![]() |
|
27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +---- Dział: Hogsmeade i Hogwart (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=70) +---- Wątek: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] (/showthread.php?tid=3992) |
RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Eden Lestrange - 13.10.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=HpgOSsB.jpeg[/inny avek]Przechadzam się z Lorraine po sali, docelowo orbitując wokół Fortinbrasa i młodego Burke'a, ale na moment zatrzymując się w bliskiej okolicy ciotej Parkinson. Pozwoliła bez większego protestu odejść Longbottom, bo czemu miałaby się skarżyć, kiedy sama wprawiła tę machinę w ruch; wiedziała, że wystarczy jedno ostrzeżenie i Brenna wyruszy na łowy, wiedziona instynktem i świętym powołaniem, że nie pozwoli nikomu na wszczęcie kolejnej katastrofy. Tak, Eden zrobiła to z pełną premedytacją, jak zawsze - tym razem różnica była taka, że zrobiła to w dobrej wierze, mając świadomość, że jeśli nie stanie się nic, opinię paranoiczki będzie musiała przyjąć w ramach konsekwencji na siebie. Nie wiedziała, że Brenna razem z Bulstrodem mają się ku sobie, więc nie czuła się ani trochę winna za przerwanie im rozmowy. Szczerze mówiąc, nawet gdyby była tego świadoma, spłynęłoby to po niej jak po kaczce. Bywały rzeczy ważne i ważniejsze, a w mniemaniu Eden przeczucie narastającego spisku znajdowało się w tej drugiej kategorii. Gdyby mieli przeżyć powtórkę z Beltane podczas tego przyjęcia, i tak nie mieliby z tego dnia dobrych wspomnień. Sama również ruszyła się z miejsca i zabrała ze sobą Lorraine, biorąc ją pod ramię; rozmawiały ze sobą cicho i trzymały się na uboczu, ale Eden celowo orbitowała wokół zebranych tak, by mieć ojca na oku. Wciąż rozmawiał z Burke'ami, co samo w sobie nie było przestępstwem, ale Lestrange dosłownie nosiło, żeby poznać treść tej wymiany. Naprawdę miała nadzieję, żeby tym razem znowu usłyszeć nudną tyradę o rolnictwie czy wspominki o starych czasach, które na nieszczęście Fortinbrasa już nie wrócą. Zwykle rzygać jej się chciało na dźwięk takich frazesów, ale dzisiaj wręcz marzyła, aby złe przeczucia się nie ziściły i do jej uszu dobiegła ta sama stara śpiewka. Żeby było jak dawniej. Kiedy minęły zbite w ciemną plotkarską masę ciotki Parkinson, Eden posłała im oceniające spojrzenie. Nie była pewna, czy wzroczą na nią, czy na Lorraine, czy może ze starości już nabawiły się zeza i współdzielone sztuczne oko im uciekało. Za każdym razem kiedy widziała podczas towarzyskich okazji ichniejsze trio, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że próbują być jakąś groteskową wersją potrójnej bogini - dziewicy, matki, starowiny - która rzekomo miałaby uświetnić swoją obecnością każdą schadzkę. A może próbowały zostać mojrami, tylko zamiast nawijać nić przeznaczenia na wrzeciono, postanowiły nawijać ludziom makaron na uszy? Ewentualnie owijać w bawełnę? Jeśli mówiły coś na temat jej samej albo Lorraine, Eden bardzo chciałaby, aby powtórzyły jej to w twarz. Pociągnęła więc kuzynkę nieco bliżej ciotek, niby to w kierunku kelnera, by pochwycić dwa kieliszki wina dla nich obydwu, ale tak naprawdę chcąc przysłuchać się przyciszonej rozmowie ciotek. Już dawno nie miała okazji, aby być prawdziwie wyszczekaną, więc gdyby się taka nabawiła, nie mogłaby się posiąść z ekscytacji i nie umiałaby krzywych uwag przemilczeć. W końcu zrobiła już dzisiaj jeden dobry uczynek, drugi byłby zbędny. Rzut na percepcję, chcę usłyszeć co tam gadają o nas stare prukwy Parkinson [roll=Z] RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Lorraine Malfoy - 13.10.2024 Przechadzam się z Eden, docelowo orbitując wokół Fortinbrasa i młodego Burke'a, ale na moment zatrzymując się w bliskiej okolicy wiedźm Parkinson Było pewne wyrachowanie w tym, jak zawsze szukała uwagi Eden – w poufałym sposobie, z jakim splotła z nią teraz ręce, szepcząc na ucho im tylko znane tajemnice – było też pewne wyrachowanie w tym, jak powoli stawiała kroki, nieśpiesznie przechadzając się z kuzynką na oczach wszystkich zgromadzonych gości: ostentacyjna demonstracja przynależności, której tak desperacko pragnęła, głęboko przeświadczona, że jej wartość tutaj jest uzależniona nie od talentu, lecz od nazwiska. Było w tym pewne wyrachowanie, owszem, bo Lorraine celowo pojawiała się w towarzystwie wyłącznie u boku kuzynostwa, solidarnie odmawiając zaproszenia, jeżeli zrobiła to Eden: po trosze dlatego, że nie chciała afiszować się urokiem wili – rozciągając swój czar także na swoją rodzinę – po trosze dlatego, że wiedziała, jakie wywiera to wrażenie na salonach: albo wszyscy, albo nikt. Ale wreszcie, było też coś rozbrajającego w jej ślepym oddaniu Eden: w tym, jak patrzyła na nią z podziwem, jak wiecznie szukała w oczach kuzynki aprobaty – była szczera w swoich uczuciach i lojalna do bólu. Nawet teraz czuła wyrzuty sumienia, że wykorzystuje Eden, aby udowodnić innym, że rodzina wciąż się z nią liczy... Szybko jednak zdusiła w sobie te wyrzuty. Musiała walczyć o swoją reputację, o swoje miejsce tutaj i w rodzinie. Musiała być wyrachowana. – Tak jak byłam przygotowana na nieobecność Josephine Avery... – Spojrzenie Lorraine prześlizgnęło się wymownie po Raphaeli, której przewodnicząca "Muzy" powierzyła dzisiaj rolę prowadzącej; ironiczny uśmieszek zadrgał na ustach półwiły, zdradzając, co sądzi na temat występu egzaltowanej młódki, uwieszonej u ramienia artysty mugolskiego pochodzenia. – ...tak nie spodziewałam się zobaczyć tu dzisiaj stryja. – Czy ma w tym jakiś ukryty cel, czy po prostu lubi takie... – Lorraine zacisnęła usta, zamykając w milczeniu to, co czaiło się na końcu jej języka. – ...Przebieranki? Uniosła pytająco brwi, celowo pozostawiając niewypowiedzianym pytanie, które towarzyszyło jej od początku gali, od momentu, kiedy zobaczyła, jak Fortinbras i Eleonora zajmują honorowe miejsca na widowni. Nie były tutaj przecież same – nie mogły rozmawiać w pełni swobodnie, bo istniało ryzyko, że ktoś z otaczającego je tłumu gości przypadkiem podsłucha tę dyskusję, nieważne, jak cicho by nie szeptały. Lorraine wierzyła jednak, że Eden zrozumie zawoalowaną aluzję. – Czy podzielił się z tobą wrażeniami po koncercie? – Czy wiesz cokolwiek? percepcja (II) – staram się podsłuchać, co knuje stryjaszek Fortinbras [roll=N] Nie patrzyła w stronę Fortinbrasa, nie chcąc zdradzać postronnym, wokół czyjej osoby krążą teraz jej myśli. Spojrzenie niebieskich oczu wiły obojętnie przesunęło się po siostrach Parkinson, kiedy razem z Eden przystanęły na chwilę – zajmując strategiczną pozycję między trzema wiedźmami, a stryjem Fortinbrasem, który trwał pogrążony w dyskusji z synem Theseusa Burke – by zaraz omieść sylwetki reszty gości, nie skupiając się na nikim w szczególności. Pozory są w końcu wszystkim, pomyślała, przycisnąwszy do piersi bukiet lilii, kiedy z delikatnym uśmiechem przyjmowała kieliszek od kelnera, nie tylko dla Malfoyów. Przyjemny chłód zaczarowanego szkła koił dziwnie rozpaloną dłoń: na jej wnętrzu wciąż odbijały się krwiste półksiężyce paznokci Lorraine, którymi przebiła wcześniej delikatne ciało, zaciskając rękę w pięść. Przeniosła badawcze spojrzenie na twarz Eden. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/1a9291304d425807247433bd2802352d/5dfc005f63cd8724-b9/s2048x3072/cb112e5bdaaf52f86db69ea0318792062132029e.jpg[/inny avek] RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Morpheus Longbottom - 13.10.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XdxCB7r.png[/inny avek] Rozmawiam nadal z Raphaelą i Jonathanem. Skanuje Hrabiego.
Morpheus ponownie napił się alkoholu. Tym razem w toaście, wzniesionym przez Raphaelę. Niech żyje sztuka. Cóż, ona nie potrzebowała takich toastów, oni za to, już i owszem. Nawet w mrocznych czasach był śpiew i muzyka, po prostu o mrocznych czasach. Oni mogli jednak nie doczekać nawet tego. — Właściwie miałem na myśli, aby pan ubierał moją czterometrową statuę Ateny. Wyrzeźbiona będzie naga, jedynie z hełmem i włócznią i na każdą porę roku chciałbym dla niej osobne odzienie. I oczywiście osobne na Sabaty. Mnie ciężko się ubiera, jestem wybredny i nieforemny. Ale... — Ton mu spoważniał. — Proszę nie rezygnować z pracy i polegać na zachciankach takich, jak ja. Bywamy bardzo kapryśni. To było jak głos z zaświatów, jak słowa objawienia, nie płynące z ust pana Longbottoma, lecz kogoś zupełnie innego, o wiele starszego, o wiele mądrzejszego, jakby na chwilę opętał go duch dawnych artystów, którzy ledwie wiązali koniec z końcem przez porzucenie na rzecz nowszych modeli. Zaraz jednak rozjaśnił się ponownie i popatrzył za Selwynem. W głowie słyszała swoją własną przepowiednię, z filiżanki herbaty, o ślubie i miłości. Dlaczego więc postanowił ubrać się na biało! Miał ochotę walnąć go w głowę i nauczyć rozsądku. Z wróżb się nie drwi! Zresztą, Jonathan musiał sam tego pożałować, widząc hrabiego w podobnym odzieniu. Panna młoda dla wampira, co za klisza. — A ty, Jonathanie, kogo planujesz wesprzeć swoim patronatem? Tylko nie licytuj obrazów panny Lyssy zbyt entuzjastycznie — mówiąc to, lekko objął ramieniem przyjaciela. Dostatecznie przyzwoicie, aby nie wywołać skandalu, ale przesuwające się po karku palce mocno zaznaczały zażyłość między nimi, a Morpheus jeszcze przybrał ten swój wieloznaczny wyraz twarzy. Poprawił nieistniejący paproszek na ramieniu Selwyna, wykorzystując ten ruch, aby zbadać jeszcze kogoś. Nad ramieniem Jonathana zalśniło i rozmyło się czarne, jak noc na pustyni, jak szlachetne turmaliny, spojrzenie jasnowidza, który chciał wiedzieć więcej. Czego chciał mężczyzna, który przybył za wcześnie do Anglii. Który wzburzył spokój Selwyna. Morpheus wieszczył kolejny raz tego wieczoru. Najwyżej przyjaciel będzie go łapać. Percepcja (IV): Jasnowidzenie na Hrabiego
[roll=PO]RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Severine Crouch - 13.10.2024 Widownia, gdzieś obok Desmonda i spółki, ale myślami zupełnie gdzie indziej, a potem stalkuję Desmonda i Calanthe przy wystawie
Choć z całych sił skupiała się na wydarzeniach na scenie - oraz od czasu do czasu na siedzącym obok niej Desmondzie - jej uwadze nie uszła obecność matki; jakiś ruch dostrzegany ledwo kątem oka, niczym rzęsa, która wpadła pod powiekę, stale piekąc. Mrugała szybko, jakby w ten sposób miała się pozbyć niechcianych wizji. W końcu jednak się poddała, ostrożnie przechyliła głowę i ujrzała ją. Beatrice Crouch, z wyuczonym uśmiechem i nienagannymi manierami, wyglądająca na znacznie mniej lat niż wskazywała jej metryka, choć nie pozbawiona dojrzałego dostojeństwa. Och, jakże dumna musiała być z Oleandra. Ciekawe, jakby się czuła, gdyby jej ukochanego syna również wyrwano z jej ramion? Gdyby zabrano jej go w zimową zawieruchę i oddano obcym ludziom? Nie mogła na nią patrzeć, a więc odwróciła wzrok, odeszła na bok i skupiła się na płatkach drgających na tafli jeziora. Och, gdyby tylko były tu same, zamknęłaby jej starannie ułożone włosy w żelaznym uścisku własnych palców, a następnie zanurzyła jej twarz pod wodą i trzymała tak długo, aż nie straciłaby sił, a jej ciało nie stało się wiotkie. Nienawidziła jej, z całego serca nienawidziła za wszystkie upokorzenia, jakie znosiła z jej strony w ciągu minionych lat; nie tylko w kwestii wstydliwej tajemnicy, przez którą zmuszono ją do odejścia z Ministerstwa przed rokiem (żałowała, że nie mogła widzieć twarzy ojca, kiedy dowiedział się, że wróciła do pracy jako podwładna Anthony'ego Shafiqa), lecz każdego dnia, którego burzyła jej kruchą pewność siebie. Jednocześnie, co paradoksalne, to właśnie od niej oczekiwała pocieszenia. W swych upiornych, ale jakże oczyszczających wizjach, nawet nie zarejestrowała tego, co wokół się działo. To znaczy, wydawało jej się, że gdzieś obok niej mignął Oleander i chyba Baldwin - swoją drogą, musiała zapytać tego drugiego, czy znalazł już swojego patrona. Kiedy wróciła do rzeczywistości, zorientowała się, że stoi przed sceną sama jak palec, w tym idiotycznym przebraniu elfa, który nijak do niej nie pasował, bez możliwości schowania się przed cudzymi spojrzeniami (zakładając, że ktokolwiek chciałby na nią patrzeć), dlatego rozejrzała się pośpiesznie, nieco spanikowana, dopóki jej wzrok nie spoczął na oddalających się Desmondzie i Calanthe. Pośpiesznie też ruszyła za nimi, przeklinając się za założenie tego wieczora butów na płaskim obcasie, przez które sukienka plątała się jej pod nogami, złapała za kieliszek wina z tej samej tacy, z której chwilę wcześniej częstował się Malfoy i chwilę potem znalazła się tuż za tamtą dwójką. — Podoba wam się? — zwróciła się do Calanthe i Desmonda, gdy znaleźli się w pobliżu tryptyku Baldwina — Ciekawe, czy jest na sprzedaż? Powiesiłabym go w sypialni. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/e8da84dd3ea452b63a5b1f47ae98de14/87a596d611ed87a5-e1/s500x750/0a1737d3be0e2fcc9d8757ae3a8610aad9822d65.pnj[/inny avek] RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Oleander Crouch - 13.10.2024 Odchodzą od nas Baldwin, Lorraine, Desmond i Calanthe. Rozmawiam z Hrabią i Camille. We wszystkich tych nieprzyjemnych i wywyższających się wyrazach twarzy, pamiętał, aby odpowiedzieć na szczerość uśmiechu Desmonda. W oceanie pompatycznych komplementów i szerokich uśmiechów grymas Malfoya był jak limonka wyciskana do ginu - niezastąpiony. Parsknął beznamiętnie na wypowiedzi Baldwina jakby te były żartem, który powtarzany jest w kółko do znudzenia. - Dziesięć minut to dla ciebie za długo na namiętności, zrozumiałe - rozciągnął usta w chochliczym uśmiechu ponownie pokazując rządek białych zębów, choćby tylko po to, aby zirytować Baldwina, że nie może ich wybić, przynajmniej nie odpowiednio skutecznie. Ciężką atmosferę zaognionych komentarzy przecięła sfrancuszczona angielszczyzna. Na jej charakterystycznie rwące słowa, serce Croucha zadygotało; Marokańskie krajobrazy dodały do języka francuskiego głębokości arabskiej nocy i choć wprawionego ucha muzyka nie dało się oszukać, tak na pewno dało się oczarować. - Jest mi niezmiernie miło, że zdołałem oczarować i przywieść na myśl minione chwile z Paryża - uśmiech, który skierował do Hrabiego był czarujący, choć nie niósł ze sobą głębi. Zdradzał zainteresowanie i ekscytację Croucha, co też łatwo dało się dostrzec w jego, teraz odrobinę pomarańczowawych, oczach. Barwa mandarynek od zawsze kojarzyła się Oleandrowi z przyjemnym ciepłem Włoch, napawała emocjami porównywalnymi do tych, jakie młode dzieci odczuwają przed wyjazdem na wakacje z rodziną. - Nie mógłbym odmówić słysząc tak przemyślane pochwały - zgodził się odejść na bok z mężczyzną oraz Camille, czekając aż Francuz się przedstawi. Niegrzecznie byłoby sugerować, że nie zna kogoś, kto kojarzy jego grę - przynajmniej w towarzystwie, a nie w cztery (bądź w tym wypadku sześć) oczy. Po wypowiedzi Delacour, poznał imię nieznajomego. Zanim reszta grupy odeszła, Oleander przesunął spojrzeniem po Desmondzie, w tymże momencie pomarańcz ściemnił się w tylko dla nich znany brąz, acz szybko został strząśnięty, na dźwięk francuskiej sentencji, jaką obdarzyła ich uszy Camille. Zostali tylko we trójkę, po tym jak bezgłośnie podziękował za słowa pochwały Lorraine. - Powinienem powiedzieć, że jest Pani zbyt miła, ale wtedy nie pozostałbym wierny swoim utworom. Utwór musi zostawić nas obnażonych, aby z namiętności wykwitła prawdziwa miłość, z klapkami na oczach nie dostrzeżemy nawet najjaśniejszej perły, a nieoszlifowany diament bardzo łatwo może być pominięty jeżeli nie ściągnie się z niego szpecących go warstw - odparł trochę przydługawo. - Proszę mi wybaczyć tę przydługawą odpowiedź, nie znam francuskiego, ale tygodnie spędzone w Maroku zaznajomiły mnie odrobinę z niektórymi słowami, odświeżyły wiedzę z francuskich recitali. Nie będę już przynudzał, bo o tyle, o ile wiem że mojej muzyki można słuchać godzinami, tak słowa zawsze powinny mieć swój koniec zanim widownia odwróci głowy, by ziewnąć - widać było, że jego wypowiedzi były czystym żywiołem, że nie planował ich wcześniej. Zamilkł, aby wysłuchać słów, które chciał w jego stronę skierować Hrabia oraz Camille. W trakcie wypowiedzi starał się skupiać na rozmówcach, acz błądził oczyma za matką. Znalazwszy ją przy obrazach, zdusił ukłucie zazdrości. RE: 27.08 – Sen Nocy Letniej [Towarzystwo MUZA] - Dearg Dur - 14.10.2024 Większość gości i artystów znajduje się obecnie w części: Bankiet., część udała się nad jezioro w kierunku Scena lub Namiot Artystów
Brenna– Jakiś dupek z Francji, wpisany był na ostatnią chwilę... Jean Baptiste... eee... cośtam cośtam, potem nazwisko jakieś de la Rochforcloude de la Montaine? Nie jestem pewna, mogę napisać Ci potem notkę, bo te fracuzy, to wiesz, rekompensują sobie zdecydowanie, a ten w szczególności bo mu nie staje. Serio nie wiem kto normalny zaprasza na imprezę wampira, ale ten, no kim jestem żeby oceniać, skoro naszym dzisiejszym szefem jest... – umilkła. Zmleła słowa w ustach, po czym spojrzała swoimi ciemnymi oczyma, pierwszy raz podczas tej rozmowy, na Brennę –...Twój brat. Enzo, Morpheus i Jonathan– Absolutnie się zgadzam z tym postulatem! Potrzebujemy Departamentu, albo chociaż biura dla siebie! Ale jakaż to jest wielka potwarz, że zaproponowano nam współudział w Departamencie Sportu i Rozrywek Dla Plebsu. – zmarszczyła zgrabny nosek w niezadowoleniu, jakby coś mocno jej zaśmierdziało. Gest podobny do nieobecnej ciotki. – Dobrze, dobrze, pierwszy laur, jestem taka dumna. – z trudem powstrzymała się przed tym, aby nie wspiąć się na palce i nie ucałować Enzo raz jeszcze. Trzeba było jednak zachować profesjonalizm. – Wybaczcie proszę, jeszcze muszę iść bo zapomniałam swojego notesu z namiotu, ja muszę wszystko zapisywać, bo pamięć dobra ale hahaha, stanowczo zbyt krótka. Zaraz wrócę... panie Remington, bryluj, tak do twarzy Ci w złocie! – rozentuzjazmowana, wysunęła rękę spod jego ręki, odwróciła się na pięcie i niemalże w pląsach podążyła na powrót w kierunku jeziora, do namiotu Artystów. Również Jonathan i Morpheus odsunęli się, jakby zamierzali podejść do Oleandra i grupy fanów kłębiących się w jego okolicy IssacLauretta umknęła ku rozmawiającym Eleonorze Malfoy i Beatrice Crouch. Z tego co mogłeś usłyszeć, rozpoczęła przed nimi podobny taniec, jaki od lat stosowany był przez artystów wobec bogatych patronów. W tym przypadku tylko jedna nosiła elfi laur, ale wciąż pozostawał on w zasięgu. Baletnica zdecydowanie nie była świadoma, że za jej plecami pierwszym, który otrzymał finansowe wsparcie był Enzo. Osoba, której ubrania tak szybko zdjęła. Swoją drogą Isaac miał szansę się przekonać, że jego kompan chwilę później został sam na placu boju. Oleander, Camille |