Secrets of London
[3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella (/showthread.php?tid=1087)



[3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 11.03.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - Piszę, więc jestem
Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem

- 3 sierpnia 1969 -
Mieszkanie Anne Borgin (i jej syna, który nie może się od roku wyprowadzić)


Londyn 29.07.1969
Stello,
Odkąd przyszłaś do mnie tamtego dnia rano, nie mam życia w domu. Matka uparła się abym Cię zaprosił do nas na obiad. Starałem się ją zbywać tak długo jak tylko mogłem, jednak bezskutecznie. Zagroziła mi eksmisją z domu. Błagam. Pomóż.
Jeżeli się zgodzisz to przyjdź do nas w tę niedzielę (3 sierpnia) około godziny 12.

Ściskam czule,

Stan

Życie Stanleya, odkąd bez zapowiedzi odwiedziła ich Stella, nie należało do najprostszych. Anne nie dawała za wygraną i wręcz maltretowała syna o to, aby zaprosił tę dziewczynę do nich na obiad. Dlaczego jego rodzicielka chciałaby aby panna Avery zjadła z nimi obiad? Czy miało to związek z tym jak tamtego dnia zachowywała się w stosunku do Stanleya? Może chciała się czegoś dowiedzieć? A może po prostu fakt, że po raz pierwszy jak sięga pamięcią w drzwiach do ich domu stanęła kobieta, a nie Samuel, który odprowadzał pijanego Borgina. Prawda była taka, że nic ich nie łączyło, bo jak to sama określiła są tylko znajomymi.

Borgin próbował za wszelką cenę zbyć matkę z tego pomysłu. Próbował jej wytłumaczyć, że to nie ma żadnego sensu. Że Stella jest zajęta i zapracowana. I że w ogóle nie ma czasu, bo terminarz zajęty ma do końca roku. Jednak to wszystko na nic. Anne pozostała nieugięta do momentu kiedy zagroziła Stanleyowi ekmisją z domu jeżeli nie spełni jej prośby.

Tego było już za wiele i co gorsza nie mógł sobie pozwolić na przymusową przeprowadzkę. Został przyparty do ściany. A co gorsza nie było innej możliwości jak zaproszenie Avery na tej przeklęty obiad. Że też matka musiała być wtedy w domu pomyślał.

Anne nie zdawała sobie chyba sprawy z tego, że Stanley musiał stanąć niemal na głowie, aby ratować tę znajomość, a ona teraz za wszelką cenę starała się ją zniszczyć. Przecież to będzie całkowita kompromitacja jego osoby jeżeli do tego spotkania dojdzie. Wszystkie najgorsze rzeczy o nim ujrzą światło dzienne. Jak on później będzie mógł spojrzeć Stelli w oczy?

Od momentu w którym matka zagroziła mu wyprowadzką, starał się chodzić po domu jak duch, aby nie zwracać na siebie uwagi. Liczył, że może Anne zapomni o jego istnieniu, a on tym samym nie będzie musiał pisać tego listu. Nic bardziej mylnego. Jego rodzicielka nie miała zamiaru zapominać o swoim własnym dziecku i codziennie mu przypominała o tym, aż do pewnego feralnego wtorku w którym nie miał już wyjścia.

- Stanley widziałam cię - powiedziała Anne, przygotowując składniki do uwarzenia kolejnego remedium - Zaprosiłeś Stelle na obiad, tak jak ci o tym mówiłam? - spojrzała na niego z nożem w ręku.

- Nie. Nie miałem czasu. Zresztą ona też nie ma. Zapracowana jest - odparł jej, przybierając swoją taktykę obronną.

- Ostrzegałam cię tyle razy Stanley - pogroziła synowi nożem - Jeżeli dzisiaj tego nie zrobisz. To jutro możesz do domu nie wracać - ostrzegła - Mówię całkowicie poważnie.

Żarty się skończyły. Anne miała dość zbywających zagrywek swojego dziecka. Borgin wiedział, że teraz znalazł się w całkowitej sytuacji bez wyjścia. Albo grozi mu eksmisja z domu albo upokorzenie przed Stellą. Musiał się zdecydować na jedną z tych dwóch opcji. Ta pierwsza, pozbawiała go dachu nad głową. Może i było go stać na mieszkanie czy inny jakiś inny pokój. Ale nie posiadał wystarczająco dużo czasu, aby się tym domem pojedynczo opiekować. Z drugiej strony była opcja całkowitego zniszczenia reputacji przed panną Avery. Te wszystkie tygodnie starań miały właśnie zostać utracone.

Oby mi tylko wybaczyła błagam w myślach, pisząc do niej list. Niestety opcja numer dwa wygrała. Nie mógł sobie pozwolić, aby wylecieć z domu. Liczył, że Stella będzie wystarczająco wyrozumiała dla niego w zaistniałej sytuacji.

Napisał list i wysłał go jeszcze tego samego dnia. Opisał w nim pokrótce jak wygląda sytuacja. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wychodził na nim bardzo źle. Niestety nie miał innej opcji.


Niedziela przyszła bardzo szybko. Szybciej niż mógłby się spodziewać. Tak jak przy ich ostatnim spotkaniu w tym mieszkaniu na strychu, nie było mu dane pospać. Od samego rana czekały na niego same bojowe zadania. Tych zadań była masa, bo przecież przychodzi gość - znajoma Stanleya. Wielkie rzeczy. Ciekawe czemu nigdy nie robiła takich porządków i uczty jak Samuel miał przyjść na kilka piwek?

- Obrus świeży położyłeś? - zapytała syna krzątając się po kuchni.

- Położyłem. Sztućce też już rozłożyłem. Wszystko jest w pełni gotowe - odparł.

- A koszulę sobie wyprasow… - zadała pytanie, jednak przestała mówić kiedy usłyszała dzwonek do drzwi - No idź już. Otwórz drzwi. To na pewno ona - wyszła z kuchni wręczając Stanleyowi jeszcze bukiet z kwiatów.

Borgin wziął te kwiaty od niej i pokręcił głową z niedowierzaniem. Po co ta cała szopka? Przecież Avery znała go z jego najgorszej strony jaką tylko posiadał. Przyszedł do niej pod dom robić chryję, aby go tylko wpuściła i mu wybaczyła, a teraz miał paradować z jakimiś kwiatkami dla niej?

Zatrzymał się na sekundę przed lustrem, aby poprawić po raz ostatni fryzurę. Musiała być nieskazitelna i ruszył w kierunku drzwi. Wyglądał jak standardowa wersja siebie. Buty galowe, spodnie garniturowe i nieskazitelnie biała koszula z krawatem. Tym razem jednak zamiast płaszcza, miał na sobie założoną czarną marynarkę.

- Cześć - rzucił szybko do dziewczyny, a potem rozejrzał się czy gdzieś niedaleko nie podsłuchuje Anne - Jak chcesz to jeszcze możesz pójść. Ja to jakoś odkręce. Naprawdę. Jeszcze nie jest za późno - pokiwał głową do niej. Spróbował swoich sił aby przekonać Stellę do tego, aby jednak zawróciła na pięcie i wróciła do siebie.

Usłyszał kroki z kuchni, które mogły świadczyć tylko o jednym - Anne nadciąga. Wiedział, że jego próba właśnie spełzła na niczym. Stanley musiał się ratować.

- Proszę to dla ciebie - powiedział wręczając kwiaty pannie Avery.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stella Avery - 12.03.2023

List, a może błaganie o pomoc? Trudno było stwierdzić jednoznacznie. Otrzymała od Stanleya korespondencję w której prosił ją o to, żeby pojawiła się u niego, a raczej u niego i jego mamy na obiedzie. Prośba brzmiała dosyć dramatycznie, w końcu eksmisja wydawała się być poważną sprawą. Oczywiście, że nie zamierzała odmówić. Nie po tym, jak pojawiła się w mieszkaniu Borgina cała roztrzęsiona. Musiała się tam zjawić, wypadałoby, żeby pojawiła się i zrobiła nieco lepsze wrażenie. W końcu pierwsze spotkanie z jego matką było dosyć dramatyczne, przynajmniej z jej strony. Anne wydawała się być wtedy bardziej spokojna od niej.

Nie do końca jednak wiedziała, kim ma być podczas tego spotkania. Potrafiła się dostosować, grać, jeśli wymagała tego okazja. Przedstawiła się jako znajoma Stanleya, jednak czy była tylko znajomą? Trudno jej było odpowiedzieć na to pytanie. Zaczęła go traktować, jako kogoś więcej, może mogła już go nawet nazwać przyjacielem, sama nie do końca potrafiła określić kim dla siebie byli.

Stella zdecydowała, że pojawi się u Borginów trzeciego sierpnia. Nie miała zamiaru odmówić, tym bardziej, że Stanley brzmiał jakby naprawdę potrzebował tego spotkania. Podejrzewała, że nie chodzi o niego. Miała świadomość, jakie bywają matki, czasem coś zobaczą i lubią co nieco dopowiedzieć. Nie dają wtedy spokoju. Zamierzała dać Pani Borgin to, czego oczekiwała. Nie mogła zawieść Stanleya. Szczególnie, że on sam pomógł jej ostatnio w kilku sprawach. Miała wrażenie, że ostatnio coraz lepiej się dogadują, naprawdę go lubiła i zależało jej na tej znajomości. Był to jeden z powodów dla których nie zamierzała odmówić. Do tego wszystkiego wydawało jej się, że jako jeden z nielicznych nie spogląda na nią przez pryzmat tego, kim ona jest - co również było dla niej bardzo ważne.

Wstała tego dnia dosyć wcześnie. Miała dużo czasu na to, żeby przygotować się do nadchodzącego spotkania. Musiała zastanowić się nad tym, jak się ubrać. Było to naprawdę ważne, w końcu wizyta była dosyć oficjalna, ale jednak nie tak bardzo jak jej wszystkie występy. Musiała znaleźć równowagę. Wybrała białą sukienkę w drobne, różowe kwiaty, która sięgała jej za kolano. Nie wypadało, żeby świeciła zadkiem. Włosy związała w wysoki koński ogon, żeby nie wlatywały jej do talerza i oczu. Umalowała się jeszcze bardzo delikatnie, w przeciwieństwie do tego, jak wyglądała podczas ostatniej wizyty w ich domu. Była gotowa do wyjścia. Nie stresowała się specjalnie tym spotkaniem, Stella nie miała problemu z tym, żeby odnaleźć się w każdej sytuacji.

Nim jednak udała się na Aleję Horyzontalną zahaczyła jeszcze o cukiernię. Nie wypadało, żeby szła w gości z pustymi rękoma. Pomyślała, że najodpowiedniejszym prezentem będzie ciasto - chyba każdy lubił słodycze. Wybrała niewielki tort czekoladowy, w końcu mieli spędzić ten czas tylko we trójkę.

Udało jej się dostać na Aleję Horyzontalną bez żadnych przeszkód. Zdecydowanie trwało to jednak dłużej niż ostatnim razem, kiedy to biegła tak, że mogłaby wyzionąć ducha. Jednak teraz nie musiała się martwić tym, że ktoś może chcieć ją zabić. Borgin pilnował jej tej pierwszej nocy po pamiętnym śnie i to nie wróciło. Musiało być jednorazowe, także mogła przemieszczać się spokojniej, bez niepotrzebnego stresu.

Pojawiła się przed drzwiami na poddaszu i zastukała, dzisiaj zdecydowanie było to mniej efektowne wejście niż ostatnim razem, kiedy to dobijała się do drzwi krzycząc w głos imię mężczyzny, który tam mieszkał.

Nie czekała długo, Stanley otworzył jej drzwi chwilę po tym, jak do nich zapukała. Usmiechnęła się ciepło na przywitanie, choć nie do końca wiedziała, dlaczego została zaproszona na ten obiad. W tej chwili było to jednak mało istotne. - Cześć, elegancki, jak zawsze. - Skomentowała jeszcze jego wygląd. Chciała być miła. Tak po prostu. Musnęła jeszcze delikatnie ustami jego policzek na przywitanie. - Nigdzie się nie wybieram. Powiedz tylko kim mam być dla Ciebie podczas tego obiadu. - Nie miała pojęcia, w jaki sposób nakreślił ich znajomość swojej matce, wolała wiedzieć czego od niej oczekiwał, żeby nie popełnić jakiegoś błędu, tym bardziej, że zależało od tego to, czy będzie dalej tu mieszkał. Brzmiało to poważnie. Sama w końcu nie umiała stwierdzić kim dla siebie są, nie padły żadne deklaracje, wiedziała tylko tyle, że zaczyna jej na nim zależeć, ale też nie miała pojęcia, czy powinna to okazywać, w końcu nie do końca zdawała sobie sprawę, co on czuje.

Dopiero kiedy wspomniał, że ma coś dla niej zauważyła kwiatki. Przesunęła do nich nos, żeby zobaczyć, jak pachną. - Dziękuję, ale nie trzeba było. - Miała wrażenie, że było to najbardziej oficjalne spotkanie z tych wszystkich, które mieli już za sobą. Wręczyła mu do rąk tort, który przyniosła. - Będziemy się dzisiaj świetnie bawić. - Szepnęła mu jeszcze do ucha, żeby trochę podbudować swoją i jego pewność siebie.

Weszła do środka. Gotowa stawić czoła wyzwaniu, nie takie już rzeczy robiła w swoim życiu. Powinna sobie poradzić bez większego problemu. - Dzień dobry Pani! - Przywitała się, gdy tylko drzwi się za nią zamknęły. - Pięknie Pani wygląda. - Odparła jeszcze do kobiety. Musiała być miła i zrobić na niej dobre wrażenie, szczególnie, że zależał od niej los Stanleya. - Przyniosłam tort czekoladowy, myślę, że wszyscy za nim przepadają. - Może powinna wziąć ze sobą jeszcze jakieś wino, jednak nie pomyślała. Trudno, nie było chyba jeszcze, aż tak źle. Nie ma co się nad tym zastanawiać, ruszyła w stronę stołu, gdzie powinna zająć miejsce.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 12.03.2023

Stanley stał wryty jak w ziemię, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. I to bynajmniej nie chodziło o to, że chwilę temu Stella przekazała mu ciasto czekoladowe. Avery zawsze wyglądała jak milion galeonów… Ale dzisiaj przeszła samą siebie w tym wszystkim. No i jeszcze ten buziak w policzek. Można by to określić jednym stwierdzeniem - chłop w szoku. Całkowicie odcięło mu myślenie i zamroczyło go. Prawie wtedy kiedy spotkali się po raz pierwszy. Czyżby jej urok zawsze na niego działał?

Kiedy dziewczyna przeszła w głąb mieszkania, aby przywitać się z jego matką, on się nie ruszył. Jedyne na co było go stać to lekkie obrócenie się i przyglądanie się całej sytuacji… Albo Stelli? Podparł się prawą ręką w pasie, a jego mina samoistnie ukazała to co teraz przeżywał - zaskoczenie. Całkowicie pozytywne zaskoczenie. Miało to na niego taki wpływ, że aż wyłączył się ze świata żywych do momentu w którym poczuł, że Stella mu się przygląda.

Szybko obrócił się z powrotem, aby zamknąć drzwi do mieszkania i również udał się w głąb. Nie zwlekając ani chwili dłużej ruszył w kierunku kuchni, aby odłożyć tam tort.

- Dzień dobry kochanie - przywitała się Anne, wychodząc zza rogu -Przestań dziecko. Ty wyglądasz dużo ładniej. Spójrz tylko na siebie. Bardzo ładna sukienka - odwdzięczyła się komplementem - Nie trzeba było się tak fatygować złoto. Ale bardzo miło, że pomyślałaś - uśmiechnęła się do dziewczyny - Mówiłam Stanleyowi aby poszedł rano po kawałek jakiegoś ciasta to nie... Wolał się wylegiwać na tej kanapie - pokręciła przecząco głową w kierunku syna kiedy ten wrócił z kuchni, a następnie odwróciła się i spojrzała na zegarek.

- Jesteś sporo przed czasem - stwierdziła - Ale to nie problem. Usiądź sobie. Za niedługo wszystko będzie gotowe - ruszyła w kierunku kuchni, aby dokończyć to co zaczęła - Gdyby tylko ten mój syn potrafił się nie spóźniać... - zerknęła na swoje dziecko kiedy mijali się po drodze. Zapewne gdyby miała przy sobie teraz szmatkę, to zdzieliłaby go przez łeb za ten jego wzrok mówiący naprawdę musisz? Odpowiedź to tak - musiała.

Wszystko wskazywało na to, że Anne polubiła Stellę. Może dlatego, że zawsze chciała mieć córkę zamiast syna i w dodatku Avery w porównaniu do Stanleya wydawała się taka... ludzka? A na pewno była kimś kim pani Borgin chciała aby został jej syn. Nigdy nie podobały jej się jego zainteresowania, a tym bardziej jego znajomi. Dodatkowo Stella się nie spóźniała, była obrotna i nie wyglądała jakby lubiła brutalność. Czyli całkowita odwrotność młodego Borgina.

Kiedy tylko jego rodzicielka zginęła w kuchni, podszedł szybkim krokiem do panny Avery i złapał ją za rękę, zanim zdążyła usiąść - Żebyśmy mieli jasność. Ja jej nic nie nagadałem. To ona sobie coś tam ubzdurała - wyjaśnił. Nie wiedział jak ma się odnieść do jej słów ”Powiedz tylko kim mam być dla Ciebie podczas tego obiadu”. Przecież tak naprawdę byli tylko znajomymi, kumplami. Niczego więcej nie było między nimi. A może? Na pewno nie oficjalnie - Wiesz… Umm… - zaczął drapać się po szyi i odwrócił wzrok jak to miał w zwyczaju trudnych tematów - Trzebą ją… Um… No wiesz… - zaczął wskazywać palcem na siebie i na Stellę. Zrobił tak kilka razy. Nie miał zielonego pojęcia jak ma to ubrać w słowa, aby dobrze na tym wyjść. Tak naprawdę to nie dokończył zdania, przez co mogło dojść do nieporozumienia. Gest, który wykonał chwilę wcześniej mógł świadczyć tylko o jednym. Chociaż Stanleyowi raczej chodziło o to drugie.

Najgorsze w tym wszystkim, że nie miał pojęcia co sobie wymyśliła jego matka. Nie chciał zrobić jakieś wtopy i tym samym narażać Stellę na cokolwiek albo wymuszać na niej udawanie czegokolwiek. Z drugiej strony zaczął podejrzewać, że może to całe spotkanie jest ukartowane przez obie kobiety znajdujące się w tym domu. A co jeżeli spotkały się gdzieś prywatnie i wszystko to sobie wymyśliły, aby wymusić na Stanleyu jakieś kroki albo działania?

Całość jednak sprowadzała się do tego, że Borgin zaczął po prostu panikować, a cała sytuacja uciekała mu spod kontroli. Najgorsze w tym wszystkim, że kontrolę nad nią utracił w momencie w którym poddał się i zaprosił Stelle do nich na obiad. Teraz został na całkowitej łasce obydwóch dam.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stella Avery - 12.03.2023

Avery nigdy nie wiedziała, czy to urok wiły, czy po prostu jej własny, chociaż właściwie, czy nie było to też w pewien sposób połączone? Zastanawiała się na ile jest prawdziwe to, w jaki sposób odbierali ją ludzie. Właściwie to wolała tego nie sprawdzać, jeszcze by się rozczarowała. Była nauczona wykorzystywania swoich nietypowych umiejętności w życiu codziennym i nie tylko. Czasem zdarzało się to przypadkowo, przez to dochodziło u niej do rozważań, czy ktoś faktycznie za nią przepada, czy to iluzja.

Zauważyła, że Borgin zamarł? Stał przy tych drzwiach zupełnie bez słowa. Wpatrywał się w nią, czuła na sobie jego wzrok. Nie miała pojęcia dlaczego. Czy zrobiła coś nie tak? Naprawdę starała się, żeby wszystko szło gładko. Może jednak nie było to takie proste? Czekała, aż podejdzie bliżej, nie odrywała od niego wzroku. Miała nadzieję, że uda im się porozmawiać choć przez chwilę, żeby wiedziała na czym stoi. Sama prośba, żeby się tutaj pojawiła wydawała się brzmieć dosyć błagalnie, zamierzała to odbębnić, żeby nie sprawiać mu problemów, potrzebowała jedynie dyrygenta, który jej powie, jak ma grać.

Rozmowa z panią Borgin, była dosyć zabawna. Kobieta zdecydowanie nie miała dobrego zdania o swoim synu, Stella mogła by jej szepnąć kilka słówek o tym, że Stanley wcale nie jest taki zły i naprawdę dobry z niego chłopak, ale wolała nie wdawać się w dyskusję. Widać było, kto rządzi w tym domu i to zdecydowanie nie był mężczyzna, którego znała, teraz właściwie bardziej wydawał jej się chłopcem, dosyć bezbronnym przy swojej mamie. - To żadna fatyga. - Posłała kobiecie ciepły uśmiech. - Nie wiedziałam, że z niego taki leń.- Skomentowała jeszcze temat leżenia na kanapie, odwróciła wtedy wzrok, żeby spojrzeć na mężczyznę. Mógł zauważyć, że na jej twarzy malował się uśmiech. Będzie jej dane dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy od jego matki, czy zamierzała to wykorzystać? Być może.

- Przepraszam, trochę się pospieszyłam, nie znoszę się spóźniać. - Powiedziała jeszcze do kobiety. Faktycznie tak było. Avery bardzo ceniła zarówno swój czas jak i innych. Przywiązywała wagę do punktualności.

Pani Borgin wyszła z pomieszczenia i udała się do kuchni, to był chyba odpowiedni moment, żeby przedyskutowali wszystko. Ustalili jakiś plan działania, o ile właściwie był taki potrzebny. Nie zdążyła usiąść, bo Stanley pojawił się tuż obok niej i złapał ją za rękę. - Jasne, ubzdurała sobie sama, może być. - Nie odrywała swoich brązowych oczu od jego twarzy. Matki tak miały, że czasem lubiły sobie nieco dopowiedzieć. Tyle, że tutaj też nie do końca wiedziała, co Stanley mógł powiedzieć swojej rodzicielce, właściwie to mógł też nie mówić nic. Wydawało jej się, że chyba też powinni sobie wszystko wyjaśnić po tym obiedzie, żeby nie było między nimi niedopowiedzeń.

Widziała, że mężczyzna zdecydowanie nie panuje nad sobą. Chyba się trochę zestresował tym spotkaniem, w przeciwieństwie do niej, była naprawdę spokojna. W ogóle się tym nie przejmowała. - Wyduś to z siebie. - Powiedziała jeszcze do niego. Dużo prościej byłoby im dojść do porozumienia, gdyby jakoś udało mu się ułożyć zdanie.

- Hej, spokojnie. - Musiała jakoś pomóc mu się opanować, nie sądziła, że jej obecność w tym domu wzbudzi takie zdenerwowanie u Borgina. Ścisnęła mocniej jego dłoń. - Przejdziemy przez to, razem. - Szepnęła cicho, żeby przypadkiem nie doszło to do Anne. - Twoja mama będzie zadowolona, a chyba o to chodzi, co? - W końcu w liście zdecydowanie przedstawił to spotkanie, jako takie, które miało uszczęśliwić jego matkę. Po to się tu zjawiła.

Sama Stella czuła, że nie mogła mu odmówić z racji na to, ile razy to on jej pomógł. Trochę sama sprowadziła na niego tę sytuację pojawiając się tutaj pewnego lipcowego poranka. Musiała się odwdzięczyć. Właściwie to może nawet chciała tutaj być, przy nim i poznać jego matkę trochę bliżej, chociaż czy on chciał tego samego? Tego nie potrafiła stwierdzić.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 12.03.2023

Nie miał pojęcia jak powinien to wytłumaczyć Stelli. Nie wiedział też jak sam powinien się zachować w tej sytuacji. Całkowicie go przerosła. Praca w ministerstwie była pikusiem przy tym co się aktualnie działo.

- Tak. Spokojnie. Masz rację - przytaknął ale wcale się nie uspokoił. Miał 1000 myśli na raz. A co najgorsze, większość z nich chodziły po najgorszych torach. Analizował setki możliwości w tym momencie. Szukał tego najbardziej optymalnego. Czuł się jakby rozgrywał teraz mistrzostwa szachów czarodziei.

- Nie wiem Stella. Zagubiłem się już w tym wszystkim - przyznał się przed nią - Jak teraz to rozegramy, że my… No wiesz… Tam… - znowu podrapał się po szyi, walcząc sam ze sobą, aby się przemóc - No… Razem nie? - zaciągnął dużo powietrza, aby następnie je ciężko wypuścić - Um… No to wtedy już będzie całkowity koniec. Wszyscy wokół będą wiedzieć. Ona wszystkim powie. Koleżankom, znajomym, rodzinie - zaczął wymieniać i tłumaczyć - W-S-Z-Y-S-T-K-I-M - przeliterował aby to dokładnie podkreślić. Potrzebował czasu. Musiał to sobie poukładać w głowie. Podparł głowę lewą dłonią i zmarszczył brwi. Rozpoczął batalię sam ze sobą.

Gdzieś w głębi duszy pewnie chciał aby tak się stało jak mówił ale nie był pewien. Bał się wielu rzeczy. Przede wszystkim dzieliły ich co najmniej 4 ligi. Stella, dama z dworów, która była ustawiona do końca życia w momencie w którym się urodziła. A Stanley co? Nic. Zwykły parobek do pomiatania w ministerstwie. Chłopak na posyłki i do wykonywania samej ciężkiej roboty. Zresztą, co tu było porównywać. Ona - brylowała po bankietach, znała najważniejsze osoby i miała talent w rękach. On - szwędał po pubach, znał Samuela z brygady uderzeniowej i miał dwie lewe ręce. Idealnie połączenie Stanley. Wyglądasz przy niej jak totalna pokraka pomyślał. Nawet się nie potrafisz wyprowadzić od matki kontynuował nagonkę na samego siebie. Przecież to tak jakby ktoś ze szlachty związał się z kimś z pospólstwa. Niewyobrażalne. Nie mógł narazić Stelli na taką stratę wizerunkową.

- Nie no, to bez sensu jest - wyrzekł z niezadowoleniem w głosie. Położył swoją lewą dłoń na stół, która zaczęła od razu trząść się ze stresu - Mam własną matkę oszukiwać, aby tylko była zadowolona? - zapytał z widoczną prośbą o pomoc. Zależało mu aby Anne była z niego dumna. Chociaż przez chwilę. Nawet ułamek sekundy. Ale zrobienie takiej akcji to już chyba lekki przerost formy nad treścią. Przynajmniej Stanley tak uważał. Jeżeli raz tak zrobią. Będą musieli już tak za każdym razem odgrywać przed jego matką. I tego się właśnie obawiał.

- Jak wtedy błagałem Cię o wybaczenie. Tak teraz błagam Cię o pomoc - nie widział innej opcji - Jak ty to widzisz w tym momencie? Żeby to dobrze wyszło? - dopytał - I żeby Cię w nic nie wciągać. W żadne takie rzeczy - wyjaśnił. Niby nie chciał jej w nic mieszać, a tak naprawdę stała się jego partnerką w zbrodni w momencie w którym zgodziła się tutaj dzisiaj przyjść. Chyba nie mieli innej opcji jak dalej w to brnąć i udawać w najlepsze parę przed jego matką.

Liczył na wybawienie ze strony panny Avery. On uratował ją we śnie, a ona mogła teraz uratować go w trakcie tego obiadu. Może powinien się przez cały obiad nie odzywać i pozwolić aby to Stella odpowiadała na wszystkie pytania? W taki sposób mogliby uniknąć niepotrzebnych nieporozumień. Nie mieli przecież za dużo czasu aby ustalić całkowity plan działania. Godzina 12 zbliżała się bezlitośnie, a wraz z nią początek szopki.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stella Avery - 12.03.2023

Avery zdecydowanie dużo mniej się wszystkim przejmowała. Widać było, że w ogóle jej to nie rusza. Uważała, że jakoś to będzie i sobie z tym wszystkim poradzą. Miała doświadczenie w oczarowywaniu ludzi, to samo zamierzała zrobić z panią Borgin.

- Nie wyglądasz, jakby było spokojnie. - Pomimo wypowiedzianych przez niego słów nadal zdecydowanie wyglądał na zdenerwowanego. Panika nie była przyjacielem - nigdy. Musiał jakoś zapanować nad swoimi emocjami, choć może nie było to łatwe. Ta sytuacja była nieco dziwna, to fakt, ale musieli sobie z nią poradzić. Avery uważała, że im się uda, chociaż Stanley nie wyglądał, jakby miał podobne zdanie.

- Wdech, wydech, odnajdziesz się zaraz. - Istotne było to, żeby zaczął nad sobą panował, to mogło im ułatwić to całe przedstawienie. - My, razem, tam... - Widziała, że te słowa ledwo mu przeszły przez gardło, aż taka straszna była? - że jesteśmy parą, o to Ci chodzi? - Wolała się dowiedzieć, czy o tym konkretnie mówi, bo jednak wprowadzał nieco zamieszania w to wszystko. - No i powie wszystkim, co z tego? Przeszkadza Ci to? - Zastanawiała się z czego wynikała jego obawa. Czy może faktycznie nie chciał być z nią łączony? Czy chodziło o coś innego, tylko co?

Sytuacja była skomplikowana, ale nie bez wyjścia. Ona nie miała najmniejszego problemu, żeby się dostosować. Mogła mu pomóc, szczególnie, że uważała, że wypada po tym wszystkim, co dla niej zrobił. W ogóle nie zastanawiała się nad tym, że nie do końca pasowało, żeby była widywana z kimś takim. Avery zawsze dostawała to, czego chciała. Rodzice przystawali na wszystkie jej prośby, nie sądziła, żeby tym razem mogli jej coś narzucić, a najważniejsze nazwisko Stanleya było mile widziane wśród jej najbliższych. W końcu znalazło się w skorowidzu, aktualnie to było chyba najważniejsze. Nie przejmowała się też specjalnie jego statusem społecznym, pewnie wynikało to z tego, że jako ta z lepiej sytuowanej rodziny nigdy się do nikogo nie porównywała, nie musiała. Mogła więc nie rozumieć jego obaw i z czego wynikały, nie było w tym nic dziwnego.

- Nie musisz jej oszukiwać, tak do końca... - Może było to trochę naginanie prawdy, czy jednak aż tak bardzo? Coś ich łączyło, tylko nie do końca wiedzieli co. Byli znajomymi, przyjaciółmi, tak naprawdę znali się zbyt krótko, aby znaleźć na to coś odpowiednie określenie. - Jeśli będzie zadowolona i da Ci spokój, to chyba warto? Nie sądzisz? - Z treści listu wynikało, że jego matce zależało na tym, aby Stella się tutaj pojawiła. Avery sama się o to prosiła tą wcześniejszą wizytą. Anne miała prawo sobie dodać coś od siebie po tym, jak zobaczyła tutaj roztrzęsioną Stellę. W końcu z boku ta sytuacja mogła wyglądać różnie.

- Nie musisz mnie błagać o pomoc. - Zauważyła, że kiedy oparł dłoń o stół, zaczęła się trząść. Nadal był zestresowany. Podeszła bliżej i położyła na niej swoją dłoń, żeby dodać mu otuchy. - Ty mnie nie wciągasz w żadne rzeczy, sama to zrobiłam, wtedy gdy przyszłam tu rano. Nie przeszkadza mi to, możemy poudawać parę, uszczęśliwić Twoją matkę, a później wrócić do normalności. - Tylko czym była normalność? Tego też jeszcze nie potrafiła określić, ale będzie się martwić o to później. Nie zamierzała zostawić Stanleya w potrzebie i tylko tego była pewna.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 12.03.2023

Na całe szczęście Stella zachowała zimną głowę w tej sytuacji i panowała nad wszystkim. Zapewne gdyby nie ona, to najchętniej schowałby swoją głowę w piach, a następnie poddał się bez walki. Jej słowa dodały mu trochę otuchy. Miała całkowitą rację. Małe nagięcie rzeczywistości nikogo jeszcze nie skrzywdziło, a wręcz mogło kogoś uszczęśliwić.

- Masz rację - powiedział przytulając ją - Dobrze, że jesteś - lekko ją ścisnął, wykorzystując swoją przewagę siłową i wzrostową. Nie trwało to długo. Może niecałą sekundę, kiedy ją puścił i udał się w kierunku łazienki. Postanowił przemyć sobie twarz zimną wodą, aby się doprowadzić do pełnego ładu. Wszystko miało się za chwilę zacząć.

Anne miała wszystko zaplanowane jak w zegarku. Kiedy tylko wybiła godzina 12, wyszła z kuchni trzymając w rękach danie główne - zapiekanke pasterkę, czyli danie w którym dolną warstwę tworzy mięso jagnięce, połączone z warzywami i sosem pomidorowym, a górna warstwa zwieńczona jest puree ziemniaczanym.

Stanley przyszedł kilka chwil później, a następnie usiadł na przeciwko Stelli. Teraz był już całkowicie spokojny. Taki jakiego ludzie znali go na co dzień - cichego i spokojnego. Puścił oczko do Avery, a następnie kiwnął lekko głową aby dać jej do zrozumienia, że już jest wszystko okej i mogą zaczynać.

- Dziecko ile sobie życzysz? - Anne zapytała Stelli, a po chwili nałożyła odpowiednią porcję - Ulubione dane Stana. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować - zwróciła się do dziewczyny kiedy nakładała swojemu synowi porcję.

Zaczyna się znowu pomyślał. Lada moment i rozpocznie się kanonada pytań.

Tylko ślepy by nie zauważył, że pani Borgin zbiera się do tego, aby rozpocząć swój wywiad. Wzięła kilka kęsów dania - Stanley, kochanie. Pójdź proszę do kuchni po wino. Wiesz gdzie stoi - zwróciła się do syna z prośbą. Czy była to jakaś zagrywka z jej strony? Przecież ona nie zapominała nigdy o najmniejszych rzeczach kiedy trzeba było coś przygotować.

Andrew dojadł kawałek zapiekanki, odłożył sztućce, a następnie przetarł usta chusteczką i wyruszył na poszukiwania butelki alkoholu.

- Stanley nie chwalił się, że poznał jakąś dziewczynę… - zapytała Avery. Skorzystała z okazji, aby poznać jej wersję wydarzeń zanim wróci jej syn i zacznie wszystko przekręcać. Tak jej się zapewne wydawało. Nie wiedziała jednak, że im o to właśnie chodziło. To Stella nadawała się idealnie do odpowiadania na takie pytania, nie on. Jego zapewne zjadłby zaraz stres i wszystko byłoby spalone.

- A czym się zajmujesz kochana? - spojrzała na nią - Oczywiście jak nie chcesz to nie mów. Nic na siłę - dodała. Anne nie chciała być natarczywa. Liczyła, że dowie się coś o lubej swojego syna skoro on nie chciał za dużo o nich mówić.

Nie było żadnej agresji w jej słowach. Zwykła ludzka ciekawość i matczyna troska. Formy w jakich zwracała się do Stelli też o tym świadczyły.

Poszukując wina w kuchni, Stanley miał wrażenie jakby jego własna matka już bardziej lubiła jego ”drugą połówkę” niż jego samego. Co gorsza, wydawało mu się, że Anne specjalnie gdzieś ukryła tę butelkę, tylko po to aby zyskać cenny czas.

- Zawsze chciałam, aby mój synuś zajął się normalną pracą. Aby poświęcił się pomocy inny ludziom ale on nigdy nie chciał - powiedziała do Stelli z lekkim smutkiem w głosie - Dla niego tylko liczyło się to całe ministerstwo. On nie widzi poza nim życia… - pokiwała przecząco głową - Ale jakby cię zaniedbywał to możesz mi od razu powiedzieć złotko. Ja mu raz dwa przypomnę, że powinien się z tobą spotkać - oznajmiła dziewczynie.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stella Avery - 13.03.2023

Stella nie należała do osób, które się poddawały. Uważała, że zawsze warto ułożyć jakiś plan - jak głupi by nie był i się go trzymać, wtedy z każdej sytuacji można było wyjść z twarzą. Tak miało być i tym razem, o ile Borgin nie zacznie panikować, miała nadzieję, że uda mu się trzymać emocje w ryzach.

- Zapamiętam te słowa i przypomnę Ci o tym w najmniej odpowiednim momencie - Miała tu na myśli oczywiście jego Dobrze, że jesteś. Uśmiechnęła się, kiedy to powiedział, miała nadzieję, że rzeczywiście tak myśli i nie są to jedynie słowa rzucone na wiatr, już ona mu to przypomni. Uścisk był może niespodziewany, ale na pewno przyjemny. Stella czuła jeszcze większy spokój, gdy przez moment znalazła się w jego ramionach, było to dziwne uczucie, nie znane jej dotąd, ale wolała o tym nie wspominać póki co. Może trochę się bała tych wszystkich dziwnych myśli, a ta sytuacja, w której mieli udawać parę tylko to komplikowała, ale trudno, skoro już postanowiła, że w to idzie, to nie zamierzała zmieniać zdania.

Borgin ją puścił i udał się w stronę łazienki. Avery wreszcie usiadła. Pozostawało jej czekać, aż zacznie się spektakl, na całe szczęście grać to ona umiała. Od dziecka była nauczona, jak zachowywać się w towarzystwie, w jaki sposób zwracać do innych, aby osiągnąć to czego chciała. Nie bez powodu brylowała z rodzicami na salonach, wiele się tam nauczyła.

Czekała, aż dołączy do niej reszta towarzystwa, nie trwało to długo. Stanley wrócił po chwili, wydawał się być dużo bardziej spokojny. Bardzo dobrze, to powinno im ułatwić całą sytuację, przynajmniej taką miała nadzieję. Zauważyła oczko, które jej puścił, odpowiedziała na ten gest uśmiechem.

Kiedy wybiła godzina dwunasta dołączyła do nich matka Borgina z jedzeniem. Czas zacząć zabawę. - Niezbyt dużo, tak właściwie to nie jestem specjalnie głodna. - Wiedziała, że wypada zjeść cokolwiek, chociaż nie do końca była pewna, czy będzie w stanie zjeść cokolwiek. - Na pewno będzie smakować, pysznie wygląda. - Rzekła jeszcze do Anne posyłając jej przy tym uśmiech. Przejęła od niej talerz z jedzeniem.

Ledwo zdążyła wziąć do ręki widelec matka Stanleya znalazła dla niego kolejne bojowe zadanie. Miał znaleźć wino. Idealny moment na to, żeby wziąć Stellę na spytki. Tak przynajmniej wydawało się pannie Avery. Jakoś sobie z tym poradzi, w końcu nie z takimi kobietami miała już do czynienia.

Odprowadziła go jeszcze wzrokiem do kuchni. Została tutaj sama z kobietą, która zdecydowanie nie zamierzała tego nie wykorzystać. Stella była gotowa odpowiedzieć jej na wszystkie pytania. - To dosyć świeża sprawa. - Powiedziała do Anne, bo właściwie tak było. Jak na razie jeszcze nie zaczęła kłamać, w końcu poznali się przecież niedawno. Była to nowa znajomość, fakt coraz częściej się spotykali i zaczęli się poznawać, jednak nie trwało to długo. - Myślę, że Stanley wolał poczekać z podzieleniem się tą informacją. - Starała też się go w jakiś sposób wytłumaczyć, aby matka nie miała do niego niepotrzebnych pretensji. - Maluję, jestem malarką i grywam na wiolonczeli podczas różnych uroczystości, właśnie w ten sposób poznałam pani syna. Po jednym z moich występów zaczęliśmy rozmawiać i jakoś tak wyszło, że się polubiliśmy. - Po raz kolejny nie kłamała, jak na razie mówiła całą prawdę, w odpowiedni sposób.

Anne jak na razie okazała się być całkiem nie najgorszym przeciwnikiem. Rozmowa szła naturalnie, odpowiedzi nie były naciągane, oby tak dalej. Jeszcze chwila i będą mieli to za sobą. - Wydaje mi się, że brygadziści tym się właśnie zajmują, pomagają innym.- Nie do końca rozumiała komentarz pani Borgin. - Zresztą mi też pomógł, podczas marszu charłaków, gdzie znalazłam się zupełnie przypadkowo. - Postanowiła wspomnieć o tym fakcie, bo miała wrażenie, że matka Stanleya jest wobec niego mocno krytyczna i nie do końca jej się podobało to podejście. - Spokojnie, nie zaniedbuje mnie, wiem, że jest mocno zapracowany, ale zawsze znajduje dla mnie czas. - Pierwsze kłamstwo, które padło z jej ust. Nie było to wcale takie trudne, nie miała problemu z tym, żeby nie mówić całej prawdy. - Ale oczywiście, jeśli coś by się zmieniło, to odezwę się do Pani, mam wrażenie, że on wykonuje Pani polecenia bez gadania. - Taka przysługa mogłaby się jej przydać, gdy coś pójdzie nie po jej myśli.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 13.03.2023

Tu cię schowała rzekł w myślach, ściągając z górnej szafki butelkę. Teraz miał pewność, że to wszystko było ukartowane. Zrobiła to z całkowitą premedytacją. Schowała to przeklęte wino za swoimi fiolkami. Złapał je pewnie i powoli skierował się z powrotem do salonu.

Anne nie dowierzała słowom Stelli. Miała, aż tak dzielnego syna? I to w dodatku ratującego damy z opałów? Gdyby znała cały kontekst to mówiłaby pewnie inaczej. Jednego Avery nie można było tego zabrać. Zagrała swoją rolę idealnie. Sprzedała najlepszą możliwą wersję Stanleya jego własnej matce. Z jednej strony było to przerażające, a z drugiej stanowiło pewną ulgę.

- Powiem ci dziecko tak… - nachyliła się w kierunku Stelli po tym jak ta stwierdziła, że Borgin wykonuje każde jej polecenie. Co gorsza, miała w tym całkowitą rację - Bo mężczyzn to wiesz. Trzeba sobie wychować - poradziła synowej - Im szybciej zaczniesz, tym lepiej. Jak za późno się za to zabierzesz to będzie tylko ciężej - spojrzała w kierunku kuchni i ujrzała, że jej syn wracał do stolika - Ze Stanleyem nie powinno być ciężko. Widziałam jak ciebie patrzy - poklepała ją lekko po dłoni - Przepięknie razem wyglądacie - złożyła obie ręce razem, a następnie przyłożyła do swojej klatki piersiowej. Anne była całkowicie zachwycona postawą Stelli. Lepszej kobiety dla swojego syna chyba nie mogła sobie wyobrazić. Czyżby jej urok zaczął też działać na rodzicielkę Stanleya?

Pani Borgin dojadła końcówkę swojego dania kiedy jej syn wrócił ze swojej ekspedycji - Udało Ci się znaleźć? - zadała pytanie retoryczne, próbując ukryć, że przed chwilą zdążyła przepytać pannę Avery z najważniejszych informacji.

- Oczywiście. Nie było to jakieś trudne - uśmiechnął się do matki, a następnie odkorkował wino. Widząc entuzjazm na twarzy Anne, wiedział że teraz jego pora na rolę w tym całym teatrzyku - Kochanie, ile ci nalać? - spojrzał z lekkim grymasem na Stellę. Nie był to jednak znak niezadowolenia, raczej próba zwrócenia jej uwagi na to czy powiedział poprawnie. Słyszał, że wielce zakochani tak się do siebie zwracają. A w tym wypadku to chyba najlepsze co mógł zrobić.

Rozlał wszystkim wino według potrzeb. Sam za nim specjalnie nie przepadał, jednak w tym momencie cel uświęcał wszystko. Musiał się poświęcić dla dobra sprawy i ogółu. Nie rozważając jednak dalej nad swoją patową sytuacją, dokończył swoje danie jako, że został najbardziej z tyłu.

- Przepraszam. Przyniosę ciasto - rzekła Anne widząc, że wszyscy ukończyli już jeść pierwsze danie. Teraz przyszła pora na deser. Zebrała skrzętnie talerza i ruszyła w kierunku kuchni.

Stanley nie miał zamiaru czekać. Musiał się dowiedzieć od Stelli paru rzeczy. Dłużej by i tak pewnie nie wytrzymał, dlatego ten moment był idealny.

- Nie było źle? - zapytał lekko ściszonym głosem - To wino specjalnie schowała gdzieś na samym końcu. Nie miałem na to żadnego wpływu - przyjął postawę obronną w stosunku do dziewczyny. Tak jak miał to zresztą w zwyczaju. Nie potrafił jej się za bardzo postawić. Albo może nie chciał tego zrobić?

Położył swoją dłoń na jej dłoni i lekko zacisnął - Słyszałem, że tak też się robi - uśmiechnął się, a następnie nachylił się w jej kierunku - Chyba dobrze ci poszło. Widziałaś jaka rozradowana była? Sprzedałaś się idealnie - skomplementował - A mi jak poszło? Chyba też nie było źle… - zapytał - Kochanie… - dodał. Nie do końca wiedział czy prześmiewczo czy jednak naprawdę, a na pewno impulsywnie. Albo może ze stresu? Nie wiedział. Kiedy się zorientował co właśnie powiedział, uciekł wzrokiem na bok, starając się ukryć swoje zachowanie. Tak jakby nic nie powiedział. A przynajmniej chciał stworzyć taki pozór.

- Jeszcze chwila i powinno być po wszystkim - zmienił bardzo szybko temat - Zjemy ten tort i będziesz wolna - zapewnił ją. Wolał nie ryzykować, że Anne zbierze się jeszcze na jakieś pytania. Chyba, że Stella miała jakieś inne plany co do tego dnia.




RE: [3 sierpnia 1969] Niedzielny obiad || Stanley & Stella - Stella Avery - 13.03.2023

Przez moment zastanawiała się, gdzie zaginął Stanley, czy poszedł po to wino na Pokątną, czy gdzie go właściwie wywiało. Niepokojąco długo się nie pojawiał, a może tylko jej się wydawało? Miała wrażenie, że ta wycieczka po wino trwa wieczność. Szczególnie, gdy została tutaj w towarzystwie jego matki, która każdą minutę wykorzystywała na to, żeby zadać jej kolejne pytanie. Zachowywała jednak spokój i bez większego problemu odpowiadała na każde pytanie zadane przez kobietę. Była cierpliwa.

Avery potrafiłaby chyba każdego przedstawić w odpowiednim świetle - gdyby tylko jej na tym zależało. Nie miała problemu z naginaniem prawdy, potrafiła opowiadać w ten sposób, żeby historia była odebrana tak, jak ona tego chciała. Nie przeszkadzało jej to, że w pewien sposób oszukuje Anne. Może nie było to specjalnie dobroduszne zachowanie, ale w tej chwili wydawało się być najbardziej odpowiednie - tego się trzymała. Małe kłamstwo jeszcze nikomu nie zaszkodziło, szczególnie w dobrej wierze.

Zobaczyła, że kobieta nachyla się w jej stronę, więc zrobiła to samo. Najwyraźniej chciała się z nią podzielić jakąś tajemnicą, była ciekawa, co ma jej do powiedzenia. - Trzeba sobie wychować? - Powtórzyła po kobiecie. Ciekawe, matka nie dzieliła się z nią takimi rewelacjami, może coś ją ominęło? Raczej była wychowywana w sposób, że ma słuchać, być ozdobą swojego przyszłego męża i nie wtrącać się w nieswoje sprawy. Może jednak nie wszyscy tak uważali? Nie było nic złego w tym, aby spojrzeć na to z innej strony, może miało to nawet trochę sensu. - Patrzy na mnie? - Ona tego nie zauważyła, zastanawiała się ile było w tym prawdy, co mówiła, a ile siły sugestii, czy udało im się stworzyć aż tak świetny obrazek, że jego matka w to wszystko uwierzyła. Nie miała pojęcia, właściwie nie do końca wiedziała, co powinna myśleć o tym wszystkim. - Miło słyszeć takie słowa, dziękuję. - Rzekła jeszcze do kobiety. Tutaj akurat była pewna, że ma rację. Trudno by było, żeby dwójka tak atrakcyjnych osób nie wyglądała ze sobą pięknie, swoich atutów była pewna - w końcu płynęła w niej krew wił, które słynęły z tego, że są pięknościami, Stanleyowi też jednak nie mogła odmówić tego, że był atrakcyjny.

Na całe szczęście w tym momencie w pomieszczeniu pojawiła się ich zguba, z butelką wina w ręku. Alkohol zdecydowane się przyda po tym wszystkim. Zatrzymała dłużej wzrok na mężczyźnie, kiedy się do niej odezwał. Kochanie Zaatakowało ją znienacka, nie spodziewała się tego zupełnie. Zawiesiła się na moment, zupełnie przypadkowo. - Nie żałuj mi. - Odparła po dłuższej chwili, dopiero wtedy przeniosła wzrok na Borgina i zauważyła grymas na jego twarzy. Miała nadzieję, że pani Borgin nie zauważyła tej chwilowej niedyspozycji.

Sięgnęła po kieliszek z trunkiem i upiła z niego spory łyk. Potrzebowała tego zdecydowanie. Dokończyli obiad, a Anne postanowiła przynieść tort - idealny moment, będą mieli szanse na krótką konsultację.

- W porządku, trochę się bałam, że przepadłeś. - Odparła jeszcze, bo faktycznie dosyć długo go nie było. - Przepytała mnie trochę, ale chyba wszystko poszło po naszej myśli, nie widziałeś jaka jest zadowolona? - Przynajmniej tak się wydawało Stelli, w końcu ona nie znała kobiety na tyle, aby mieć pewność.

- Słyszałeś? Ciekawe. - Nie spodziewała się, że Borgin tak świetnie zna się na teorii. Nie zabrała ręki, mimo, że jego matki nie było w pobliżu, może wcale jej nie przeszkadzał ten dotyk? - Mi zawsze dobrze idzie. Powinieneś już to zauważyć. - Avery potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji, nie ukrywała tego przed Borginem. Dolna warga lekko jej drgnęła, kiedy ponownie usłyszała to słowo Kochanie. Zastanawiała się, dlaczego w ten sposób się do niej odezwał, może za bardzo wczuł się w rolę? - No, powiedzmy, że nie było źle, chociaż ja dzisiaj wykonałam najgorszą robotę. Kochanie. - Szepnęła jeszcze, postanowiła odwdzięczyć się tym samym. Nie do końca wiedziała, co jest grą, a co nie, granica zaczęła się zacierać.

- Jasne, jem tort i się zmywam. - Potwierdziła tylko, że rozumie, czego od niej oczekuje.

Po chwili wróciła do nich jego matka. Kontynuowali przedstawienie, a gdy zjedli po kawałku czekoladowego tortu Stella pożegnała się z panią Borgin, po czym Stanley odprowadził ją do drzwi. - Miło było. - Powiedziała jeszcze i musnęła ponownie jego policzek tym razem na pożegnanie, następnie zniknęła za drzwiami.


Koniec sesji