Secrets of London
[lipiec 1966, Dolina Godryka] Przyjaciele na ratunek {Jackie, Dani i Nora} - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [lipiec 1966, Dolina Godryka] Przyjaciele na ratunek {Jackie, Dani i Nora} (/showthread.php?tid=1217)



[lipiec 1966, Dolina Godryka] Przyjaciele na ratunek {Jackie, Dani i Nora} - Jackie Carrow - 27.03.2023

Jacky siedziała na drewnianym fotelu, w przydomowym ogródku. Obok niej, na stoliku z blatem z ceramicznej mozaiki, stał dzbanek lemoniady i kubek z na wpół wypitym napojem. Pomimo przygrzewającego, ciepłego słońca, nogi dziewczyny okryte były pledem. Materiał, gdzieniegdzie poprzecierane, znaczyły lata z użycia. Na kolanach Jackie spoczywał ciężki, obleczony grubą skórą tom. Wzrok dziewczyny prześlizgiwał się po tekście zapisanym odręczną kursywą na grubym pergaminie. Mimo tego, że rudowłosa bardzo starała się skupić na tekście który czyta, to wciąż łapała się na tym że kilka razy czyta to samo zdanie. Był to jeden z efektów ubocznych eliksirów - inhibitorów emocji – którymi od roku faszerował ją ojciec. Zapobiegały one przemianie; ujawnieniu się klątwy; ale utrudniały jej skupienie i myślenie o czymkolwiek w jasny i logiczny sposób. Jeszcze pół roku temu, Jackie odczuwała z tego powodu irytację, ale teraz właściwie nie czuła nawet już tego. Była zbyt słaba żeby kłócić się z ojcem, a Samuel, który bardzo chciał jej pomóc, spędzał jednak zbyt dużo czasu w warsztacie, żeby móc poświęcić go siostrze. Obaj zresztą byli przekonani, że to jedyny sposób żeby efektywnie powstrzymać dziewczynę od przemian, które występowały za każdym razem kiedy Jackie odczuwała silne emocje. Zaś odkąd musiała przerwać naukę w szkole, Jackie nader szybko się irytowała i ogólnie nie chciała przyjąć do wiadomości, że jej życie skończy się przed czterdziestką a i wcześniej usłane będzie cierniami. Wysiłkiem Samuela, dyrektor Hogwartu wyraził zgodę aby pobierała nauki zdalnie, ale dziewczyna w tym roku ledwo zdała egzaminy i przy zmniejszających się zdolnościach umysłowych, czuła, że o zdaniu OWUTEMów w przyszłym roku nie będzie nawet mowy.

Jackie uniosła głowę, patrząc przez chwilę w chmury, i próbując sobie przypomnieć tekst, który przed chwilą przeczytała. Kiedy jej się to nie udało, odłożyła książkę, nakryła się szczelniej kocem i zapatrzyła się w dal.


RE: [lipiec 1966, Dolina Godryka] Przyjaciele na ratunek {Jackie, Dani i Nora} - Nora Figg - 01.04.2023

Wakacje nie były już takie same jak kiedyś. Nora bardzo szybko musiała zweryfikować swoje plany i marzenia. Ledwie skończyła szkołę, a jej życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Została rzucona na głęboką wodę. Gdyby wszystko poszło po jej myśli byłaby pewnie we Francji, doskonaliła swoje cukiernicze umiejętności. Niestety nie mogła sobie na to pozwolić. Została sama, właściwie nie do końca sama, bo miała Mabel. Swoją przypominajkę o pewnej miłości, pierwszej, silnej, ale krótkiej i rozczarowującej. Przyszło się jej teraz mierzyć z tym, że pozwoliła sobie na takie lekkomyślne zachowanie. Pozwoliła sobie pokochać, nieodpowiednią osobę, a konsekwencje tej wielkiej miłości pozostaną z nią przez całe życie. Nie żałowała. Pomimo tego, że musiała sobie teraz radzić z tym wszystkim, uważała, że nic złego się nie stało. Była na tyle silna, żeby sobie poradzić z tym wszystkim sama, czego też nie rozumieli otaczający ją ludzie. Na początku było bardzo trudno ignorować temat ojca Mabel, z czasem jednak wszyscy wokół odpuścili - nie dało się z niej wyciągnąć tej informacji.

Norka nie mogła odmówić Danielle wizyty u Jackie, może i miała swoje własne problemy, jednak nigdy nie rezygnowała z pomocy innym. Czuła, że dobrze jej zrobi wyrwanie się chociaż na chwilę z domu. Babcia Lizzie nie miała problemu, z tym, żeby zostać z małą Mabel. Figg wolała nie prosić o wsparcie Longbottomów, wiedziała, że by jej nie odmówili - jednak nie chciała nadużywać ich dobrych serc, wystarczająco jej ze wszystkim pomogli.

Pojawiła się w Dolinie dzień wcześniej. Miała czas, aby na spokojnie przygotować tort, o którym rozmawiała z Danielle. Wszystko nawet poszło po jej myśli, głowa hipogryfa przypominała nawet to stworzenie. Udało jej się przy pomocy transmutacji spowodować, że mrugał do niej okiem i otwierał paszczę. Szkoda tylko, że będą go musiały pokroić.

Pojawiła się o umówionej godzinie pod rezydencją Longbottomów, gdzie czekała na Danielle. W końcu razem miały odwiedzić swoją znajomą z Hogwartu. Figg była ubrana, w krótką, fioletową sukienkę, która ledwie zasłaniała jej zadek. Urodzenie dziecka wcale nie spowodowało, że przestała unikać kiczowatych ubrań, które kochała tak bardzo. Nie musiała długo czekać. - Cześć Piękna, dobrze Cię widzieć. - Powiedziała Longbottom na przywitanie. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, humor jej dopisywał.

Gawędziły sobie całą drogę. Norka uwielbiała przebywać z Dani, miała wrażenie, że z nią zawsze jest po prostu miło, wszystkie problemy znikały, kiedy tylko dostrzegała jej uśmiech. - Świetnie, że to wymyśliłaś, Jackie na pewno zrobi się miło, dzięki też, że o mnie pomyślałaś. Takie wyrwanie się od codzienności nie zdarza się zbyt często. - Na pewno dobrze jej zrobi chwila zapomnienia.

Wolała sobie nie wyobrażać, co siedzi teraz w głowie Carrow. Sama myśl o tym, że skończy kiedyś zaklęta w zwierzę musiała ją przerażać. Była przecież taka młoda, a już spotkało ją takie nieszczęście. Współczuła jej strasznie, nie wiedziała też w jaki sposób może pomóc, także zrobiła to, co potrafi najlepiej - upiekła tort, słodkości są w końcu lekarstwem na całe zło tego świata i uśmierzają ból choć na krótką chwilę.

Udało im się bez żadnych komplikacji dotrzeć do domu Carrowów. - Palimy świeczki i zaczynamy śpiewać? - Zapytała jeszcze Danielle o plan działania, dobrze było by jakiś mieć.




RE: [lipiec 1966, Dolina Godryka] Przyjaciele na ratunek {Jackie, Dani i Nora} - Danielle Longbottom - 01.04.2023

Nietrudno domyślić się, że jedną z wielu osób, która próbowała wybadać temat ojca Mabel była Dani. Broń Boże, nie zamierzała oceniać przyjaciółki i tego, do czego doprowadziły tamte wakacje; miała dobre intencje i przede wszystkim chciała, by starszej jak i młodszej Figg było w życiu jak najlepiej. Jednak, jak mówi jedno mądre przysłowie, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane - w miarę szybko zrozumiała, że rolą prawdziwych przyjaciół jest wsparcie, niezależnie od decyzji jaką się podejmuje ( o ile rzecz jasna wszystko jest legalne i bezpieczne). A decyzja, jaką podjęła Nora, było zachowanie tożsamości ojca Mabel da siebie; Dani nie pozostało nic innego, jak przestać wypytywać i reagować, gdy ktoś w jej otoczeniu próbuje poruszać ten temat. Nora miała jednak świadomość, że jeżeli kiedykolwiek będzie potrzebowała porozmawiać, może odwiedzić posiadłość Longbottomów - niezależnie od pory dnia i nocy, byli tu ludzie, gotowi ją wesprzeć.

Podczas gdy Nora zajęła się pieczeniem ciasta z prądem, Danielle również nie próżnowała. Co prawda jej umiejętności gotowania nie były jakimś dnem, jednak w taki dzień jak dziś, chleb posmarowany masłem nie był wystarczająco dobrą przekąską. Tu trzeba było czegoś ekstra. Czegoś, co wywali obie Puchonki z kapci. Na pomoc przyszła Dora, która ze swoimi idealnymi pomysłami w dwie minuty ( z zegarkiem w ręku!) skomponowała całe menu, łącznie z daniem głównym, przekąskami i odpowiednimi napojami. Drugim, nieocenionym wsparciem okazała się Skrzatka, żyjąca w posiadłości Longbottomów od chyba zawsze - zaoferowała, że wszystko przygotuje, a Dani wtedy może w pełni skupić się na prezencie. A jeżeli o prezencie mowa...

Dani miewała dosyć szalone pomysły i zdarzało jej się działać impulsywnie. W dobrych intencjach, rzecz jasna - jak zawsze. Długo rozmyślała nad tym, co powinny dać Jackie, która jest uziemiona w domu, często zresztą sama; Sami był według niej najlepszym bratem na świecie, jednak musiał pracować i to ciężko, gdyż samą miłością nie dałby rady wykarmić rodziny, przez co więcej czasu spędzał w warsztacie niż w domu. A pan Flynn? Szkoda strzępić język, nie pałała sympatią do tego człowieka. Książka? Nie, nuda. Jackie potrzebowała towarzystwa. Zwłaszcza, gdy Samuel przesiadywał w warsztacie, a ani Nora ani Dani nie mogły w tym momencie jej odwiedzić. Wybór padł na... pufka. Różowego, najbardziej rozkosznego pufka, jakiego tylko można było znaleźć. Zwierzę było pocieszne, mało wymagające i przekochane - nic dziwnego, że uznała go za idealny prezent dla takiej pasjonatki magicznych stworzeń, jaką była Jackie.

O omówionej godzinie spotkała się z Norą. Przy niej Dani była jak wróbelek, przelatujący obok pięknego, kolorowego pawia. Albo papugi. Ale nie, paw był lepszym określeniem. Różnica w sposobie ubierania się była znaczna, choć w żaden sposób nie wpływała na ich przyjaźń.
- Panna Figg, która wygląda jak milion galeonów. Jak zawsze zresztą.- przywitała ją z lekkim uśmiechem. I choć przyzwyczajona była do dzieł Nory, tort, jaki trzymała wywołał zachwyt. Dokładnie tak wyobrażała sobie dzieło, które wywoła uśmiech na twarzy rudowłosej. No, poza szczyptą transmutacji, a to by w życiu nie wpadła.
Dani pod jedną pachą dzierżyła ogromny kosz wypełniony po same brzegi - poza jedzeniem i napojami, można było dostrzec tam trzy butelki ognistej. Pod drugą pachą trzymała ogromną, puchatą kulkę. Kulka miała oczy, długi język i z wyraźnym zainteresowaniem przyglądała się Norze.
- Nora, to jest Farfocel. Farfocel, to Nora.- zapoznała Kocią Mamę z puchatą kulką, wyraźnie zadowolona z tego, że widzi się z przyjaciółką i lada moment dołączą do Jackie. - Imię jest tymczasowe, na pewno Jackie wymyśl lepsze. Dostał je tylko dlatego, że Lucy nazwała go farfoclem, gdy wczoraj usilnie próbował zdrzemnąć się na jej głowie. Słodki, prawda? Myślałam o hipogryfie, ale nie wiem, czy to legalne trzymać hipogryfa w domu. Poza tym, coś czuję że nie przeżyłabym momentu zakupu i przetransportowania go Doliny. - nawijała sobie. - Nora, wystarczy słowo albo list. U nas w domu jest tyle cioć i wujków, że równie dobrze możesz mieć wychodne kilka razy w tygodniu. Ale nie mogę Ci obiecać, że Mabel chętnie wróci do domu, wszyscy ją rozpieszczamy. - dodała. W posiadłości Longbottomów było dużo mieszkańców, jednak żadnych dzieci. Nic dziwnego zatem, że każdy z domowników poważnie podchodził do roli wujka i cioci, oraz gotowy był uchylić małej Figg nieba.

- Jakbym wiedziała, że chcesz żebym śpiewała, wypiłabym kieliszek ognistej jeszcze przed wyjściem.- mruknęła do Nory. Ale cóż... czego nie robi się dla przyjaciół, prawda? Gotowa była zbłaźnić się swoim fałszem, jeżeli to w jakiś sposób ma szansę sprawić, że rudowłosa się uśmiechnie.
Kości zostały rzucone Świeczki zostały zapalone. Kiedy tylko dostrzegły siedzącą na werandzie rudowłosą dziewczynę, nie pozostało im nic innego, jak przywitać ją głośnym NIESPODZIANKA, oraz równie głośnym, choć odrobinę niezsynchronizowanym STO LAT STO LAT.




RE: [lipiec 1966, Dolina Godryka] Przyjaciele na ratunek {Jackie, Dani i Nora} - Jackie Carrow - 13.04.2023

Czy Jackie odebrała sowę od przyjaciółki, z zapowiedzią, że wpadnie w odwiedziny z okazji urodzin? Zapewne. Czy poczuła przelotne trzepotanie serca, motylki ekscytacji, które nie towarzyszyły jej już od dawna? Możliwe. Czy pamiętała o tej konwersacji choćby wieczorem tego samego dnia? Niekoniecznie. Czy przygotowała się wobec tego w jakikolwiek sposób na przyjęcie gości? Zupełnie nie.
Kiedy zobaczyła nadchodzące ścieżką dwie dziewczyny – jedną w fioletowej sukience, która odsłaniała więcej niż zasłaniała, a drugą zaś ubraną o wiele skromniej, ale o nie mniejszym uśmiechu – przez dłuższą chwilę patrzyła się na nie, jak gdyby były kolejnymi, nic nie znaczącymi przechodniami. Dopiero, kiedy przeszły przez bramkę w niezbyt wysokim płocie, który otaczał jej dom, Jackie zrozumiała, że te dwie osoby przyszły do niej. Co one tutaj na rozpląsane rozdymki robią?! Pomyślała w pierwszym momencie, kompletnie i bezbrzeżnie zdziwiona. Ale największe zdziwienie poczuła, kiedy jej wzrok zogniskował się na głowie pięknego hipogryfa, którą jedna z nich niosła niczym trofeum. Biedne stworzenie nawet jeszcze ruszało łbem!
Jackie poderwała się na równe nogi, czując jak wzbiera w niej złość, którą nawet nie wiedziała, że jest jeszcze w stanie czuć.
Danielle! Nora… — przypomnienie sobie imienia drugiej z dziewczyn zajęło jej kilka sekund, — ... mam nadzieję, że to jakiś paskudny żart!
Niewysoka dziewczyna o długich, rudych włosach, związanych w niedbały kucyk, wyglądała na dość poruszoną całą sytuacją. Co mogło być o tyle dziwne, że przecież sama potwierdzała obecność gości, powinna więc raczej witać je z otwartymi ramionami, niż łypać na nie nieufnym spojrzeniem.
Czemu przynosicie mi głowę tego biednego stworzenia?! — Jaqueline była oburzona, chociaż zarówno Danielle jak i Nora mogły dostrzec, że jest to jakby przytłumione - jej głos był tylko lekko podniesiony, a wyraz twarzy wyrażał raczej zaniepokojenie, choć słowa zdradzały złość.