Secrets of London
[25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester (/showthread.php?tid=1227)



[25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Chester Rookwood - 31.03.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Chester Rookwood - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Chester był jednym z Aurorów zaangażowanych w ujęcie czarodzieja ze wpisanym w dokumentach nazwiskiem Fletcher mającego swój kram tym razem z czarnomagicznymi artefaktami w cieniu jednego z zaułków na Śmiertelnym Nokturnie. Nie było mu to w smak, ponieważ takie przedmioty w odpowiednich, jak i nieostrożnych rękach mogły wyrządzić wiele zła. To nie odbiegało tak bardzo od interesów zwolenników Czarnego Pana, jeśli takowe nieszczęścia miałyby dotykać mugoli, mugolaków i zdrajców krwi.
Dopóki pieprzona Harper Moody stała na czele Biura Aurorów i nie zostanie zastąpiona przez kogoś kierującego się konserwatywnymi wartościami i, najlepiej, wyrażającego swoje poparcie dla rządów Czarnego Pana, tak będzie musiał wymiatać takie łajno z ulic magicznego Londynu. Najlepiej byłoby, gdyby to stanowisko trafiło w jego ręce. Od lat ostrzył sobie na nie zęby i nie był mniej doświadczony ani mniej kompetentny od tamtej czarownicy.
Jedyną zaletą zgarnięcia kolejnego Fletchera z ulicy było utrzymywanie tego typu działalności w dużej mierze w rękach Borginów, których przez wzgląd na ich specjalizację wolał mieć w tym sklepie niż za kratami. Dokonana raz na czas konfiskata sprzedawanych w ich sklepie czarnomagicznych artefaktów wydawała się bardziej dogodna dla obu stron. On przymykał oko na ich działalność i czerpał z tego pewne korzyści. Borginów lepiej było mieć po swojej stronie, niż zrobić sobie z nich wrogów.
Właściciel tego straganu na ich widok porzucił cały swój towar i rzucił się do ucieczki. Gdy został zapędzony w kozi róg wywiązała się walka. Ostatecznie został spacyfikowany i zaprowadzony do aresztu, jednak jeden z Aurorów, Dawlish, został trafiony przez zbiega zaklęciem oślepiającym i nie widział całkowicie na prawe oko oraz dość obficie krwawił z rozoranych łuku brwiowego i skroni.
Uzdrowiciele powinni być już w drodze, Dawlish. Będziesz żył — Poinformował go z dozą sarkazmu w głosie nawiązując do wcześniejszego panikowania tego czarodzieja. Przyciskał on do skroni i łuku brwiowego materiałową chustkę. Chester palił trzymanego w lewej dłoni papierosa, stojąc z opuszczoną wzdłuż ciała prawą ręką. Na niej powyżej łokcia spod rozciętego materiału umundurowania widniało jeszcze krwawiące rozcięcie. Bywało gorzej.


RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Florence Bulstrode - 31.03.2023

Florence nie przepadała za wezwaniami poza Munga. Po pierwsze, wolała unikać teleportacji, w której nigdy nie była asem – rozszczepienie na VII roku w Hogwarcie skutecznie ją zniechęciło. Po drugie, w czasie potrzebnym na transport, mogła zająć się większą ilością pacjentów. Po trzecie wreszcie, preferowała pracę w sterylnych warunkach szpitala niż gdzieś na ulicy czy w środku lasu.
Skoro jednak przyszło pilne wezwanie i padły hasła takie jak „czarna magia”, „aurorzy na służbie” i „Bulstrode, twoja kolej”, Florence nie mogła protestować (i nawet nie przyszło jej to do głowy). Zabrała torbę uzdrowiciela i za pomocą Sieci Fiuu dostała się na Pokątną. Już wędrując w stronę, w której spodziewała się znaleźć rannych, machnęła różdżką, oczyszczając szatę magomedyczki z sadzy.
Przystanęła, kiedy dotarła na miejsce. Baczne spojrzenie jasnych oczu przesunęło się najpierw po Dawlishu, potem po Chesterze. Zmarszczyła lekko brwi, bo spodziewała się, że znajdzie kogoś w znacznie gorszym stanie, uniemożliwiającym transport do Munga, skoro już kazano się jej fatygować osobiście.
- Żadnych oderwanych kończyn? Cóż za rozczarowanie – powiedziała, ruszając ku Dawlishowi, który zdawał się być w gorszym stanie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jednego, bo drugie mu chyba nie działało. Nie była stu procentowo pewna, widziała je tylko przez moment, kiedy przestał przyciskać dłoń do twarzy. – Florence Bulstrode, uzdrowicielka. Proszę opuścić ręce.
Przedstawiła się raczej pro forma z prawdziwej potrzeby. Wciąż miała na sobie paskudną, uzdrowicielską szatę – żółto – zieloną, z emblematem munga, skrzyżowanymi różdżką i kością. Na ulicy Pokątnej wyróżniała się przez to już z daleka. Raczej łatwo było się domyśleć, że ma się do czynienia z magomedykiem. Od innych uzdrowicieli odróżniało ją co najwyżej to, że szata była idealnie czysta, idealnie wyprasowana, buty wystające spod niej wręcz błyszczały, a z ciasnego kucyka nie ośmielił się wydostać choćby jeden kosmyk.
Przykucnęła przy Dawlishu, który uparcie przyciskał dłonie do oka i skroni, nawet po jej instrukcjach. Zamiotła przy tym szatą ziemię, co wcale jej nie cieszyło, ale praca medyka wymagała czasem poświęceń. Torbę jednak zawiesiła za pomocą zaklęcia pół metra nad glebą, ani myśląc kłaść jej na bruku.
- Będzie pan łaskaw pozwolić się zbadać? Chyba że marzy pan o noszeniu gustownej, pirackiej opaski? Jeśli tak, nie trzeba było mnie fatygować – mruknęła, wyciągając dłoń, w próbie odciągnięcia ręki od oka. Nie tylko nie mogła go obejrzeć, ale też zaleczyć krwawienia, kiedy przyciskał do rany chusteczkę. – Piękny przypadek czarnej magii. Boli panów coś poza tym, co od razu widać po tych plamach krwi? – dopytywała. Machnęła różdżką, używając na Davlishu zaklęcia skanującego. Chciała się upewnić, czy jakieś paskudne zaklęcie nie zostawiło niewidocznych śladów, i właśnie go nie zabijało, oraz czy utrata wzroku jest skutkiem tej klątwy, która przyszła jej na myśl jako pierwsza.


RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Chester Rookwood - 16.04.2023

Wezwanie uzdrowiciela na miejsce zdarzenia zwalniało pozostałych Aurorów, w tym również i go, z holowania najpoważniej rannego Dawlisha do szpitala. Nie oni będą się z nim użerać. Nie minął się z prawdą, jeśli chodzi o nadejście magomedyka. Ich oczom ukazała się uzdrowicielka, którą dało się też rozpoznać po noszonej przez kobietę charakterystycznej szacie oraz po zadanym przez nią jakże bezpośrednim pytaniu o oderwane kończyny. Nie było tak, że miał coś przeciwko oderwanym kończynom. Zwłaszcza w przypadku mugoli i szlam. W przypadku pewnej grupy czarodziejów wolał aby pozostały połączone z ich ciałem. Jak w przypadku Dawlisha.

Tym razem nie — Odpowiedział ze wzruszeniem ramion. A raczej ze wzruszeniem lewego ramienia. — Możliwe, że Dawlishowi oderwałoby głowę, jednak rzucanie zaklęć podczas ucieczki nie wpływa korzystnie na celność — Dodał do swojej wcześniejszej wypowiedzi. Gdyby to zaklęcie nie zostało rzucone w tak chaotyczny sposób to nie wzywałby głównie do tego czarodzieja uzdrowiciela, tylko już koronera do denata. Dawlish nie wydawał się zbyt chętny do współpracy z magomedyczką.

Bulstrode? Jeden u nas pracuje — Pytanie to było tym niewymagającym odpowiedzi. Wspominał w tym momencie o Atreusie Bulstrode, będącym Aurorem. Powodem do odczuwania pewnej ulgi było to, że nie wysłano do nich szlamy, wobec których od lat nie szczędził swojej pogardy. Nie byli im, czarodziejom czystej krwi, równi. I nigdy nie będą.

Dawlish, na Merlina... rób co pani Bulstrode mówi — Warknął na niego wyraźnie już zirytowany i wręcz zażenowany niedojrzałą postawą rannego Aurora. Zaciągnął się papierosem. Uzdrowicieli postrzegał jako jednych z pierwszych orędowników wprowadzenia zakazu palenia i szerzycieli tezy, że palenie może powodować poważnie problemy zdrowotne albo nawet zabijać. Nie podawali jednak, że to dotyczyło mugoli. Nie dotarły do niego żadne informacje, by jakikolwiek czarodziej zachorował albo nawet umarł przez swój nałóg.

Chyba nie mam wyboru. Nie chcę takiej nosić — Mruknął Dawlish, ostatecznie kapitulując i poddając się woli uzdrowicielki i ostatecznie przestał zasłaniać chusteczką zranione oko. Najwyższa pora na to. Oni też potrzebowali pomocy medycznej. Piękny przypadek czarnej magii. Z racji obracania się w kręgach fascynatów czarnej magii to w duchu musiał zgodzić się z tym stwierdzeniem.

Na szczęście nie — Chester mówił sam za siebie, jednak pozostali mu zawtórowali. Dawlish oberwał najgorzej z nich wszystkich. Musieli tylko poczekać na postawienie faktycznej diagnozy przez obecną tutaj uzdrowicielkę.




RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Florence Bulstrode - 16.04.2023

- Pracuje ich nawet dwóch – przyznała Florence, nie odrywając wzroku od Dawlisha, który łaskawie zabrał wreszcie ręce. Jeżeli szło o nią samą, nie zastanawiała się, czy ma przed sobą czystokrwistego, półkrwi i szlamę. Nauczyła się, że krew, która plami jej dłonie w takich sytuacjach, jest zawsze taka sama. Absolutnie nie do odróżnienia. – Dobry wybór, panie Dawlish, taka opaska mocno wpływa na jakość widzenia i utrudnia celowanie zaklęciami, a i opowieści pirackie nie są już tak popularne, jak niegdyś. Proszę się przez chwilę nie ruszać.
Poruszyła nadgarstkiem, wykonując skomplikowany ruch różdżką. Czar, jaki rzuciła, był jednak dla uzdrowiciela jednym z tych podstawowych. Rozcięty łuk brwiowy mężczyzna zaczął się błyskawicznie zaleczać i po chwili po niedawnej ranie pozostała tylko jaśniejsza skóra oraz ślad tam, gdzie auror stracił część brwi.
- Mam dla pana złą wiadomość – poinformowała, kiedy rana została zaleczona, a ona mogła sprawdzić wyniki zaklęcia skanującego. Dość bezceremonialnie ujęła Davlisha za podbródek i zmusiła, by zwrócił spojrzenie ślepego oka w jej stronę. – Będzie pan żył i przez najbliższy tydzień żałował każdej chwili tego życia. Na oku ciąży klątwa. Mogę ją przełamać, ale aby odzyskać pełną ostrość widzenia, czeka pana siedem dni przyjmowania wyjątkowo paskudnego eliksiru – oświadczyła. Przy bardziej skomplikowanych przypadkach sama magia rzadko okazywała się wystarczająca i koniecznym stawało się zażywanie mikstur. To był właśnie taki przypadek. Florence nie mogła ot tak sprawić, że mężczyzna odzyska wzrok po czarnomagicznym zaklęciu. Machnęła wprawdzie różdżką, raz, a potem drugi i trzeci, wyjęła z torby jakiś eliksir i zaaplikowała kroplę do oka, aż bielmo, pokrywające oko Davlisha zaczęło znikać, ale to był tylko początek procesu… o ile auror chciał odzyskać w pełni wzrok. A Bulstrode nie wiedząc, czego się tu spodziewać w stu procentach, nie miała szans zabrać wszystkich potrzebnych specyfików.
- Teraz musi pan wybrać się do Munga i spędzić kilka godzin na oddziale. Kolejna zła informacja, będzie pan mnie widywał w najbliższych dniach znacznie częściej niż by sobie życzył – oświadczyła na zakończenie, rzucając zaklęcie, mające przytłumić odczuwanie bólu, dzięki któremu, jak miała nadzieję, Davlish zdoła pozbierać się z ziemi i dojść do punktu Fiuu o własnych siłach.
Sama Florence również się podniosła. Odruchowo otrzepała szatę i upewniła się, że ta się nie ubrudziła ani nie wygniotła zbyt mocno. A potem pomaszerowała ku Chesterowi. Zmarszczyła nos, gdy uderzyła ją woń tytoniu – co za paskudny nawyk, chociaż nie nowy dla kogoś, kto bywał w kasynie Prewettów – tym razem darowała sobie komentarz, czekając aż mężczyzna zaprezentuje jej ranną rękę.


RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Chester Rookwood - 10.05.2023

Miałem na myśli Atreusa... powinienem był wspomnieć również o Orionie — Odparł przyznając w ten sposób rację kobiecie. Nie współpracował z nimi na co dzień, przy każdym patrolu lub sprawie. Atreus wydawał mu się bardziej charakterystyczny, bo częściej widywał go wychodzącego na papierosa podczas przerwy. Dawlish ostatecznie postanowił się podporządkować woli uzdrowicielki.

A to mogłoby wpłynąć na twoją dalszą karierę — Zwrócił się do tego Aurora, na co Dawlish mruknął coś pod nosem. Ich przełożonym mogłoby nie spodobać się to, że Auror gorzej widzi na jedno oko i celowanie sprawia mu trudność. On sam miał podobne stanowisko. Wolał móc polegać na swoich ludziach, zwłaszcza jeśli oni mieli wpływ na to, w jakim stanie wróci do domu albo czy trafi do szpitala. Pod wieloma względami przymusowy pobyt w szpitalu był mu nie na rękę. Z tego względu, że splot niesprzyjających okoliczności mógłby doprowadzić do sytuacji, w której byłby zmuszony zamienić wygodne szpitalne łóżko na twardą i niewygodną pryczę w Azkabanie. Przy odrobinie szczęścia. Istniały cele o jeszcze gorszym standardzie, wymuszające spanie na gołej ziemi przez brak pryczy w środku.

Obserwowana przez niego uzdrowicielka znała się na swojej robocie. Na korzyść kobiety przemawiało też przyzwoite pochodzenie. A to sprawiało, że była pracownikiem tego szpitala, do którego chciałby trafić pod opiekę. Nic tak nie napawało go obrzydzeniem jak mugole i szlamy. Z tymi ostatnimi miał styczność podczas pracy w Biurze Aurorów. Niestety. Nic nie wskazywało na to, aby zaniechano ich zatrudniania w instytucjach państwowych.

Słucham — Odrzekł krótko ten Auror tuż po zaleczeniu rany. Nie wyglądał na zachwyconego tym bezceremonialnym ujęciem go za podbródek, będąc zmuszonym do spojrzenia na badającą go czarownicę. Jdnak nie zaprotestował w żaden sposób. — To już nie pierwszy raz kiedy słyszę. Proszę to zrobić w takim razie — Przystał na to bez wahania. W tym momencie przyjmowanie jakieś paskudnej mikstury wydawało się mu niewielką ceną za zachowanie pełnej ostrości widzenia. W trakcie tego najbliższego dnia zapewne wspomni słowa uzdrowicielki, która bardzo mu pomogła w tym momencie.

Niezwłocznie się tam udam. Będę w dobrych rękach. Bardzo dziękuję — Odrzekł po zakończonym pierwszym etapie leczenia. Rzucone przez uzdrowicielkę zaklęcie ułatwiło mu stanięcie o własnych siłach. Punkt Sieci Fiuu był niedaleko stąd. Przynajmniej ten w Dziurawym Kotle.

Jenkins, idź z nim — Czekający na swoją kolej Chester oddelegował do pomocy Dawlishowi kolejnego Aurora. Niedługo potem nadeszła jego kolej. Upuścił na ziemię niedopałek papierosa.

Miejmy to z głowy — Mruknął bardziej do siebie, niż do uzdrowicielki. Skrzywił się za sprawą odczuwanego bólu, który pojawił się podczas zdejmowania prawego rękawa czarnej marynarki. Mógł podwinąć rękaw czarnej koszuli tak bardzo wysoko jak to możliwe, ale również dopuszczał możliwość oderwania albo odcięcia go od reszty materiału. Ewentualną decyzję pozostawił uzdrowicielce, której umożliwił oględziny swojej prawej ręki. Dla niego nie wydawało się to poważne, jednak nie był uzdrowicielem. Może nie otrzyma równie dobrej wiadomości, co Dawlish, że trafiła go jakaś paskudna klątwa i musi się leczyć dłużej, niż by chciał.




RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Florence Bulstrode - 16.05.2023

- Atreus prawdopodobnie bardziej rzuca się w oczy – przyznała Florence dyplomatycznie. Orion był tym spokojniejszym, i miała przeczucie, że nieco więcej czasu spędzającym za biurkiem. Najmłodszego z Bulstrodów za to bardzo ciężko było przegapić – z różnych względów.
Na swój sposób chyba była z tego trochę dumna. Atreus zdecydowanie miał charyzmę Prewettów, w przeciwieństwie do niej.
Gdyby Dawlish protestował… cóż, Florence nie mogłaby go zmusić, jedynie sporządziłaby notatkę, w dwóch kopiach, jedną dla Munga, drugą dla Harper Moody – że zaleca pobyt w szpitalu, aplikację eliksiru oraz specjalne okłady. Ostatecznie nie był dzieckiem, ona zaś nie miała powodów, aby się nad nim trząść. Było jednak niezmiernie miło, że się nie kłócił.
– Cóż za rzadki widok, aurorzy i część BUMowców bardzo często sprawiają wrażenie, jakby woleli dać się pokroić niż pójść do szpitala – skomentowała. Pamiętała parę przypadków, gdy musiała komuś udzielać pomocy niemalże siłą. Czasem miała wrażenie, że w Departamencie Przestrzegania Prawa funkcjonuje obiegowa opinia, że w ręce uzdrowicieli oddają się tylko słabi, i stąd te zbiorowe protesty wobec leczenia.
Jeśli podciągnięcie rękawa wystarczyło, aby odsłonić całą ranę, to Florence nie nalegała na jego rwanie czy usuwanie. Najpierw ujęła wolną dłonią rękę Chestera, uważnie przypatrując się ranie w poszukiwaniu śladów, wskazujących na jakieś szczególnie paskudne, czarnomagiczne zaklęcie – w rodzaju ciemnych żył, zmiany barwy krwi, dziwnego zapachu czy charakterystycznych plam. Wyglądało jednak na to, że tym razem Rookwood miał szczęście i było to po prostu czyste cięcie.
- Vulnera Sanentur – mruknęła, różdżką wykonując odpowiedni gest. Potem powtórzyła tę samą procedurę jeszcze dwukrotnie: trzykrotne rzucenie tego zaklęcia przynosiło najlepsze efekty. - Vulnera Sanentur. Vulnera Sanentur.
Pierwsza inkantacja spowolniła przepływ krwi, drugie sprawiło, że rana zaczęła się zaleczać, trzecie wreszcie w pełni ją zasklepiło. Po rozcięciu pozostało zaledwie wspomnienie bólu, porwane ubranie i krew, barwiąca rękę aurora.
– Miał pan szczęście i wizyta w świętym Mungu nie będzie konieczna. Zalecam dwie łyżki eliksiru odnawiającego krew dziś wieczorem oraz jedną jutro rano, chyba że ma pan zwiększone zapotrzebowanie na mikstury. Dziś najlepiej wypoczywać, najlepiej w łóżku. Proszę przez najbliższą dobę unikać alkoholu, kawy… oraz tytoniu, a będzie pan mógł wrócić do pracy – poinstruowała Florence rzeczowym tonem. Cofnęła rękę, a potem, nie mogąc tego tak po prostu zostawić, rzuciła jeszcze jeden czar: sprawiając, że krew, plamiąca ramię Chestera, również znikła. Jak na uzdrowicielkę Florence żywiła niemal nabożne umiłowanie czystości, i choć miała do czynienia z różnymi… rzeczami w swojej pracy, nie widziała powodów, by nie pozbyć się takich plam, jeśli było to możliwe.


RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Chester Rookwood - 22.05.2023

Widuję go podczas przerw na papierosa — Stwierdził pewną oczywistość odnośnie Bulstrode'a, jako że sam skwapliwie wykorzystywał ten czas na swój nałóg. Potrafił zdyscyplinować swoich towarzysz, zresztą nie tylko ich. W obecnej sytuacji było bardziej dogodne przerzucenie tego na obecną tu uzdrowicielkę, która w tym momencie zajmowała się Dawlishem.

Zawsze na służbie, jak to mówią. W szpitalach nie możemy pracować... choć u niektórych może mieć to związek ze szpitalnym jedzeniem — Niejednokrotnie o tym słyszał, że jego koledzy po fachu unikali szpitala jak ognia. Sam podzielał ich stanowisko z kilku powodów, które uchodziły za znacznie poważniejsze, niż obawa o wyjście na słabeusza czy niechęć do podawanego w Mungu jedzenia. Ono nie należało do tych wybitnych.

W dalszym ciągu zdawał się na uzdrowicielkę. Gdyby cokolwiek było konieczne to z pewnością zostałby o tym poinformowany. Wolał otrzymać jasny komunikat oraz wysłuchać diagnozy, niezależnie od tego jaka byłaby. Doskonale wiedział, jakie obrażenia potrafi zadawać czarna magia. Praktykował ją. I gdyby nie obecność kolegów po fachu i cywilów to byłby w stanie użyć jej nawet podczas pościgu za podejrzanym.

Pozwalał na działanie magomedyczce, rzucającej zaklęcia na jego zranioną rękę celem wyleczenia jej. Odczuwał to, że stosowana przez nią magia działała. Ból przestawał być odczuwalny, rana przestała krwawić a po chwili nie było po niej śladu. Było to zadowalające.

To bardzo dobra wiadomość, pani Bulstrode. Zaopatrzę się w ten eliksir zgodnie z tymi zalecaniami. Mam. Czyli muszę wziąć dzisiaj wieczorem cztery łyżki tego eliksiru i dwie rano. Postaram się wypoczywać i unikać używek, o których pani mówi. — Przyznał wprost. Zawsze każdorazowe uniknięcie przymusowego pobytu w szpitalu było zadowalające. Z racji nieposiania takowej mikstury w domowej apteczce musiał się w nią dopiero zaopatrzyć. Na stałe posiadał tylko eliksir nasenny.

Z tym wypoczywaniem to tak średnio, bo nie zakończył jeszcze zmiany. Po jej zakończeniu nie będzie nic, co by stanęło na przeszkodzie zasłużonemu odpoczynkowi. Prosić szefowej o ewentualne skrócenie dnia pracy i wcześniejszy powrót do posiadłości nie zamierzał. Bez alkoholu i kawy przeżyje, bez papierosów już niekoniecznie. To było mu wybitnie nie na rękę. Będzie ciężko. Uniósł tym razem jedną z brwi w wyrazie zaskoczenia, bowiem oczyszczenia ramienia krwi nawet nie oczekiwał od tej czarownicy i to było coś, co sam mógł uczynić we własnym zakresie.

Dziękuję za udzielenie nam pomocy medycznej, pani Bulstrode. — Przekazał kobiecie te słowa. Co prawda, to był jej obowiązek, z którego wywiązała się znakomicie. Podziękowania były jednak zasłużone.




RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Florence Bulstrode - 23.05.2023

- Praca nie w pełni sił fizycznych z pewnością nie będzie efektywna. Osobiście wolałabym, aby auror wezwany przeze mnie do walki czarnoksiężników pod moim domem, miał sprawne ręce, nogi i oczy – odparła Florence uprzejmie. Jeżeli szło o nią, doskonale rozumiała, że ludzie nie lubią chorować ani odwiedzać szpitala. Jednocześnie jednak uważała unikanie konsultacji z uzdrowicielami za skrajną głupotę. I chociaż nie wyrażała tego w tak dosadny sposób, to jej poglądy były raczej jasne, nawet jeżeli nakładała na nie płaszczyk uprzejmości. Oraz zwykle decydowała się raczej na opowiedzenie o tym w ten sposób, jak teraz – wzmiankując o możliwej, obrazowej konsekwencji – zamiast ograniczyć się do samej oceny postępowania.
Na szczęście Chester nie protestował w żaden sposób przeciwko kuracji i nie zgłosił nawet obiekcji przeciwko jej instrukcjom. Albo więc był rozsądny, przynajmniej w takich sprawach, albo chociaż próbował takiego udawać, aby nie wykłócać się z uzdrowicielką. Florence więc machnęła różdżką jeszcze raz, wydobywając w ten sposób z torby notatnik i po chwili wręczyła Rookwoodowi receptę na niezbędne eliksiry.
- Doskonale. I nie ma co dziękować, to mój obowiązek – odparła krótko, posyłając mu jednak uśmiech. Wprawdzie przelotny i niezbyt szeroki, ale pierwszy tego dnia. Zasłużył sobie na niego głównie tym, że zgodził się bez marudzeń zarówno na przyjęcie eliksirów, jak i rezygnację z używek, co nie zawsze było oczywiste. Florence przywykła, że mężczyźni najgorzej znosili zakaz palenia czy picia, nawet przez kilkanaście godzin – jakby ktoś odbierał im ich przyrodzone prawo – kobiety z kolei były przerażone samą ideą leżenia, bo zwykle nie mogły sobie na to pozwolić.
- W razie gdyby rana znów się pojawiła albo to miejsce zaczęło boleć, proszę koniecznie odwiedzić Munga. Życzę… spokojnego wieczoru – dodała, bo życzenie „miłego dnia”, komuś, kto brał dziś udział w pościgach i skończył z rozciętą paskudnie ręką, byłoby jednak pewną bezczelnością.
Po tych słowach Florence przerzuciła sobie torbę przez ramię i skierowała się z powrotem w stronę, z której przyszła.


RE: [25.03.1972] Czy jest na sali uzdrowiciel? – Florence & Chester - Chester Rookwood - 23.05.2023

Po wysłuchaniu słów pracowniczki szpitala był skłonny przyznać jej rację. Mimo wszystko to nie było takie proste w praktyce, jak się mogło wydawać. Nie odpowiadało mu zamknięcie w szpitalu. O ile czasowe zwolnienie z pracy mógłby uzyskać, tak Czarny Pan czasowo nie zwolni go ze służby z powodów zdrowotnych. Dlatego było lepiej jak był na chodzie.

Ma pani całkowitą rację w tej kwestii. — Powiedział to, co powinien był powiedzieć w tej sytuacji. Bycie w pełni sił mogło nawet przesądzić o wygraniu pojedynku czarodziejów, przyczynić się do sprawniejszego prowadzenia śledztwa. W idealnym świecie tak by to wszystko wyglądało. Chester na wszelkie badania chodził tylko z konieczności. Za taką uważał chociażby poddanie się badaniom do pracy. Z uzdrowicielami lepiej się nie wykłócać. Podaną mu receptę schował do kiszeni munduru. Zrealizuje ją po drodze z pracy do domu.

Poczucie obowiązku to cecha godna pochwały — Przyznał szczerze, z powagą i dozą uznania w głosie. Sam również uniósł kąciki ust w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Jeśli chodzi o papierosy to nie łudził się, że zdoła bez nich wytrzymać cały dzień. W końcu sięgnie po papierośnicę.

Jeśli do tego dojdzie to niezwłocznie się tam udam. Wzajemnie, pani Bulstrode — Powiedział na koniec. Pozostawało mu liczyć na to, aby coś takiego nie miało miejsca. Pożegnał też kobietę, samemu zamierzając swoje kroki ku gmachowi Ministerstwa Magii.


Koniec sesji