Secrets of London
Należy się za talerzyk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: Należy się za talerzyk (/showthread.php?tid=1059)

Strony: 1 2


Należy się za talerzyk - Heather Wood - 03.03.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Cameron Lupin - osiągnięcie Piszę więc jestem

Heather i Cameron, 25.04.1972



Skończyła pracę szybciej. Pogoda zachęcała do tego, aby spędzić trochę czasu na zewnątrz. Będąc jeszcze w biurze posłała Kafla do Camerona, miała nadzieję, że doleci na tyle szybko, że informacja, którą zamieściła na niewielkiej kartce dotrze do przyjaciela. Nabazgrała tam coś w deseń Przy tym skrzyżowaniu co zawsze, o 19. Miała nadzieję, że Lupin domyśli się tego, że chodzi jej o to, że tam się mają zobaczyć. Bystry był przecież z niego chłopak, powinien wiedzieć, o co jej chodzi.

Wiosenne, przyjemne powietrze spowodowało, że humor panny Wood był wyśmienity, do tego udało jej się wymknąć dzisiaj wcześniej, do pełni szczęścia brakowało jej tylko jednego ze swoich przyjaciół u boku. Ubrana w jeansowe dzwony i białą koszulę podążała do skrzyżowania o którym wspomniała w liście. Oby Cameron miał wolne, to by sporo ułatwiało. Kafel na pewno dotarł do niego szybko, miałby więc czas, aby udać się na miejsce spotkania.

Wood dotarła tam punktualnie, co zdarzało jej się raczej rzadko. Oparła się o jedną z kamienic. Nieopodal zauważyła zamieszanie przy jednej z reastauracji, strasznie wiele osób znajdowało się na zewnątrz, była ciekawa, co się tam dziele. Postanowiła jednak najpierw poczekać na Camerona.

Nie musiała długo czekać, ledwo się oparła bowiem dostrzegła zbliżającego się przyjaciela. Ruszyła w jego kierunku. - Cześć Camiś, strasznie się cieszę, że Cię widzę. - Przywitała go z entuzjazmem. Czyli jej plan wypalił. Wspaniale. Będą mogli spędzić razem trochę czasu na świeżym powietrzu pijąc gdzieś w krzakach tanie wino - idealne zakończenie tego cudownego dnia.

Ruszyła przed siebie z Lupinem tuż obok. - Jak minął dzień? W ogóle, czy dalej Cię denerwuje ta jędza w pracy? - Miała na myśli Florence, którą poznała podczas balu u Longbottomów. Tak się złożyło, że szli właśnie obok restauracji, przed którą chwilę wcześniej zauważyła zamieszanie. Nagle otoczyło ich kilka osób. Do Heather odezwał się jeden z mężczyzn - Madison, to Ty!- Mina Heather mogła świadczyć o tym, że nie wie, co się właściwie dzieje. - Frank i Jane czekają na Ciebie, czy to Twój partner?- Przeniosła wzrok na Lupina, jakby szukając pomocy. - No chodźcie, na co czekacie, noc jeszcze młoda, musimy się bawić, trzeba odpowiednio oblać zaślubiny młodej pary!- Heath nie odrywała spojrzenia od Camerona. Zastanawiała się, co on o tym wszystkim myśli. Skoro już ich zapraszali, dlaczego by nie spróbować wejść do środka. Alkohol i jedzenie za darmo było naprawdę dobrym argumentem.




RE: Należy się za talerzyk - Cameron Lupin - 04.03.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Cameron Lupin - osiągnięcie Piszę więc jestem

Ostatnie dni kwietnia nawet Cameronowi upływały pod znakiem względem dobrego nastroju. Wprawdzie dalej nosił na ramionach ciężar wydarzeń ostatnich tygodni, jednak każdy kolejny dzień sprawiał, że czuł, że coraz lepiej w tej nieco innej rzeczywistości. Nie obracał się tak często przez ramię, chociaż dalej z tyłu głowy kręciła mu się myśl, że mogą znajdować się pod czyjąś obserwacją. Jeśli tak było, to równie dobrze można było spytać, kogo konkretnego, gdyż poza samymi Śmierciożercami wchodziły jeszcze w grę oficjalne służby bezpieczeństwa, a nawet rodzina ich przyjaciela.

Chyba dlatego z niejaką ulgą przyjął dosyć enigmatyczne zaproszenie Heather. Zawsze potrafiła odciągnąć jego uwagę od negatywnych myśli i przekierować ją na nowe, dużo bardziej przyjemne tory. Co więcej, zgadali się w bardzo dobry dzień, bo chłopak akurat nie pracował. Udało mu się nawet ostatnio zażyć eliksiry na bezsenność, więc był nawet całkiem wypoczęty i gotowy do różnego rodzaju psot. Chociaż sytuacja na zewnątrz nie zapowiadała nagłego załamania pogody, Lupin stwierdził, że lepiej zapobiegać niż potem żałować.

Takim o to sposobem na skrzyżowaniu znalazł się w poprzecieranych od intensywnego użytku dżinsach i grubym szarym golfie. Wokół szyi miał zaś owinięty szarobury szalik, który miał na celu chronić jego wrażliwe gardło. Jeszcze tylko tego mu brakowało, żeby skończyć w łóżku z zestawem mikstur tuż przed Beltane. Nie wybaczyłby sobie, gdyby odpuścił sobie tę imprezę. Uśmiechnął się szeroko na widok przyjaciółki i porwał ją w ramiona, podnosząc do góry na kilka centymetrów, kończąc powitanie delikatnym całusem na policzku.

Siemasz. Widzę, że ktoś tu poczuł zew lata — skomentował, taksując wzrokiem białą koszulę, która znakomicie podkreślała sylwetkę Wood, kontrastując poniekąd z burzą rudych włosów. Na wzmiankę o Florence machnął ręką. — Chyba chwilowo straciła mną zainteresowanie. Mamy lekki burdel na oddziale, więc teraz męczą ją pacjenci. Ale hej, mam dzisiaj wolne, więc możemy szaleć i wyrzucić tę kobietę z głowy!

Już miał zaproponować, aby przeszli się do parku lub poszukali wrażeń pomiędzy uliczkami mugolskiej części Londynu, gdy ni stąd ni zowąd zwrócił na nich uwagę jakiś facet z tłumu. Cameron otworzył usta, chcąc momentalnie zaprzeczyć, jednak dla pewności rozejrzał się dookoła, szukając tej całej Madison. Stosunkowo szybko (jak na niego), zorientował się jednak, że tajemniczej dziewczyny mężczyzna upatruje w... Heather.

Ty to masz łeb — mruknął do ucha Rudej, ściskając lekko jej dłoń. — Wkręcić nas z miejsca na wesele, akurat w moje wolne... Mogłaś wspomnieć o tym w liście, ubrałbym jakieś lepsze ciuchy.

Przestąpił z nogi na nogę. Przeniósł wzrok na swą towarzyszkę, mierzwiąc sobie dłonią włosy.

Czemu tak się patrzysz? Uśmiechnij się do nich — spytał przyciszonym głosem. — Taka okazja nie trafia się zbyt często. Kto wie, może są dziani? Albo dziani i znani? — Zrobił krok w kierunku grupy weselnych gości. — Wczuj się w swoją wewnętrzną Madison i jedziemy z tym koksem! — Zwrócił się w kierunku mężczyzny, starając się powstrzymać drganie głosu. — S-sorry za spóźnienie. Już zaraz wchodzimy.

Może wyszło to trochę z dupy, może ich wywalą w momencie, gdy nikt ich nie rozpozna, ale może zdążą przynajmniej poczęstować się ciastkiem z bufetu lub zgarnąć flaszkę, jak nikt nie będzie patrzył? Jakby nie patrzeć, to była spora oszczędność i w razie czego mogliby się skitrać w okolicy Tamizy z winkiem. No po prostu żyć, nie umierać!




RE: Należy się za talerzyk - Heather Wood - 05.03.2023

Heath wręcz miała wrażenie, że jest trochę nazbyt spokojnie. Cisza, która w kwietniu pojawiła się w Londynie przypominała jej tą przed burzą. Wydawało jej się, że niedługo wydarzy się coś większego. Póki co jednak wolała korzystać ze względnego spokoju, a jak lepiej to wykorzystać, jeśli nie spotykając się z jednym z dwóch swoich najbliższych przyjaciół? Ostatnio raczej trudno było im się widywać we trójkę. Pracowali każdy w innym miejscu, nie tak łatwo było zsynchronizować grafiki. Szkoda, bo dobrze by im też zrobiło takie wyjście. Wiedziała jednak, że muszą być uważni i ostrożnie podchodzić do pojawiania się gdziekolwiek z Julianem. Jeszcze ktoś mógłby dostrzec podobieństwo do ich relacji z Charliem, a to mogło zaszkodzić im wszystkim.

Miała wrażenie, że ostatnio przez to, że Charlie był nie do końca dyspozycyjny trochę częściej widywała się z samym Cameronem. Bardzo lubiła jego towarzystwo, nigdy się z nim nie nudziła. Humor więc miała wyśmienity, kiedy go zobaczyła. Samo to, w jaki sposób się z nią przywitał bardzo poprawiło jej humor, chyba nie mogło być już lepiej, dopiero za chwilę miała się przekonać, że wręcz przeciwnie.

- Tak jest, jeszcze chwila i przyjdzie latko, będziemy mogli leżeć na słoneczku, pić piwko i niczym się nie przejmować.- Uśmiechnęła się na samą myśl o nadchodzącym czasie. Był to jej ulubiony czas w roku, zbliżał się wielkimi krokami.

- Za każdym razem słyszę, że macie burdel, czy to nie jest stałe?- Wolała się upewnić. Dobrze, że ta jędza nie uprzykrzała już życia Cameronowi, gdyby poskarżył się jej na nią jeszcze kilka razy, zapewne zaczęłaby się zastanawiać, w jaki sposób mogłaby mu pomóc i zrobić coś z tą całą Florence. Na szczęście interwencja nie była potrzebna - przynajmniej, jak na razie.

Już mieli iść na spacer, schować się w jakichś krzakach, sączyć tam tanie wino - tak jak lubili najbardziej, jednak ten dzień ich zaskoczył. Wood przez chwilę się wahała, jednak była to bardzo krótka chwila, szczególnie, że Cameron również uważał to za świetny pomysł - musieli skorzystać z okazji, taka nie przytrafia się zbyt często o ile w ogóle. - Nie mam łba, to przypadek.- Szepnęła do chłopaka. - Spójrz na mnie, mogłam ubrać jakąś sukienkę, kto to widział iść na zaślubiny w spodniach.- Najwyraźniej jednak tłum, który ich otoczył nawet tego nie zauważył. Cóż, nie widziała innego wyjścia, jak pójść do środka i złożyć życzenia Frankowi i Jane. Najlepiej osobno, żeby każde z nich myślało, że jest rodziną, lub znajomym drugiej strony.

Kiedy usłyszała komentarz Camerona na temat uśmiechu od razu skierowała głowę w stronę obcych i wyszczerzyła się pokazując wszystkie zęby - nie było to specjalnie urocze, ale musiała reagować szybko. - Dobra, skoro ja jestem Madison, to kim Ty będziesz?- Musieli mieć jakąś przykrywkę i dla niego. - Tak już idziemy.- Złapała jeszcze Lupina za rękę, miało jej to dodać nieco odwagi i ruszyła za tłumem. - Udawajmy, że wszystkich znamy i że mieliśmy się tu znaleźć.- Wydawało jej się, że akurat oni nie powinni mieć z tym problemu.

Kiedy weszli do środka bez problemu zlokalizowała pannę młodą, wyróżniała się na tle innych gości. Dużo większy problem miała jednak z odkryciem, kto jest jej świeżym mężem, było tu wielu facetów w garniturach. - Jak myślisz, który to pan młody?- Szepnęła Cameronowi na ucho, by nikt tego nie usłyszał.

Wood podążała za osobami, które chwilę wcześniej "rozpoznały je w tłumie", jednak w tym całym zamieszaniu na moment ich zgubiła usłyszała jednak wołanie Madison, chodźcie tutaj, macie miejsca obok nas. Kontynuowała więc wycieczkę w stronę stolika z Cameronem u swojego boku. Udało im się dotrzeć i zająć miejsca. Kiedy usiedli mieli już przed sobą nalane pełne kieliszki czarodziejskiego alkoholu, cóż wypadało się napić. Sięgnęła po ten stojący przed nią i uniosła go wysoko. - Zdrowie Jane i Franka.- Jak się bawić, to się bawić.




RE: Należy się za talerzyk - Cameron Lupin - 06.03.2023

Przewrócił wymownie oczami.

Bo u ciebie jest non stop chillera utopia, tak? — parsknął śmiechem. — Gdyby u nas w robocie był ciągle spokój, nie mielibyśmy zatrudnienia. Ty byś nie miała kogo ścigać, a ja kogo leczyć. Może nie wyglądam na materialistę, ale Heather ja... Lubię pieniądze. Lubię mieć zatrudnienie i lubię sobie kupować rzeczy. I tobie też. Nawet jeśli to tylko kebab z ostrym sosem.

Trochę się zawiódł, że niespodzianka w formie zaproszenia na wesele okazała się po prostu bardzo fortunnym zbiegiem okoliczności. Wiedział, że kiedy trzeba było, Ruda potrafiła faktycznie ruszyć głową i dokonać prawdziwych cudów, ale... Cóż. Najwidoczniej to nie był jeden z tych wyjątkowych dni. Nie miał zamiaru jednak pozwolić, aby ta informacja zepsuła mu zabawę. Bądź co bądź, nie mogli zmarnować takiej okazji.

Dobrze, nazwijmy to łutem szczęścia — stwierdził, woląc pójść na ugodę z przeznaczeniem. — To taka rekompensata od losu za ostatnie stresy. — Otaksował jej ubiór uważnym spojrzeniem, nie widząc w spodniach niczego złego. Wbił wzrok w swoje nogawki. — No i co w związku z tym? Ja też noszę spodnie. — Zmarszczył brwi, po czym objął Rudą w talii. — Nie martw się, jak się przyczepią, to powiemy, że to taka moda.

Czym się tutaj przejmować? I tak będzie lśnić równie mocno, co panna młoda, o ile nie bardziej. Poza tym, gdy miała przy sobie Camerona, który mógł w najmniej odpowiednim momencie zacząć się jąkać, ciężko było uwierzyć w to, że akurat spodnie Heather będą powodem największego zgorszenia na tej imprezie.

Brajanusz? — zaproponował bez większego namysłu młody Lupin. — Brzmi jakoś tak swojsko. No i jest ciężkie do wymówienia, więc mniejsza szansa, że nas zapamiętają.

Ostatnie zdanie dodał przyciszonym tonem, nie chcąc, aby jego sprytny plan rozszedł się po reszcie gości. Jeśli będą wiedzieli, kiedy ugryźć się w język, to mogą tutaj spędzić naprawdę zajebiste popołudnie, a może nawet i wieczór, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Wiadomo, jak wesele to alkohol, a jak alkohol, to ludzie będą go pili. A skoro będą go pili, to w pewnym momencie twarze zaczną im się zlewać, imiona mieszać i zaraz będą ich mylić z rodzeństwem panny młodej lub dawno zmarłymi rodzicami ciotki Heleny.

Co prawda to prawda, odnalezienie wśród tej gromady ludzi wybranki pana młodego nie było wielkim wyzwaniem. Bądź co bądź, jako jedyna nosiła białą jak śnieg suknie, więc siłą rzeczy wyróżniała się w tłumie. Mimo to chłopak zauważył, że po kątach kręciło się parę kobiet, które ewidentnie chciały skraść dla siebie trochę uwagi. Ich suknie były jedynie o kilka tonów ciemniejsze od sukni ślubnej panny młodej. Zazdrosna kuzynka lub siostra? Ex pana młodego? Fałszywa przyjaciółka, wciąż mająca nadzieję, że odbije faceta?

Pewnie ten najbardziej zniecierpliwiony — rzucił żartobliwie. — Tylko jednego faceta tutaj czeka noc poślubna. Powinien się jako tako wyróżniać. Wiesz, promieniować energią... ślubną... weselną... czy coś w tym stylu.

Pokręcił głową rozbawiony swoim komentarzem, starając się nie zgubić pośród innych gości, poszukujących swoich miejsc. Pozwolił Heather poprowadzić się w odpowiednim kierunku, uśmiechając się pogodnie do ich sąsiadów przy stoliku. Wystarczyło szybkie skrzyżowanie spojrzeń z dziewczyną i zrozumieli się właściwie bez słów, sięgając w tym samym momencie po kieliszki. Mimo wszystko wybałuszył jednak oczy, gdy Ruda postanowiła wygłosić toast. Cóż, przynajmniej był on krótki i treściwy.

U-udanego p-p-pżycia małżeńskiego! — dorzucił, podnosząc się lekko z krzesła i unosząc alkohol w górę, aby ten chwilę później wylądował w jego gardle. Ponownie spoczął, gładząc się po policzku, wypuszczając cicho powietrze ust.— Może to i dobrze, że przyszliśmy. Nie wiadomo, kiedy mój brat postanowi wreszcie się oświadczyć, a muszę nabrać doświadczenia. Pewnie spodobałaby mu się przemo...

Zamrugał, gdyż kiedy goście już na dobre rozeszli się do swoich stolików, mieli już całkiem dobry pogląd na główną salę. I nie ulegało wątpliwości, kto był panem młodym. Zszokowany nachylił się do przodu. Cameron otworzył usta i chwycił Heather za rękę, przenosząc wzrok z pana młodego na nią i z powrotem. Ten facet nie był przystojny, czy atrakcyjny. On był po prostu absolutnie, nieziemsko piękny. Nie z tego świata. Co więcej, zdawał się wręcz emanować przyciągającą energią na odległość, ściągając na siebie oczy postronnych. Nawet garnitur miał idealnie dopasowany. Jane wyraźnie znalazła kogoś, kto był jej równy.

Widzisz to samo, co ja? — spytał. — Cholera, nieźle trafiła. Wygląda nawet lepiej od tego Longbottoma, którego próbowali wystawić na sprzedaż. I jeszcze ten uśmiech. Nie sądziłem, że to można wyglądać tak naturalnie i tak nieziemsko. — Zmarszczył czoło, kontynuując nieco ciszej. — Ty, wygląda w sumie jak jakiś model albo aktor, co nie? Kojarzysz go skądś? Może serio się znacie.




RE: Należy się za talerzyk - Heather Wood - 06.03.2023

W sumie jakby nie patrzeć to ich praca była w pewien sposób połączona. Heath zajmowała się szukaniem sprawców, a Cameron leczył osoby, które były atakowane, czy poszkodowane w wypadkach. - Masz rację, zwracam honor!- Zaśmiała się w głos. - Zapomniałam, że w tym wszystkim chodzi o pieniądze. Wybacz mi proszę, wiesz jak jest, dla mnie to bardziej rozrywka...- Co tu dużo mówić, Heath miała hajsu jak lodu i nie do końca po to pracowała, zapomniała, że nie wszyscy mają jak ona. - Nie ma nic lepszego od wyrażenia swoich uczuć, niż kebab z ostrym sosem mój drogi. Ty naprawdę wiesz, jak zadbać o kobietę.

Nie mogła przecież tego tak o zaplanować. Nawet ona nie posiadała takich możliwości. To wszystko to był bardzo fortunny zbieg okoliczności. Miała wrażenie, że kiedy Lupin był obok przyciągał do niej same szczęśliwe sytuacje. Niczym jakiś amulet, czy talizman. Nie licząc tej ostatniej sytuacji z zapomnianym portfelem... chociaż i tak udało im się wyjść z niej z twarzą.

- Oczywiście, należy nam się to jak psu buda.- Dlaczego w ogóle przez moment się wahała? Nie miała pojęcia, Cameron jednak tak podszedł do tematu, że uważała iż postępują słusznie. - Ale Ty jesteś facetem. - Przypomniała mu, gdyby zapomniał. - Typiary chodzą na śluby raczej w kieckach, pewnie będę się wyróżniać. - Próbowała mu wytłumaczyć na czym polega jej obawa. - Chociaż są już tak najebani, że mogą tego w ogóle nie zauważyć.- Stan upojenia gości weselnych był naprawdę już dosyć mocny, miała wrażenie, że będzie im wszystko jedno, jak wygląda. - Dobra, jest to niezły argument, taka moda.- Dobrze, że miała go obok siebie, zawsze wymyślił coś mądrego. Kiedy złapał ją w tali zbliżyła się do niego jeszcze bliżej, wyglądali na całkiem dobraną parę.

Lupin był idealnym towarzyszem na imprezy, jak te. Towarzyszył jej już nieraz i zawsze była zadowolona, że to własnie on znajdował się u jej boku. Potrafił stonować jej dosyć ognisty charakter, dokładnie takiej osoby potrzebowała u swojego boku. To, że się jąkał... sama Heath w ogóle nie zwracała na to uwagi i nie uważała za żadną ujmę.

- Brajanusz- Powtórzyła po nim. Kiwnęła głową z aprobatą. - Może być, faktycznie brzmi swojsko. - Mieli plan, całkiem niezły, pozostawało teraz wmieszać się w tłum i dobrze bawić. Nie brzmiało to specjalnie skomplikowanie, powinni sobie poradzić.

Muszą przetrwać do momentu, w którym goście nie będą się kojarzyć, a patrząc na to, że już mieli z tym problem zbliżał się on wielkimi krokami. Jakoś dadzą radę, nie takie rzeczy już razem robili. Gdyby była sama, pewnie nie byłaby taka pewna, że jej się uda, jednak kiedy miała obok siebie Lupina - byli w stanie zrobić wszystko.

- Myślisz, że jest aż tak bardzo zniecierpliwony?- Czy faktycznie pan młody aż tak nie mógł się doczekać nocy poślubnej, wydawało jej się, że musiał już sprawdzić umiejętności młodej związane z tą bardzo istotną częścią życia. - Myślisz, że oni jeszcze nigdy nie ten teges? - Szepnęła do Camerona, bo trochę ją to zaczęło zastanawiać. - Myślę, że ten typ wleje w siebie dzisiaj tyle alkoholu, że nie będzie w stanie zrobić nic więcej, niż spać.- Była dosyć sceptycznie nastawiona.

No przecież nie byłaby sobą, gdyby nie wyszła przed szereg. Skoro już się znalazła wśród tych gości, to miała się zamiar zachowywać tak, jakby faktycznie była jedną z zaproszonych osób. Unieśli kieliszki równocześnie, posłała Cameronowi uśmiech - faktycznie rozumieli się bez słów. - Jedz, patrz ile żarcia jest na stole, w domu tego nie ma.- Zachęciła go jeszcze do spróbowania potraw, które przed nimi stały. - Twój brat chce się ożenić? - Odparła z nieukrywanym zdziwieniem. - Po co? - Ona sama nie do końca wierzyła w instytucję, jaką było małżeństwo.

Zauważyła, że coś zaślepiło mózg Lupina, bo nagle się zawiesił. Skierowała spojrzenie w stronę, w którą patrzył. Zrozumiała dlaczego tak się stało. - Ciekawe co zrobiła, że udało jej się go uwiązać. - Panna młoda zdaniem Heath nie dorastała temu facetowi do pięt. - Może zaciążyła, jak myślisz? - Był to jeden z głownych argumentów do brania ślubu w tak młodym wieku. - Aktor? Myślisz, jedyny aktor jakiego znam to Theodore Lovegood, całą resztę po prostu kojarzę z widzenia.- Faktycznie ten pan młody roztaczał niesamowitą aurę, sama miałaby ochotę go wyrwać.




RE: Należy się za talerzyk - Cameron Lupin - 07.03.2023

Lupin poczuł się nad wyraz zadowolony, gdy Heather zaakceptowała jego linię obrony. Była młodą, piękną dziewczyną, więc zainteresowanie najnowszymi trendami modowymi spokojnie mogło leżeć w jej naturze. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kwestionował tej wymówki. Co najwyżej, jakaś stara wiedźma mruknie coś do męża lub córki o tym, jak to się zachowuje młodzież w tych czasach.

Ja bym był — wymruczał z rozbrajającą wręcz szczerością, wykrzywiając głowę, co by lepiej widzieć twarz partnerki. — No... Jest na to szansa. Może ona czekała na tego jednego jedynego, a on oszczędzał się dla swojej Pani? — Zagryzł dolną wargę, a oczy same mu się roześmiały, gdy próbował pogrzebać w żołądku donośne parsknięcie śmiechem. Zamiast tego zacisnął wargi, uśmiechając się szeroko. — Jeśli są ze sobą od kilku lat, to mogę sobie tylko wyobrazić jego frustrację. To wesele to ostatni przystanek przed metą.

Zacmokał, kręcąc smutno głową. W sumie teoria Heather również była calkiem prawdopodobna. Z tych wszystkich emocji kłębiących się w głowach państwa młodych, kwestia nocy poślubnej mogła odejść w zapomnienie, zastąpiona przez ciągłe nerwy o to, czy na pewno wszystko zostało zapłacone, czy orkiestra dotrze na czas, wodzirej się nie upije, a wujek Johnny nie zacznie zaczepiać młodych kuzynek, rzucając przy tym na prawo i lewo rubasznymi żarciki.

W ostatniej knajpie, w jakiej byliśmy też nie — odparował, mając na myśli pewną Bardzo Drogą Restaurację w magicznej dzielnicy Londynu. Spojrzał na rozłożone na stole półmiski, nakładając sobie kilka pieczonych ziemniaków i spory kawał mięsa w sosie. — Tutaj przynajmniej patrzę i widzę, co jem, nie to, co tam. Niby dali rybę z frytkami, ale człowiek sam nie wie, czy ta ryba to na pewno ryba, a nie tryton z importu.

Na dźwięk zdziwienia w słowach Rudej, pokiwał potakująco głową, jakby to była najbardziej trywialna informacja na świecie. Cedric nie potrafił podjąć konkretnej decyzji, jednak wszyscy w rodzinie wiedzieli, że powoli zbiera się na odwagę, aby zadać to jedno brzemienne w skutkach pytanie. Biorąc jednak pod uwagę, że dogadywał się ze swoją partnerką całkiem niezłe, Cameron nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłoby się to skończyć czymkolwiek innym niż hucznym weselem. I odetchnięciem z ulgą.

Mhmm. Zabiera się do tego, jak psidwak do jeża, ale jest na dobrej drodze do celu. Przynajmniej z tego, co mi wiadomo — rzucił do Heather, a kolejne pytanie nieco zbiło go z tropu. Wbił na nią na moment wzrok, strzelając oczami to na lewo, to na prawo. — Wejście na nowy etap w życiu? Solidyfi... Ugrunto... Hmm... No takie pokazanie, że mu faktycznie zależy i chce z nią spędzić resztę życia? Poza tym Cedric jest bardziej... tradycyjny. Cecylka pewnie też skończy przed ołtarzem.

O sobie wolał nie mówić, bo w sumie, co mógł powiedzieć? Układ, w jakim żył z Heather i Charliem bardzo mu odpowiadał, jednak raczej mało kto poza ich trójką nazwałby go odpowiedzialnym życiowo. Nawet kowen, chociaż był dosyć progresywny, jeśli chodziło o poglądy społeczne, raczej by nie namaścił ich związku przed Matką. Czy potrzebowali jednak potwierdzenia od bóstwa, czy społeczeństwa, że mogą żyć razem?

Raczej nie. Poza tym teraz formalizacja ich relacji była chyba najmniejszym z ich problemów, biorąc pod uwagę sytuację Charlesa-Juliana. Oby niedługo ruszyło się to do przodu. Cameron upił nieco szampana i prawie się zakrztusił na komentarz przyjaciółki. Bezpośredniość hipogryfa kopiącego cię po jajach, pomyślał poniekąd z dumą, że doszła do tak światłych wniosków.

Może ma przyjazne usposobienie. Podobno kobiety, które pragną stabilizacji i „ciepła domowego ogniska” bardzo to kręci — rzucił przyciszonym tonem. Dziecko było jednak równie dobrą wymówką, zwłaszcza jeśli ktoś w rodzinie był religijny i szczerze wierzył, że ślub w takiej sytuacji to wymóg. — No co? Dobrze wygląda. Odnalazłby się tam. Ja mam do niego pójść potem z życzeniami, czy ty wolisz dostąpić tego zaszczytu?

Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Na całe szczęście nie wiedział, że Ruda sama z chęcią upolowałaby ten smaczny kąsek, więc chwilowo nie odczuwał zbytniej zazdrości. A poza tym nie miał większych oporów przed tym, aby podejść akurat do panny młodej.




RE: Należy się za talerzyk - Heather Wood - 13.03.2023

Cameron zawsze wspierał ją swoimi świetnymi pomysłami. Tak było i tego dnia, co ona by właściwie bez niego zrobiła? Upewnił ją w tym, że nie ma się czym przejmować i jakoś znajdą odpowiedź na ewentualne pytania dotyczące jej stroju podczas tych zaślubin. W sumie miał rację, nie ma się czym przejmować. Skoro już ją wzieli za Madison, zaprosili do środka, to wcale nie przeszkadzało im to, jak wygląda.

- Byś był? - Nie do końca spodziewała się po Lupinie takiej deklaracji. Zdziwiło ją to trochę, w końcu nie znała go z tej strony, jak widać nadal potrafił ją zaskoczyć. - Można czekać, tyle, że zobacz. Weźmiesz ślub i co jak się okaże, że do siebie nie pasujecie pod tym względem? - Bałaby się takiego rozwiązania, w końcu dopasowanie związane z miłością fizyczną też było bardzo istotne. Co jeśli mają inne temperamenty i do końca życia będą nieszczęśliwi przez to, że wcześniej tego nie sprawdzili? Sama Heath wolałaby uniknąć takich nieporozumień. - Ja tam wolę sobie nawet tego nie wyobrażać, to naprawdę musi być bolesne. - Sama myśl, że mężczyzna mógł tak czekac do ślubu... Była dla niej czymś nowym. Sama Wood była dosyć otwarta, jeśli chodzi o te kwestie, próbowała różnych rzeczy, wolała nawet nie myśleć, jak musiał się ktoś, kto musiał czekać tyle czasu.

Wood wolała nie wyobrażać sobie, jak trudny był to dzień dla pary młodej. Wszyscy zawsze opowiadali o ślubie, jako o jednym z najważniejszych dni w życiu, zastanawiała się, czy tylko ona widziała te nieco gorsze strony. Wzrok wszystkich był przez cały dzień skierowany na parę młodą, musieli zabawiać wszystkich gości, dbać o to, żeby każdy się dobrze bawił, miała wrażenie, że oni byli tak naprawdę na ostatnim miejscu - choć powinno być inaczej.

- Może lepiej nie wracajmy do wizyty w tamtej restauracji, powiedziałam matce, co sądzę na temat miejsc, które mi poleca. - Nie do końca była zachwycona elegancką restauracją, w której znaleźli się z Lupinem. Zdecydowanie ono nie odpowiadało im standardom. Tutaj mieli jedzenie pod nosami, mogli wybrać to, na co mieli ochotę, a nie zgadywać co zostanie im przyniesione, jak zdarzyło się wtedy, gdzie nie rozumieli do końca tego, co było w menu. Nazwy brzmiały bardzo mocno skomplikowanie. - Muszę się zgodzić, śmierdziała jak zdechły tryton. - Na samą myśl o tamtym jedzeniu robiło jej się niedobrze.

- W sumie dobrze dla niego, chyba? - Może i Wood miała odmienne zdanie na temat instytucji małżeństwa, ale zdawała sobie sprawę, że niektórym faktycznie na tym zależało. Życzyła im szczęścia, skoro chcieli, aby ich życie wyglądało w ten sposób, to ich wybór. - Czemu tak mu to trudno idzie? Może go kopnij, jeśli brak mu odwagi, czy coś. - Wiedziała, że Cameron, gdyby tylko chciał mógłby udzielić bratu pomocy. - Ty nie? - Zapytała jeszcze, kiedy Cami mówił o tym, jak widział przyszłość swojego rodzeństwa, bo zabrzmiało to trochę tak, jakby jego miała być inna. Ona sama raczej za kilka lat potrafiła go sobie wyobrazić jako męża. Ciekawiło ją, jak to wygląda z jego strony. Wiedziała, że raczej ich trójka ma marne szanse, żeby skończyć razem, w końcu ta relacja była bardzo nietypowa. Zdecydowanie zbyt nowoczesna. Nikt by jej nia zaakceptował. Bała się też, że kiedyś się zakończy, że będą starsi i zobaczą, że tak nie można żyć. Dlatego też martwiło ją to, że czas płynął bardzo szybko. Nie umiała sobie wyobrazić życia bez tych dwóch.

Tak, komentarze Heath często były naprawdę delikatne, takie jak ten przed chwilą. Miewała problem z tym, żeby ubrać myśli w słowa, przez co często kończyło się to na tym, że mówiła wprost. - Jak można pragnać stabilizacji? - Było to dla niej niezrozumiałe. Starała się znaleźć w tym jakieś zalety, jednak nie dostrzegła żadnej.

- Idziemy razem? - Miała wrażenie, że każde z nich chce zapoznać się z tym panem młodym, dlaczego więc nie mieliby tego zrobić.




RE: Należy się za talerzyk - Cameron Lupin - 25.03.2023

Wzdrygnął się na samą myśl o scenariuszu, który roztaczała przed nim Heather. Tkwienie w związku z kimś, kto mógł kompletnie do ciebie nie pasować w tak ważnej sferze życia, byłoby okropne. Jeszcze pół biedy, jeśli w trakcie relacji para orientuje się, że to chyba jednak nie jest to, ale na etapie, gdy ślub wchodzi w grę... To już musiało być nieco przerażające. Dla obu stron. Każde z nich musiało mieć swoje nadzieje względem tego, jak to potem będzie, a wszystko zależało od tego, czy nie tylko ich charaktery są zgodne, ale również ich ciała. Cameron ścisnął lekko rękę Wood.

Dlatego mówię, że na jego miejscu byłbym zniecierpliwiony. To musi być jakaś taka dziwna mieszanka oczekiwania, fascynacji i przerażenia, co nie? — tłumaczył ochoczo rudowłosej przyjaciółce. — Skoro już się tyle naczekał, to pewnie przetrwanie tych kilku ostatnich godzin musi być frustrujące. — Nachylił się do jej ucha, aby po chwili dodać ciszej: — Ewentualnie stracił nadzieję do tego stopnia, że już chce mieć to za sobą i przeżyć resztę życia... Przeżyć resztę życia.

Dbanie o to, aby samo przyjęcie przeminęło bez zarzutu, zdecydowanie było sporym wyzwaniem dla młodych, zwłaszcza tych, którzy nie mogli sobie pozwolić na zatrudnienie kogoś, kto zorganizowałby to wszystko za nich i zająłby się cateringiem, przygotowaniem sali, czy nawet zatrudnieniem zespołu z prawdziwego zdarzenia. Dodać do tego jeszcze ewentualne zobowiązania względem lokalnego kowenu dla co bardziej religijnych ludzi, a nagle się okazywało, że samo wesele, jak i ślub było przeznaczone dla wszystkich tylko nie dla głównych zainteresowanych. Chyba że oni czerpią z tego radość, dorzucił w myślach Cameron.

Tacy ludzie w końcu też istnieli. Niektórzy lubili mieć wszystko ułożone według własnego zamysłu i czuć satysfakcję z tego, że dany projekt udało im się doprowadzić do końca tylko przy użyciu własnych umiejętności i samozaparcia. A organizacja wesela to nie było wiele co. Jeśli to ich satysfakcjonowało, to koniec końców powinni być zadowoleni z efektów. Na razie Lupin nie miał się do czego przyczepić, chociaż może wynikało to z tego, że był to dopiero początek imprezy.

Nie oświadczę się przecież za niego, co nie? — Przewrócił teatralnie oczami, aby po chwili parsknąć gromkim śmiechem. To z koeli sprowadziło na niego wzrok kilku gości z pobliskiego stoiska. Automatycznie spoważniał, chociaż uśmiech koniec końców wypłynął na jego twarz. — Za dużo czasu w pracy. Poza tym chyba chce, żeby wszystko było „idealnie”, ale nie do końca wie, co powinien przez to rozumieć. — Wzruszył ramionami. — Jak tak dalej pójdzie, to jego partnerka oświadczy mu się jako pierwsza. Przed jakąś ważną operacją, żeby nie mógł odpowiedzieć wymijająco.

Do niedawna sądził, że Cedric faktycznie postawi w końcu na swoim, wyciągnie pierścionek i popchnie swój związek do przodu. Teraz? Zaczynał mieć lekkie wątpliwości, chociaż miał nadzieję, że przez to niezdecydowanie nie zepsuje tej relacji. Kto wie, może to Cecylka i Cameron będą tymi, którzy w końcu zmuszą brata do powzięcia faktycznych działań? W końcu rodzeństwo powinno sobie pomagać. Nawet jeśli najmłodszy Lupin znacznie różnił się od nich charakterem i stylem bycia.

Nasz los jest przesądzony — mruknął figlarnie, całując Heather w czoło, jakby była małym dzieckiem. — Chyba że wymyślą ślub dla trzech osób. Wtedy będziemy musieli się rozejrzeć za dobrą salą. O albo jakimś parkiem. Tak, żeby było na świeżym powietrzu, ale dalej w mieście.

Starał się odsuwać od siebie myśli, że ich relacja mogłaby się kiedyś rozpaść. Tak samo, jak odpychał od siebie wątpliwości związane z tym, czy w obecnych czasach może być w ogóle pewny, że cała ich trójka przeżyje dłuższy czas. Chwilami wyglądało to tak, jakby problemy same ich znajdowały, nawet jeśli starali się trzymać od nich jak najdalej.

Oczywiście — potwierdził, biorąc ją pod rękę i prowadząc na spotkanie z Ciasteczkiem... To jest panem młodym. Gdy już się do niego dopchali, Cameron złożył najszczersze gratulacje, obsypując go komplementami na temat sali, małżonki, jak i „rangi społecznej” tego wiekopomnego wydarzenia.




RE: Należy się za talerzyk - Heather Wood - 27.03.2023

Właśnie dlatego Wood uważała, że nie warto było czekać do ślubu. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem było sprawdzenie, czy para młoda jest dopasowana do siebie pod każdym względem przed tym dniem, który miał połączyć ich drogi na zawsze. Dzięki temu można było zapobiec ewentualnej katastrofie, ale to było tylko jej zdanie. Może nie świadczyło o niej najlepiej, skoro nie wierzyła, że nie można obejść się bez tego, jednak ten strach był uzasadniony. Poczuła, że Lupin mocniej ścisnął jej dłoń, wpatrywała się w niego uważnie, słuchając co ma jej do powiedzenia.

- No tak, chociaż jak dla mnie chyba przede wszystkim przerażenia. - Dodała od siebie, chociaż rozumiała podejście Camerona, a przynajmniej naprawdę próbowała zorozumieć. - Pewnie nie może się doczekać, kiedy ta farsa się skończy i będzie mógł zająć się odpowiednio swoją nową małżonką. - Wolała sobie nie wyobrażać jakie to musiało być silne pragnienie, wiedziała jednak, że gdyby to na nią padło, nie wytrzymałaby do ślubu. - Tak przeżyć, żeby przeżyć, ale co to wtedy za życie? - Powiedziała cicho do Camerona. Nie do końca popierała takie podejście, bo zdaniem Wood należało brać z życia jak najwięcej, garściami, żeby mieć co wspominać, no ale nie miała wpływu na to, jak inni mają zamiar zrobić ze swoim.

Wood nie wyobrażała sobie, że kiedyś przyjdzie jej zorganizować podobne przyjęcie. Zresztą nie można było brać ślubów w trzy osoby, także już na samym początku ją to skreślało. Nie umiałaby wybrać chyba jednego mężczyzny, z którym miałaby spędzić całe życie, szczególnie, że od zawsze w jej życiu było ich dwóch, ważnych dla niej tak samo. Gdyby ktoś wymagał od niej, że wybierze jednego z nich... nie potrafiłaby podjać decyzji, zresztą nie zamierzała tego robić, dobrze im było we trójkę w tej dziwnej, pokręconej realcji, ale jej to w niczym nie przeszkadzało. Tak właściwie póki co była też bardzo młoda, miała całe życie przed sobą. Śluby jej zdaniem były zupełnie niepotrzebne do życia, dodawały tylko problemów.

- No nie, sam powinien się za to zabrać, może wcale nie chce? - Z czego właściwie wynikała zwłoka? Nie znała jakoś głębiej całej sytuacji, więc trudno jej było dostrzec jego motywację. Śmiech Camerona był zaraźliwy, Heather nie mogła się powstrzymać, aby tuż po nim wybuchnąć głośnym atakiem śmiechu. Starała się powstrzymać, jednak to wcale nie było takie proste, nie ułatwiały tego wcale te oceniające spojrzenia skierowane w ich stronę. - Idealne... każdy ma swoją wizję tego, co jest idealne, właściwie po co dążyć do perfekcji? Przecież oświadcza się osobie, która go kocha, myślę, że jej nie zrobi różnicy forma, w sensie to w jaki sposób to zrobi. - Starała się nieco pokracznie wytłumaczyć o co jej chodzi Cameronowi. Miała nadzieję, że ją zrozumie. - To nie jest takie głupie rozwiązanie, może jej to podsuń Kami, skoro jeszcze na to nie wpadła. - Posłała przyjacielowi promienny uśmiech, nie mogła się nadal nadziwić, jaki był błyskotliwy, że też miała to szczęście, że przyjaźnił się właśnie z nią.

Przymknęła oczy, gdy Lupin pocałował ją w czoło. Zrobiło jej się po prostu miło, chociaż faktycznie ich los był przesądzony. - Tak naprawdę, nam chyba nie jest potrzebny ślub, przecież i bez tego świetnie sobie radzimy, nie sądzisz? - Wydawało jej się, że całkiem zdrowo podchodzą do tej relacji, gdyby pojawił się jakiś ślub, to niosłoby ze sobą dodatkową odpowiedzialność, jeszcze zaczeliby się kłócić i co wtedy? - Imprezę możemy zrobić i bez tego, w jakimś parku, czy na sali. - Nie było to wcale takie głupie, a zawsze znalazłaby się jakaś okazja do świętowania, dobrze by było zorganizować spotkanie ze wszystkimi znajomymi - póki jeszcze żyli.

Miała szczęście, że Cameron był taki ugodowy i zabrał ją ze sobą do Pana Młodego, aby złożyć mu życzenia. Ona również pozwoliła sobie na piękną litanię miłych słów skierowanych ku przystojemu mężczyźnie. Z bliska wydawał się być jeszcze bardziej atrakcyjny. Kiedy już skończyli składać życzenia i mieli się oddalić odezwała się jeszcze do Lupina - - Skoro już stoimy, mam propozycję nie do odrzucenia, zatańczysz ze mną Cami? - Wierzyła, że jej nie odmówi, taka okazja nie zdarzała się w końcu często.




RE: Należy się za talerzyk - Cameron Lupin - 02.04.2023

Och, wydaje mi się, że bardzo chce, pomyślał. W gruncie rzeczy Dandelion świetnie wpasowywała się w klimat lwiej większości rodziny Lupinów. Pracowita, o dobrym sercu. Jeśli Cameron dobrze kojarzył, to miała jakieś powiązania z Departamentem Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale za żadne skarby nie był w stanie sobie przypomnieć, o jaki wydział dokładnie chodziło. W każdym razie dzięki temu poniekąd dopełniała się z Cedrikiem. Jedno walczyło, a drugie leczyło. Ciekawe o kim mu to mogło przypominać...

No nie gadaj, mówisz, że zapomniałabyś moment oświadczyn? — rzucił z ironią. — Każdy jest inny, jeśli chce mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, to jego sprawa, chociaż faktycznie... Mógłby się pospieszyć. — Na jego twarzy zagościła kwaśna mina. — Jeszcze wybuchnie z tego jakiś rodzinny dramat.

Uśmiechnął się półgębkiem. Cóż, ktoś musiałby wziąć sprawy w swoje ręce, o ile jego brat okazałby się za wolny w tych kwestiach. Osobiście chłopak sądził, że Cecylia byłaby lepszą kandydatką, gdyż po prostu lepiej by się dogadała z Bagshot, ale w sumie może urokliwy stażysta również zdałby egzamin i przekonałby ją, że Cedric opóźnia wszystko z miłości i po prostu potrzebuje przysłowiowego kopa od losu, aby pociągnąć sprawę dalej? Kto wie, kto wie.

No taa. To byłoby po prostu potwierdzenie tego, co już wiemy, co nie? — rzucił ze znaczącym uśmiechem.

Zależało im na sobie nawzajem, byli sobie bliżsi niż co poniektóre rodziny. Każde z nich wiedziało, że pozostała dwójka była w stanie przenieść góry, aby tylko pomóc sobie nawzajem. Ciężko o bardziej wartościowy związek. Możliwe, że dalej jechali na oparach nastoletniej relacji, bliskości i euforii, jakiej doświadczyli w szkolnych murach, jednak teraz byli dorośli. Przynajmniej według litery prawa. Czy to cokolwiek zmieniało? Nie dla Camerona. W jego oczach niełatwo by było zniszczyć to, co ich łączyło.

Pokręcił lekko głową. Pomysł z salą i parkiem łączył się w jego głowie stricte z organizacją wesela, a nie imprezy z prawdziwego zdarzenia, gdzie muzyka grałaby do rana, po kątach ludzie podawaliby sobie szemrane substancje, a alkohol lałby się całym litrami. Gdyby faktycznie mogli zawrzeć oficjalny związek, to mógł sobie wyobrazić, że parę osób nieźle trajkotałoby im nad głową, że powinni pomyśleć nad jakimś tradycyjnym elementem, skoro ich trójka była sama w sobie tak... nowoczesna i wyprzedzająca trendy społeczne. A eleganckie przyjęcie na sali czy na wsi zdecydowanie się w to wpisywało.

Jeśli szukamy czegoś pospolitego, to Dziurawy Kocioł albo Trzy Miotły, to bardziej nasze klimaty. Kto wie, może nawet po znajomości dostalibyśmy jakąś zniżkę? — sarknął cicho, odpychając swoje myśli odnośnie do jednej z ostatnich wizyt w lokalu na Pokątnej. Skrzywił się minimalnie na wspomnienie bólu, jakiego wtedy doznał, jednak uśmiech momentalnie powrócił na jego twarz, gdy ruszyli do Pana Młodego.

Wymiana zdań z główną gwiazdą wieczoru przebiegła gładko. Na szczęście nie zadawano im zbyt wielu pytań i jedynie grzecznie przyjęto życzenia. To dobrze; nie musieli wymyślać na poczekaniu jakiejś dodatkowej historyjki, czy nawiązywać do wymyślonej biografii. Lupin był tak zaaferowany rozmową z Rudą, że zaczynał powoli zapominać ich początkowe ustalenia. Eh, co tu dużo mówić... Nie potrafił być jednocześnie czarujący i inteligentny. Mógł bardzo szybko przechodzić z jednego trybu do drugiego, jednak funkcjonowanie w obu jednocześnie? Niemożliwe.

T-tańczyć? — zająknął się, z początku zbity z tropu. Wbił wzrok w parkiet, jakby nie ufał jego stabilności, po czym stopniowo unosił wzrok, aż ten zderzył się z pełnymi nadziei oczami Rudej. — J-jak tak dalej pójdzie, t-to nie będę musiał p-płacić za lekcje tańca. W-wystarczy kilka wyjść z Tobą. N-najpierw a-aukcja, t-teraz t-to.

Wzruszył sztywno ramionami, jednak koniec końców się przemógł i poprowadził dziewczynę na bok parkietu, żeby nie wchodzili w paradę innym gościom. Jego umysł momentalnie zafiksował się na jednym, bardzo ważnym zadaniu: nie podeptać Heather. Miała wprawdzie spodnie, co wiele ułatwiało, bo materiał sukienki nie latał na wszystkie strony, ale nie trudno było sobie wyobrazić, aby Cameron w swej niezdarności odwalił jakąś manianę.

N-no to... Jak się bawisz? — spytał, kładąc dłoń na talii dziewczyny po jednym z obrotów podczas tańca. Uśmiechnął się nerwowo.