Secrets of London
wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley (/showthread.php?tid=1242)

Strony: 1 2


wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stella Avery - 02.04.2023

adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - Piszę, więc jestem

Kwiecień był miesiącem, kiedy świat ponownie zaczynał budzić się do życia. Dni stawały się dłuższe, promienie słoneczne przebijały się przez chmury całkiem przyjemnie grzejąc w twarze, którym brakowało ciepła. Zima odchodziła w zapomnienie, zaczynał się ten dla większości ulubiony czas w roku. Robiło się przyjemnie.

Stella stwierdziła, że jest to idealny moment, aby wyrwać się gdzieś na chwilę. Uciec od szarej rzeczywistości chociaż na moment. Uważała, że jest to świetny pomysł, podzieliła się nim więc ze Stanleyem. Wiedziała, że jej nie odmówi. Nigdy tego nie robił, akceptował jej wszystkie zachcianki. Zastanawiała się jedynie, jak długo to jeszcze potrwa nim zacznie je negować. Póki co jednak nie było to jeszcze jej zmartwieniem.

Napisała więc list, aby ustalić termin tego wypadu. Miała świadomość, żeby umówić się z Broginem, to trzeba to robić ze sporym wyprzedzeniem, w końcu był bardzo zapracowany, nie miał też regularnych godzin pracy, co powodowało, że nie było to wcale takie proste. Udało im się jednak znaleźć wolny dzień.

Avery kiedyś nie lubiła spacerów. Wydawały się jej, że są bez sensu, że nie mają konkretnego celu, a ludzie powinni robić coś po coś. Spacer był czymś dodatkowym, mało efektownym, nie przynoszącym właściwie nic. Zmieniło się to jednak, kiedy poznała Borgina. Nie mogła się z nim pojawiać w miejscach, w których mogli zostać zauważeni. Siedzenie u niej w domu, czy u niego też zaczynało być trochę męczące. Spacer z dala od ludzi, gdzie nikt nie mógł ich zobaczyć, spędzenie razem czasu poza czterema ścianami wydawało się być dla niej aktualnie bardzo atrakcyjne.

Nie należała do osób, które specjalnie lubiły ruch, jednak w sytuacji w jakiej się znaleźli nie widziała innej możliwości. Zresztą, kto mówił, że będą musieli ciągle chodzić, przynajmniej zobaczą coś ciekawego. Starała się nastroić do tego wypadu pozytywnie. Nie mogła się doczekać, kiedy znajdą się na plaży w Porthcurno. Pamiętała to miejsce jeszcze z czasów dzieciństwa. Zabrał ją tam kiedyś ojciec. Chciał jej pokazać, jak piękny może być żywioł. Ocean zrobił na niej wrażenie, jego potęga, fale, które rozbijały się o skały, dla małej dziewczynki było to naprawdę wielkie przeżycie obserwować je z klifów.

Często tam bywała. Było to jedno z jej ulubionych miejsc, nie pokazywała go jednak nikomu. Chciała, żeby Stanley je poznał. Uważała, że byli ze sobą na tyle blisko, że mogła mu je pokazać. Podzielić się tajemnicą. Bywała tam często, szczególnie kiedy miała zły nastrój i chciała ukoić myśli.

W sobotni poranek obudziły ją promienie słońca, które dobijały się do okna. Idealnie. Dzień zapowiadał się na słoneczny, co zachęcało do wyjścia z domu. Avery przygotowywała się do wyjścia dłuższą chwilę. Nie opuściłaby swojego mieszkania, gdyby nie wyglądała idealnie. Wyjątkowo, jak dla siebie zrezygnowała z sukienki, ubrała jedne z dwóch par spodni, które miała w szafie, do tego ubrała niebieski, wełniany sweter. Zdawała sobie sprawę, że wiatr przy wodzie zawsze był silniejszy, więc należało zadbać o odpowiednie ubranie. Na wierzch narzuciła płaszcz z kapturem. Włosy zaplotła w długi warkocz, była gotowa do wyjścia. Opuściła swoje lokum, aby udać się do najbliższego miejsca, gdzie mogli skorzystać z sieci Fiuu. Umówiła się tam z Borginem. Oczywiście pojawiła się na miejscu przed czasem - jak to zawsze miała w zwyczaju.

Nie mogła się doczekać, aż się zobaczą.Perspektywa spędzenia razem całego dnia wydawała się jej być naprawdę obiecująca, wreszcie będzie im dane zobaczyć coś więcej niż cztery ściany, a i będą się czuli bezpiecznie. Miejsce nie należało do tych chętnie odwiedzanych przez tłumy czarodziejów, co zdecydowanie było pozytywem. Nie będą musieli się pilnować i udawać, że nic ich nie łączy. Dobrze im zrobi takie oderwanie się od smutnej rzeczywistości.

Stanley nauczył się przy niej nie spóźniać, miała nadzieję, że i tym razem jej nie zawiedzie, wypatrywała go z niecierpliwością.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stanley Andrew Borgin - 02.04.2023

Czy istnieje coś piękniejszego od fauny i flory, która budzi się do życia przy akompaniamencie śpiewu ptaków? W zasadzie to tak, ponieważ jedynym plusem nadejścia wiosny był fakt, że odchodzi zima, a wraz z nią znika śnieg i ujemne temperatury. I chyba tylko to budziło w Stanleyu jakąkolwiek pozytywną odpowiedź na nadchodzącą porę roku.

Po za zmianą pogody na bardziej przyzwoitą, Borgin nie zauważył aby cokolwiek się zmieniło. Każdy następny dzień wyglądał dokładnie tak samo jak jego poprzednik. Może wynikało to z faktu, że był przyrodniczym ignorantem? Albo z tego, że po prostu nie miał czasu na żadne większe interakcje społeczne? Z drugiej strony trzeba by się zastanowić czy jemu to w ogóle przeszkadzało? W końcu nadal mógł w pełni oddawać się swojej pasji.

Oczywiście mowa o jego dwóch głównych obiektach zainteresowań - pracy oraz Stelli. Jeżeli to pierwsze było po prostu smutnym obowiązkiem, które każdy musiał w mniejszym bądź większym stopniu wykonywać, tak drugie było miłą nagrodą i pocieszeniem za poniesiony trud dnia codziennego. Prawdę mówiąc, na przestrzeni ostatnich miesięcy, to właśnie Avery stanęła na samym szczycie podium zainteresowań młodego brygadzisty, całkowicie deklasując poprzedniego zwyciężce tego konkursu - Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów w Ministerstwie Magii.

List od Stelli była niczym grom z jasnego nieba. Nie była to jednak negatywna wiadomość, a raczej dosyć niespotykana. Borgin do tej pory miał przeświadczenie, że jego wybranka nie przepadała za jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym, który nie ograniczał się do krótkiej przechadzki z domu do sklepu czy na miejsce koncertu. Może też zaczęła się z tego wszystkiego zmieniać?

Stanley jak to miał w zwyczaju - nie odmówił. Nie chciał, nie potrafił… Mniejsza o to. On sam nie miał zamiaru się przed nikim ani przed samym sobą z tego tłumaczyć. Podjął taką, a nie inną decyzję, przełożył kilka rzeczy i zorganizował sobie wolne na zaproponowany dzień.

Zaintrygowało go jednak docelowe miejsce spotkania - Porthcurno. Pierwszy raz widział nazwę tego miejsca. Nie wiedział nawet gdzie to się dokładnie znajduje. Dopiero kiedy zasięgnął języka u swoich kompanów z ministerstwa, dowiedział się, że jest to niewielka miejscowość w Kornwalii. Tylko dlaczego akurat tutaj? Nie mogło to być cokolwiek innego? Mało miejsc na takie spotkania jest w Londynie czy nawet jego okolicach? Nie miał pojęcia ale za pewne będzie mu dane się o tym dowiedzieć w swoim czasie. Tak jak o innych kwestiach, które pozostały nierozwiązane po ostatniej nocnej pogawędce…

Wraz ze zmianą temperatury i pogody, zmieniło się również odzienie wierzchnie Borgina. Nie zamierzał on jednak rezygnować z płaszcza w jakiejkolwiek formie, a jedynie odpowiednie dopasować jego grubość do zaistniałej sytuacji. Jako, że słońce tego dnia świeciło w najlepsze, Stanley zdecydował się wybrać letnią wersję, która potrafiła go ochronić przed ewentualnym wiatrem ale tym samym nie zgrzać go na zabój.

Mając z tyłu głowy fakt, że Stella nienawidzi jak ktoś się spóźnia albo traktuje ją nie poważnie, wyszedł odpowiednio wcześniej ze swojego mieszkania i udał się na spotkanie. To w zasadzie dzięki niej i tylko dla niej oduczył się spóźniania. Gdyby nie natknęli się na siebie w trakcie tamtego koncertu, to po dziś dzień, Andrew nie byłby w stanie przychodzić na czas na umówione spotkania.

Borgin pojawił się na miejscu na dwie minuty przed wyznaczonym czasem. Na jego twarzy od razu zawitał uśmiech kiedy tylko ujrzał Avery w całej jej krasie. Wyglądała dokładnie tak jak zawsze - jak milion galeonów. Stanley nadal łapał się na tym, że potrafił doznać udaru mózgu w momencie, w którym spoglądał na nią po dłuższej bądź krótszej przerwie. To było jak swego rodzaju czar, który zawsze kończył się tak samo - całkowitym odcięciem świadomości u Stanleya.

Podszedł do Stelli, a następnie podwinął swój rękaw i spojrzał na zegarek. Podniósł wskazujący palec od swojej prawej dłoni aby pokazać, że jeszcze nie czas. Przyglądał się wskazówkom przez dobrą minutę, aż wybiła pełna godzina - Jestem - odparł uderzając dwa razy tarczkę, a chwilę później poprawił płaszcz w celu schowania zegarka - Wyglądasz zjawiskowo… - pokiwał głową - Ale to nic nowego zresztą - przyznał - Mam nadzieję, że tam nie spadnie na nas żadna zamieć śnieżna - zaśmiał się, specjalnie odnosząc się do ich ostatniego spaceru kiedy to zastała ich nieprzyjemna pogoda. Z drugiej strony gdyby nie taki obrót spraw, to niektóre rzeczy zostały by nie wyjaśnione po dziś dzień - Jestem gotowy, a Ty? - zapytał. W końcu mieli jakieś plany, a stanie tutaj i wpatrywanie się w siebie, na pewno nie należało do ich realizacji.

Borgin wiedział, że mają swego rodzaju umowę. W miejscach publicznych byli tylko znajomymi, których nic nie łączyło, dlatego nawet nie wykonał żadnego innego gestu w jej kierunku. A z nimi już się zaczął przecież powoli oswajać…




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stella Avery - 02.04.2023

Avery coraz mniej się krępowała. Na samym początku zanim wysłała list do Borgina zastanawiała się kilka razy, czy na pewno jest to potrzebne. Z czasem jednak przyzwyczaiła się do tego, że może do niego napisać w każdym momencie, z każdą pierdołą, nie musi się przejmować tym, że ją oceni. Doszło do niej, że mu również na niej zależy, pokazał jej to już kilka razy. Zaufała mu i naprawdę dobrze się z tym czuła.

Nie mogła się doczekać, aż opuszczą Londyn. Sama myśl o tym, że spędzą czas z dala od ewentualnych osób, które mogłyby zainteresować się tym, że Stella spaceruje z jakimś nieznajomym facetem. Jej rodzice mieli znajomych wszędzie, nie czuła się bezpiecznie, gdy pojawiali się w mieście - zawsze mógł ich zobaczyć ktoś nieodpowiedni. Okropnie cieszyła się więc z tego wypadu. Nie będą musieli się tym wszystkim przejmować, choć na chwilę przestaną się pilnować.

Dlaczego wybrała Kornwalię? Cóż, miała pewność, że nie powinni tam spotkać nikogo znajomego. Do tego widoki zachwycały, a jeśli już miała spacerować, to chciała również nacieszyć wzrok przyjemnym krajobrazem, a pewna była, że w taką pogodę będzie tam pięknie. Zresztą szum fal, odbijający się od klifów uspokajał, zachęcał do przemyśleń, było to idealne miejsce na spacer. Zdaniem Stelli oczywiście, no i chciała pokazać Borginowi jedno ze swoich ulubionych miejsc. Były to wystarczające powody, aby zdecydować, że właśnie tam się dzisiaj wybiorą.

Dostrzegła go, kiedy tylko zjawił się na miejscu. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy, gdy go tylko zobaczyła. Rozpromieniała, oczy jej się zaświeciły, widać było, że naprawdę czekała na to spotkanie, jakby wcale nie widywali się dostatecznie często, chociaż wcale nie o to chodziło. Po prostu lubiła spędzać z nim czas i każdą okazję, gdy mogli pobyć razem traktowała wyjątkowo.

- Widzę, że jesteś. - Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Pewnie obojętne by jej było nawet gdyby się spóźnił kilka minut, mogła mu to wybaczyć. Łapała się na tym, że wiele rzeczy, których kiedyś nie akceptowała przy nim mogła zacząć tolerować. Zmieniała się, może na lepsze? To już nie jej oceniać. Najchętniej złapałaby go za rękę, przytuliła się na przywitanie, wiedziała jednak, że nie mogą sobie na to tutaj pozwolić. Wokół znajdowało się zbyt wiele osób, ktoś nie daj Merlinie by ją rozpoznał, doniósł rodzicom i musiałaby się tłumaczyć, tego nie chciała - przynajmniej jak na razie.

Na komplement zareagowała rumieńcem. Mimo tego, że często słyszała je z jego ust. Powinna się do nich przyzwyczaić, jednak było to dla niej coś nowego. Zazwyczaj spotykała się z nimi jedynie, gdy korzystała ze swojego uroku wiły. Te, które mówił Borgin był jednak rzeczywiste, realne nie spowodowane żadnymi umiejętnościami. Świadomość tego, że reaguje tak na nią jaka jest po prostu jeszcze do niej nie docierała. - Dziękuję. - Odpowiedziała jeszcze cicho.

- Nie przewiduję żadnej śnieżycy. - Nic nie zapowiadało, że mieliby ponownie zostać gdzieś uwięzieni. Właściwie to dobrze im to wtedy zrobiło, choć na początku trudno jej się było otworzyć, tak jednak z czasem doceniła to, że do tego doszło. Wiele to wyjaśniło.

- Jak najbardziej, też jestem gotowa. Chodźmy. - Ruszyła pierwsza do kominka, który miał ich przetransportować w docelowe miejsce. Powiedziała cicho Porthcurno i rzuciła proszek. Zniknęła. Znalazła się tam gdzie chciała.

Poczekała, aż jej towarzysz pojawi się tuż za nią, a następnie opuścili kominkowy przystanek.

Gdy znaleźli się na zewnątrz przywitał ich przyjemny wiatr, nie był mroźny, raczej już bliżej mu było do tych letnich. Stella nie zwlekała, kiedy tylko wyszli złapała Borgina za rękę, nie mogła się powstrzymać, a teraz nikt nieodpowiedni już ich nie mógł zobaczyć. - Nareszcie. - Powiedziała właściwie to chyba do siebie. - Jest tu takie jedno miejsce, które bardzo lubię. - Szła przed siebie pewnym krokiem, widać było, że zna okolicę. - Myślę, że Tobie również się może spodobać.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stanley Andrew Borgin - 02.04.2023

Zauważył uśmiech, który pojawił się na twarzy Stelli. Zresztą ciężko go było nie zauważyć, trzeba byłoby być prawdziwym ignorantem aby tego nie dokonać. Uśmiech, który rozpromienił jej buzię był niczym świecące słońce, które miało umilić im dzisiejszy dzień.

Oni chyba już tak po prostu na siebie działali. Nie ważne co by się stało, zawsze dopisywał im dobry humor. A przynajmniej wtedy kiedy byli ze sobą. Nawet w sytuacji kiedy Stanley wpadał na jakieś genialne pomysły, aby przyjść ją nagabywać w środku nocy, to i tak zawsze kończyło to się pozytywnie.

Borgin zastanawiał się przez krótką chwilę skąd to lekkie zamieszanie u Stelli spowodowane jego komplementem. To nie był pierwszy, a na pewno też nie ostatni raz kiedy zamierzał ją pochwalić. Robił to przy każdej możliwej okazji, podkreślając jej różne zalety. Najczęściej jednak skupiał się na tym, co go onieśmielało - jej wyglądzie. Prawdę mówiąc, to znali się już trochę, kojarzyli swoje pewne zachowania. Nigdy wcześniej jednak się nad tym zbytnio nie zastanawiał. Nie miał także zamiaru aby teraz się nad tym rozwodzić. Miał teraz inne problemy na głowie.

Głównym z nich była nazwa miejscowości do której mieli się udać. Zapamiętał, że jest to coś związane z jakimś Portem. Nie do końca jednak wiedział jaki jest drugi człon nazwy punktu docelowego. Jedyne co miał w głowie to Portsmouth. Zdawał sobie sprawę, że to raczej nie było to, ponieważ wymienione miasto mieściło się na południu Anglii, a nie w Kornwalii.

Na całe szczęście nie musiał się długo nad tym rozwodzić. Usłyszał jak Stella wymawia po cichu Porthcurno - Porthcurno, Porthcurno… - powtórzył od razu na głos, aby przypadkiem nie zapomnieć. Nabrał garść proszku Fiuu, który sekundę później wylądował w kominku. Pewnym krokiem wszedł w bezwonny, szmaragdowy ogień i wyraźnie wypowiedział Porthcurno, starając się powiedzieć jak najdokładniej, aby przypadkiem nie trafić w inne miejsce.

Podróż odbyła się bez zbędnych komplikacji, głównie dlatego, że po prostu nazwa docelowego miejsca została wypowiedziana poprawnie. Kiedy się przeniósł, panna Avery już na niego czekała. Stanleyowi wydawało się jakby była troszkę zniecierpliwiona tym wszystkim. Teraz jednak mogli w końcu odsapnąć od piekła dnia codziennego. W końcu byli daleko od swoich domów, z dala od setek gapiów, którzy oceniali każdy ich krok. Mieli po prostu siebie oraz miłe popołudnie do spędzenia.

Pierwszym co uderzyło Borgina na miejscu był fakt, że było tutaj rześko. Z drugiej strony czy można było się dziwić, skoro znajdowali się przy samym morzu? Po kilku kolejnych krokach w nieznane, poczuł wewnętrzny spokój, który zaczął rozchodzić się po jego całym ciele. Nie do końca wiedział czym było to spowodowane. Tym, że w końcu będzie mógł odpocząć od zgiełku Londynu? A może jednak tym, że panna Avery złapała go za rękę?

- Jedno miejsce? - zapytał zaciekawiony. Może Stella miała tutaj swoje ulubione miejsce w którym mogła się w pełni oddawać malarstwu? - Nie przekonamy się o tym, dopóki mnie tam nie zaprowadzisz i mi go nie pokażesz - stwierdził zgodnie z prawdą - Wtedy wydam swój werdykt, pasuje? - zaproponował. Dla Stanleya, jego pomysł wydawał się idealny. Obie strony będą w takim wypadku zadowolone.

Przeszli może z dwieście lub trzysta metrów zanim Borgin się zatrzymał, a następnie puścił jej rękę - Chyba o czymś zapomniałaś… - powiedział oburzonym głosem, a raczej starał się to powiedzieć. Jego umiejętności aktorskie w porównaniu do niej, były niczym. Mimo wszystko spróbował swoich sił w tej nierównej walce. Uniósł lekko głowę do góry jakby właśnie się obraził. Wzrokiem również uciekł na bok. O ile te trzy pierwsze rzeczy przyszły mu bez większych problemów, tak nie potrafił zmyć ze swojej twarzy uśmiechu. Starał się, aby na jego buzi zagościł smutek i gniew - jednak bezskutecznie. Nie zrezygnował jednak ze swojej gry.

Panna Avery o czymś zapomniała, a Stanley poczuł się tym co najmniej lekko urażony. Jego zachowanie przypominało teraz rozwydrzonego sześciolatka, któremu odmówiło się kolejnej zabawki ze sklepu, pomimo faktu, że posiadał cztery inne. Według niego były pewne standardy i nie zamierzał ich teraz zaprzepaszczać. Tym bardziej, że byli tutaj sami, bez innych gapiów.

Aby ją lekko naprowadzić na to co zrobiła źle, nachylił się lekko jako, że był od niej wyższy i wskazał palcem swój policzek. Nadal jednak nie udało mu się pozbyć tego uśmiechu. Koniec końców wyglądał jakby przed sekundą zjadł pół cytryny i walczył z kwaśnym smakiem, który zagościł w jego kubkach smakowych.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stella Avery - 02.04.2023

Chyba każde z nich zdawało sobie sprawę z tego, że dobrze na siebie działają. Poza tymi kilkoma kłótniami, czy momentami, kiedy musieli sobie wyjaśnić parę spraw zawsze czuła się pozytywnie w jego towarzystwie. Kojarzyły się jej z nim same ciepłe emocje. Mało z kim tak miała. Czuła, że jest to coś wyjątkowego.

Podróż była szybka. To najważniejsze. Nie marnowali cennego czasu na to, aby znaleźć się w miejsce, które wybrała. Współczuła nawet mugolom, że nie posiadają takiej umiejętności. Zastanawiała się czasem, jak podróżowali, nie była bowiem na tyle blisko nich, żeby mieć pojęcie o tym, jak to wygląda w ich świecie. Na całe szczęście nie musiała tego sprawdzać. Dobrze, że oni byli na tyle cywilizowani. Magia jednak była najcudowniejszą rzeczą na świecie.

Nie czekała długo na pojawienie się Borgina. Na całe szczęście on również trafił tutaj bez większego problemu. Szkoda by było, gdyby zagubił się gdzieś po drodze. Jeszcze by się nie mogli odnaleźć, czy coś.

Atmosfera tego miejsca może nie była specjalnie atrakcyjna dla młodych ludzi, którzy zazwyczaj szukali raczej głośnych przystanków, pełnych ludzi, alkoholu. Tego na pewno tutaj nie znajdą, wręcz przeciwnie. Mogło się wydawać, że nie ma tutaj żywej duszy. Gdzieś w oddali widać było kilka pojedynczych domów, poza tym nic. Cisza, wokół ani żywego ducha. Im jednak przecież o to chodziło. Chcieli uciec od zgiełku miasta, od spojrzeń skierowanych w swoją stronę - było to idealne miejsce do ukrycia. Nikt ich tu nie będzie niepokoił, o to właśnie chodziło pannie Avery. Będą mogli korzystać z uprzejmości Matki Natury, która dzisiaj zdecydowanie im sprzyjała. Słońce przyjemnie grzało, wiatr temu towarzyszył, jednak był przyjemny, nie będą musieli szybko rezygnować ze spaceru. Właściwie, to była tu jedna speluna rybacka, w której mogliby się schować, gdyby warunki atmosferyczne się zmieniły. Liczyła jednak na to, że nie będą zmuszeni się tam udać. Jak na razie nic tego nie zapowiadało.

- Znaczy ogólnie, to wszędzie jest pięknie, nie da się temu zaprzeczyć, jednak jest takie zejście, plaża, którą najbardziej lubię, to tam Cię dzisiaj zamierzam zaciągnąć. - Oczywiście miało się to odbyć bez żadnych szkód. Miejsce, które chciała mu pokazać nie było na całe szczęście jakoś daleko oddalone, dwadzieścia minut spaceru powinno im wystarczyć, aby tam trafić. Stella miałaby problem pewnie z dłuższym dystansem, nie ma co się oszukiwać piechur był z niej praktycznie żaden.

- Będę dzisiaj Twoim przewodnikiem, jakby się nie podobało, to rozważę reklamację. - Odparła jeszcze. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, naprawdę była w wyśmienitym nastroju i chyba nic, ani nikt nie było w stanie tego zepsuć. Miała wrażenie, że los im dzisiaj sprzyja. W końcu nawet ta pogoda była wyjątkowa, jak na ten okres w roku.

Szła przed siebie, gdy poczuła, że Stanley się zatrzymał i puścił jej dłoń. Odwróciła się do niego, nie do końca świadoma, czym było to spowodowane. - Coś nie tak? - Wolała się upewnić, że wszystko gra. Wtedy powiedział, że o czymś zapomniała. Przymknęła oczy, aby sobie przypomnieć, co to właściwie mogło być. Zmusiła do wysiłku swoje wszystkie szare komórki. Wydawać by się mogło, że jest na nią trochę oburzony. Avery miała jednak wrażenie, że to nie to. Nie było to szczere, musiał udawać.

Po chwili do niej dotarło, o czym mogła zapomnieć. Pomogło w tym, jego nachylenie się. Uświadomiła sobie, że zapomniała się przywitać w sposób, do którego go przyzwyczaiła. Z pośpiechu, choć właściwie nie powinni się już spieszyć. Mogli spędzić ten czas razem, na spokojnie, ze świadomością, że nikt ich tutaj nie spotka. Dobrze by było, gdyby go odpowiednio wykorzystali. - Jak mogłam, okropna jestem. - Skomentowała jeszcze krótko.

Chwilę później stała już przed nim. Mimo tego, że nachylił się, aby ułatwić jej zbliżenie się do niego, to musiała wspiąć się na palcach, aby jej usta mogły musnąć jego policzek. Nie musiał jej prosić dwa razy, aby przywitała się z nim w ten sposób. Po chwili jednak ponownie stała przed nim, trwało to wszystko w końcu bardzo krótko. Oparła się teraz o mężczyznę i zadarła głowę do góry, aby spojrzeć na jego twarz. - Czy teraz lepiej? - Może miał jeszcze jakieś obiekcje, starała się być poważna kiedy to mówiła, jednak uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stanley Andrew Borgin - 03.04.2023

Młodzieńczy bunt Stanleya przyniósł oczekiwane skutki. Może nie był to najbardziej efektowny sposób aby upomnieć się o swoje, ale na pewno było to efektywne - otrzymał to co chciał.

Za wszelką cenę starał się utrzymać swój grymas. Jednak bezskutecznie. Uśmiech mimowolnie zagościł na jego twarzy w momencie w którym poczuł muśnięcie na swoim policzku.  Najpewniej udałoby mu się trwać dalej w swojej grze, gdyby Stella nie oparła się o niego. W takim przypadku nie pozostało mu nic innego jak radośnie się roześmiać.

- Okropna to może nie... - zamyślił się na chwilę - Chociaż może troszkę.. - odparł pokazując na palcach małą odległość, która miała to właśnie symbolizować. Nie pozostał dłużny pannie Avery i ucałował ją w czubek głowy - Oczywiście, że lepiej. Teraz wszystko jest na swoim miejscu - złapał ją ponownie za dłoń, ponieważ odkupiła swoje winy - Możemy ruszać w dalszą podróż - dodał i ruszył spacerowym tempem przed siebie.

- Jaki jest dokładny plan wycieczki, pani przewodnik? - zapytał z zainteresowaniem - Będą jakieś smoki po drodze? - spojrzał na nią aby zobaczyć jej reakcje. Nie miał w końcu pojęcia czego może się spodziewać. Tak naprawdę to pierwszy raz postawił swoją stopę w Kornwalii, więc tym bardziej nie wiedział co jest tutaj na porządku dziennym, a co nie. Do tej pory wydawało mu się, że były kwiaty o takiej nazwie... Ale za to też nie da sobie ręki uciąć, ponieważ najpewniej skończyłby bez jednej.

Dla Stanleya, jako naczelnego mieszczucha, to było czymś nowym - spędzanie czasu na świeżym powietrzu w całkowitym tego słowa znaczeniu. Wcześniejsze tego typu aktywności raczej odnosiły się do "świeżego" Londyńskiego powietrza. A teraz mógł napawać się pełnią dobroci jakie przygotowała na dzisiaj Avery. Odetchnął z ulgą, docenił ciszę oraz spokój, które tutaj panowały. Rozkoszował się każdym kolejnym wdechem morskiego powietrza. Napawał oczy dobrem flory, która ich otaczała. To było całkowicie inne życie. Powoli rozumiał dlaczego ludzie na starość uciekają z miast na takie odludzia.

Kiedy szli przed siebie, Borgin zaczął się zastanawiać czy to właśnie nie jest to czego mu brakuje w życiu. Może powinien częściej opuszczać rejony swojego miasta w celach rekreacyjno-turystycznych? Albo wyjechać na dwa tygodnie w nieznane mu dotąd rejony aby przeżyć przygodę życia i zregenerować trochę bateryjki? To były tylko niektóre z pytań, które zrodziły się w jego głowie. Dywagował jednak sam ze sobą na ten temat, ponieważ nie chciał przeszkadzać Stelli w jej odpoczynku.

- Daleko jeszcze? - zapytał jakby znowu obudził się w nim rozwydrzony bachor. Stanley nie miał problemu z dystansem jaki musieli pokonać. Skorzystał po prostu z okazji aby się trochę poprzekomarzać ze swoją przewodniczką. Wszak nie mogła mieć przecież za łatwo.

- Często tu bywasz? - spojrzał na swoją rozmówczynie, uważając jednak aby się przypadkiem nie przewrócić. Tego by jeszcze tylko brakowało, aby się przewrócił i sobie ten głupi ryj rozwalił.

- To wydaje mi się być idealnym miejscem aby siedzieć na emeryturze. Wiesz, kiedy już nic nie potrzebujesz od życia. Zdala od tego całego zgiełku i pośpiechu. Po prostu sobie człowiek siedzi i odpoczywa - stwierdził, dzieląc się ze Stellą swoimi przemyśleniami - Mieć taki mały domek na uboczu - lekko się rozmarzył - Tu domek, tu jakiś ogródek, w którym rosną haszcze nad którymi nie potrafię zapanować bo się w ogóle na tym nie znam - zaczął żywiołowo gestykulować, aby pokazać swój plan - Tutaj taki mały, kamienny murek, który oddziela od tego denerwującego sąsiada... - pokiwał głową - Specjalnie bym mu posadził jakieś wielkie krzaki, aby mu ciśnienie skakało przez to, że nasze badyle przechodzą na jego stronę - przedrzeźniał swojego nieistniejącego sąsiada. Mimo, że ten nie istniał, już zdążył mu dosyć solidnie zajść za skórę. Na całe szczęście nie musiał nic w związku z nim teraz robić.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stella Avery - 03.04.2023

Stella postanowiłą odkupić swoje winy, spowodowane niepotrzebnym pośpiechem, że też sama nie wpadła na to prędzej. W końcu było to ich zwyczajowe przywitanie. Jak mogła o nim zapomnieć? Tak bardzo chciała zaprowadzić Stanleya na tę nieszczęsną plażę? Możliwe.

Zdawała sobie sprawę, że grymas Stanleya był udawany, nie żywił by do niej urazy o taką pierdołę, choć nie można powiedzieć, że nie zrobiło jej się miło, gdy przypomniał o tym, o czym zapomniała. Najwyraźniej dla niego również były istotne te drobne gesty, które kierowali ku sobie. Tak naprawdę były one dosyć niewinne, widać było, że każde z nich dba o to, aby nie przekraczać granic, które były wyznaczone przez ogół. Nie, żeby nie chciała czegoś więcej, może trochę się bała, że jak zbliży się do niego za bardzo to przepadnie i nie będzie potrafiła trzymać się norm. Wiedziała, że może to być prawdopodobne, w końcu ciągnęło ją do niego bardzo.

- Tylko troszkę, to prawda. - Odparła uśmiechnięta od ucha do ucha. Tylko by śmiał powiedzieć, że jest inaczej, to mogłaby się faktycznie zrobić okropna. Ta chwila sielanki, bliskości nie trwała jednak długo, Borgin bardzo szybko powrócił do tego, jaki był cel tej wyprawy.

- Cieszę się, że mogłam pomóc. - Bardzo dobrze, że wszystko ponownie odbyło się według ich normy. Poczuła, że mężczyzna łapie ją za dłoń, najwyraźniej czas ruszyć dalej przed siebie. Może faktycznie uda im się tam dojść w miarę szybko, będą mogli korzystać z uroku natury dłuższą chwilę.

- Plan wycieczki? - Spojrzała na niego pytająco. No chyba zbyt wiele od niej wymagał. - Czy ja Ci wyglądam na kogoś, kto posiada plan? - Wolała się upewnić, że nic mu się nie pomyliło. Stella miała zamiar dzisiaj działać spontanicznie, sądziła, że to wystarczy, najwyraźniej jednak jego oczekiwania były nieco inne. - Mogę Cię zabawiać po drodze, żeby nie było, że wycieczka jest za mało atrakcyjna. - Jeszcze jej po wszystkim powie, że było nudno, a tego by sobie chyba nie wybaczyła. - Smoków tutaj nigdy nie widziałam, ale jestem pewna, że można w wodzie znaleźć trytony, chociaż ich wolałabym z bliska nie oglądać. - Nie uważała ich za specjalnie majestatyczne stworzenia, trochę się też bała, że mogłyby ją wciągnąć do wody, czy coś.

Avery może nie wyglądała na taką osobę, jednak dosyć często zdarzało jej się trafiać do podobnych miejsc. Potrzebowała inspiracji, a przyroda była naprawdę świetną muzą. Wszystko tworzyło się samo, zaskakiwało, naturalne piękno - bez ingerencji człowieka. To było niesamowite.

- Jeszcze chwila. - Była to odpowiednia odpowiedź, aby zbyć towarzysza, bo chwila chwili nierówna. Idealna odpowiedź dla osoby, która nie do końca wiedziała ile to faktycznie zajmie. Miała nadzieję, że wystarczająca dla Borgina.

- Hmm, czy często, kilka razy w roku na pewno. - Kiedy nie mogła uspokoić myśli, gdy brakowało jej weny, kiedy nie miała co ze sobą zrobić. Ostatnio zdecydowanie częściej niż kiedyś.

- Tak właściwie, to jeszcze nigdy nie myślałam o tym, co będę robić na emeryturze. - Miała w końcu ledwie nieco ponad dwadzieścia lat, dopiero zaczynała dorosłe życie, nie miała zielonego pojęcia, czy w ogóle dożyje emerytury. - Jak tak o tym mówisz, to może być całkiem ciekawy pomysł. Masz święty spokój, mieszkasz praktycznie na końcu świata, nikt Ci nie zawraca głowy. - W tym momencie na pewno nie chciałaby zamieszkać w miejscu, jak to, była zbyt młoda, aby się tak izolować. Jednak w dalekiej przyszłości, kiedy będzie już stara, mogło to być naprawdę doskonałe miejsce, żeby przezyć ostatnie lata swojego życia.

- Najlepiej, jakby w ogóle nie było sąsiadów. - Dodała od siebie. Szczególnie, że tutaj domy były od siebie naprawdę oddalone dosyć sporą odległością, po co więc wyb ierać taki obok kogoś. - Czasem odwiedzą Cię dzieci, może podrzucą wnuki, ale ogólnie to masz święty spokój, żyjesz powoli, cieszysz się każdym dniem, bliskością natury, brzmi jak plan. - i to nie najgorszy.

- To tutaj. - Rzekła. Zatrzymała się jednak, żeby głęboko odetchnąć, musieli jeszcze zejść w dół, aby dotrzeć do miejsca, o które jej chodziło, a już się dosyć mocno zmęczyła. Może faktycznie powinna trochę popracować nad swoją wytrzymałością?

- Musimy zejść tam. - Pokazała wolną ręką o które miejsce jej chodzi. - Dobra, nie ma na co czekać, kto pierwszy na dole, ten może wypowiedzieć życzenie, a druga osoba musi je zrealizować. - Puściła jego rękę i ruszyła przed siebie, nie biegła jednak specjalnie szybko, bo nie potrafiła.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stanley Andrew Borgin - 03.04.2023

Stella musiała mieć przecież jakiś plan. Samo założenie, że zaprosi tutaj Stanleya było już jakimś planem. Zawsze ma się jakiś plan, nawet jak wydaje się, że takiego się nie posiada. Takiego zdania był przynajmniej Borgin. Ale on i jego genialne pomysły to akurat były inne, nie reformowalne, przypadki.

- No w zasadzie to tak - przyznał - Chyba, że się bardzo mylę? - zapytał. Może ją przeceniał w tej kwestii? Raczej nie. Pewnie to była jedna z jej zagrywek. W końcu aktorka z niej była przednia. Andrew dziwił się czasami czemu akurat została artystką, a nie aktorką, skoro miała do tego taki talent.

- Za mało atrakcyjna wycieczka? - dopytał aby mieć pewność, że dobrze usłyszał. To było pytanie całkowicie retoryczne. Nie potrzebował jednak żadnej odpowiedzi do utwierdzenia go w tym, że się nie przesłyszał. Oczekiwał na taką sytuację - Tego nie wiem... - rzekł - Za wcześnie aby oceniać... - zaczął powoli dążyć do swojego sedna - Ale przewodniczka za to na pewno nie jest za mało atrakcyjna - stwierdził z uśmieszkiem na ustach, a następnie dumny z siebie ruszył dalej.

Był tak zadowolony ze swojego tekstu, że aż zignorował odpowiedź dotyczącą smoków. Teraz była po prostu nie ważna. W najgorszym przypadku przypłaci życiem, swoista kara za nie słuchanie. Nie obchodziło go to w tym momencie.

To miejsce musiało być dla Stelli bardzo ważne, skoro bywała tutaj co najmniej kilka dni razy w ciągu roku. Borgin nie przypominał sobie, aby posiadał też takie miejsce. Mógłby podać jeden z wielu pubów. W końcu w nich też bywał kilka, bądź kilkanaście razy w roku. Te miejsca jednak nie klasyfikowały się w podanej kategorii.

Stanley też się nie zastanawiał co by robił na emeryturze. To była jego szybka myśl i to w dodatku pierwsza na jaką wpadł. Prawdę mówiąc do przejścia w stan spoczynku miał dalej, niż bliżej. W jego przypadku to nie było takie proste jak u panny Avery. On, jako brygadzista, musiał przede wszystkim najpierw dożyć do wieku emerytalnego, a przy okazji nie narobić sobie za dużo krzywdy, aby mieć jeszcze jakiekolwiek chęci do dalszego egzystowania.

Słowa Stelli miały sens. Sąsiedzi w większości stanowili tylko niepotrzebny problem z którym trzeba było sobie jakoś radzić. Z drugiej strony fajnie byłoby mieć się do kogoś odezwać albo wpaść na herbatkę aby wynieść najnowsze plotki z okolicy.

Dalsza część jej wypowiedzi przypadła mu bardziej do gustu. To musiało być świetne uczucie w momencie, w którym odbierasz własne wnuki aby spędziły miły weekend z dziadkami, którzy żyją na całkowitym odludziu. Ściągasz część obowiązków z własnych dzieci, a tym samym zostajesz najlepszą osobą, ponieważ mimo błagań ich rodziców, pozwalasz bachorom na niemal wszystko.

Borgin tak się rozmarzył, że nawet nie wiedział kiedy dotarli tam, gdzie podążali od dłuższego czasu. Dopiero kiedy puściła jego rękę, ten wyrwał się z amoku i był przez chwilę zdezorientowany. Nie wiedział co ma począć w tym momencie.

Kilka chwil zajęło mu dojście do siebie i zrozumienie co się właściwie teraz dzieje. Było to na korzyść Stelli, która zyskiwała nad nim przewagę z każdą kolejną sekundą.

Stanley spojrzał odruchowo na swoje buty kiedy widział jak Avery w najlepsze zbiega na dół. Zastanawiał się jak bardzo te buty nie nadają się do biegania w takich warunkach. Prawdę mówiąc to nie nadawały się do biegania w żadnych warunkach.

Zdawał sobie sprawę, że z każdą chwilą zawahania, jego przeciwniczka zyskuje przewagę nad nim. Z drugiej strony, wiedział również, że jest nieco bardziej wysportowany od niej, dzięki czemu mógł sobie pozwolić na tego typu zagrywke. Czy chce wygrać? To pytanie utkwiło w jego głowie na dłuższy czas. Miał de facto dwie możliwości - podłożyć się i pozwolić Stelli wygrać albo rozpędzić się ile sił w nogach i zmiażdżyć ją w tej konkurencji.

Postawił na to pierwsze. Wszak nie zależało mu bardzo na tym, aby wygrywać. Może gdyby Avery była jakąś poszukiwaną kryminalistką, to ruszyłby za nią bez momentu zawahania.

Wiedział też, że zbiegnięcie po niej na dół bez śladu zmęczenie będzie co najmniej podejrzane. Aby zapobiec oskarżeniom w swoim kierunku, wykonał krótki sprint w miejscu, a następnie wziął kilka głębokich wdechów i wydechów. Tak przygotowany, ruszył truchtem za nią na sam dół.

Pomimo swojego nie najgorszej tężyzny fizycznej, wyścig na plażę okazał się dla niego bardzo męczący. Jego wcześniejsze przygotowania były niepotrzebne, ponieważ im bliżej dołu się znajdował, tym mniej miał sił. Obyłoby się bez tego. Nie mógł się jednak poddać, dlatego biegł dalej. Nie walczył już nawet o to, aby być pierwszym czy drugim. Teraz walczył o to aby w ogóle tam zbiec.

Kiedy znalazł się na dole, miał wrażenie jakby płuca chciały mu wypaść z klatki piersiowej. Nie potrafił złapać oddechu. Jego przyzwyczajenie do biegania po chodnikach czy płaskich powierzchniach, nie dawało mu tutaj żadnej przewagi.

- Wygrałaś - stwierdził, opadając z sił na piasek. Nie stanowiło już dla niego jak jest ubrany. Potrzebował teraz po prostu odpocząć, a piasek dawał idealną do tego okazję - Myśl nad życzeniem, kiedy ja zajmę się umieraniem - dodał, a następnie otworzył szeroko buzię. Mało brakowało, a wystawiłby język jak pies, aby się tylko schłodzić.

Tym razem Stella wyszła z tego pojedynku zwycięsko. Stanley nie docenił jej umiejętności zbiegania na plażę. Teraz przyjdzie mu zapłacić za to najwyższą cenę. Leżąc na piasku, czekał na osąd swojej osoby. Skądś te sytuację kojarzył...




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stella Avery - 03.04.2023

Jej planem było przyprowadzenie go w to miejsce, poza tym nie miała żadnych przemyśleń związanych z tym dniem. Liczyła na to, że jakoś to będzie - jak zawsze. Nie zamierzała rozpisywać harmonogramu całego dnia, to nie był ten sposób kontroli, jaki lubiła.

Przyjrzała mu się uważne, rzeczywiście tak wyglądała, to ciekawe. Najwyraźniej umiała sprawiać pozory, jakby wiedziała, co robi - chociaż wcale tak nie było. To chyba dobrze. - Może tylko trochę, tak ociupinkę się mylisz. - Nie chciała, żeby wyszło, że się w ogóle nie przygotowała. Avery lubiła udawać, sprawiać pozory, grać, faktycznie sprawiało jej to przyjemność, chociaż przy Stanleyu starała się tego nie robić. Nie chciała z nim pogrywać, za bardzo jej na nim zależało.

- Mam nadzieję, że będziesz wyrozumiały przy ocenie, to pierwszy raz kiedy jestem czyjąś przewodniczką. - Rzekła zgodnie z prawdą, chociaż nie sądziła, że mógłby mieć jakieś obiekcje do ich dzisiejszego spaceru. Borgin był w jej stosunku bardzo wyrozumiały, za każdym razem, także spodziewała się, że i tym razem będzie podobnie. Nie, żeby miała zamiar potraktować tę wycieczkę po najmniejszej linii oporu - bo nie o to tutaj chodziło, tylko po prostu mniej się bała, że może nie sprostać jego oczekiwaniom.

Po raz kolejny poczuła ciepło na swoich policzkach. Zdecydowanie zbyt często się rumieniła, jednak nie potrafiła nad tym panować. Borgin nie ustawał w komplementach, co najwyraźniej nadal ją nieco zawstydzało. - Tylko, czy atrakcyjna przewodniczka wystarczy do tego, żeby wycieczka była udana? - Spojrzała na niego, a jej oczach pojawił się błysk.

Stella miała wiele miejsc, w których bywała dosyć często. Mogłaby rozrysować nawet mapę tych, które najbardziej lubiła. Często pozwalała sobie na jednodniowe wyrwanie się z szaroburego Londynu. Ceniła sobie bliskość natury, spokój, samotność. Było jej to potrzebne dosyć często aby uspokoić myśli. Niby lubiła gwar, bliskość różnych ludzi, jednak bywały momenty, gdy była przebodźcowana i potrzebowała czegoś zupełnie innego. Wtedy właśnie decydowała się na wycieczki, jak ta.

W przeciwieństwie do Stanleya ona aż tak bardzo się nie rozmarzyła. Szczególnie, że miała świadomość, że zbliżają się do miejsca docelowego, musiała być czujna, żeby nie przegapić zejścia na plażę. Jeszcze tego brakowało, żeby musieli się wracać. Jak przystało na porządną przewodniczkę musiała pilnować drogi - przynajmniej taki cel sobie założyła. Udało jej się nawet sprostać temu zadaniu, które sobie wyznaczyła. Dotarli do miejsca, o które jej chodziło. W jednym kawałku, co też było dosyć istotne. Będą musieli jeszcze stąd wrócić, jednak o to martwić się będzie później. Teraz, już za chwilę będą mogli odpocząć, wystarczy tylko zejść na dół.

Nie sądziła, że będzie w stanie go wyprzedzić. Jej kondycja praktycznie nie istniała. Najwyraźniej wzięcie go z zaskoczenia nie było wcale takim głupim pomysłem, jakby się mogło wydawać. To nie tak, że chciała oszukiwać, zdecydowanie, żeby mieć jakiekolwiek szanse na dotarcie na plażę pierwszą potrzebowała forów, które sama sobie dała rozpoczynając ten wyścig.

Nie wydawało jej się jednak, że nawet jeśli ruszy przed siebie pierwsza, to to wygra. Stanley był w końcu brygadzistą, musiał szybko biegać, przestępcy sami się przecież nie złapią. Avery mknęła przed siebie dosyć nieporadnie, starając się nie wywrócić. Nie chciała zjechać na dupie z tej górki, wolała nie mieć piasku w każdej części garderoby - to nie było nic przyjemnego.

Udało jej się zbiec na sam dół. Kosztowało ją to wiele. Policzki miała czerwone z wysiłku, wiatr który wiał jej w twarz wcale nie ułatwiał tego biegu, jednak jakoś dotarła do celu. Nachyliła się i oparła ręce na biodrach, zdecydowanie wyglądała na zmęczoną, trudno jej było złapać oddech, ale pojawiła się tutaj pierwsza. To był zdecydowanie jej dzień.

Zastanawiała się jak bardzo to jej zwycięstwo było zależne od tego, że Borgin chciał jej dać wygrać. Miała wrażenie, że bez mniejszego problemu mógłby ją dogonić, nie chciała go jednak o to pytać. Liczyło się tylko to, że zwyciężyła, będzie mogła znaleźć życzenie, które on powinien spełnić - w końcu tak się umówili.

- Nie wiem, jak do tego doszło. - Nadal nie do końca w to wierzyła, ale cieszyła się z wygranej, choć przypłaciła to tym, że omal nie wyzionęła ducha, aktywność fizyczna zdecydowanie jej nie służyła. Zobaczyła, że Stanley położył się na piasku i zrobiła to samo, umiejscowiła się tuż obok niego. - Nie wierzę, że umierasz, oszukujesz mnie. - Odparła. Naprawdę nie sądziła, że będzie z nim aż tak źle po tym ich małym wyścigu.

- Póki co nie mam pomysłu, muszę wymyślić coś kreatywnego, żebyś nie miał zbyt prosto. - Odparła zgodnie z prawdą, mógł jednak mieć pewność, że wystarczy chwila i na pewno znajdzie coś odpowiedniego. - Nie podziwiasz widoków, gdy umierasz. - Powiedziała jeszcze, gdyby zapomniał po co właściwie się tutaj zjawili.




RE: wiosenny spacer [kwiecień 1970] Kornwalia | Stella i Stanley - Stanley Andrew Borgin - 03.04.2023

Wylegiwanie się na piasku w kwietniu, nie należało do najlepszych decyzji jakie człowiek mógł podjąć. Czy miał jednak w tej sytuacji jakiś inny wybór? Stanley w końcu padał z nóg, czuł że za chwilę odpadną mu stopy od tego wysiłku. Jego pantofle nie nadawały się do takich sportów ekstremalnych... Co innego byłoby gdyby miał swoje buty z ministerstwa. Wtedy pokonałby Stellę bez dwóch zdań. A tak, to nie dosyć, że za chwilę umrze to jeszcze będzie musiał spełnić jej życzenie. O tyle, o ile nie miał problemów z tym drugim, tak to pierwsze może przeszkodzić w jego realizacji.

- Umieram. Widzę światło… - stwierdził, a następnie wyciągnął rękę w stronę słońca. Jeżeli kwestia związana z jego śmiercią była trochę przerysowana, tak światło widział rzeczywiście. W końcu dzisiaj pogoda dopisywała - Nigdy nie sądziłem, że wyzionę ducha na plaży… W Kornwalii… - dodał zgodnie z prawdą. Stanleyowi zawsze wydawało się, że jak już miałby umrzeć to albo ze starości albo w trakcie jakiejś operacji z Ministerstwa Magii… No ale skonać od biegu na plażę? Najgorsza możliwie śmierć…

- To proponuję tą kreatywną nagrodę wymyślić szybciej… - rzucił w eter swój pomysł - Chciałbym go mimo wszystko usłyszeć zanim tutaj się przekręcę na drugą stronę… - powiedział spoglądając na zegarek na lewej dłoni - Czyli za jakieś… 5 minut… - opuścił bezwładnie rękę na piasek. Oczywiście nie miał pojęcia czy naprawdę zostało mu tylko tyle życia. Wypowiedział te słowa bez większego pomyślunku, mając na uwadze po prostu swoje zmęczenie. To by dopiero było heca, jakby przepowiedział przyszłość…

- Nie mogę się skupić na dwóch rzeczach naraz Stella - odparł - Albo mam próbować umrzeć albo mam podziwiać widoki. Nie musiałbym umierać gdyby komuś nie zachciało się biegać - zaobserwował zależność - Nie mówiłaś, że z Ciebie jest mistrzyni w biegu na plaże. Jakbym posiadał taką wiedzę to nigdy bym się nie zgodził na wzięcie udziału w takich zawodach - zaśmiał się. Jakby to było prawdą, to i tak wziąłby udział w tej kompetencji. Wtedy jednak dałby z siebie zapewne 110%, aby udowodnić, że on też tak potrafi.

- Jeżeli okaże się, że jednak tutaj umrę to przekaż Anne, że to wszystko to Twoja wina - poprosił, a następnie wydał z siebie hark jakby jego dni były już policzone. Było to najprawdziwsze udawanie. Borgin potrzebował dodać trochę dramaturgii do tej sytuacji - Chwilę się pewnie po złości ale Ci wybaczy… Tak już to bywa jak się jest czyimś ulubionym dzieckiem… - stwierdził z uśmiechem na ustach. Pogodził się z takim obrotem spraw. Sam zresztą przystał na to, aby tak zostało. Panna Avery zaproponowała, że mogą to odkręcić, lecz on powiedział, że tak jest w porządku. Nie zmieniało to faktu, że lubił przytaczać tę sytuację czasami - O, albo powiedz, że zostałem piratem i zginąłem na morzu. To by też było coś… - przyznał - Moje ciało możesz wrzucić wtedy do wody, aby historia trzymała się kupy… Doświadczenie z przenoszeniem trupów w końcu już masz… - parsknął śmiechem, ponieważ przypomniał sobie kiedy nawiedził Stellę w jej mieszkaniu po raz pierwszy w nocy. Jego stan wtedy nie należał do najlepszych, a w dodatku zasnął pod jakąś szafką…

Według zegarka Stanleya, minęło już kilka dobrych minut, co świadczyło tylko o tym, że jego przepowiednia nie była poprawna. To oznaczało tylko jedno - nie wyzionie ducha na tej plaży. Tym samym będzie musiał spełnić jej życzenie - Chyba jednak żyje - odparł, siadając po turecku - W takim razie masz więcej czasu, aby coś wymyślić - ręcę wyrzucił do tyłu, aby zaprzeć się nimi o piasek. Swój wzrok skupił na morzu. Z każdą kolejną falą czuł, że zmęczenie odpuszcza, a jego siły powracają do stanu sprzed wyścigu.

- Miałaś rację. Ładnie tutaj - pokiwał głową - Latem musi tutaj być jeszcze lepiej - obrócił głowę w kierunku Stelli - Dużo ludzi pewnie jest tutaj wtedy? - zapytał. W zasadzie ciekawiło go to. Może mógłby coś zorganizować i zaskoczyć kiedyś swoją wybrankę takim niezapowiedzianym wypadem? Ale na takie rzeczy to będzie miał czas dopiero za rok. Teraz najważniejszy był egzamin Aurorski… Tak sobie zawsze wmawiał, aż do momentu, w którym odzywała się do niego Avery albo on wpadał na genialny pomysł nawiedzenia jej w środku nocy.