Secrets of London
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa (/showthread.php?tid=398)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Bard Beedle - 13.11.2022

Wróciła do środka, sięgając po alkohol i z lekkim zainteresowaniem obserwując, co dokładnie miała wypić. Oczywiście, starała się uważnie dobierać swoje napoje, tak aby jednak nie upić się. Nie wypadało działać tak, by potem musiała się wstydzić za siebie a Longbottomowie za nią, dlatego podejrzewała, że przez bardzo długi czas będzie siedzieć wraz z jednym kieliszkiem i do końca wieczoru wystarczy jej maksymalnie jeden albo dwa napoje alkoholowe. Ponieważ szampan oferowano do toastu, właśnie z niego skorzystała, unosząc go, gdy odbył się pierwszy toast i upiła jeden łyk, znacząc krawędź szkła różową szminką. Chwilę później przeniosła się pod jedną ze ścian, sprawdzając, co ma pójść na licytacji.
Oczywiście, wszystko było poza jej zasięgiem, zwłaszcza jeżeli miało być licytowane, dlatego pozwoliła sobie jedynie na obserwację wszystkiego, co pojawiało się na scenie, od przepięknego obrazu, poprzez eleganckie suknie, aż po ozdoby, biżuterie, wejścia do kasyna, wszystko, co wydawało się eleganckie i pełne blichtru, ale wciąż poza jej zasięgiem. Nie mogąc zbyt wiele zrobić, postanowiła po prostu stanąć pod ścianą, obserwując wszystkich i zastanawiając się, kto przyszedł z kim i co będą chcieli licytować.


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Seraphina Prewett - 13.11.2022

Uśmiechnęła się do samej siebie zza szkła, słysząc krążenie dookoła tematu, które miało się okazać jakimś może, ale niekoniecznie prawdą, ale „może” nigdy nie było zadowalające. Chociaż to, że sama była dość zdecydowaną osobę nie wpływało na to, że teraz gorzej myślała o pannie Bones. W sumie to bardziej się nią interesowała, niż budziła w sobie przemyślenia na jej temat, tak samo z Patrickiem. Przynajmniej to był jeden dobry moment, aby można było kogoś poznać, kogoś, kto najczęściej nie kręcił się w kręgach zainteresowań danej osoby. Chociaż wydział prawa był w jakiś sposób w kręgu jej zainteresowań.
Na słowa odnośnie wzbudzania przez siebie wrażenia wzruszyła lekko ramionami, zastanawiając się chwilę i wirując alkoholem w szklance, którą trzymała.
- Przyznam, wcale się nad tym nie zastanawiałam. W końcu mogłabym mówić całkowicie szczerze, ale ludzie będą zastanawiać się, czy to nie złośliwości, albo będą szukać w tym kłamstwa. A ja…po prostu idę przez życie tak, żeby niczego nie żałować. Jeżeli do tego pasuje kasyno, to mogę powiedzieć, że to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności. – W sumie ciekawie było jej rozmawiać na ten temat, bo niewiele miała na to możliwości, mrugnęła jednak do Patrika, aby spojrzeć jeszcze na Mavelle.
- Szkicujesz dla siebie czy jednak bardziej chwalisz się swoimi pracami? Czy też chwalicie? – Spojrzała jeszcze na nich obydwoje, spodziewając się odpowiedzi negatywnej względem publikowania swoich dzieł. Wiele osób w końcu nie przeszło etapu po wrzuceniu dzieł do szuflady.
- Ale wiecie tak wiele o mnie, a ja o was tak niewiele, pochwalcie się, co robicie teraz? – Może kolejne etapy licytacji miały się zbliżać, ale to nie znaczyło, że nie mogła zapoznać się z dodatkowymi informacjami.
- Czemu miałyby nie uważać? Czasem przyznanie prawdy jest najlepszą możliwością – stwierdziła pogodnie, rozglądając się, czy poza alkoholem znalazło się jeszcze jakieś jedzenie, które nie było czymś słodkim.
- W takim razie pierwszy, a jeżeli ty byś się również pisała ostatecznie na taniec, wiesz, gdzie mnie znaleźć. – Mrugnęła do Mavelle, spoglądając jeszcze na wniesione tym razem na scenę przedmioty. Przyjrzała się wszystkim, ale waza wyglądała na taką, którą daje ci ciotka Aurelia, a ty parę dni później kupujesz kota, aby strącił ją ze stołu. Własnego zegara czy wejściówki licytować nie będzie, szaty mogłaby ewentualnie użyć jako dywanika po wyjściu z kąpieli. Ale pierścionek…wyglądał całkiem uroczo i mogła go trochę policytować, sprawdzając zainteresowanie.
- Czterdzieści galeonów za pierścionek. – Zalicytowała, wzrokiem znów wracając do towarzystwa.


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Nora Figg - 13.11.2022

Obserwowała Theseusa, który najwyraźniej równie co ona odczuł potrzebę szybkiej konsumpcji alkoholu. Wspaniale! Będą mogli upić się razem, każde z innego powodu, że też miała tyle szczęścia, że Brenna zaproponowała jej właśnie jego towarzystwo. Trochę jakby takie dwie sieroty ze sobą połączyć. Nie wróżyło to nic dobrego, no ale mieli swoje powody!
- Dobrze się składa, gdyż ja też, a tak samem pić to trochę nie wypada, jednak skoro nie jestem tu sama...- Sięgnęła po kolejny kieliszek szampana. Czuła przyjemne ciepło, które rozchodziło się po jej ciele. Potrzebowała tego dzisiaj wyjątkowo.
- Nie znam jej w sumie, ostatnio pojawiła się na otwarciu mojej cukierni, to jakaś znajoma Longbottomów, z tego, co mi wiadomo. Pewnie razem pracują, tutaj aż się roi od stróży prawa.- Wcale jej to nie dziwiło.
- Tak, znajomy.- Czy szukała Alastora w tłumie? Chciała mu się przyjrzeć po tym czasie? Być może, jednak nie mogła go zlokalizować. Może to i lepiej dla niej. Myślała, że ma ten etap za sobą, ba już dawno się ze wszystkim pogodziła, jednak nie przewidziała, że po tylu latach się spotkają, a wspomnienia zakopane bardzo głęboko nagle ponownie się obudzą. Upiła kolejny łyk szampana, widać po niej było, że się trochę zdenerwowała.
- Nawet nie wiesz, jak mocno nacisnął mi na piętę.- Odparła Fletcherowi przenosząc na niego swoje spojrzenie. - W sumie, jakbyś miał chęć, to mógłbyś, chociaż to chyba bezsensowne.- Norka nie była mściwa, później jeszcze miałaby do siebie wyrzuty sumienia. - Tak właściwie to zapomniałam o jego istnieniu, stąd ta reakcja. - Dodała jeszcze na swoje usprawiedliwienie. Nie chciała, żeby Thes wziął ją za jakąś obłąkaną, czy coś. Nie miał szczęścia poznając ją w tym momencie, bo Figg wyjątkowo nie była teraz sobą.
- Gorzej, jak podbijesz, a później nikt tego nie weźmie.- Nora nie zamierzała licytować nic, miała zdecydowanie dużo poważniejsze wydatki w cukierni, przecież tynk się jej sypał z jednej ścian.


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Daisy Lockhart - 13.11.2022

Daisy daleka była od myślenia o balu Longbottomów jako o wspaniałym przyjęciu charytatywnym. Jako dziennikarka z krwi i kości, pojawiła się na nim z akredytacją dziennikarską tylko po to, by zrobić możliwie dużo zdjęć i wysmarować dwa zupełnie skrajne artykuły na jego temat.
W pierwszym, podyktowanym na zlecenie „Proroka Codziennego” miała stworzyć obszerną fotorelację z tego wydarzenia, podkreślając kto się na nim zjawił, co wystawił, za ile zostało wylicytowane. Gdzieś pomiędzy tymi informacjami musiała wpleść kilka zdań od Brenny Longbottom albo jej brata Erika – w końcu byli głównymi organizatorami tego wydarzenia.
W drugim, który chciała stworzyć specjalnie dla „Czarownicy” postanowiła zrobić ranking najlepszych kreacji z tego wieczoru. Oczywiście ranking miał być czysto subiektywny a kobieta, która miała zająć w nim pierwsze miejsce, zajęła je jeszcze za nim w ogóle Daisy pojawiła się na balu. W oczach młodej dziennikarki Faye Longbottom była najpiękniejsza. Zupełnie nie miało znaczenia to, co na siebie nałożyła, jaki nosiła makijaż, w jaki sposób zaczesano jej włosy. Była idealna. Tylko niepotrzebnie kręcił się koło niej Adelard. W wielkich oczach Daisy całe to małżeństwo było jednym, wielkim błędem.
Przepchnęła się między dwójką pochłoniętych cichą rozmową czarodziejów, by trzymając w rękach aparat fotograficzny, poszukać tych, którym w pierwszej kolejności należało zrobić zdjęcie. Korzystając z tego, że Brenna Longbottom z bratem przebywali na scenie, pstryknęła im pierwsze zdjęcie. Potem skierowała się ku siedzącemu na kanapie Martinowi Crouchowi. To nie tak, że był jakiś szczególnie popularny lub znany, po prostu siedział sam, nadawał się więc do chwilowego pozowania lepiej niż grupa czarodziei pochłonięta licytacją.
- Tylko nie próbuj się uśmiechać – pouczyła go, jeszcze zanim w ogóle się odezwał a potem zrobiła mu zdjęcie. – Chwila nieuwagi i twoje magiczne odbicie już przez całe wieki będzie się głupio szczerzyło ze strony Proroka Codziennego.
Zaraz po tym rozejrzała się po sali, szukając kolejnego modela i kolejnego miejsca, które powinna sfotografować. Przemknęła wzrokiem po Fernah Slughorn. Uniosła aparat do góry i jednak nie zrobiła jej zdjęcia. Dziewczyna może i miała coś w sobie, ale nie wpasowywała się ani do artykułu do Proroka Codziennego, ani tym bardziej do Czarownicy.
Kolejne zdjęcie zarobiła Heather Wood z partnerem. Zdjęcie trochę z zaskoczenia, zrobione specjalnie w ten sposób by ładna i znana zawodniczka nie zdołała wyjść na nim szczególnie korzystnie. Na skądinąd niewinnej twarzy Daisy pojawił się chwilowy wyraz triumfu. Potem blask flesza oślepił Mavelle Bones i Serapine Prewett.
Młoda dziennikarka przemieściła się dalej, by zrobić zdjęcie licytującej Eunice Black. Tu postarała się bardziej, wyczekała na odpowiedni moment, gdy ani Eunice, ani Perseus nie wyglądali niekorzystnie. Niby magiczne fotografie rządziły się swoimi prawami, ale nadal – przy odrobinie złych chęci – można było zrobić takie, które zawstydzało fotografowanego.
A potem przesunęła się pod ścianę. Z boku wyglądało to tak, jakby robiła teraz serię zdjęć grupowych, po to by potem zobrazować w Proroku Codziennym bal Longbottomów. Ale już po kilku, skupiła obiektyw apartu na Faye. Jeśli ktoś zasługiwał na to, żeby naprawdę pięknie wyjść na zdjęciach to była to właśnie ona.



RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Mavelle Bones - 13.11.2022

- I może zestaw porządnych ołówków bądź kredek? – podsunęła nieco rozmarzonym głosem. Niby niewielka filozofia, ołówek, a jednak niektóre zdawały się łamać od samego ich dotknięcia. No, może nie aż tak, ale zastruganie takiego bywało nieznośną katorgą, przyprawiającą o frustrację – a nie o to przecież chodziło, gdy wyciągała szkicownik i siadała do skreślenia paru rysunków, prawda? - Jeśli o mnie chodzi… część dla siebie, część rozdaję, część po prostu przydaje się w pracy – przyznała bez większych zahamowań, nie widząc powodu, żeby robić z tego jakiś wielki sekret. Znaczy: wyszła poza etap „wszystko do szuflady”, ale jednocześnie nie myślała o czymś większym, o uczynieniu z hobby swego fachu, wypuszczeniu twórczości w szeroki świat. Zresztą, może niekoniecznie znajdowała się na tym poziomie, żeby faktycznie jej dzieła mogły uchodzić za wielką sztukę.
  Wystawiamy mandat za nielegalny hazard, przemknęło przez myśl. I o ile to był żart, to jednak nie uznała go za stosowny na tyle, by zrobić z niego użytek.
  - Wystawiam mandaty za nieprawidłowo zaparkowaną miotłę – odparła, sięgając po bardziej neutralne w tym przypadku określenie, które powinno naprowadzić na bezpośredni, właściwy trop. Szczegół, że te miotły stanowiły jedynie wycinek całej pracy.
  - Och, wiesz, widziałam tu chyba prasę, możemy poprosić o zrobienie sondażu. I pewnie wyjdzie, że więcej niż dwie kobiety – zażartowała wybitnie lekkim tonem, po czym zamoczyła wargi w trunku. Cóż, nie miała najmniejszego powodu, żeby zaprzeczać stanowi faktycznemu, była też całkiem pewna, że mężczyzna mógł się podobać znacznie większemu gronu kobiet niż tylko im dwóm. Niemniej żart miał pozostać żartem, nie planowała robić aż takiego szumu wokół Stewarda – No dobrze, ale żeby nie było, że nie ostrzegałam – poddała się całkowicie. Zatem, przyklepane – mogła wpisać taniec do wyimaginowanego karnetu; nawet się przy tym ucieszyła trochę, że w udziale nie przypadnie jej pierwszy taniec. W istocie, w trakcie tych późniejszych raczej nie znajdowało się już tak bardzo pod ostrzałem spojrzeń.
  Błysk flesza zaskoczył Mav – oślepiona zamrugała parę razy, po czym ze zdziwieniem malującym się na twarzy rozejrzała się za osobą, która najwyraźniej postanowiła ją „upolować”. No, tego to się nie spodziewała, z drugiej strony… stała przy Prewettównie, więc może to był powód?

350/1791



RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.11.2022

- Wiesz, że nie wszyscy potrafią tak jak Ty skupiać się na ludziach, ja wolę przebywać w lesie z dzikimi stworzeniami.- Bywała na balach, przyjęciach i innych takich. Starała się zawsze jakoś próbować się w tym wszystkim odnaleźć, jednak nie była lwem salonowym. Nie umiała prowadzić konwersacji o dupie maryni, starała się, ale wychodziło to różnie.
- Kolejny z Twoich genialnych pomysłów. Nie wiem, jak to możliwe, że masz ich aż tak wiele.- Gio był przygotowany na każdą możliwość, trochę mu zazdrościła tego uporządkowania, ona raczej dosyć często miała zupełnie inaczej. Zapominała o wielu rzeczach, robiła wszystko na ostatnią chwilę. Powinna się od niego uczyć organizacji. Nawet pod tym względem byli swoimi przeciwieństwami, to naprawdę dziwne, że ich dwójka się ze sobą przyjaźniła.
- Wierzę, że znajdziesz wśród fantów, coś co Cię zainteresuje.- Przynajmniej miała taką nadzieję, wiedziała, że nie będzie licytował pierwszej, lepszej pierdoły. Gio znał się na rzeczy i będzie celował tylko w wartościowe przedmioty, które pewnie w żaden sposób nie zaciekawiłyby Gerry.
- Nie wiesz, jest to dosyć szalony pomysł, całkiem świeży, może później Ci opowiem?- W końcu teraz trwała aukcja, nie chciała zajmować przyjaciela opowieściami o tym, jak to miała zamiar wytresować smoka i zostać smoczym jeźdźcem. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Geraldine była bardziej zainteresowana smakiem szampana, niżeli całą licytacją. Jak na razie nic nie zwróciło jej uwagi. Może ten pierścionek, całkiem ładna błyskotka, chętnie by ją sobie przywłaszczyła, jednak głupio było tak sobie samej kupować pierścionek.
Widziała, że kolejny przedmioty wzbudził w Gio zainteresowanie, przyglądała mu się z uśmiechem na ustach widząc, jak jest zaangażowany w aukcję, no i właściwie to czekała, aż coś wreszcie zwróci jej uwagę.


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Brenna Longbottom - 14.11.2022

/Rzut na licytację.
Heather i Eunice wygrywają swoje licytacje przy 1 - 50, Atreus i Faye przy 51 - 100.

[roll=100]


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Alice Selwyn - 14.11.2022

Odprowadziła kuzyna wzrokiem, oficjalne wystąpienie z narzeczoną, to ciekawe. I tak cywilizowanie, choć wyraźnie mierzyła sytuację miarką swojej najbliższej rodziniy Na razie wstrzymała się z zasypywaniem pytań Florence, wszystko się i tak wyklaruje w czasie.
- A pamiętam, potem było takie zamieszanie, że porwałam pół tortu, znaczy ktoś porwał i stara bawialnia była cała w okruchach, a skrzaty wpadły popłoch, dobrze że było zapasowe ciasto. - Z swojej, obecnej perspektywy było jej szkoda, a nawet głupio względem usłużnych istot, ale wtedy została bohaterką młodszych dzieciaków. Ba, nawet na moment została hersztem najmłodszych w rodzinie, zyskując niesamowity posłuch, również wśród swojego młodszego rodzeństwa, to naprawdę było osiągnięcie. Zazwyczaj czepiali się starszego kuzynostwa, które wtedy chwilowo miało parcie na bardzo finezyjne samobójstwo w stajni. Wspaniałe czasy, aż panna Selwyn ze swojego kieliszka upiła ciężkiego wina.
Rozejrzała się po sali w poszukiwania współlicytującego pierwszej z sukienek. Poznała byłą szukającą Harpii.
- To ten imponujący rozmach Sery - obie nigdy nie rzucały się na szafę kuzynki, w przypadku Alice to garderoba Prewttówny była daleko bardziej bogata. Nawet jeśli brać pod uwagę, że tak, jak dzisiaj, chętnie korzystała z zasobów teatru, ale tym bardziej czuła by się bardziej przebrana, niż ubrana w strojach Seraphiny.
- Oficjalnie w imieniu rodziny Selwynów wrażliwych na niedolę innych, ale właściwie Leo będzie potrzebował fantu do ugłaskania jednej ze swoich dziewczyn. - Nawet jeśli aktorka, tancerka czy kto teraz w połowie zajmował serce jej starszego brata, będzie mogła ubrać tak charakterystyczną suknię jedynie w obrębie swoich dyskretnych czterech ścian. Wzruszyła przy tym ramionami, nie miała żadnych złudzeń, zapewne tak jak liczne kochanki jej brata. Oby, bo nie lubiła zdejmować klątw z żywych stworzeń.
W międzyczasie podszedł do niej pracownik Longbottomów z liścikiem, na którym pokwitowała swoją wygraną, ależ dorosło i poważnie.
- Jak chcesz mogę ci odstąpić suknię, rodzicom zależy, żeby w kronikach towarzyskich wspomnieć tylko, że brali udział w licytacji, a Leo znajdzie coś innego, bo ta młoda chyba nie ma chęci oddać ci pola - westchnęła słysząc ofertę stu galeonów, a jej rodzice uważają, że nie ceni wartości pieniędzy. W życiu tylu nie przepuściła. W jeden wieczór oczywiście.
- Ach te dzieciaki - pokręciła głową ze śmiechem. - Flo, a w temacie różnych niefortunnych zdarzeń coś ciekawego trafiło ci się ostatnio w pracy? Jakieś nietypowo zbuntowane zaklęcie? - Oczy jej zalśniły ciekawością, co innego łamać na człowieku klątwę, co innego o tym posłuchać.


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Cedric Lupin - 14.11.2022

Słuchając z boku ich rozmowy, czuł się niekomfortowo, szczególnie że to on był jej głównym tematem. I chociaż kusiło go, aby dodać coś od siebie, ostatecznie zrezygnował. Głównie dlatego, że nie chciał ryzykować większym rozgniewaniem Cecylki. Bo chociaż ktoś z boku mógłby uznać, że ta jest już zła, on doskonale wiedział, że nie był to nawet niewielki ułamek jej zdolności. Wciąż miał traumy pochodzące z dzieciństwa i niekoniecznie chciał robić sobie kolejne. Zresztą, ciężko byłoby mu się kłócić, w końcu miały racje. Dora zdecydowanie wyświadczyła mu sporą przysługę. Wątpił w to, żeby Danny zachwyciła się, gdyby zobaczyła go w takim stanie. Starczyło już to, że nie była wybitnie zachwycona tym, że musiał przyjść tutaj sama. Nie chciał dodawać do nastroju kolejnej cegiełki w formie samego siebie ubranego w zdecydowanie nietrafione szaty. Tak w sumie to poplamiony, brudny kitel nie pasował chyba nigdzie poza szpitalem. Wciąż jednak był wygodny!
Garnitur Erika nie był wcale taki zły. O dziwo rozmiarem był prawie w sam raz, także nie wyglądał, jakby odziedziczył go po starszym bracie. Chociaż tyle.
Wcale nie kłamałem. Po prostu chciałem pominąć pewne nieistotne momenty — wyburczał odruchowo w odpowiedzi i dopiero po chwili dotarło do niego, co właśnie powiedział. Jego wzrok momentalnie padł na Cecylkę, a jej mina sprawiła, że postanowił dodać do tego coś więcej. Bardzo, ale to bardzo szybko.
Ale zjem! I więcej nie będę chodził głodny w pracy, okey? Wiem, że jedzenie jest ważne. Po prostu mieliśmy urwanie głowy z pacjentami i... tak wyszło. Naprawdę nie musisz mnie bić — rzucił bardziej wycofanym głosem, próbując jakoś załagodzić potencjalny wybuch.
Zaraz też odwrócił się w stronę Dory, której podejście zdecydowanie bardziej mu pasowało. Pewnie dlatego, że z jej spojrzenia nie biły gromy.
Kiwnął jej głową, po czym lekko się uśmiechnął. — Macie rację. Jak tylko zejdziemy na dół, zgarnę kilka ciastek. I pralinkę. Aczkolwiek nie męcz żadnego skrzata! W razie potrzeby sam zaparzę sobie miętę. I tak mają sporo roboty z tym całym balem — dokończył, posyłając dziewczynie przyjazne spojrzenie. Tak, zdecydowanie żałował, że już razem nie pracowali. Była tak miłą odmianą dla jego siostry, którą oczywiście kochał, ale nie zmieniało to tego, że się jej obawiał.
Skrzywił się, gdy napomknięto w dość brutalny sposób o jego skarpetach, ale nie dał się zbić z tropu, aż tak.
Rano się śpieszyłem i wziąłem pierwsze lepsze ubrania, a nie wyrzuciłem ich, bo nie mam serca. Wiąże się z nimi tyle miłych wspomnień, przecież wiesz. Chociaż pewnie przydałoby się je zacerować. Zajmę się tym - dodał, gwałtownie kiwając przy tym głową. Miał nadzieję, że w ten sposób zdoła ją nieco uspokoić.
Gdy w końcu wyszli z pomieszczenia, poczuł się nieco swobodnie, jak gdyby cała zła atmosfera pozostała za drzwiami. Na twarzy zagościł mu szeroki, ciepły uśmiech, a z oczu zniknęło nieco trosk. Zapomniał nawet, że jest głodny.
Zaklaskał lekko w dłonie, gdy siostra postanowiła zrobić im mini rewię mody. — Dora ma rację! Silas zdecydowanie będzie żałował, że nie nie przyszedł tutaj wcześniej. Co do Danny zaś — zaczął, nawiązując do słów, które wcześniej wypowiedziała jego znajoma. — Zgarnęłaś mnie tak szybko, że nie zdążyłem się rozejrzeć. Chyba jej nie było, ale może już się pojawiła? Oby! Mówiła mi, że znalazła jakieś świetne ubrania. W sensie. Jej we wszystkim jest ładnie, ale jestem ciekaw, co wypatrzyła tym razem! — rzucił, a jego policzki mimowolnie poczerwieniały, a spojrzenie zrobiło się nieco rozmarzone.
Zaraz jednak wrócił do teraźniejszości.
Co będę chciał robić? — zaczął, zerkając przy tym na oddalającą się od niego Brennę, wciąż przetrawiając jej informacje. Przy okazji zerknął na swój mieszek, oceniając, czy stać go na takie przygody. Ważąc go w dłoni, zastanawiał się, czy chce brać pożyczki, ale wizja szerokiego uśmiechu Danny sprawiała, że ciężko było powiedzieć sobie nie. — Wiecie co... chyba spróbuję coś wylicytować. Danny lubi biżuterię, a ponoć mają wystawić ładny pierścień! Może chcecie przejść się ze mną? — rzucił, patrząc na nie z nadzieją w oczach. Gdy pokiwały głową, niemal w podskokach ruszył w stronę licytacji. W trakcie krótkiej wędrówki dostrzegł Camerona, któremu energicznie odmachał, ale widząc, że ten jest ze znajomymi, postanowił mu nie przeszkadzać. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
I chociaż jeszcze chwilę wcześniej był w doskonałym humorze, stanął dęba, gdy usłyszał aktualną cenę przedmiotu, o który chciał walczyć. 50 galeonów to było cholernie dużo pieniędzy, a on raczej tyle przy sobie nie miał. Przez kilka długich chwil myślał, co ma tera zrobić, ale ostatecznie impuls wygrał z rozumem.
60 galeonów!wykrzyknął, włączając się do licytacji o pierścień. Zaczął żałować tej decyzji, gdy tylko to powiedział, ale cóż, teraz nie miał już jak od tego uciec. Pozostawało mieć nadzieję, że nikt więcej nie będzie chciał tego przedmiotu, a do jego kieszeni magicznie namnożą się galeony. I chociaż starał się grać pewnego, jeśli ktoś go znał, mógł dostrzec w jego spojrzeniu rosnący niepokój. Szczególnie stojąca przy nim Cecily i Dora.


RE: [Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa - Brenna Longbottom - 14.11.2022

Licytacja ostatnich przedmiotów - na finale licytacja kolacji z Erikiem



Brenna zaledwie mrugnęła, gdy flesz Daisy błysnął jej prosto w twarz. Zdjęcia były niestety nieodłączoną częścią takich imprez, a pocieszała się, że na większości z nich i tak będzie królować Erik. W drugiej kolejności zaś co bardziej znani goście. Nie miała szansy dostrzec Martina, chociaż na pewno by go rozpoznała – miała niezłą pamięć do twarzy, a zwracanie uwagi na ludzi było konieczne i w jej pracy.
Waza, po krótkiej licytacji, trafiła do Giovanniego. Heather w końcu wygrała suknię – przy stu dwudziestu galeonach. Perseus zdobył spinkę, również za bardzo ładną kwotę, a po walce z Giovannim Eunice kupiła zegar.
Pierścionek zdobył Cedric, wraz z uśmiechem Brenny, która później zamierzała przekazać przedmiot nieco wcześniej niż nakazywały reguły.
Drugi obraz Loretty został zakupiony przez samą Elise Longbottom, widać faktycznie chciała coś podobnego do pracowni.
– Wisiorek, stworzony w XIX wieku jako prezent ślubny na zamówienie Tezeusza Blacka dla Felicity z domu Gaunt, przez goblińskich rzemieślników. Został wykonany z czternastokaratowego złota i przekazany na licytację przez anonimowego darczyńcę. Cena wywoławcza pięćdziesiąt galeonów – powiedziała Brenna. Jednocześnie machała różdżką, tak że złoty wisiorek w kształcie węża obracał się w powietrzu i przemknął przez salę, by był lepiej widoczny.
– Suknia z atłasu oraz jedwabiu, z kolekcji Rosierów, inspirowana jedną z sukni Roweny Ravenclaw. Cena wywoławcza czterdzieści galeonów. – Kolejny fant został zaprezentowany publiczności.
– Najnowszy model miotły Nimbus 1972, uznawanej obecnie za najszybszą miotłę na rynku, podarowany przez rodzinę Woodów. Cena wywoławcza sześćdziesiąt galeonów. – Tym razem pojawiła się miotła: zawisła obok sceny, wypolerowana, ze starannie ułożonymi witkami.
Eden Malfoy poinformowała swoich rozmówców o pewnym drobnym fakcie, dotyczącym licytacji: często najbardziej wartościowe przedmioty, a przynajmniej te, które mogły zainteresować publikę. Te trzy zostawiono na finał…
…nie one miały być jednak gwoździem programu.
Brenna na finał przygotowała coś zupełnie innego. Machnęła różdżką, a w jej wolnej dłoni pojawił się… papierek?
– Rzecz jasna jako gospodarze, ja i mój brat również chcemy przyczynić się do tego, aby do skrytek fundacji wpłynęły pewne kwoty. Pora więc na naszą drobną cegiełkę do tego szczytnego celu. Oto karnet na dwudaniową kolację z deserem oraz dowolnie wybranym winem w jednej z najlepszych restauracji na ulicy Pokątnej, dla dwóch osób, sfinansowany przeze mnie. Oczywiście jednak… sam w sobie nie byłby aż tak interesujący, prawda? – spytała z promiennym uśmiechem – w czym pewnie miała sporo racji, bo chociaż przeznaczyła na tę kolację swoją tygodniówkę z Brygady, to wielu gości mogło tam po prostu pójść, kiedy zechciało. Dlatego panowała coś więcej. I w związku z tym teraz zdawała się cała promieniować, i ona, i jej aura, autentycznym rozbawieniem, prawdziwą radością. Po czym obróciła się nie ku licytującym potencjalnie gościom, a ku bratu. Tak, by widzieć jego minę.
Trochę wpychała go pod Błędnego Rycerza. Ale wszystko dla biednych dzieci z sierocińca, prawda? Siebie nie wystawiała tylko dlatego, że to nim ludzie będą bardziej zainteresowani! I to oczywiście dla jego popularności, bo póki był sławą, jego wilkołactwo traktowano raczej jak drobną niedogodność niż powód do wykluczenia.
Chociaż nie. Nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby po dzisiejszym wieczorze, Erik naprawdę spróbował wepchnąć ją pod jakiś autobus. Albo namówił dziadka, by ją wydziedziczono. Z drugiej strony nie powinien jej ciągle prowokować grożąc, że spróbuje coś sam ugotować, ryzykując wysadzenie kuchni…
– Dlatego w kolacji wziąć udział może jeden z dzisiejszych gości, a u jego boku zasiądzie mój brat, Erik Longbottom, który zawsze miał na sercu zapewnianie równego startu dzieciom z magicznego społeczeństwa. Cena wywoławcza kolacji z Erikiem to pięćdziesiąt galeonów.