Secrets of London
[31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella (/showthread.php?tid=1094)



[31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 13.03.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - Piszę, więc jestem
Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem

- 31 sierpnia 1969 -


Londyn 08.08.1969
Droga Stello,
Raz jeszcze dziękuję Ci za to co zrobiłaś dla mnie w niedzielę. Nadal nie mogę uwierzyć jak dobrze to wyszło. Gdyby nie Ty, wszystko byłoby wtedy spalone. Zdaje sobie sprawę, że ciężko mi będzie się z tego długu wykupić ale mały kroczkami powinienem dać radę.
Za ten cały trud, który włożyłaś w odgrywanie mojej drugiej połówki, chciałbym Cię zaprosić na najgorętsze wydarzenie tego miesiąca. Nie zdradzę za dużo szczegółów dotyczących tego miejsca. Niech to będzie dla Ciebie niespodzianka.
Jeżeli będziesz chętna to spotkajmy się ostatniego dnia miesiąca w Dziurawym Kotle na Pokątnej o godzinie 13. Stamtąd udamy się wspólnie na miejsce. Nie ubieraj zbytnio elegancko, bo to nie jest tego typu wydarzenie.

Ściskam czule,

Stan

PS.
Prawie bym zapomniał. Weź ze sobą swój piękny uśmiech. Nie może go zabraknąć!

Życie Stanleya od tego pamiętnego obrotu wywróciło się o 180 stopni. On, nadal mógł mieszkać u swojej rodzicielki pod dachem, bez obawy, że zostanie eksmitowany następnego dnia. Anne zyskała zaś przekonanie, że jej syn w końcu wziął się do roboty i znalazł się jakąś porządną kobietę. I to w dodatku taką, która wpisywała się idealnie w jej kanony świetnej synowej. Z tyłu głowy gdzieś już pewnie widziała jak stają na ślubnym kobiercu i bawi swoje wnuki. Jednak to nie ta historia.

Borgin miał przepotężny dług wdzięczności do spłacenia. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie do końca miał pojęcia jak mógłby tego dokonać. Może powinien zostać jej niewolnikiem i w ten sposób go zwrócić?

Pomysł przyszedł po jednej z jego rozmów z Samuelem, który napomknął, że jest w stanie załatwić bilety na najważniejszy mecz w sezonie. Starcie dwóch gigantów z samej czołówki tabeli. Pojedynek aktualnego lidera - Zjednoczonych z Puddlemore - wraz z ich rywalami, który za wszelką cenę chcieli objąć prowadzenie - Harpiami z Holyhead. Najprawdziwsza gratka dla fanów quidditcha. Tym bardziej, że obie drużyny w rankingu dzieliło 10 punktów, a ten mecz mógł zadecydować o dalszym przebiegu mistrzostw.

Powiedzenie, że dwa bilety kosztowały krocie i kilka przysług, to jak nie powiedzieć nic. Musiał pożegnać się z niemal rocznymi oszczędnościami. Cel uświęca środki myślał sobie kiedy przekazywał pieniądze swojemu przyjacielowi. Pewnie gdyby nie poziom tego meczu, to zapłaciłby dużo mniej. Ale czego się nie robi dla ulubionej drużyny oraz ”drugiej połówki”?

Kiedy otrzymał bilety do swojej dłoni, nie czekał ani chwili dłużej. Od razu usiadł i napisał list do Stelli, aby zaprosić ją na to wielkie wydarzenie. Znał jej ambiwalentne podejście do uprawiania sportu. Z drugiej strony chodziło o oglądanie meczu quidditcha, a nie branie czynnego udziału w nim. Stanley wolał nie ryzykować automatycznej odmowy i zachował szczegóły tego spotkania dla samego siebie. Raz się żyje.

Dzień meczowy był coraz bliżej. Borgin nie mógł prawie wysiedzieć w tygodniu poprzedzającym to wydarzenie. Przecież za moment miał obejrzeć swoją ulubioną drużynę w akcji oraz spotkać się ze Stellą. Jednak w tym wydarzeniu, to Zjednoczeni z Puddlemere będą grali główne skrzypce.


W niedzielę obudził się o poranku. Upewnił się, że nic nie zepsuje mu dzisiejszego dnia. Wszystkie swoje obowiązki wykonał z takim zapałem jak nigdy. Aż się rwał do pracy w domu. Na całe szczęście uwinął się z nimi bez większego problemu, a następnie zaczął się przygotowywać.

Ubrał się w standardowe dla siebie ubranie mimo, że zalecił Stelli aby ta się zbytnio nie stroiła. W końcu nie szli do restauracji czy teatru, a na mecz quidditcha. Schował dwa bilety w wewnętrznej kieszeni płaszcza, a do drugiej schował tę samą ilość szalików. Avery mogła kibicować innej drużynie ale dzisiaj była zmuszona wspierać Zjednoczonych.

W umówionym miejscu pojawił się godzinę przed czasem. To był chyba pierwszy raz kiedy się nie spóźnił ani nie przyszedł na styk. Sam Stanley był zdziwiony takim obrotem spraw. Zdawał sobie sprawę, że najpewniej kiedyś spóźniłby się na własny ślub, a tu takie zaskoczenie.

Kiedy ujrzał Stellę, podskoczył ze szczęścia i ruszył w jej kierunku. Wyglądał jakby się co najmniej czegoś naćpał. Nie przypominał tego faceta co zwykle.

- Cześć. Świetnie, że jesteś. Dobrze cię widzieć - rzekł z entuzjazmem w głosie od razu się do niej przytulając - Zamknij oczy. To ważne, abyś nie podglądała - poprosił ją. Poczekał moment, aby upewnić się, że na pewno nie patrzy, a następnie założył sobie jeden szalik na szyję. Chwilę później założył dziewczynie drugi taki sam, granatowy szalik z dwiema skrzyżowanymi łodyżkami sitowia - Taadaaam! - wykrzyczał z ekscytacji, rozkładając ręce na bok.

- Wiesz co to oznacza? - zadał jej pytanie retoryczne. Jej odpowiedź nie była teraz ważna, ponieważ Borgin i tak miał zamiar jej to wytłumaczyć - Idziemy na mecz quidditcha! - oznajmił jej łapiąc ją za ramiona - Zjednoczeni z Puddlemere dzisiaj stoczą pojedynek z Harpiami z Holyhead! To prawdziwa gratka! - nie przestawał krzyczeć - Mamy takie świetne miejsca. No super będzie. Nie mogę się już doczekać - dodał i pociągnął ją w stronę kominka podłączonego do sieci Fiuu.

- Pamiętaj. Aby się przenieść na miejsce musisz wypowiedzieć… Rzeka Piddle w Dorset - uspokoił się na chwilę. Wiedział, że jeżeli coś źle powiedzą to nie wiadomo gdzie trafią - Rzeka Piddle w Dorset - powtórzył i kiwnął głową w jej stronę, oczekując odpowiedzi. Następnie wziął w garść trochę proszku Fiuu i nasypał jej na dłoń - Nie bój się. Będzie dobrze - uśmiechnął się szczerze do Avery, łapiąc jej policzek.

Stanley wrzucił garść proszku do kominka, a następnie wszedł w bezwonny, szmaragdowy ogień - Rzeka Piddle w Dorset - wypowiedział pewnie i bez zająknięcia. Upewnił się, że trzyma swoje łokcie blisko swego ciała. Nie minęła długa chwila, a zniknął z Dziurawego Kociołka.

Zjednoczeni do boju!




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stella Avery - 13.03.2023

Kiedy otrzymała list od Borgina bardzo się ucieszyła. Sama nie wiedziała, czym była spowodowana, w końcu to nie tak, że czekała na to, aż się do niej odezwie, prawda? Dziwne by to było. Poczuła jednak takie nietypowe uczucie na żołądku i z ekscytacją otworzyła lisy. Bardzo ciekawiło ją to, co w nim zastanie. Miała nadzieję, że przyjdzie im się spotkać w najbliższym czasie. Nie myliła się za bardzo, chociaż data ostatniego dnia sierpnia nieco ją rozczarowała. Liczyła na jakiś szybszy termin, no ale nie mogła narzekać, w końcu pamiętał o niej i znalazł dla niej czas w swoim grafiku. Całe szczęście o niej pamiętał.

Informacje, które przekazał jej w liście były dosyć enigmatyczne. Nie wynikało z nich zbyt wiele. Nie mogła się więc domyślić, co planuje. Nie do końca przepadała za niespodziankami, lubiła mieć kontrolę i wiedzieć na co się pisze. Tym razem jednak miało być inaczej. Musiała zdać się na niego. Jakoś to przetrawi, choć nie było jej to do końca na rękę. Wiedziała jednak, że Borgin nie zrobi jej krzywdy, nie wprowadzi na minę. Spodziewała się, że to nie będzie nic niebezpiecznego. Oczywiście od razu wysłała mu odpowiedź, że pojawi się w Kotle tego dnia, o którym pisał. Nie mogła mu odmówić, nie chciała. Lubiła gdy był obok niej, zdarzało jej się łapać na tym, że brakowało jej go obok. Oczywiście nie zamierzała mu o tym powiedzieć.

Ich ostatnie spotkanie było dosyć nietypowe. Stella bez zająknięcia spełniła jego prośbę. Pojawiła się w domu, w którym mieszka z matką i bardzo zgrabnie naginała prawdę na temat tego, co ich łączy. Opowiadała kobiecie to, co chciała usłyszeć, faktycznie działało. Anne wydawała się być zachwycona tym, czym dzieliła się z nią Stella. Sama Avery nie miała sobie nic do zarzucenia, bo częściowo mówiła prawdę. Może poza najważniejszym - ona i Stanley nie byli parą. Jedynie bliskimi znajomymi, chociaż czasem sama nie do końca potrafiła ocenić, czy dokładnie tak było. Przynajmniej z jej strony, wydawało jej się, że zaczyna patrzeć na niego inaczej, jednak nie chciała, żeby się wystraszył, czy od niej odsunął. Szczególnie, że jako znajomi się świetnie dogadywali, po co właściwie to niepotrzebnie psuć? Avery bała się poczuć do kogoś coś więcej, bała się odrzucenia i tego, że mogło to nie być prawdziwe, a spowodowane jedynie urokiem wiły. Dotychczasowi mężczyźni, którzy zwracali na nią uwagę, robili to tylko przez jej urokliwe zdolności, dlatego też była bardzo zdystansowana.

Trochę jej się dłużył ten sierpień. Malowała, zagrała w kilku miejsach, jednak czegoś jej brakowało. Nie pisała jednak listów, nie chciała wyjść na jakąś desperatkę, czekała na ten ostatni dzień sierpnia. Rozmyślała nad tym, co wymyślił Borgin, jednak trudno jej było znaleźć odpowiedź na to pytanie. Nie miała zielonego pojęcia gdzie planował ją zabrać, ani w jaki sposób chciał spędzić ten czas. Miała jedynie nadzieję, że był zadowolony z tego, jak potoczyło się ich ostatnie spotkanie i nie miał dla niej złych wieści, typu, że Anne się rozmyśliła i wyrzuciła go z domu. Swoją drogą nadal ją lekko bawiło to, że mieszkał z matką, ale nie zamierzała o tym wspominać, żeby go nie urazić.

Jakoś udało jej się doczekać tego ostatniego dnia sierpnia. Z ekscytacji nie spała prawie całą noc. Nie mogła się doczekać, aż wreszcie się zobaczą, niespodzianka zeszła na drugi plan, ważne, że spędzą ten dzień razem, w końcu dawno się nie wiedzieli. Zapamiętała to, że wspomniał w liście o tym, żeby nie ubrała się zbyt elegancko. Cóż, musiała się nad tym chwilę pogłowić, bo raczej miała w zwyczaju ubierać się właśnie w ten sposób. Skoro jednak ją poprosił... Musiała się dostosować, kto wie, gdzie mieli się wybrać. Czasem i zbyt elegancki ubiór mógł narobić problemu. Panna Avery wyjątkowo postawiła na spodnie, dzwony jeansowe, do nich dołączyła czarne pantofle. Założyła również fioletowy sweter, prosty, dosyć obcisły, a w ręku trzymała krótką, czarną, skórzaną kurtkę. Włosy zaplotła w dwa warkocze, żeby kosmyki nie wpadały jej do oczu. Przed wyjściem przejrzała się w lustrze i w sumie była zadowolona z efektu. Mogła wyjść.

W powietrzu czuć było, że jesień się zbliża. Ostatnie dni sierpnia były trochę taką granicą, zimne poranki, zimne wieczory, dni, które jeszcze miały w sobie coś z lata. Mimo wszystko noc przychodziła już szybciej, czuć było, że lato niedługo odejdzie. Avery przemierzała alejki całkiem szybkim tempem. Nie znosiła się spóźniać, dlatego też dotarła do Kotła na czas, chociaż kosztowało ją to chwilową zadyszkę.

Rozejrzała się po pomieszczeniu poszukując wzrokiem Borgina. Nie miała problemu z tym, żeby go odnaleźć, ruszyła więc w jego kierunku. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, naprawdę cieszyła się z tego spotkania. - Cześć! Też się cieszę, że już jestem. - Przytulenie na powitanie było całkiem przyjemne, trwało jednak dosyć krótko. - Mam zamknąć oczy? Nie planujesz nic nikczemnego? - Zadała to pytanie, chociaż znała odpowiedź. Nie czekała na nią tylko od razu zamknęła oczy. Była gotowa na niespodziankę. Wreszcie się dowie, co zaplanował.

Poczuła, że coś zostało jej zawieszone na szyi. Czy był yo szalik? Do zimy jeszcze daleko, zdecydowanie nie potrzebowała jeszcze tej części garderoby. Usłyszała entuzjastyczne TADAM i potraktowała to jako przyzwolenie na otwarcie oczu. Od razu skierowała wzrok w stronę szalika. Był niebieski, Borgin miał na sobie taki sam. Minęła krótka chwila nim sobie uświadomiła, o co może w tym wszystkim chodzić. - Mecz? - Zdecydowanie kiedy to powiedziała nie można było zauważyć w tym takiego entuzjazmu, z jakim podszedł do sprsey Stan. Naprawdę starała się uśmiechać, choć przychodziło jej to trudno. Avery nie znosiła sportu, w żadnej możliwej wersji.

Nie zamierzała jednak zniechęcać Stana swoim zachowaniem, próbowała więc naprawdę nie dawać po sobie znać, że średnio jej się ten pomysł podoba. - Ważne pytanie, czyje mamy szaliki, komu kibicujemy? - Warto było się tego dowiedzieć nim usiądą na trybunach. - Na pewno będzie fantastycznie.

Podeszli do kominków, musieli się jeszcze teleportować na miejsce, był to istotny punkt wycieczki, w końcu trzeba było uważać, żeby nie zgubić się po drodze. Wzięła do dłoni trochę proszku od Borgina. - Rzeka Piddle w Dorset, dobrze? - Wolała się upewnić, że odpowiednio zakodowała nazwę miejsca. Usłyszała twierdzącą odpowiedź, więc mogła zaraz wejść do kominka. Przewróciła oczami, kiedy złapał ją za policzek, był to odruch jej większości ciotek. Nie do końca za nim przepadała. - Do zobaczenia. - Rzekła jeszcze nim rzuciła proszek do kominka i powiedziała przy tym Rzeka Piddle w Dorset, dzięki czemu zniknęła w płomieniach, jak jej towarzysz.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 13.03.2023

Zanim na miejscu pojawiła się również Stella, Stanley zdążył się już rozejrzeć po okolicy - Wow… - wydał z siebie dźwięk, kiedy ujrzał ogrom tego miejsca. Pierwszy raz widział na oczy stadion Zjednoczonych z Puddlemere. Był tak samo piękny, jak nie piękniejszy jak go opisywano. Na zdjęciach również nie wyglądał tak majestatycznie.

Borginowi zajęło chwilę wyjście z fascynacji tym miejscem. Z boku zapewne wyglądał jak małe dziecko, które przygląda się wystawie słodyczy na ulicy Pokątnej. Tak też było w tym momencie - z czystym sumieniem można określić Stanleya dużym dzieckiem.

- No proszę. Ktoś tu się chyba spóźnił - nie omieszkał zażartować z tego, że pierwszy skorzystał z sieci Fiuu i tym samym był tutaj przed Avery - Nie ładnie. Bardzo nieładnie - zwrócił jej uwagę z zawadiackim uśmieszkiem. Musiał skorzystać z takiej okazji, ponieważ mógł nie dożyć kolejnej takiej szansy.

- Pytałaś komu kibicujemy? - spojrzał na nią, a następnie poprawił jej szalik - Pewnie mnie sprawdzasz! Ale nie ze mną te numery. O nie, nie - pogroził jej palcem - Oczywiście, że Zjednoczonym z Puddlemere - odparł z dumą w głosie. Wypowiedział te słowa jakby odebrał przed chwilą nominację na Ministra Magii.

Machnął głową do przodu, dając dziewczynie znak aby ruszyli w kierunku trybun. Ludzi było tutaj od groma. Setki, jak nie tysiące fanów. Każdy z nich miał odpowiednie barwy - granatowe albo ciemno zielone. Nie trzeba było mieć sokolego oka, aby ujrzeć, że oprawa stadionu również była wystrojona w te same kolory naprzemiennie. Była to po prostu już ustalona tradycja, że stadiony przywdziewają barwy obydwóch drużyn biorących akurat starcie.

- Ci w zielonych to Harpie z Holyhead - zaczął tłumaczyć Stelli kiedy szli spacerowym tempem w kierunku głównego zgromadzenia - Jedyna całkowicie żeńska drużyna w lidze. Co ciekawe. Dziewczyny są bardzo dobre. Wymiatają - kontynuował - Bo jak inaczej można wytłumaczyć drugie miejsce w tabeli? - zapytał swojej rozmówczyni - Ale są za słabe aby pokonać Zjednoczonych. Z kim jak z kim ale oni nie pozostawią na tych harpkach ani suchego pióra - dodał z pełnym przekonaniem w głosie.

Zatrzymał się pomiędzy stoiskami. Nawet tutaj dotarli sklepikarze pomyślał. W zasadzie nie było co się dziwić. Koniec lata lada dzień, wielkie wydarzenie. Świetne miejsce aby zbić majątek.

- Chcesz coś? - spojrzał na Stellę, aby wybadać jej intencje - Na mój koszt - dodał wypatrując jakichś ciekawszych ofert. I znalazł jedną. Bardzo dobrą. Skierowaną głównie w jego stronę. Jeden z kupców oferował piwo wszelkiej maści w swoim kramie. Stanley wiedział, że nie może sobie na to dzisiaj pozwolić. Nie mógł się upić przy damie. Dlatego nie pozostało mu nic innego jak spojrzeć ze smutną na inny kram.

- O. Może te? - zwrócił uwagę Avery pokazując stoisko z prażonymi karmelizowanymi orzeszkami - To na pewno będzie dobre - oznajmił i ruszył w kierunku stoiska -  Jedna porcja nam chyba starczy? - zapytał odwracając się do niej aby następnie unieść jeden, a później drugi palec z pytaniem o ile. Było to jego zabezpieczenie jakby Stella w tym całym harmidrze nie usłyszała jego pytania. Bo o ile przy palenisku z którego wyszli było w miarę cicho, tak tutaj było jak na pchlim targu. Głośno, tłoczno i duszno.

Zamówił porcję, a następnie powrócił do swojej towarzyszki. Zakupili przekąski. Nie mieli innej opcji jak ruszyć w dalszą podróż do ich punktu destynacji.

- Podobno Harpie mają wystawić dzisiaj swój najnowszy nabytek - zaczął opowiadać między kolejnymi orzeszkami - Niejaką Heather Wood. Szukającą - zatrzymał się na chwilę, aby przyjrzeć się Avery od stóp do głów - Taka dziewczyna. Mniejsza od ciebie mniej więcej. Ruda czy tam brunetka. Nie wiem. Nie zwracałem uwagi - opisał pokrótce tamtą dziewczynę przeżuwając kawałek orzeszka - Jednak to wróg mimo wszystko, nie? - dodał z uśmiechem na ustach.

- Tylko to wiesz, nie tak, że ją wzięli z Pokątnej czy innego korytarza Hogwartu - kontynuował swój wywód o nowej szukającej przeciwnika - Jej matka też gra na tej samej pozycji - przetarł ręce o wewnętrzną część płaszcza - Pewnie ją wkręciła po znajomości. Bo wiesz… Oj… Oj… Moja córeczka… Weźcie ją do drużyny… - stwierdził lekko prześmiewczym głosem. Nie wiedział czy tak naprawdę był. Słyszał taką wersję wydarzeń. Najpewniej była to po prostu rozsiana plotka przed kibiców Zjednoczonych, aby popsuć młodej zawodniczce karierę. Stanleya to jednak za bardzo nie obchodziło. Jako oddany kibic Puddlemere musiał dalej głosić klubową propagandę.

- Nie przejmuj się. Nawet jeżeli byłaby mistrzynią świata czy innym pół bogiem to i tak nie ma szans z nami - zapewnił - Wiesz czemu? - zapytał ale nie miał zamiaru czekać na żadną odpowiedź - Bo my mamy Phillipa Notta. To jest dopiero zawodnik. Klasa sama w sobie - dodał - Jak ta cała Wood go zobaczy to się wystraszy. Gdzie ona ma mieć do niego jakikolwiek podlot? Bez szans. Dla niej to pewnie pierwszy oficjalny mecz, a Nott na quidditchu już nie jedną miotłę połamał.

Stanley nie krył się ze swoją niechęcią do drużyny przeciwnej. Nie było jego słowach jakiegoś rasizmu czy obelg w ich stronę. Po prostu uważał swoją ukochaną drużynę za dużo lepszą od ich dzisiejszych przeciwników. Chociaż dziewczynom z Harpii też nie można by odmówić wielu sukcesów. 2 miejsce w tabeli w końcu samo się nie zdobyło.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stella Avery - 14.03.2023

Podróż nie należała do specjalnie skomplikowanych. Dotarła na miejsce od razu. Na całe szczęście, jeszcze tego brakowało, żeby przekręciła nazwę i znalazła się gdzieś, gdzie nie powinna. Nie zdziwiło by jej to wcale, lubiła sobie komplikować życie, gdy nie było to zupełnie potrzebne.

Znalazła się na stadionie. Faktycznie był ogromny, robił spore wrażenie. Bardzo przyjemnym uczuciem musiałoby być zagranie koncertu w takim miejscu. Ile ludzi mogłoby na nią patrzeć w jednym momencie... Niesamowite.

Obserwowała mężczyznę przez chwilę. Zauważyła, że Stanley jest szczęśliwy. Chyba nigdy dotąd nie widziała go aż tak zadowolonego. Musiało to być dla niego ważne wydarzenie. Kiedy już zauważył jej obecność zbliżyła się do niego. - Pierwszy i ostatni raz, możesz to zapamiętać, bo pewnie nigdy się nie powtórzy. - Miała na myśli swoje spóźnienie. - Postaram się już ładniej zachowywać, żeby trzymać standardy. - Uśmiech pojawił się na jej twarzy. Dobry nastrój jej towarzysza zdecydowanie działał i na nią, chociaż właściwie to nie lubiła takich miejsc.

- Tak, pytałam. - Bardzo poważnie pytała, bo jeśli chodzi o quidditcha, to jej wiedza była niemalże zerowa. Zupełnie nie interesowała się tym miejscem. Westchnęła, gdy Stan poprawiał jej szalik, najwyraźniej był to ważny element garderoby każdego kibica, skoro tak przywiązywał do niego wagę. - Taaak, sprawdzam Cię.- Odpowiedziała jeszcze, żeby nie było. Zjednoczeni teraz tylko będzie musiała jakoś domyślić się, którzy to byli. Nie sądziła, że będzie to łatwe, ale może jakoś powinna sobie poradzić z tym problemem. Miała wrażenie, że gdyby zapytała o to Borgina, to mógłby nie uwierzyć, że pyta się go o to na poważnie. Cóż miała zrobić, że była takim laikiem jeśli chodzi o wiedzę związaną z tym sportem.

Avery podążała grzecznie za Stanleyem w kierunku trybun. Bardzo dużo ludzi kręciło się wokół. Bała się, że zgubi go w tłumie. Tym bardziej, że wszyscy wydawali się zlewać w dwa kolory, które były barwami drużyn, które miały dzisiaj się tutaj zmierzyć. Próbowała przyspieszyć kroku, żeby za nim nadążyć, nie było to jednak takie proste jakby się mogło wydawać. Udało się jej go dogonić i zrównać tempem. Teraz mogli porozmawiać, może dowie się jeszcze jakichś istotnych szczegółów. - Same dziewczyny, to imponujące. - Odparła z podziwem, w końcu nie było to chyba nic standardowego wśród drużyn quidditcha, przynajmniej tak się jej wydawało. - Taki jesteś pewien, że Ci Zjednoczeni wygrają? - Wolała się upewnić, zawsze lepiej jest kibicować tej drużynie, która miała większe prawdopodobieństwo wygranej, chyba na tym polegało kibicowanie? Prawda?

Dotarli do stoisk, gdzie znajdowali się różni wystawcy. Avery tak właściwie, to nie potrzebowała nic do szczęścia. Zobaczyła krótkie spojrzenie Borgina w stronę stoiska z piwem, jednak szybko przeniósł wzrok na jakieś inne. Jak chciał, to potrafił się zachować i być grzeczny. Trochę jej to nawet zaimponowało, może jego matka miała rację, że mężczyzn można sobie wychować? Powinna bardziej zainteresować się tym tematem. - Póki co, to właściwie nie mam na nic ochoty. - Odpowiedziała jeszcze na zadane przez niego pytanie. Wylądowali wtedy przed stoiskiem z orzeszkami od razu pokiwała przecząco głową, co jak co, ale na orzechy nie mogła sobie pozwolić. Bała się, że mogła odezwać się jej alergia. Jeszcze spuchłaby na twarzy, zdecydowanie dzisiaj wolała tego uniknąć. - Nie mogę jeść orzechów. - Powiedziała trochę za głośno, żeby Stanley ją usłyszał. - Mogą mnie zabić, w zbyt dużych ilościach. - Dodała jeszcze.

Borgin zakupił pożywienie - rzecz ważną w czasie meczu i ruszyli dalej. Powoli kierowali się do swoich miejsc. Uważnie słuchała tego, co mówił mężczyzna. Musiała bardzo szybko nadrobić braki w materiale. - Matka gra na takiej samej pozycji? - To ją zaciekawiło. - Nepotyzm w quidditchu, myślałam, że tutaj istotne są umiejętności, jak widać wszędzie to wygląda tak samo. - Nie żeby jej rodzina nie korzystała ze swoich koneksji, kiedy tylko mogła. Innych zdecydowanie dużo łatwiej się ocenia.

Nott To nazwisko coś jej mówiło. Musiała poznać jakiegoś podczas wydarzeń na których towarzyszyła rodzicom. Jednak poza znajomym nazwiskiem nie potrafiła skojarzyć żadnych faktów. - Klasa, to dobrze. Pewnie on się dostał do drużyny dzięki talentowi, a nie z powodu znajomości. - Postanowiła dodać swoje trzy grosze, choć nie miała pojęcia, jak było. Nie połączyła faktów z tym, że rodzina Nottów była znana ze swojego zainteresowania quidditchem, więc pewnie to też miało coś wspólnego z tym, że kolejny z nich grał w popularnej drużynie.

- Za ile się zaczyna? - Zapytała jeszcze Stanleya. W sumie to obejrzy ten mecz, może uda jej się zrozumieć w końcu na czym dokładnie polega quidditch, niby znała zasady, jednak nigdy się jakoś specjalnie na wszystkim nie skupiała. Powoli kierowali się w kierunku miejsc, które mieli dzisiaj zająć.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 14.03.2023

Stanley nie byłby sobą gdyby nie popełniłby żadnego faux pas przy Stelli. Zawsze miał jakiś błyskotliwy pomysł, którego realizacja tylko zwiększała jego noty u panny Avery. Tym razem padło na te przeklęte orzeszki. Gdyby się nie przyglądała temu w jakim kierunku zmierza i co bierze, to najpewniej leżałaby już tutaj martwa. I zamiast meczu byłaby wizyta biura koronera.

- Tak Ci brakuje emocji? - zapytał zdziwiony słysząc pytanie swojej towarzyszki - Nie sądziłem, że taką fanką będziesz - dodał - Ciągle mnie czymś zaskakujesz - przyznał. Stella zawsze miała jakiegoś asa w rękawie, aby go zszokować. Zazwyczaj nie potrzeba było za dużo. W większości przypadków wystarczyło, aby pojawiła się ładnie ubrana, a Borginowi szczęka opadała do kolan. A jej idealne odgrywanie zainteresowania tym sportem, tylko zdobywało jej kolejne punkty w rankingu Stanleya.

- Według mojego zegarka… - spojrzał na rękę, odsuwając kawałek koszuli - To mamy jakieś 15 minut do rozpoczęcia - pokiwał głową, a następnie wskazał jej jedną z wieżyczek - Tam zmierzamy. Na samą górę - powiedział.

Miejsce do którego mieli się udać, było jednym z najlepszych jakie dało się tylko załatwić. Baszta przyozdobiona w granatowe barwy mówiła tylko jedno - tutaj siedzą kibice gospodarzy. Taki też był zamiar tej dwójki. Jako wierni wspierający Zjednoczonych z Puddlemere, nie mieli innej opcji jak zasiąść na tej trybunie.

- Trochę ludzi jest - skomentował patrząc na kolejkę, która stała przed nimi. Najgorsze w tym wszystko było to, że oni wszyscy czekali na wejście na tą samą wieżę co Stanley i Stella - Chwilę sobie poczekamy - zaśmiał się nerwowo. Może nie powinni iść po te przekąski, tylko od razu udać się na swoje miejsca? Co jeśli mecz rozpocznie się zanim zdążą wejść na samą górę?

Borgin złapał bok Avery i przesunął ją w kolejce przed siebie. Zrobił to oczywiście ze względów bezpieczeństwa. Jeszcze ktoś by próbował się do niej przystawiać. A tak, kiedy stała przed nim, miał pełną kontrolę nad sytuacją i innymi samcami w okolicy.

- Proszę. Twój bilet - wręczył dziewczynie jeden z dwóch talonów, które wyciągnął przed sekundą z wnętrza płaszcza - Nie boisz się wysokości, prawda? - upewnił się. Nawet jeśli by się bała, to nie było już odwrotu. Za nimi pojawiało się coraz więcej fanów, którzy tak samo jak oni, starali się dostać na trybunę.

- To będzie naprawdę ciekawe spotkanie - powrócił do tematu wydarzenia, które miało się za niedługo rozpocząć - Zjednoczeni prowadzą tylko 10 punktami nad Harpiami - zarzucił prawą rękę na jej ramię. Wyglądało to jakby chciał się o nią oprzeć albo przytulić? - 655 do 645 punktów, to nie aż taka wielka różnica - zaczął rozmyślać - Nawet jak nie uda nam się wygrać, chociaż bardzo na to liczę… To jestem pewien, że obejrzymy kawałek dobrego quidditcha - dodał z uśmiechem na ustach. Wszystko wskazywało na to, że tak właśnie miało się stać. Dwie najlepsze drużyny w lidze. Tóż to prawdziwa gratka dla fanów tego sportu.

- Oby tylko nie złapali złotego znicza po 10 minutach - podniósł palec do góry - Bo wtedy się zdenerwuję - ostrzegł. Nie po to stanął na głowie i załatwił te bilety, aby całe wydarzenie miało się zakończyć szybciej niż ich podróż na miejsce. Jakby tak się stało, to Stanley by chyba wyszedł z siebie i stanął obok. Chociaż to potrafił robić bez tego typu zdarzeń.

- 150 punktów za złapanie złotego znicza też nie daje wygranej z drugiej strony - zastanawiał się głośno kiedy zmierzali małymi krokami w stronę wejścia - Bo przecież ścigający mogą natłuc kaflami więcej… Nawet i ze 160… 170… Kto wie… - uniósł na chwilę kącik ust w grymasie. O tyle o ile nie wątpił w umiejętności Notta i to, że złapie swój cel. Tak obawiał się, że Harpie mogą postawić na odmienną taktykę. Zamiast skupiać się na poszukiwaniu znicza, mogą przystąpić do ataku frontalnego i wykończyć Zjednoczonych zwykłymi kaflami.

- Ooo… Słyszysz? - podniósł palec do góry w kierunku trybuny - Nasi śpiewają - poinformował Stellę, słysząc jakieś krzyki dochodzące z góry. Przypominało to raczej niezorganizowane darcie mordy. I w dodatku obok śpiewu to nigdy nie stało.

- Proszę - podał bilet sprawdzającemu aby chwilę później znaleźć się we wnętrzu wieży - Idź przodem. Jak będziesz się miała przewrócić to cię najwyżej złapie - zaproponował - Albo chociaż spróbuję… - uśmiechnął się do niej - Chyba, że mam nawet nie próbować? - zaczął się lekko przekomarzać. Nawet jeżeli by mu powiedziała aby tego nie robił. Stanley i tak by zapewne skoczył za nią w ogień. Ot taki miała na niego wpływ. Sam nie do końca rozumiał jak to działa ale wolał się nie pytać. W końcu uda mu się samemu to ogarnąć. A jeżeli nie, to będzie żył tak w błogiej nieświadomości i pewnego rodzaju kajdanami na swojej duszy.

Słysząc, że na boisku robi się coraz głośniej oraz to, że spiker zaczął witać zebranych gości, ruszył za panną Avery na górę.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stella Avery - 14.03.2023

Nie można było mu przynajmniej zarzucić, że Stella się przy nim nudzi. Za każdym razem coś się działo, to, że były to niekoniecznie pozytywne nie było specjalnie istotne. Grunt, że coś się działo. Avery nie miała do niego pretensji, nie był przecież jasnowidzem, a przynajmniej jak do tej pory nie wspominał, że nim jest. Znali się krótko, nie mógł wiedzieć o niej wszystkiego, może z czasem będzie wiedział więcej, jeśli nadal będą ze sobą przebywać. W końcu dopiero powoli dowiadywali się o sobie wielu rzeczy.

- Tak, emocje są tym, czego zawsze mi brakuje. - Uśmiechnęła się, jednak trochę słabo wyszedł jej ten uśmiech. Starała się naprawdę cieszyć tym wydarzeniem tak jak Borgin, jednak trudno było udawać, gdy mecz był czymś, co zupełnie ją nie interesowało. Do tego zaczynała się gubić w tym kto z kim gra, kto ma wygrać, komu kibicują. Za dużo informacji, jeszcze chwila i zacznie panikować. Wzięła głęboki oddech, musiała się uspokoić i to w taki sposób, żeby on nie zauważył, że jest niespokojna.

Widziała, że jej udawane zainteresowanie najwyraźniej nie zostało wyłapane przez Borgina i myślał, że rzeczywiście zaczęła się interesować sportem, nie miała pojęcia, że wyjdzie jej to tak dobrze. Zresztą może niepotrzebnie aż tak grała. Teraz trudno będzie jej się z tego wykręcić, a co jak zaprosi ją na kolejny mecz, bo pomyśli sobie, że jej się podobało? Będzie musiała znaleźć wymówkę, bo więcej na pewno się nie pojawi na stadionie. Jeden raz - jak najbardziej, żeby sprawić mu przyjemność, ale to będzie ostatni raz, tego była pewna.

- Pewnie nie raz Cię jeszcze zaskoczę. - Rzekła uśmiechając się przy tym promiennie. Naprawdę chciała zrobić wszystkim wokół przyjemność, zawsze, przez co przytrafiały się jej sytuacje, jak ta, gdzie sama nie była przez to zadowolona. Pozostało jednak jakoś się przemęczyć.

Na samą górę . Uniosła wzrok, żeby zobaczyć, jak daleko będą zmierzać. Piętnaście minut nie brzmiało specjalnie optymistycznie, jednak powinni sobie jakoś poradzić, będzie musiała przyspieszyć tempo. - Zdążymy? - Zapytała jeszczcze, bo nie była tego do końca pewna.

Sektor do którego zmierzali wyróżniał kolor niebieski, taki sam mieli na szalikach, była ciekawa, czy drużyna będzie miała takie same barwy strojów. Może uda jej się dzięki temu zorientować, komu mają kibicować. - Fakt, nie spodziewałam się, że tyle ludzi lubi oglądać kilka osób latające na miotłach za piłkami. - Skomentowała jeszcze, bo faktycznie ją to zdziwiło. Może rzeczywiście dla niektórych to była świetna rozrywka? Sama właściwie nie pamiętała kiedy ostatnio była na meczu, pewnie jakoś w Hogwarcie.

Kolejka poruszała się bardzo powoli. Miała wrażenie, że nie dotrą tam przed rozpoczęciem, może to i lepiej, czas szybciej zleci. Wtedy poczuła się przestawiona, Stanley przesunął ją dosyć sprawnym ruchem przed siebie. Odwróciła się tylko, kiedy to zrobił i posłała mu pytające spojrzenie. Nie wiedziała dlaczego tak zrobił.

Wzięła bilet, który jej przekazał do ręki, obejrzała go dokładnie. - Nie boję się wysokości, nie żebym była jej jakąś ogromną pasjonatką, ale nie będę panikować. - Zrozumiałe, że o to zapytał. Lepiej teraz, niż gdyby weszła na trybuny i zaczęła panikować.

Borgin ponownie zaczął opowiadać o quidditchu, Stella starała się go uważnie słuchać, ale doszła do tego matematyka i naprawdę coraz mnie rozumiała. Jeszcze chwila, moment, a już nic nie będzie wiedzieć. - 10 punktów to chyba niewiele, może się zdarzyć wszystko. - Próbowała to jakoś sobie zobrazować. Poczuła jego rękę lądującą na jej ramieniu, jednak na to nie zareagowała, za bardzo była przejęta tym, że nie rozumie nic z quidditcha.

- To się może tak szybko skończyć? - Zapytała z dosyć sporym entuzjazmem. Czyli mogła mieć jeszcze nadzieję, że sprawa skończy się bardzo szybko. Pewnie Borgin byłby nieszczęśliwy, ale ona zupełnie przeciwnie.

- Nie wiem jak Ty to wszystko ogarniasz Stanley, to jakieś poważne wyliczenia, chyba mnie przerastają. - Postanowiła przyznać, że nie bardzo się w tym odnajduje.

Avery była przyzwyczajona do tego, że muzyka brzmi nieco inaczej, ale nie dało się nie usłyszeć skandujacych kibiców, pewnie za chwilę zacznie się to spotkanie. - Też będziesz śpiewał? - Pewnie tak, zauważyła już, że naprawdę się tym mocno interesował, dałaby sobie rękę obciąć, że zna wszystkie przyśpiewki.

Stella również podała bilet, żeby móc wejść do środka, pozostawało się jeszcze wdrapać pp schodach i będą na miejscu. Czuła się, jakby przebiegła maraton, nie sądziła, że to będzie takie trudne. - Oczywiście, jakby coś to mnie łap, tylko tak, żeby sobie nie zrobić przy okazji krzywdy. - Jak zawsze był gotowy służyć jej pomocą, ogromnie jej to schlebiało.

Jakimś cudem udało im się wdrapać na górę, mogli zająć swoje miejsca. Stella starała się powoli oddychać i uspokoić oddech, bo kosztowało ją to sporo wysiłku. Trochę żałowała, że nie poprosiła Stanleya o piwo, ale nie zamierzała się teraz po nie wracać.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 14.03.2023

Samuel nie kłamał. Widok z tego miejsca to najpiękniejsza rzecz na ziemi. Całe boisko w zasięgu wzroku. I jeszcze ten klimat, który udzielał się wszystkim wokół. Jeszcze dodatkowo fakt, że znajdował się tutaj ze Stellą. Świetna sprawa. Lepszego popołudnia nie mógł sobie chyba wymarzyć.

Ich obawy okazały się prawie bezpodstawne. Dotarli na samą górę trybun w momencie kiedy Zjednoczeni z Puddlemere wkraczali na boisko. Wszystkie miejsca, poza dwoma w pierwszym rzędzie, były zajęte. Każda osoba siedzącą w tym sektorze przywdziewała te same barwy. Stanley wolał nie myśleć do czego mogłoby tutaj dojść gdyby ktoś pojawił się w szaliku Harpii.

Przedostali się skrzętnie między innymi fanami, a następnie zajęli swoje miejsca - Wiedziałem, że nam się uda! - wykrzyczał do Stelli ze szczęścia. Nie miał innego wyboru, wszyscy wokół skandowali “Puddlemere! Puddlemere!” kiedy kolejni zawodnicy byli przedstawiani. Było bardzo głośno ale nikt się tym za bardzo nie przejmował. Sam Borgin zacierał już rączki, aby za moment przyłączyć się do tego chórku. Zdartym gardłem będzie się martwił jutrzejszy Stan. Dzisiaj, trzeba było kibicować Zjednoczonym. I to z całej siły.

- PUDDLEMERE! PUDDLEMERE! - dołączył do okrzyków aby mieć swój wkład w kibicowaniu granatowym. Nie minęło kilka sekund, a obudziła się w nim kibicowska bestia. Wstał z miejsca, zdjął swój szalik i wyniósł go w górę na wyprostowanych rękach, tak jak setki innych osób. Zjednoczeni zbierali się do odśpiewania swojego hymnu - Odbijcie te tłuczki, chłopcy i rzućcie tu tego kafla.

- Z bagiennych bagien Queerditch… Wyhodował sport tak piękny i uczciwy… - rozpoczął pieśń wraz z resztą swoich zjednoczonych braci. Dzisiaj oni wszyscy - kibice i zawodnicy - stanowili jedność. W tym momencie wszystkie podziały jakie były między granatowymi odchodziły na bok. Nie było ważne czy jesteś mugolem, czy czarodziejem pełnej krwi. Teraz najważniejszy był quidditch. I zwycięstwo Puddlemere.

Borgin niespecjalnie przejmował się, że wyglądał w tym momencie na jakiegoś fanatyka.

Stał tak dobre 2 czy 3 minuty i ani na moment nie przestawał śpiewać, a raczej wykrzykiwać kolejnych zdań - Więc odbijcie tych tłuczków, chłopcy, i rzućcie tego kafla! - wykrzyczał wspólnie z innymi na zakończenie hymnu, a następnie opuścił szalik z powrotem na swoją szyję. Chwilę później dołączył do gromkich braw dla zespołu gospodarzy.

- Oj… Gorąco dzisiaj… - powiedział spoglądając na Stellę. Nie mógł dłużej wytrzymać w tym płaszczu ale z drugiej strony nie miał gdzie go położyć. Rozpiął kilka górnych guzików, a następnie zaczął się nią wentylować - Gggrhhh… - odchrząknął. Gardło już miał niestety zdarte. Tak to się kończy jak się nie potrafi śpiewać i się tylko krzyczy.

- Drodzy państwo… A teraz przywitajmy drużynę gości… Harpie z Holyhead! - oznajmił spiker. Na trybunie w której siedzieli rozległy się bardzo ciche oklaski. Od razu było widać, że nikt tutaj nie pałał do dziewczyn wielką miłością. A te kilka klaśnięć wynikało raczej z kultury, niż prawdziwego kibicowskiego oddania.

- Jednak to nie koniec… Dzisiaj na pozycji szukającej… Zagra najnowsza zawodniczka w zespole… Przywitajmy ją gorącymi brawami… Heather Wood! Gromkie brawa! - rozległo się po całym boisku. W ich wieżyczce ponownie można było dostrzec kilka klaszczących osób. Jednak ponownie nie było to porównywalne z tym co zrobili jeszcze kilka dobrych minut temu. Ciemnozielone trybuny dawały za to teraz o sobie znać. Nic dziwnego. Każdy starał się dopingować swoją drużynę na tyle na ile potrafił.

- Za chwilę się zacznie… - powiedział jej do ucha nachylając się. Zrobił to aby upewnić się, że Stella to usłyszy. Chociaż czy powinien jej to powiedzieć? Przecież tak dobrze znała zasady. Borgin zapewne nie raz ją jeszcze weźmie ze sobą na takie mecze.

Stanley się nie mylił. Kiedy tylko zdążył się wyprostować na swoim miejscu, obie drużyny wzniosły się w powietrze. Sekundę później w powietrzu znalazły się również piłki - kafel, dwa tłuczki oraz złoty znicz.

Nott i Wood od razu skupili swoje uwagi na najmniejszej z nich, a następnie ruszyli w pogoń. Mimo początkowej niechęci do szukająca Harpii, Borgin musiał przyznać, że potrafiła co nie co na tej miotle. Stawiała dzielny opór swojemu przeciwnikowi z Puddlemere.

Ciężko było skupić się na jednym momencie w meczu. Wszystko działo się tak szybko. Pogoń za zniczem oraz zagrywki pałkarzy, którzy próbowali przeszkodzić drugiej drużynie tłuczkami. To nie było wszystko, ponieważ jeszcze ścigający starający się zdobyć cenne punkty oraz obrońca robiący to co w ich mocy, aby ratować swoich kompanów.

Stanley oglądał całą sytuację z zapartym tchem. Jego oczy chodziło na lewo i prawo, jakby był kotem i podążał za jakimś laserem. Co krótką chwilę wydawał z siebie tylko Taak! albo No niee…. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że był jak w transie. Ale mecz trwał dalej.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stella Avery - 14.03.2023

Dopiero gdy rozsiadła się wygodnie zaczęła się rozglądać. Faktycznie, miejsce było całkiem ciekawe, naprawdę sporo można było stąd zobaczyć, a ta wysokość dodawała temu wszystkiemu uroku. Pewnie jeszcze lepiej by było spoglądać w ten sposób na jakieś, jezioro, czy morze, a nie stadion, jednak w tym momencie musiała się cieszyć tym, co miała. Najważniejsze, że Stanley był szczęśliwy - co do tego miała pewność. Nie dało się nie zauważyć jego entuzjazmu związanego z tym wydarzeniem.

Co najważniejsze udało im się dotrzeć na czas, pomimo tego, że Avery była pewna, że im się nie uda. Jak widać nie zawsze miała rację. Może to i lepiej, Borgin na pewno nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby przegapił początek. Nie pozostawało nic innego, jak poczekać te kilka minut, spotkanie miało się zacząć lada moment.

- Nam się zawsze wszystko udaje. - Powiedziała z uśmiechem, tym razem szczerym do Borgina. W sumie ostatnio kiedy współpracowali odnosili same sukcesy, najwyraźniej im to służyło, chociaż gdyby Stanley przyszedł tu sam, to na pewno znalazłby się na trybunach dużo szybciej, nie miałby balastu w postaci Stelli, ale wolała już nie drążyć tego tematu.

Zaczęło się robić głośno, coraz głośniej. Kibice przejmowali inicjatywę. Czuła, że Ci ludzie są tutaj razem, nie było między nimi żadnych podziałów, śpiewali jednym głosem pieśń dla swojej ukochanej drużyny. To było naprawdę pokrzepiające. Stella zastanawiała się, jak to jest być na miejscu tych zawodników. Czy w ogóle robi to na nich wrażenie? W końcu z czasem pewnie człowiek to tego przywyka, chociaż wydawało jej się, że może nie do końca. Tak jak ona, też zdarzało jej się czuć trochę stresu przed występami, mimo, że robiła to ciągle.

Stella spoglądała na boisko, w końcu trudno by było, gdyby tego nie robiła, jednak nie ekscytowała się tym tak, jak Borgin. Nie krzyczała, nie śpiewała, nie była najlepszym kibicem. Może z czasem nabierze wprawy, choć przecież zarzekała się chwilę temu, że to jej pierwszy i ostatni mecz. Kiedy jednak zobaczyła ile radości daje to mężczyźnie trochę zmieniła zdanie, ale tylko odrobinę, mogłaby się zastanowić nad jeszcze jednym meczem, ale za jakiś czas, minimum pół roku.

Usłyszała, że na boisko wchodzi ta dziewczyna, o której opowiadał jej Borgin. Wtedy się wychyliła, żeby zobaczyć jak wygląda. Jedyna, co udało jej się dostrzec z takiej odległości to włosy, w kolorze ognia, nie dało się ich przegapić, dzięki nim łatwiej było ją dostrzec na boisku. Avery doceniała to, że kobiety tak wyśmienicie radziły sobie w starciu z mężczyznami, w końcu zawsze twierdzono, że są słabsze fizycznie, te tutaj udowadniały, że wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie.

Oczywiście nie wspomniała o swoich przemyśleniach towarzyszowi, który był przecież fanatykiem przeciwnej drużyny. Wolałaby mu się nie narazić. Czekała na początek, Stanley jeszcze ją uswiadomił, że już prawie, już zaraz się zacznie. Im szybciej się zacznie - tym szybciej się skończy. Mogli więc już zacząć mecz, szybko złapać znicz i będzie po wszystkim. Mogłaby ta nowa, ruda pokazać jak się gra, zaimponować tym ludziom, ona by się pokazała, a oni mieli odhaczony wspólny mecz. Miała nadzieję, że faktycznie tak będzie.

Mecz się rozpoczął, zawodnicy obu drużyn wzbili się w powietrze i zaczęli zajmować swoimi obowiązkami. Stella pewnie nie potrafiłaby nawet ich wszystkich nazwać... Ale patrzyła, starała się nadążyć za wszystkimi piłkami, chociaż nie szło jej to specjalnie dobrze.

Mecz faktycznie był bardzo emocjonujący. Żadna z drużyn nie dopuszczała, każda ze stron chciała wygrać. Z czasem sama zastanawiała się, jak potoczy się sytuacja. Czekała, aż poznają ostateczny wynik. Szukający jednak, póki co jeszcze nie złapali znicza, w głębi duszy chciała, żeby dziewczyna go złapała. Stella uważała, że warto udowadniać, że kobiety też mają siłę - w każdej dziedzinie.




RE: [31 sierpnia 1969] Zjednoczeni do boju! || Stanley & Stella - Stanley Andrew Borgin - 15.03.2023

Ten mecz można by w spokoju podzielić na dwa starcia. Pierwszym był pojedynek szukających - Wood kontra Nott. Ta dwójka miała wiele do udowodnienia swoim drużynom. Nott, który pokaże, że jest niekwestionowaną legendą oraz to, że zwycięży przed własną publiką na rodzimym stadionie. Wood, która udowodni, że Harpie też są w stanie wspiąć się na szczyt tabeli w tym sezonie.

Drugim pojedynkiem, które zeszło na dalszy plan było starcie pozostałych zawodników. Starali się ze wszystkich swoich sił zdobyć jakiekolwiek punkty dla swojej drużyny. Każdy strzelony kafel to jednak zawsze pewne 10 punktów. Aż by się chciało rzecz, że lepszy kafel w kole niż znicz na boisku. Pytanie czy było to prawdą?

Większość meczu wyglądała tak samo. Tutaj atak ścigających, tu niemal niemożliwa obrona. Tam ktoś prawie tłuczkiem dostał. Czyli tak jak wygląda przeciętny mecz quidditcha. Gdyby to była jedyna rozrywka jaką obie drużyny miał dzisiaj zaprezentować to rzesza fanów byłaby bardzo niepocieszona.

Na całe szczęście pozostawała jeszcze pewna bardzo zaangażowana dwójka, która nie zamierzała zawieść swoich fanów. Zarówno szukający z Puddlemere i Harpii nie mieli zamiaru odpuszczać. Ganiali się w tę i nazad po całym boisku. Momentami ciężko było ich zauważyć, tak szybko zmieniali swoje położenie. Każdy kto próbował za nimi nadążyć miał szansę nabawić się mocnego bólu szyi.

Na niekorzyść granatowych przemawiał fakt, że to niestety Heather dominowała w pogoni za złotym zniczem. Tłum zamarł prawie dwukrotnie kiedy to ta młoda, rudowłosa zawodniczka było o włos od zainkasowania 150 punktów na konto swojej drużyny. Niestety zawsze brakowało tego jednego elementu. Jednej chwili, aby złapać uciekiniera.

Reszta dziewczyn z Harpii nie zamierzała jednak zostawiać samej Wood na polu bitwy. Raz za razem zdobywały kolejne punkty przerzucając kafel przez koło. Były w tym zdecydowanie lepsze od Zjednoczonych. Zyskały znaczącą przewagę nad swoimi przeciwnikami. Bo jak inaczej można nazwać wynik 80 do 150 dla drużyny przyjezdnej.

Wszyscy byli już niemal pewni, że trzecie podejście rudowłosej z Holyhead musi zakończyć całe spotkanie. Znalazła się ona bowiem centymetry od znicza. I już go miała łapać kiedy… Philip Nott przechwycił jej go sprzed nosa, zyskując 150 punktów na swoje konto i tym samym kończąc dzisiejszy mecz.

Szukający z Puddlemere po raz kolejny udowodnił dlaczego gra na swojej pozycji przez tyle lat. Gdyby nie on, granatowi dzisiaj wróciliby na tarczy z tego pojedynku.

Nikt jednak nie mógł odmówić świetnego występu Wood. Sam Stanley był zdziwiony, że poszło jej nawet nieźle. Pokazała kawałek bardzo dobrego quidditcha. Zresztą nie tylko ona. Wszyscy pokazali się z dobrej strony i dostarczyli tyle wrażeń kibicom ile powinni. Była to prawdziwa gratka dla koneserów tego sportu. No i oczywiście jeden z ważniejszych meczy w tym sezonie. Jednak przed obiema drużynami było jeszcze kilka spotkań i nie należało teraz spoczywać na laurach.

Stanley wraz ze Stellą wrócili na ulicę Pokątną niedługo po tym jak zakończył się cały mecz. Borgin cieszył się jak małe dziecko, że wygrała jego ukochana drużyna. Nie omieszkał również podziękować pannie Avery za jej towarzystwo podczas tego wydarzenia. Pożegnali się, a Stanley poszedł dalej w tango, aby świętować zwycięstwo

Zjednoczeni do boju!
Koniec sesji