![]() |
|
Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert (/showthread.php?tid=1103) |
Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Stella Avery - 15.03.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Robert Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem Kawiarnia przy Alei HoryzontalnejOtrzymała od ojca list. Nie był w nim szczególnie wylewny. Napisał jedynie, że umówił ją na spotkanie z Robertem Mulciberem - jej wujem. Szkoda, że wcześniej nie zapytał, nie miała ostatnio ochoty pokazywać się nikomu. Jacob o tym wiedział, zrobił to więc wbrew jej woli. Nie była zadowolona z tego powodu. Nie podobało jej się to, że usilnie próbowali wyciągać ją z domu. Mimo, że minął już rok, ponad rok od śmierci jej siostry to rana nadal pozostawała niezabliźniona. Nie potrafiła sobie poradzić z jej brakiem, nadal nie odnalazła swojego miejsca, jakoś tak pusto było, sama świadomość, że już jej nigdy nie zobaczy okropnie ją przygnębiała. Nie miała ochoty na nic, nawet nie miała komu o tym wszystkim opowiedzieć, bo jej siostra odeszła. Chciała, czy nie - musiała spełnić prośbę ojca. Nie mogła zlekceważyć spotkania z wujem - w czasach jak te, ważne było, żeby utrzymywać znajomości z odpowiednimi osobami. Zdawała sobie z tego sprawę, musiała więc się poświęcić. Robert nie był jej najbliższą rodziną. Jednak w jego żyłach płynęła krew rodziny jej ojca. Zastanawiała się, o czym może chcieć z nią rozmawiać, nie wyglądał na takiego, który mógłby się z nią chcieć spotkać bez powodu. Na pewno jakiś znalazł. Nie wypytywała jednak o to ojca. Dowie się na miejscu. Chyba nigdy jeszcze nie spotkała się z nim sam na sam. Zazwyczaj rozmawiali podczas jakichś większych wydarzeń towarzyskich, choć rozmowa to chyba zbyt wiele powiedziane - wymieniali uprzejmości i to by było na tyle. Stella pojawiła się w kawiarni przy Alei Horyzontalnej przed czasem. Nie lubiła się spóźniać, wolała zaczekać. Przynosiło to ze sobą również profity - mogła wybrać stolik. Jako, że pogoda była całkiem przyjemna postanowiła zająć miejsce na dworze. Usiadła przy jednym z wielu stolików. Wyglądała idealnie - jak zawsze. Przywiązywała do tego wagę. Ubrana była w czarną, dopasowaną sukienkę z długim rękawem, sięgała jej nieco za kolano. Mimo tego, że minął już ponad rok od śmierci siostry to nadal nie zdjęła z siebie koloru żałoby. Zamówiła kawę i czekała, aż wybije dwunasta. Wtedy miał do niej dołączyć wuj. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Robert Mulciber - 22.03.2023 Nie tylko nie wyglądał, ale też faktycznie nie był człowiekiem, który zwykł spotykać się z innymi ludźmi bez konkretnego powodu. Prawie za każdym działaniem, którego się podjął, stało coś więcej. Te spotkanie, ze Stellą, nie różniło się pod tym względem od wszystkich pozostałych. O ile wszystko potoczy się zgodnie z planem, miało potencjał ku temu, aby przynieść każdej ze stron wymierne korzyści. Stella nie była mu szczególnie bliska. Kolejna krewna, których nie brakowało. Pochodziła z dobrej, czystokrwistej rodziny. Była rozpoznawalna. Kiedy więc w kolejnym z wymienionych listów, poruszony został temat zaangażowania jej w sprawy związane z klubem, nie zastanawiał się nad tym szczególnie długo. Avery potrzebowała drobnej pomocy, Mulciber natomiast - odpowiednich ludzi na poszczególnych stanowiskach. Od tego zależny był w znacznej mierze sukces całego przedsięwzięcia, które było dość rozbudowane. Nie brakowało tutaj prawdziwego rozmachu, ale jak inaczej pokazać siłę, którą od pokoleń dysponowali czystokrwiści? Na miejscu zjawił się mniej więcej o czasie. W grę nie wchodziło spóźnienie większe niż maksymalnie 5 minutowe. Trasę pokonał pieszo. Mieszkał w tej części Londynu, od wskazanego lokalu nie dzieliła go szczególnie duża odległość. Pogoda była na tyle ładna, wiosenna, aby nie postrzegać tego za pewną niedogodność. A nawet jeśli - byłaby ona niewielka. Ubrany w wiosenny płaszcz, pozwolił sobie pozostawić go rozpiętym, tak że widoczny był kryjący się pod nim biały sweter i nieco ciemniejsze jeansy. Okrycia pozbył się ledwie wkroczył na teren kawiarni. W tym przypadku do niewielkiego ogródka. Nie tracił czasu na podejście do lady, kupno kawy, czegokolwiek innego. Przewiesił płaszcz przez oparcie krzesła, które odsunął. Usiadł. - Widzę, że cenisz sobie punktualność, to dobra cecha. – zamiast przeprosić za własne spóźnienie, pochwalił Stellę za to, że sama nie kazała mu czekać. – Dobrze wyglądasz. Jacob pisał mi, że nadal nie do końca radzisz sobie ze śmiercią siostry. Z czasem jednak na pewno będzie lepiej. – nie był szczególnie delikatny. Nie zaliczało to się do grona cech, którymi Robert dysponował. Wbrew temu, co można byłoby sobie teraz pomyśleć, starał się wykazać tym, czego najpewniej nie posiadał. Odrobiną empatii. W międzyczasie podeszła do nich młoda kelnerka, u której zamówił herbatę. Odpowiedni napój o tej porze dnia. Podczas gdy jemu przyszło poczekać kilka chwil na własną filiżankę, przed Stellą pojawiła się kawa. Przeniesiona przez tę samą dziewczynę, która na odchodnym zapytała jeszcze czy czegoś sobie życzą; czegoś więcej niż to, co już zamówili. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Stella Avery - 24.03.2023 Stella przywykła do tego, że ojciec oddelegowywał ją czasami do różnych spraw. Szukał jej na siłę zajęcia, próbował zorganizować życie. Była do tego przyzwyczajona. Wykonywała jego polecenia, żeby mieć święty spokój. Nie było sensu z tym walczyć, robiła to, o co ją prosił, aby później nie wtrącał się w inne sprawy. Całkiem korzystne to było - w końcu pokazywała się tam, gdzie ją o to prosili, wydawać by się mogło, że zaczęła wracać do życia. To tylko pozory, nikt nie wiedział, co się z nią dzieje za zamkniętymi drzwiami. Nadal nie mogła pogodzić się z tragedią, jaka ją spotkała. Dostrzegła go z oddali, jeszcze chwila i dowie się, co mężczyźni tym razem wymyślili. Nie, żeby była tym jakoś szczególnie zainteresowana, ale pan ojciec prosił - Stella wykonywała polecenia. Tak już się miała kolej rzeczy. - Tak cenię i doceniam, kiedy ktoś się nią wykazuje. - Odpowiedziała z uśmiechem, nie był to jednak naturalny uśmiech, a wymuszony, bo nie ukmnęło jej oczywiście, że Robert był spóźniony, odbierała to jako brak szacunku, jednak nie powiedziała tego głośno. Potrafiła zachować dla siebie swoje myśli. - Dziękuję. - W końcu wypadało podziękować za komplement. - Nie wiem, czy będzie lepiej, w końcu nic mi jej nie zwróci, zawsze będzie mi towarzyszyło widmo zmarłej siostry. - Rzekła jeszcze bez żadnych emocji w głosie. Nie chciała, żeby ludzie się nad nią litowali, sama musiała sobie poradzić z tym, co ją spotkało, a że aktualnie nie radziła sobie z tym wcale - był to tylko i wyłącznie jej problem. Kelnerka przyniosła kawę, którą zamówiła. Stella sięgnęła po filiżankę i wypiła z niej spory łyk, przyglądała się uważnie wujowi. Może warto już przejść do rzeczy. - Ojciec wspomniał, że chcecie mnie do czegoś zaangażować. - Zaczęła, wolała od razu zacząć rozmowę o tym, po co się tutaj spotkali. - Nie powiedział mi jednak zbyt wiele, do czego jestem potrzebna? - Zapytała wprost. Spojrzenie miała skierowana w stronę mężczyzny, była ciekawa, do czego ktoś taki jak on może jej potrzebować, w końcu jej zaineteresowania były raczej dalekie od tego, czym się zajmował. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Robert Mulciber - 14.11.2023 Z perspektywy Roberta, Stella prezentowała się niczym naprawdę dobre dziecko. Odpowiednio ułożone. Posłuszne własnemu ojcu. Znające swoje miejsce w szeregu. Zupełnie inne niż młoda Mulciberówna, która od najmłodszych lat sprawiała problemy. W jakimś stopniu Jacobowi nawet tego zazdrościł. Jacob miał dużo szczęścia. - To dobrze. Doskonale. - odpowiedział, kompletnie nie dostrzegając kryjącego się we słowach dziewczyny drugiego dna. Nie poświęcił im na tyle dużo uwagi, aby było to możliwe. Zarejestrował jej wyznanie dotyczące relacji ze zmarłą siostrą, nie uznał jednak za konieczne, aby ten temat ciągnąć. Pokiwał więc jedynie głową. Dzięki pojawieniu się kelnerki, wyglądało to bardziej naturalnie. Mogli przejść do właściwego tematu. Tego, który sprowadził ich dwoje do tego lokalu. - Rozmawiałem ostatnimi czasy z Jacobem o planach związanym z otwarciem prywatnego klubu dla czystokrwistych czarodziejów, który byłby zlokalizowany w Londynie. Duże przedsięwzięcie, na ten moment cieszące się zainteresowaniem kilku bardziej znaczących rodzin. Chcemy aby oferował on swoim członkom wiele różnych możliwości. Nie wiem czy byłabyś zainteresowana szczegółami? - tutaj zatrzymał się na krótki moment. Jego postawa, wyraz twarzy oraz ton głosu, zdradzały że Stelli o zainteresowanie szczegółami w zasadzie nie podejrzewał. Zanudzać jej zaś nie chciał tym, czego mogłaby nawet i w pełni nie zrozumieć. Tego typu sprawy nie bez powodu nie były przeznaczone dla kobiet. Poprawił się na krześle. Spojrzał przez ramię w kierunku, w którym wcześniej zniknęła obsługująca ich kelnerka. Co prawda nie czekał na swoją herbatę szczególnie długo, ale wydawało mu się, że dziewczyna powinna już dostarczyć mu ją co najmniej ze dwa razy. Mogła zapomnieć, że dostanie choćby niewielki napiwek. - Potrzebujemy kogoś, kto zająłby się organizacją wydarzeń o charakterze artystyczno-kulturalnym, a zarazem sam posiadałby w tej materii choćby niewielki dorobek. - jeśli Stella zaczęła coś w międzyczasie mówić, to wszedł jej w słowa, kompletnie ten nieistotny przecież szczegół ignorując. - Jacob, Twój ojciec, uważa że idealnie nadawałabyś się do tej roli. Mi zaś zależy na kimś, komu moglibyśmy w tym aspekcie zaufać. - tutaj wreszcie uśmiechnął się. Był to widok do pewnego stopnia niecodzienny. Wyraz twarzy jakoś tak niekoniecznie pasował do oblicza mężczyzny. Prezentował się dość nienaturalnie. W międzyczasie kelnerka dostarczyła wreszcie herbatę, stawiając filiżankę tuż przed Robertem. Uprzejmie zapytała, czy coś jeszcze sobie życzą. Mulciber zaprzeczył. Gestem dał jej znać, że może ich zostawić samych. Nie zainteresował się ewentualnymi potrzebami Stelli. Nie zostawił dość czasu na reakcje. Ale czy dla krewnej było to czymś nowym? Nawet jeśli nie byli blisko, to chyba cokolwiek o kuzynie swojego ojca musiała wiedzieć. Mieć jakiś jego obraz w głowie. Kompletnie obcy przecież sobie nie byli. Co najwyżej - częściowo. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Stella Avery - 14.11.2023 Stella potrafiła spełnić oczekiwania. Gotowa była uszczęśliwić wszystkich wokół bez względu na to ile ją by to miało kosztować. Szczególnie dotyczyło to jej rodziców. Nie uważała, że miała jakiekolwiek, inne wyjście - została jedynaczką, odkąd Kordelia odeszła to na nią skierowane były oczy matki i ojca. Zależało jej na tym, aby mieć jak najwięcej swobody, nie chciała, żeby za bardzo ingerowali w jej życie, przynajmniej jak na razie, bo pozwalali jej nadal przechodzić żałobę, mimo, że minęło już kilka lat. Nie poganiali jej dzięki temu. Wystarczyło, że spełniała ich zachcianki, całkiem rozsądne więc było nie dawać im powodów do niepokoju. Pojawiła się więc tutaj, tak jak prosił ojciec. Skoro zależało mu na tym, aby porozmawiała z wujem, to nie miała zamiaru protestować, po co? Nie była krnąbrna, wręcz przeciwnie. Zawsze gotowa wysłuchać tych, którzy tego chcieli, nie miała również problemu z akceptowaniem ich oczekiwań, a następnie spełnianiem. Szczególnie jeśli należeli do rodziny. Potrafiła jednak bawić się słowem, umiała sprawić sobie przyjemność, kiedy niby grzecznie, zupełnie niepozornie potwierdzała swoje opinie na temat innych. Wiedziała, że mało kto ją szanuje, dla większości była głupią artystką, która nie miała nic ciekawego do powiedzenia. No i co z tego? Tak było prościej, nie musieli wiedzieć, że rozumie więcej, niż im się może wydawać. Nachyliła się w stronę Roberta, konspiracyjnie, kiedy opowiedział po co ją tutaj ściągnął. Nie brzmiało to najgorzej, nie spodziewała się zupełnie takiego obrotu sprawy. Chcieli otworzyć klub, tylko jaki? Dlaczego była im do tego potrzebna? Fakt, miała nawet swoich fanów, może niewielu, ale była rozpoznawana na ulicach. Jej twarz na pewno wzbudziłaby zainteresowanie, ale czy tylko dlatego jej potrzebowali? Może uda jej się pociągnąć wuja za język. - Byłabym i chętnie usłyszę dlaczego potrzebujecie właśnie mnie. - Miała być jednym z wielu członków, czy była im potrzebna do czegoś zupełnie innego? Istotne by było dowiedzieć się tego nim podejmie decyzję o swoim uczestnictwie w tym przedsięwzięciu. Wszystko dosyć szybko się wyjaśniło. Nie miała być jedynie uczestnikiem klubu. Miałaby się w to bardziej zaangażować. Typowe, ojciec lubił znajdować jej dodatkowe zajęcie. Musiała spełnić jego oczekiwania, chciała mieć trochę spokoju, a jak Robert szepnie mu na jej temat kilka miłych słów, to pewnie będzie pękał z dumy. Ona będzie miała czas na to, żeby zaszyć się w jaskini i egzystować. Całkiem niezły interes. - Miło mi wuju, że widzisz we mnie potencjał, a raczej mój ojciec widzi. Co ty o tym myślisz, tak szczerze? Czy faktycznie uważasz, że jestem odpowiednią osobą? - Warto było zapytać go o zdanie. Nie chciała się porywać z motyką na słońce. Wiedzę i dorobek artystyczny miała całkiem spory, tylko czy to faktycznie wystarczy? Nie przejęła się specjalnie tym, że wuj nie wziął pod uwagę tego, czy miałaby chęć coś zamówić. Zaraz stąd wyjdzie, wstąpi do najbliższej knajpy i wypije kieliszek czerwonego wina, tego, które tak bardzo lubiła. Nie miała zamiaru siedzieć tu z nim w nieskończoność, chciała jak najszybciej dowiedzieć się, o co mu chodzi i stąd odejść. Była świadoma tego, że Robert czuje się lepszy od niej, nie lubił kobiet. Zdążyła to zauważyć podczas spotkań rodzinnych. Cóż, nie komentowała tego, ale miała już dawno wyrobioną opinię na jego temat. Nie był osobą godną szacunku, nie w jej oczach, robiła to wszystko tylko i wyłącznie dla swojego ojca. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Robert Mulciber - 15.11.2023 Pewne wzorce bywają przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wychowany przez specyficznego człowieka i całkowicie mu podporządkowaną małżonkę, Robert niektóre zachowania uznawał za zupełnie normalne. Właściwe. Nie dostrzegał nic niewłaściwego w tym, w jaki sposób odnosił się do Stelli. Ogólnie - do kobiet. W jego bliskim otoczeniu było to dość normalne. Każdy miał swoją role; swoje zadania; odpowiednie dla siebie miejsce w szeregu. Podział zarysowany był tu dość wyraźnie. Wbrew temu, co mogliby uznać postronni obserwatorzy; wbrew temu jak mogła odebrać to wszystko sama Stella, zachowywał się względem niej uprzejmie. Z szacunkiem znacznie większym niż powinien okazać znacznie młodszej kobiecie. Dziewczynie. Postrzegał ją jako dobre dziecko. Może nawet wzór do naśladowania? Zapytany przez innych o młodą Avery - wyraziłby się najpewniej prawie w samych superlatywach. Sięgając po dostarczoną przez kelnerkę filiżankę herbaty, ułożył na niej swoje dłonie. Nie śpieszył się zarazem z tym, aby unieść ją ku górze. Aby upić jeden, dwa bądź kilka łyków. Miał czas. Całkiem sporo. Swój dzień zawsze starał się planować w taki sposób, żeby nie być zmuszonym funkcjonować w nadmiernym pośpiechu. Umiejętność odpowiedniego zorganizowania swojego czasu zawsze uważal za klucz do sukcesu. Dopiero kiedy Stella zapytała go o własną opinie, zdecydował się napić. Dawało mu to chwilę na to, aby poskładać w głowie jakąś sensowną odpowiedź na zadane pytanie. Nie to, żeby za konieczne uważał to, aby nad tym głowić się jakoś szczególnie. Zakładał, że przekonanie Stelli do współpracy przy klubie nie będzie zadaniem trudnym do realizacji. - Uważam, że jesteś kimś, kto powinien być w stanie odpowiednio koordynować ten aspekt naszej działalności. - zaczął, w zasadzie nawet nie brzmiąc w tym przypadku szczególnie nieszczerze. Bo i faktycznie świadom był artystycznych zdolności, które Avery posiadała. Podobnie zresztą do innych przedstawicieli tej rodziny. Również jego świętej pamięci matka, nie stanowiła pod tym względem wyjątku, choć z dzieleniem się tym ograniczała się wyłącznie do grona najbliższych sobie osób. - Znasz ten światek, odpowiednich ludzi, sama również nie jesteś anonimowa. Zarazem jednak nie aż tak rozpoznawalna, aby powierzenie Tobie tej funkcji mogło zostać odebrane w sposób... powiedzmy negatywny. Z Twoją osobą nie wiążą się jakieś większe skandale, plotki, cieszysz się raczej dobrą opinią. - wyjaśnił jak to widzi, mając nadzieje że to co padło z jego strony zostanie uznane przez krewną za wystarczające. I co za tym idzie, będą mogli przejść do omówienia dalszych szczegółów potencjalnej współpracy, która mogła okazać się korzystną dla obydwu stron. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Stella Avery - 17.11.2023 Na całe szczęście jej ojcem był zupełnym przeciwieństwem Roberta. Być może też nie zawsze zachowywałby się tak, jak tego oczekiwała, jednak szanował jej zdanie. Nie miał specjalnie wyboru, przyszło mu spłodzić dwie córki, nie miał syna, więc musiał się cieszyć z tego, co zesłał mu los. Dbał o nie jak tylko mógł, rozpieszczał, wymagał tyle ile powinien, jednak nigdy nie był w stosunku do nich nieprzyjemny. Szanował swoje dzieci, a jak wiadomo szacunek rodzi szacunek, także Stella bardzo go sobie ceniła. Spełniała jego prośby bez ani chwili zawahania, chciała, żeby Jacob był szczęśliwy. Szczególnie, że teraz miał już tylko ją. Czuła na sobie pewną odpowiedzialność, wiedziała, że to, w jakiej sytuacji znajdzie się rodzina zależy w sporzej mierze od niej. Nie był to już chyba czas na planowanie kolejnego potomka, więc musieli sobie poradzić z tym, co mieli. Nie musiał jej do niczego przekonywać. Tatuś powiedział, że ma pomóc wujkowi, to pewnie to zrobi. Nie ze względu na swoją lojalność do Mulcibera oczywiście. - Powinien być w stanie nie brzmi, jakbyś do końca we mnie wierzył, wujku. - Przyglądała się jego twarzy bardzo uważnie swoimi, błękitnymi oczami, po minie raczej trudno było stwierdzić, co o tym myśli. Trochę jakby to było dla niej za mało. Czy nie mógł po prostu potwierdzić, że to właśnie jej potrzebuję, czy ubodłoby go to? Nie miała pojęcia, jej ego jednak nieco zostało zachwiane. - Tak, jedyny skandal, który ze mną wiążą to ten, jak znalazłam trupa mojej siostry w wannie. Powinien wzbudzić współczucie, żadnych negatywnych emocji. - Powiedziała z dziwną lekkością. Nie znosiła, gdy inni uważali ją za przeciętną, jej dorobek artystyczny się bronił, najwyraźniej to wciąż było za mało. Znana, ale nieznana, nie podobało jej się to, co usłyszała. Zapewne byłaby w innym miejscu, gdyby nie ta sytuacja związana z Kordelią i jej nieporadność. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Robert Mulciber - 18.11.2023 Ojciec Stelli przede wszystkim nie był kolejnym Mulciberem. Wychowany przez innych ludzi, w zupełnie innych warunkach, przyjmował przez lata odmienne wzorce niż Robert. Logiczne więc, że obydwaj panowie - nawet jeśli potrafili się dogadać - w znacznym stopniu się od siebie różnili. Być może wynikało to z przekonania, iż z rodziną powinno się żyć we względnej zgodzie? Oni zaś, Robert i Jacob, ze względu na matkę Mulcibera, rodziną byli dość bliską. Nie spodziewał się tego, że będzie musiał się przy Stelli wysilić bardziej. Dało się to zresztą wychwycić w jego wyrazie twarzy. Oczu. W tym jak mocniej zacisnął palce swojej dłoni na filiżance. Nie zdołał tego zamaskować zbyt dobrze. Być może z tego względu, że za takimi sytuacjami nie przepadał. Wolał kiedy sprawy układały się po jego myśli. - Na wiarę jest trochę za wcześnie, moja droga. Wierzę jednak w tej materii Twojemu ojcu. Jeśli więc Jacob twierdzi, że jesteś do tej roli osobą odpowiednią, to nie zamierzam szukać innych kandydatów. Oczywiście o ile tylko będziesz taką współpracą zainteresowana. - odpowiedział. Zaskakująco spokojnym tonem, jeśli wziąć pod uwagę jego reakcje sprzed chwili. Tyle dobrego, że Mulciber nie był nigdy człowiekiem, którego dawało się łatwo z równowagi wyprowadzić. Wręcz przeciwnie, z reguły nie odczuwał trudności w jej zachowaniu. Słuchając Stelli, upił kolejnych kilka łyków kawy. Wraz z każdym z nich, ciepłego napoju było coraz mniej, a przecież od momentu kiedy został dostarczony przez kelnerkę, minęła zaledwie niedługa chwila. - To doskonale. - podsumował, nie bardzo zwracając uwagę na to, że dobór słów był w tym przypadku może niekoniecznie najlepszy. Nie wypadało bowiem mówić w ten sposób o nieszczęściu, które spotkało... cóż, dość bliskich krewnych. Robert nie zwrócił na ten szczegół jednak żadnej uwagi. Pierw musiałby posiadać w sobie choćby kilka kropel empatii. - Masz jeszcze jakieś pytania, wątpliwości? - miał nadzieje, że będą mogli przejść ze wszystkim dalej. Sprawnie zająć się całą sprawą. Bez przeciągania tego spotkania, wszak czas był zbyt cenny, żeby tracić go w nazbyt dużych ilościach w sytuacji, kiedy nie było to ani trochę potrzebne. Możliwe, iż gdyby Robert nosił na nadgarstku zegarek, spoglądałby teraz na niego, sprawdzając to ile czasu już mu uciekło. RE: Początki [26.04.1972] || Stella i Robert - Stella Avery - 20.11.2023 Nie można było wszystkiego zwalić na wychowanie. Każdy człowiek miał możliwość pracować nad swoimi niedoskonałościami i naleciałościami gdy był już dorosły, wystarczyło nieco chęci i dostrzeżenie tych szczegółów. Nie każdy jednak miał chęć się zmienić. To wytłumaczenie jej dużo bardziej pasowało do tego, w jaki sposób zachowywał się wuj. Oczywiście nie miał możliwości dostrzec jej myśli, więc nie miał pojęcia o tym, że gardzi takimi ludźmi. Mogła od razu się zgodzić, jednak jaką by miała z tego przyjemność? Tak mogła dostrzec, jak walczy ze sobą niezadowolony z tego, że mu się nie udało. Spowodowało to, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie prześmiewczy, bo nie chciała, aby poczuł się urażony, a taki delikatny, dzięki czemu dołeczki w policzkach zostały uwydatnione. - To prawda, tatuś zawsze wie, co mówi. Pokłada we mnie ogromne nadzieje. - Nie miała w tej dziedzinie niestety żadnej konkurencji, więc Jacob musiał wierzyć w to, że to akurat ona coś osiągnie, bo skończyły mu się inne możliwości. Oczywiście, że będzie zadowolony, bo Stella lubiła słyszeć pochwały z ust ojca, zależało jej na nich. - Tak, doskonale. - Odpowiedziała jeszcze. Nie miała pojęcia, czy nie zauważył, że ten komentarz mógł zostać odebrany dwuznacznie, pewnie się nawet nie przejął tym, że mogło jej to zrobić przykrość, a zrobiło. Szczególnie, że rana w jej sercu nie zdążyła się zabliźnić, nadal nie potrafiła się pogodzić ze śmiercią swojej siostry. - Nie, nie mam. Chętnie wezmę to na siebie. Dziękuję za spotkanie. - Powiedziała bardzo szybko, na jednym wydechu, jakby chciała już opuścić to miejsce. Musiała odejść stąd i poradzić sobie ze swoimi emocjami. Wstała od stołu i wyszła rzucając jeszcze na odchodne ciche pożegnanie. Koniec sesji
|