Secrets of London
Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle (/showthread.php?tid=1035)



Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle - Cody Brandon - 27.02.2023

Siedział w kącie Pubu "Pod Trzema Miotłami" przy nietkniętym kuflu piwa korzennego. Był środek tygodnia, godziny wieczorne więc nie w pubie nie było zbyt wielkiego tłoku. Na stoliku leżało kilka pergaminów bowiem odpisywał sobie na listy, a tuż obok książka dotycząca "Życia nocnych i niecnych istot", którą Rhea dała mu do poczytania. Opierał głowę na jednej ze stron i wyglądał jakby po prostu spał nad lekturą. Nie, nie spał, pozwalał oczom odpocząć i analizował sobie w myślach beznadziejność przeczytanych informacji. Po dziurki w nosie miał już wzmianek o tym jak to wampiry są niebezpieczne i szczegółowych sposób jak takiego delikwenta zabić. Policzek opierał o stronę, na której widniał ruchomy szkic przedstawiający odcinanie głowy potworowi. Nie oddychał bo nie musiał. Słuchał cichego gwaru innych klientów pubu. Nie odczuwał senności choć umysł miał zmęczony. Nie zwracał na siebie szczególnej uwagi o ile ktoś nie postanowił poprzyglądać mu się dłużej niż kilka sekund. Nie był mocno spragniony ale też pił ostatnio wczorajszego poranka więc nie mógł nazwać się sytym. Przez to wszystko był bledszy niż zazwyczaj, a i temperatura jego ciała musiała spaść do trzydziestu trzech stopni Celsjusza. Szczerze, teraz go to nie obchodziło. Chciał doczytać do końca ten paskudny rozdział i później zrzucić swoje towarzystwo Williamowi na głowę. Wiedział, że ten miał "mieć wolną chwilę" za jakąś godzinę, półtorej. Grzecznie czekał na wskazany termin i gotów był naprzykrzać mu się przez resztę nocy, póki słońce znów nie wzejdzie i nie zagna Cody'ego w zamknięte pomieszczenie. To wciąż było dla niego dziwne, że głowę miał zmęczoną ale ciało mogło sobie dłużej wytrzymać zanim mięśnie zmęczą się na tyle, że będzie potrzebował tego swojego półsnu. Lektura go znużyła bo nie znalazł w niej niczego, co mogłoby poprawić jego myślenie o klątwie jaką to otrzymał w prezencie w ramach przywrócenia do życia. Kufel za to zamówił po to, aby udawać normalnego. Niestety ale smak był dla niego wodnisty, a skoro w żyłach nie miał nawet kropli krwi to nie mógł się upić. Może posiedzi tu aż do konkursu karaoke? Jednym uchem słyszał rozmowę kelnerki z barmanką opisującą co to jeszcze muszą przygotować zanim zaczną zbierać chętnych do wieczornej zabawy.


RE: Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle - Danielle Longbottom - 01.03.2023

Nie samą pracą człowiek żyje - tą myślą kierowała się Dani, kiedy planowała to, w jaki spędzi dzisiejszy wieczór. Miała niepochamowaną potrzebę odreagowania stresu i przepracowania, jakie ostatnimi czasy spadły na jej barki, dlatego rozrywka jaką zamierzała sobie dostarczyć nie mogła być dystyngowana czy wymagająca skupienia. Wybór padł na Trzy Miotły w Hogsmeade i karaoke, jakie tego wieczoru było zaplanowane. Nie to, żeby potrafiła śpiewać czy zamierzała brać w nim udział - już samo oglądanie śpiewających ludzi przy kuflu dobrego trunku było dla niej wystarczającym odprężeniem. Mało ambitne? Pewnie tak. Ale jak potrzebne! Próbowała wyciągnąć ze sobą kuzynostwo, niestety zasłonili się obowiązkami i pracą, a nawet obietnica wyjścia na scenę i zafałszowanie czegoś nie dała rady ich skusić. Ich strata. Danielle nie zrażała się takimi rzeczami, wychodząc z założenia, że w lokalu na pewno znajdzie się jakaś znajoma osoba, w której towarzystwie będzie mogła spędzić wieczór. A jeżeli nie, to pozna kogoś nowego, nie szukajmy problemu tam, gdzie go nie ma. Najmłodsza Longbottom generalnie była dosyć bezproblemowym człowiekiem, który z łatwością adaptował się do sytuacji, w jakiej się znalazł. Cecha ta pozwalała jej przetrwać wszystkie pechowe sytuacje, w jakie miała okazję się wplątać. A niestety, do pakowania się w kłopoty i dziwne zdarzenia miała wyjątkowy talent.
W pierwszej chwili nie dostrzegła bladego rudowłosego jegomościa, który przesiadywał niczym bohater powieści fantasy w kącie pubu i przyglądał się otoczeniu. Nie miała w planach do niego dołączać, ot, zamierzała zamówić trunek przy ladzie i zająć jeden z wolnych stolików w oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Oczywiście, jak to w życiu Danielle bywało, plany to jedno, a to, co się wydarzy to drugie. Kiedy przechodziła obok stolika przy którym siedział Cody, z naprzeciwka szedł gość, którego rzecz jasna dostrzegła zbyt późno, by z powodzeniem go ominąć. Szturchnęli się całkiem przypadkowo i pewnie Dani nic by sobie z tego nie zrobiła, gdyby nie to, że ręka w której trzymała kufel zadrżała niebezpiecznie, a niewielka ilość poleciała w stronę nieświadomego zagrożenia Cody'ego. I jego książki. I ramienia. Chyba...
Kiedy w dosyć zamaszysty sposób odwróciła się w jego stronę, szybko zdała sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Szkody nie były duże, ale wciąż, BYŁY. Spojrzała w stronę rozlanego napoju, a potem na rudowłosego. A potem znów na rozlane plamy. I na mężczyznę.
- O matko, strasznie Pana przepraszam! Nie taki był plan, po prostu ten gość, którzy szedł z naprzeciwka... wyminęliśmy się kompletnie bez koordynacji i szturchnął mnie w ramię, nie chciałam Pana zaatakować w żaden sposób, tym bardziej rozlewając alkohol na Pana rzeczy... wszystko w porządku?- wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, absolutnie zażenowana tym, co się właśnie wydarzyło.


RE: Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle - Cody Brandon - 02.03.2023

Wyczerpał mu się limit czytania czegokolwiek poza etykietą butelki alkoholu. Przez najbliższy tydzień nie musi uzupełniać wiedzy w ten najbardziej nudny sposób. Minęło kilka dłuższych chwil udawania, że śpi i w tym czasie podjął tę mądrą decyzję, że jeśli czegoś nie będzie wiedział to po prostu zapyta mądrzejszych o siebie. Zauważył, że otaczające go dziewczęta (nie teraz, ogółem) uważają go za głupka więc skoro tak, to chętnie będzie obciążać je pytaniami. Nie zdążył się podnieść kiedy usłyszał lekki rumor zwieńczony ochlapaniem jego zacnej osobistości alkoholem. Podniósł się, czując wsiąkającą wilgoć na ramieniu i kilkanaście kropel przy włosach. Otwierał już usta z zamiarem solidnego opierdzielenia za takie traktowanie kiedy jego oczom ukazała się bardzo ładna dziewczyna. Momentalnie zmienił swoje zamiary i uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Jeśli chcesz zaproponować mi piwo to można tradycyjnie, słowami. Nie trzeba mnie oblewać.- roześmiał się i popatrzył na nią lekko zadziornie chcąc od razu wybadać czy ta ładna rozmówczyni potrafi przejść z tonów troski w wesołość. Tak łatwo jej stąd nie wypuści… Od razu zignorował tytułowanie bo nie wydawało się, aby była od niego jakoś szczególnie starsza. Przesunął bladymi palcami po wściekle rudych włosach, zgarniając z nich wilgoć alkoholu. Zerknął na pergaminy i książkę. Widząc na niej plamy wzruszył ramionami i jedynie machnął różdżką, przewracając pergaminom ich pierwotny kształt - kauczukowe piłeczki wylosowane w mugolskiej maszynie.
- Chyba nie jest w porządku.- grał dalej i odpowiadał, próbując ją przy sobie zatrzymać na dłuższą chwilę. Na jego twarzy igrała niepoważna wesołość. To zdecydowanie lepsza forma spędzania czasu niż czytanie o sposobach mordowania potworów.
- Czuję zawroty głowy i mrowienie w gardle. Obawiam się, że będziesz musiała wynagrodzić mi te szkody. Co powiesz na współudział w planowanej dzisiaj zbrodni w postaci karaoke?- podniósł się przy stole i wyciągnął w jej stronę rękę, przedstawiając się gładko swym imieniem. Nie miał najmniejszych oporów przed zapraszaniem ładnych kobiet do stolika, do spędzenia razem wieczoru. Łaknął towarzystwa więc sobie je organizował skoro los podsuwał mu możliwości.


RE: Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle - Danielle Longbottom - 04.03.2023

Sprawy przybrały dosyć nieoczekiwany obrót. W pierwszym momencie spodziewała się wybuchu złości, co byłoby zrozumiałą i naturalną reakcją, za którą nie miałaby prawa się oburzyć - chyba żaden normalny wampir człowiek nie lubi zostać potraktowany w taki sposób i to w dodatku przez kompletnie nieznajomą osobę. Zamiast irytacji i przypomnienia jej, że powinna uważać jak chodzi (wszak ona sama nigdy na to nie wpadła), dostrzegła na twarzy Cody'ego wyraz, przez który... co tu wiele mówić, zbaraniała. Pijany był. Na pewno. Nietknięty alkohol, który już dawno zdążyło stracić resztki bąbelków musiało być jego którymś z kolei zamówionym kuflem, stąd taka, a nie inna reakcja. Problem był taki, że przystojny nieznajomy na pijanego nie wyglądał... Na zdrowego de facto też nie. To zaintrygowało Longbottom, której konsternacja wymalowana na twarzy powoli ustąpiła szerokiemu, wesołemu uśmiechowi.
- I zostać uznaną za nudziarę? - odpowiedziała równie zaczepnym tonem, unosząc lekko jedną brew do góry. - Poza tym, wtedy mógłbyś mi odmówić. A teraz nie bardzo masz możliwość.- dodała. Sprawiała wrażenie zadowolonej z tego, w jaki sposób potoczyło się to niefortunne wydarzenie. Wszystko wskazywało na to, że dzisiejszego wieczoru nie spędzi samotnie, a jego rozbawiony wyraz twarzy, gdy wymieniał niepokojące objawy tylko sugerowały, że zdecydowanie nie będą się nudzić.
- Nie jestem pewna w jaki sposób uszkodzenie słuchu spowodowane moim śpiewem zaradzi tym problemom, ale możemy spróbować. Tylko nie mów potem, że Cię nie ostrzegałam. - oznajmiła pozornie poważnym tonem głosu i przedstawiwszy się, uścisnęła jego dłoń. Wtedy też poczuła chłód, jaki bił od mężczyzny. Chłód, w sensie temperatury ciała; bo sam Cody wydawał się być przyjacielskim, interesującym człowiekiem. Uznając, że formalności mają już za sobą, bez większego zastanowienia zajęła wolne miejsce przy jego stoliku. Wcale nie dziwiła się teraz, dlaczego kufel wypełniony napojem był przez niego nietknięty. Kto będąc tak zziębniętym miał ochotę na zimne piwo? Nikt!
- Chyba wiem, co pomoże Ci się ogrzać... - mrugnęła do niego porozumiewawczo, być może nawet trochę zadziornie; kiedy obok ich stolika przechodziła jedna z kelnerek, Dani zwróciła jej uwagę na siebie, zamawiając dwa grzańce z goździkami.


RE: Kwiecień 1972 | Nadgorliwość prowadzi do rozbrajającej szczerości. | Cody & Danielle - Cody Brandon - 05.03.2023

Oto młody wampir, który od razu się ożywił gdy tylko pojawiła się na horyzoncie szansa na barwne towarzystwo. Bez najmniejszego problemu dostosowywał swój ton głosu do wesołości wkradającej się w słowa Danielle.
- Po pierwsze - nie wierzę, że ktoś o twojej aparycji może mieć cokolwiek wspólnego z nudą.- po kolei odhaczał palce i z pewnością siebie podważał każdy aspekt jej odpowiedzi.
- Po drugie: nie odmawiam pięknemu towarzystwu. Nigdy. I po trzecie: chętnie wysłucham jak zrekompensujesz utratę tak drogocennego trunku.- kilka minut rozmowy a już czuł w kościach, że może być przyjemnie i wesoło. Kolejnym skinięciem różdżki pozbył się wszelkich pergaminów i książek ze stolika, zostawiając jedynie ten wąski wazonik z pojedynczym kwiatem w kolorze rozpaczy.
- Czy to wyzwanie? Nikt nie ma prawa pokonać siły mojego fałszowania. Nie oddam ci tytułu najgorszego śpiewaka Londynu.- zbulwersował się w żartobliwym tonie zaś jego buzia odsłaniała cały arsenał białych zębów - na szczęście całkowicie normalnych. Co innego w krwawych okolicznościach… ale na szczęście nie było szkła, krwi więc nie ma co płakać nad rozlanym… a nie, trzeba opłakiwać zmarnowany alkohol.
W jego zielonych oczach błysnął zachwyt gdy obiecała, że go rozgrzeje. Zapomniał, że może mieć chłodniejsze ręce. Uśmiechał się bardzo wyczekująco i głośno jęknął, pokazując swoje rozczarowanie gdy zamówiła grzańce.
- Myślałem, że rozgrzejesz mi duszę. - prychnął a jego policzki napięły się od nieudolnie powstrzymywanego śmiechu.
- A więc Danielle. Brzmi trochę francusko.- przyjął pozę nader otwartą - łokieć zarzucił na oparcie swojego krzesła, siedząc na nim dosyć krzywo. Klatka piersiowa była całkowicie odsłonięta z muru rąk, co potęgowało wrażenie jego pewności siebie.
- Przyszłaś do pubu i… jaka była twoja pierwsza myśl gdy tylko przekroczyłaś ten próg?- zapytał, wolna dłoń opierając na stoliku. Bawił się kuleczkami kauczukowymi, które to wcześniej potraktował transmutacją. Wzrok jednak miał utkwiony w urodziwej rozmówczyni.