Secrets of London
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lyssa Dolohov - 10.12.2025

Dalej jestem niewidzialna, ale gada do mnie jakaś nawiedzona baba.

Lyssa nie była w ogóle świadoma tego, jak zadziałał na nią eliksir. Uznała go chyba troszeczkę za niewypał, a brak zainteresowania ze strony kogokolwiek... cóż. Przyszła tutaj sama, w swoim własnym towarzystwie, więc liczyła się troszkę z tym, że tak to wszystko się skończy. Najwyżej nie zabawi zbyt długo i zniknie niczym kopciuszek. Przed północą.

Nie pozostała jednak niezauważona zbyt długo, bo nagle zdała sobie sprawę, że zwróciła na nią uwagę jakaś kobieta. Uśmiechnęła się grzecznie, gotowa nawet wysłuchać co ta miała jej do powiedzenia, ale dość szybko ten wyraz zadrżał.

Tego jej było trzeba - wróżby na balu.

Jej. Dziewczynie, która mieszkała w domu pełnym wróżbitów i której trzecie oko wyłożyło życie pewnie od początku do końca. Koniec i Początek, wąż gryzący własny ogon, to dopiero było odkrywcze. Uśmiech trwał, przez pierwszy, drugi i wreszcie trzeci znak, ale stawał się coraz bardziej płaski i wyraźnie wymuszony. Dolohov wcale nie chciała, by jakieś drzwi się jej zamykały, nawet jeśli znaczyło to początek czegoś nowego. Nie chciała zrywać stałych więzi. Nie chciała, by coś zatrząsło jej fundamentami. Nie chciała doświadczać bólu; przecież jeszcze nie tak dawno, no dobra - miesiąc temu, biadoliła Peregrinusowi jaka to ona jest nieszczęśliwa i jak bardzo nie chce. I przede wszystkim, nie chciała się bać.

Cofnęła się o krok, kiedy kobieta przestała mówić, a w jej oczach pojawił się jakiś cień wrogości. Wypowiedziane przepowiednie stawały się wiążące, bo te o których nikt nie słyszał, zwyczajnie zostały zapominane ii nikt nie musiał się roztrząsać nad tym, czy się spełniają.
- Dziękuję za te słowa - odpowiedziała chłodno i sztywno, zanim odwróciła się i nie oddaliła, jak najdalej od tej dziwnej kobiety.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5KDJmIP.png[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Christopher Rosier - 10.12.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c2/c6/d9/c2c6d9862c4228d9eed4f12c9913269b.jpg[/inny avek]

- Muszę przyznać, że nie rozumiem, co ludzie widzą w quidditchu. Tam na górze jest zimno i wieje w twarz - odparł Christopher gładko, ani myśląc się przyznawać, że ostatnia wycieczka na latającym i, niestety, uszkodzonym dywanie, na którą dał się namówić, zostawiła go ze straszliwym lękiem wysokości. I że gdy teraz pomyślał, że mogłoby mu wyrosnąć skrzydła i podleciałby tutaj aż pod sufit… poczuł się jakoś dziwnie. – Dziękuję. Może będę musiał wrócić do muzyki – skłamał bez mrugnięcia okiem. Wprawdzie jako dzieciak miał lekcje muzyki, ale po pierwsze, nie obejmowały one śpiewania, a instrumenty, po drugie, skończyły się wraz z jego pójściem do Hogwartu… ale przecież tylko trochę naginał prawdę.
A chwilę później na jego ustach pojawił się trochę złośliwy uśmiech.
– Mógłbym na przykład zamienić się w kapibarę. Albo poszedłbym strzelić kogoś w twarz, bo zakochałem się w cudzej partnerce… coś takiego przydarzyło się jednemu z moich drogich przyjaciół – oświadczył, bo chociaż wtedy bardzo bolała go twarz, tak z perspektywy czasu wydawało mu się to niezwykle zabawne, bo to nie on napił się amortencji. – Chociaż wierzę, że Lestrange’owie nie serwują swoim gościom amortencji? Mogłoby się to zakończyć odrobinę skandalicznie, gdyby czyjaś ciotka spojrzała na niewłaściwego męża – dodał, spoglądając w stronę drinków, ciekaw, czy wywrą jakiś efekt. Wyglądało jednak na to, że tym razem obywało się bez wyrastających skrzydeł… niemniej Rosier uznał, że poczeka jeszcze dwie – trzy minuty. Efekty mogły być opóźnione albo niezauważalne na pierwszy rzut oka: kto wie, czy ten chłopak, który właśnie wychylił drinka, zaraz nie pójdzie wyznać miłości panu Lestrangowie?
Zamyślił się na moment nad jej pytaniem. Czy się mu podobało? Nie miał problemu z byciem w centrum uwagi – po prawdzie lubił to – ale też ciężko się tym cieszyć, gdy nie było żadnego wyboru. To nie była zwykła c h ę ć do śpiewu: nie mógł wykrztusić ani słowa nie śpiewając.
– Nie jestem pewien. To chyba zależy od tego, czy podobało się tobie? – ocenił w końcu, z nietypową dość dla siebie szczerością.

!balmaskowy


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 10.12.2025

- Kochanie... Wróćmy do siebie. Kocham cię, słyszysz? Wiem, że to ty, zawsze poznam twój zapach. Nigdy cię nie zapomnę.
Nieznajoma osoba próbuje cię pocałować. Jeżeli chcesz pociągnąć ten wątek, możesz poprosić kogoś z mistrzów gry lub znajomego, by poprowadził tajemniczą postać z konta Barda. MG Mirabella Plunkett przekaże takiej osobie wszystkie potrzebne informacje, potrzebne do rozegrania sceny.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Brenna Longbottom - 10.12.2025

W pobliżu drinków z Atreusem

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]

Wizyta u Philippy Barclay uczyniła cuda, wyjaśniła krótko, w myślach, gdy posłał jej krzywe spojrzenie, już nie wdając się w niewątpliwie mało interesujące szczegóły czyli że wymagało to od niej pozbycia się części wspomnień, że podpaliła Phil biurko i popłakała się na środku gabinetu ani że jeszcze przez kolejny tydzień czasem wracały halucynacje. Chyba Brenna była trochę zaskoczona, że w ogóle zwrócił uwagę na to, co powiedziała na weselu – a i sama, może z uwagi na bimber Geralta, niektórych elementów uroczystości nie zapamiętała zbyt dobrze…
– Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. Zresztą raczej nie wpadamy na siebie za często.
Owszem, Anthony był, jak to ujął Morpheus drugą częścią jego duszy, ale Shafiq nie bywał w Warowni za jej pamięci, a chociaż zdarzyło się im parę razy rozmawiać, trudno było mówić tutaj o jakiejkolwiek znajomości i Brenna raczej nie przewidywała, aby miało się to w przyszłości zmienić, bo dzielił ich wiek, odmienne ścieżki zawodowe i nawet inne grona znajomości.
– Co w takim razie wolisz? Poza magicznymi drinkami? Czekaj, może zgadnę: piwo z Rejwachu, koniecznie z nieumytej szklanki… – rzuciła cicho, żartobliwie, przesuwając się nieco, by przepuścić jakąś parę. – Hej, ogień był nieszkodliwy. I w ogóle musisz przyznać, że efekty były dużo łagodniejsze niż zmiana w elfa. Inna sprawa, że barman, którego zatrudniłam, pewnie nie umiałby takich przygotować… Przysięgam, że ten niedźwiedź pojawił się tam sam z siebie – dodała jeszcze szybko, jakby nagle do niej dotarło, że mogło to wyglądać, jakby tamtą przemianę wywołał któryś drink. Te tymczasem głównie dodawały energii podczas tańca, mogły wywołać chęć do śpiewu – ale możliwą do zwalczenia – czy sprawić, że ktoś stawał się bardziej sprawny fizycznie… no i dobrze, zionął niebieskim ogniem.
Zamilkła, gdy tuż obok, para też biorąca drinki, zaczęła rozmawiać na tyle głośno, że Brenna wyłapała nazwisko Lestrange. Obejrzała się za kobietą, a chociaż maska dobrze skrywała wyraz jej twarzy, to uśmiech spełzł jej z ust. Czy cierpiała na pewnego rodzaju paranoję? Zapewne. Ale jeżeli Laurence Lestrange wyjechał akurat na Spaloną Noc… czy mogło się tak stać, bo inaczej natychmiast wezwano by go do Ministerstwa…? A potrzebował pretekstu, by tam nie być tej nocy…?


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Basilius Prewett - 11.12.2025

Potwierdzam tożsamość i wchodzę na salę balową.

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/5608996ac050e0c9fda3a3a50e2f0244/24e1cb0f9a1bbecb-10/s500x750/a57f50aba21b6f81ffb61892d9bb8e95add9e987.pnj[/inny avek]

W pierwszej chwili nie chciał iść na bal. W drugiej chwili również. Potem jednak przemyślił to i uznał, że, jeśli będzie się dobrze czuł, to jednak pójdzie, bo kto wie kiedy znowu powtórzy się taka okazja? No i… Głupio było mu się do tego przyznać, ale poniekąd zawsze chciał wziąć udział w takiej zabawie.
Z kostiumem nie miał dużych problemów głównie z dwóch powodów. Po pierwsze nie miał zbyt wygórowanych wymagań, a po drugie we wszystkim pomogła mu siostra, która jednak zdecydowanie bardziej znała się na modzie i łączeniu kolorów niż on. A skoro nie musiał za bardzo się męczyć z odpowiednim przebraniem i czuł się całkiem dobrze, nie pozostało mu nic innego, niż pojawić się u Lestrange'ów w eleganckiej szacie i dość prostej, lecz ładnej niebieskiej masce z metalicznym połyskiem.
Na wejściu potwierdził swoją tożsamość i chociaż trochę się wahał, ostatecznie nie przyjął proponowanego mu na wejście eliksiru i… Gdy tylko przekroczył próg sali balowej, uznał że zrobił dobrze, bo ktoś miał skrzydła, ktoś śpiewał, a po sali z jakiegoś niezrozumiałego dla niego powodu latał skrzat.
Westchnął jedynie ciężko, zastanawiając się, czy nie lepiej byłoby dla niego, aby został w domu, a potem zaczął się rozglądać za znajomymi sylwetkami, licząc że może jednak kogoś rozpozna.




RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Atreus Bulstrode - 11.12.2025

Przy drinkach z Brenną

Szczerze, to nawet nie przeszło mu przez głowę, że Brenna i Shafiq mogli mieć jakkolwiek ze sobą po drodze. Może ktoś ze starszych Longbottomów, jak taki Morpheus czy kogo oni tam jeszcze mieli, ale taka gówniara jak on sam? To już co innego. Pewnie sam nie miałby do Anthony'ego większego podejścia, gdyby nie śmierć jego brata, a Atreusa chrzestnego.

- Oczywiście. Najlepiej jeszcze takie, które stanowi zbiórkę zlewek z pozostawionych przez klientów popłuczyn w składzie ślina i piwo 1:1 - skrzywił się, wyraźnie zniesmaczony tą wizją. Picie piwa w podrzędnych knajpach to było doświadczenie samo w sobie i ogólnie to uważał, że każdy powinien go spróbować chociaż raz w życiu, aczkolwiek chyba nigdy z czystym sumieniem nie wybrałby sobie tego jako rozrywki czy sposobu na spędzenie czasu. - Jak już mam się napić, to wolę czegoś porządnego. Ognistej, na przykład.

Przeniósł przelotne spojrzenie na parę, która zakręciła się obok nich przy drinkach, ale nie zwrócił większej uwagi na to, o czym rozmawiali.
- No w sumie, może faktycznie. Ale spokojnie, ja ci wierzę. W sumie ten niedźwiedź wcale nie był aż tak... rzucający się w oczy, jak tak teraz o tym myślę. Zapomniałem o nim, tak po prawdzie.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]

!balmaskowy


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 11.12.2025

- Wiesz, co skrywa ta ich oranżeria?
- Nie, nie mam pojęcia. Jeszcze tam nie byłem.
- Ponoć w stawie pływają tajemnicze stworzenia, które wciągną cię gdy dotkniesz wody.
- E, to jakieś bujdy.
- Mówię ci, ponoć kiedyś jakiś dzieciak został tam utopiony i do dzisiaj tam straszy.



RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Cedric Avery - 11.12.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/d5/62/4e/d5624ea27b3473ca41ce77091c76f134.jpg[/inny avek]
Wchodzę razem z Vienne, potwierdzam tożsamość i piję eliksir

Naprawdę nie chciał tu być, ale zakład to zakład, prawda? Wciąż uważał, że Vienne oszukiwała gdy grali w karty i po prostu bezczelnie go wykorzystała. Wiedziała przecież, że nienawidzi takich spędów - naprawdę był bliski tego, żeby złamać sobie nogę tylko po to, by mieć wymówkę do niestawienia się i wywiązania z danej obietnicy. Siostra odrobinę go udobruchała, gdy powiedziała, że to bal maskowy. Maskowy? Zajebiście, nikt mnie nie rozpozna - rzucił wtedy, ale nadal nie chciał iść.

A jednak przeszedł teraz przez drzwi wejściowe, uchylając tę białą maseczkę ujebaną czymś czarnym i ze śmiesznymi, grubymi brwiami, by potwierdzić tożsamość. Co za głupota, po co robili bal maskowy, skoro i tak na wejściu sprawdzali zaproszenia i mordy?
- Zemszczę się za to - rzucił do siostry, zaciskając lekko palce na jej dłoni. Menda. - Astoria gdzieś się tu kręci, czy jeszcze pudruje nosek?
W sumie głupie pytanie, i tak jej nie znajdzie w tym tłumie. Widząc co się dzieje przy stoliku na wejściu, tych wszystkich ludzi ze skrzydłami, całujących powietrze i w ogóle, przekrzywił głowę.
- Może mnie otrują i nie będę musiał tu być - szepnął konspiracyjnie do Vienne, a potem pochwycił fiolkę eliksiru. I cyk, wypił do dna.

!eliksiry


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 11.12.2025

Smoczy Ogień
Po wypiciu eliksiru zaczynasz ziać szmaragdowym ogniem, gdy tylko otworzysz usta. Efekt utrzymuje się przez 1 kolejkę. Twój ogień nie parzy, jest zimny i przyjemny w dotyku, trochę przypominając kaszmir.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Rodolphus Lestrange - 11.12.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b5/d7/1d/b5d71d08058e6ef41e388eb3b9ca2670.jpg[/inny avek]

Opędzam się od wariatki przy stołach z przekąskami

Kiwnął głową. Bogowie, jak takie small talki go męczyły. Był już gotów przeprosić swojego rozmówcę i po prostu sobie pójść, gdy podeszła do niego jakaś kobieta i zaczęła go obłapiać. Spiął się machinalnie, odruchowo.
- Nie - odpowiedział, ale ciężko było stwierdzić, czy mówił do Laurence'a, czy do kobiety, bo w tym samym czasie cofnął dłonie i odsunął się od kobiety. - Myli mnie pani z kimś.
Powiedział ostrym tonem. Kobieta nie odpowiedziała. Spojrzała na niego przeciągle, poprawiając długie blond włosy. Maska, którą założyła, była jakby wykonana z kruczych piór. Kontrastowała z jej bladą cerą i blond włosami, za to współgrała idealnie z czarną jak noc suknią.
- Nie sądzę - odpowiedziała, lecz jej głos łamał się, język plątał. Była pod wpływem jakiegoś eliksiru? A może alkoholu? Lestrange cofnął się, ale zorientował się szybko, że ma mało miejsca, jeśli chodzi o manewry. Stolik, który szturchnął biodrem, zachwiał się, ale na szczęście nic się nie powywracało.
- Pasztecika? - jak on NIENAWIDZIŁ tych bali. Wyciągnął w stronę kobiety talerzyk z wege pasztecikiem, który miał zjeść sam, w spokoju. Spojrzał na Laurence'a a wszystko w jego ciele krzyczało: pomóż mi, nieznajomy. Ratuj mnie, kurwa, bo nie wytrzymam. - Dobry jest. Taki bez mięsa.
Co on pierdolił? Ostatnie dni sprawiły, że był rozedrgany emocjonalnie i winił za to nie siebie, a Astorię. Nie wiedzieć czemu od razu pomyślał o niej. Gdyby go rozpoznała i to zobaczyła... Aj, wolał nie myśleć, jak bardzo mściwe i złośliwe komentarze poleciałyby z jej ust. I chociaż wiedział, że nie było szans by go rozpoznała, to nie miał ochoty w tej chwili być tą górą lodową pośrodku jebanego oceanu czy innym kwiatem lotosu - chciał zniknąć i żeby wszyscy dali mu kurwa spokój.

@Laurence Lestrange