![]() |
|
[grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni (/showthread.php?tid=1018) Strony:
1
2
|
[grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Danielle Longbottom - 25.02.2023 Niewiele było potrzeba, by sprowokować popleczników Voldemorta. Narazić się im można było bardzo łatwo, na wiele różnych sposobów - tak naprawdę wystarczyło posłanie spojrzenia, które uznane zostałoby za krzywe czy nieodpowiednie, by być na ich celowniku, włączając w to rodzinę i najbliższych. A co, gdy ów spojrzenie posłał ktoś, w czyich żyłach płynie więcej mugolskiej niż czarodziejskiej krwi? To był spokojny, zimowy wieczór. Do domu Gio przybyła sowa, całkiem przeciętna i niewyróżniająca się płomykówka zwyczajna. W pierwszej chwili mógł jej nie poznać, wszak ten gatunek i umaszczenie były raczej pospolite; dopiero po głębszej obserwacji mógł zdać sobie sprawę, że skądś ją kojarzy. Tylko skąd? Wiadomość, którą przyniosła była napisana niewyraźnie, choć wszystko wskazywało na to, że autor bardzo stara się pisać zrozumiale i czytelnie. Giovanni bez problemu mógł domyślić się, czyje to pismo. List był lakoniczny i nie wyjaśniał wiele, a powodów dla których Danielle poprosiła mężczyznę o spotkanie mogło być multum. Sowa cierpliwie poczekała, aż Giovanni przeczyta wiadomość. Nawet wystawiła łapkę, jakby oczekiwała, że otrzyma odpowiedź zwrotną, którą będzie mogła dostarczyć do nadawcy. Nie była jednak w żaden sposób natrętna - jeżeli mężczyzna nie zdecydował się na odpowiedź, po prostu zmierzyła go oceniającym wzrokiem i z cichym skrzeknięciem wyleciała przez okno. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Giovanni Urquart - 25.02.2023 Najbardziej problematyczni dla Voldemorta byli czystokrwiści czarodzieje nie popierający jego ideologii. Grupę potencjalnego wsparcia na starcie miał okrojoną, a każdy z "poprawnym" nazwiskiem, który bratał się z Mugolami był solą w oku. No bo co tu z takim zrobić? Lepiej od razu nie likwidować, bo co jeśli się "nawróci"? Poprztyka się trochę jego życie w lewo i w prawo, a nuż się naprostuje. Wyrok śmierci był ostatecznością. Tylko dla tych, co nieodwracalnie zbezcześcili świętość krwi mieszając ją z Mugolską. Giovani tego jeszcze się nie dopuścił, ale i tak otwierał scyzoryk w kieszeni każdego rasisty swoimi wystąpieniami i publikacjami. Drażnił nie tylko sympatią do Mugoli, ale i uznawaniem jakichkolwiek praw skrzatom, centaurom, czy innym wynaturzeniom. Urquart wiedział, że był cały czas na celowniku i niewiele dzieliło go od przekroczenia granicy zielonego światła. Ale śmiało parł na przód. Śmierciożercy nie byli jeszcze na tyle odważni, by zaatakować kogoś tak rozpoznawalnego i (na ogół) lubianego przez społeczeństwo. Za dużo rozgłosu. Giovanni sortował właśnie korespondencję, gdy otrzymał kolejny list. Przeczytał, odpisał. Bardzo dobrze, że przed spotkaniem ma udać się na obiad do rodziców, inaczej spędziłby godziny zastanawiając się, dlaczego Danielle chciała się spotkać. Nie podała żadnego najmniejszego słowa wyjaśnienia, a nie byli też jakimiś psiapsi, żeby się umawiać na przypadkowe pogawędki. Po posiłku Giovanni wskoczył do kominka rodziców i w ułamek sekundy znalazł się w Trzech Miotłach. Otrzepał popiół z ramion i rozejrzał się, czy kobieta już tu była. Nawet nie orientował się, jaki czas był, ale też i nie umówili się na konkretną godzinę. Ale chyba był pierwszy. Skinął głową do barmana i zamówił dwie herbaty, po czym zasiadł przy jednym z bardziej zacisznych stolików. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Danielle Longbottom - 25.02.2023 Czystokrwiści czarodzieje nie stający po stronie Voldemorta, w istocie byli najtrudniejszą do ogarnięcia grupą ludzi. W przypadku czarodziejów, którzy nie posiadali znanego nazwiska, lub w swej rodzinie mieli więcej mugoli niż czarodziejów, schemat działania był bardzo prosty. W końcu... kto płakałby nad rozlewem nieczystej krwi? Dużo większy skandal wywołałoby naruszenie nietykalności kogoś o znanym nazwisku i raczej nienagannej opinii publicznej; póki co Giovanni mógł czuć się bezpieczny. Ale czy na długo? Kiedy otrzymała wiadomość zwrotną, która w dodatku była taka jaką chciała przeczytać, mogła jedynie odetchnąć z ulgą. Tym bardziej, że jej list brzmiał lakonicznie i był pozbawiony jakichkolwiek wyjaśnień; to nie zraziło Urquarta, który zdecydował się poświęcić czas... na, tak naprawdę, wielką niewiadomą. Pewne sprawy bezpieczniej było poruszyć w cztery oczy i wszystko wskazywało na to, że to jedna z tych spraw. Pojawiła się tuż przed wejściem do lokalu. Miała tylko nadzieję, że to ona będzie tą, która będzie czekać na Gio, zwłaszcza, że z rozpędu nie zaproponowała nawet konkretnej godziny spotkania; czułaby się bardzo głupio z myślą, że ściągała go do Trzech Mioteł i na domiar wszystkiego jeszcze się spóźniła. Nadzieje dosyć szybko zostały rozwiane, gdy weszła do lokalu i po krótkim rozejrzeniu się, dostrzegła znajomego mężczyznę, siedzącego przy jednym z bardziej odosobnionych stolików. - Strasznie Cię przepraszam...- zaczęła, gdy tylko pojawiła się tuż obok stolika, nim jeszcze zdążyła zdjąć płaszcz i szalik. - Mam nadzieję, że czekasz długo? Dopiero dziś zorientowałam się, że nie zaproponowałam nawet żadnej godziny, a nie chciałam już wysyłać kolejnej sowy, tym bardziej że wspominałeś, że będziesz zajęty...- wyrzuciła z siebie na jednym wydechu. Dopiero gdy usiadła naprzeciwko, wzięła głębszy wdech. - Dobry wieczór. Dobrze wyglądasz. I cieszę się, że Cię widzę. - odezwała się już nieco spokojniej. Pomimo znanego nazwiska i tego, że już od najmłodszych lat brała udział w bankietach, była idealnym przykładem anty savoir vivre w kręgach wysoko postawionych czarodziejów. Wielu z pewnością poczułoby się zniesmaczonych, lub co gorsza urażonych jej sposobem wypowiedzi, ale nic nie wskazywało, by Giovanni był jednym z nich. Albo po prostu bardzo dobrze udawał. - Długo czekałeś? Proszę, powiedz, że nie...- odezwała się, odruchowo omiatając wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowali. Wtedy też uświadomiła sobie, że wybór lokalu nie był jej najlepszym pomysłem, gdyż co rusz ktoś z obecnych pozwalał sobie na zerknięcie w stronę Gio, niektórzy w dyskretny sposób, inni kompletnie się z tym nie kryjąc. Posłała mu przepraszające spojrzenie. Na tyle na ile ją znał, bez większego problemu mógł dostrzec, że Dani wygląda na zaniepokojoną, lub co więcej, poddenerwowaną czymś; choć bardzo starała się to ukryć, nie do końca jej wychodziło. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Giovanni Urquart - 26.02.2023 Filiżanki doleciały do Urquarta, gdy Danielle zjawiła się w polu widzenia. Giovanni powstał. By lepiej było go dostrzec, ale przede wszystkim, bo tak postępował dżentelmen. — Absolutnie nie, przybyłaś idealnie wraz z herbatą — odpowiedział z uśmiechem. Odczekał aż czarownica wyleje z siebie przeprosiny, po czym usiedli. Dzień ten był dla Giovanniego spokojny. Nie miał wiele pracy, dopiero co zrelaksował się na obiedzie, tak więc mógł teraz zużyć zmagazynowaną energię w dorównywaniu tempa koleżance. — Dobry wieczór. Ty również. Mi również bardzo miło. Nie, nie przejmuj się godziną, czasem tak bywa. A zajęty wcale nie byłem. Ot, taki tam obiad z rodzicami. Mężczyzna podsunął czarownicy jedną z filiżanek. Mieszanka ziołowa pachniała zachęcająco. Herbata nie była często zamawianym trunkiem w Trzech Miotłach, ale jak na brytyjski lokal przystało, wywar z zielonych liści znajdował się w menu. Gio uważnie obserwował Danielle w kontekście tego, o czym też chciałaby z nim porozmawiać. Nie zdarzało się to pierwszy raz, że ktoś prosił go o radę lub widział w nim swojego powiernika. Urquart był człowiekiem honoru i zaufania. Nienaganne maniery szły w parze ze szczerym uśmiechem oraz nieustannym wsparciem. — Dotarłem zaledwie kilka minut temu — odpowiedział. Herbata była jeszcze zbyt gorąca, by ją wypić, tak więc stuknął lekko filiżankę różdżką dla obniżenia temperatury. Również obserwował kątem oka otoczenie. Rozpoznawalnym ciężko było się ukryć w tak zatłoczonym miejscu, ale rzadko kiedy ktoś zaczepiał Gio na mieście. Na całe szczęście. Miejsce, które wybrał, zapewniało im pewną swobodę w rozmowie, lecz każdy ruch mógł zostać dostrzeżony. — Wszystko w porządku? Nie był pewien, czy Danielle targana była emocjami związanymi z przybyciem na spotkanie, czy może związane to było z treścią ich przyszłej rozmowy. Wolał po prostu zadać neutralne pytanie, nie sugerując od razu meritum spotkania, w razie gdyby nie chciała się zabierać do tego od razu. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Danielle Longbottom - 26.02.2023 Odetchnęła nie kryjąc ulgi gdy przyznał, że on również dopiero przybył. Wyglądało na to, że wyjątkowo miała zaskakująco dobre wyczucie czasu - gdyby zawsze takie miała, jej życie byłoby znacznie łatwiejsze, a świat piękniejszy. Może pech postanowił na moment dać jej taryfę ulgową? - Dobrze to słyszeć. - przyznała, a jej twarz na moment rozświetlił uśmiech. Ten niestety dosyć szybko zniknął, ustępując ogólnemu niepokoju. - Dziękuję, nie trzeba było... - dodała, choć dało się wyczytać z jej mimiki, że docenia ten gest. Tym bardziej, że gdy tylko usiadła, ujęła w dłonie filiżankę, ogrzewając tym samym zmarznięta skórę. - Nie ukrywam, że nie mogę doczekać się wiosny. Zima to piękna pora roku, ale tylko na chwilę... Czy dyskusje o pogodzie były powodem, dla którego go tu ściągnęła? No... raczej nie. Oczywiście, jako ekstrawertyczka czerpała energię z przebywania z ludźmi, a towarzystwo Gio lubiła i ceniła, tak na pewno nie zawracałaby mu głowy takimi drobnostkami; istniała całkiem spora szansa, że gdyby znali się nieco lepiej, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Miała swoje powody, dla których postanowiła odezwać się właśnie do Urquarta. Przede wszystkim uznawała go za człowieka godnego zaufania, na którym można polegać - choć nie miała możliwości przekonać się o tym na własnej skórze, do dnia dzisiejszego, sugerowała to aura, która go otaczała. Zielona z przebijającym, delikatnym różem - gdyby więcej osób na tym świecie miała choć odrobinę zbliżoną, świat byłby lepszym miejscem. Umiejętność widzenia aur była niezwykle przydatna i jak dotychczas, jeszcze jej nie zawiodła - Danielle udała jej bezgranicznie. - Nie do końca. - wypaliła w pierwszej chwili. Szybko zreflektowała się i po krótkim odchrząknięciu wyprostowała się. - U mnie tak, dziękuję za troskę. Znaczy... - urwała. Mimo, że ćwiczyła to, w jaki sposób opowiedzieć całą historię, wszystko momentalnie wyleciało jej z głowy. - Przede wszystkim, strasznie Cię przepraszam, że Cię w to wciągam. Absolutnie nie czuj się zobligowany do podjęcia działań, nie będę miała Ci za złe odmowy, całkowicie to zrozumiem. Nie chcę, byś choć przez moment czuł nawet najmniejsze wyrzuty sumienia. - zaczęła od początku. To musiała powiedzieć jako wstęp, gdyż doskonale zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji oraz tego, jakie konsekwencje mieszanie się w nią może za sobą pociągnąć. Rozejrzała się ukradkiem, jednak poza pojedynczymi, nieszkodliwymi spojrzeniami rzucanymi w stronę Gio, nikt zbytnio się nimi nie interesował. - Potrzebuję twojej pomocy. To znaczy... Moja dobra koleżanka potrzebuje. - przyznała otwarcie. - W Mungu pracuje ze mną uzdrowicielka, przecudowna kobieta, ze świecą takiej szukać. Jest empatyczna, uzdolniona, wszyscy pacjenci na oddziale ją kochają... No, prawie wszyscy. Byłam świadkiem sytuacji, gdy jeden z chorych naskoczył na nią i zarządał zmiany uzdrowiciela tylko dlatego, że Anna jest pochodzenia mugolskiego. Wyobrażasz to sobie? - wyrzuciła z siebie z wyraźnym poruszeniem. Nawet nie próbowała ukryć, że wszelkie objawy dyskryminacji są dla niej oburzające. - Anna oczywiście nie dała sobie wejść na głowę i odmówiła, przez co ten zaczął się jej wygrażać. W pierwszej chwili myślałyśmy, że to takie czcze gadanie, jednak przyznała mi się, że od jakiegoś czasu czuje się obserwowana i ma wrażenie, że ktoś ją śledzi. - urwała, biorąc głębszy wdech. Najwyraźniej wyrzucenie tego z siebie dawało jej ulgę i mimo powagi sytuacji, z każdą chwilą sprawiała wrażenie spokojniejszej. - Znam Annę i wiem, że nie przesadza. Proponowałam jej by na moment wraz z synem zatrzymali się u mnie, jednak odmówiła, twierdząc że nie może mnie narażać. - jakby samo nazwisko Longbottom i głoszone poglądy nie narażały jej wystarczająco. - Pytałam, dlaczego nie wyjedzie z Wielkiej Brytanii, ale upiera się, że nie ma gdzie i nie może dać się zastraszyć. Gdyby nie miała syna, pewnie byłabym dumna z jej odwagi, ale na Merlina on ma cztery lata. Giovanni... - urwała, przechodząc do meritum sprawy. Wzięła głębszy wdech. - Na pewno masz większe możliwości i znajomości niż ja. Czy istnieje jakakolwiek możliwość, by pomóc jej w wyjeździe za granicę? Być może gdyby miała świadomość, że wyjeżdża do kogoś i na miejscu będzie miała wsparcie, byłaby skłonna odłożyć odwagę na bok i uciec, nim stanie się najgorsze. Wiem, że proszę o zbyt wiele i pewnie nigdy nie dam rady spłacić tego długu wdzięczności. Jeżeli chodzi o pieniądze, nie grają żadnej roli. Opłacę wszystko z własnej kieszeni. - dodała. Znaczy... Kieszeni Longbottomów - nie rozmawiała jeszcze z resztą rodziny, ale wątpiła, by jej odmówiono. Była gotowa spłacać ten dług. W napięciu obserwowała mężczyznę i jego reakcje na jej monolog. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Giovanni Urquart - 27.02.2023 — Oh tak, wiosna jest zdecydowanie przyjemniejsza — przyznal bez chwili wahania. Zima nie byla taka zla, ale ubieranie na siebie grubych plaszczy nie bylo ulubionym zajeciem Giovanniego. Urquart znal moc pogawedki wstepnej. Nie pospieszal, gdy nie bylo ku temu powodu, dawal rozmowcy przestrzen, by ten poczul sie wystarczajaco komfortowo, by przejsc do rozmowy na powazny temat. Gio mial zawsze jeszcze jednego asa w rekawie — mogl uzyc legilimencji, gdy ciezko bylo komus wyrazic sie za pomoca slow. Danielle jednak nie potrzebowala takich strategii, gdyz sama przeszla do sedna sprawy. Sluchal uwaznie historii czarownicy. Powaga tematu okreslona byla juz od poczatku, a Giovanni od razu wiedzial, ze pomoze, nie znajac jeszcze sytuacji. Nie odzywal sie jeszcze, czekal, az kobieta skonczy. Rasizm na tle krwi? Idealna sprawa dla zakonu. Ale Danielle nie prosila o ochrone kolezanki, lecz o droge ucieczki. Sytuacja byla rzeczywiscie przykra i Anna nie powinna byc zmuszana do obrania takiej drogi. Zapewnienie jej calodobowej ochrony nie bylo niestety w zasiegu Zakonu. — Danielle, znam miejsce, w ktorym Anna moze sie ukryc wraz z synem. Mozesz mi zaufac, ze jest tam wystarczajaco bezpiecznie. — Mowil o swoim sekretnym Pensjonacie dla Uzdolnionych. Azylu dla wykluczonych, zagrozonych. Malo kto wiedzial o tym miejscu, dlatego nie chcial zdradzac wiecej szczegolow w pubie. — Moge ja tam zabrac w kazdej chwili. A jesli dalej bedzie chciala udac sie za granice, znajde kogos, kto ja przygarnie. Podczas podrozy poznal wielu czarodziejow z roznych zakatkow swiata. Anna bedzie miala w czym wybierac. — Oh, i nie martw sie pieniedzmi. Sytuacja jest jaka jest, nie ma co zaprzatac sobie glowy takimi detalami. Tak, byl bogaty. Samotna matka z dzieckiem nie robila mu roznicy. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Danielle Longbottom - 27.02.2023 Trzeba było przyznać, że zima miała swój urok. Już jako dziecko uwielbiała tę porę roku, gdy z najbliższą rodziną wygłupiali się na zewnątrz, obrzucając śnieżkami lub w pocie czoła pracując nad super wypasionym igloo, do którego mogli zaprosić wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa. W czasach szkolnych zima kojarzyła jej się z powrotem do domu na przerwę świąteczną, by w gronie najbliższych świętować Yule i odpoczywać od nadmiarów obowiązków szkolnych. Teraz niestety wyjątkowy klimat tego okresu przyćmiony był przez ciężką atmosferę oraz wydarzenia, których coraz to częściej była świadkiem. Mogła mieć tylko nadzieję, że wiosna przyniesie ukojenie i nadzieje na lepsze jutro. Jak bardzo się myliła. W przypadku Dani nie było konieczności używania umiejętności legillimencji. Oczywiście, nawet nie była świadoma, że Gio takową posiada. Uzdrowicielka nigdy nie miała oporów by mówić to, o czym myśli (wielokrotnie wpędzało ją to w kłopoty), a jej jedynym problemem mogła być chaotyczność wypowiedzi oraz dobór odpowiednich słów, tak by doskonale zobrazować powagę sytuacji. Tym bardziej, gdy w grę wchodziły silne emocje oraz niepokój o dobrą znajomą. Wyglądało na to, że postawienie wszystkiego na jedną kartę było dobrym rozwiązaniem. Przecież... gdyby nie uważała Gio za godną zaufania osobę, nie byłoby jej tutaj, prawda? Mężczyzna nie przerywał jej monologu ani na moment. Jego uważne spojrzenie sprawiło, że czuła się słuchana i zrozumiana, a problem z jakim do niego przyszła nie został zbagatelizowany. Kiedy skończyła mówić, na moment wstrzymała oddech i w napięciu oczekiwała na reakcję oraz odpowiedź zwrotną. Tak jak wspomniała wcześniej, zrozumiałaby go, gdyby oznajmił, że nie chce się w to mieszać. Nie mogła mieć mu za złe chęci trzymania się poza konfliktem, który de facto wcale nie musiał go dotyczyć, przynajmniej teraz. To czego nie wiedziała, to że Giovanni angażuje się w taką działalność do tego stopnia, że z własnych pieniędzy otworzył miejsce, w którym ludzie niewygodni społeczeństwu czarodziejskiemu mogą być bezpieczni. Jej brwi uniosły się, gdy bez większego zastanowienia Urquart zadeklarował swoją chęć wsparcia. - N-naprawdę? - wykrztusiła z siebie, nieco głośniej niż zamierzała. Szybko zreflektowała się, obniżając głos; bądź co bądź nie chciała zwracać na nich większej uwagi, niż to było konieczne. I tak popularność Giovanniego ściągała na nich spojrzenia. - Co to za miejsce? Jest daleko stąd? I... nie jest to związane z Twoją rodziną, prawda? Znaczy, chodzi mi o to, że Anna stanowczo odmówiła zamieszkania w posiadłości Longbottomów, więc jestem niemal pewna, że jeżeli uzna, że jej obecność będzie zagrażała innym, na pewno się nie zgodzi. - wyrzuciła z siebie pytania, które niemal natychmiast pojawiły się w jej głowie. - Przepraszam. Nie powinnam zadawać tyle pytań... przynajmniej nie tutaj.- dodała szybko, dając tym samym znać Gio, że nie musi czuć się w obowiązku, by na nie teraz odpowiadać. Od potoku słów który z siebie wyrzuciła zaschło jej w gardle, dlatego ujęła w dłonie filiżankę i upiła dwa łyki herbaty, której temperatura wciąż była wysoka, lecz nie groziło jej poparzenie. Kiedy odstawiła filiżankę, jej twarz na moment rozświetlił uśmiech pełen wdzięczności - i nie był on związany ze smakiem napoju. - Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy. Będę twoją dłużniczką do końca życia. - odpowiedziała. Jej głos brzmiał już tak, jak zwykle; był miękki i spokojny. - Ah, i przepraszam za lakoniczność wiadomości, którą Ci wysłałam. Sam rozumiesz, że to raczej delikatna sprawa i nie chciałam poruszać jej w liście. Mam nadzieję, że Pepper nie zdemolował Ci pokoju. - dodała. Kiedy rozmowa zeszła na pieniądze, nastąpił pewien zgrzyt. Danielle pokręciła delikatnie głową, czekając cierpliwie aż Gio skończy mówić, choć już gdy zaczął wiedziała, że się z nim nie zgadza. - Nie mogę się na to zgodzić, Gio. To, co dla mnie robisz to zbyt wiele, naraża Cię i Twoją reputację na nieprzyjemności, byś dodatkowo miał za to płacić z własnej kieszeni. Takie bezpieczne miejsce czy wyjazd za granicę to kosztowna sprawa, absolutnie nie godzę się na to, byś wszystko sponsorował. - odezwała się. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób za to zapłaci - wiedziała natomiast, że nie może pozwolić, by Urquart płacił za to z własnych pieniędzy. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Giovanni Urquart - 09.03.2023 Giovnni był fanatykiem pomagania. W takich sytuacjach często najpierw się zgadzał, potem myślał. W tym wypadku nie było wiele do myślenia, skoro miał idealne rozwiązanie pod ręką. — Nie martw się. Moi rodzice wiedzą o moim pensjonacie, ale nie znają jego lokalizacji. To prawdziwy azyl. Nie zapraszam tam nikogo, kto nie potrzebuje, by się tam znaleźć — zapewnił ciepło. Skinął tylko głową, gdy Danielle po raz kolejny zwróciła uwagę na publiczność miejsca, w którym się znajdowali. Sam pilnował tonu swojego głosu. Mówił dość cicho, jednocześnie przybierając niewzruszony ton, tak by otoczenie myślało, że rozmawiają o pogodzie lub wymieniają się historiami dnia minionego. Brak powodów do podsłuchiwania, brak iskier dla plotek. — Oh, do końca życia to zdecydowanie zbyt dużo. To niewiele obciążająca mnie przysługa, więc naprawdę, nie przejmuj się — rzucił wracając do swojej herbaty. — Nie, Pepper znakomicie wykonał swoje obowiązki — roześmiał się lekko. — Co do wiadomości to nie przepraszaj, była spisana bardzo odpowiedzialnie. Rozmowy o pieniądzach zawsze i wszędzie były nie na miejscu. Zajmując się szeroko pojętą działalnością dobroczynną, Giovanni wypracował pewne strategie radzenia sobie z tym. Czasem wystarczyło przełożyć rozmowę na nieokreślony termin i problem znikał. Ale czarodziej wiedział, że niektórym później chodzi to po głowie jako drażniący temat, którego nie potrafią sami poruszyć. Z tym również potrafił sobie poradzić. — To zdecydowanie nie czas, by o tym rozmawiać, Danielle. Gdy twoja koleżanka będzie bezpieczna, tak zupełnie bezpieczna, wtedy możemy wrócić do tematu ewentualnego odwdzięczenia się. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Danielle Longbottom - 16.03.2023 Pensjonat? Zmarszczyła lekko brwi. O czym on mówił? Nie mogła wiedzieć, że Gio jest zaangażowany w pomoc innym do tego stopnia, że stworzył miejsce, w którym prześladowane osoby mogły odnaleźć schronienie. Na wspomnienie o azylu, dosyć energicznie pokiwała głową, odnotowując w myślach, że zapyta go o to później, kiedy już będzie po wszystkim. Być może nawet będzie mogła zaoferować swoją pomoc w ramach odwdzięczenia się za fatygę? Mimo, że sytuacja wciąż była poważna i najgorsze było dopiero przed nimi, Dani zdawała się odetchnąć z ulgą, a na jej twarzy malował spokój. Wiedziała doskonale do kogo pójść, umiejętność czytania aur po raz kolejny jej nie zawiodła. - Niech Ci będzie, pójdziemy na kompromis. W takim razie dług wdzięczności będę spłacać przez pół życia. A przez drugiej pół będę Ci się odwdzięczać hobbistycznie. - odpowiedziała, wzruszając lekko ramionami. Co do pieniędzy, zamierzała poruszyć ten temat ponownie, kiedy już będzie po wszystkim. Niech Urquart nie myśli sobie, że ma ją z głowy. Na moment spoważniała i z cichym odkrząknięciem odłożyła filiżankę. Delikatne pieczenie na języku utwierdziło ją w przekonaniu, że mogła wstrzymać się jeszcze chwilę z wypiciem herbaty. - Dom Anny znajduje się tuż za Hogsmeade, na uboczu. - wyjaśniła, tym samym jakby rozwiewając wątpliwości, dlaczego chciała spotkać się akurat w Trzech Miotłach, a nie na przykład w Dziurawym Kotle. - Myślisz... myślisz, że moglibyśmy pójść tam jeszcze dziś? Obawiam się, że jeżeli będziemy zwlekać jeszcze dłużej...- może być za późno. Nie dokończyła zdania, jednak jej wzrok spoczywający na Giovannim był wystarczający. - Chyba, że potrzebujesz czasu na przygotowania, to absolutnie zrozumiałe. - dodała szybko, nie chcąc dodatkowo narzucać presji czasu. Poruszyła delikatnie brwiami, a na poważnej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, w którym bardziej sprawny obserwator mógł dostrzec zakłopotanie. Zastukała palcami w blat stołu. - Jest jeszcze coś, o czym powinieneś wiedzieć.- dodała przyciszonym tonem głosu. Teraz uświadomiła sobie, że od tego powinna zacząć całą rozmowę. - Moja koleżanka... ona nie ma pojęcia o tym, że spotkałam się z Tobą w tej sprawie. Raczej nie spodziewa się, że zaangażowałam kogoś jeszcze. Obawiam się, że będziemy musieli spróbować nakłonić ją do współpracy...- mruknęła cicho, posyłając koledze niepewne spojrzenie. RE: [grudzień 1971] Pierwsze Ataki Śmierciożerców | Danielle & Giovanni - Giovanni Urquart - 17.03.2023 — Jeszcze nie spotkałem się z określeniem "hobbystyczne odwdzięczanie się" — roześmiał się na propozycję. Oczywiście Danielle będzie dążyć do odpłacenia się za czyny Giovanniego i ten był tego absolutnie świadomy. Ale zdecydowanie nie potrzebowali o tym myśleć teraz. Upił ostatni łyk herbatki (jeśli tego jeszcze nie zrobił) — Tak, jak najbardziej możemy tam iść, a nawet powinniśmy, skoro sytuacja jest na tyle poważna. Pokoje w pensjonacie były zawsze gotowe na przyjęcie potrzebujących. Giovanni wstał. — Rozumiem. Ale zapewne szybko ulegnie mojemu urokowi i da się namówić, prawda? — odpowiedział przyjaźnie. Zapiął guziki płaszcza. — Dzisiejsza pogoda sprzyja spacerowi, nie uważasz? — rzucił gotowy do wyjścia. Bardzo ekscytował się na spotkanie z koleżanką Danielle, nawet jeśli okoliczności nie były zbyt przyjazne. |