![]() |
|
[Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy (/showthread.php?tid=1126) Strony:
1
2
|
[Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Giovanni Urquart - 19.03.2023 Kończył się pierwszy semestr. Rozszerzone zajęcia z Zaklęć i Uroków obfitowały w ćwiczenia przed zdawaniem na ocenę. Giovanni, jako jeden z lepszych uczniów, starał się dobrze wykorzystać ten czas, by po lekcjach skupić się na innych przedmiotach. Niestety stres był jego największym wrogiem. Wciąż miał drobne starcia z jednym z zaklęć, aż w końcu tak się zamachnął, że różdżka wybuchła mu w twarz. Nie doznał żadnych fizycznych obrażeń, magiczny przyrząd również był cały i zdrów. Sam Giovanni zbladł jednak, a serce przyspieszyło mu potężnie. Nauczyciel widząc to zlitował się nad uczniem. Zajęcia kończyły się i tak za pięć minut, mógł go zwolnić, by chłopak doszedł do siebie. — Panie Urquart, proszę wziąć kolegę do siebie i odpocząć przed obiadem. Giovani wyszedł wraz z Philipem. Dudniło mu w uszach i obawiał się najgorszego. Bo tak się składa, że skłamałam i stres nie był największym wrogiem Urquarta. Był nim on sam. A odkrył to dopiero kilka lat temu. Do tej pory nauczył się, że duże emocje — w tym nadmierny stres — może zamknąć go w czeluści własnego umysłu, a na jego miejsce posłać niezwykle nieprzewidywalny byt. Tak też stało się teraz. Chociaż przez chwilę szedł z kolegą spokojnym tempem w stronę Wielkiej Sali, Gio nagle zatrzymał się i oparł dłonie na kolanach. Gdy się wyprostował, był już innym człowiekiem. — Hej, to jest łazienka dziewczyn, co nie? — spytał wskazując na pobliskie drzwi. Wszelkie objawy rozchwiania emocjonalnego zniknęły w ułamku sekundy. Z szarlatańskim uśmiechem, Urquart uchylił drzwi i zajrzał do środka. — Chyba nikogo nie ma. Chodź szybko, nim zacznie się przerwa i ktoś tu przyjdzie. Urquart wskoczył do łazienki i najpierw rozejrzał się. Ładniej tu niż w męskiej. Wskoczył do jednej z kabin i taktycznie przykucnął na desce. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Philip Nott - 27.03.2023 Koniec pierwszego semestru sprawiał, że Philip dosłownie dusił się w wiekowych murach zamku i czuł się przytłoczony tymi egzaminami. W przeciwieństwie do Giovanniego, nie był wybitnym uczniem. Uczył się na tyle, na ile pozwalał mu terminarz wypełniony po brzegi treningami. Na tyle, by po prostu prześlizgnąć z semestru na semestr, z roku na rok. Fakt, że znalazł się pośród uczniów uczęszczających na zaklęcia z rozszerzonych zaklęć i uroków musiał dowodzić wystąpienia aktu wiary ze strony profesora. Zanim zdążył to przeanalizować po raz kolejny, usłyszał charakterystyczny odgłos wybuchu różdżki powiązany z nieudolnym rzuceniem zaklęcia. Stojąc ze nieznacznie zmarszczonym czołem, skrzyżował na klatce piersiowej ramiona. Nie pierwszy raz powtarzał Gio, że powinien wyluzować. Najwyraźniej profesor był tego samego zdania. Nie zmieniało to faktu, że chętnie odpocznie przed obiadem. Przed wyjściem zabrał swoją pełną książek i rolek pergaminu torbę i szatę czarodzieja, narzucając ją po drodze na swoje barki. Po opuszczeniu klasy i przejściu parunastu koków, pojął, że z jakiegoś powodu Giovanni nie idzie razem z nim korytarzem w stronę Wielkiej Sali. Odciągnął tym samym jego myśli od przyzwoitego kawałka wegetariańskiej zapiekanki pasterskiej na talerzu. — Jest — Stwierdził po chwili poświęconej na spojrzenie na drzwi prowadzące do łazienki dziewczyn. Ta dla nich znajdowała się po przeciwnej stronie korytarza, za identycznymi drzwiami. Zmiana w osobie przyjaciela nie uszła jego uwadze i od teraz miał do czynienia z Jonathanem. Było to dla niego dziwne zjawisko, które nauczył się akceptować. Giovanni to jego przyjaciel od czasów dzieciństwa i można powiedzieć, że Jonathan również nim był, tylko tym bardziej rozrywkowym. Zaintrygowało go to, co teraz planował jego kolega, zaglądający teraz do łazienki dla dziewcząt. Oby tylko woźny ich nie przyłapał. — Wolałbym nie mieć do czynienia z woźnym — Wymruczał pod nosem. Mimo to bez chwili wahania podążył za swoim przyjacielem, uśmiechając się szelmowsko pod nosem. Po przekroczeniu progu łazienki sam rozejrzał się, dochodząc do zbliżonych wniosków. Zajął sąsiednią kabinę i sam przykucnął na opuszczonej klapie toalety. Czekał na rozwój wydarzeń. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Giovanni Urquart - 28.03.2023 — A tam woźny — odpowiedział machnąwszy ręką. Coś, czego Giovanni nigdy by nie powiedział. Ale Jonathan zawsze miał milion historyjek na każdą okazję i jeszcze więcej sposobów na wywinięcie się z nieprzyjemnych sytuacji. Inna sprawa, że nie były to pomysły skuteczne. Chłopcy usadowili się na odpowiednich stanowiskach... i czekali. Jonathan był bardzo podekscytowany. Niestety minęła niecała minuta, a on już zaczął odczuwać ból w nogach. Nadeszło jednak wybawienie. Tylko nie takie, jakiego by oczekiwał. Po prostu coś z toalety nagle... wypłynęło. Pomimo zamkniętej klapy, z wnętrza wytrysnął strumień wody! Jonathan wzdrygnął się czując zimno przenikające jego ciało, a stopy zsunęły mu się na boki i wylądował na toalecie własną pupą. Echo wysyczanego przez niego przekleństwa obiło się o kafelki łazienki, ale jeszcze głośniejszy efekt dźwiękowy wydobył się w postaci krzyku, gdy Jonathan dostrzegł, że wcale nie padł ofiarą dzikiej kanalizacji, a ducha. Transparentna dziewczyna zawirowała nad kabinami i zatrzymała się w miejscu, z którego miała dobry widok na obydwu chłopców. Zmierzyła ich oceniającym spojrzeniem, lecz jej twarz wyrażała bardziej smutek niż złość. Jonathan zastygł w bezruchu. Duchy nie stanowiły dla niego nowości. Ale tego tutaj nie znał, poza tym istniała szansa, że przez niego... przez nią... wpadną. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Baba Jaga - 28.03.2023 Podczas gdy jego starsi koledzy przygotowywali się do OWUTemów, które czekały ich pod koniec siódmego roku, Tim z niezwykłą wręcz pasją nie przygotowywał się do SUMów, które to czekały go pod koniec roku szkolnego. Podchodził do nich tak samo, jak do każdych innych rozliczeń, prac domowych, czy brania czynnego udziału w zajęciach - średnio. O wiele bardziej zainteresowany był własnymi pomysłami na to w jaki sposób powinien się rozwijać. Wychodziło mu to różnie, ale co ważniejsze, tak samo jak i od zwykłej edukacji i od tej na własną rękę potrzebował czasem przerwy. Przerwy, którą poświęcał na głupie pomysły lub snucie się po korytarzach zamku z zamiarem znalezienia sobie jakiegoś ciekawego zajęcia od ręki. Właśnie dlatego znalazł się w okolicy Notta i Urquarta - całkowicie przypadkiem, z głową całkowicie pustą i spojrzeniem nieskażonym inteligencją. Słuch, jak się jednak okazało, wciąż miał całkiem dobry, bo kiedy minął drzwi do przeklętej łazienki, do jego uszu doszedł krzyk. Zatrzymał się. Przez moment wyraźnie wahał się, rozważając za i przeciw, ewentualne ale i w końcu rozejrzał się czujnym spojrzeniem, chcąc sprawdzić czy na pewno na korytarzu nie było nikogo innego. Pusto. Odetchnął z ulgą, robiąc parę kroków w tył, do miniętych właśnie drzwi i pchnął je lekko, wsadzając głowę do środka. Jęcząca Marta zakręciła się nad kabinami i po chwili zatrzymała, patrząc na kryjące się za drzwiami kible. Cokolwiek tam było, a co znajdowało się za zamkniętymi drzwiami kabin, wyraźnie się jej nie podobało. Jej zawodzenie jednak, bo duch znowu zawył z jakimś niezgłębionym żalem, sprawiło że zamiast wycofać się z miejsca zdarzenia, póki miał jeszcze szansę, w pełni przepchał się przez drzwi i zamknął je za sobą. Delikatnie. Chyba jednak nie aż tak subtelnie, jakby sobie tego życzył. - Kolejny? - zaskrzeczał duch. - Nie macie za grosz przyzwoitości! RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Philip Nott - 02.04.2023 Philip nie przepadał za spotkaniami z pracującym w szkole woźnym, który zawsze wyrastał niczym jak spod ziemi i tylko przeszkadzał we wszystkim. Nie było jednak tak, że sam nie potrafił nakłamać woźnemu w żywe oczy. Bo potrafił więc nie musiał polegać na Jonathanie w tej sprawie. Wiedział jednak, że z pewnych czynów może być ciężko się wykaraskać. To mu podpowiadało niewielkie doświadczenie. Jak każdy nie przepadał za utratą punktów dla swojego domu, jak i za surowymi szlabanami. Za najdotkliwszy uważałby ten dotyczący Quidditcha. A woźny posiadał czarnomagiczną moc wzywania innych profesorów, będących już w mocy sprawczej. — Nie lekceważ czarnoksiężnika ze szkolnych korytarzy, Jon — Tym razem postanowił podejść do tego od zupełnie innej strony, nadając temu mniej poważny i może nawet nieco zabawny wydźwięk. W ogólnym rozrachunku wskoczyłby za swoim przyjacielem nawet w ogień. Łazienka dziewczyn była dopiero początkiem. Podekscytowanie Jonathana mu się udzieliło, jednak zderzyło się z rzeczywistością i pojawieniem się bólu nóg. Philip zdecydował się zmienić swoją pozycję i po prostu usiąść na klapie. Zrobił to w złym momencie, bo spostrzegł zalewającą posadzkę wodę i zdawało mu się, że Jonathan zaklął. Co do tego krzyku, alarmującego go o nagłym pojawieniem się ducha dziewczyny. Uczennicy, jak wywnioskował po mundurku szkolnym. Co było dziwne, bo nie był w stanie rozpoznać tego ducha. Dostrzegał to, że była jakaś smutna. Może dlatego tak zawodziła tak niemiłosiernie. Praktycznie zagłuszyła tym odgłos otwieranych drzwi do łazienki. Z skrzekliwej wypowiedzi ducha zrozumiał, że nie są sami i że tutaj wszedł jakiś chłopak. Dlatego ostrożnie uchylił drzwi by spojrzeć jednym niebieskim okiem na część łazienki przed sobą. — To Tim, Jon. Możemy wyjść — Podzielił się swoim spostrzeżeniem z przyjacielem, opuszczając po chwili toaletę. Musiał uważać na to aby się nie poślizgnąć na tafli wody. — Cześć, Tim. Też chciałeś pooglądać dziewczyny? — Przywitał się nowoprzybyłym uczniem, z uśmieszkiem uwydatniającym te charakterystyczne dołeczki w policzkach. — Kim jesteś? I dlaczego nawiedzasz tę toaletę? — Zwrócił się do ducha uczennicy. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Baba Jaga - 05.04.2023 Tim? Robiło się tu niezłe zgrupowanie chłopców. Jonathanowi średnio się to podobało. Dwóch to jeszcze dobra liczba, ale w trzech zwiększała się szansa na przyłapanie. Największy problem stanowiła jednak egzystencja Jonathana. Philip wiedział o nim, ale Tim już nie i tak powinno pozostać. Jo zdecydowanie wolał panoszyć się po korytarzach jako Giovanni Pupilek, nie jako Potężny-Niezidentyfikowany-Dziwak. Mimo wszystko jego głównym celem egzystencji było chronienie Urquarta. — Haha, Tim, dzień dobry! Jo wynurzył się z kabiny z dziwnym uśmiechem. Spojrzał też na ducha. Szloch dziewczyny obił się o ściany łazienki. Niebezpiecznie. — To ja powinnam spytać, co wy tu robicie! — Jej nieprzyjemny głos zaskrzypiał w uszach Jonathana. Chyba tu powinna skończyć się ich przygoda. Ale wtedy zauważył interesujący detal. Duch przyodziany był w szkolne szaty. — Na Merlina, ona umarła tutaj, w szkole! Jako uczeń! — Rzucił bardzo delikatnie. — Słyszałem tylko jedną historię o śmierci ucznia... Ale to nie może być to... Nie no, aż tyle szczęścia byśmy nie mieli, żeby spotkać ducha ofiary akromantuli, co nie? Był nieco zbyt podekscytowany. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Baba Jaga - 09.04.2023 - Cześć - przywitał się z nimi, chociaż to co faktycznie zajmowało go w tym momencie, to sylwetka Marty unosząca się gniewnie nad rzędem damskich toalet. Nie wyglądała na zadowoloną, chociaż miał wrażenie, ze akurat to określenie było małym niedopowiedzeniem. Z drugiej jednak strony odnosił wrażenie, że każda dziewczyna była wiecznie niezadowolona. A jeśli nie była, to wystarczyło jedno, pozornie niewinne słowo, żeby coś się jej nie spodobało i zaraz znowu się nabzdyczyła. Ciekawe, czy podobne zasady dotyczyły duchów płci żeńskiej. - W sumie to - przestąpił z nogi na nogę. Jakby nie patrzeć, znajdowali się w tej toalecie w godzinach lekcyjnych, więc czymkolwiek był zajęty, było to podobnej moralności co właśnie bawienie się w podglądacza. - Niekoniecznie. Ale usłyszałem jak krzyczy - wskazał palcem na Martę, gdyby może wspomniane wrzaski należały jednak do kogoś innego. Nie zamierzał jednak nikogo oceniać. Spojrzał na Urquarta nieco przelotnie. Zawsze uważał go za nieco dziwnego typa i nawet jeśli dzielili dom i kiedy ktoś go pytał, czy się znają, odpowiadał tak, to starał się trzymać pewnego rodzaju dystans. - Jęcząca Marta. Pryszczata Marta. Ta brzydka, mieszkająca w toalecie Marta - duch zajęczał, wyraźnie niezadowolony. - Wszyscy przezywają mnie za moimi plecami - Tim mógłby mieć co do tego fragmentu uwagę, bo przecież nikt jej tutaj jeszcze nie zaczął przezywać, ale najwyraźniej tyrada nie miała się na tym skończyć. - A nikt nie zapyta jak się właściwie mam. Nikt się mną nie przejmuje i zamiast tego wszyscy nachodzą mnie w mojej toalecie!! - Nie wiedziałem, że zabiła ją akromantula - spojrzał na chłopaków, unosił lekko brwi ku górze. - Czasem tylko słyszałem, że okropnie krzyczy i bulba toaletą... - rzucił jakby nigdy nic, bo faktycznie chyba niekoniecznie wyczuwał całą sytuację. Duchy bywały nieprzewidywalne, ale co właściwie mogły zrobić? Mogły na przykład krzyknąć, tak jak Marta teraz i z wściekłością wlecieć w znajdującą się niedaleko wejścia umywalkę, która pod ciśnieniem trysnęła wodą, oblewając ich cała trójkę. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Philip Nott - 16.04.2023 Trzech chłopców i płaczliwy duch dziewczyny. Nie przypominała ona żadnego znanego mu ducha. Zaczynało mu się robić naprawdę jej żal, nawet jeśli nie wydawała się być miła. Możliwe, że za życia również taka była. Po swojej śmierci ludzie raczej się nie zmieniają. Dobrym przykładem mógł być sam Binns, który nawet po swojej śmierci nie przeszedł na zasłużoną emeryturę. Nawet z pomocą Dyrektora i jakiegoś egzorcysty. Odnotował słowa Tima, uznając je za wystarczające. Faktycznie krzyki tego ducha skupiały uwagę na tym pomieszczeniu, w którym nie uświadczą obecności żywych dziewczyn. Wybrali nieodpowiednią łazienkę. Ze wszystkich łazienek dziewczyn musieli trafić na tę jedyną nawiedzaną przez wiecznie niezadowolonego ducha. — Dostaliśmy nieobowiązkowe wypracowanie od profesora Binnsa, w którym musimy sporządzić krótką biografię jednego z duchów. Może chcesz nam pomóc w wypełnieniu tego zadania i opowiedzieć w kilku zdaniach o sobie? — Do wytłumaczenia ich obecności w łazience dziewcząt posłużył się zręcznym kłamstwem, miłym tonem głosu i ciepłym uśmiechem. Liczył, że Jęcząca Marta nie zwróciła uwagi na to, jak wspominał o podglądaniu dziewczyn i nie zacznie się bardziej unosić złością. Zrobił to po to, aby wybrnąć z tej sytuacji. Binns nigdy nie zadałby im takiego wypracowania, preferując katowanie wszystkich roczników powstaniami goblinów i wojnami z olbrzymami. Najciekawszym momentem był ten, kiedy profesor wnikał przez ścianę sali lekcyjnej. Natomiast najbardziej oczekiwanym, kiedy ta katorga dobiegała końca. Philip traktował wykłady z historii magii jako okazję do ucięcia sobie drzemki w środku dnia albo do napisania tudzież odpisania jakiegoś wypracowania. Jedynym minusem tej całej sytuacji było to, że musiał poprosić Giovanniego o notatki. Taki prymus, jak on zawsze sporządzał skrupulatne notatki z ględzenia Binnsa. Nieraz ratował mu tym życie, ułatwiając mu szarą egzystencję ucznia. Początek tyrady ze strony Jęczące Marty sprawił, że otworzył usta chcąc przedstawić jej swój sposób na to, aby być lubianym. Jednak powstrzymał się od tego, zamykając ostatecznie usta. Mimika jego twarzy ulegała zmianie z każdym słowem echa martwej uczennicy: począwszy od zmarszczenia brwi, przez przywoływanie na wargi grymasu wskazującego na dezaprobatę i to, że usilnie stara się ugryźć w język. Wsunął dłonie do kieszeni czarnych spodni. Uszy zaczynały mu więdnąć od tego zawodzenia i w końcu może nie wytrzymać, przez co zachowa się jak dupek. — To tym bardziej powinna opowiedzieć swoją historię — Zasugerował spoglądając na swoich kolegów i ducha uczennicy. Nie odczuwał tyle podekscytowania, co Jonathan. Ta historia była mu znana z drugiej ręki. Wiedzieli o tym tyle, ile im powiedziano. Prawdę mówiąc, to że śmierć uczennicy miała miejsce w murach tego zamku, że przed laty grasował tutaj potwór z Komnaty Tajemnic, siłą rzeczy burzyło obraz Hogwartu jako bezpiecznego dla nich miejsca. — Ja również nie. Myślicie że to jedyny potwór, który żył gdzieś w tym zamku? Ma on z tysiąc lat i mogę założyć się o beczkę piwa kremowego, że żyje tutaj jakiś smok — Zawtórował Timowi, spoglądając na niego, to na Jona. Poruszył niezwykle istotną kwestię, którą powinni rozważyć. Nawet w dewizie Hogwartu było zawarte to, żeby nie drażnić śpiącego smoka. Ten smok musiał gdzieś tutaj być. Po prostu musiał. — Widocznie robi to na tyle skutecznie, że ma całą łazienkę tylko dla siebie — Przyznał. Postrzegał większość duchów za względnie miłe. Poza Krwawym Baronem oraz poltergeistem Irytkiem. Nagły krzyk Marty odbił się echem po łazience, wręcz pobrzmiewając dłużej niż by chciał. Oblanie ich wodą to przesada. Owszem, wyschną niebawem, ale na to się nie pisał. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Giovanni Urquart - 17.04.2023 Jonathan podrapal sie po uchu. Zabawa dobiegla konca. Jesli teraz zostana zlapani przez woznego... to nawet nie bylo tego warte. Najlepiej sie ewakuowac jak najszybciej, ale z drugiej strony rozmowa z duchem uczennicy mogla sie nie powtorzyc. — Moze nie smoka, ale na pewno nie jest to bezpieczne miejsce. Pamietasz, kilka lat temu jakiegos ucznia zamknelo w jakiejs komnacie i dopiero po tygodniu elfy zglosily dyrektorowi, ze znalazly zgube. Najbardziej mnie zastanawia, skoro nasi starzy wiedza co to za syf, to czemu nas tu posylaja. Ja to bym chetnie poszedl do Durmstrangu, to to jest szkola. A nie jakis Hogwart dla bab... Bez obrazy — poslal to ostatnie do Marty. Urquart nie mial nic przeciwko Hogwartowi, ale jak juz sobie po nim cisna to na calego. Nie wiedzial tez nic o zadaniu domowym z Historii Magii. Skoro kolega o tym wspomnial, to tak musialo byc. Ale Marta zdawala sie nie chciec wspolpracowac, a wrecz wydzierala sie jeszcze bardziej. Czas uzyc troche charyzmy. — No, panienka nam opowie cos o sobie... To bedzie prawdziwy zaszczyt dla nas przeprowadzic wywiad z jedynym w swoim rodzaju duchem... — Usmiechnal sie, zaczesal wlosy, wszystko ladnie, pieknie. Marta przyjrzala sie im podejrzliwie. — Jedynym w swoim rodzaju? Ja? — Zakrecila jedna z kitek wokol palca. — A moze cos powiem... Jestem Marta, Marta Warren... Lubie czytac ksiazki i... zostalam przydzielona do Ravenclaw... Opowiesc zaczela sie obiecujaco, ale duch urwal i zaczal glosno szlochac. RE: [Grudzień, 1954] Skocz na kibelek a klapa się otworzy - Baba Jaga - 09.05.2023 Było coś w tym jej zawodzeniu, co zmuszało do współczucia. Uczucie to jednak nie trwało zbyt długo, bo szybko dało się zauważyć, a przynajmniej do takich wniosków dochodził Tim, że Marta byłą naprawdę, ale to naprawdę dramatyczną osobliwością. Jej zawodzenie szybko zmieniało się w jego głowie w mało przyjemne ujadanie. Zastanawiał się trochę, czy za życia też zachowywała się w podobny sposób, bo jeśli tak... to w sumie trochę nie dziwił się, że ktoś postanowił pozbyć się jej ze swojego życia. Szkoda tylko, że nie przemyślał jak uciążliwym duchem będzie. Timothy wsunął dłonie w kieszenie spodni mundurka, spoglądając na Notta. To co mówił brzmiało... prawdopodobnie. Nawet dla niego, tym bardziej ze sam nigdy nie brał się za dodatkowe zadania i nawet nie zwracał zbytniej uwagi, kiedy profesorowie je zadawali. Co do zajęć Binnsa konkretnie, cóż... na nich bardzo często ucinał sobie zasłużone drzemki, mając nadzieję, że w ten sposób przeminął one o wiele szybciej. Marta jednak, nie wydawała się aż tak do całego konceptu przekonana, bo nieufne, wciąż rozzłoszczone spojrzenie spłynęło na gryfona. Tim uniósł delikatnie brwi, słysząc kolejne słowa Notta, z powątpiewaniem spoglądając na ducha dziewczyny. Nie wydawała się wymarzonym obiektem do przeprowadzania wywiadu, nawet jeśli takiego tylko na niby, mającego odciągnąć ją od robienia tylko większego rabanu. Coś jednak Fletchera zaświerzbiło, że Philip oczekuje w tym momencie jakiegokolwiek wsparcia z ich strony i pociągnięcia tego całego przedstawienia. Przestąpił z nogi na nogę. - Tak tak, z chęcią to o tobie napiszemy to wypracowanie - rzucił, może trochę sztywno, mając jednak nadzieję, że duch nie dostrzeże tego drobnego potknięcia i zwyczajnie połknie haczyk. Kolejne słowa gryfona spowodowały jednak, że oblizał nerwowo wargi. - W sumie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem... - przyznał ostrożnie, absolutnie nie chcąc myśleć o tym, że pod zamkiem mógł spać smok. Wizja akromantuli też absolutnie mu się nie podobała i domniemana obecność tak wielkich stawonogów gdzieś w okolicy, nie sprawiała że lepiej mu się w nocy spało. Ba, było wręcz odwrotnie. Skoro słabo radził sobie z w miarę potulnymi zwierzątkami na zajęciach, to nawet nie chciał sobie wyobrażać co by było, gdyby spotkał takie przerośnięte pająki. - Podobno w Durmstrangu są straszne przeciągi i słabo grzeją - rzucił jak gdyby nigdy nic w odpowiedzi na wtrącenie Urquarta. Nie wiedział jak oni, ale on w miarę cenił sobie pewien komfort życia. A fakt, że nie musieli w zimie ubierać się po uszy w futra, wydawał się jednym z tych aspektów życia, których nie chciałby tracić. Marta zaniosła się płaczem, wyraźnie poruszona swoimi własnymi słowami, czy też wspomnieniami swojego życia. Fletcher patrzył na nią przez chwilę, w końcu jednak zniżając się do przykuca, wyraźnie nie chcąc stać podczas tego całego przedstawienia. Warren pociągnęła nosem z rozpaczą. - Wszy...wszyscy strasznie mi doku... dokuczali ze w...względu na moje okULARY - zawyła żałośnie, uderzając przy tym w jakieś oszałamiające rejestry. - A najgorsza... najgorsza była Olivia! - oznajmiła wreszcie i ukryła twarz w dłoniach. Fletcher zakrył tylko usta dłonią, szepcząc pod nią załamane 'ja pierdole'. |