Secrets of London
[17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent (/showthread.php?tid=4198)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


RE: [17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 12.12.2024

Jeden myślał o tym, że ma na nogach duże dziecko, a drugi o tym, że słodkie i urocze to są dzieci.

Słodkie i urocze było połączenie kosmosu w tym jednym punkcie.


- Hmmm... - To było bardzo radosne "hmm". Uniósł się trochę, żeby przestać się tak na nim... owijać i uwieszać. Głównie z wygody - aż nogi go bolały od tego obciążenia. I plecy protestowały przeciwko takiemu wyginaniu. - Ponieważ się ślicznie starasz. - Zatrzepotał rzęsami, chociaż przecież ten nie mógł tego zobaczyć, bo uciekał wzrokiem. Teraz już tego kontaktu nie wymuszał i nie prowokował. Przez moment tak siedział, opierając się właściwie swoimi przedramionami o jego ramię, spoglądając na niego z góry prawie jak ciekawskich szczeniak, który zaraz zacznie targać basiora za ucho, żeby ten się z nim pobawił i poświęcił mu trochę uwagi. Ten moment jeszcze nie nadszedł - ciągnięcia za ucho. - Z czego? - Nadszedł taki moment (przed ciągnięciem za ucho), w którym Laurent mocno się zastanawiał nad tym, czy to jest chwila, w której powinien go przesunąć, albo samemu się jakoś gramolić? Moment, gdzie nie chciało się strącać kota z nóg, bo tak wspaniale grzał, ale jednocześnie chciało się już poprawić. Zdrętwiała ci noga, już coś było nie tak... najgorsza była myśl: a co, jeśli kot nie wróci? Wydawało się to najprostszą czynnością na świecie - po prostu się poprawić.

Ciche miauknięcie od strony otworzonych drzwi tarasowych obwieściło nadejście prawdziwej bestii - kociej wersji Laurenta. Jasna, dumna kota stąpała jak prawdziwa primadonna. Wskoczyła na sofę, wielce zaskoczona widokiem nowego człowieka i zaczęła obwąchiwać nogi Flynna. Biedna nawet nie wiedziała, jakie ma szczęście, że ten szczur w ludzkiej skórze właśnie wymoczył się za wszystkie czasy.

- Uwielbiam to, jaki jesteś ciepły. Jak... - uśmiechnął się - pi...ecyk. - Trochę bardziej cieplutki niż "piesek". Tak, to było bardzo miłe - móc rozgonić ponure myśli. One wcale nie zniknęły - były tam ciągle. Za kurtyną, która na razie wyciszała ich nieznośny jazgot.




RE: [17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent - The Edge - 13.12.2024

Nie wiedział, jak powinien postąpić. Czy drążyć te wszystkie tematy, czy dać im umrzeć w niebycie. Tak bardzo nie chciał się z nim kłócić, zarazem chciał poznawać go głębiej i dzielić się jakimiś myślami.

- Z tego jak reagujesz na moje słowa - powiedział nieco niewyraźnie i skrył twarz w zgięciu łokcia. Miał nadzieję, że świat nie zawali się, nim zdąży to wszystko przepracować i wypluć jakiś satysfakcjonujący rezultat. Mruknął, słysząc jego zawahanie - obkręcił głowę w bok, żeby móc na niego spojrzeć, a przynajmniej zaprezentować cień radości malującej się na zaczerwienionej znów twarzy. - Chciałeś nazwać mnie pieskiem? - Odpowiedź była oczywista. - W takim razie powinno być na odwrót. - Powinien leżeć pod nim, a nie na nim.

Zmienił więc pozycję. Znów. I podnosząc się, zauważył obecność tej kotki, która zechciała go powąchać, ale poza tym nie skierował do niej żadnego gestu. Nie spłoszył jej, nie zachęcił jej też do zostania na miejscu. Zamiast tego podniósł Laurenta w górę magią, wyłożył się na tej kanapie brzuchem do góry i opuścił go w dół. Tak, żeby blondyn zapadł się tyłkiem pomiędzy niego i oparcie, a nogi wyłożył na jego brzuchu właśnie. Uśmiechnął się po tym bardzo, ale to bardzo szeroko, jak ktoś, komu ten ruch przyniósł zadziwiającą wręcz satysfakcję.

- Lubisz czytać książki?

Jeżeli odpowiedź była twierdząca, dodał krótkie: jakie? Bo to była rzecz, którą mogliby robić razem. Wykładać się w jakimś miejscu i przewracać stronę za stroną. Mogli przebywać w tym samym pomieszczeniu, robiąc inne rzeczy, to prawda (i nawet dobrze się w takich sytuacjach czuł), ale mogliby też robić coś wspólnie. To nie było głupie, żeby poszukać wspólnego mianownika.


RE: [17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 14.12.2024

- Chciałbym ci pokazać, jak wspaniale brzmisz w moich uszach, ale to może być całkiem kłopotliwe. - Sam chciałby wiedzieć, dlaczego nie potrafił tego zrozumieć. Czemu Flynn nie potrafił zaakceptować.. ah, no przecież. Ledwo ta myśl zrodziła się w jego głowie, a już miał odpowiedź do tego. Był łamany tak wiele razy, że zapomniał, że można się widzieć w lustrze jako istotę ludzką, a nie podrzędnego szczura chowającego się po kanałach. Rozumiał To, naprawdę. Potrafił się z tym nawet utożsamić. Wydaje ci się, że wyglądasz dobrze w lustrze... nie, ty nawet wiesz, że wyglądasz dobrze. Fizycznie się wszystko zgadza, polecą nawet na twoje niedoskonałości. Tylko... co potem? Co dalej? Głębiej - wszystko co pod skórą opatrzoną tyloma tatuażami, w tym jednym z imieniem Fontaine. Laurent chętnie zalałby ten fragment skóry czarnym tuszem. Przykrycie tego napisu czarnym krukiem było idealne. - A tak. - Dotknął palcem krańca jego nosa, kiedy ten się odwrócił z tym uśmiechem. Jego zacięcie i zawahanie tam było akurat bardzo celowe, efekt zaś go całkiem zadowolił. Właściwie to miał to niespokojne poczucie, że ma problemy z byciem... zabawnym. Żarty - żartować z czego? Jak? I jakie poczucie humoru miał w zasadzie Flynn? To kolejna taka drobnostka, która zajmowała jego głowę i wzrastała do rangi problemu podobnego tsunami zalewającego Japonię. Na szczęście wielkich fal na razie nie wypatrywali.

Odruchowo podkulił ręce pod siebie, kiedy tak się uniósł - jakby był piórkiem. Uwielbiał to uczucie - dlatego tak kochał latać na grzbietach abraksanów czy hipogryfów. A to doznanie było jeszcze inne. Jeszcze bardziej... lekkie i nieograniczające. Diva podskoczyła jak oparzona, kiedy Flynn tylko drgnął i wskoczyła na inny fotel, zaniepokojona - albo oburzona? Ktokolwiek potrafił czytać z kocich ślepi ten zawsze mógł wyczytać: pełna pogardy. Księżniczka była urażona tak trywialnym potraktowaniem jej jakże poważnych, kocich powitań.

- Good booy... - Wyciągnął rękę do czarnych włosów, żeby go pogłaskać czule. - Lubię, kiedy jesteś tak uśmiechnięty. - Kiedy w ogóle był uśmiechnięty, ale ten konkretny grymas nosił w sobie tę dozę zadowolenia, rozleniwienia, pewnej... wolności. Blondyn z dozą ulgi wyprostował nogi i trochę się przeciągnął, przesuwając zaraz kilka razy dłońmi po ugniecionych udach. - Uwielbiam. - Książki były pożywką dla duszy - ale Laurent lubił pożywkę dla duszy w każdej formie. Śpiewie, malunku, teatrze. Jednak książki i muzyka przemawiały do niego najbardziej. - Czytuję róóżne rzeczy... - Zastanowił się przez moment. - Lubię poezję, której ty nie lubisz. - Uśmiechnął się na moment szerzej. - Dzieła filozofów... i opowieści o dzielnych rycerzach i księżniczkach w wieży. Mówię poważnie. - Historie i opowiadania, które pozwalały się na chwilę oderwać, odciąć, zanurzyć w fikcji, w której wszystko się w końcu udawało. - Baśnie i legendy... coś się znajdzie w tej biblioteczce. - Wyciągnął różdżkę i obrócił się w kierunku regału z książkami. Na pierwszy rzut oka nic ciekawego - dzieła dotyczące magicznych stworzeń, encyklopedie roślin, ale i wspomniane tomiki poezji. Tym nie mniej Laurent nie sięgnął po tomik poezji. Poruszył nią bardzo powoli i pieczołowiicie... i posłuchała, choć trochę niepewnie wyciągając klasykę - Baśnie barda Beedle'a. - To raczej dość oklepane baśnie... - Przesunął palcami po pięknie zdobionym grzbiecie ze skóry. - Ma mocną zaletę - obrazki. - Otworzył pierwszą stronę, gdzie już była przepiękna, ręczna ilustracja poruszająca się i ciesząca oczy czarodziejem dzierżącym pióro, który właśnie spisywał coś na pergaminie i zerkał z uśmiechem na czytelnika. - Chcesz poczytać? Czy lubisz, kiedy to tobie ktoś czyta. - Bo jakoś nie podejrzewał, że sam lubił czytać na głos.

Takim sposobem byli zajęci już do końca dnia.


Koniec sesji