![]() |
|
[08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +---- Dział: Epping Forest (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=123) +---- Wątek: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna (/showthread.php?tid=1072) Strony:
1
2
|
[08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Samuel Carrow - 06.03.2023 Rozliczono - Brenna Longbottom - Pierwsze koty za płoty
las w okolicach LondynuMiał to być całkiem zwyczajny dzień. Jeden z wielu podobnych do siebie. Zachęcony wiosenną pogodą postanowił wyrwać się z warsztatu, w końcu i jemu należało się coś od życia. Miał ochotę złapać oddech i zaczerpnąć świeżego powietrza, na moment uciec z Londynu. Postanowił się teleportować do lasu, który znajdował się niedaleko Londynu. Był tu częstym gościem, nikt naprawdę nie zdaje sobie sprawy ile skarbów można znaleźć w lesie. Ludzie wyrzucali tutaj naprawdę dziwne rzeczy. Nie wiedział dlaczego wybierali akurat las i zaśmiecali przy tym środowisko, ale korzystał z tej okoliczności. Dzień był naprawdę całkiem przyjemny. Promienie słońca przebijały się przez gałęzie drzew, nie było to takie trudne, bo liście dopiero się zaczęły na nich pojawiać. Smauel szedł głębiej, sam właściwie nie wiedział czego szuka, jednak coś mu mówiło, żeby szedł dalej. Sięgnął po mały, okrągły kamień, który znalazł się pod jego stopami. Był tak idealnie okrągły, że nie mógł się powstrzymać od sięgnięcia pod niego. Szedł dalej, podśpiewując sobie pod nosem i podrzucając ten kamyk w ręce. Zdecydowanie humor mu dopisywał. Nagle coś przykuło jego uwagę. - W mordę Merlina, ależ skarb.- Ucieszył się ogromnie, gdy zobaczył posąg. W końcu nie zdarza się to zbyt często. Czyżby to był jego szczęśliwy dzień? Na pewno znajdzie się ktoś, kto zechce kupić taką rzeźbę. Była naprawdę realistycznie zrobiona, chyba nigdy w swoim życiu nie widział czegoś podobnego. Podszedł bliżej, aby przyjrzeć się jej z bliska. Miał wrażenie, że ona się na niego patrzy. Jakby jej wzrok go przeszywał, poczuł się trochę nieswojo. Podrapał się po głowie i przeczesał palcami swoje jasne włosy. - Co to jest.- Powiedział do siebie, miał bowiem wrażenie, że jednak nie jest to zwykła rzeźba. Miał przy sobie scyzoryk. Postanowił wyciągnąć go z kieszeni, przejechał ostrzem po posągu, jakby chciał z niego zdrapać pierwszą warstwę. Pojawiła się krew, na szczęście wybrał kawałek dłoni, a nie zaczął grzebać scyzorykiem w mniej odpowiednim miejscu. - O chuj chodzi.- Nadal gadał do siebie, nie do końca wiedział właściwie o co w tym wszystkim chodzi. Odsunął się na kilka kroków, wziął do ręki różdżkę, może magia miała z tym wszystkim coś wspólnego? Machnął nią i burknął pod nosem zaklęcie. [roll=N]Wtedy usłyszał krzyk. Odskoczył na moment, jednak posąg znowu był w miejscu. - JA PIERDOOOOLE- Krzyknął głośno. Czy miał już omamy? Czy te pierwsze promienie słońca za bardzo mu przygrzały, o co w tym wszystkim chodziło. Wiedział jednak jedno, że tak łatwo nie odpuści. Cofnął się o kilka kroków i rozbiegł, kopnął w posąg, jednak nic się nie wydarzyło poza tym, że zcząła go boleć stopa. - Kurwa jego mać. Wtedy usłyszał jednak jakiś ruch, odwrócił się na pięcie i albo mu się wydawało, albo widział kobietę. - Nic nie robię, tylko tu stoję!- Krzyknął w eter, chociaż właściwie nie wiedział dlaczego się tłumaczy. RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Brenna Longbottom - 06.03.2023 Brenna sprawdzała w podlondyńskie miejscowości, zgłoszenie dotyczące konfliktu sąsiedzkiego. Sprawa była o tyle skomplikowana, że wprawdzie tylko jeden sąsiad przyprawił drugiemu sąsiadowi ośle uszy, a ten odwdzięczył się zamianą nosa drugiego w kartofla, ale zaklęcia zostały rzucone na oczach mugola. Oznaczało to więc jedno obliviate, długie uspokajanie obu stron konfliktu, próby przesłuchania, a na końcu dwa mandaty, wobec których obaj sąsiedzi nagle zostali najlepszymi przyjaciółmi, sprzymierzając się przeciwko tym okrutnym BUMowcom. Ponieważ już w połowie interwencji była zasadniczo po godzinach pracy, kiedy reszta zabrała oślouchego i ziemniakonosego do Munga, ona uznała, że to doskonały moment na przejście się do pobliskiego lasu. Brenna zasadniczo denerwowała się dość rzadko, ale to był jeden z tych momentów, w których nie była pewna, czy powinna się wściekać, czy śmiać. Krótki spacer między drzewami wydał się jej więc doskonałym pomysłem. Tyle że, oczywiście, nawet spacer w mugolskim lesie nie mógł być po prostu spokojny. Wiosną tego roku nad Brenną ciążyło chyba jakieś fatum. Krzyk. Głośny, przeraźliwy. To nie był krzyk kogoś, kto po prostu się bawi, chce zwrócić na siebie uwagę czy przestraszył się jakiegoś zwierzęcia albo przewrócił i skręcił kostkę. Zawibrował w uszach Brenny, bo już słyszała ludzi krzyczących w ten sposób. To był skowyt, bólu fizycznego lub psychicznego. Ktoś był ranny, ktoś rozpaczał, ktoś uciekał przed śmiertelnym zagrożeniem… Natychmiast ruszyła biegiem. Wpadła pomiędzy krzaki, nie bacząc na to, że jakaś gałąź chlasnęła ją w twarz, rzepy doczepiły się do nogawek spodni, pajęczyna zaplątała we włosy. Wypadła na polanę już z różdżką w dłoni, i dostrzegła mężczyznę, również trzymającego różdżkę oraz… …posąg? A może… kobietę? Wnioski – błędne niestety – nasunęły się jej natychmiast same. Najpierw kobiecy krzyk, potem męski krzyk, a potem zastała tu mężczyznę, i jego „tylko tu stoję!”, wcale Brenny nie przekonywało, że faktycznie tylko tu stał. Odruchowo machnęła różdżką, w próbie rzucenia expelliarmusa… i kiedy czar już pomknął, w próbie pozbawienia człowieka różdżki, Brenna go rozpoznała. - Cholera! Carrow?! – zawołała. Wprawdzie nie byli na jednym roku, ani nawet w jednym Domu, ale jeśli miało się taki charakter jak ona – czyli próbowało wszędzie się pojawić, z każdym porozmawiać, i lubiło obserwować ludzi – ciężko było zupełnie nie zauważyć kogoś, z kim przez sześć lat mieszkałeś w jednym budynku. Nawet jeżeli tym budynkiem był ogromny zamek gdzieś w Szkocji. - Co tu się dzieje?! Nie opuściła jednak różdżki. Nie od razu przynajmniej, bo sam fakt, że znała Samuela, nie oznaczał jednak, że na pewno nie zaatakował tej kobiety.... (kształtowanie) [roll=PO] RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Samuel Carrow - 06.03.2023 To jednak nie były omamy. Faktycznie ktoś wybiegł z lasu. Pewnie skłonił tę kobietę do tego jego krzyk. Samuel był prostym chłopakiem, wolał od razu się skonfrontować, czy coś. W końcu przynajmniej lepiej wiedzieć, kto siedzi w krzakach. Tak, to mogłaby go tutaj obserwować, sama wyciągnąć jakieś wnioski. Nie da się ukryć, że ta sytuacja nie wyglądała dobrze. Stał sobie tutaj, z różdżką w ręku przed posągiem, który chwilę wcześniej kiedy rzucił w jego stronę zaklęcie zaczął biec przed siebie i krzyczeć, trwało to jednak zbyt krótko, żeby mógł zareagować. Wolał nawet nie myśleć, co mogła sobie wyobrażać tak kobieta, która wyskoczyła z krzaków. Bardzo źle to wyglądało. Dlaczego on zawsze musiał się w coś wpakowac? Czy raz w życiu wszystko nie mogłoby pójść po jego myśli? Nigdy nie odpuszczał, kiedy coś zwracało jego uwagę, nie byłby sobą gdyby nie dotknął tej rzeźby. Sprowadziło to na niego kłopoty. Uniósł dwie ręce do góry w pokojowym geście. Chciał przekonać do siebie kobietę, która szła w jego kierunku. Niestety chyba to nic nie dało. Zaklęcie pomknęło w jego stronę, szybko machnął po raz kolejny różdżką, nie mógł dać się przecież zaatakować, kto wiedział kim była i czego od niego chciała. Protego - powiedział pod nosem. (rozproszenie)[roll=N] Wyczarował naprawdę wspaniałą tarczę, dzięki której zaklęcie w niego nie trafiło. Gwizdnął pod nosem zachwycony swoim genialnym tworem. On to jednak potrafił, jak mu zależało. Wtedy usłyszał swoje nazwisko, kobieta go rozpoznała, dobrze, może nie będzie chciała więcej w niego rzucać czarami. Zmrużył oczy, aby zobaczyć kim właściwie jest ta niewiasta, co to wyszła z lasu. Znał twarz, ale za cholerę nie mógł sobie przypomnieć do kogo należała. Nie miał pamięci do imion. - No cześć.- Pomachał nawet jej na przywitanie. - Wiem, że się znamy, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywasz. - Posłał jej promienny uśmiech, pokazując przy tym niemal wszystkie zęby. - Co tu się dzieje?- Odwrócił się na pięcie. - Ach to...- No, nie wyglądało to dobrze. - Szedłem sobie na spacer, wiesz jak jest, piękna pogoda, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci...- Zaczął swoją opowieść od samego początku. - I nagle patrzę, kurde, posąg, w samym środku lasu, no nieźle. Wiesz, takie rzeczy nie zdarzają się często. Pomyślałem sobie, że może to być ciakawy okaz, zobacz jak jest pięknie zrobiony, oczy ma tak przerażone, jakby faktycznie była żywa.- Zachęcił Brennę do tego, żeby podeszła bliżej. - No to stwierdziłem, że obejrzę ją dokładniej. Dotknąłem jej ręki scyzorykiem, chciałem zdrapać pierwszą warstwę kamienia, a pojawiła się krew, NIE CHCIAŁEM ZROBIĆ NIKOMU KRZWYDY- Zaczął się usprawiedliwiać, skąd mógł wiedzieć, że posągi też mogą krwawić? - Wtedy uderzyłem w nią zaklęciem rozpraszajcym i jak moją siostrę kocham, ona się ruszyła, krzyczała, ale znowu zamieniła się w kamień. Wiem, że nie brzmi to najlepiej, ale musisz mi uwierzyć.- Patrzył uważnie na kobietę ciekawy jak zareaguje na jego opowieść. RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Brenna Longbottom - 06.03.2023 To „no cześć” i pomachanie sprawiło, że Brenna ani nie cisnęła kolejnego zaklęcia, ani nie prysnęła za najbliższe drzewo, by spróbować się chronić przed kontratakiem. Mimo wyraźnie przyjaznej postawy Samuela, nie opuściła jednak różdżki. Żyli w niespokojnych czasach, a po kilku latach w BUM widziała różne rzeczy. Między innymi człowieka, który zadźgał swojego przyjaciela, potem zaś spoglądał na Brygadzistów bardzo zdumiony, że chcą go aresztować, bo przecież co on takiego zrobił… …i zaatakował jednego, gdy ten tylko stracił czujność. - Brenna. Brygada Uderzeniowa – zaznaczyła. Sam fakt, że jej nie pamiętał, niezbyt ją dziwił: nie należała raczej do tych jednostek, które wpisywały się ludziom w pamięć, jeżeli nie miała z nimi bardzo wiele kontaktu. W tej chwili zresztą wolała raczej podkreślić zawód niż nazwisko. Wolną dłonią sięgnęła nawet do marynarki, wskazując na umieszczony na jej przedzie emblemat, potwierdzający przynależność do BUM. Nie poruszyła się, dopóki nie skończył mówić i nie upewniła, że przynajmniej na razie nie wyglądał, jakby chciał atakować. Dopiero wtedy przybliżyła się nieco, starając ustawić tak, by móc spojrzeć na posąg i jednocześnie nie stracić z oczu Carrowa. Rzeźba była… doskonała. Sam Michał Anioł mógłby schować się przy człowieku, który byłby zdolny stworzyć takie dzieło sztuki. Jedna noga ugięta, druga lekko uniesiona, jakby kobieta zastygła w pół ruchu. Włosy, poruszane przez pęd. Wyraz grozy wypisany na twarzy. Tyle że Brenna słyszała krzyczącą kobietę, Samuel mówił, że rzeźba krwawiła, a rzeźba była… zbyt doskonała. Zimny dreszcz przebiegł Brennie po plecach. Petryfikacja stała? Spotkanie z meduzą albo bazyliszkiem? Rezultat klątwy? Dotyk bazyliszka? Jeszcze coś innego? A może Carrow właśnie ją zaklął i tylko udawał głupiego? Kusiło ją, by spróbować odczarować dziewczynę. Jeżeli mówił prawdę, być może jego czar rozpraszający po prostu był za słaby. Tyle że nie odważyła się skupiać na zaklęciach rozpraszających, gdy nie była pewna intencji Samuela. Była sama w lesie, z mężczyzną, którego ostatni raz widziała ładnych kilka lat temu, a w świecie, w którym żyli, źle ulokowane zaufanie już niejednego kosztowało życie. - W porządku, ale będę wdzięczna, jeśli pozwolisz mi rzucić na twoją różdżkę prior incantato – powiedziała w końcu, ruchem wolnej dłoni wskazując różdżkę, którą trzymał. Wymieniła nazwę zaklęcia, które ujawniało ostatnie czary użyte przez właściciela. Jeżeli faktycznie rzucał zaklęcie rozpraszające, a nie jakąś klątwę czy czar petryfikujący, był to najprostszy sposób na upewnienie się, co do tego. I składając propozycję nie odrywała wzroku od twarzy Samuela, jakby chcąc sprawdzić, jak zareaguje na tę propozycję. - Sam rozumiesz, zdaje się, że mam tu zaatakowaną, zaklętą przez kogoś czarodziejkę i czeka mnie z tym trochę roboty. Jeśli od razu ponad wszelką wątpliwość wykluczymy cię z grona podejrzanych, potem nie będzie potrzeby ciągać cię na przesłuchania. Jeżeli propozycja się mu nie spodoba, to liczyła, że przekona go wizja uniknięcia nudnych sprawozdań zdawanych w Ministerstwie Magii. RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Samuel Carrow - 07.03.2023 Carrow zaś wydawał się niczym nie przejmowac. Schował różdżkę, nie sądził bowiem, że kobieta postanowi go znowu zaatakować skoro zaczął jej wszystko wyjaśniać. Nie do końca go obchodziło to, że czasy były niespokojne, wojna trwała i tak dalej. Kto móglby chcieć go zabić? No nikt, przecież był nikim. 0 Brygada Uderzeniowa...- Powtórzył po niej i gwizdnął z podziwem. Jakie trzeba mieć szczęście, żeby trafić w lesie na BUMowca? Ogromne. Coraz bardziej docierało do niego, że ta cała sytuacja jest naprawdę słaba. Stał przed jakimś posągiem, który to krzyczał, kiedy próbował do odczarować. Kobieta zastała go tutaj przed nim. Sam uznałby, że to jego wina. No, jak nic. Ten obrazek dokładnie tak wyglądał. Ciekawe, czy uda mu się jakoś z tego wykaraskać. Kurwa Carrow, nawet do lasu nie możesz wyjść, żeby czegoś nie odjebac. Pomyślał sobie. - Piękna odznaka, a jak błyszczy w tym słońcu...- Powiedział jeszcze, bo co mu pozostawało? Definitywnie stojąca przed nim kobieta była przedstawicielką służb, musiał wziąć to na klatę. Bał się, chociaż przecież nie zrobił nic złego, ale słyszał o wiele osób, które wpędzono do Azkabanu za niewinność. Nie chciał być kolejną z nich, przecież był młody, całe życie przed nim, musiał jeszcze znaleźć El Dorado, a nie siedzieć w pierdlu. - Jasne, obejrzyj sobie dokładnie moją różdżkę, nie mam nic do ukrycia.- Próbował sobie przypomnieć, jakie zaklęcia rzucał ostatnio, czy nie było tam nic nielegalnego, co mogłoby wyjść przy tym małym przesłuchaniu. Wydawało mu się, że nie rozrabiał ostatnio, więc nie powinien się niczego bać. Podszedł do kobiety i wręczył jej swoją różdżkę, skoro nie wierzyła mu na słowo - co było zrozumiałe, to niech sobie sprawdzi jakie są fakty. - Grono podejrzanych...- Podrapał się po głowie. Zdecydowanie nie było to coś, w czym chciał uczestniczyć i im szybciej go z tego wykluczą tym lepiej. Liczył na to, że sprzeda ten posąg i zarobi kupę szmalu, a został podejrzanym o zamianę kogoś w kamień. Świetna robota Carrow, możesz być z siebie dumny. - Czy to mnie wykluczy z tej listy podejrzanych?- Zastanawiał się, czy ma się czym martwić. Nie chciało mu się jeszcze do tego wszystkiego szlajać po ministerstwie i zeznawać, nie miał czasu na takie pierdolety. RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Brenna Longbottom - 07.03.2023 Beztroska postawa Samuela mogła dziwić albo kogoś nawet zaniepokoić. Jeśli szło o Brennę, to w tej chwili po prostu cieszyła się tym niefrasobliwym podejściem. Ktoś bardziej podejrzliwy albo uparty mógłby doprowadzić tutaj do impasu, który zakończyłby się w najgorszym wypadku pojedynkiem, w najlepszym uruchamianiem pełnej procedury w BUM. Przyjęła różdżkę Carrowa i stuknęła w nią lekko własną, mrucząc inkantację zaklęcia. Widmowa postać uniosła się z niej i zaczęła biec. Czar rozpraszający, tak jak mówił. Brenna obserwowała, jak w dymie pojawiają się kolejne trzy zaklęcia – wszystkie zdawały się użytkowe i na pewno żadne z nich nie mogło wywołać efektu petryfikacji. Na ustach Brygadzistki pojawił się więc promienny uśmiech (choć tak naprawdę wcale nie była jakoś szczególnie rozweselona: miała tu do licha wciąż ofiarę poważnego przestępstwa) i oddała różdżkę Carrowowi. - Myślę, że to w zupełności wystarczy – zapewniła. Zwłaszcza, że zasadniczo zamierzała spróbować skupić się na znalezieniu specjalistów, którzy odczarują tę dziewczynę, sprawdzić okolicę, z której mogła przywieźć, spróbować ustalić kim jest, sprawdzić to miejsce widmowidzeniem… Masa rzeczy, które nawet jeśli nie naprowadzą ich na trop prawdziwych winnych, to raczej wykluczą Sama. Ostatnio rzucone czary uspokoiły Brennę, przynajmniej w dużej mierze. Odwróciła się wreszcie do posągu. Ostrożnie przebiegła palcami po jego dłoni, ubraniu, sprawdzając fakturę oraz temperaturę. Więcej uwagi poświęciła miejscu, które niedawno krwawiło. Przyjrzała się twarzy: starała się zapamiętać rysy oraz jej wyraz. A potem machnęła różdżką w stronę rzeźby. Za pierwszym razem nic się nie stało. Za drugim... rozproszenie, próba odczarowania posągu [roll=N] ...i drugi raz. [roll=N] ...podobnie jak wcześniej Samuel: zdołała ją odczarować. Na krótką chwilę. Dziewczyna, przez chwilę żywa, ruszyła natychmiast biegiem, z jej ust wydobył się okrzyk przerażenia. Włosy i ubranie poruszyły się pod wpływem pędu, krzyk niósł się daleko po lesie. Brenna skoczyła za nią, wyciągnęła dłoń, by ją złapać... ...ale jej palce sięgnęły kamienia. Dziewczyna znów skamieniała. - Jasny szlag - mruknęła Brenna, chyba bardziej do siebie niż Carrowa. - To nie jest jakiś pertificus totalus, to wygląda na najczarniejszą magię - powiedziała, znów przesuwając się na przód posągu. - Muszę tutaj sprowadzić klątwołamaczy... Nie widziałeś tutaj kogoś poza mną? Chociaż najlepiej byłoby zabrać posąg ze sobą, ale nie znała się na teleportacji łączonej. Wyciągnęła jednak różdżkę i wymruczała "leviosa" - ale posąg nie ruszył się z miejsca. Raz, drugi, trzeci. Brak efektów. Brenna zamrugała i wycelowała w pobliski pień, gałąź, a potem skałę. Wszystkie podnosiły się na rozkaz różdżki, posąg jednak nie, więc najwyraźniej to nie tak, że Brenna nagle zapomniała, jak akcentuje się to zaklęcie... - Hm. Odporność na magię poza rozpraszającą... RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Samuel Carrow - 07.03.2023 Samuel był prostym człowiekiem. Nie szukał problemów, tam gdzie ich nie było. Może świadczyło to też o jego łatwowierności, pewnie niektórzy mogli to tak odebrać. On uważał po prostu, że bez sensu jest szukać dziury w całym. Dlatego też nie miał nic przeciwko temu, żeby Longbottom zbadała jego różdżkę, szczególnie, że nie miał nic do ukrycia i zależało mu na tym, żeby nie być łączonym z tym posągiem. Pojawił się tutaj zupełnie przypadkowo, tak jak i brygadzistka. Miał świadomość, że ktoś z boku mógł traktować jego obecność tutaj dwuznacznie, więc chciał, żeby tu i teraz wszystko zostało wyjaśnione. Niepotrzebne mu było dodatkowe zamieszanie. Jakby nie miał wystarczająco swoich problemów, jeszcze brygadziści zaczęli by grzebać w jego przeszłości i dotarli do jakichś poszlak, które mogłyby wyciągnąć jakieś stare sprawy, gdzie nie do końca legalnie przewoził różne towary. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Obserwował uważnie Brennę, gdy wzięła do ręki jego różdżkę. Nie czuł się przy tym jakoś niepewnie - w końcu wiedział, że nie zrobił nic złego, pozostawało tylko, aby kobieta również upewniła się w tym, że Carrow mówi prawdę. - Jestem czysty jak łza, nieprawdaż?- Odparł z uśmiechem na twarzy, kiedy powiedziała, że to wystarczy. Wolał się jednak upewnić, że nic na niego nie znalazła. Nie miał aż tak czystego sumienia, żeby być tego pewnym. Carrow stał z boku, pozwolił, aby kobieta teraz, jak on chwilę temu przyjrzała się bardziej tej rzeźbie, nie żeby sądził, że znajdzie coś więcej niż on. Stał kilka kroków za Brenną, przyglądał się jej oględzinom, zauważył, że wyciągnęła różdżkę. Machnęła nią raz - coś jednak nie poszło po jej myśli, wtedy powtórzyła zaklęcie, które spowodowało dokładnie to samo, co to jego. Posąg zmienił się w kobietę, która krzyczała i biegła przed siebie, trwało to jednak bardzo krótko i znowu zamieniała się w kamień. - Pojebana akcja. - Mruknął pod nosem. - Nie znam się na czarnej magii, jeśli mam być szczery.- Rzekł spoglądając na Longbottom. - No, ale tak wygląda, jakby ktoś specjalnie zrobił jej krzywdę i zostawił ją w lesie.- Ciekawe, kim właściwie była kobieta i czym tak zdenerwowała osobę, która ją zaczarowała. Pojawiały się kolejne pytania, jednak Sam nie był odpowiednią osobą, aby znaleźć na nie odpowiedzi. - Nie było tutaj nikogo, pojawiłem się ja, później Ty, no oczywiście poza tą damą, co przed nami stoi.- Zastanawiał się właściwie ile czasu już tutaj tkwi. Musiało to być naprawdę nieprzyjemne uczucie znaleźć się w takiej pułapce bez wyjścia, ciekawe, czy ktoś jej szukał, rodzina, bliscy, ktokolwiek. - Jeśli chcesz ją stąd zabrać, możemy spróbować, wiesz, że jestem specjalistą od transportu, tak to pewnie będziesz musiała kwitnąć w tym lesie dopóki nie pojawi się wsparcie.- Potrafił być też miły, kiedy miał na to ochotę. RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Brenna Longbottom - 07.03.2023 - Zawsze czyści to są ponoć Blackowie – stwierdziła Brenna. Był to rzecz jasna żart, choć wypowiedziany nieco mniej wesołym tonem niż gdyby stało się to w innych okolicznościach. – Gdybym miała zgadywać, powiedziałabym, że trafiła ją klątwa, kiedy próbowała przed kimś… albo przed kimś uciec. Nie wygląda na ranną. Longbottom obeszła posąg, a potem spojrzała w stronę, z której kobieta zapewne przybiegła. Nie widziała żadnego niebezpieczeństwa, ruszyła jednak nieco dalej, sprawdzając, czy ściółka, gałęzie, liście, wyglądały na świeżo naruszone. Musiała później sprawdzić, co znajdowało się w linii prostej od miejsca ucieczki. Tymczasem jednak wróciła z powrotem do posągu i Carrowa, wciąż z różdżką w ręku. Jego propozycja nie była głupia. Jeśli ktoś miał szansę przenieść ten posąg, to właśnie Carrow. Kto inny zapewne przy takim fenomenie… ryzykowałby rozszczepienie. Brenna obawiała się jednak, że w tym przypadku okaże się, że dziewczyny nie da się ruszyć z miejsca. - Będę wdzięczna, chociaż obawiam się, że na teleportację też będzie odporna. I nie mam zamiaru tu kwitnąć. Jest parę rzeczy, które mogę zrobić, a jeśli nic nie przyniesie efektu, a jej nie uda się stąd zabrać… Lepiej będzie, jeżeli potem tu wrócę z odpowiednimi osobami. Obróciła się wokół własnej osi, wykonując skomplikowany ruch różdżką. Kolejny czar. Złoty pył rozniósł się wokół Brenny, ogarnął posąg i Samuela, a potem opadł, kłębiąc się przy trawie na polanie. Zaczęły powoli formułować się w nim ślady. Te należące do Carrowa – pokazujące, jak wyszedł z lasu, zbliżył się do miejsca, gdzie wcześniej stał posąg. Te Brenny, wiodące z przeciwnej strony. I wreszcie samej dziewczyny, która przebiegła pewien dystans, odczarowana najpierw przez niego, potem przez nią. - Możemy spokojnie założyć, że albo ktoś zaklął ją jakiś czas temu, albo nie zrobił tego tutaj – wymamrotała Brenna i przygryzła wargę. Bo zaczynały ogarniać ją złe przeczucia. Las nie był bardzo popularnym miejscem wśród czarodziejów, to z kolei oznaczało, że ta kobieta mogła stać tu od dawna. Od dni? Od tygodni? Miesięcy? Lat? Brenna przymknęła oczy, bo poczuła, że zaczyna ją boleć głowa. Zdjęcie posągu. Akta zaginionych. Klątwołamacze. Sprawdzenie przyczyn zamienienia się w kamień. Sprawdzenie, co znajduje się w linii prostej od miejsca, gdzie stała czarodziejka – problem w tym, że jeśli ktoś po prostu zamienił ją w lesie, to nic nie znajdzie… - Poszłam na spacer i mam kolejne śledztwo – westchnęła w końcu, cicho, bardziej do siebie niż Carrowa. Ostatnio miała wrażenie, że te dosłownie same ją znajdują. I to dosłownie na każdym kroku. Na tym polegała ta praca, ale chyba nie każdego Brygadzistę praca ta znajdowała, ledwo zrobił gdzieś dwa kroki, prawda? – Spróbuj, proszę, teleportować się z nią może na krótki dystans? Nie ryzykujemy od razu starań do Londynu. Miała dziwne wrażenie, że na drugi koniec polany, który wskazała, teleportuje się jednak sam Samuel… Revalio, kształtowanie: [roll=PO] RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Samuel Carrow - 07.03.2023 - Kiedy na chwilę ją odczarowaliśmy, to tak właściwie, jakby ciągle biegła. Nadal ucieka, chyba nie wie, że jest zaklęta w kamień.- Dodał od siebie. Zastanawiało go to, czy faktycznie kobieta odzyskuje przytomność i świadomość tylko w momencie, w którym zostaje trafiona zaklęciem rozpraszającym, czy gdy jest w kamiennej formie to również wie, co dzieje się wokół niej. Zdecydowanie bardziej fortunne byłoby to, gdyby nie zdawała sobie z tego sprawy, przecież tak to mogłaby zwariować. Każdy by zwariował, gdyby był zakmnięty w czymś takim i wiedział, że nie może nic z tym zrobić. Longbottom nie stała w miejscu. Widać było, że pali się jej do pracy, bo co chwilę szukała czegoś w okolicy. Sam chociażby chciał, to nie miał pojęcia, w jaki sposób mógłby jej pomóc - wybrał więc najbaezpieczenijszą opcję po prostu nie przeszkadzać, wychodziło mu to całkiem dobrze. - Jasne, macie tam u siebie pewnie jakichś specjalistów od takich cudów.- Chciał się zapytać, czy często spotyka kobiety zamienione w kamień, ale ugryzł się w język. Nie ma co bez powodu denerwować pani brygadzistki. Kobieta znowu zaczeła odprawiać jakieś czary, dzięki którym na polanie pojawiły się ślady. Sam był pod wrażeniem, sam nie znał takich zaklęć - w końcu nie były mu one do niczego potrzebne. Przyglądał się więc uważnie Brennie, imponował mu sposób w jaki pracowała. - Jeśli nie zrobił tego tutaj, to w jaki sposób ją tu przyniósł?- Rzeźba nie była lekka, nie tak łatwo też jego zdaniem było się z nią poruszać, bo zwracała na siebie uwagę. Może więc jakaś transmutacja? Tylko, jeśli Brenna sugerowała, że nie działa na nią żadna magia poza jakąś specjalną, to chyba i transmutacja też się nie sprawdzała. Zauważył, że kobieta na moment przymknęła oczy. Nie do końca wiedział, czym to było spodziewane. Musiała zaczerpnąć oddech? Próbowała znaleźć jakieś rozwiązanie? Usłyszał też, co tam sobie mrukneła. - To trochę jak ja, poszedłem na spacer i jak zawsze musiałem się wpierdolić w jakieś gówno.- Odparł do niej z uśmiechem. - Wejść, przepraszam za słowo...- Nie wypadało chyba klnąć w towarzystwie brygadzistki, musiał się bardziej pilnować. - Jak sobie Pani życzy, próbujemy!- Powiedział jeszcze grzecznie i znalazł się tuż przy rzeźbie. -Zapraszam pania na wycieczkę- Powiedział jeszcze do posągu i złapał go za dłoń. Skupił się, a po chwili pojawił się w miejscu, o którym mówiła Longbottom, tyle, że sam. - Miałaś rację, nie działa.- Nieco się rozczarował, myślał bowiem, że się do czegoś przyda, a wyszło, jak zawsze. RE: [08.04.1972] Stanie Zoi || Samuel i Brenna - Brenna Longbottom - 07.03.2023 - Owszem. Musi obejrzeć ją klątwołamacz. I ktoś z Biura Aurorów, znają się na czarnej magii – powiedziała Brenna, ponownie obchodząc posąg. Sprawdzała, czy ten nie ma jakichś kieszeni albo czegoś nie niesie. Albo czy nie zobaczy znaków charakterystycznych. – Nie musiał jej tu przenosić. Widzę przynajmniej kilka możliwości. Klątwa mogła zostać rzucona z pewnej odległości, jeżeli rzucający ją miał odpowiednie komponenty. Mogła zostać rzucona z bliska, ale kawałek stąd, zadziałała jednak z opóźnieniem. Dziewczyna zdążyła przebiec jakąś odległość, zanim zamieniła się w kamień. I wreszcie… Brenna spochmurniała. Ostatnia możliwość była najgorsza. I oznaczała, że znalezienie winnego albo odczarowanie tej kobiety będzie prawie niemożliwe. - Posąg stoi tu od lat, w tym czasie ktoś poza nami próbował ją odczarować i przebiegła pewien dystans dokładnie tak, jak w wypadku naszych czarów – dokończyła niechętnie. Jeżeli kobieta stała tu od dawna, istniała spora szansa, że jeden czy dwóch czarodziejów już ją znalazło. Mogli nawet użyć rozproszenia kilkakrotnie i w efekcie dziewczyna oddaliła się już dawno od miejsca, w którym doszło do zamiany w kamień. - Spokojnie, na przekleństwa nie ma jeszcze paragrafu – roześmiała się tylko, kiedy przeprosił i szybko poprawił pierwotną wypowiedź. Wprawdzie kobieta urodziła się w rodzinie, gdzie przeklinano rzadko, ale w Biurze Brygady i mając styczność z mętami z Nokturnu naprawdę już nasłuchała się w swoim życiu tego i owego. Brenna nie uważała, że to co robi, zaklęcia, jakich używa czy wnioski, jakie stawia, były imponujące. Ot to była jej praca. Miała swoje specjalizacje, tak samo jak Samuel miał swoje. Jak teleportacja. Tym razem jednak moc spoczywająca na kamieniu okazała się silniejsza niż wrodzone zdolności Carrowów. I chociaż Longbottom się tego spodziewała, musiała zdusić odrobinę rozczarowania. Możliwość przeniesienia posągu wiele by ułatwiła. - Szkoda. Dziękuję za pomoc. Myślę, że możesz wracać albo iść na spacer, czy co tam planowałeś, tu wiele się na razie nie zrobi – westchnęła tylko. Nie było sensu trzymać tu Carrowa, a ona sama chciała spróbować jeszcze widmowdzenia, zanim się aportuje… nie od domu, niestety, a do Biura, zdać sprawozdanie z przedziwnego znaleziska. Choć wątpiła, czy zobaczy coś istotnego. |