![]() |
|
[17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty (/showthread.php?tid=1215) Strony:
1
2
|
[17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 27.03.2023 adnotacja moderatora
Rozliczono - Loretta Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem Murtagh wyszedł tego dnia z biura wcześniej. Nie musiał tego zgłaszać, ani specjalnie się tłumaczyć - był przecież szefem biura. Poza tym sprawy skrzatów domowych nie były zwykle jakoś bardzo palące. Tymczasem było miejsce, w którym Macmillan musiał koniecznie się pojawić we wczesnych godzinach popołudniowych. Galeria sztuki Loretty Lestrange nie była duża, ale urządzona szykownie, w stylu minimalistycznym. Znajdowała się na parterze w budynku przy Rockland Street, oznaczając się od pozostałych lokali mahoniowym frontonem okraszonym wiosennymi kwiatami. Brodaty szatyn zatrzymał się przed wejściem, przez chwilę przyglądając się odbiciom mugoli w witrynach. Nerwowo podrapał się po ramieniu, po pierwsze dlatego, że znów nawróciła jego srebrzyca, okraszając bladą skórę jeszcze bledszymi, wręcz srebrnymi krostami; po drugie zaś dlatego, że palce świerzbiły go by sięgnąć po różdżkę i pokazać im jak bardzo nic nie znaczące jest ich życie. Po chwili uczucie minęło, a on pchnął drzwi, wchodząc do środka. Pierwszą rzeczą, którą zauważało się, widząc Murtagha było to, że jest wysoki. Nie w nienaturalny, podobny olbrzymom, przerysowany sposób, ale jednak zwykle był subtelnie wyższy od pozostałych osób, znajdujących się w pomieszczeniu. Drugą rzeczą, którą można było zaobserwować to połączenie brodatej, nieokrzesane twarzy i lekko zapadniętych oczu kogoś, kto stale niedojda z idealnie skrojoną, czarną marynarką, golfem i spodniami. Szatę czarodzieja, którą zdjął po wyjściu z Ministerstwa, przewieszoną miał przez prawe przedramię. Inteligentne oczy prześlizgnęły się po całej galerii, po czym mężczyzna skierował swoje kroki w stronę jednego z ruchomych obrazów. RE: [17.04.1972] ART IS EVERYTHING... {LORETTA & MURTAGH} || GALERIA SZTUKI LORETTY - Loretta Lestrange - 27.03.2023 Ciche westchnięcie ogarnęło jej wargi nieprzejednanie, gdy wirowała pośród rozmaitych osób – część była jej doskonale, wręcz sakramencko znana; ci jednak, którzy trafili tu czystym przypadkiem, wiedzionym rychłą zapowiedzią wernisażu, niemniej natrafiali na jej uśmiech, otulający miękko usta. Wczesna pora – jak na podboje tego typu – umilona kieliszkiem czerwonego wina, które obmywało szkliste ścianki naczyń obecnych na stoliku, stanowiła niemy wyjątek. Wiosenna pora doczekała się białych kwiatów wyściełających wejście do galerii – witały w progu, wyglądając nieśmiało, umieszczone na fasadzie budynku. Rozmowy przędzone pośród dusznej obecności ludzkiej nie zawierały w sobie niczego ponad standardową emfazę – bo choć była rozemocjonowana i witała każdego miękkim uśmiechem, nie było w tym nic ponadto. Czerwona, obcisła sukienka otulała miękko jej sylwetkę, ukazując wydatne obojczyki – kreślące posturę drobną i o wyrazistej niedowadze. Jej wargi uchyliły się ku górze niepewnie, na samo wspomnienie, iż nikt już nie mógł jej powiedzieć, że ubiera się niestosownie; że Leander odszedł w samo zapomnienie. Wyglądała więc okrutnie, parszywie wręcz wyzywająco, nie chybocząc się ani trochę na wysokich obcasach, na których lawirowanie wpisało się w jej codzienną uwerturę. Czerwieni sukienki dorównywała barwa ust, soczysta i nęcąca, rozlewająca wargi w przyjemnym dla oka uśmiechu, który w gargantuiczny sposób czynił ją przystępną – owianą pogodą ducha, niepodobną do tej bestii, którą więziła w klatce żeber. Bo przecież zdolna była do czynów okrutnych i bestialskich, a gdy wpadała w szał, wszystko się zmieniało; wszystko się rozlewało. Wtem dostrzegła znane oblicze – zupełnie wybijał się wzrostem, jednak wobec jej miernej miary nie było to niczym zaskakującym i osobliwym. Chwyciła więc jeden z kieliszków wypełnionych rdzawą cieczą i podchodząc do mężczyzny wręczyła mu go w dłoń. – Murtagh! Niezmiernie miło mi cię widzieć, chociaż może powinnam powiedzieć – dziwnie? Nie spodziewałam się tu ciebie – rzekła, a jej kąciki ust wygięły się ponownie tego wieczoru w urokliwym, filuternym uśmiechu. – Cieszę się jednak, że cię widzę – zreflektowała się po chwili. Jego obecność nie od dzisiaj ją peszyła; zamilkła na moment, zatapiając się w jego wzroku, aby dopiero po dłużących się sekundach ocknąć się i przenieść ten na jeden z obrazów. RE: [17.04.1972] ART IS EVERYTHING... {LORETTA & MURTAGH} || GALERIA SZTUKI LORETTY - Murtagh Macmillan - 27.03.2023 Obraz, przy którym Murtagh się zatrzymał, przedstawiał zmierzch zachodzący nad Hogsmeade, w majaczącym w oddali gmachem Hogwartu. Pomiędzy budynkami przemykały co jakiś czas niewyraźne, ciemne postacie, zaś okna zapalały się co jakiś czas i gasły. Widać było, że bohaterem obrazu nie była konkretna postać, budynek czy nawet miejsce, a raczej pora dnia – tak zwana złota godzina, kiedy słońce wszystko wokół okrasza ciepłym, migoczącym blaskiem – której piękno najlepiej można było dostrzec, kiedy zostało skontrastowane z cieniami zabudowań magicznego miasteczka. Mężczyzna znał rodzinne opowieści o tym, że jeszcze sto lat temu, okolica Hogsmeade upstrzona była mniejszymi i większymi wioskami, zamieszkałymi w stu procentach przez czarodziejów. Wtedy widok czarownicy na miotle, sunącej płynnie po niebie, był czymś najzwyklejszym pod słońcem, a w każdym niemal miejscu można było zobaczyć czarodziejów, dumnie praktykujących swoje rzemiosło. W sercu czuł, że właśnie o to walczy u boku Czarnego Pana – o powrót czasów kiedy czarodzieje żyli zgodnie z rytmem Matki, nie niepokojeni przez mugoli, którzy za bardzo bali się magicznej mocy. Z jego zamyślenia wyrwał go nikt inny jak Loretta. – Murtagh! Niezmiernie miło mi cię widzieć, chociaż może powinnam powiedzieć – dziwnie? Nie spodziewałam się tu ciebie – powiedziała, wręczając mu kieliszek wina, który on bez oporów przyjął. Co prawda sam preferował mocniejsze, czystsze napoje alkoholowe, ale wolałby zostać spetryfikowany, niż okazać nieuprzejmość swojej gospodyni. — Cóż, o ile wiem jest to lokal otwarty, ale jeśli należy się wcześniej zapowiedzieć i uzyskać zaproszenie, mogę wyjść. — odparł, zaś na jego ustach pojawił się, ledwie dostrzegalny przez zarost, kąśliwy uśmieszek. — Cieszę się jednak, że cię widzę. — dodała Loretta, a w odpowiedzi na jej uśmiech i on uśmiechnął się nieco bardziej szczerze. Pociągnął łyk wina z kieliszka, zanim odpowiedział, uświadamiając sobie, że sprawa z którą do niej przyszedł, mogła być dość osobliwa. — Chciałbym zakupić obraz do swojego biura. — oznajmił, lecz zanim kobieta mogła by coś wtrącić dodał pośpiesznie. — Chodzi mi o wywołanie w odwiedzających mnie petentach dość… Konkretnych emocji. Wiedział, że właśnie w tym Loretta się specjalizowała. Oczywiście nie był to jedyny, ani nawet najważniejszy powód jego odwiedzin w galerii tego wieczoru, ale od czegoś trzeba było zacząć. Rzucanie się na kobietę nie było w jego stylu. Wolał raczej pozwolić, by sama się do niego przyczołgała, błagając o jego atencję. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 31.03.2023 Coś zatańczyło jej przed oczami niepewnie, możliwe, że były to języki światła umykające z pokrytego woskiem kandelabru – przez okna galerii, upstrzonego białymi kwiatami, wpadało miękkie światło dzienne, świece jednak wciąż rzucały się językami na obrazy, wirując pośród dzieł. Nieliczne krople wosku opadły kroplą na panele – zupełnie jak zawsze; ten zastygał w białawej formie, krzepnąc z każdą chwilą. Wzrok przerzuciła na obraz przedstawiający Hogsmeade, dokładnie ten, na którym on zwiesił swój wzrok; chwila przeminęła, a po chwili uniosła spojrzenie ciemnych odmętów tęczówek w jego – srebrzystej tafli. Była przecież nienaturalnie spokojna, pogodna i towarzyska, a bestia więziona w klatce żeber opuszczała je wyjątkowo rzadko. Jedynie znak, teraz okryty całunem długich, eleganckich rękawiczek, mógł świadczyć o niezawoalowanej agresji prędko krążącej w żyłach. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho, ten jednak już po chwili powrócił na swoje dawne miejsce przylegania, kładąc się akwarelą na policzku. Utkwiła w nim spojrzenie ciekawskie i badawcze. Wiedziała, iż nieelegancko było kogokolwiek uporczywie lustrować, on jednak zdawał się zgoła inny. Sam jego zapach kręcił jej w głowie i momentalne pozbawiał ją animuszu, który przecież trzymał się jej nieodzownie. W sekundę straciła całą swoją rezolutną odwagę. – Och, nie, zostań. Twoja obecność będzie mi miła – rzekła, usta rozciągając w przyjemnym dla oka, filuternym uśmiechu, ukazującym odrobinę nierówne kły. – Pozwolisz? – zabrzmiała pytaniem, wsuwając dłoń pod jego ramię, w drugiej moszcząc kieliszek wypełniony winem. Następny łyk, spory i gwałtowny, zaszumiał jej w głowie, daleka jednak była od stanu zupełnego upojenia – ot, alkohol luzował język i umniejszał obyczajom, a ona sama czuła się jak pod władaniem niewiadomego czaru. Oczywiście, znała Murtagha już od jakiegoś czasu, acz jako kobieta zaręczona, nie okazywała mu zbytku atencji; teraz, w stanie wolnym, pozwalała się uwodzić, gotowa zacząć tę grę. – Jakie to emocje? – zapytała, ciągnąc go delikatnie ku kolejnym obrazom, licząc, iż któryś z nich przypadnie mu do gustu. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 31.03.2023 Podobało mu się wrażenie, jakie w niej wywołał. Podobał mu się sposób w jaki na niego patrzyła, niemal pochłaniając wzrokiem jego sylwetkę, choć przecież mógłby to uznać za niegrzeczne, może nawet niekulturalne zachowanie. On jednak przyszedł dzisiaj do galerii Loretty właśnie po to, aby być podziwianym, lustrowanym, analizowanym. Był niczym jeden z jej obrazów - stworzony na podobieństwo i wedle wymagań odbiorcy, którym w tym przypadku była właśnie Lestrange’ówna. Kiedy ujęła go pod ramię, pozwolił jej się poprowadzić, przyglądając się obrazom, które mijali i popijając swoje wino. Cieszył go ten moment sam na sam z nią, nawet jeśli tak naprawdę nie byli sami. Cała reszta świata mogła w tym momencie równie dobrze być oddalona o tysiące mil, on skupiał całą swoją uwagę na niej. – Jakie to emocje? – usłyszał jej pytanie, ale nie odpowiedział jej od razu. Zamiast tego, wywarł delikatny nacisk na jej rękę, przejmując ster i zmieniając nieco kierunek, w którym szli. Obraz, do którego się zbliżył był zgoła inny, niż ten pierwszy pejzaż i przedstawiał nagie ciało młodej kobiety, o jasnej cerze i delikatnych rysach. Spoczywała ona na purpurowym, obitym pluszem szelzągu, wsparta na lewej dłoni z lekko przymkniętymi oczyma. Co jakiś czas otwierała je, aby zerkać nieśmiało na odwiedzających galerię, kiedy zaś Murtagh i Loretta zbliżyli się do niej, na twarz dziewczęcia wypłynął rumieniec. Mężczyzna niewzruszony przyglądał się dziewczynie z obrazu, lustrując ją wzrokiem. Jego wyraz twarzy nie zdradzał zainteresowania innego, ponad to, które miał również w stosunku do pierwszego obrazu. Murtagh nachylił się konfidencjonalnie do sporo niższej od niego Loretty. — Strach. Głęboki, paniczny, niemożliwy do opanowania strach. — powiedział niskim głosem i po raz pierwszy Loretta mogła usłyszeć w jego głosie coś na kształt ekscytacji. — Ten obraz będzie dobry, ale chciałbym naniesienia pewnych poprawek. Czy jest to możliwe na tym etapie? — dodał, prostując się i dokańczając wino w swoim kieliszku. Nie było to dla niego problemem, zwykle pijał mocniejsze rzeczy, więc alkohol nie miał innego efektu na nim, poza rozgrzaniem kończyn i cierpkim posmakiem, który pozostawił na jego ustach. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 01.04.2023 Zatopiła w nim spojrzenie mętne, acz o wyraźnych iskrach ekscytacji kryjących się w głębi orzechowych tęczówek; patrzyła na niego wręcz urzeczona, jak na jeden z obrazów, który wyszedł spod jej pędzla – on jednak nie należał do niej i to właśnie wprowadzało miriady myśli w stan niewiadomej irytacji. Może gdyby była odrobinę bardziej bezpośrednia, odrobinę mniej filuterna i enigmatyczna w swoich uczuciach – może wówczas przykleiłaby się do jego ramienia pewniej, zatopiła palce w materiale odzienia mocniej, a jej usta nie opuściłoby ciche westchnięcie, świadczące o niczym innym, niż ognistej fascynacji. Bo skupiała swoją lotną uwagę na jego sylwetce, gdy prowadziła go zawiłymi meandrami sali, przystając między co ciekawszymi okazami sztuki. Na dłuższy moment zatrzymała się przy akcie kobiety, której twarz pozostawała rozerwana – coś w niej było niepokojącego, zaburzającego naturalną nagość i ulotność, a emocje, których gęste tumany wzburzała, zakrawały o dalece posunięty niepokój. Uniosła wzrok na mężczyznę, badając jego reakcję, nim ruszyła dalej. Jego ciepły oddech zamarł na małżowinie usznej, gdy pochylił się do niej i wyszeptał słowa; dreszcz przebiegł na palcach przez jej kręgosłup, kończąc swą wędrówkę u podstawy szyi. Sens słów jednak sprawił, iż zacisnęła mocniej palce na jego ramieniu. – Strach – powtórzyła po nim, otwierając szeroko sarnie oczy. Emocje kowalne na kształt ekscytacji przeszły przez jej umysł, odbijając się na obliczu – fascynacja Macmillanem urastała do dalece posuniętej egzaltacji – chciała słuchać go bardziej, dotkliwiej, bliżej. – Naturalnie, mogę go zmodyfikować. Wyślij mi sową poprawki, które chciałbyś nanieść, a ja się tym zajmę. Nie ma sensu robić tego tu i teraz – nie chcę, aby cokolwiek wyleciało mi z głowy – odparła miękko. Wysunęła dłoń spod jego ramienia, obracając się ku niemu przodem. Zadarła podbródek, aby wzrok utkwić w jego mętnym spojrzeniu – znajdowali się odrobinę zbyt blisko, odrobinę zbyt, po prostu zbyt. Pąs oblał jej oblicze, nie była w końcu w żadnej mierze femme fatale, a przy nim czuła się jak podlotka zauroczona starszym mężczyzną. – Strach, mówisz? – powtórzyła, przekręcając głowę na bok. – Wzbudzasz we mnie tyle emocji, że jestem gotowa uwierzyć, że jesteś wilą – dodała, pozwalając wargom rozmyć się w przyjemnym dla oka uśmiechu. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 01.04.2023 Murtagh też przyjrzał się obrazowi, do którego Loretta z początku go powiodła. Widział pewien niezaprzeczalny urok w ordynarności jego przekazu. Obraz w oczywisty sposób odzwierciedlał brzydotę duszy ludzkiej i jej spaczenie, ale nie był tym czego mężczyzna szukał. Podobał mu się zapach, który go owionął kiedy mruczał do jej ucha. Loretta pachniała dobrymi perfumami, winem, ekscytacją i tajemnicą. Była dla niego enigmą, pomimo że właściwie znali się już od jakiegoś czasu. Zawsze jednak była poza jego zasięgiem, najpierw ze względu na różnicę wieku, potem zaś na zaręczyny. Ich znajomość ograniczała się zawsze do profesjonalnej uprzejmości, być może tylko sporadycznie zmąconej ukradkowym spojrzeniem z jednej lub drugiej strony. Poza tym jednym incydentem, kiedy on przyszedł do niej po pomoc, z obłędem w oczach i paniką w ruchach, a ona zrobiła to o co ją poprosił bez najmniejszego zawahania. Murtagh zamrugał oczami, wyrwany z zamyślenia jej słowami. — Tak, zdecydowanie tak uczynię. Choć przyznam, że uznałbym za zaszczyt – móc podziwiać mistrzynię przy pracy. — odparł, uśmiechając się, nawet bardziej do siebie niż do niej. Był oszczędny w słowach, zupełnie jakby znał wagę każdego z nich, i moc, którą posiadały. Dla niego słowa były narzędziem pracy, którym potrafił wyrwać z kogoś nawet najpilniej strzeżony sekret. Czy był wilą? Był pewien, że nie, choć musiał przyznać, że byłoby to nad wyraz ciekawe połączenie gdyby był jednocześnie wilą i dziedzicem Salazara Slytherina. — Ty zaś nie jesteś zbyt trudna do rozszyfrowania. Założę się, że chętnie uczyniła byś mnie tematem jednego ze swoich obrazów. Pewnie najlepiej w tym stylu. — wskazał głową nieznacznie na obraz, który chciał od niej kupić. Wiedział, że jej słowa mogą jej niezbyt odpowiadać, ale po części taki był ich cel. Wiedział już, że potrafi w niej wzbudzić zaintrygowanie, czy jednak potrafiła się zirytować, pokazać pazur? Widział ją w akcji, był więc pewien, że tak, ale nie miał jeszcze okazji doświadczyć tego osobiście. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 01.04.2023 W gruncie rzeczy zawierała w sobie półmisek pozornej pogody ducha i szczyptę agresji – tej niezawoalowanej, która uchodziła z klatki piersiowej jedynie w sytuacjach krytycznych; budziła się w niej nagłe okrucieństwo i absolutny brak granic czy sentymentów. Gotowa była krzywdzić nawet bliskich, jeśli to zbliżyłoby ją do oświetlonego wątle celu – jej miłość bezwarunkowa ograniczała się wyłącznie do brata, za którego krzywdę zabiłaby bez cienia zawahania. Poza tym faktorem, była bezwzględna i okrutna, a bestia, która mościła się na dnie duszy była niejako spragniona krwi. Prawdopodobnie po to chowała się w jej cieniu, ujmując towarzyską energią, intensywnie czerwoną aurą i westchnięciami puentującymi miękkie, rozlewające się uśmiechy. Gdyby nie rychło zbliżający się mariaż z Leandrem, który miał zaznaczyć jej dłoń obrączką, już dawno zakręciłaby się wokół osoby Murtagha. Był inny niż jej przeszły narzeczony; bardziej stonowany i spokojny w swej stalowej osobie; bardziej budzący lęk i niepokój. Ona zaś – ulegała mężczyznom, którzy napawali ją nutą strachu. Uśmiech rozciągnął jej wargi w szerokim uśmiechu, gdy wspięła się na same czubki palców, oddechem umiejscawiając się gdzieś w okolicy jego szyi. Ułożyła jedną dłoń na jej boku, lekko wbijając się w skórę paznokciami. – Podziwiaj mnie zatem – rzekła półgłosem. – Potraktuj to jako zaproszenie – będę przy tobie malować. Jesteś inspiracją i to nie byle jaką – dokończyła, odsuwając się od niego ponownie na krok, przerywając ten nagły paroksyzm bliskości. Zaintrygowanie rozlało się po jej obliczu niczym słodki, późnoletni sok. Dopiero po chwili napomniała samą siebie, iż wpatrywanie się tak głęboko w cudze oblicze może uchodzić za społeczne faux pas. A ona, pomimo pewnego dualizmu duszy, dbała o swój wizerunek. Ten jednak przestawał być tak istotny przy jego osobie. – Doprawdy? W zasadzie nigdy nie uważałam się za trudną do odczytania. Mógłbyś jednak wiedzieć więcej; to ciekawe, że znasz dotychczas tylko moją powłokę – odparła, swoje słowa potęgując surowym tonem. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Murtagh Macmillan - 04.04.2023 Murtagh nigdy nie był uzdolniony muzycznie, odebrał jednak podstawową edukację właściwą dobrze urodzonym i znał gamę. Potrafiłby ją zagrać na pianinie, tak samo jak potrafił być uprzejmy, a nawet zdobyć się na uśmiech. Nie znaczyło to jednak, że którakolwiek z tych czynności przychodziła mu naturalnie. To, co teraz działo się między nim a Lorettą - ciche ścieranie się charakterów, słowa, które mogły ranić a jednak na nich działały jak benzyna na i zapałki na kupę chrustu - było dla niego o wiele bardziej naturalne. Wiedział, jak na nią działa, a dotyk jej paznokci na skórze, który zamieniał czułe nachylenie się do ucha, w zgoła odmienną, o wiele mniej niewinną formę bliskości, sprawił, że i on poczuł nieco przyśpieszone bicie serca. Niemal chciał, aby te niewielkie igiełki zatopiły się w jego skórze mocniej, zostawiły namacalny ślad chemii, która między nimi istniała. — Cóż więc, wygląda na to, że będę musiał złożyć ci wizytę któregoś wieczora. Ale, jak zapewne wiesz, moja droga, nic w życiu nie jest za darmo. Cóż możesz mi zaoferować, w zamian za pracę modela? — droczył się z nią, niczym lew, który nie zabija swoje zdobyczy natychmiast, aby potem jej mięso - nabiegnięte krwią po morderczym wysiłku i pościgu - lepiej smakowało. — Tutaj masz rację. — dodał, w głowie planując już, aby po powrocie do domu napisać list do pewnego osobnika, który mógłby pomóc mu zajrzeć pod „powłokę” Loretty. — Może więc zaproponuję formę zapłaty? Będę dla ciebie pozował, ale tak długo jak pozostanę w bezruchu, będę mógł zadawać ci pytania, a ty na nie odpowiesz. — Dla niego była to transakcja, na której oboje skorzystają. Miał również nadzieję, że skupiona na pracy Loretta będzie bardziej skłonna odpowiedzieć zgodnie z prawdą na bardziej personalne pytania. Czy mógłby z niej wyrwać siłą te informacje? Prawdopodobnie tak. Czy jednak uważałby ją wówczas za kogoś wartego jego zachodu? Możliwe, że gdyby tak łatwo ją poznał, znudziłby się nią, tak jak to już kilka razy w jego przeszłości miało miejsce. Zwykle nie przeszkadzało mu to, uważał bowiem większość kobiet za słabe, i raczej tylko jako środek do zaspokojenia swoich własnych potrzeb. Ją jednak, z jakiegoś powodu, chciał poznać na jej zasadach. RE: [17.04.1972] Art is everything... {Loretta & Murtagh} || Galeria Sztuki Loretty - Loretta Lestrange - 05.04.2023 Czarujące uśmiechy czyniące nieprzytomnie w umyśle okrywały barchanowym całunem zepsute wnętrze; to, które na pozór czarujące, było przegniłe u cna i jeszcze wydatniej zroszone kroplami okrucieństwa. Bo przecież była nienaturalnie wręcz wybuchowa, uparta, a o jej agresji krążyły legendy. Na salonach jednak, zachowywała pogodę ducha; błyskała białymi zębami, układającymi się w odrobinę nierówną linię, chętnie tańczyła i wielokroć z większym angażem sięgała po szklane kieliszki wypełnione czerwienią wina. W głębi duszy jednak, zepsuta i zdemoralizowana, gotowa była do bawienia się ludźmi jedynie dla własnej uciechy; prędko pojęła sztukę manipulacji i hipnozy, które otworzyły przed nią podniebne arkana wpływu na cudze umysły. On jednak działał na nią wyjątkowo, sprawiał, iż serce trzepotało prędzej w klatce żeber; było w nim coś nieodgadnionego, coś, co skłaniało ją ku czynom niezawoalowanym i śmiałym w swej naturze. Wiedziała, na ile może sobie pozwolić; wiedziała, czuła wręcz w kościach, iż zechciałby, aby jego skóra została naznaczona igiełkami paznokci, które lekko wbiła w miękką tkankę. Chemia, która między nimi zaistniała była wyjątkowa w swej krasie; zupełnie inna niż to, czego zaznała dotychczasowo. – Moje towarzystwo – odparła miękko na temat zapłaty za pełnioną przez Murtagha funkcję modela. Wiedziała, iż nie było to wystarczającym; wiedziała, że powinna wyświadczyć mu większą przysługę, zaoferować bardziej lukratywny zysk. A jednak zamilkła, czekając na jego słowa, gdy opuściła go z oków nagłej bliskości. – Brzmi jak dobry interes. Odpowiem ci na każde pytanie, chociaż przecież mógłbyś samodzielnie je ze mnie wyrwać. Czy mam się czuć zaszczycona? – zabrzmiała retoryką, wbijając w niego bystre spojrzenie sarnich ocząt. Poznawanie na jej zasadach zaskoczyło ją niejako – wiedziała przecież, że intencje nie musiały wypływać w jej ust samorzutnie; wiedziała, że mógł dowiedzieć się każdego szkopułu własnoręcznie. A jednak okazał jej zainteresowanie, to, które budziło w niej poczucie wyjątkowości – jakkolwiek śmiałe by ono nie było. – Dlaczego chcesz mnie poznać? – zabrzmiała welonem pytania mimowolnie, kierowana najprostszą spośród ludzkich ciekawości. |