - Idź.- Szepnęła do pasierbicy, popychając ją delikatnie w stronę chłopaka.- Idź już. Może dlatego nie zdążyła natychmiast zareagować, gdy padło pytanie o Francję? Na to nie była przyszykowana, więc przez parę sekund… po prostu siedziała w milczeniu. - Było cudownie.- Odpowiedziała z banalną łatwością wpadając w rolę zakochanej nastolatki. Kiedy ją taką ostatnio widział? Piętnaście? Szesnaście lat temu? Na ten paskudny uśmiech jedynie zrobiła dość zblazowaną minę.- Sama ci mówiłam, że urlop to dobry pomysł, żeby… przeczekać pewne rzeczy. |