![]() |
|
[Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton (/showthread.php?tid=1191) |
[Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Avelina Paxton - 25.03.2023 Tańczyło się jej niesamowicie lekko. Avelina szybko zgarniała pozytywną energię wysyłaną przez ludzi i było tak też w tym przypadku. Godryk był dla niej wyśmienitym tancerzem i partnerem. Bawiła się dobrze, a magia pochłaniała jej ciało w każdym calu. W końcu zmęczenie dopadło obojga, więc poszli po coś do wina – padło na procenty, ale nie protestowało. Trochę się jej nie spodobało, że chłopak ukradł tę butelkę, ale nic nie powiedziała. Jakiś czas temu sama uciekła z restauracji nie płacąc za zamówione danie, ale to historia na inny czas. Wymknęli się z Doliny Godryka zanosząc się śmiechem, skorzystali z sieci fiuu, aby dostać się do Londynu. Avelina opowiadała mu cały czas o księgarni jej rodziców. Było tam naprawdę sporo starych, magicznych lub też nie ksiąg. Mnóstwo starych bibelotów, antycznych posągów i przedmiotów. Chciała mu pokazać ten czar tego miejsca, a że czasami w weekendy pomaga w tym sklepie sprzedając te przedmioty kolekcjonerom lub poszukiwaczom wiedzy miała do tego miejsca klucz. — Zobaczysz, są tam niesamowite rzeczy. Myślę, że znajdziesz tam coś dla siebie! – powiedziała trafiając z trudem w dziurkę od klucza. Alkohol, którego trochę wypili po drodze idąc ulicą Pokątną do tego miejsca już w niej buzował. Nigdy nie była na tyle odważna, aby zapraszać obcą osobę do swojego prawie domu. W końcu mieszkała nad tym sklepem. W końcu dostała się do środka i zapaliła światła w niektórych tylko miejscach, aby się nie zrobiło zbyt jasno. Lubiła ten półmrok, który panował na Beltane i chciała go zachować. — Jest tu dużo ksiąg z antycznego teatru, a zauważyłam Godryku, że lubisz odgrywać role. – powiedziała uśmiechając się zadziornie i chwytając za wino, które trzymał. Powoli się im kończyło, ale Avelina wiedziała, gdzie jej tata trzymał swoje zapasy na zapleczu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że chłopak nie podał swojego prawdziwego imienia, ale nie przeszkadzało jej to. Był dzień Beltane, gdzie każdy mógł być tym kim chciał być. Podeszła do starego gramofonu i włączyła coś żywego oraz wesołego, aby tworzyło im klimat. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Theodore Lovegood - 27.03.2023 Książki kojarzyły mu się ze szkołą, a szkoła z nudą. W normalnych warunkach pokręciłby nosem po otrzymaniu zaproszenia do księgarni, ale Avelina opowiadała mu o tym miejscu z taką pasją, że uwierzył, że był to dobry pomysł. Dzięki niej nabrał ochoty na obejrzenie kilku antyków i po opuszczeniu polanki przetransportował się z nią do Londynu. Wciąż wspominając taneczny klimat Beltane spacerował podskakując co chwila, rytmicznie machając rękoma i śmiejąc się przy tym cały czas. Dopiero gdy dotarli na miejsce, trochę się uspokoił, gdyż nie chciał w środku przez przypadek niczego przewrócić i zniszczyć. - Nie mogę się doczekać – zapewnił ją gdy walczyła z kluczem. Oparł się o ścianę i pociągnął łyka z flaszki. Przyklejony do niej cierpliwie poczekał, aż Avelina sobie poradzi z drzwiami, a następnie wszedł za nią do środka. - To wszystko naprawdę twoich rodziców? - zapytał zaczarowany wnętrzem. Jej rodzina miała dużo ciekawych rzeczy, a jego świąteczny humor oraz wypity alkohol sprawiały, że widział wszystko w jeszcze jaśniejszych barwach. Każda mała rzecz na półkach wydawała mu się godna uwagi. - Mojemu tacie na pewno by się tu spodobało. Jest pisarzem i uwielbia książki – powiedział i obrócił się w stronę regałów z książkami. Widząc opasłe półki pełne ksiąg, od razu pomyślał o swoim staruszku, który oddał swoje życie słowu pisanemu. Zaraz potem jego twarz rozjaśniała gdy wspomniała o teatrze. - Naprawdę? Pokażesz mi? - poprosił ją, spoglądając na dziewczynę, jakby obiecała mu książki ze złota - Teatr antyczny to było coś. Nie to, co teraz. Kiedyś teatr mógł pomieścić tysiące ludzi. Wyobrażasz to sobie, tyle oczu skierowane na ciebie na scenie? To byłoby coś – powiedział z ogromnym entuzjazmem i machnął szeroko ręką mimo tego, że wcześniej obiecał sobie pilnować się, by niczego nie stłuc. Wyobraził sobie przed sobą nieskończone rzędy ławek pełne widzów. Och, jakie to by było wspaniałe uczucie, znaleźć się na scenie przed tak dużą publicznością! RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Avelina Paxton - 27.03.2023 Słysząc, że chłopakowi spodobało się to miejsce poczuła ulgę. Uśmiechnęła się szeroko słuchając jego słów z uwagą, co w jej aktualnym stanie było dosyć trudne, ponieważ alkohol podpowiadał jej, że powinna chichotać i kiwać się lekko. Nie potrafiła się na niczym skupić, a jego obecność w ogóle okropnie ją rozpraszała. Nigdy nie zaprosiła obcego chłopca do tego miejsca i nigdy nie była w obecności mężczyzny SAMA pijana, ale nie przejmowała się. Ryzykowała tym, że chłopak wykorzysta jej naiwność i zrobi jej krzywdę, albo okradnie sklep jej rodziców, co było naprawdę strasznym scenariuszem. — Tak, moi rodzice są zawsze w podróży i polują na stare księgi, zwoje, artefakty. Ściągają z nich klątwy i przywożą tutaj na sprzedaż. Dużo podróżowali też po Grecji. – mówiła przeciągając pojedyncze literki z trudem składając sensowne zdania, ale starała się jak tylko mogła trzymać fason. Avelina była zawsze chuda i słabo zbudowana, więc i alkohol szybko zaczynał na nią działać, a Godryk mógł śmiało zobaczyć to w jej zamglonych oczach. Potknęła się o własną nogę robiąc przy tym trochę hałasu i łapiąc się chybotliwego regału. Na szczęście nic się nie stłukło, nie upadło i nie zniszczyło. Zaśmiała się cicho pod nosem. — Przepraszam. – bąknęła i poprowadziła chłopaka do działu z księgami z Grecji i Rzymu. — Musisz go tu przyprowadzić, dogadałby się z moimi rodziacami. A MOSZE SIEE ZNAJĄ! – zawołała radośnie i przeszukała księgi, które tu były. Znalazły się nawet pierwsze mocno zniszczone wydania dramatów antycznych. Uwielbiała ten dział, był zaklęty w jej oczach. Sama czasami przywdziewała maskę obojętności, maskę, która miała chronić ją przed obcymi. Teraz ją powoli zrzucała, co powodowało, że niezbyt komfortowo zaczynała się czuć, ale alkohol idealnie tłumił w niej to uczucie. — Brzmi przerażająco dla kogoś kto zawsze chowa się za kociołkami. – zaśmiała się cicho i pozwoliła mu podziwiać ten dział. — Nie przepadam być w centrum uwagi, chyba że chodzi o moich przyjaciół z nimi czuję się pewniej. – było jej już ciężko na głowie, ale starała się z nim rozmawiać. Czuła się niesamowicie podekscytowana tą rozmową. Nigdy tak nie szalała w poznawaniu osób. Dodatkowo jej podświadomość uparcie mówiła jej, że kojarzy tego chłopaka, ale nie wiedziała skąd. — Ale mogłabym być wśród tych tysiąca widzów i patrzeć. Lubię patrzeć na ludzi. – szepnęła konspiracyjnie zbyt blisko niego. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Theodore Lovegood - 02.04.2023 - A czy może oprócz artefaktów przywieźli też greckie wina? Moglibyśmy porównać smak do tego od Abbottów – zarzucił pomysłem po chwili namysłu. Był w takim nastroju, że ze wszystkich wspaniałych rzeczy z hellenistycznego kraju to właśnie z alkoholem chciał najbardziej poeksperymentować. Jako że miał trochę większe doświadczenie w piciu i miał większą posturę, był bardziej odporny na upojenie niż Avelina, ale i tak już wypite wino dawało mu się we znaki. Wydawało mu się, że jego umysł jest rozbudzony i ostry, ale tak naprawdę nadawał na dziwnych, wolniejszych niż zwykle falach. Uśmiechał się głupio, a następnie pochylił się do przodu tak, jakby chciał ją pochwycić i uratować przed upadkiem. Zrobił to jednak z kilkusekundowym opóźnieniem i nawet gdyby dziewczyna sama sobie nie pomogła, to na pewno nie zdążyłby z ratunkiem. - Na pewno! Tato w księgarniach czasami urządzą wieczorki autorskie gdy wydaje nowe książki, pewnie się uwielbiają! Będę musiał się go spytać, czy był kiedyś tutaj – odparł pewnie, święcie przekonany, że skoro Avelina była super, to jej rodzice też musieli tacy być, więc w takim razie z pewnością byli najlepszymi przyjaciółmi. Przechylił radośnie butelkę, trochę przy tym wylewając czerwonego trunku po tym, jak nie do końca trafił do swojej buzi. Napój skapnął na ziemię, na szczęście dla nich nie wylądował na żadnej cennej własności Paxtonów. - Gdybyś wyszła na scenę, zmieniłabyś zdanie – zapewnił i podał jej butelkę – Uwierz mi, wszystko inaczej wygląda, gdy jest się w centrum wydarzeń. Wszystko inne znika. Nie ma żadnego strachu, ani obaw, ani oceniania. Zostaje tylko sztuka. To uczucie nie do opisania. Wystarczy trochę odwagi, by wyjść zzza kociołka i się otworzyć – rozgadał się, przed oczyma mając cały czas wielką scenę i olbrzymią, wielotysięczną widownię. Tak dobrze szło mu wyobrażanie sobie tego, że aż poczuł dreszcz szalonej ekscytacji towarzyszącej występom na żywo. Chwycił z regału jedną z książek i otworzył ją mniej więcej na środku. Zawierała tłumaczenie dramatu ze starożytności. - Och, miłość – siła, co serca unosi ku niebu! - przeczytał głośno i wyraźnie, jakby nie tylko przemawiał do tłumu ludzi, ale tak, jakby również dzielił się jakąś głęboką prawdą, odkrytą dzięki swoim doświadczeniom życiowym. Spojrzał na chwilę dramatycznie w górę, jakby coś głęboko przeżywał, po czym zerknął z powrotem na księgę. Nie spodobała mu się kontynuacja przemowy, więc przewrócił stronę i poszukał jakiegoś innego ciekawego kawałka. -Bo miłość zwycięża wszystko, choć czasem zraniona, pozostaje z nami na wieczność! – przemówił ponownie, tym razem z dużo większą powagą wypisaną na twarzy. Machnął szeroko ręką, obrócił się dynamicznie, po czym złapał się za serce, jakby wskazywał, gdzie się znajdowała owa wieczna miłość. Wszystko po to, by pokazać jak najwięcej dramatyzmu. Opuścił dłoń, gdy postanowił podać książkę Avelinie. Kochał aktorzyć, kochał być w centrum uwagi, ale każda sztuka potrzebowała więcej niż jednego aktora. - Twoja kolei – zachęcił ją przystawiając książkę pod jej nos. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Avelina Paxton - 07.04.2023 — Tak! Jest! – zawołała unosząc dłonie w geście zwycięstwa. Teraz uważała, że alkohol był jednym z najlepszych rzeczy, które mogłyby się im przytrafić. Jej rodzice nie będą źli na pewno, że wypije jedną butelkę z Grecji, którą tata przywiózł, bo byli oni zdecydowanie najbardziej wyluzowanymi rodzicami na świecie. Nie raz opowiadali o tym, że zakradali się do jakichś winnic dziadków jej mamy. Pewnie byliby zadowoleni, że ich córka zaczyna korzystać z życia i bawić się w najlepsze. Na pewno zechcą sprawdzić też jej towarzysza, aby upewnić się, że nie trafiła na nikogo niebezpiecznego. Avelina nie zdawała sobie sprawy z tego, że chłopak miał nad nią przewagę w piciu alkoholu ze względu na większą posturę. Nie miała doświadczenia i nie znała swojego limitu w piciu trunków. Przejęła od niego butelkę z wielką ochotą, ponieważ nie chciała, aby rozsądek wchodził w zakamarki jej umysłu. Chciała być zwykłą dziewczyną bez poczucia winy. Jutro będzie sobie leczyć kaca moralnego, a dzisiaj czas na śmiech, taniec, zabawę i grę, którą wymyślał Godryk. — To dasz mi znać. – odpowiedziała krótko upijając solidnego łyka wina również powodując, że część trunku spłynęła jej po brodzie na dekolt brudząc przy tym jej jasną sukienkę. — Rozumiem twoją wizję! – odpowiedziała ciężko opierając się o wolną przestrzeń na ścianie obok jakiegoś dziwnego posągu, na którym nie mogła się za bardzo skupić. – Ale ja nie lubię… gdy się patrzy… na mnie. – dokończyła. Wizja występowania powodowała, że dreszcz strachu przepływał jej po plecach. Przyglądała mu się z podziwem, gdy zaczął recytować i odgrywać tekst z książki. Był piękny i Avelina nie mogła oderwać od niego wzroku. Miał naprawdę talent nawet jeśli był w stanie upojenia alkoholowego, a ona nie miała doświadczenia teatralnego. Podobało jej się to, co widziała, więc po prostu robiła to, co potrafiła najlepiej – obserwowała i uczyła się jego gestów. Upiła kolejnego łyka wina i zaśmiała się ciepło, gdy zaczął wykonywać te wszystkie zamaszyste ruchy. — Spróbuję, ale nie jestem dobua – mruknęła i zaczęła przeglądać strony książki. Czuła się zdecydowanie niekomfortowo, więc znowu upiła łyk alkoholu i podała mu butelkę. Wystawiła przed siebie książkę a potem ją odłożyła na półkę. — Nie zagram nic z tej książki. Nie szuje tego! – wybąkała. Przeszła kawałek dalej i wyciągnęła stare wydanie Romea i Julii, które rodzice kupili w mugolskiej księgarni. Avelina czytała tę książkę milion razy i fragment, który chciała zacytować znała wręcz na pamięć. — Romeo! Zacóż ciebie Romeo nazwano! – zaczęła cytować ulubiony fragment Shakespeare. Wyciągnęła ku niemu dłoń, a wzrok jej był idealnie zamglony od alkoholu powodując iluzję tego jakby była naprawdę zakochana. Nie była dobrą aktorką i było to widać w niepewnych ruchach, ale alkohol dodawał jej odwagi i siły, że mogła to zrobić. – Wyrzecz się ojca twego, zamień twoje miano, Albo mi serce oddaj: gdy serce twe zyska, Julija Kapuletów zrzecze się nazwiska – mówiąc to przykładała swoje dłonie ku sercu, a na koniec opuściła głowę w dół na znak przysłowiowego oddania. Potem efekt zepsuła rozkładając ręce na boki i krzycząc z delikatnym podskokiem: – Ta da! Nie jestem dobra. – uśmiechnęła się i przesunęła się do drzwi, które były obok. Książkę odłożyła na półkę w randomowym miejscu. – Chodź, tam jest więcej wina – szepnęła. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Theodore Lovegood - 12.04.2023 - Ostrożnie, bo nic dla mnie nie zostanie – powiedział, gdy dostrzegł, że piła nieuważnie i wino zamiast w jej gardle spływało gdzieś po brodzie. Nie chcąc być dalszym świadkiem marnotrawstwa, wyciągnął przed siebie dłonie, by przejąć butelkę, co uczynił słuchając wahania towarzyszki. Uśmiechnął się szeroko i rozłożył ręce, by zachęcić ją do występu, a następnie upił trochę wina. Słuchał ją uważnie i obserwował jej ruchy. Nie oceniał jej w profesjonalny sposób, wszak nie była aktorką, a oboje byli pijani. Ważne dla niego było, by się jedynie wczuła w rolę i dobrze bawiła. Spełniła jego oczekiwania, więc nagrodził ją brawami. Klasnął kilka razy w dłonie, po czym złapał za książkę, którą próbowała odłożyć na bok. - Świetna robota! Widzisz, i było o co się martwić? Poszło ci wspaniale – pogratulował ją, gdyż chciał jeszcze bardziej podbudować dziewczynę. Po jej początkowej niepewności spodziewał się dużo gorszego występu, myślał, że zatnie się w połowie zdania lub wypowie swoją kwestię tak, jakby była formułką religijną klepaną bezmyślnie na kowenie. Tymczasem Avelina podeszła do zadania na luzie i z gracją, dzięki czemu, mimo wpadek wywołanych przez alkohol, słuchało się ją dobrze. - Więcej wina? Zatem nie ma na co czekać! - stwierdził i energicznie ruszył za nią. Mało czym się kiedykolwiek przejmował i w tym przypadku nie było inaczej. Nie martwił się o to, co będzie się stało z jego głową nad ranem, jeśli dostanie jeszcze więcej wina, ani jaki będzie stan już dosyć pijanej dziewczyny, jeśli wymiesza trunki. Chciał się dobrze bawić i konsekwencje nie były dla niego istotne. Po drodze otworzył książkę o paniczu nazywającym się Romeo i panience Julii. - O, przemów jeszcze! Tyś moim aniołem! Ty śród cieniów północy świecisz nad mem czołem – przeczytał, patrząc się na kartkę zamiast pod swoje stopy. Gestykulował nad swoją głową, sam nie był pewien czemu, ale ubzdurał sobie, że północ jest gdzieś na górze. Zapomniał przy tym, że w ręku, które wykonywała gestykulacje, trzymał butelkę, więc wylał przy tym trochę wina na swoją szatę. Westchnął, niezbyt przejęty problemem i opuścił dłonie, by bezpiecznie podróżować w głębiny sklepu Paxtonów. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Avelina Paxton - 17.04.2023 Godryk jak przedstawił się jej chłopak wydawał się być naprawdę uroczy w zachęcaniu jej do występowania, ale to nie była jej brożka. Avelina była po prostu typem obserwatora i w takiej roli czuła się najlepiej. Teraz jednak wyszła ze swojej strefy komfortu, tylko dzięki temu, że wypiła dosyć sporo jak na nią wina. Zaśmiała się cicho, gdy kazał jej być ostrożnym, ale nic na to nie powiedziała. Miała naprawdę wyjątkowo dobry humor i chciała się bawić nie zwracając na nic uwagi. Nawet nie przeszkadzało jej to, że miała wchodzić w rolę postaci z książki. W sumie przeczytała tą tragedię już tyle razy, że znała większość kwestii na pamięć, więc nic dziwnego, że nie powiedziała tego jak formułki w jakimś urzędzie. — Może to dzięki tobie? – wychyliła głowę do niego, a potem zniknęła za drzwiami zaplecza wpuszczając do środka chłopaka z książką w rękach. Uśmiech się poszerzył, ponieważ zrozumiała, że będą się bawić dalej w odgrywanie roli. Spodobało się jej patrzenie na chłopaka jak to robił, więc nie miała nic przeciwko. Chodziło jej się ciężko, czuła się jakby jej ręce i nogi były przywiązane do sznurków marionetkarza i osoba trzecia chciała nią prowadzić, ale rozsądek walczył z tym, co powodowało, że momentami obijała się jak kukiełka o ściany lub szafki. Dopadła do barku, gdzie wydobyła wino z Grecji. Po lewej stronie od wejścia pod ścianą stało biurko z dokumentami i starymi księgami, których rodzice jeszcze nie zdążyli zakwalifikować. Pod ścianą na przeciwko i na prawo od wejścia było pełno zamkniętych szafek, a w prawym rogu na końcu pomieszczenia na równoległej ścianie było wejście na klatkę schodową prowadzącą do części mieszkalnej tego budynku. Obok zaraz była niewielka sofa, na której Avelina zwykła czytać książki, gdy miała czas wolny lub słuchała opowieści rodziców o swoich podróżach, gdy oboje siadali przy biurku. Z drugą butelką w ręku stała i patrzyła na chłopaka, gdy czytał tekst wypowiadany przez Romeo. Wzięła od niego książkę i prawie pustą butelkę po winie wręczając mu tą wyjętą z barku. — Bo i cóż jest Montegu? Nie jest to źrenica, – zaczęła czytać upijając przy tym łyk wina i odstawiając butelkę na szafkę, aby nic nie rozlać. – Ani ręka, lub stopa, lub jaka część lica – mówiąc to spojrzała na chłopaka wyciągając dłoń ku niemu, a potem wskazując dół, a potem niespodziewanie dotknęła jego policzka z cichym chichotem. – Wrodzona człowiekowi — Montegu jest imie. – zabrała dłoń i dokończyła bawienie się słowem. – Niech je Romeo zrzuci, niechaj inne przyjmie. – szepnęła ostatnie słowa, ale tylko dlatego, że było jej trudno mówić. Nie było to piękne, ale dla osób upojonych alkoholem będzie wystarczające. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Theodore Lovegood - 14.05.2023 Szedł za nią powoli, a zatem też w pewniejszym i bardziej stabilnym niż Avelina stylu. Nie zainterweniował, gdy po drodze kilka razy zahaczyła o jakiś mebel, zdecydowany, by rzucić się z pomocą dopiero wtedy, gdyby miała upaść. Do takiej sytuacji nie doszło i chłopak nieniepokojony rozglądał się po zapleczu. Czuł się tak, jakby znalazł się w jakimś tajnym miejscu, do którego wpuszczani byli jedynie nieliczni, jakby to trafił do jakiegoś ważnego gabinetu w ministerstwie lub nieznanego przejścia w Hogwarcie. Wątpił w to, by wielu klientów miało tu dostęp. Przyjął kolejne wino bez wahania. Przechylił jednak najpierw butelkę Abbotów, a następnie, dla porównania, chwycił za trunek z Grecji i posmakował go trochę. Smak wywołał uśmiech na jego twarzy. Ze zręcznością upitej osoby odłożył alkohol na szafkę i wskazał na specjał z Peloponezu. - Ta butelka wygrywa. Zdecydowanie – zawyrokował szczęśliwy z siebie. Był bardzo zadowolony, móc cieszyć się winem w dobrym towarzystwie. Beltane był zdecydowanie jego ulubionym świętem. Z uśmiechem na twarzy zaraz potem przejął książkę i ponownie skupił się na sztuce. - Chwytam cię za słowo. Bądź moją, a ja zaraz ochrzczę się na nowo – przeczytał z kartki, szybko zmieniając swój ton na poważny, z dłonią przy sercu: w końcu składał obietnicę. Powstrzymał się przed uśmieszkiem, bo zabawnym wydawał mu się fakt, że przyrzekał zmienić nazwisko, mimo że już to tego dnia zrobił przedstawiając się jako Griffindor - I nazwisko Romea rzucam precz ode mnie – mówiąc to wykonał gest zaciśniętą dłonią, tak jakby odrzucał coś, co w niej było. Coś niepotrzebnego, błahego i nieistotnego. Grało mu się dobrze, ale nie mógł w pełni pokazać swoich umiejętności, gdyż co jakiś czas musiał zerkać na książkę. Tak też zrobił w tym momencie i przerzucił ją na kolejną stronę. - Ciekawa historia. Jak to się kończyło? - spytał się obracając w rękach książkę, by jeszcze raz spojrzeć na tytuł. Był przekonany, że widział kiedyś ten tekst, mimo że był mugolski, ale w obecnym stanie nie pamiętał dobrze zakończenia. Brzmiało to tak, jakby między Romeo a Julią rozwijał się romans, a skoro tak, to musiało zakończyć się szczęśliwie, prawda? Romansidła zawsze kończyły się dobrze. Z taką myślą przekazał książkę dziewczynie. RE: [Wiosna 1972] Theodore Lovegood & Avelina Paxton - Avelina Paxton - 30.05.2023 Usiadła na kanapie, która znajdowała się pod ścianą i cicho westchnęła. Jej oczy były skupione na nim, tylko na sekundę spojrzała na butelkę wina z Grecji i z ciekawości wzięła łyka, gdy tylko była ona wolna. Nie czuła już różnicy między jedną, a drugą butelką. Nie mogła docenić walorów smakowych, ponieważ jej umysł już błądził po zakamarkach Krainy Morfeusza. Oczy ciężko opadały, a w jej żołądku coś się przewracało. Nie była przyzwyczajona do trunków, a wiedziała, że jeśli wypije się ich za dużo to często wracają z nieprzyjemnymi skutkami. — Tata też je lubi, ale z mamą tylko smakują. – odpowiedziała trochę niewyraźnie, ale zrozumiale. Oczy jej wręcz błyszczały, gdy odgrywał rolę Romea, a umysł lekko się rozbudził. Uważała, że chłopak był zdecydowanie stworzony do tej roli. Możliwe, że dzięki swoim umiejętnościom aktorskim był stworzony do każdej z ról, ale na ten moment był Romeo idealnym. Przejęła od niego książkę i poklepała miejsce obok siebie, aby usiadł. Nie miała już siły odgrywać roli i chyba chciało jej się spać. — Skończyło się smutno, Romeo i Julia giną na koniec. – odpowiedziała krótko przyglądając się okładce. Oparła głowę o oparcie kanapy i przymknęła oczy. Było jej ciężko i momentami niedobrze. W oczach mglisto od wypitego alkoholu, a serce łomotało jej z powodu obecności Godryka. |